Polemika z p. Bernardem Mackiem i prof. Ryszardem Lipczukiem

3

Z zainteresowaniem, ale i z pewną irytacją przeczytałem artykuły obu polemistów oraz ich polemiki wokół sposobu relacjonowania wydarzeń polskich w niemieckich mediach. Wprawdzie obaj autorzy – prof. Ryszard Lipczuk i pan Bernard Mack – przytaczają swoje opinie na podstawie lektury niemieckich gazet i oglądania programów niemieckich stacji telewizyjnych. Ale ich polemika sprowadza się – u pana Macka – do przekonania o rzetelności tych relacji, ponieważ pochodzą z mediów głównego nurtu, zaś u prof. Lipczuka – do kwestionowania obiektywności tych mediów. Obaj polemiści oparli swoje rozważania na tych samych mediach, gdy tymczasem są jeszcze inne, nieuznawane przez niemiecki establishment, ba, wręcz zwalczane przez nie. Prof. Lipczuk wymienił tylko dwa z nich, ale żaden z nich nie może być uznany za „niszowy”: Tichys Einblick ma ponad 7,5 mln internetowych odsłon i zajmuje 39. miejsce wśród gazet i czasopism internetowych. Zaś internetowe wydanie tygodnika Junge Freiheit, którego wydanie drukowane liczy niecałe 30.000 egzemplarzy, ma także wielokrotnie większą liczbę czytelników. Mam sporo znajomych w Niemczech, którzy regularnie czytają internetowe wydania JF i czerpią z nich swoją wiedzę o sprawach niemieckich i międzynarodowych. Pan Mack pominął te media, a co więcej – przyznał, że nie ogląda polskiej telewizji państwowej, uważanej przezeń za nieobiektywną. Prof. Lipczuk zaś dzielnie atakuje te niemieckie media z pozycji obrońcy obecnego obozu władzy.

Tymczasem obaj polemiści pominęli jakże istotny fakt, iż w Niemczech opinię publiczną kształtują nie tylko media głównego nurtu, ale także ponad setka gazet i czasopism, kanałów telewizyjnych i blogerów, nazywających się mediami wolnymi i alternatywnymi wobec zdominowanego przez lewicowy mainstream. Rację ma prof. Lipczuk pisząc, iż „nie ma w Niemczech takiego pluralizmu mediów jak w Polsce, tam wszystkie (prawie wszystkie) media – ze swoją polityczną poprawnością – mówią podobnym głosem, reprezentują identyczne lub podobne punkty widzenia…” Ale autor pominął właśnie te wspomniane wyżej dziesiątki wolnych mediów, spośród których wymienię tylko przykładowo kilkanaście czytanych przez Niemców znużonych propagandą mainstreamu: Alternative Presseschau, Anonymous News, Anti-Spiegel, Apolut net, Bundesdeutsche Zeitung, Compact Magazin, Deutschland-Kurier, Deutschland-Magazin, Die Tagesstimme, eigentümlich frei, Eingeschenkt TV i wiele, wiele innych (wymieniłem tylko niektóre do litery E, moja prywatna lista obejmuje ponad 100 tytułów!) Są to media nie przestrzegające ani reguł tzw. poprawności politycznej, ani wymaganego od kilku lat posługiwania się słownictwem zgodnym z genderyzmem, media otwarcie atakujące politykę rządu federalnego i rządów poszczególnych krajów związkowych, w ostatnich latach przede wszystkim związaną z pandemią. Media, które informują także o wydarzeniach w Polsce w sposób przyjazny dla obecnego rządu polskiego, nie kryjące swych prorosyjskich sympatii, krytykujące politykę imigracyjną kanclerz Merkel i jej do dziś odczuwane negatywne skutki itd.

Problemem mediów niemieckich jest to, że są zdominowane przez nurt lewicowy. Według oficjalnych badań aż 75 % dziennikarzy z aprobatą pisało w 2015 roku o polityce kanclerz Merkel otwarcia granic dla uchodźców i ten odsetek do dzisiaj się nie zmienił – zamiast propagandy otwartości dla „uchodźców” (słynnej Wilkommenskultur) uprawiają obecnie propagandę proszczepionkową i atakują osoby niezaszczepione i nie chcące się zaszczepić, ukazują w niekorzystnym świetle demonstrantów protestujących przeciwko ograniczeniom swobód obywatelskich w ramach polityki walki z pandemią. Widać tu pewien paralelizm do mediów nazywających się w Polsce wolnymi, które z równym zacięciem zwalczają tzw. antyszczepionkowców.

Krótko mówiąc, pojęcie wolnych mediów jest względne. Zarówno w Niemczech, jak i w Polsce media manipulują opinią publiczną, uprawiają propagandę, przy czym pan Mack nie korzysta z dostępnych chociażby w sieci mediów alternatywnych, zaś prof. Lipczuk opiera swoje opinie wyłącznie na analizie mediów mainstreamowych, uznawanych przez media alternatywne „mediami kłamstw” (Lügenmedien), „kłamliwą prasą” (Lügenpresse). Polecam obu panom polemistom znakomitą książkę Thora Kunkela „Das Wörterbuch der Lügenpresse” (Słownik kłamliwej prasy, przy czym pojęcie słownika jest w przypadku tej książki umowne), wydaną przez znienawidzone przez niemiecki poprawnościowców politycznych wydawnictwo Kopp Verlag, a także książkę byłego dziennikarza Frankfurter Allgemeine Zeitung, Udo Ulfkottego „Gekaufte Journalisten” (Kupieni dziennikarze), ukazującą mechanizmy manipulacji w niemieckich mass mediach. To tylko dwa spośród wielu tytułów publikacji niemieckich na ten temat.

Autor tekstu: prof. Tomasz Pszczółkowski

3 KOMENTARZE

  1. Panie Profesorze, dziękuję za informacje o mediach alternatywnych funkcjonujących w Niemczech. Większość z tych tytułów nie była mi znana. Spytałem o to moich znajomych z krajów niemieckojęzycznych, w tym z Niemiec. Oni też nic nie wiedzieli o istnieniu tych tytułów. Można więc przypuszczać, że są to portale internetowe znane jedynie wąskiej grupie użytkowników, a niektóre z nich reprezentują dosyć skrajne poglądy. Trudno je porównywać z czołowymi mediami (prasa, telewizja, radio), które mają szeroki zasięg – i mają charakter opiniotwórczy zarówno w samych Niemczech, jak i i za granicą.
    Z satysfakcją przyjąłem jednak fakt, że Pan w dużym stopniu podziela moje krytyczne spojrzenie na te mainstreamowe niemieckie media i na ich dosyć jednorodny charakter.

  2. Szanowny Panie Profesorze,

    dziękuję za komentarz. Jak powiada Pismo Święte, „szukajcie, a znajdziecie” i ja znalazłem mediów alternatywnych ponad 100. Zajmuję się nimi od kilku lat i przygotowuję na ich temat większą publikację.

    To, że w Niemczech dominują media mainstreamowe, jest faktem. Ale proszę mi wierzyć, że media alternatywne wobec nich są także czytane i oglądane (niezależne kanały telewizyjne!). Widocznie mamy różne kręgi znajomych. Wśród moich są także tacy, którzy nie ukrywają swojego krytycyzmu wobec polityki czy to A. Merkel, czy też obecnego kanclerza Scholza.

    Z wyrazami szacunku
    Tomasz G. Pszczółkowski

  3. Dziękuję za komentarz.
    Chciałbym zwrócić panu profesorowi uwagę na to, iż jestem jedynie przedstawicielem szeroko rozumianego ogółu społeczeństwa niemieckiego. Nie zajmuję się publicystyką ani badaniem rynku medialnego. Zabrałem głos jedynie dlatego, że nie zgadazam się z teorią głoszoną przez prof.Lipczuka. Istnienie alternatywnych żródeł informacji nie zmienia faktu, że zdecydowana większość społeczeństwa niemieckiego do takich żródeł w ogóle nie sięga. Ocena popularności jakiegoś portalu na podstawie „kliknięć” obarczona jest ogromnym błedem, bo jak pan zapewne wie to „kliknięcie” ma wartość wymierną dla wydawcy portalu. Nie może to zatem być narzędziem do oceny populaności i żródła wiedzy dla społeczeństwa. Do mnie, jako laika w sprawach badania rynku mediów. pańskie wywody w ogóle nie przemawiają . Proponuję by pan do swoich „narzędzi” naukowych włączył również badania sondażowe, na przykład : https://www.ard-media.de/fileadmin/user_upload/media-perspektiven/pdf/2018/0518_Simon.pdf Na podstawie mojego 30 letniego doświadczenia w Niemczech uważam , iż podane wyżej źródło jest wiarygodnym żródłem informacji.W każdym kraju (również w Niemczech)istnieje pewna grupa ludzi dla których oficjalne media nie są wiarygodne i to jest sprawa oczywista, istotny jest tylko jej udział w całym społeczeństwie. Mam nadzieję, iż również moją opinię,jako jednego ze znajomych z Niemiec, uwzględni pan w swojej publikacji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here