Humor jako broń polityczna

0
prezydent.pl (fot. Andrzej Hrechorowicz / KPRP)

W Polsce niestety, w życiu politycznym mamy dużo agresji osobistej i nadmiar kłótni. Antagonizm, a nie gotowość do współpracy i kompromisu cechuje stosunki między partią rządzącą a opozycją. Rzadko widzimy przykłady posługiwania się przez polskich polityków finezyjnym humorem jako narzędziem walki politycznej. A humor jest potężną i skuteczną bronią, jeżeli polityk wie, jak się nim posługiwać.

Humor towarzyszy ludziom od czasów najdawniejszych a polityczny jest równie stary jak sama polityka. Odnaleźć go już można w dziełach wielkich starożytnych – Platona, Arystotelesa czy Sokratesa, w sztuce Arystofanesa p.t. Lizystrata, w utworach Horacego oraz Juventala. Satyrę polityczną znały starożytny Egipt i świat islamski. Humor rozświetlał mroki średniowiecza i głośno brzmiał za sprawą renesansowych satyryków m.in. Giovanniego Boccaccia i Francois Rabelais’go, odnajdujemy go też w dziełach Dantego i Szekspira. W okresie oświecenia dziennikarstwo satyryczne uprawiali Jonathan Swift i Daniel Defoe. Humor nieobcy był też dziewiętnastowiecznym pisarzom, takim choćby jak Karol Dickens.

O humorze amerykańskim można mówić od okresu kolonialnego, a przykładem jest Benjamin Franklin. Znakomitymi satyrykami w dziewiętnastowiecznych Stanach Zjednoczonych byli Mark Twain oraz Ambrose Bierce. Wśród dwudziestowiecznych autorów wyróżniali się m.in. Dorothy Parker oraz Joseph Heller, autor Paragrafu 22 – znakomitej satyry na biurokrację i wojsko.

Obiektem satyry amerykańskiej są przede wszystkim politycy i osoby publiczne, głównie ich poglądy i wypowiedzi. Satyrycy ośmieszają homofobię, ksenofobię, antysemityzm, skandale seksualne, tzw. polityczną poprawność, hipokryzję, chciwość korporacji, potknięcia członków Kongresu itp.

Również w czasach współczesnych humor odgrywa ważną role w kulturze politycznej wielu krajów. Humor ułatwia zdobycie i utrzymanie władzy, a często reelekcję. Humor jest potężną bronią, jeżeli tylko polityk wie, jak się nią posługiwać. Szczególną popularnością zawsze cieszą się zwłaszcza ci politycy, których stać na autoironię.

Humor ułatwia politykowi zaangażowanemu w walce wyborczej pozyskiwanie sympatii wyborców oraz neutralizowanie ataków oponenta w postaci dowcipnych ripost.

Humor może być równie skuteczny w czasach współczesnych – w systemach demokratycznych, w których toczy się rywalizacja wyborcza; w dyktaturach, które ośmiesza, podczas kryzysów gospodarczych, niepokojów społecznych i konfliktów wewnętrznych i międzynarodowych.

Znakomity i dowcipny felietonista amerykański Art Buchwald powiedział: „Dzień, w którym ludzie przestają się śmiać oznacza początek problemu”, ponieważ humor rozładowuje napięcia.

Bob Orben, znakomity humorysta amerykański, który dostarczał śmieszne teksty również prezydentom Stanów Zjednoczonych powiedział kiedyś: „Boję się ludzi, którzy się nie śmieją”. I dodał, że np. Adolf Hitler nie miał poczucia humoru.

Humor jest obecny w kulturze politycznej wielu krajów. Krajem, w którym humor polityczny jest obecny i ceniony, są Stany Zjednoczone. Frederick W. H. Myers jeden amerykańskich pionierów badań nad psychologią humoru pisał w 1903 roku: „Dowcipne wyjaśnienia równoważą tragedie życiowe… i umożliwiają zwycięstwa wielkim ideom. Prezydenci Stanów Zjednoczonych często uciekali się do humoru w walce o fotel prezydencki i w forsowaniu swych programów politycznych”.

„Duże poczucie humoru – mówi Meena Bose, historyk prezydentury amerykańskiej z Uniwersytetu Hofstra – niekoniecznie jest gwarantem dobrej reputacji prezydenta, ale na pewno przyczynia się do jej poprawienia. Stwarza bowiem uczucie komfortu i wrażenie, że prezydent nie jest przytłoczony ciężarem swych obowiązków”.

Amerykanie, jako ludzie pragmatyczni, uważają, że zrelaksowany i wypoczęty prezydent jest mniej skłonny do podejmowania błędnych decyzji, dlatego w budżecie Białego Domu przewidziane są wydatki na rozrywki dla prezydenta.

Humor polityczny nie jest jednak w pełni skuteczny, jeżeli polega tylko na ośmieszaniu oponenta. Najskuteczniejsi byli ci politycy, którzy potrafili żartować również z siebie. Mark Katz, który pisał humorystyczne teksty dla Billa Clintona i Ala Gore’a powiedział, że „humor jest wielkim, nie w pełni wykorzystywanym strategicznym narzędziem. Posługując się humorem można powiedzieć pewne rzeczy, których normalnie nie dałoby się wyrazić”.

Polityk powinien wiedzieć, jaki humor jest odpowiedni w danej sytuacji i czy w ogóle można z niej żartować. Trudno wyobrazić sobie, że w momencie silnych turbulencji samolotu kapitan uspakaja pasażerów opowiadając humorystyczne historyjki. Nie opowiada się też żartów na pogrzebach i nie żartuje się z wojny. W marcu 2011 roku kilka osób straciło pracę w administracji państwowej USA właśnie dlatego, że w sposób żartobliwy mówili o tragicznym trzęsieniu ziemi, jakie wówczas dotknęło Japonię.

W Stanach Zjednoczonych zwyczajowo każde przemówienie polityka zaczyna się od anegdoty lub żartobliwej uwagi. Red Skeleton, sławny komik tak np. parodiował początek przemówienia pewnego senatora na wiecu wyborczym: „Drodzy przyjaciele, a jesteście moimi przyjaciółmi i nie mówicie mi, że nie jesteście moimi przyjaciółmi, ponieważ nikt nie może mi mówić, kto może być moim przyjacielem”. Dowcipny początek wystąpienia pozwala nie tylko pozyskać sympatię audytorium, ale rozluźniając słuchaczy – przyciąga ich uwagę. Sam byłem wielokrotnie świadkiem w USA, jak nawet pastor zaczynał kazanie od dowcipnego stwierdzenia. Zdarzyło mi się także słyszeć opinie o jakimś polityku: „On nie jest śmieszny, nie lubię go”. Wielu autorów w USA uważa, że mądrość i humor zawsze idą w parze (po angielsku wit and wisdom). Polityk, który zręcznie posługuje się humorem, wzbudza zaufanie. Słuchacze po prostu mu wierzą i nie przywiązują wtedy nadmiernej wagi do jego poglądów. Zwyczajnie razem z nim się śmieją. Dlatego uczestnicy wieców wyborczych częściej oklaskują dowcipne kwestie niż merytoryczne wypowiedzi.

Humorysta amerykański Bob Osben mówił, że polityk, który tryska humorem, sygnalizuje zebranym ludziom, że ich rozumie, a oni śmiejąc się, odpowiadają z kolei, że rozumieją jego politykę. Z czego wypływa wniosek, skoro możemy pośmiać się razem, możemy razem współpracować.

Ankieta Gallupa przeprowadzona w 2007 r. wykazała, że dla ośmiu na dziesięciu Amerykanów „bardzo ważną” lub „dość ważną” sprawą jest to, aby kandydaci na prezydenta mieli poczucie humoru. A więc humor stał się częścią amerykańskiej kultury politycznej, życia politycznego i demokratycznego procesu. Kiedy satyrycy wyśmiewają z błędów i potknięć polityków, ludzie stają się wobec nich bardziej wyrozumiali i tolerancyjni.

Rodzi się jednak pytanie: czy dowcip, żart, humor polityczny może wpłynąć na zmianę postawy czy poglądów polityka? Trudno to stwierdzić. Faktem jest, że ośmieszony polityk musi się bronić, z czegoś się tłumaczyć i zręcznie ripostować. Humor może natomiast wpłynąć na zmianę poglądów wyborców. Poczucie humoru to zdaniem większości ludzi pozytywna, sympatyczna cecha, zwiększająca skuteczność jego działania i przysparzająca mu popularności. Dobry dowcip, cięta riposta czy zręczna anegdota natychmiast trafiają do mediów i powtarzane są przez innych.

Duży wkład w popularyzację humoru politycznego w USA wnieśli zawodowi satyrycy i karykaturzyści m.in. Johnny Carson, Jay Leno, Art. Buchwald, Mark Russell, Bob Hope, Mort Stahe, Garry Trudeau, Lenny Bruce, Dick Gregory, którzy potrafili komentować bieżące wydarzenia zarówno w sposób delikatny jak i złośliwy. Humor zawsze odgrywał ważną rolę w polityce, humanizował polityków i czynił ich bardziej dostępnymi. Polityk musi jednak pamiętać, że przytyki powinny dotyczyć przede wszystkim zachowania się przeciwnika a nie jego osobowości. Dobrze odbierane są również żarty wobec samego siebie. Dobrym przykładem może być prezydent John F. Kennedy.

Można też śmiać się ze swoich szefów, chociaż nie powinno się żartować ze swoich podwładnych – stwarza to wrażenie, że jest się złośliwym i wynosi się ponad innych.

Choć polityków jest wielu, humorystyczne docinki i uwagi dotyczą najczęściej prezydenta. To zrozumiałe. W amerykańskim systemie prezydent jest nie tylko głową państwa, ale także szefem władzy wykonawczej, czyli premierem, jest naczelnym dowódcą sił zbrojnych i tytularnym szefem partii rządzącej. Nie było jeszcze takiego prezydenta Stanów Zjednoczonych, który w czasie sprawowania swojego urzędu byłby powszechnie lubiany, a jego polityka powszechnie aprobowana. Nic więc dziwnego, że każdy staje się łatwym celem ataku różnej maści satyryków oraz przeciwników wykorzystujących humor w celach politycznych.

Najlepszym sezonem dla humoru politycznego w USA są kampania wyborcza i wybory prezydenckie. Wśród wszystkich osób, które zasiadały dotąd w fotelu prezydenckim, byli prawdziwi mistrzowie humoru np. Abraham Lincoln, Woodrow Wilson, Calvin Coolidge, Franklin Roosevelt, John F. Kennedy czy Ronald Reagan.

Oto kilka przykładów humoru politycznego prezydentów Stanów Zjednoczonych. Mistrzem humoru politycznego był Abraham Lincoln. W czasie sławnych siedmiu debat Lincolna ze Stephenem A. Douglasem jesienią 1858 roku, kiedy rywalizowali o stanowisko senatora ze stanu Illinois, Douglas przypomniał, że jego przeciwnik sprzedawał w swoim sklepie whisky. Lincoln odpowiedział, że to prawda i dodał „Pamiętam również, że w owym czasie pan Douglas był jednym z moich najlepszych klientów. Wiele razy staliśmy po przeciwnych stronach lady. Obecnie różnica między nami polega na tym, że ja opuściłem swoja stronę lady – stronę sprzedawcy – a pan Douglas nadal mocno trzyma się swej strony – strony konsumenta”.

Lincoln uważał, że jest brzydki i często żartował na ten temat. Kiedyś na wiecu wyborczym Stephen A. Douglas nazwał go człowiekiem o dwóch twarzach. Lincoln na to odpowiedział: „Zostawiam te sprawę do oceny audytorium. Chciałbym tylko zaznaczyć, że gdybym naprawdę miał drugą twarz, to czyż sądzicie państwo, że nosiłbym tę, którą mam teraz?”.

Jak wiadomo Ronald Reagan był zawodowym aktorem. Często pytano Reagana, czy aktor może być prezydentem? Zawsze miał tę samą odpowiedź: „Zastanawiam się czasem, jak można być prezydentem, nie będąc aktorem”.

W 1980 r. Reagan rywalizował w walce o prezydenturę z ówczesnym prezydentem Jimmym Carterem. W czasie debaty telewizyjnej Reagan oświadczył, że gospodarka amerykańska znajduje się w stanie depresji. Jimmy Carter polemizował z nim mówiąc, że jest w stanie recesji. Reagan skomentował ten spór o definicję następującym wyjaśnieniem: „Jeśli prezydent chce, to przekażę mu definicję. Recesja jest wtedy, kiedy twój sąsiad straci pracę, depresja natomiast wówczas, kiedy ty stracisz pracę”. W tym miejscu zatrzymał się chwilę i śmiejąc się dodał „Uzdrowienie gospodarki natomiast będzie wówczas, kiedy Jimmy Carter straci swoją pracę”.

W czasie prezydenckiej kampanii wyborczej w 1984 roku odbyła się debata telewizyjna między pięćdziesięciosześcioletnim wówczas kandydatem Partii Demokratycznej Walterem Mondale’em a siedemdziesięcioczteroletnim Ronaldem Reaganem. Na swoje nieszczęście Mondale zapytał Reagana, czy w wieku siedemdziesięciu czterech lat nie uważa się za zbyt starego, by zajmować najpotężniejsze stanowisko na naszej planecie: „Nie chcę, by wiek kandydatów stał się tematem tegorocznej kampanii – odparł spokojnie Reagan. – Nie będę wykorzystywać do celów politycznych młodego wieku i braku doświadczenia mojego przeciwnika”. Ta inteligentna, ironiczna i jednocześnie cyniczna odpowiedź została przyjęta przez wyborców – jak potem pokazały badania socjologiczne – z entuzjazmem. „Dokładnie dwie sekundy po odpowiedzi Ronalda wiedziałem, że przegrałem wybory”, przyznał później Mondale.

W 1988 r. odbyła się debata telewizyjna dwóch kandydatów na wiceprezydenta, republikanina Dan Quayle’a i demokraty Loyda Bentsena. Ten pierwszy często cytował demokratycznego prezydenta Johna Kennedy’ego. W pewnym momencie Bentsen powiedział: „Pracowałem z Kennedym, znałem Kennedy’ego. Kennedy był moim przyjacielem. Senatorze – powiedział Bentsen zwracając się do Quayle’a – pan nie jest Johnem Kennedy”. Na oczach dziesiątków milionów telewidzów, Bentsen nie obrażając rywala ośmieszył go i na wiele lat podważył jego reputację.

13 października 1992 r odbyła się debata, w której udział brali demokrata Al Gore oraz republikanin George H. W. Bush. Ten ostatni przypisywał sobie zasługę zakończenia zimnej wojny, na co Gore zareagował następująco: „Przypisywanie sobie zasługi przez George’a Busha, że obalił mur berliński, możemy porównać do koguta, który piejąc, przypisuje sobie za zasługę wschód słońca”.

Barack Obama tak opowiadał o swym udziale w debacie telewizyjnej w Las Vegas: „Ktoś zapytał mnie, co jest moją słabością. Powiedziałem, że nie potrafię utrzymać w porządku moich papierów na biurku. Po tym zapytano dwóch pozostałych kandydatów. Jeden z nich powiedział: „Moją największą słabością jest pasja, by pomagać biednym ludziom”. Drugi natomiast rzekł: „Nie mogę się doczekać, kiedy będę mógł pomóc Amerykanom w rozwiązaniu ich problemów”. Wówczas uzmysłowiłem sobie, że powinienem odpowiadać jako trzeci, by wiedzieć, co należy odpowiedzieć”.

Niektórzy politolodzy amerykańscy uważają, że nie może mieć nadziei na prezydenturę w USA ten polityk, który nie pojawia się w telewizyjnych programach rozrywkowych. Kandydaci specjalnie się więc szkolą się i przygotowują, aby jak najkorzystniej wypaść przed kamerami: powinni być poważni, ale i dowcipni, a przede wszystkim rozluźnieni. Jeden z autorów przemówień dla polityków Partii Demokratycznej powiedział: „W Waszyngtonie nie ma nic poważniejszego od bycia dowcipnym”. Politycy, którzy są zapraszani na waszyngtońskie bankiety organizowane przez „Gridiron Club” oraz przez Klub Korespondentów Białego Domu są szkoleni wcześniej przez specjalistów od humoru, by wypaść jak najlepiej w swych wystąpieniach.

Na przestrzeni lat humor polityczny nabrał poważnego charakteru i stał się częścią kultury amerykańskiej oraz demokratycznego procesu. Badania naukowe i różne analizy przeprowadzone w USA potwierdziły użyteczność polityczną humoru w przypadkach osób zaangażowanych w życie polityczne, uznały go za ważny i skuteczny element strategii politycznej. Dobry satyryk stara się skłonić najpierw słuchaczy do śmiechu, a następnie do myślenia i refleksji. Polityk zaś może postąpić odwrotnie, najpierw skłonić wyborców do myślenia, a następnie do śmiechu.

Poprzedni artykułModa męska: pytania i odpowiedzi
Następny artykułWizyty prezydenta Baracka Obamy w Polsce
Longin Pastusiak
Prof. dr hab. Longin Pastusiak - politolog, amerykanista. Ukończył studia na Wydziale Dziennikarskim Uniwersytetu Warszawskiego oraz na Wydziale Spraw Międzynarodowych University of Virginia w Stanach Zjednoczonych. W latach 1963-1993 pracował w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Od 1978 r. profesor nadzwyczajny, a od 1986 r. profesor zwyczajny. W latach 1994-2005 Profesor Uniwersytetu Gdańskiego. W latach 1985 -1988 Prezes Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych. Poseł Ziemi Gdańskiej w Sejmie I, II, III kadencji (1991-2001). Wiceprzewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu RP oraz przewodniczący stałych delegacji Sejmu i Senatu do Zgromadzenia Parlamentarnego NATO oraz do Zgromadzenia Parlamentarnego Unii zachodnioeuropejskiej W latach 2002-2004 wiceprezydent Zgromadzenia Parlamentarnego NATO. W latach 2001-2005 marszałek Senatu V kadencji. Profesor w Akademii Finansów oraz w Wyższej Szkole Zarządzania i Prawa w Warszawie. Obecnie jest profesorem w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, gdzie jest Dyrektorem Instytutu Spraw Społecznych i Stosunków Międzynarodowych. Prof. Longin Pastusiak wykładał na uczelniach polskich i zagranicznych. Doctor honoris causa uczelni polskich i zagranicznych. Prof. dr hab. Longin Pastusiak jest autorem ponad 700 publikacji naukowych w tym ponad 90 książek. W 2015 r ukazały się następujące książki prof. L. Pastusiaka: * Polacy w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych, Bellona, Warszawa 2015. * Prezydenci USA w anegdocie. Od Trumana do Obamy, Bellona, Warszawa 2015. * Prezydent dobrych intencji. Polityka zagraniczna Baracka Obamy, Oficyna Wydawnicza “Adam”, Warszawa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here