O Polsce w niemieckich mediach – moje krytyczne refleksje

6

Główną inspiracją do napisania niniejszego tekstu były moje mailowe dysputy z kolegą ze studiów, pochodzącym z Polski mieszkańcem i obywatelem Niemiec. Nasze dyskusje dotyczą aktualnych tematów, szczególnie tych dotyczących relacji polsko-niemieckich. W dużym stopniu opieram się więc na materiałach prasowych czy internetowych, które otrzymuję od Romana (tu moje podziękowanie dla niego!). Jest dosyć oczywiste, że często (choć jakby teraz już rzadziej) mamy całkiem odrębne zdania.

Moje przykłady pochodzą głównie z niemieckiej prasy, z telewizji oraz z radia (RBB (Radio Berlin Brandenburg)/ARD InfoNacht). Nie we wszystkich przypadkach byłem w stanie podać dokładne źródło (datę publikacji prasowej czy przekazu radiowego).

Przyjrzyjmy się najpierw STRONIE JĘZYKOWEJ niemieckich relacji prasowych (radiowych, telewizyjnych):

– Obecny polski rząd nazywany jest prawie zawsze (!): national-konservative PiS-Regierung (narodowo-konserwatywny rząd PiS-u) albo podobnie. Tego rodzaju określenia (również takie przymiotniki, jak: nationalistisch, rechtspopulistisch („prawicowo-populistyczny”), a czasem nawet rechtsextrem „skrajnoprawicowy”) mają w języku niemieckim pejoratywne konotacje, służą stygmatyzowaniu rządzących w Polsce jako nacjonalistów, wrogów postępu, wrogów liberalnej demokracji. Sugerują negatywny obraz tego „pisowskiego” rządu (PiS-Regierung, np. n-tv.de, 27.10.2021). W radiu RBB/ARD usłyszałem niedawno taką mniej więcej „opowieść”: w roku 2015 pogorszyły się niemiecko-polskie relacje, gdyż nowy rząd nie chciał przyjmować uchodźców. Rząd został wybrany przez nacjonalistyczną, wręcz szowinistyczną mniejszość i jest to „rząd przypadkowy” („Zufallsregierung”)(!!) Jest jednak nadzieja, że nowy przewodniczący największej partii opozycyjnej doprowadzi do zjednoczenia opozycji i za dwa lata władza się zmieni….

A gdzie szacunek dla demokracji, dla demokratycznego wyboru w kraju sąsiada?

Trudno to nazwać obiektywnym dziennikarstwem, wręcz odwrotnie. Jak by to brzmiało, gdyby prasa konserwatywna w Polsce o jakimś nielubianym przez nią rządzie mówiła zawsze (nie tylko okazjonalnie): „rząd lewacki”? Niestety media funkcjonujące w Niemczech rzadko używają neutralnej nazwy, bez wartościowania: polnische Regierung (polski rząd). Wolą nazywać go rządem populistycznym, rządem PiS-owskim! Tylko na marginesie dodam, że Prawo i Sprawiedliwość jest co prawda w tym rządzie najważniejszą, ale nie jedyną partią w ramach tzw. Zjednoczonej Prawicy.

– Chętnie podejmowany jest temat sądownictwa i relacji między prawem europejskim a polskim, przy czym Polska – zgodnie zresztą z narracją unijną – oskarżana jest tutaj o łamanie praworządności. Na ten temat m.in.: n-tv.de, 27.10. i 16.11. 21, Süddeutsche Zeitung, 22.10.21. W tym kontekście „obowiązkowa” jest zawsze konstrukcja przymiotnikowa: „umstrittene Justizreform” (kontrowersyjna reforma sądownictwa), a całe sądownictwo w Polsce jest „rechtswidrig”, „unrechtmäßig” (bezprawne, nielegalne, sprzeczne z prawem), zależy tylko od polityków… Ale są jeszcze (dotychczas funkcjonujący) „niezależni” sędziowie, w nich nadzieja, oni (słusznie) odmawiają współpracy z „bezprawnie powołanymi neosędziami” (”rechtswidrig ernannte Neo-Richter”)… Czy to jest na pewno bezstronna narracja? W moim laickim wyobrażeniu reforma sądownictwa w Polsce, choć nie zawsze przeprowadzana w zręczny sposób, jest koniecznością i musi być kontynuowana.

– Podobnie tendencyjna jest narracja na temat odbywającego się corocznie 11 listopada Marszu Niepodległości. Nazywany jest zwykle „marszem nacjonalistów” (czasem: „ekstremistów prawicowych”, „faszystów”). „Zehntausende Nationalisten marschieren durch Warschau” („Dziesiątki tysięcy nacjonalistów maszeruje przez Warszawę”) to tytuł notatki w szanowanym i wpływowym tygodniku (Der Spiegel, 11.11.21). Wspomniany przeze mnie kolega, obywatel Niemiec, nie widzi w tym nic niestosownego: przecież to był marsz nacjonalistów! Moja odpowiedź brzmiała mniej więcej tak: Nie wiem, czy narodowcy – odwołujący się do myśli jednego z głównych ojców niepodległości Romana Dmowskiego – tradycyjnie główni organizatorzy marszu, to nacjonaliści. Jeśli już to oni są „nacjonalistami light”. Ale przecież uczestnicy tego marszu to w większości „zwykli” ludzie, którzy z biało-czerwonymi flagami w ręku spokojnie, radośnie świętują tę ważną rocznicę, często na marsz przychodzą całymi rodzinami. Nie sądzę, że uczestnicy tych marszów (one odbywają się przecież nie tylko w Warszawie) kierują się szowinizmem, nienawiścią do innych narodów. Jako „marsz nacjonalistów” można by go uznać wtedy, jeśli większość jego uczestników zaliczałaby się do nacjonalistów. A tak na pewno nie jest. Maszerują też obcokrajowcy, którzy w ten sposób chcą wyrazić swoją sympatię do kraju, w którym mieszkają. Jeśli tam byli przedstawiciele jakichś skrajnie prawicowych ugrupowań zagranicznych (słyszy się takie głosy) to niedobrze, ale nie zmienia to całościowego charakteru tej patriotycznej manifestacji.

Z moich obserwacji wynika, że są różnice polsko-niemieckie w rozumieniu określonych słów i pojęć. Zbyt „lekko” używa się w Niemczech takich słów jak: Nationalisten czy Faschisten. To co w Polsce nazywamy patriotyzmem, w Niemczech nieraz nazywane jest nacjonalizmem!

 – Dalekie od neutralności były – szczególnie na początku kryzysu – relacje z sytuacji na granicy polsko-białoruskiej (będącej jednocześnie granicą Unii Europejskiej z Białorusią). Wystarczy przywołać tytuł „Belarus macht Polen für Eskalation an der Grenze verantwortlich” („Białoruś oskarża Polskę o eskalację na granicy”)(Der Tagesspiegel, 16.11.21) – zdanie w trybie oznajmującym (Indikativ), podczas gdy wypowiedzi strony polskiej występują w trybie przypuszczającym Konjunktiv II (w ten sposób wyraża się dystans, wątpliwości co do prawdziwości wypowiedzi) (Migranten bekämen „Werkzeuge und Tränengas”- „Migranci jakoby dostawali (od Białorusi) jakieś przedmioty i gaz łzawiący”)! Takie „drobne” manipulacje językowe …

– Bardzo nieprzyjemny tekst zamieściła 24.11.21 „Die Tageszeitung”, wyraźnie zirytowana utworzeniem anglojęzycznego kanału telewizyjnego tvpworld.com. Informacja wygląda mniej więcej tak:

Polska chce dać odpór rzekomej „wrogiej propagandzie” („Feindpropaganda”) na temat kryzysu migracyjnego na granicy polsko-białoruskiej. Po tym, jak po stronie białoruskiej zezwolono na obecność niezależnych („unabhängige”) stacji telewizyjnych, „polscy narodowi populiści z partii PiS” („Polens Nationalpopulisten von der PiS-Partei”) w trybie szybkim uruchomili internetowy kanał informacyjny, który ma w tendencyjny sposób pokazywać, jak uchodźcy (Flüchtlinge), nazywani przez nich „migrantami” (Migranten) atakują polskie służby pilnujące granicy.

W tekście wyrażono też oburzenie gorszącym jakoby wywiadem z posłem AfD (Alternative für Deutschland), w którym ten atakował politykę migracyjną Niemiec! Niezależnie od tego, jak oceniamy kontrowersyjną partię AfD, polska stacja miała przecież prawo rozmawiać z przedstawicielem tej partii. Podczas gdy w Niemczech istnieje znaczny ostracyzm wobec tej demokratycznie przecież wybranej i cieszącej się w Niemczech sporym poparciem formacji.

Bulwersujące z mojego punktu widzenia jest mówienie o dopuszczeniu „niezależnych” stacji przez Białoruś (w odróżnieniu od represyjnej strony polskiej …). Widziałem (w naszym TVN-ie) reportaż stacji CNN nadany spod granicy od strony białoruskiej – niewiele tam było obiektywizmu. Reporter (wspierany odpowiednim eksponowaniem pewnych scen) opowiadał o biedzie „uchodźców”, którzy chcieliby się dostać na teren Unii Europejskiej, lecz Polacy traktują ich bezwględnie i brutalnie, polewają wodą z armatek wodnych, więc ci zdesperowani uchodźcy już tracą cierpliwość i zaczynają rzucać kamieniami … Szkoda komentować …

Teraz parę innych przykładów na to, jak niemieckie media TENDENCYJNIE PRZEDSTAWIAJĄ PEWNE FAKTY I WYDARZENIA.

– Media w Niemczech lansują (sic!) pewnych (tych „postępowych” …) polskich polityków. W dosyć obszernym artykule z 8.03.2019 w „Süddeutsche Zeitung” „Aufbruch in den Frühling” (moje wolne tłumaczenie: Wiosna nadchodzi!) autor z nadzieją przedstawia działania polskiej opozycji, w tym nowo powstałej formacji „Wiosna” (po niemiecku: Frühling) (już jej na scenie politycznej nie ma)… Ten sam autor stara się w jak najczarniejszych barwach przedstawić rządzącą partię Prawo i Sprawiedliwość w tekście: „Flecken auf der sauberen Weste” (moje luźne tłumaczenie: Plamy na honorze). Tendencyjny, wręcz szkalujący felieton znalazł się w telewizyjnej stacji MDR.DE (tytuł: „Warum Polen die PiS hassen” – Dlaczego Polacy nienawidzą PiS-u). Komentarz do takiej konstatacji nasuwa się sam: tak mocno nienawidzą, że tę właśnie formację ciągle na nowo wybierają ….

– Przed niedawnymi wyborami prezydenckimi w Polsce głosy w jednej z czołowych gazet (nie udało mi się ustalić dokładnego źródła): jeden kandydat: wykształcony, liberalny, młody, w kontraście do innego kandydata, urzędującego prezydenta …. A tymczasem fakty są takie, że ten drugi kandydat jest również wykształcony, to doktor praw, i to on jest …. nieco młodszy od pierwszego kandydata!

Dobitnie na ten temat wypowiedział się (por. wPolityce
i dziennik.pl (8.7.20) belgijski intelektualista mieszkający w Polsce prof. David Engels w swoim tekście „Niemieckie media bombardują negatywnymi doniesieniami o Dudzie, by pomóc w podjęciu „właściwej decyzji”. Według prof. Engelsa „dosłownie każdego dnia główne niemieckie czasopisma i stacje telewizyjne oddają się publikacji rażąco jednostronnych materiałów, w których lewicowo-liberalni politycy przedstawiani są jako kosmopolityczni bohaterowie w lśniącej zbroi, usiłujący uratować swój kraj przed ruiną gospodarczą, duchownymi-pedofilami, nietolerancyjnymi homo- i islamofobami oraz nikczemnymi i dyktatorskimi ministrami, podczas gdy ich zadanie utrudniają uparci, bezduszni i prostaccy chłopi z Europy Wschodniej”.

Wybrany na drugą kadencję został mimo to ten drugi kandydat. Ale wszyscy (zdecydowana większość) Polacy z Niemiec głosowali na pierwszego kandydata. Tak wyglądają – nieraz skuteczne – próby wpływania na wyniki wyborów w Polsce. Media mają moc!

– Antyrządowe demonstracje przedstawiane są zawsze w pozytywnym świetle: „historyczny” już na szczęście (tak można przypuszczać) KOD (ze swoim skompromitowanym pierwszym przewodniczącym) albo tak zwany Strajk Kobiet – ze swoimi wulgarnymi hasłami, z dewastacją kościołów, „dym w kościołach!” itd. Informacje o frekwencji antyrządowych manifestacji (są to oczywiście: „massive Proteste” – „wielkie protesty”) zwykle podawane są zgodnie z informacjami przekazanymi przez organizatorów, chociaż oficjalne dane ze strony policji są trzykrotnie mniejsze …

– Pisząc o sondażach poparcia dla partii politycznych w Polsce prasa niemiecka często zaniża (sic!) stopień poparcia dla obecnie rządzącej formacji, wieszcząc, że zmiana władzy już blisko …

– We wspomnianym wyżej radiu: rozmowa z Polką – aktywistką polsko-niemiecką mieszkającą w Niemczech: pani wzywa kilkakrotnie Niemcy, żeby konkretnie, też finansowo, zareagowały na reżim w Polsce, na niepraworządną reformę sądownictwa, na ograniczanie wolności mediów (dla mnie jest oczywiste, że media w Polsce są bardziej wolne niż w Niemczech!). Podobnie zresztą było niedawno w debacie telewizyjnej ARD – uczestniczka debaty – obywatelka Polski była bardziej radykalna w krytykowaniu swojego kraju i nawoływaniu do karania tego „złego, dyktatorskiego” rządu niż dyskutanci z Niemiec. To nie jest przypadek, dobiera się jako rozmówców z Polski właśnie takie osoby! Piętnowanie polskiego rządu w białych rękawiczkach, pośrednio.

– Artykuły prasowe powołują się często na polskiego (czyli „niemieckiego”) „Newsweeka” i „angesehene” („szanowana”) „Gazeta Wyborcza” (ja mam krytyczną opinię o obydwu tytułach). A przecież w Polsce – inaczej niż w Niemczech! – są różne media, nie tylko lewicowe, nie tylko liberalne, i nie gorsze od tamtych. Dlaczego media niemieckie czerpią informacje tylko ze źródeł jednej jedynej opcji? Dlaczego te jednorodne media w Niemczech martwią się o wolność prasy („Pressefreiheit”) w Polsce (por. tagesschau, 10.5.21), w sytuacji, kiedy większość polskich tytułów prasowych jest w dalszym ciągu w rękach właścicieli zagranicznych, głównie niemieckich?

– Relacje z sytuacji na granicy polsko-białoruskiej akcentowały/akcentują aspekty humanitarne w odniesieniu do migrantów (wiadomo, to też jest ważne), tutaj padały wręcz oskarżenia pod adresem Polski (np. tagesschau-nachrichten, 30.9.21). Mniej mówiono o tym, w jaki sposób ci migranci (nie uchodźcy) dostali się na teren Białorusi, że była to celowa działalność dyktatora, „rewanż” za sankcje nałożone na niego przez UE i za aktywne popieranie opozycji białoruskiej przez Polskę. Mniej mówiono o agresji migrantów, którzy odpowiednio zaopatrzeni i wspierani przez służby białoruskie atakują polską straż graniczną i niszczą prowizoryczny płot graniczny, próbując się przedostać – często skutecznie – na polską/i unijną stronę granicy.

Dopiero z czasem przyszło otrzeźwienie: i opinia europejska, i niemiecka, a za nimi niemieckie media zaczynają coraz trafniej oceniać i komentować sytuację. Widząc, że nie jest to typowy kryzys migracyjny, ale przemyślany atak hybrydowy, do którego używa się migrantów i że Polska broni granicy Unii Europejskiej! Media w Niemczech zmieniają więc – choć niestety jeszcze nieznacznie – swoją narrację na bardziej przyjazną wobec działań polskich władz i służb granicznych, które konsekwentnie bronią granicy polskiej i Unii Europejskiej.

 

Uwagi końcowe

Mam dosyć krytyczną opinię o niemieckich mass mediach. Nie ma w Niemczech takiego pluralizmu mediów jak w Polsce, tam wszystkie (prawie wszystkie) media – ze swoją polityczną poprawnością – mówią podobnym głosem, reprezentują identyczne lub podobne punkty widzenia. Nic więc dziwnego, że dosyć jednorodna jest w nich też narracja na tematy polskie. Najczęściej jednostronnie krytyczna, czasem mentorska. Nielubiany w Niemczech konserwatywny polski rząd zbiera w niemieckiej prasie, w telewizji, w radiu krytyczne, często niesprawiedliwe recenzje. Wyraża się to w eksponowaniu kontrowersyjnych tematów, takich jak reforma sądownictwa, problem aborcji czy LGBT, w doborze rozmówców, a również w sposobie prezentacji tych tematów. Manipulacje językowe, użycie odpowiedniego języka, w tym określeń o pejoratywnym wydźwięku, ma stygmatyzować pewne polskie instytucje czy aktywności, ale również – rzekomo kseno- i homofobiczne – zachowanie części polskiego społeczeństwa. Przeważają więc relacje stronnicze, czasem wręcz nieprawdziwe, bardzo często jakże zbieżne (przypadkowo?) z narracją polskiej opozycji. A jak wiadomo, mass media to potęga, to możliwość kształtowania poglądów obywateli niemieckich, ale też obywateli polskich, którzy w Niemczech mieszkają i później w wyborach polskich „w sposób jedynie słuszny” głosują. Jeśli już znajdziemy w mediach niemieckich jakieś głosy przychylne temu, co dzieje się w Polsce, to są nimi realizowane przez obecne władze programy socjalne (jak pięćset plus), jednak i one są też często pokazywane w negatywnym kontekście („500 plus jako przekupywanie elektoratu” itp.). Czy można się dziwić, że w niedawnym sondażu stacji telewizyjnej ZDF aż 80 (słownie: osiemdziesiąt) procent ankietowanych Niemców opowiedziało się za odebraniem Polsce należnej jej kwoty z unijnego Funduszu Odbudowy (szok!)?

W polu mojego zainteresowania znalazły się jedynie media niemieckie. Nie ulega wątpliwości, że i w polskich mediach można znaleźć wiele manipulacji i tendencyjnych wypowiedzi, w tym na temat Niemiec. To nie było jednak tematem moich refleksji. Polska i Niemcy są sąsiadami, krajami, które są na siebie skazane. W ich wzajemnych relacjach wiele zależy od mediów po obydwu stronach granicy, od rzetelnego, obiektywnego, pozbawionego uprzedzeń przedstawiania rzeczywistości.

Poprzedni artykułTrzy książki na zimowe grudniowo/styczniowe wieczory
Następny artykułPodatek od nieruchomości 2021 – ile wynosi i kiedy trzeba go zapłacić?
Ryszard Lipczuk
Prof. dr hab. Ryszard Lipczuk – germanista, językoznawca, pracownik naukowy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu (w latach 1970–1993) i Uniwersytetu Szczecińskiego (1993– 2018). Ukończył studia germanistyczne na Uniwersytecie Warszawskim (1970), tam też obronił rozprawę doktorską (1977). Habilitacja w roku 1986 na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od 1990 prof. nadzw., w r. 2002 uzyskał tytuł profesora, 2004 prof. zw. Na Uniwersytecie Szczecińskim pełnił w latach 1993–1997 i 2005–2012 funkcję dyrektora Instytutu Filologii Germańskiej, w latach 1993–2015 był kierownikiem Zakładu Języka Niemieckiego tegoż Instytutu. Od 1.X.2018 prof. emerytowany. Redaktor naczelny serii naukowej „Stettiner Beiträge zur Sprachwissenschaft” (od r. 2008) wydawanej w Hamburgu. Jest autorem licznych monografii naukowych, artykułów, recenzji, redaktorem i współredaktorem kilku słowników polsko-niemieckich, leksykonów i podręczników do nauki języka niemieckiego. Poza tym: autor trzech tomików reportaży (m.in. „Germanista w podróży”, „Sławni ludzie Trasy Romantycznej”) i czterech tomików rymowanek (m.in. „Limeryki i inne wybryki”, „Wybryki rymowane nowe”). Występował z referatami i wykładami gościnnymi w Tokio, Vancouver, Wiedniu, Graz, Angers, Sztokholmie, Gandawie, Lubljanie, Arhus oraz (wielokrotnie) w Niemczech. Homepage: http://lipczuk.univ.szczecin.pl Facebook: https://www.facebook.com/RLpubl

6 KOMENTARZE

  1. Szanowny Panie Profesorze,
    dziękuję za ten interesujący materiał. Zastanawiam się jednak, czy w świetle ostatnich wydarzeń w kraju (m.in. Lex TVN) określenia „prawicowo-populistyczny” czy „skrajnoprawicowy” nie są do pewnego stopnia uzasadnione? Oczywiście to tylko moje zdanie.
    Poza tym stwierdzenie „Nie ma w Niemczech takiego pluralizmu mediów jak w Polsce” już wkrótce może okazać się nieaktualne, właśnie przez wspomniane Lex TVN.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę wesołych świąt!
    Paweł Rogaliński

  2. Szanowny Panie Redaktorze!
    Dziękuję za szybkie opublikowanie moich „refleksji” i za komentarz.
    Tak, pewnie można się zgodzić z tym, że takie przymiotniki jak: „konserwatywny”, „populistyczny”, „prawicowy” (ale nie: „skrajnie prawicowy”) można odnieść do obecnego polskiego rządu. Dopóki ich używa się OKAZJONALNIE to wszystko ok. Ale jeśli zbitka wyrazowa „national-konservative PiS-Regierung” staje się prawie NAZWĄ WŁASNĄ (neutralnie jest : „polnische Regierung”) używaną regularnie, to już nie jest w porządku. Jest to wartościowanie, o pejoratywnym wydźwięku, tworzenie już samą nazwą negatywnego obrazu tego rządu, Tym bardziej, że te przymiotniki w Niemczech mają (tak mi się wydaje) bardziej negatywne konotacje niż ich odpowiedniki polskie! Takie nazewnictwo, takie stygmatyzowanie nie ma nic wspólnego z obiektywnym dziennikarstwem.
    Co do „lex TVN” – ta potoczna nazwa jest też … rodzajem językowej manipulacji. Oficjalna nazwa tej medialnej ustawy jest przecież inna, i jak zapewniają ustawodawcy, nie chodzi tylko i wyłącznie o wyeliminowanie TVN-u. Nie wiemy, jaka będzie przyszłość tej ustawy, teraz decyzja należy do prezydenta. Ale ta stacja i tak będzie trwała (ja mam o niej krytyczne zdanie), nawet gdyby ta ustawa medialna weszła w życie. A poza tym jest w Polsce ciągle jeszcze wiele innych mediów (prasa, radio, portale internetowe) mających zagranicznych właścicieli (czy jest jeszcze jakiś kraj, gdzie media są w takim stopniu opanowane przez kapitał zagraniczny?) i nastawionych krytycznie wobec działań rządzących. Więc nie podzielałbym obaw Pana Redaktora o likwidację pluralizmu mediów w Polsce. Nie ma tu porównania z Niemcami, tam nie ma tak zróżnicowanych mediów, wszystkie mówią (prawie) tym samym głosem. A to jest – moim skromnym zdaniem – po prostu niebezpieczne. Bez pluralizmu mediów trudno mówić o prawdziwej demokracji.
    Pozdrawiam i życzę również dobrych pogodnych Świąt!
    Ryszard Lipczuk

  3. Panie Profesorze, jak Panu wiadomo są różne tajniki socjotechniki dziennikarskiej. Stosują ją jedni i drudzy. A z lektury Pańskiego artykułu jasno wynika, że bliżej jest Panu do stronniczego dziennikarza, aniżeli do bezstronnego naukowca.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here