Tadeusz Kaczmarek, b. wiceminister kultury i sztuki (1972-1978)

0
35
Tadeusz Kaczmarek. Zdjęcia archiwalne z https://zasoby.msl.org.pl

Bohater mojego artykułu był w latach 1972-1978 – wiceministrem kultury i sztuki, potem konsulem generalnym w Leningradzie (1978-1979), a przed funkcją w rządzie – zastępcą redaktora naczelnego wydawnictwa „Książka i Wiedza” (1963-1972) oraz w latach 1980-1988 – zastępcą redaktora naczelnego w Krajowej Agencji Wydawniczej.

Od roku 2012 przebywa w Domu Seniora PAN (obecnie ma 90 lat), gdzie od dłuższego czasu regularnie odwiedzam Go w każdy wtorek. Wtedy rozmawiamy m.in.: o kulturze, ruchu wydawniczym, księgarstwie (o chorobach NIE, gdyż obaj doszliśmy do wniosku, że procesu starzenia się i tak nie zatrzymamy), natomiast mamy prawo odnosić się do naszej wspólnie przeżytej przeszłości by porównać ją z tym, co się obecnie w kulturze dzieje. Nie dlatego, aby coś krytykować, ale może na zasadzie „podpowiedzenia” obecnie zajmującym się polityką kulturalną, że nie wszystko, co robiono w czasach dziś określanych jako „niesłuszne”, było złe.

Miałem zaszczyt współpracować z Panem Ministrem, gdy byłem na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ub. wieku, sekretarzem prezydium Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, a potem dyrektorem Wydziału Kultury i Sztuki w Szczecinie. A jeszcze później w Warszawie, gdy – z Jego inspiracji – zostałem w 1973 r. wicedyrektorem Centralnej Składnicy Księgarskiej. Od tamtych lat pozostajemy w koleżeńskim, a nawet przyjacielsko-merytorycznym kontakcie.

Jednak któregoś wtorku zastałem Go bardzo zdenerwowanego. Było to w dniu, kiedy usłyszał w telewizji, że „naszego państwa wtedy nie było!”

– Jak to nie było – huknął na mnie, jakbym to ja był temu winny. Przecież PRL – argumentował – uznawano po wojnie także na Zachodzie, jako wiarygodnego partnera międzynarodowego! Kto, jak nie Polska Rzeczpospolita Ludowa – ciągnął dalej – podpisała 16 X 1945 r. Kartę Narodów Zjednoczonych, jako jeden z członków-założycieli ONZ? A delegacja polska – przypominał – przedstawiła na konferencji w Poczdamie (17 VII – 1 VIII 1945) stanowisko i argumenty Polski w sprawie jej granicy zachodniej i północnej, konkretyzujące poprzednio zapadłe postanowienia Wielkiej Trójki w Teheranie i Jałcie o terytorialnych nabytkach Polski w postaci ziem przez wieki germanizowanych!

Po drugie: należy przypomnieć, że to rządy owego „nieistniejącego państwa” doprowadziły swoją konsekwentną polityką do podpisania układu – w 25 lat po Poczdamie – do uznania w grudniu 1970 roku polskiej granicy zachodniej także przez Republikę Federalną Niemiec!

Słuchając tego dyskursu, zaproponowałem Tadeuszowi rozmowę na łamach PD, ale nie zgodził się (ze względu na bardzo słaby już wzrok, uniemożliwiający Mu dokonanie korekty); uzgodniliśmy więc, że po prostu napiszę o Nim artykuł. I tak doszło do powstania tego materiału o Jego pracy w kulturze i współudziale w realizacji polityki kulturalnej PRL. Tym ważniejszy jest ten artykuł, że wiele faktów z tamtych lat zostało dziś już zapomnianych, albo jest świadomie ignorowanych i niedocenianych.

A przecież historię mamy jedną i nie powinno się – moim zdaniem – przemilczać dorobku pokoleń, które służyły Polsce takiej, jaka wówczas była! Postanowiłem zatem przypomnieć, jak ówczesne państwo odnosiło się do problematyki kultury; przypomnieć także wydawnictwa, których dziś już nie ma. Pragnę jednocześnie ukazać, jak obecny 90-latek (dla mnie bardzo zasłużony!) ocenia z perspektywy lat problemy rozwoju i upowszechnienia kultury w naszym kraju, których był współtwórcą.

Dziękuję Ci więc – Tadeuszu (od dawna jesteśmy po imieniu), że zgodziłeś się na publikację tego artykułu! (choć musiałem Go wielokrotnie zapewnić, że taki artykuł – skoro nie rozmowa – ma to sens, bo przypomni pracę pokolenia określanego dzisiaj jako „drugi sort”. Przeciwko temu często także się oburzam, nie dlatego, że marzą mi się „stare porządki”, ale by zwrócić uwagę młodym (i obecnie rządzącym), że na przemilczanie dorobku Ojców i Matek, naszych Braci i Sióstr (trawestując tytuł znanego filmu), nie zasłużyliśmy!

-/-

Był rok 1972, kiedy Tadeusz jako wiceminister po raz pierwszy przyjechał do Szczecina i zobowiązał się wówczas, m.in. do:

– kontynuowania rozbudowy tamtejszego Zamku Książąt Pomorskich (deklarując w imieniu MKiS dodatkowe środki, zwłaszcza na umieszczenie w nim teatru muzycznego, dziś opery)

– nadania ówczesnemu Muzeum Pomorza Zachodniego oraz Bibliotece Wojewódzkiej statusu instytucji narodowych, co też wiązało się z przyznaniem dodatkowych środków finansowych na poszerzenie ich działalności.

Również wtedy udzielił „ministerialnego” wsparcia organizowanym w województwie szczecińskim ogólnopolskim i częściowo międzynarodowym festiwalom, takim jak np. „Fama” w Świnoujściu, Muzyki Organowej i Kameralnej w Kamieniu Pomorskim, Muzyki Chóralnej w Międzyzdrojach czy Współczesnego Malarstwa Polskiego w Szczecinie. Miasto Szczecin, jak i ówczesne województwo szczecińskie, ma w każdym razie wiele Mu do zawdzięczenia, gdyż dzięki dodatkowym środkom finansowym z Ministerstwa Kultury wszystkie te cele udało się nie tylko zrealizować, ale także dzięki „wygospodarowanym w ten sposób własnym środkom” – rozbudować sieć bibliotek publicznych, księgarń, domów kultury, ognisk artystycznych – we wszystkich powiatach, a nawet w wielu gminach, co znacznie przyspieszyło tworzenie na tamtych terenach – odzyskanych po drugiej wojnie światowej – nowych, polskich tradycji kulturalnych!

Przypominam te fakty, gdyż dzisiaj niesprawiedliwie się je przemilcza.

Przy okazji zapytałem Tadeusza, jak On sam – po latach – ocenia politykę kulturalną ówczesnego państwa (którego podobno nie było), co było w niej złe i powinno zostać odrzucone, a co – bez względu na ustrój – kontynuowane?

Chcę Ci też Tadeuszu publicznie podziękować (i przepraszam, że czynię to dopiero po wielu latach) za to, że dzięki Tobie w r. 1973 r. znalazłem się w Warszawie, gdy ówczesne władze polityczne województwa uznały mnie za osobę „niegodną zaufania” (ponieważ przyjąłem z żoną swoją siostrę i szwagra, którzy niespodziewanie przyjechali do nas z RFN do Szczecina w odwiedziny, po wielu latach niewidzenia się z nimi).

Wyciągnąłeś wówczas do mnie bezinteresownie swoją pomocną dłoń, popierając w ten sposób powojenną budowę „mostu współpracy” między Polską a Niemcami (nie tylko z NRD, ale i RFN). Choć po przyjeździe do Warszawy długo jeszcze musiałem „tłumaczyć się”, dlaczego po wyjeździe mojej matki i siostry (po śmierci ojca), pozostałem w kraju, nie podążając za matką i siostrą do Niemiec.

-/-

Jako wiceminister kultury i sztuki Tadeusz Kaczmarek był odpowiedzialny przede wszystkim za plastykę, za kontakty ze środowiskiem artystów plastyków. (ZPAP – Związek Polskich Artystów Plastyków – przypomnę – miał wówczas ponad 19 tys. członków!).

Jak zatem ocenił w rozmowie ze mną ówczesną politykę kulturalną państwa?

Podkreślił, iż chyba nigdy wcześniej w historii Polski państwo nie zajmowało się i nie tworzyło tak korzystnych warunków rozwoju kultury i jej upowszechniania. W tym kwestionowanym dziś państwie zlikwidowano przede wszystkim analfabetyzm, co było podstawowym warunkiem uczestnictwa w kulturze. O tym – niestety – nie wszyscy pamiętają.

To państwo – prosił mnie, abym nie zapomniał napisać – troszczyło się o możliwie najszerszy dostęp do kultury poprzez, m.in.: dofinansowywanie książek, biletów teatralnych i kinowych, bezpłatnie udostępniało muzea. Dbało o rozwój życia kulturalnego także w małych miastach, nawet wsiach.

Nigdy wcześniej, a nawet dzisiaj, książki nie ukazywały się w tak wysokich nakładach i nie były tak tanie, jak wówczas (co mogę tylko potwierdzić!). Nowości wydawnicze rzeczywiście docierały nawet do księgarń gminnych.

Przypominam sobie te czasy doskonale, bo „stałem” wtedy za ladą księgarską i pamiętam wszystkie słynne TANIE serie wydawnicze, w ramach których wydawano bardzo dobrych autorów, bestsellery literatury światowej, a przede wszystkim klasykę polską.

Książki docierały nie tylko do odbiorców indywidualnych, ale i do bibliotek publicznych (które miały pieniądze, aby je kupować!), także do bibliotek zakładowych i szkolnych. Nie brakowało pieniędzy na spotkania autorskie, wystawy sztuki, na kiermasze książkowe z udziałem pisarzy, autorów i artystów.

Podobnie było z wystawami artystycznymi! Dla celów wystawowych powstał system (do którego z czasem dołączyły galerie prywatne) państwowych biur artystycznych (BWA), które działały w każdym województwie. Funkcje wystawowe pełniły też domy kultury i biblioteki. Organizowano liczne plenery plastyczne – dla malarzy i grafików, artystów – fotografików, rzeźbiarzy; województwa konkurowały ze sobą i prześcigały się w konkursach.

W Orońsku powstało Centrum Rzeźby Polskiej, a Zamek Ujazdowski w Warszawie jest dziś Centrum Sztuki Współczesnej! Łódź ma Muzeum Włókiennictwa i (miało, a także nadal ma) Międzynarodowe Triennale Tkaniny Artystycznej.

Wielkimi imprezami, które cieszyły się szerokim zainteresowaniem publiczności, były: Międzynarodowe Biennale Plakatu w Warszawie i Triennale (wcześniej też Biennale) Grafiki w Krakowie.

W Warszawie powstało Muzeum Karykatury i Muzeum Plakatu, a Warszawska Opera Kameralna otrzymała stałą siedzibę. W Warszawie wydarzeniem było również m.in. utworzenie Centrum Sztuki „Studio”, z teatrem, orkiestrą symfoniczną i impresariatem (niezależnym od „Pagartu”). Powołano Teatr Rzeczypospolitej, przywrócono blask Warszawskim Spotkaniom Teatralnym, wznowiono Warszawski Informator Kulturalny (WIK). Zainicjowano Warszawską Jesień Poezji, Warszawską Premierę Książki Miesiąca, Wszechnicę Literacką.

Tadeusz Kaczmarek przyczynił się bezpośrednio także do wydawania dwumiesięcznika „Projekt”, który promował najważniejsze wydarzenia sztuki polskiej za granicą i przybliżał najnowsze trendy sztuki światowej środowisku twórczemu w Polsce. Podobną rolę pełniło też bardzo dobre i cenione przez artystów pismo „Sztuka”.

Państwo troszczyło się również o warunki materialne pracy artystów. W latach 80. ub. wieku powstał m.in. Państwowy Fundusz Zamówień Plastycznych, Fundusz Pomocy Materialnej dla artystów plastyków, pisarzy, również innych dyscyplin artystycznych. Obok PSP – utworzono też konkurencyjne przedsiębiorstwo „Sztuka Polska” itd.

Gdy minister Kaczmarek „poszedł w dyplomację”, kontynuowano Jego pomysły, tworząc m.in. Fundusz Literatury, z którego dofinansowywano m.in. debiuty literackie, niskonakładowe (nierentowne) tomiki poetyckie, wspierano pisma literackie.

– Budowaliśmy też – dodał jeszcze Tadeusz – pracownie plastyczne, udostępniając je artystom po cenach znacznie niższych od kosztów ich budowy.

Organizowano liczne konkursy literackie (dziś jest ich znacznie mniej), także kompozytorskie, wspomagano powstawanie galerii autorskich – (jak m.in. Hasiora w Zakopanem) i Izb Pamięci poświęconych pisarzom, m.in. Marii Dąbrowskiej, Jarosławowi Iwaszkiewiczowi i innym. Z czasem pozwolenia na działalność udzielono także nowym (prywatnym) podmiotom wydawniczym. Przypomnieć trzeba też – upomniał się – zainicjowanie wielkiego międzynarodowego wydarzenia muzycznego w Polsce, jakim niewątpliwie była Warszawska Jesień!

Wymieniam te fakty, gdyż Tadeusz Kaczmarek bardzo by chciał, aby tego rodzaju działania były dziś kontynuowane, a nawet zostały poszerzone o mecenat prywatny, o ulgi w kosztach uzyskania i o lepsze warunki uprawiania twórczości. Aby kultura była wspólnym dobrem narodu, ponad głowami polityków, miała swoją ciągłość (nic, tylko przyklasnąć!).

– Nie wszystko, co wartościowe – dorzucił z zamyślenia – zaczęło się dopiero po transformacji!

Należy też wspomnieć organizowane przed laty „kongresy” pisarzy polskich, nawet Ziem Zachodnich i Północnych, czy Pisarzy Marynistów (w Szczecinie). Także sesje rad narodowych poświęconych rozwojowi bazy materialnej kultury. Dorobkiem był też społeczny ruch kulturalny i amatorski ruch artystyczny, jak i szkolne (nawet w szkołach podstawowych!) Ośrodki Kultury Plastycznej

Podsumowując, można powiedzieć, iż Państwo (którego „nie było”) stworzyło w tamtych latach ogromnie kosztowny system opieki na twórcami, a przede wszystkim umożliwiło każdemu jak najszerszy dostęp do kultury! I to w każdym województwie, w powiatach i gminach.

A co w tych działaniach byłego złego? zapytałem swego rozmówcę. Co On sam oceniłby dzisiaj, z perspektywy lat, krytycznie?

– Niewątpliwie zagrożeniem dla kultury – usłyszałem w odpowiedzi – były nieustanne próby wykorzystania kultury jako narzędzia propagandy. Na szczęście – dodał po chwili refleksji, z którą się zgadzam (bo uczestniczyłem w tych protestach) – próby te spotykały się ze zdecydowanym oporem wielu działaczy kultury, także części przedstawicieli władz kultury, a przede wszystkim samych twórców i przedstawicieli związków i stowarzyszeń twórczych.

Jednym z mankamentów było też przewrażliwienie władzy na wszystko, co mogło być uznane za krytykę państwa i tamtego ustroju.

Choć z drugiej strony – łapczywie zanotowałem Jego słowa (bo się też z nimi zgadzam) – w telewizji, w kinach, teatrach i salach wystawowych prezentowano również sztukę „kontrowersyjną”, filmy m.in. Stanisława Barei, a kabarety polityczne „od Szpaka do Pietrzaka” czuły się wyśmienicie! Takim złem – kontynuował – była niewątpliwie szeroka ingerencja cenzury w twórczość artystyczną!

Twórcy krytykowali też totalny brak środków dewizowych, co powodowało kłopoty, np. przy zakupie materiałów, przede wszystkim dla środowiska plastycznego. Wydawnictwom oraz środowiskom pisarskim w sposób szczególny doskwierał brak papieru; drukarze krytykowali przestarzały park maszynowy itp.

Ogólnie narzekano też na zbyt mało inwestycji w kulturze, brak środków na remonty obiektów kulturalnych (ale to i teraz ma miejsce!), na utrudnienia w uczestnictwie w wielkich, światowych wydarzeniach artystycznych, typu „Documenta” w Kassel, czy Biennale w Wenecji. (To dopraszanie się o paszport, o przydział dewiz na wyjazdy – było żenujące i poddawane przez artystów najostrzejszej krytyce).

Krytykowana była też polityka nakazowo-rozdzielcza, niemożność dobrowolnego zrzeszania się twórców, cenzurowanie utworów literackich, spektakli teatralnych, utrudnianie powstawania pism krytyczno-literackich itp.

-/-

Przed podjęciem pracy w MKiS – Tadeusz Kaczmarek przez wiele lat był zastępcą naczelnego Wydawnictwa Książki i Wiedzy, a potem KAW. Wspominam dziś o nich świadomie, gdyż oba różniły się w swoich zadaniach od innych wydawnictw państwowych, bo tylko takie wtedy były (z wyjątkiem PAX). KiW oraz KAW nie podlegały wtedy Ministerstwu Kultury i Sztuki.

Do KiW Tadeusz trafił w roku 1963 i spędził w tym Wydawnictwie 9 lat, do KAW w r. 1980. Były to wydawnictwa, w których dominowały publikacje typowo polityczne i propagandowe, choć wydawały też literaturę piękną, klasykę polską i obcą, książki filozoficzne, przede wszystkim – ekonomiczne i historyczne, które są dzisiaj kopalnią wiedzy o tym, co się wtedy w Polsce działo. Dostarczają do dziś informacji o polityce gospodarczej i zagranicznej ówczesnej Polski.

Można dzisiaj śmiać się np. z wydawanych „Przemówień Gomułki”, ale są one nadal podstawowym źródłem, z którego da się wyciągnąć wnioski, jak kształtowała się Polska w latach 1956-1980, a i wcześniej – od roku 1944 do transformacji ustrojowej.

KAW w odróżnieniu od KiW było Wydawnictwem o wyraźnym przechyle gospodarczym. Wydawał i sprzedawał z powodzeniem, obok książek – m.in. także kalendarze, plakaty, widokówki, reprodukcje dzieł sztuki, płyty itp. Tadeusz Kaczmarek odpowiedzialny był w tym Wydawnictwie przede wszystkim za oddziały terenowe, których „za Jego czasów” powstało 10 (gdzie nie było wtedy jeszcze samodzielnych wydawnictw), m.in. w „moim” Szczecinie, Rzeszowie, Białymstoku. Charakteryzowały się maksymalną samodzielnością, która w pełni się sprawdziła! A była swego rodzaju „novum” w państwie zarządzanym wtedy bardzo „partyjnie” i centralnie!

Siłą KAW-u były liczne książki dla młodzieży, w tym bardzo wiele debiutów literackich, zwłaszcza, że w „terenie” nie było jeszcze innych wydawnictw, jak np. „Literackiego” w Krakowie, „Poznańskiego” w Poznaniu czy „Glob”-u w Szczecinie.

-/-

Potem w życiu zawodowym Tadeusza Kaczmarka „była” dyplomacja! W Leningradzie postawił sobie za zadanie m.in. intensyfikację wymiany kulturalnej Polski z ZSRR, gdyż kontakty polityczne były wówczas zastrzeżone dla obu komitetów centralnych. Za to w zakresie kultury miał wolną rękę. Pomagał Mu w tym jeden z ówczesnych (zaprzyjaźnionych z Nim) wiceministrów kultury ZSRR, który sprowadzał do ZSRR niemal wszystko, co się dało (a miało w Rosji ogromne powodzenia) – od Filharmonii Krakowskiej, Pendereckiego, Ładysza, Lutosławskiego … do Wodeckiego, Ewy Demarczyk, Maryli Rodowicz i wielu, wielu innych artystów, którzy jeździli w długie trasy po niemal całym Związku Radzieckim.

Tadeusz szczególnie dbał też o wzajemne kontakty środowisk twórczych – plastyków, pisarzy; także o kontakty naukowe. Pilnował realizacji podpisanych umów o współpracy kulturalnej i naukowej oraz inspirował nowe. Zabiegał też oto, aby Polacy mieli w Leningradzie (dzisiejszym Petersburgu) swoje ulice, place i skwerki.

-/-

Tadeuszu Szanowny; co ja mogę wobec tych faktów na zakończenie jeszcze powiedzieć o Tobie? Jako Polak jestem dumny z efektów Twoich rozlicznych działań. I tylko MARZYĆ, aby Polskie Instytuty zajmujące się szerzeniem kultury polskiej zagranicą – kontynuowały tego typu działalność zarówno ze Wschodem, jak i z Zachodem!

Kultura – dodam – zawsze łączyła i będzie łączyć ludzi (i narody).

Czy chciałbyś, aby do tego, co przed chwilą przeczytałem Ci, coś dodać, zmienić, poprawić?

– Chciałbym Ci podziękować, że chciałeś mojej działalności poświęcić tyle czasu. Choć wydaje mi się, że przypisałeś mi zbyt wiele… Każda praca była dla mnie zawsze wyzwaniem i służbą dla Polski! Jeśli więc został po niej pozytywny ślad, odchodzę – jak widzisz – z przekonaniem spełnionego obowiązku. Choć mam świadomość, że można było zrobić więcej!

Tadeuszu Drogi; dziękuję Ci za te wszystkie rozmowy i dodam od siebie, że nie poznałem nikogo, kto powiedziałaby o Tobie coś niepozytywnego… Żyj więc jak najdłużej.

A przy okazji dziękuję wszystkim Twoim wspaniałym opiekunom, którzy w Domu Seniora PAN czynią tyle dobrego, abyś był zadowolony i trzymał się jak najdłużej w zdrowiu, którego Ci z całego serca życzę! Nasze życie jest krótkie i ulotne, ale ślad po Tobie i pamięć – na pewno pozostaną. Jak również moja wdzięczność za odważną pomoc, której mi przed laty mi udzieliłeś.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułZagraniczne wizyty prezydenta Donalda Trumpa
Następny artykułIzrael – ciekawe historyczne miejsca
Karol Czejarek
Dr Karol Czejarek, prof. nadzw. - doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; germanista i niemcoznawca, tłumacz przysięgły i literacki j. niemieckiego. Emerytowany profesor nadzw. Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora; wieloletni pracownik naukowo-dydaktyczny w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego. B. sekretarz Międzywydziałowego Centrum Badań Niemcoznawczych AH w Pułtusku. Przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Autor m.in. monografii o Annie Seghers, książki „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”; także tłumacz 10 jego powieści i redaktor „Dzieł zebranych” opublikowanych przez Wydawnictwo Interart. Autor m.in. „Gramatyki niemieckiej dla ciebie” (wspólnie z J. Słocińską); spolszczenia (wspólnie z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins German Verb”; redaktor i inicjator publikacji (wspólnie z T. G. Pszczółkowskim, A. Warakomską, K. Garczewskim i A. Schmidtem) „Historia pamięcią pisana. Biografie polsko-niemieckie” (cz. I - Pułtusk 2014, cz. II Pułtusk 2017) oraz wydanej w 2011 r. (wspólnie z T. G. Pszczółkowskim) „Polska między Niemcami a Rosją”. Ponadto - autor wielu artykułów i recenzji. Członek Związku Literatów Polskich. Przed r. 1990 m.in. sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury i dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; od roku 1973 w Warszawie na stanowiskach m.in. dyr. Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Wydziału Kultury m. st. Warszawy, departamentów plastyki i książki w Ministerstwie Kultury i Sztuki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here