Na początku jest kolebka

0

Człowiek, zaraz po urodzeniu, jest zupełnie bezbronną istotą w obcym kosmosie. Potrzebuje od razu pomocy. Sam nie przeżyje. Ktoś musi się o niego  zatroszczyć, nim zająć. Bodaj pierwszym meblem, urządzeniem, gdzie może leżeć, jest kolebka, kołyska, coś w rodzaju pierwszego łóżeczka.

Jako turysta spotkałem kolebki w muzeach. Dotyczyły te mebelki sławnych ludzi, którym ich matka albo opłacona niania śpiewały do snu kołysanki.

Natknąłem się na taką kołyskę dotyczącą wielkiego cesarza Francuzów, Napoleona I. Będąc w Ajaccio, w stolicy pięknej wyspy Korsyki, poszedłem na „ulicę św. Karola“, czyli rue Saint-Charles. Wije się ona na wzgórku w samym śródmieściu. Bardzo wąska. Cała wyspa jest oczywiście bardzo dumna z tak sławnego syna tego kawałka Europy. On podbił niemal całą Europę później.

Syn rodziny Buonaparte, Napoleone (celowo podkreślam włoską wersję jego nazwiska i imienia) urodził się w kilkupiętrowym domu o skromnej fasadzie 15 sierpnia 1769 roku. Teraz to Maison Bonaparte. Ta data jest ważna. Dopiero od równo 15 miesięcy wyspa była częścią Francji! Dzięki tzw. Układowi Wersalskiemu. Gdyby urodził się 16 miesięcy wcześniej, byłby Włochem, należącym do Genui! Zupełny przypadek, iż ten chłopczyk miał od kołyski obywatelstwo francuskie. A bardzo prędko zrobił w swej francuskiej ojczyźnie oszałamiającą karierę. Mógł być jedynie wdzięczny francuskiemu królowi za ten zakup. Rodzice, czując wiatr historii, posłali go do szkół francuskich…

Chodzę po piętrach Maison Bonaparte, wychylam się przez okna, oglądam naprzeciw   dorodne palmy, rosnące wzdłuż niepozornej uliczki. W jednej z komnatek na piętrze przystaję. Stoi tu jego kołyska. Nabożnie lekko dotykam owalnego obramowania. Mam nadzieję, iż żadna kamera mnie nie zdradzi, iż żadna syrena nie zacznie wyć. Nie. Panuje nadal cisza.

Sama kolebka jest prosta, niewyszukana, zwyczajna. Żadnego luksusu. Większość zwiedzających z całego świata zwraca tu uwagę na inne błyskotliwe rekwizyty. Kolebka przyszłego cesarza, pogromcy Europy doprawdy nie jest żadną atrakcją tutaj. Jest cichą ciekawostką, nie emanującą blichtrem i bogactwem. Wpatruję się w nią jako symbol początku życia. Impuls kiełkowania przyszłości oraz  inauguracji niebotycznej kariery, miejsca, gdzie przewijano bobasa, przed którym drżeli w Europie możni przez całe lata. Ale to było potem, na kontynencie…

 

  • ● ● ●

 

Przenosimy się do Wiednia, nie pozostawiając rodziny B(u)onaparte w cieniu. W Wiedniu, w kompleksie budynków Hofburga, czyli byłego kompleksu architektonicznego, gdzie przez całe wieki panowali Habsburgowie, zwiedzają turyści skarbiec (Schatzkammer) austriackiego cesarskiego dworu.

W owym skarbcu jednym z cennych i efektownych eksponatów jest kolebka jedynego syna wspomnianego Napoleona z Ajaccio. Ojciec leżał w kolebce na Korsyce, syn w pałacu w Wiedniu.

Zupełną idée fixe cesarza znad Sekwany było posiadanie syna jako następcy. On zapoczątkuje  nową dynastię napoleońską w Paryżu. Ambitny plan ojca z Ajaccio/Paryża.  Pierwsza żona nie urodziła mu męskiego  potomka. Dlatego rozwiódł się z nią. Poślubił zatem córkę swego bodaj największego wówczas wroga, cesarza Austrii Franza II. Nazywa się ta dama Marie-Louise von Habsburg. W dniu 20 marca 1811 ona rodzi mu syna! Radość cesarska nie ma granic. Mogę to sobie wyobrazić. Miasto stołeczne Paryż darowuje prezent cesarzowi – wspaniałą kołyskę dla świeżo narodzonego syna. Stoję przed nią.

Dwa imiona oseska to Napoleon Franz (drugie imię ku czci austriackiego wspomnianego wyżej dziadka). Ma do dyspozycji kołyskę, a raczej łóżeczko (nie można tej kolebki kołysać), które do dzisiaj corocznie oglądają miliony turystów z całego globu. Ta cesarska kolebka różni się diametralnie od tej z Ajaccio. Tam dominuje prostota. A tu w Wiedniu? Zużyto w Paryżu na nią 280 kg srebra, oprawiono ją szlachetnymi kamieniami. Drewno (najdroższe gatunki) stało się dziełem sztuki, mebelkiem godnym podziwu i milionów zdjęć. Cały zespół stolarzy-mistrzów trudził się dla cesarza. Synek-bobas w dniu narodzin otrzymał tytuł: „król Rzymu”. O to zadbał ojciec, cesarz Francuzów, Napoleon. Jako sygnał dominacji nad Tybrem oraz pokonania w przyszłości niepokornych papieży. Francja ponad wszystko! Pokona wszystkich. To pewne.

Nad kołyską czuwa orzeł ze srebra, dlatego to dziecko nazwano „Orlątko”, albo po francusku Aiglon (wymowa: „eg-Lą”). Sama kolebka stoi nie na zwykłych nogach, lecz na rogach obfitości! Tak to wykoncypowali projektanci dworscy nad Sekwaną. Pełno symboli: pszczoły pracują jako dynamiczny naród, bogini zwycięstwa trzyma nad jego głową koronę z wieńcem gwiazd i wawrzynów!

Puentę nader smutną znamy: jedyny syn Napoleona, pół Francuz-pół Austriak, osesek z luksusowej kolebki umiera w wiedeńskim pałacu Schönbrunn 22 lipca 1832 roku. Miał ledwie 21 lat! W tym momencie pokonany przez obce armie jego ojciec dawno już nie żył. Matka, córka cesarza Austrii, wdowa po najsłynniejszym synu Ajaccio, wegetowała w dalekiej włoskiej Parmie. Marie-Louise von Habsburg zupełnie nie interesowała się synem. Raczej swoimi  następnymi ożenkami. Ledwie, jadąc karocą przez Europę piano piano, zdążyła na pogrzeb jedynego syna.

 

  • ● ● ●

 

Trzecia kolebka zaskoczyła mnie swym miejscem pobytu. Dotykałem jej pobożnie w Hawanie, stolicy Kuby. Chodzę po Museo Nacional w centrum metropolii, która przeżyła szok rewolucji 1 stycznia 1959  roku. Fidel Castro z kolegami partyzantami wygonił manu militari USA z wyspy podporządkowanej dotąd turystyce z Waszyngtonu. Utworzył odrębne państwo pod jarzmem komunizmu.

Jest lato 2016 roku. Turyści poruszają się jak twory z innego świata po tej wyspie o urodzie raju. Są świetnie karmieni w hotelach. Natomiast tubylcy nadal mają kartki na żywność, tekstylia i zabawki dla dzieci oraz inną walutę niż przybysze z innych kontynentów! Dwie waluty w jednym państwie? To może istnieć tylko w kraju, rządzącym przez bzdurny i nieporadny komunizm Fidela.

W „Muzeum Narodowym” chodzę po piętrach. Już zwiedziłem „zakątek kretynów”, gdzie pokazuje się wielkoformatowe karykatury prezydentów USA. To sposób dysputy politycznej z wrogiem politycznym Nr. 1, czyli z USA. A ten sąsiad, napęczniały uciekinierami z Kuby, leży 145 km za wodą Atlantyku. Każdy Kubańczyk pragnie uciec do wrogich Stanów Zjednoczonych Ameryki…

 

Sama kolebka Fidela Castro, który umrze oficjalnie dopiero 25 listopada 2016 roku, za parę miesięcy, jest prosta i niepozorna. Nic specjalnego. Ma być kontrastem do późniejszej kariery wodza. Proszę, nasz ukochany wódz wyszedł z takiej nędzy… Marny biały lakier na ścianach kołyski dawno zżółkł i łuszczy się. Ale nie wyrzucono kołyski na śmietnik. Fidel Castro, w ramach kultu jednostki oraz  pryncypiów komunizmu, sam sobie później nadał tytuły i funkcje: (1) marszałek – jedyny w historii Kuby, (2) premier – szef rządu, (3) oczywiście 1. sekretarz Komunistycznej Partii Kuby. Kult jednostki bez granic… Władzę, schorowany, po wielu latach przekazał potem bratu. W ramach „demokracji” rządzącej zasadami komunizmu. I wstawił swoją (?) kołyskę do głównego muzeum w tym kraju.

 

  • ● ● ●

 

Czwarta i ostatnia kolebka, jaką widziałem w muzeach świata, znajduje się w Płocku, w Muzeum Mazowieckim, przy ul. Tumskiej 8. Ta estetyczna kolebka  jest porządnym produktem słynnej firmy austriackiej Thonet. Jest trochę z profilu podobna do opisanego łóżeczka z Wiednia. Jest bardzo ładna z wysięgnikiem, trzymającym tiulową kurtynkę nad głową. Czyją? No właśnie. To jest zagadka. Nie wiem tego. Dla zwiedzających tajemnica. Nie wiadomo do jakiej rodziny zawitało dziecko, leżące po narodzinach w tym wspaniałym mebelku. Gięte drewno. Firma Thonet jako pierwsza pokonała tajemnicę gięcia drewna, aby uzyskać nowe formy dla oparć krzeseł i foteli. Technologia nowoczesnego meblarstwa w Europie.

Ale kto spał i leżał, kwiląc w tej kolebce? Nie wiadomo. Czasem kwilenie przechodzi w krzyk głodu lub wezwanie do rewolucji. Apetyt na mleko u progu życia nie zna barier. Tak jak design kolebek i kołysek. Czasem lądują w muzeach.

Może w kolebce w płockim muzeum usypiały siostry Ariana i Renia Spiegel? Zapoznałem się z ich dramatyczną odyseją w Muzeum Żydów Mazowsza w byłej synagodze w centrum Płocka. Od beztroskiego dzieciństwa w Płocku przed 1939 poprzez piękne wakacje w Zaleszczykach do Warszawy, gdzie Róża, ich matka ukrywała się przed niemieckimi nazistami w czasie  okupacji. Rozłąka, strach, nerwy. A potem emigracja do USA.

Może nad tą kolebką pochylała się para szlachciców-rodziców nad malutkim Ludwikiem Krzywickim? Urodził się blisko muzeum w Płocku – ulica Bielska 14. A potem wykształcił się: archeolog, filozof, a przede wszystkim socjolog na uniwersytetach w Zurychu, Paryżu, Lipsku i we Lwowie. Słynny profesor. Publikował teksty teoretyczne o migracji idei, przetłumaczywszy pisma rewolucyjne w swej treści, między innymi „Kapitał” Karola Marksa na polski. Wielki syn Płocka.

A może pierwsze noce swego życia spędził w tej kolebce przyszły wielki, rewolucyjnie kontrowersyjny poeta Władysław Broniewski? Wiedział co to są meandry i zakręty światopoglądów. Najpierw walczył przeciw bolszewikom, potem z nimi współpracował literacko. Cały czas „z bagnetem w piórze”. Jego życie, rozpoczęte w Płocku, na Mazowszu,  skupia w sobie dzieje Polaków XX wieku. W owym stuleciu Polska najpierw nie istniała na mapie Europy, potem jak Feniks narodziła się ponownie. Między wojnami światowymi doskonale się rozwijała ekonomicznie. Sukces został przerwany brutalnie przez Niemcy  Hitlera i Związek Sowiecki Stalina. Później 45 lat komunizmu rodem z ZSRR i wreszcie papieski cud roku 1989.

Poprzedni artykułŻegnaj wspaniały trenerze – Zbyszku Borowski!
Następny artykułJeszcze jeden aneks (3. już) do mojej Autobiografii (Zagnańsk 2025)
Wiesław Piechocki, doktor romanistyki Uniwersytetu Warszawskiego, nauczyciel, autor publikacji, dziennikarz. Stopnie kariery w UW: asystent, starszy asystent, adiunkt. Studiował ponadto w Paryżu na Sorbonie, we Włoszech (Perugia) oraz w Rumunii (Braszow). W czasie PRL publikował tłumaczenia utworów następujących poetów: Luciana Blaga (z rumuńskiego) oraz Eugenio Montale (z włoskiego) w „Literaturze na Świecie“. W 1981 wyemigrował z powodów politycznych wraz z rodziną przez Norwegię do Austrii. W latach 1982-2012 pracował jako nauczyciel w jedynym liceum w Księstwie Liechtenstein, w stolicy Vaduz. Nauczał w języku niemieckim francuskiego, łaciny oraz włoskiego. Wiesław Piechocki jest autorem: „Mini-Rozmówek Francuskich“, 1979; zbioru reportaży „Okolice“, 2005 oraz wspomnień „Lustro mojego czasu“, 2022. Jego wiersze znalazły się w antologii „Poezja naszych dni“, 2023. Na emigracji zamieścił setki reportaży, esejów o kulturze i sztuce w periodykach polonijnych: „Nowy Kurier“ Toronto; „Nowy Dziennik“ Nowy Jork; „Jupiter“ Wiedeń; „Panorama Polska“ Edmonton; „Nasza Gazetka“ Zurych. W języku niemieckim zamieścił 530 artykułów o tematyce kulturalnej i historycznej oraz 50 artykułów całostronicowych o dynastii Liechtenstein w lokalnej gazecie „Volksblatt“, ukazującej się w Vaduz, stolicy monarchii w latach 2000-2010. W 2015 otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski od prezydenta Bronisława Komorowskiego na wniosek ówczesnego ambasadora RP w Bernie, Janusza Niesyto. W latach 1981-2018 mieszkał z rodziną na zachodzie Austrii, blisko granicy z Liechtensteinem i Szwajcarią, od 2018 mieszka w Wiedniu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj