Bronisława Wilimowska, pseud. Bronka

1

Zadzwoniła do mnie kilkanaście dni temu Tunia Gajewska, znakomita flecistka, prof. Uniwersytetu Muzycznego (bratanica Artystki), z pytaniem, czy napiszę coś o Broni Wilimowskiej-Szlekys (czyli o jej cioci) z okazji kolejnej rocznicy Powstania Warszawskiego, którego BRONKA była aktywnym uczestnikiem.

Odpowiedziałem krótko: NAPISZĘ! A przy okazji przypomnę PT Czytelnikom „Przeglądu Dziennikarskiego” (za zgodą jej red. nacz. Pawła Rogalińskiego, z którym druk tego „artykułu” uzgodniłem) zasługi Artystki i  to nie tylko jako powstańca, ale przede wszystkim jako Malarki. Należała bowiem i nadal należy do moich najbardziej cenionych artystek (obok Marii Wollenberg-Kluzy, Urszuli Plewki-Schmidt, Andrzeja Fogtta czy Krystyny Mieszkowskiej-Daleckiej, o których też kiedyś zamierzam napisać). A „za telefon” serdecznie Pani Profesor Gajewskiej dziękuję, choć i bez niego napisałbym, gdyż Artystka żyje nadal w naszych wspomnieniach jako niewątpliwie Ktoś wybitny i niezapomniany.

To Ona nauczyła mnie – „nie Warszawiaka” – dostrzec i poznać istotę zrywu powstańczego, mimo klęski i nieprawdopodobnych cierpień ludności cywilnej i zbrodni dokonanej przez Niemców na mieście, po którym nie miało pozostać nic. Ona też ukształtowała moją wiedzę o patriotyzmie i w dużym stopniu o sztuce polskiej, malarstwie „klasycznym” i współczesnym, a także uwrażliwiła na problemy życiowe artystów, wystawiennictwa, potrzebę budowania pracowni plastycznych itp. Ale po kolei.

W Jej ocenie powstanie, choć przegrane, było wielkim spontanicznym zrywem warszawiaków! I powiedziała kiedyś, czego nigdy nie zapomnę, znamienne słowa: „Chwała zwyciężonym!” I stojąc przed swymi „powstańczymi” obrazami dodała… „Pamiętaj Karolu, że powstanie było nie tylko zrywem w obronie polskości (przed germanizacją i okrutną okupacją Niemców), ale zrywem do wielkiej demokratycznej humanistycznej wolności!” (którą zresztą – jakby na to nie patrzeć – dziś mamy).

Poruszony tym wyznaniem bezwiednie powtórzyłem za Nią: „Chwała zwyciężonym! I Broniu (bo byliśmy „po imieniu”), pozostańmy przy tym”. Prawdziwie kochałaś Polskę, widziałaś jej siłę we wspólnej Europie, ale żyjącej w zgodzie (i współpracującej) zarówno z Zachodem, jak i Wschodem, jako że urodziłaś się w dalekiej Gruzji, ale poprzez studia m.in. we Francji i zetknięciu się ze sztuką włoską widziałaś – słusznie – polskie dziedzictwo kulturalne, jako porównywalne z czołową sztuką światową. Byłaś przykładem działania na rzecz pokoju, rozwoju krajów i ludzi, dbania o prawa człowieka i budowania praworządnego kraju.

Bronia (dziś spoczywa w grobie powstańczym zgrupowania „Kryska” na Powązkach) w czasie powstania straciła prawą rękę i po wojnie musiała pędzel malarski przerzucić do lewej. I malowała „po tym” jeszcze ładniej niż wcześniej. Przede wszystkim cudowne pejzaże krajobrazowe, portery ludzi, a zwłaszcza bohaterów narodowych: sportretowała m.in. Bitwę o Monte Casino, ale i forsowanie Odry. Malowała „zwycięstwo” w Berlinie. Pozostały po niej przepiękne kwiaty (oczywiście na płótnie), a nade wszystko zaułki Warszawy, Stare Miasto, Rynek, Zamek, nowe dzielnice. Wspaniale portretowała też dzieci i …kwiaty, pełne kolorów, ciepła i „miłości”, symbolizujące normalne ludzkie szczęście i życie.

Polskę (mimo, że nie urodziła się w Polsce) Artystka uznała za swoją ojczyznę. I to chciałbym mocno podkreślić. A przy okazji prosić Pana Dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego o upamiętnienie jej dokonań w muzeum, choćby jednym obrazem (z „tabliczką”) z jej bogatej spuścizny malarskiej, w tym „powstańczej”.

Bronisława Wilimowska swoje obrazy zaczęła wystawiać już jako dziecko – wówczas jako Brony Stach, prezentując w 1921 r. w Paryżu dwa gwasze przedstawiające gromadkę dzieci ślizgających się i dziewczynki biegające za polskim sztandarem(!). Pierwsza jej wystawa indywidualna miała miejsce w 1937 r. w salonie Garlińskiego w Warszawie. Po wojnie  (razem z Edwardem Duklenem) – już w roku 1946 prezentuje swoje obrazy w Lublińcu, gdzie pochowany został jej pierwszy mąż – pułkownik Stanisław Wilimowski. Żołnierz Września, bliski współpracownik gen. Władysława Sikorskiego, którego Artystka znała osobiście i realistycznie sportretowała. (Drugim jej mężem był Olgierd Szlekys – architekt wnętrz, znany w przeszłości rysownik i akwarelista, projektant mebli, współtwórca „Ładu”). Portretowała Bronisława Wilimowska i innych naszych wybitnych „przedstawicieli narodu”, jak: Kościuszkę, Chopina, Paderewskiego, niezapomnianego prezydenta Starzyńskiego, Jana Edmunda Osmańczyka, współtwórcę „Rodła” i prawd przedwojennego Związku Polaków w Niemczech. Swoją sztuką nawiązywała do tradycji postimpresjonistycznego i realistycznego polskiego malarstwa XX wieku.

Urodziła się w 1909 r. w Petersburgu. Jej rodzina wywodziła się z dalekiej Gruzji, ale Polska stała się szybko (i na zawsze) jej ojczyzną i domem. W 1939 r. Bronisława Wilimowska była również żołnierzem Września. W roku 1942 wstąpiła do Armii Krajowej, zostając żołnierzem 3 kompanii V zgrupowania. W Powstaniu Warszawskim – jako „Bronka” – walczyła na Czerniakowie. Stąd m.in. namiętnie namalowane bitwy: Monte Cassino, Lenino, Wał Pomorski, Obrona Warszawy w 1939 r. i nade wszystko Powstanie Warszawskie. Wojsko, Polska i Warszawa – Stare Miasto, Zamek Królewski, Wilanów, Łazienki, Belweder, Cytadela, pomniki warszawskie i powstańcy Warszawy,  były ulubionymi tematami jej twórczości. A obok nich – pejzaż polski, dzieci i kwiaty oraz „widokówki” z odwiedzanych krajów, w których miała wystawy indywidualne, bądź reprezentowała Polskę w wystawach zbiorowych.

Prywatnie była osobą bardzo skromną, życzliwą, z dystansem odnoszącą się do swojej twórczości. Była ponadto Kimś, kto – obcym i potrzebującym jej pomocy – odwzajemniała się niezapomnianą przyjaźnią. Stąd od dawna zabiegam także (jak na razie bezskutecznie) u władz Warszawy o upamiętnienie jej życia i twórczości stosowną tablicą pamiątkową na jednym z domów, w których miała pracownię artystyczną (na ul. Świętojańskiej), albo w którym mieszkała – na Rynku St. Miasta.

Jej obrazy – mimo, że dokumentują na ogół smutną prawdę o losie narodu polskiego w XX wieku – tchną optymizmem, fascynują gamą bieli, świetlistych szarości i ciepłych brązów. A jednocześnie wyrażają wiarę w ludzi, miłość i przyszłość narodu. Bardzo chciałbym tym wspomnieniem (a może i książką, gdyby się znalazł sponsor) ocalić od zapomnienia jej życie, a przede wszystkim twórczość. W dniach rocznicy Powstania Warszawskiego – jak co roku – odwiedzimy (z żoną i naszymi dziećmi) jej mogiłę na Wojskowych Powązkach, zapalimy świeczkę, pozostawiając świeże kwiaty, które tak uwielbiała.

Poprzedni artykułAmeryka Łacińska. „Ucinanie głów jest na porządku dziennym”
Następny artykułFeromony a homoseksualizm
Karol Czejarek
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here