Dr Karol Koczy – germanista, tłumacz, znawca języka i kultury niemieckiej

0

(O „jego” m.in pochwale dla Güntera Grassa i Johannesa Bobrowskiego i jednocześnie zastrzeżeniach wobec – skądinąd znakomitego – Gerharda Hauptmanna oraz o wciąż aktualnej „Metodyce nauczania j. niemieckiego”)

On – Świętej Pamięci doc. dr Karol Koczy – wtajemniczał mnie w arkana Germanistyki, namówił do jej ciągłego studiowania, do tłumaczenia m.in. Hansa Hellmuta Kirsta, a także innych pisarzy, jak i zajęcia się analizą utworów, m.in Gerharda Hauptmanna, Anny Seghers i wspomnianego już Kirsta. Dołączam Go zatem do swojej kolekcji, wcześniej opisanych przeze mnie w Przeglądzie Dziennikarskim osobowości (kliknij tutaj), m.in. Jana Edmunda Osmańczyka, Karla Dedeciusa, Mieczysława Wejmanna, Bronisławy Wilimowskiej i innych.

Karola Koczego przede wszystkim interesowała niemiecka literatura „wojenna”, której był znawcą, a w jej kontekście tzw. wątek „polski”. Istnieje bowiem bardzo zróżnicowane podejście do tej tematyki niemieckich pisarzy „trzech” pokoleń: tych, którzy okres III Rzeszy przeżyli, inne spojrzenie mają ci, którzy urodzili się w trakcie wojny II wojny światowej, a jeszcze inne, którzy „przeszłość” wojenną – zwłaszcza w kontekście „niemiecko-polskim” znają tylko z literatury i opowiadań rodziców.

Współtworzył też Karol Koczy „organizacyjnie” szczecińską germanistykę! Będąc następnie przez kilka lat szefem Instytutu Germanistyki Uniwersytetu Szczecińskiego, który od czasów Koczego jest instytutem prężnym, znanym i liczącym się w Polsce i Europie. Kształcącym nie tylko nauczycieli języka niemieckiego, ale który stał się dziś także poważnym ośrodkiem badawczym, szczególnie w zakresie językoznawstwa (głównie za sprawą późniejszego jego dyrektora – prof. zw. dr hab. Ryszarda Lipczuka).

Karol Koczy przyczynił się też do powołania do życia m.in. „Zeszytów Naukowych Instytutu Germanistyki Uniwersytetu Szczecińskiego – dziś również bardzo cenionego periodyku „Colloquia Germanica Stetiniensa”! W którym – wspomniana na początku „problematyka wojenna w literaturze niemieckiej XX wieku”, będąca jego naukową pasją, stała się tematem wiodącym (pod jego redakcją) jednego z wcześniejszych zeszytów „Colloqiów”[1]. Znajduje się w nim m.in. bardzo ciekawa rozprawa pt. „Der Krieg bei Johannes Bobrowski” (Wojna w utworach Johannesa Bobrowskiego), który był przez kilka był szczególnym tematem badawczym Karola Koczego i zaowocował cenioną książką[2].

Niżej podpisanego zbliżyła do Karola Koczego także Jego znajomość i „miłość” do Górnego Śląska, na którym się urodził (z którego też pochodził mój Ojciec). Także tam – w Katowicach (choć obecnie Germanistyka Uniwersytetu Śląskiego ma swoją siedzibę w Sosnowcu) – Karol Koczy był swego czasu wśród tych, którzy nie szczędzili czasu dla jej powołania na Uniwersytecie Śląskim. Choć – co trzeba podkreślić – idea tworzenia „germanistyk” w Polsce, przez lata miała wielu politycznych (a przede wszystkim w owym czasie, kiedy powstawały na Górnym Śląsku i w Szczecinie) zagorzałych przeciwników. Nieustannie bowiem trzeba było przekonać decydentów, iż germanistyka to nie „germanizacja”, a służy przede wszystkim – poprzez język i kulturę – poznawaniu się naszych narodów, pogłębianiu szerokiej współpracy między Polakami a Niemcami (także gospodarczej i wszelkiej innej), co w kontekście tragicznych wydarzeń II wojny światowej, którą wywołali Niemcy, jest nadal nie do przecenienia. Przy okazji upominam się o polonistykę na uniwersytetach niemieckich, która w ostatnich latach tam obumiera (ale to temat do oddzielnego artykułu).

Tymczasem rozwój germanistyki w Polsce jest nadal bardzo pożądany. Przy czym chodzi nie tylko o zwiększenie liczby nauczycieli języka niemieckiego (to też), ale w ogóle zwiększenie kadr przygotowanych do szerokiej, wielostronnej współpracy z Niemcami, w tym i współpracy naukowej dla lepszego poznawania się naszych narodów, m.in. poprzez literaturę, język i historię, filozofię, kulturę i inne dyscypliny wiedzy. Szczególnie obecnie istnieje potrzeba pilnego zainicjowania badań porównawczych (których nadal jest stanowczo za mało). Wciąż też brakuje wspólnego podręcznika historii analizującego trudną przeszłość polsko-niemiecką (zwłaszcza lat 1939-1945), który byłby obowiązkową podstawą nauczania w Niemczech i w Polsce.

Nadal powinno się dążyć do przełamania stereotypów, które wciąż – z jednej i drugiej strony – negatywnie wpływają na ogólną opinię o Polakach w Niemczech i odwrotnie – o Niemcach w Polsce! I mają wpływ na rozwój naszych dwustronnych stosunków.

Brak jest także pogłębionej analizy o NRD na tle ogólnych, zwłaszcza perspektywistycznych stosunków polsko-niemieckich. Także roli Polski i Niemiec w integracji europejskiej, zachowania pokoju w Europie, przeciwdziałania terroryzmowi, a nade wszystko pogłębiania – korzystnej dla obu stron – współpracy gospodarczej, jak i wspólnego kreowania – w ramach UE – dwustronnych kontaktów obu naszych krajów z tzw. Wschodem. Piszę o tym, gdyż Karol Koczy nieustannie orędował o rozwiązanie tych zagadnień.

Był autorem cennych książek, zwłaszcza „Hauptmanniana”[3] i „Małej pochwały wielkiego Grassa”[4] oraz nadal ważnej – mimo upływu czasu – „Metodyki nauczania języka niemieckiego”[5]. Gdyby nie napisał niczego więcej, to i tak zostałby z tymi pozycjami w bibliografii przedmiotu. Jego dorobkiem są też liczne artykuły i recenzje, wprowadzające czytelników w świat niemieckiej literatury, szczególnie współczesnej. (Warto było by taki tom jego prac publicystycznych opracować i wydać).

Był też Karol Koczy świetnym tłumaczem, zwłaszcza wierszy (może dlatego, iż sam parał się również poezją. Pisał tzw. rymowane – z pointą – „Głupie myśli”). Świetnie znał język niemiecki i zawsze szczerze podziwiałem jego umiejętności „ambasadorowania” sprawom polskim w kontaktach z Niemcami. Był przede wszystkim wielkim rzecznikiem Ziem Odzyskanych, które szybko stały się Jego (po „polskim” Śląsku) nową małą Ojczyzną! Niestrudzenie wspomagał proces nadania im – po wiekach – obecnego oblicza polskości.

Książkę Karola Koczego, którą należy cenić najbardziej – to niewątpliwie „Mała pochwała wielkiego Grassa”[6]. Jako jeden z pierwszych polskich germanistów „opisał” w niej przed laty fenomen Güntera Grassa, o którym Nadime Gordimer (Laureatka Literackiej Nagrody Nobla w 1991r.) powiedziała, że „…Od czasów Tomasza Manna żaden niemiecki pisarz nie wywarł tak dużego wpływu na literaturę powszechną… jak Günter Grass”. I miała rację. Mimo – iż Grass jawi się w Polsce (po różnych swoich, zwłaszcza pod koniec życia, wypowiedziach) jako pisarz co najmniej ”kontrowersyjny”.

To, co Koczy pisze o Grassie – najpełniej oddaje wiersz samego pisarza „O czym piszę”, (który znakomicie przełożył Bolesław Lubosz). Oto ten wiersz we fragmentach:

Piszę (napisał G. Grass):

 …o jedzeniu i niesmaku.
…O nadprogramowych gościach, którzy nie proszeni
przybyli o drobne stulecie za późno.
…O tęsknocie makreli za wyciśniętą cytryną.
… O poście i o hulakach,
…o pożywności bydła ze stołów bogaczy,
…o tłuszczu i łajnie…
…O tym jak duch na żółtaczkę zachorował
a brzuch rozstroił się psychicznie;
…Piszę o piersi,
…o ciężarnej Ilsebil
I …będę pisał
…O ostatnim podzielonym kęsie,
…O godzinie z przyjacielem
przy chlebie, serze, orzechach i winie.
…o głodzie jak został opisany
i pisemnie rozpowszechniony.
…O przyprawach
…Codziennej papce,
którą jeszcze wpierw przeżuto
…O wstręcie nad pełnym talerzem,
…o dobrym smaku,
…o mleku (jak tężeje),
… o buraku, kapuście i zwycięstwie kartofla
napiszę jutro,
…jak i
…o jajku.
…o nas wszystkich
…nad do czysta wyjedzonym stołem
będę pisał;
…także o tobie,
o mnie i
o ości w przełyku[7].

Co do powyższych słów, które znajdują się w tym wierszu, można jeszcze dodać?

Karol Koczy chyba najpełniej wskazał na skalę zainteresowań pisarza i jego oddziaływania artystycznego. Podkreślił jego niepodważalną suwerenność, mistrzostwo oraz oryginalność i głębię! (To tylko niektóre cechy czyniące z Güntera Grassa znaczącego pisarza w historii literatury XX wieku!)

I to też powód, dla którego osobiście tak często wracam do „Małej pochwały wielkiego Grassa” Karola Koczego, gdyż znajduję w niej (mimo, że książeczka jest niewielka): oryginalność literaturoznawczej wiedzy i odkrywczość interpretacji pisarstwa G. Grassa, zwłaszcza w kontekście interesujących nas POLONICÓW.

„Nikt nie powinien przejść obok nich obojętnie, ponieważ Grass otwarty jest na wszystko – od moralności do polityki” – napisał Karol Koczy[8].

Karol Koczy zwrócił ponadto uwagę, że Grass to:

  1. specyficzne „sumienie” narodu niemieckiego po drugiej wojnie światowej i jako takiego trzeba go „czytać”!
  1. To KTOŚ, kogo nie daje się zamknąć w żadne ramki i mimo – iż nieraz szargał świętości i nieraz zakpił sobie również z rzeczy polskich, góruje w nim fascynacja (swego rodzaju obsesja) właśnie polskością.

Jako potwierdzenie tej opinii (sympatii dla Polaków), przytoczę jeszcze Jego wiersz pt. „Don Kichot” – mimo, iż „opisuje” z drwiną szarżę polskiej konnicy na zgromadzone pod Kutnem niemieckie czołgi!

Wiersz ten w przekładzie Karola Koczego brzmi:

Zawsze to mówię, Polacy są uzdolnieni,
Są zbyt uzdolnieni, do czego uzdolnieni?
Są uzdolnieni w rękach,
w całowaniu ustami,
uzdolnieni nawet w tym:
w melancholii i w kawalerii.
Przybył bowiem kiedyś pan Kichot, bardzo uzdolniony Polak,
który stanął pod Kutnem na wzgórzu, za nim czerwień zachodu
i pochylił biało-czerwona lancę
i …pogalopował ku niezdolnym zwierzętom,
skazanym na motory,
wprost na mundury feldgrau, na flankę…
Tam załamało się uzdolnienie, tam całowali nieuzdolnieni
nie wiem, czy były to owce, wiatraki, czy czołgi –
które całowały panu Kichotowi ręce.
Ten zawstydził się, zdolnie zaczerwienił;
nie miał w tej sprawie zdania – ale potwierdził, że
…Polacy są utalentowani…[9]

Myślę, że szczególny sentyment Karola Koczego do Güntera Grassa bierze się też stąd, że pisarz ten był w czasach Willy Brandta rzecznikiem pojednania z Polską, popierał jego ówczesną politykę Wschodnią, a także w sposób jednoznaczny – jako autorytet moralny – wypowiadał się za ostateczną niemiecką rezygnacją z ziem za Odrą i Nysą, a także zakładaniem tam nowych miast polskich ze starą nazwą. Dziś mało kto o tym pamięta i dlatego o tym wspominam.

Autorytet Karola Koczego pomógł mi też swego czasu w argumentowaniu polskości Szczecina, w szukaniu słowiańsko-polskich śladów tego miasta w przeszłości. Bowiem był Karol Koczy wśród współorganizatorów konkursu „Dzieje Szczecińskich Rodzin”, którego celem było m.in. ukazanie pozytywnych związków (rodzinnych!) polsko-niemieckich, od czasów Mieszka I do (szczególnie!) pierwszej połowy w XX wieku. Niżej podpisany też jest przykładem pochodzenia z takiej polsko-niemieckiej rodziny, która po wojnie wróciła do kraju i zamieszkała w Szczecinie[10].

Karol Koczy nauczył mnie spoglądać na Güntera Grassa, jako na pisarza (Noblistę!), który mimo wszystko rozprawił się z nazizmem. Stąd cieszę się, że pisarz ten jest rozpoznawany w Polsce dzięki wielu wybitnym tłumaczom, takim jak Sławomir Błaut, Egon i Irena Naganowscy czy Bolesław Fac. Wyrażam dla nich swój podziw i szacunek, bo tłumaczenie jest wielką i trudną sztuką[11].

W stałym dorobku Karola Koczego pozostanie też Jego „Metodyka nauczania języka niemieckiego” (napisana wspólnie z Ludwikiem Grochowskim)[12]. Ta książka o przedmiocie i zakresie metodyki nauczania języków obcych, o naukowych podstawach glottodydaktyki, o języku niemieckim jako przedmiocie nauczania – mimo upływu lat – nic nie straciła na aktualności.

Nie „zestarzały się” też ćwiczenia językowe, które w swej pracy proponują autorzy, ani też znaczenie pomocy naukowych do nauczania języka obcego czy kontrola i ocena pracy oraz osiągnięć ucznia, zadania domowe, jakie musi wykonać uczący się. Wciąż za ważne uważa się zajęcia pozalekcyjne, fakultatywne czy pozaaudytoryjne.

Jeśli coś w tej książce należałoby uzupełnić, to zagadnienia dotyczące aktualnych tendencji w rozwoju dydaktyki języków obcych i metod alternatywnych, które w międzyczasie powstały, a których znajomość i zastosowanie może wzbogacić tradycyjne metody nauczania. Ale i tak ta „metodyka” nie ma do dziś w Polsce konkurenta i nie ma studenta, który pisząc pracę magisterską z zakresu glottodydaktyki, nie powołałby się na tę książkę. I trudno byłoby to w jakikolwiek sposób zakwestionować. Koczy i Grochowski napisali swoją książkę tak, że teoretycznie nigdy się nie zestarzeje, gdyż autorzy z góry założyli, że korzystający powinni uzupełniać podane w niej informacje przez dodatkowe studiowanie literatury przedmiotu sugerowanej przez autorów w przypisach i uzupełnianej według obecnego stanu wiedzy.

Wspomnę jeszcze o innej ważnej książce Karola Koczego pt „Hauptmanniana”. Po prostu dlatego, iż książka w sposób bardzo istotny przybliża (a w zasadzie przypomina) wielkiego dramatopisarza, a przede wszystkim jego mniej znaną twórczość epicką, nie wiadomo dlaczego pomijaną w prawie wszystkich próbach przedstawienia dzieła tego znakomitego pisarza, laureata nagrody Nobla[13].

Wartością tej pracy Karola Koczego jest właśnie analiza jego małych form prozatorskich (znakomitych! Mam na myśli m.in. opowiadania „Dróżnik Thiel”, czy „Karnawał”.) A ponadto Karol Koczy analizuje publicystykę Hauptmanna z punktu widzenia jego stanowiska wobec spraw polskich, szczególnie Górnego Śląska, które niestety nie było po myśli Polaków. Muszę o tym wspomnieć, gdyż źródła niekorzystnych dla nas stereotypów, o których wcześniej wspomniałem, także miały swe „korzenie” w tego rodzaju wypowiedziach pisarskich.

Karol Koczy dowiódł, że Hauptmann zajął wręcz wrogie stanowisko wobec powstań Górnoślązaków, ale tak myślało wówczas wielu intelektualistów niemieckich, którym swego czasu poświęcił swoją uwagę niezapomniany Jan Chodera, pisząc swoją „Literaturę niemiecką o Polsce ”[14] i prezentując motywy literatury odwetowej, jaka niestety miała (obok postępowej literatury o Polsce) w Niemczech miejsce. I to w szerokim zakresie – gloryfikujący mit historyczny (Deutsche Mission im Osten), rewizjonistyczny (Geraubtes Land), odwetowy (Volk am Kreuz), a nawet polityczny (Polen greift an!) i rasistowski (Minderwertiges Volk).

Wspominam o tym, gdyż Karol Koczy w „Hauptmanianach” nawiązuje do tego nurtu. Stanowisko Hauptmanna nacechowane było całkowitym brakiem obiektywizmu i poczucia rzeczywistości i w swej istocie było głęboko antypolskie. Podobnie, jak swego czasu inicjatywa pani Steinbach dążącej do utworzenia w Berlinie „Centrum Wypędzonych”.

Może dlatego Karol Koczy, dla przeciwwagi, zajmował się również przez długie lata wspomnianym już Johannesem Bobrowskim, który był w swej twórczości ostrym krytykiem niemieckiego „Drang nach Osten”. Karol Koczy poświęcił temu pisarzowi bardzo interesującą rozprawę pt „Johannes Bobrowski: Ein Deutscher und der Osten”. (opublikowana została w serii „Schriftenreihe der Akademie Sankelmark”,[15] zdobywając uznanie niemieckiej krytyki. W Polsce z tym uznaniem Karol Koczy miał mniej szczęścia, gdyż nie przyjęto jego rozprawy jako pracy habilitacyjnej, przewód ciągnął się latami, aż w końcu autor poddał się i nie zrealizował w tym zakresie swoich planów.

Ale wracając jeszcze do Bobrowskiego, który był rzecznikiem pokojowego współistnienia Niemców i Polaków, kochał ludzi, a szczególnie Polaków, był mocno związany z tematyką polsko-niemiecką i analizował w swej twórczości problem winy narodu niemieckiego wobec Polski i Europy Wschodniej. Ten pisarz rozprawił się też z kolonizacyjną polityką Niemców na polskich terenach w latach zaboru, dość przypomnieć jego słynną powieść z roku 1964 „Młyn Lewina” z terenu Pomorza (wydanie polskie 1967). Bobrowski był też znakomitym lirykiem. Jego twórczość dałoby się określić mottem (używając Jego własnych słów),

…Wo Liebe nicht ist,
spricht das Wort nichts aus.

(Miłości nie zastąpią żadne słowa)

Odnosił te słowa do pojednania niemiecko-polskiego. Był niejako prekursorem późniejszych dokonań w tym zakresie, których kulminacją jest obecnie obowiązujący „Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy między Polską a Niemcami”.

  1. Z Karolem Koczym łączyła mnie i moją żonę wieloletnia bardzo serdeczna przyjaźń i współpraca. Po naszym wyjeździe ze Szczecina do Warszawy często odwiedzał nas. Przed Jego śmiercią zdążyliśmy się z Nim pożegnać, odwiedzając Go w szpitalu. Spoczywa na Cmentarzu Centralnym „Ku Słońcu” w Szczecinie. Na płycie Jego grobu wyryto: „Nie umiera ten, kto żyje w sercach i pamięci naszej”.

Karol Koczy nie wszystek umarł, gdyż pozostaje w katalogach i księgozbiorach. Pozdrawiam serdecznie Jego żonę – Julię i córki: Basię i Sylwię, proszę też o ew. nadesłanie mi Jego dotąd nieopublikowanych „Głupich myśli”. Warto je utrwalić w jakimś bibliofilskim wydaniu, jak również wybór Jego wierszy.

Żonie mojej przysłał kiedyś życzenia urodzinowe w formie wiersza (miał także niezwykły talent do pisania bardzo „zgrabnej” poezji, której wydany tomik, wraz ze wspomnianymi wyżej rymowanymi „Głupimi myślami” też byłby cenną pamiątką po Nim). A oto fragment tego wiersza zadedykowany mojej żonie:

„…Magdaleno – muzo mojego Przyjaciela… Karola/ Jedyna/…z mazurskich jezior i lasów wyrosła/…zawsze śpiewająca/…z potrzeby serca/…niczym królowa wiosny/…i niech tak już pozostanie/…na zawsze…śpiewająca Pani” (KK, Szczecin, 06.03.2012). Dodam, że żona moja przez wiele lat śpiewała (i nawet prezesowała!) w Akademickim Chórze Politechniki Szczecińskiej, kiedy jego dyrygentem był niezapomniany, wspaniały – Jan Szyrocki.

[1] Karol Koczy (Redaktion): Die Kriegsproblematik in der deutschen Literatur des XX Jahrhunderts, Colloquia Germanica Stetiniensa, Numer 2 (40), Szczecin 1989

[2] Karol Koczy: Johannes Bobrowski – Ein Deutscher und der Osten, Akademie Sankelmark, 1989

[3] Karol Koczy: Hauptmanniana, Wydawnictwo „Śląsk”, Katowice 1971

[4] Wydawnictwo „Foka”, Szczecin 1999

[5] Karol Koczy, Ludwig Grochowski: Metodyka nauczania języka niemieckiego, PWN, Warszawa 1980

[6] Karol Koczy: Mała pochwała wielkiego Grassa”, Wydawnictwo Foka, Szczecin 1999

[7] Tłumaczył Bolesław Lubosz [w:] Karol Koczy: Mała pochwała wielkiego Grassa, Szczeci 1999,s.11-13

[8] Karol Koczy: Mała pochwała wielkiego Grassa , Szczecin 1999, s. 22

[9] Tamże, s.28 w przekładzie Karola Koczego!

[10] Szerzej w artykule pt. „Roman Czejarek”, Gazeta Wyborcza nr 301.4711, z dnia 24-26 grudnia 2004

[11] Karol Czejarek: O sztuce tłumaczenia, Colloquia Germanica Stetinensia nr 14, Szczecin 2005

[12] Karol Koczy, Ludwig Grochowski: Metodyka nauczania języka niemieckiego, PWN, Warszawa 1980

[13] Nawet Paul Schlenter, doskonały znawca i autor jego monografii G. Hauptmanna „Sein Lebensgang und seine Dichtung”, nie wspomina o jego twórczości epickiej (Berlin 1898)

[14] Jan Chodera: Literatura niemiecka o Polsce w latach 1918-1930, Wydawnictwo „Śląsk”, Katowice 1969

[15] Karol Koczy: Johannes Bobrowski – Ein Deutscher und der Osten, Akademie Senkelmark, Neue Folge – Heft 68, 1989

Poprzedni artykułLiga Mistrzów: Klaas-Jan Huntelaar – ulubieniec holenderskiej publiczności…
Następny artykułMEDyARTE – polska fundacja o światowych ambicjach
Karol Czejarek
Dr Karol Czejarek, prof. nadzw. - doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; germanista i niemcoznawca, tłumacz przysięgły i literacki j. niemieckiego. Emerytowany profesor nadzw. Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora; wieloletni pracownik naukowo-dydaktyczny w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego. B. sekretarz Międzywydziałowego Centrum Badań Niemcoznawczych AH w Pułtusku. Przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Autor m.in. monografii o Annie Seghers, książki „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”; także tłumacz 10 jego powieści i redaktor „Dzieł zebranych” opublikowanych przez Wydawnictwo Interart. Autor m.in. „Gramatyki niemieckiej dla ciebie” (wspólnie z J. Słocińską); spolszczenia (wspólnie z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins German Verb”; redaktor i inicjator publikacji (wspólnie z T. G. Pszczółkowskim, A. Warakomską, K. Garczewskim i A. Schmidtem) „Historia pamięcią pisana. Biografie polsko-niemieckie” (cz. I - Pułtusk 2014, cz. II Pułtusk 2017) oraz wydanej w 2011 r. (wspólnie z T. G. Pszczółkowskim) „Polska między Niemcami a Rosją”. Ponadto - autor wielu artykułów i recenzji. Członek Związku Literatów Polskich. Przed r. 1990 m.in. sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury i dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; od roku 1973 w Warszawie na stanowiskach m.in. dyr. Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Wydziału Kultury m. st. Warszawy, departamentów plastyki i książki w Ministerstwie Kultury i Sztuki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here