Krystyny Gucewicz: Jeszcze wczoraj miałam raka!
Zbigniewa Rokity: Kajś (opowieść o Górnym Śląsku)
Jana Stępnia: Wojak Janunio
Ad1. Krystyna Gucewicz: Jeszcze wczoraj miałam raka!
Postanowiłem przypomnieć książkę Krystyny Gucewicz, gdyż autorka udowodniła w niej (a niedawno ją dopiero od Niej otrzymałem), ŻE NIEMOŻLIWE JEST MOŻLIWE!
Że KAŻDY z nas, jeśli dopadnie go ta straszna choroba (a mówimy o raku), może ją pokonać!
Autorka też POKONAŁA RAKA – i… opisuje, jak to zrobiła?!
Pani Krystyno Szanowna, jak dobrze, że Pani tę książkę napisała!
Powinna zostać wznowiona (bo nie jest nowością i nie wiem , czy w związku z tym jest jeszcze osiągalna w księgarniach). Ale proszę Wydawnictwo („Melanż”), aby ją wznowiła. Powinna być stale obecna w księgarniach, a jej rekomendacja – w aptekach, przychodniach, wszędzie tam, gdzie przychodzą chorzy walczący z tą chorobą.
Mimo, iż o Autorce już na tych łamach pisałem, przypomnę Ją PT Czytelnikom.
Jest – nie tylko moim zdaniem, ale wielu krytyków – znakomitą poetką, pisarką, dziennikarką (z którą miałem zaszczyt przed laty współpracować w Expressie Wieczornym).
Jest też wybitną teatrolożką, w ogóle krytykiem sztuki, również autorką znaną z programów radiowych i telewizyjnych!
Chylę – w każdym razie – głęboko czoła przed Jej dorobkiem, gdyż długa jest lista Jej dotąd opublikowanych książek, z których szczególnie pragnę przypomnieć
„Pogrzeb wróbla”, „Zaczekaj na koniec deszczu”, „Łzy ptaka”, „Serce na smyczy”, „Poeta odchodzi”.
Przypomnę też, że p. Krystyna Gucewicz jest laureatką pierwszej edycji nagrody im. ks. Twardowskiego za najciekawszy tom poezji 2004/2006 pt: „Kocham cię”!
Ona naprawdę kocha ludzi, a ludzie Ją! O czym z żoną przekonaliśmy się na Jej niedawnym wieczorze autorskim poświęconym książce „Wakacje w PRL”.
Przybyli na to spotkanie, m.in. IWASZKO – Jerzy Iwaszkiewicz, Irena Santor, Maria Szabłowska. Były kwiaty, owacje i zasłużone gromkie „sto lat”!
Czytając polecaną dziś przeze mnie książkę („Jeszcze wczoraj miałam raka”) zapomina się o ewentualnej lub realnej chorobie, jeśli się ją nawet ma! Jest to opowieść – jak stwierdził na rewersie okładki psychoterapeuta Andrzej Komorowski – która przypomina… dziecięcą zabawę typu „idzie rak nieborak”, gdyż mobilizuje człowieka do walki z chorobą, której Autorka „urywa łeb”! Co do tego więcej dodać? Może to, że Autorka książki raka POKONAŁA!
Jednocześnie pokonała: „niepokój, ból, niecierpliwość, cierpienie, depresję i wściekłość”, a więc WSZYSTKO, co w związku z tą chorobą Jej się przytrafiło.
Książka jest prawdą o życiu, przy tym napisana w porywającym stylu! Przynosi ulgę i ufność, że życie jest PIĘKNE I POŻYTECZNE, jest niezachwianym kultem dobra, o które warto walczyć. A w jaki sposób? – to już samemu trzeba książkę przeczytać!
Krystyna Gucewicz: Jeszcze wczoraj miałam raka, Wyd. Melanż, s. 259, br., Warszawa 2015
Ad. 2 „KAJŚ” Zbigniewa Rokity
To książka o Górnym Śląsku, ubiegłoroczna nagroda NIKE! Napisanie o niej potrwało trochę, gdyż dopiero mój Szwagier (Mirosław Górny mieszkający w Szczecinie) zdobył ją dla mnie „z dodruku”, takie miała powodzenie (czemu– po jej przeczytaniu – wcale się nie dziwię!).
Bowiem od początku do końca trzyma w niebywałym napięciu, pięknie ilustrując dawne i dzisiejsze życie na Górnym Śląsku!
Wiem coś na ten temat, gdyż ja jako młody chłopak (chcąc zarobić „na zimę”) niemal w każde wakacje (i to przez kilka lat) pracowałem w Zabrzu – mieście, o którym gen. Charles de Gaulle powiedział ongiś, że to NAJBARDZIEJ POLSKIE MIASTO!
Autor przybliża nam złożoną problematykę polskości Śląska. Ukazuje dramat regionu leżącego na pograniczu kultur i historii – polskiej i niemieckiej.
Dlaczego książka jest tak ważna? Gdyż wciąż jeszcze Śląsk (zwłaszcza Górny) nie do końca znajduje się w centrum polskiej świadomości (jak napisała w swojej recenzji Małgorzata Szejnert) i ja z tą opinią całkowicie się zgadzam!
Autor łamie (wierzę, że tą książką czyni to skutecznie) panujące pod tym względem stereotypy!
I On też kiedyś długo wypierał się swojej śląskości (a urodził się w Gliwicach, niedaleko Zabrza). Choć zawsze był dumny z tego, że jest Polakiem! Ale upłynęło trochę czasu, aby tę „śląską dumę” mógł demonstrować (co czyni swą książką). Chociaż nadal mamy jeszcze wiele przykładów, że sporo rdzennych Polaków powątpiewa w „polskość” Ślązaków.
Tę książkę koniecznie trzeba przeczytać! Tym bardziej, iż jest napisana oczywiście po polsku i…jednocześnie po „śluąsku”. Zatem jeszcze raz powtórzę piękne słowa Małgorzaty Szejnert, że „Autor pomaga nam zrozumieć dramat krainy leżącej na pograniczu kultur i historii – dlaczego Śląsk ciągle jest „kajś”, a nie w centrum polskiej świadomości”!
—
Zbigniew Rokita: Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku, Wyd. Czarne, s. 318, br., Wołowiec 2020
Ad.3 O wojaku „Janunio”
Jej autorem jest Jan Stępień – pisarz, poeta, rzeźbiarz, rysownik oraz autor sztuk teatralnych. Rozmawiałem niedawno na łamach PD z Autorem, gdzie zapowiadał tę książkę, będącą Jego wspomnieniem z odbytej zasadniczej służby wojskowej (była kiedyś taka, nawet obowiązkowa, którą piszący tę recenzję również odbył – jako artylerzysta, Autor książki – jako czołgista). Wspominam o tym, gdyż jedna i druga formacja stwarzała okazję do wielu humorystycznych przeżyć, które określano jako „falę w wojsku”. Doświadczyło jej wielu żołnierzy (choć wtedy „do śmiechu” nie było, za to była brutalna rzeczywistość!).
Autor wspomina, jak wyglądało wiele „nocy” po ciężkim dniu żołnierskich zajęć; jak wszystko musiało być „na glanc”, jak rozdawano listy na kompanii, jak wyglądało „mycie” w łaźni, co to był ZOK (Zakaz Opuszczania Koszar) itp. Wszystkie humorystyczne zdarzenia Autor opisał w ponad pięćdziesięciu krótkich opowiadaniach, a każde z nich można potraktować jako dobry „dowcip”.
Zatem polecam „Szwejka” wszystkim, którzy chcą sobie „wojsko” tylko przypomnieć, ale i tym, których ten obowiązek ominął.
Książka zawiera ciekawe ilustracje, wykonane przez samego Autora, co jeszcze bardziej podnosi jej wartość!
—
Jan Stępień: Wojak Janunio, Wyd. „Kto jest Kim”, br., s. 91, Warszawa 2021










