Strona główna Hobby Turystyka Palazzo Pitti pachnie polityką

Palazzo Pitti pachnie polityką

0

Sam plac przed pałacem w przepięknej Florencji tchnie wypaloną pustką bez zieleni. Dookoła znękani turyści, kolejki przed lodziarniami, przemykające taksówki oraz kamienie i asfalt rozgrzane jak polityka. Siedząc niewygodnie na tym twardym podłożu młodzi jedzą piknikowo swoje kanapki, starsi oglądają zrobione zdjęcia, kontrolując swój wygląd. Nigdzie nie ma ławek, kawałka parku lub jednego drzewa. Zawsze tu jest pusto pod nogami, gdyż codziennie kłębi się plac od turystów. Ci mają więcej miejsca na tej asfaltowej szachownicy.

I tylko nad głową króluje pałac Pitti, zbudowany dla Łukasza (Luca) Pitti, kupca, bardzo bogatego. Gotowa budowa z boniowaną (wygląda to jak monotonna czekolada) fasadą onieśmiela gabarytem. Potężny pałac imponuje Włochom od 1466 roku. Tę formułę architektury oglądam po wiekach, aczkolwiek trochę zmienioną. Pałac modyfikowano, rozbudowywano wiele lat potem, również od strony rzeki Arno dobudowano niesymetryczny taras.

W sumie to pałac-twierdza, ale o miejskim uroku. Zamawiam via internet bilety wstępu. Nie trzeba później stać w kolejce pod słońcem przy odbiorze. Wtedy można wejść do podwórca. Widać wówczas wspaniałe ogrody Boboli oraz słynny korytarz naziemny, dzieło Vasariego (1565). Prowadzi ten zadaszony trakt od Palazzo Pitti, przez kościół św. Felicity (gdzie podziwiam zawsze „Zdjęcie z krzyża“, genialny kolorystycznie obraz wielkiego Pontormo), Ponte Vecchio (najsłynniejszy tu most nad Arno) przez galerie Uffizi aż do ratusza, czyli do Palazzo Vecchio. Spacer pod dachem. Arystokraci w tym korytarzu nie mieszali się wówczas z tzw. plebsem. Przedziały były „betonowe”. Granit kast. Nie było mobilności klas społecznych – jak dziś. Przykładowo aktoreczka z USA wychodzi za mąż za królewskiego księcia z Wielkiej Brytanii.

 

PITTI

 

Mnie kojarzy się Palazzo Pitti, oczywiście jak również innym turystom, z nieprawdopodobnie bogatymi zbiorami sztuki wewnątrz. Ten potężny budynek zawiera gigantyczną ilość skarbów. Tutejszy Louvre. Jesteśmy we Florencji nad Arno. Sale bez końca doskwierają z powodu zaduchu (za dużo zwiedzających, za mało wentylatorów, upał za oknami). Czuję, iż moja percepcja zmniejsza się z każdą następną salą. Normalna reakcja obronna. Arcydzieła zawieszone na ścianach kuszą oczy i dusze (nazwiska światowej sławy malarzy), rzeźby na cokołach nęcą, stoły intarsjowane przysunięte do ścian, azjatyckie wazy drzemią w kątach. Pilnujący stróże na składanych krzesełkach oglądają turystów bezbarwnym wzrokiem, dzierżąc smartfony na kolanach, czytając grube powieści lub rozwiązując sudoku.

Głównie myślę w Palazzo Pitti o dwu „porodach“. Pierwszy dotyczy arystokratki, Katarzyny Medycejskiej, urodzonej niedaleko tu w ich rodowym pałacu, po drugiej stronie rzeki. Caterina de‘ Medici urodziła się w 1519 roku i nikt nie przypuszczał, iż zrobi wielką karierę. Ojcem był Lorenzo di Piero Medici, książę. Matką Francuzka – Madeleine de la Tour d‘Auvergne, księżniczka burbońska. Z perspektywy krytycznych ocen kąśliwych Francuzów, był to mezalians. Wszyscy wiedzieli, że za ojcem Katarzynki raczej stoją potężnej ilości i wagi pieniądze a nie świeży tytuł księcia. Pecunia non olet. Medyceusze panowali przez wieki we Florencji bez problemów. Potem kłopoty się zaczęły, ale w XVI w. horyzont przyszłości był jeszcze jasny.

Nikt nie prorokował, iż Katarzyna zrobi jakąkolwiek karierę we Francji, gdyż była stąd, z Toskanii, co prawda dzielnie stawiającej opór potędze oraz wpływom rzymskich papieży. A jednak tak się stało. Florentynka Katarzynka z możnych Medyceuszy poślubia francuskiego króla Henryka II i w ten sposób staje się królową Francji! Nie dość na tym – od 1547 roku zdobi ją tytuł królowej oraz regentki swych niepełnoletnich synów. Wygrała zapasy z losem…

Nie dość na tym – Włoszka znad Arno staje się matką trzech królów francuskich. Są to François, Charles, Henri: Franciszek II, Karol IX oraz Henryk III. Mimo tego ksenofobiczny francuski lud (la grande nation) jej nie lubił, gdyż nie była Francuzką. Poza tym uważana była za arogancką. Przecież nie miała ku temu podstaw – ustalili fachowo Francuzi. Caterina jest przykładem wspaniałej kariery w ciężkich dla kobiet czasach, zdominowanych przez mężczyzn dyktujących akty prawne, wywołujących wojny, ustawiających wektory politycznych aren.

 

PITTI

 

Drugi „poród“, o jakim myślę, ponownie robiąc slalom przed Palazzo Pitti (turyści siedzą gromadkami na asfalcie) lub chodząc w nim, to narodziny zjednoczenia Włoch, jakie się dokonały w jego murach, salonach, pokojach i sali tronowej. Włoska jedność narodowo-terytorialna miała bardzo ciężki poród w XIX wieku. Kraj był poszatkowany, rozdarty. Nie było jednych „Włoch“. Jednostek polityczno-administracyjnych było mnóstwo, rodzajów waluty również. Do dziś Włochy są podzielone dialektami, bardzo różniącymi się od siebie. Zupełnie inaczej mówi się we Florencji niż w Rzymie czy Neapolu.

Ale dyplomata i arystokrata Camille Cavour oraz dzielny wojak Giuseppe Garibaldi zdołali viribus unitis, czyli wspólnymi siłami uzyskać wiele w dziele zjednoczenia narodu włoskiego w jednolite państwo. Efektem końcowym było obwołanie jednego króla dla całych Włoch. Wybór padł na Vittorio Emanuele, od 1849 roku króla Sardynii-Piemontu. Już Włosi mieli monarchę, ale jeszcze nie mieli stolicy. Rzym nie był kandydatem jako stołeczne miasto. Nie mógł być, gdyż należał do papieży od wieków.

Wspomniany Vittorio Emanuele urodził się w Turynie. To miasto zaczęło grać rolę prowizorycznej stolicy. Tu urodził się on (1820, w Palazzo Carignano) jako przyszły pierwszy król zjednoczonych Włoch. Ponieważ nie przybrał innego imienia, kiedy stał się władcą całego kraju, lud włoski ironicznie miał wrażenie, iż Sardynia przyłączyła Włochy do siebie a nie odwrotnie! Trochę humoru w smętnych dziejach Europy. Ironicznie nazywano króla padre della patria, alias „ojcem narodu“, nie tylko z powodu oficjalnych dzieci, lecz również grupki z „nieprawego łoża“, jak to wówczas określano z przekąsem… Wybrał Florencję na swą rezydencję.

 

PITTI

 

Czasy były dla Włoch nader trudne. Sąsiedzi, nie wszyscy przyjaźni, obserwowali zmiany politycznych paradygmatów na ziemi włoskiej, gdzie kiedyś urodził się (1797) polski hymn narodowy – nota bene! Francuzi i Austriacy rozpoczęli wojnę o wielu epizodach na ziemi włoskiej. Kampanie, żołnierskie trudy, długo trwające wojny odbijały się ponurym echem tu w Palazzo Pitti, w sercu politycznym narodu, w rezydencji królewskiej. Śmierć bezlitośnie zakończyła życie tysięcy młodych Włochów.

 

Florencja grała rolę stolicy Włoch od lutego 1865 do lutego 1871. Topograficznie rozdzielono w mieście role wśród znanych zabytków:

– Palazzo Pitti to rezydencja króla Vittorio Emanuele,

– dzisiejsze muzeum Uffizi stało się siedzibą senatu,

– Palazzo Vecchio, to parlament, czyli la Camera dei Deputati,

– Palazzo Medici-Riccardi, miejsce urodzin wspomnianej Katarzyny, stała się siedzibą Rady Prezydenckiej.

 

W sali tronowej w pałacu Pitti oglądam smak luksusu tamtych lat, jak tu wszędzie. Potrzebowałbym właściwie parasola. Złoto kapie zewsząd…

Z tej sali często wyrywał się król („-Zaprzęgać konie!“) na peryferie miasta. Tam stała wyremontowana przez niego willa „Petraia“, gdzie zamieszkała śliczna Rosina, jego najwierniejsza i najlojalniejsza kochanka. Vittorio Emanuele miał wiele dzieci oficjalnych, zadbawszy w ten sposób o ciągłość dynastii importowanej z Turynu nad toskańskie Arno, oraz wielu nieoficjalnych potomków. Z piękną Rosiną miał dwoje dzieci, syna Emanuela oraz córkę Vittorię – wedle swych imion. Rosina pochodziła z prostego ludu, teraz oczywiście jej królewski partner zadbał dla niej o tytuły – odtąd trzeba było do niej się zwracać hrabina di Mirafiori e Fontanafredda“.

Wtedy Florencja należała do króla i jego armii. Teraz należy do legionów turystów, szturmujących wszelkie zabytki. Zgłodniałe z powodu pandemii kolejne generacje chłonnych turystów atakujące z wielu flank nie są mile widziane przez mieszkańców toskańskiej stolicy. Florentyńczycy wiedzą, iż dzięki nim żyją, ale jest to małżeństwo z przymusu. Burmistrz myśli o zredukowaniu nawału turystów, podobnie jak to dzieje się w Wenecji. Wprowadzić obostrzenia, kontyngent, bilety wstępu do miasta? Piękne Włochy cierpią z powodu zbytniej ilości estetyki…

Sam plac przed pałacem w przepięknej Florencji tchnie wypaloną pustką bez zieleni. Dookoła znękani turyści, kolejki przed lodziarniami, przemykające taksówki oraz kamienie i asfalt rozgrzane jak polityka. Siedząc niewygodnie na tym twardym podłożu młodzi jedzą piknikowo swoje kanapki, starsi oglądają zrobione zdjęcia, kontrolując swój wygląd. Nigdzie nie ma ławek, kawałka parku lub jednego drzewa. Zawsze tu jest pusto pod nogami, gdyż codziennie kłębi się plac od turystów. Ci mają więcej miejsca na tej asfaltowej szachownicy.

I tylko nad głową króluje pałac Pitti, zbudowany dla Łukasza (Luca) Pitti, kupca, bardzo bogatego. Gotowa budowa z boniowaną (wygląda to jak monotonna czekolada) fasadą onieśmiela gabarytem. Potężny pałac imponuje Włochom od 1466 roku. Tę formułę architektury oglądam po wiekach, aczkolwiek trochę zmienioną. Pałac modyfikowano, rozbudowywano wiele lat potem, również od strony rzeki Arno dobudowano niesymetryczny taras.

W sumie to pałac-twierdza, ale o miejskim uroku. Zamawiam via internet bilety wstępu. Nie trzeba później stać w kolejce pod słońcem przy odbiorze. Wtedy można wejść do podwórca. Widać wówczas wspaniałe ogrody Boboli oraz słynny korytarz naziemny, dzieło Vasariego (1565). Prowadzi ten zadaszony trakt od Palazzo Pitti, przez kościół św. Felicity (gdzie podziwiam zawsze „Zdjęcie z krzyża“, genialny kolorystycznie obraz wielkiego Pontormo), Ponte Vecchio (najsłynniejszy tu most nad Arno) przez galerie Uffizi aż do ratusza, czyli do Palazzo Vecchio. Spacer pod dachem. Arystokraci w tym korytarzu nie mieszali się wówczas z tzw. plebsem. Przedziały były „betonowe”. Granit kast. Nie było mobilności klas społecznych – jak dziś. Przykładowo aktoreczka z USA wychodzi za mąż za królewskiego księcia z Wielkiej Brytanii.

 

PITTI

 

Mnie kojarzy się Palazzo Pitti, oczywiście jak również innym turystom, z nieprawdopodobnie bogatymi zbiorami sztuki wewnątrz. Ten potężny budynek zawiera gigantyczną ilość skarbów. Tutejszy Louvre. Jesteśmy we Florencji nad Arno. Sale bez końca doskwierają z powodu zaduchu (za dużo zwiedzających, za mało wentylatorów, upał za oknami). Czuję, iż moja percepcja zmniejsza się z każdą następną salą. Normalna reakcja obronna. Arcydzieła zawieszone na ścianach kuszą oczy i dusze (nazwiska światowej sławy malarzy), rzeźby na cokołach nęcą, stoły intarsjowane przysunięte do ścian, azjatyckie wazy drzemią w kątach. Pilnujący stróże na składanych krzesełkach oglądają turystów bezbarwnym wzrokiem, dzierżąc smartfony na kolanach, czytając grube powieści lub rozwiązując sudoku.

Głównie myślę w Palazzo Pitti o dwu „porodach“. Pierwszy dotyczy arystokratki, Katarzyny Medycejskiej, urodzonej niedaleko tu w ich rodowym pałacu, po drugiej stronie rzeki. Caterina de‘ Medici urodziła się w 1519 roku i nikt nie przypuszczał, iż zrobi wielką karierę. Ojcem był Lorenzo di Piero Medici, książę. Matką Francuzka – Madeleine de la Tour d‘Auvergne, księżniczka burbońska. Z perspektywy krytycznych ocen kąśliwych Francuzów, był to mezalians. Wszyscy wiedzieli, że za ojcem Katarzynki raczej stoją potężnej ilości i wagi pieniądze a nie świeży tytuł księcia. Pecunia non olet. Medyceusze panowali przez wieki we Florencji bez problemów. Potem kłopoty się zaczęły, ale w XVI w. horyzont przyszłości był jeszcze jasny.

Nikt nie prorokował, iż Katarzyna zrobi jakąkolwiek karierę we Francji, gdyż była stąd, z Toskanii, co prawda dzielnie stawiającej opór potędze oraz wpływom rzymskich papieży. A jednak tak się stało. Florentynka Katarzynka z możnych Medyceuszy poślubia francuskiego króla Henryka II i w ten sposób staje się królową Francji! Nie dość na tym – od 1547 roku zdobi ją tytuł królowej oraz regentki swych niepełnoletnich synów. Wygrała zapasy z losem…

Nie dość na tym – Włoszka znad Arno staje się matką trzech królów francuskich. Są to François, Charles, Henri: Franciszek II, Karol IX oraz Henryk III. Mimo tego ksenofobiczny francuski lud (la grande nation) jej nie lubił, gdyż nie była Francuzką. Poza tym uważana była za arogancką. Przecież nie miała ku temu podstaw – ustalili fachowo Francuzi. Caterina jest przykładem wspaniałej kariery w ciężkich dla kobiet czasach, zdominowanych przez mężczyzn dyktujących akty prawne, wywołujących wojny, ustawiających wektory politycznych aren.

 

PITTI

 

Drugi „poród“, o jakim myślę, ponownie robiąc slalom przed Palazzo Pitti (turyści siedzą gromadkami na asfalcie) lub chodząc w nim, to narodziny zjednoczenia Włoch, jakie się dokonały w jego murach, salonach, pokojach i sali tronowej. Włoska jedność narodowo-terytorialna miała bardzo ciężki poród w XIX wieku. Kraj był poszatkowany, rozdarty. Nie było jednych „Włoch“. Jednostek polityczno-administracyjnych było mnóstwo, rodzajów waluty również. Do dziś Włochy są podzielone dialektami, bardzo różniącymi się od siebie. Zupełnie inaczej mówi się we Florencji niż w Rzymie czy Neapolu.

Ale dyplomata i arystokrata Camille Cavour oraz dzielny wojak Giuseppe Garibaldi zdołali viribus unitis, czyli wspólnymi siłami uzyskać wiele w dziele zjednoczenia narodu włoskiego w jednolite państwo. Efektem końcowym było obwołanie jednego króla dla całych Włoch. Wybór padł na Vittorio Emanuele, od 1849 roku króla Sardynii-Piemontu. Już Włosi mieli monarchę, ale jeszcze nie mieli stolicy. Rzym nie był kandydatem jako stołeczne miasto. Nie mógł być, gdyż należał do papieży od wieków.

Wspomniany Vittorio Emanuele urodził się w Turynie. To miasto zaczęło grać rolę prowizorycznej stolicy. Tu urodził się on (1820, w Palazzo Carignano) jako przyszły pierwszy król zjednoczonych Włoch. Ponieważ nie przybrał innego imienia, kiedy stał się władcą całego kraju, lud włoski ironicznie miał wrażenie, iż Sardynia przyłączyła Włochy do siebie a nie odwrotnie! Trochę humoru w smętnych dziejach Europy. Ironicznie nazywano króla padre della patria, alias „ojcem narodu“, nie tylko z powodu oficjalnych dzieci, lecz również grupki z „nieprawego łoża“, jak to wówczas określano z przekąsem… Wybrał Florencję na swą rezydencję.

 

PITTI

 

Czasy były dla Włoch nader trudne. Sąsiedzi, nie wszyscy przyjaźni, obserwowali zmiany politycznych paradygmatów na ziemi włoskiej, gdzie kiedyś urodził się (1797) polski hymn narodowy – nota bene! Francuzi i Austriacy rozpoczęli wojnę o wielu epizodach na ziemi włoskiej. Kampanie, żołnierskie trudy, długo trwające wojny odbijały się ponurym echem tu w Palazzo Pitti, w sercu politycznym narodu, w rezydencji królewskiej. Śmierć bezlitośnie zakończyła życie tysięcy młodych Włochów.

 

Florencja grała rolę stolicy Włoch od lutego 1865 do lutego 1871. Topograficznie rozdzielono w mieście role wśród znanych zabytków:

– Palazzo Pitti to rezydencja króla Vittorio Emanuele,

– dzisiejsze muzeum Uffizi stało się siedzibą senatu,

– Palazzo Vecchio, to parlament, czyli la Camera dei Deputati,

– Palazzo Medici-Riccardi, miejsce urodzin wspomnianej Katarzyny, stała się siedzibą Rady Prezydenckiej.

 

W sali tronowej w pałacu Pitti oglądam smak luksusu tamtych lat, jak tu wszędzie. Potrzebowałbym właściwie parasola. Złoto kapie zewsząd…

Z tej sali często wyrywał się król („-Zaprzęgać konie!“) na peryferie miasta. Tam stała wyremontowana przez niego willa „Petraia“, gdzie zamieszkała śliczna Rosina, jego najwierniejsza i najlojalniejsza kochanka. Vittorio Emanuele miał wiele dzieci oficjalnych, zadbawszy w ten sposób o ciągłość dynastii importowanej z Turynu nad toskańskie Arno, oraz wielu nieoficjalnych potomków. Z piękną Rosiną miał dwoje dzieci, syna Emanuela oraz córkę Vittorię – wedle swych imion. Rosina pochodziła z prostego ludu, teraz oczywiście jej królewski partner zadbał dla niej o tytuły – odtąd trzeba było do niej się zwracać hrabina di Mirafiori e Fontanafredda“.

Wtedy Florencja należała do króla i jego armii. Teraz należy do legionów turystów, szturmujących wszelkie zabytki. Zgłodniałe z powodu pandemii kolejne generacje chłonnych turystów atakujące z wielu flank nie są mile widziane przez mieszkańców toskańskiej stolicy. Florentyńczycy wiedzą, iż dzięki nim żyją, ale jest to małżeństwo z przymusu. Burmistrz myśli o zredukowaniu nawału turystów, podobnie jak to dzieje się w Wenecji. Wprowadzić obostrzenia, kontyngent, bilety wstępu do miasta? Piękne Włochy cierpią z powodu zbytniej ilości estetyki…

Poprzedni artykułKsiążka, która może zainteresować… Pomorski Encyklopedysta (90-lecie prof. TADEUSZA BIAŁECKIEGO)
Następny artykułO Zofii Tyszkiewicz, poetce, emerytowanej lekarce, artystce…
Wiesław Piechocki
Wiesław Piechocki, doktor romanistyki Uniwersytetu Warszawskiego, nauczyciel, autor publikacji, dziennikarz. Stopnie kariery w UW: asystent, starszy asystent, adiunkt. Studiował ponadto w Paryżu na Sorbonie, we Włoszech (Perugia) oraz w Rumunii (Braszow). W czasie PRL publikował tłumaczenia utworów następujących poetów: Luciana Blaga (z rumuńskiego) oraz Eugenio Montale (z włoskiego) w „Literaturze na Świecie“. W 1981 wyemigrował z powodów politycznych wraz z rodziną przez Norwegię do Austrii. W latach 1982-2012 pracował jako nauczyciel w jedynym liceum w Księstwie Liechtenstein, w stolicy Vaduz. Nauczał w języku niemieckim francuskiego, łaciny oraz włoskiego. Wiesław Piechocki jest autorem: „Mini-Rozmówek Francuskich“, 1979; zbioru reportaży „Okolice“, 2005 oraz wspomnień „Lustro mojego czasu“, 2022. Jego wiersze znalazły się w antologii „Poezja naszych dni“, 2023. Na emigracji zamieścił setki reportaży, esejów o kulturze i sztuce w periodykach polonijnych: „Nowy Kurier“ Toronto; „Nowy Dziennik“ Nowy Jork; „Jupiter“ Wiedeń; „Panorama Polska“ Edmonton; „Nasza Gazetka“ Zurych. W języku niemieckim zamieścił 530 artykułów o tematyce kulturalnej i historycznej oraz 50 artykułów całostronicowych o dynastii Liechtenstein w lokalnej gazecie „Volksblatt“, ukazującej się w Vaduz, stolicy monarchii w latach 2000-2010. W 2015 otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski od prezydenta Bronisława Komorowskiego na wniosek ówczesnego ambasadora RP w Bernie, Janusza Niesyto. W latach 1981-2018 mieszkał z rodziną na zachodzie Austrii, blisko granicy z Liechtensteinem i Szwajcarią, od 2018 mieszka w Wiedniu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj