Strona główna Media Model polityka popularnego: efekt pierwszego wrażenia cz. 1

Model polityka popularnego: efekt pierwszego wrażenia cz. 1

0

Wedle opinii Roberta Agranoffa, w polityce dalece lepiej niż idee, programy polityczne a także wszelkiego rodzaju koncepcje czy rozwiązania społeczno-gospodarcze „sprzedają się” wizerunki polityków[1]. Od kilku dekad kampanie polityczne, aby były jak najbardziej skuteczne, często zostają spersonalizowane i promują wybraną postać lidera politycznego. Dzięki temu dana partia zyskuje swoją „twarz” i czerpie z niej wymierne korzyści marketingowe. Atrakcyjny wizerunkowo lider może na przykład przekonać masy do niepopularnych decyzji politycznych, zyskać dla partii silnego koalicjanta politycznego lub też przekonać wyborców dotychczas niezdecydowanych do poparcia jego frakcji. Jak przyznała Lidia Geringer de Oedenberg[2]:

Coraz więcej mówi się o tym, że w zasadzie politykę robi się piarem[3], a zarządzanie wrażeniem to jej sedno. Choć mówi się, że nie szata zdobi człowieka, to w polityce „szata” czasem przesłania wszystko inne. To, jak polityk wygląda, jak się uśmiecha, czy w wiarygodny sposób coś obiecuje (nawet, jeśli de facto nie zamierza w przyszłości tego zrealizować) – to dla wielu jest to sposób dotarcia do wyborców czy bycia zauważonym[4].

 

Na dalszy plan schodzi więc rozbudowana struktura i liczba członków stronnictwa, a coraz bardziej istotna staje się medialna obecność popularnych liderów – tak krajowych, jak i regionalnych[5].

 

Podstawowe informacje o polityku

Na wizerunek polityka składa się wiele elementów. Są to m.in. wygląd zewnętrzny, cechy osobowości, miejsce pochodzenia, dotychczasowa działalność społeczno-polityczna, wykształcenie[6], doświadczenie zawodowe czy rodzina. Warto w tym miejscu podkreślić, że dla wyborcy obraz jest zazwyczaj ważniejszy niż słowo, stąd wizerunek osób i kolorystyka im towarzysząca są kluczowe oraz silnie oddziałują na wyobraźnię i emocje elektoratu. Nie mniej istotne stają się również: najbliższe otoczenie polityka, jego doradcy i współpracownicy, a także sposób organizacji przestrzeni wokół niego. Niezwykle ważny jest więc fakt, czy pokazuje się on w towarzystwie popularnego i aktywnego partnera, np. pierwszej damy[7] lub pierwszego dżentelmena, bądź też innych osób o wysokim autorytecie społecznym[8], podnoszącym jego prestiż[9] (tzw. świecenie światłem odbitym). Nie bez znaczenia jest również powszechna dostępność lidera. Liczne wiece, spotkania z wyborcami i „uściski rąk” to stałe elementy zdobywania i utrzymywania swojej popularności[10], a dzięki temu też posiadania wpływów i władzy[11].

            Warto w tym punkcie zadać sobie pytanie: dlaczego samo zdobycie popularności politycznej nie jest tak bardzo kluczowe, jak późniejsze jej utrzymanie? Otóż, jak się często wskazuje, głównym „celem podmiotów walki politycznej (partii, ugrupowań, grup interesu) jest nie tyle jednorazowe i spektakularne zwycięstwo polityczne, co raczej przetrwanie i wzmocnienie organizacyjne, a także dążenie do powiększenia i rozszerzenia własnego wpływu politycznego, zyskania nowych zwolenników i zredukowania liczby zdecydowanych przeciwników” [12]. Samo zdobycie popularności jest więc zaledwie początkiem, po którym może nastąpić albo szybki i trwały upadek, jak choćby w przypadku Avril Phaedry Douglas „Kim” Campbell, Geoffrey’a Winstona Russella Palmera, Michaela Kennetha „Mike’a” Moore’a, Johna Napiera Turnera czy Charlesa Josepha Clarka, albo też utrzymanie swoich wpływów i notowań na stabilnym, wysokim poziomie. Nowoczesny marketing polityczny skupiony jest w związku z tym na długofalowej, efektywnej promocji i konsekwentnym zdobywaniu nowych grup nabywców na określony towar polityczny. Oddziałuje on też w coraz większym stopniu na ludzkie emocje, gdyż połączenie komponentu poznawczego z aspektem uczuciowym pozwala na wykreowanie w pamięci zbiorowej elektoratu określonej postawy względem danego podmiotu politycznego. Dzięki temu później dużo trudniej jest ją zmienić, niż ma to miejsce w przypadku zwykłej opinii, która nie zawiera w sobie elementów wartościujących[13].

            Do osiągnięcia celu wykreowania określonego image’u, czyli sposobu, w jaki dana osoba jest subiektywnie postrzegana, bardzo często wykorzystuje się mass media[14]. I tak już w latach trzydziestych Franklin Delano Roosevelt użył radiowe „rozmowy przy kominku” w celu zaprezentowania swojej osoby amerykańskim wyborcom[15]. Dwadzieścia lat później powstała telewizja, a w ciągu następnych dziesięciu lat miejsce miała pierwsza telewizyjna debata prezydencka[16], w której o głosy wyborców konkurowali ówczesny wiceprezydent USA Richard Nixon i senator John F. Kennedy [17]. Nieprzypadkowo wydarzyło się to w USA – to właśnie społeczeństwo amerykańskie zawsze charakteryzowało się wyższym (niż na przykład w Europie) wskaźnikiem telewidzów i niższym z kolei odsetkiem czytelników gazet. Poza tym telewizja w USA była zawsze dalece bardziej skomercjalizowana niż w innych krajach, co również przekładało się na większą obecność w niej polityków[18]. Obecnie najnowszym i stosunkowo tanim polem do wykreowania wizerunku politycznego jest internet[19], a wraz z nim – portale społecznościowe. Niewątpliwym liderem w ich wykorzystaniu stał się Barack Obama[20], a w ślad za nim poszli masowo inni politycy, m.in. Timothy Kirkope[21], wieloletni brytyjski poseł, deputowany do Parlamentu Europejskiego i wiceprzewodniczący grupy Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy:

Obecnie musimy używać mediów społecznościowych. Ja zawsze podchodziłem do nich nieco sceptycznie, gdyż mają wiele wad, jednak, jakby ich nie oceniać, są nam potrzebne. Myślę, że politycy powinni pracować dla ludzi. Ludzie będą narzekać, bo mają wiele problemów; będą też zadawać liczne pytania. Dobry polityk jest jednak kimś, kto potrafi radzić sobie z takimi sprawami. Trzeba w takich przypadkach zbadać dane kwestie, omówić je z ministrami, trzeba rzeczywiście robić coś dla ludzi. Trzeba ciągle być gdzieś poza domem, uczestniczyć w licznych wydarzeniach również poza terminami kampanii wyborczych. Zawsze trzeba być obecnym podczas ważnych uroczystości i zjazdów partyjnych. Warto też zadbać o ogólną aktywność w regionie i o wypromowanie siebie podczas kampanii skupionej wokół jakiejś ważnej kwestii. Jednak, jak wspomniałem, trzeba pracować cały czas, również pomiędzy kolejnymi wyborami. Nie można cały czas nic nie robić przez cztery lata i uaktywnić się zaledwie na trzy tygodnie przed wyborami [22].

 

            Jednymi z kluczowych elementów decydujących o popularności danego polityka są często tak prozaiczne kwestie, jak choćby wiek, płeć, liczba posiadanych dzieci, małżonek/małżonka, czy znane nazwisko. Wiek, dla przykładu, jest wartością zmienną, a politycy są zazwyczaj postrzegani w uproszony sposób: jako starzy lub młodzi. Wyborcy nieco rzadziej klasyfikują danego kandydata jako kogoś w średnim wieku. Politycy należący do grupy „młodych” starają się więc budować swój wizerunek w oparciu o cechy entuzjazmu, dynamizmu i kreatywności, zaś ci bardziej dojrzali wolą utożsamiać się z mądrością życiową i doświadczeniem. W przypadku osób starszych wskazane może być również podkreślanie cech niekoniecznie oczywistych: otwartości na nowoczesność i swojego dobrego stanu zdrowia. Poniższa tabela przedstawia płeć oraz wiek liderów anglojęzycznych w chwili obejmowania urzędu po raz pierwszy[23]:

Tab. 3. Wiek i płeć premierów oraz prezydentów wybranych krajów anglosaskich w momencie obejmowania urzędu po raz pierwszy. Tabela prezentuje porządek odwróconej chronologii. Podany wiek liczony jest w dniu inauguracji sprawowania danego urzędu.

 

Prezydenci USA (od 1977)

Premierzy Kanady (od 1980)

Premierzy Australii (od 1975)

Premierzy Nowej Zelandii (od 1975)

Prezydenci Irlandii (od 1976)

Premierzy Irlandii (od 1979)

Premierzy Wielkiej Brytanii (od 1979)

Donald Trump (70 lat)

Justin Trudeau (43 lata)

Malcolm Turnbull (61 lat)

Jacinda Ardern (37 lat)

Michael D. Higgins (70 lat)

Leo Varadkar (38 lat)

Theresa May (59 lat)

Barack Obama (47 lat)

Stephen Harper (46 lat)

Tony Abbott (55 lat)

Bill English (55 lat)

Mary McAleese (46 lat)

Enda Kenny (59 lat)

David Cameron (43 lata)

George W. Bush (54 lata)

Paul Martin (65 lat)

Julia Gillard (48 lat)

John Key (47 lat)

Mary Robinson (46 lat)

Brian Cowen (48 lat)

Gordon Brown (56 lat)

Bill Clinton (46 lat)

Jean Chrétien (59 lat)

Kevin Rudd (50 lat)

Helen Clark (49 lat)

Patrick Hillery (53 lata)

Bertie Ahern (45 lat)

Tony Blair (43 lata)

George H. W. Bush (64 lata)

Kim Campbell (46 lat)

John Howard (56 lat)

Jenny Shipley (45 lat)

 

John Bruton (47 lat)

John Major (47 lat)

Ronald Reagan (69 lat)

Brian Mulroney (45 lat)

Paul Keating (47 lat)

Jim Bolger (55 lat)

 

Albert Reynolds (59 lat)

Margaret Thatcher (53 lata)

Jimmy Carter (52 lata)

John Turner (55 lat)

Bob Hawke (53 lata)

Mike Moore (41 lat)

 

Garret FitzGerald (56 lat)

 

 

Joe Clark (40 lat)

Malcolm Fraser (45 lat)

Geoffrey Palmer (47 lat)

 

Charles Haughey (61 lat)

 

 

Pierre Trudeau (48 lat)

 

David Lange (41 lat)

 

 

 

 

 

 

Robert Muldoon (54 lata)

 

 

 

 

 

<————-

1980 r.

————->

 

 

Średnio 57 lat

Średnio  50 lat

Średnio 52 lata

Średnio 47 lat

Średnio 54 lata

Średnio 52 lata

Średnio 50 lat

Średni wiek: 52 lata

 

Źródło: opracowanie własne.

Społeczeństwo dokonując wyboru danego polityka akceptuje jego wiek i płeć już w chwili wyboru, w związku z czym badaniu zostali poddani wszyscy premierzy i prezydenci wybranych państw, bez analizy dalszych losów ich popularności. Trudno byłoby bowiem sądzić, że wiek czy płeć mogłyby w jakimkolwiek stopniu wpłynąć na popularność polityka w trakcie kadencji.

Na początku warto zauważyć, iż preferowany wiek prezydentów jest zazwyczaj nieco wyższy niż premierów, gdyż stereotypowo każdy z nich może być postrzegany jako „ojciec narodu” lub „matka narodu”. Same głowy państw zresztą często subtelnie podkreślają swoją rolę. Mary Robinson po objęciu funkcji prezydenta, podkreśliła: „Na świecie żyje 70 milionów osób irlandzkiego pochodzenia” [24], po czym dodała: „Będę dumna z możliwości reprezentowania ich”[25]. Co więcej, pomijając kwestie procedur towarzyszących dokonaniu wyboru osób na poszczególnych stanowiskach, a także różnice kulturowe, obyczajowe i religijne badanych krajów, z przedstawionej powyżej tabeli wyraźnie wynika, że największym zaufaniem cieszą się mężczyźni w wieku około 52 lat[26]. Oni też mają największe szanse na objęcie danego stanowiska. Jak przestawia poniższa mapa, w omawianym okresie w Stanach Zjednoczonych nie było kobiet zajmujących liderskie stanowiska (0%). Bardzo niski udział kobiet w zarządzaniu państwem występuje w Kanadzie (11,11%), Australii (12,5%) i Irlandii (16,67%). Nieco lepszym wynikiem, choć wciąż poniżej oczekiwań, mogą się pochwalić: Nowa Zelandia (30%) i Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej (33%)[27].

 

Kobiety zdecydowanie rzadziej obejmują wysokie stanowiska polityczne[28], gdyż jak zaznaczyła Lidia Geringer de Oedenberg:

Kobieta decydent to ciągle nowość w polityce. Istnieje silny stereotyp, iż bycie kobietą sukcesu nie idzie w parze z byciem dobrą matką[29].

 

Interesującym przykładem może być fakt, iż prezydent Irlandii Mary Robinson w swojej przemowie tuż po zwycięstwie wyborczym 10 listopada 1990 roku złożyła hołd głosującym na nią kobietom, mówiąc: „[kobiety Irlandii – przyp. P. R.] zamiast niańczyć dzieci, dokonały przewrotu systemu”[30]. Problem swoistej dyskryminacji słabszej płci jest widoczny m.in. w Szkocji, gdzie – jak twierdzą A. Brown, D. McCrone i L. Paterson – od kobiety społecznie oczekiwane jest spełnienie się w roli matki, zanim zacznie ona swoją karierę polityczną[31]. Po latach wychowywania dzieci, osoba taka ma jednak mniejsze szanse na zdobycie eksponowanego stanowiska politycznego. Bezpośrednia i pośrednia dyskryminacja kobiet wkraczających do polityki jest tam więc zdaniem autorów powszechna[32].

Interesująco sytuacja ta wygląda w Irlandii Północnej, podzielonej pod względem religijnym i społeczno-politycznym. Przez wiele lat bowiem irlandzki nacjonalizm szedł w parze z katolicyzmem i ruchem feministycznym, zaś brytyjski unionizm ze światopoglądowym konserwatyzmem i tradycyjną rolą kobiet w społeczeństwie. Pomimo stopniowego rozkładu tych nieformalnych koalicji (m.in. napięcia na linii irlandzkiego nacjonalizmu i feminizmu) i tym samym rozluźnienia polaryzacji społecznej, katolicka część mieszkańców wciąż może się wydawać nieco bardziej otwarta na kwestię równouprawnienia kobiet, niż ta o protestanckich korzeniach[33]. Podobnie wygląda to w USA, gdzie, jak pisał Alexis de Tocqueville, „kobieta i mężczyzna mają iść równym krokiem, ale inną drogą” [34], choć tam z kolei ruch feministyczny od samego początku został spleciony z ruchami emancypacyjnymi Afroamerykanów. W bezwyznaniowej Nowej Zelandii społeczeństwo rozwijało się zgoła innym torem. W kolonialnej atmosferze „unisexu” nie było obawy o zaburzenie ról społecznych płci, więc jako pierwszy kraj na świecie, w 1893 roku, Nowa Zelandia nadała kobietom prawa wyborcze. Niestety nawet ten fakt całkowicie nie uwolnił kobiet od dyskryminacji, o czym przekonała się choćby premier Helen Clark, której nie szczędzono publicznych, krytycznych komentarzy odnośnie jej wyglądu[35]. A przeciwnicy kobiety na tym stanowisku znaleźli wiele elementów w wyglądzie pani premier, które stały się celem ataków – były to m.in. krzywy zgryz, zła fryzura czy też niewłaściwy sposób ubierania się[36].

Maria Wincławska[37] wyjaśnia zjawisko dyskryminacji kobiet w polityce w krajach anglosaskich następująco:

Kobiety rzadziej obejmują wysokie stanowiska polityczne z kilku przyczyn. Przede wszystkim jest ich ogólnie mniej w polityce, co wynika m.in. z przyczyn historycznych. Nie zapominajmy, że dopiero w tym roku w wielu krajach (…) świętujemy 100-lecie przyznania im praw wyborczych! Choć wśród krajów anglosaskich są takie, które przyznały im te prawa – na poziomie ogólnonarodowym – wcześniej i później. Prekursorem była Nowa Zelandia (w 1893), potem Australia (w 1902), wkrótce po powstaniu Związku Australijskiego, Kanadyjki czekały do 1918 roku, ale zarówno Amerykanki (1920), jak i Brytyjki (1928) musiały czekać na to dłużej. Drugą przyczyną jest mniejsza liczba kobiet na listach wyborczych, szczególnie w krajach które nie wprowadziły kwot lub tych, w których okręgi wyborcze są jednomandatowe (…) Partie rzadziej wystawiają tam kobiety, kierując się logiką, że skoro jest tylko jeden mandat do zdobycia, to jest większa szansa, że zdobędzie go mimo wszystko mężczyzna. Nie zapominajmy przy tym, że w krajach anglosaskich – z wyjątkiem USA – obowiązuje generalna zasada, że premierem bądź członkiem rządu może zostać osoba posiadająca mandat parlamentarny. W okręgach wielomandatowych, w systemach proporcjonalnych logika układania list wyborczych jest odmienna – tu liczy się względna różnorodność, gdyż każdy kandydat pracuje na rzecz sukcesu całej listy, a każda kolejna osoba przyciąga wyborców. Jeśli jednak kobiety nie zajmują wysokich pozycji na liście wyborczej to i system kwotowy na niewiele się tu zda.[38].

Rozmówczyni zaznacza też, że kobiety częściej rezygnują z kariery politycznej także z innego powodu, wspomnianego już na przykładzie Helen Clark:

Jeane Kirkpatrick, ambasadorka USA przy ONZ stwierdziła kiedyś, że aby kobieta w polityce mogła osiągnąć pozycję równą mężczyźnie, musi go znacznie przewyższać, to znaczy, musi wydajniej pracować i więcej umieć a także spełnić dodatkowe warunki dotyczące wyglądu czy sposobu ubierania się – czegoś, co w wypadku mężczyzn nie jest brane zazwyczaj pod uwagę. Wpadki czy niedostatki w tym zakresie są zauważane i komentowane, jak na przykład fryzury Julii Gillard czy buty Theresy May. Kobiety zajmujące wysokie pozycje w polityce skarżą się także na seksizm, poniżanie czy wręcz zastraszanie. Niektóre nawet z tego powodu rezygnują z kariery politycznej i ubiegania się o urzędy publiczne. (…) taka sytuacja miała miejsce w Australii, gdy posłanka partii Liberalnej Julia Banks oświadczyła, że nie będzie się ubiegać o reelekcję właśnie z tego powodu.[39].

 

Kolejną istotną kwestią jest fakt, że niebagatelną rolę podczas kampanii wyborczych odgrywa znane nazwisko. Mowa m.in. o Justinie Trudeau, synu Pierra Trudeau, czy też np. o Hillary Clinton, która – choć bezskutecznie – dwukrotnie usiłowała wygrać wybory prezydenckie w USA[40]. Takich przykładów jest więcej: Amerykanie z chęcią zagłosowali w 2000 roku na George’a W. Busha – syna prezydenta George’a H. W. Busha. Wielu komentatorów politycznych uważa, że równie poważnym kandydatem na prezydenta USA mógłby się kiedyś stać Jeb Bush, młodszy brat George’a W. Busha[41]. Byłoby to swego rodzaju zjawisko dziedziczenia popularności[42], mające wiele przykładów w historii[43]. Jak zauważa Longin Pastusiak[44]:

Owszem, może się stworzyć pewnego rodzaju dynastia. Oczywiście w historii Stanów były przypadki obejmowania urzędu prezydenta przez członków tej samej rodziny – dobrym przykładem są: John Adams i jego syn John Quincy Adams. Podobny przypadek dotyczył  innych dwóch prezydentów – Williama Henry’ego Harrisona i jego wnuka Benjamina Harrisona. Najbardziej współczesnym nam przykładem jest oczywiście rodzina Bushów. Mówienie o dynastiach w Stanach Zjednoczonych jest dość ryzykowne, chociaż rzeczywiście Jeb Bush był znakomitym gubernatorem Florydy i jest obecnie bardzo popularny. Jego zaletą w następnych wyborach może być to, że dzięki niemu republikanie będą mieli okazję odzyskać elektorat latynoski. Latynosi są bowiem pod względem liczebności najbardziej dynamicznie rozwijającą się grupą etniczną w kraju. W zeszłych wyborach ponad 70% z nich głosowało na Obamę, stąd republikanie doszli do wniosku, że odzyskanie tej części elektoratu jest ważnym elementem strategii mogącej zapewnić partii ewentualne zwycięstwo w następnych wyborach prezydenckich. Jeb Bush ma żonę Meksykankę, sam zna język hiszpański i ma silne poparcie elektoratu latynoskiego na Florydzie. Dlatego też jest on uważany za tego kandydata, który może odzyskać dla Partii Republikańskiej władzę w kraju. Aby się przekonać, czy tak rzeczywiście będzie, trzeba jeszcze poczekać… [45]

 

Longin Pastusiak w dość interesujący sposób połączył kwestię popularności polityka z jego życiem prywatnym. W skład tego ostatniego wchodzi między innymi pochodzenie, związki i liczba posiadanych przez polityków dzieci. Warto zauważyć, że osoby, które posiadają dzieci, chętnie podkreślają znajomość problemów rodzinnych i swoje żywe zainteresowanie młodym pokoleniem. Ci zaś, którzy są bezdzietni, starają się zazwyczaj eksponować fakt większej dyspozycyjności i możliwości poświęcenia się pracy na rzecz społeczeństwa. Już wstępnie przyglądając się wszystkim badanym w pracy liderom trzeba przyznać, iż nie istnieje jeden, spójny model rodzinny popularnego polityka. Warto chociażby wspomnieć, iż podczas gdy Simon William „Bill” English wychował sześcioro dzieci[46], a Ronald Reagan czworo[47] (z pierwszą żoną dwoje, z drugą również dwoje), w przypadku Williama Jeffersona „Billa” Clintona była to już tylko jedna córka, a Julii Gillard oraz Theresy May – brak potomstwa[48].

Pewną rolę odgrywać mogą też stosunki pozamałżeńskie (np. seks afera z udziałem Billa Clintona) czy orientacja seksualna[49] (jak choćby przypadek premiera Leo Varadkara)[50]. Przynależność do mniejszości seksualnej nie budzi już obecnie tak dużych kontrowersji, jak niegdyś. Nowozelandzki premier Robert Muldoon, w celu wykluczenia rywala z opozycyjnej partii, oskarżył posła i byłego ministra Colina Moyle’a o nielegalny wówczas homoseksualizm. Skandal doprowadził do ustąpienia Moyle’a ze stanowiska[51]. Poza wspomnianym premierem Irlandii Leo Varadkarem[52], do oficjalnie zdeklarowanych homoseksualistów piastujących wysokie (choć już drugoplanowe) państwowe stanowiska należy m.in. kanadyjski minister Scott Brison, były gubernator New Jersey Jim McGreevey[53], nowozelandzcy ministrowie: Chris Carter i Maryan Street, australijska minister Penny Wong[54] i inni. Zdaniem Ireneusza Krzemińskiego[55]:

Nie ulega wątpliwości, że jest wiele przykładów, jak np. premiera Irlandii, które oddają generalną tendencję w głównych krajach anglosaskich (…). Zarówno Australia, jak i sama Ameryka były przez wiele lat bardzo konserwatywne, czy raczej wiktoriańskie w kwestiach seksualnych, i to pomimo rewelacji Kinseya i innych prac oraz wydarzeń społeczno-kulturowych. Zresztą, tak samo jest w Wielkiej Brytanii i Szkocji, natomiast nie w Północnej Irlandii. (…) Lecz fakt, że mężczyzna ma partnera, czy zgoła męża – nawet, jeśli może być przedmiotem plotek i komentarzy „na boku” – na pewno nie wywołuje negatywnych reakcji, także na poziomie instytucjonalnym. (…) Bycie gejem, czy bycie lesbijką – poza jakimiś mniejszościowymi społecznościami w amerykańskim interiorze, straciło całą etykietującą i wykluczającą moc. (…) wydaje mi się, że w chwili obecnej politykowi-gejowi może raczej zaszkodzić to, że nie zdobędzie sympatii wyborców z innych względów, niż sam fakt, że jest gejem, bez względu na to, z jakiej jest partii[56].

 

W kwestii pochodzenia również warto zwrócić uwagę na gamę wielu możliwości: rodzice Margaret Thatcher czy Anthony’ego Blaira byli rodowitymi Brytyjczykami o niezbyt wysokiej pozycji społecznej, zaś George W. Bush wychował się w prominentnej rodzinie amerykańskiej u boku ojca-polityka. Z kolei Leo Varadkar, Barack Obama czy Pierre Trudeau mają korzenie więcej niż jednej narodowości. Politycy wywodzący się z rodzin o tradycjach politycznych podkreślają osiągnięcia swoich ojców oraz dziadków i obiecują stabilną kontynuację ich dotychczasowej pracy. W ten bowiem sposób mogą ponownie zgromadzić dawny, „żelazny” elektorat, który przecież „odziedziczyli” wraz z nazwiskiem. Z kolei osoby nowe, nieznane, spoza głównego nurtu środowiska politycznego, wysuwają hasła bezstronności i zmiany, której często oczekuje elektorat. Politycy dobrze obrazujący te dwa odmienne przykłady to: George W. Bush i Barack Obama.

Zgodnie z opinią Longina Pastusiaka politycy (bądź ich współmałżonkowie) o wielonarodowych korzeniach mogą łatwiej zyskać przychylność wyborców należących do mniejszości etnicznych lub narodowych. Ma to szczególne znaczenie w krajach o społeczeństwach heterogenicznych, gdzie program wyborczy może stać się drugoplanowy w obliczu kwestii pochodzenia kandydata i jego przodków. Podobną opinię wyraził Seán Kelly:

 (…) Kolejną różnicą jest dostosowanie kampanii wyborczej do różnych grup etnicznych – znamy wiele tego typu przykładów w Irlandii, jako że wielu polityków amerykańskich, australijskich czy kanadyjskich aktywnie zabiega o głosy irlandzkich emigrantów w swoich krajach, co miało ostatnio miejsce chociażby podczas wizyty prezydenta Baracka Obamy w Irlandii w 2011 roku. Nie znajdzie się zaś tego typu przykładu prowadzenia kampanii przez naszych rodzimych polityków[57] [58].

 

Interesującym przykładem z historii dotyczącym współmałżonków może być kampania Geralda Forda z 1976 roku, kiedy to wykorzystał on hasło: „Mąż Betty na prezydenta”[59]. Wartym uwagi jest fakt, że niekiedy społeczne poparcie dla pierwszej damy lub pierwszego dżentelmena może przewyższyć popularność samej głowy państwa, stąd też wykorzystanie roli partnera polityka w celu budowania jego pozytywnego wizerunku często okazuje się trafną i korzystną decyzją[60].

Względy religijne, choć w pewnych kwestiach mogą mieć znaczenie, również nie zawsze są dla wyborców kluczowe, gdyż dla przykładu premier Nowej Zelandii John Key jest agnostykiem. Należy jednak zaznaczyć, że w kraju tym panuje znaczne rozdrobnienie religijne. Na ogół politycy starają się nie drażnić wyborców swoją wiarą i często rezygnują z nadmiernego, publicznego zgłębiania się w swoje przekonania religijne. Nie bez przyczyny bowiem Tony Blair czekał dziesięć lat (1997-2007), by tuż po swoim okresie urzędowania zmienić wiarę z anglikańskiej na katolicką[61]. Bardzo wyraziście problem religii wygląda w Irlandii Północnej, gdzie przenikają się trzy wyznania chrześcijańskie: katolicyzm, kalwinizm i anglikanizm. Różnice religijne są tam bowiem silnie połączone z kwestiami polityczno-społecznymi i historycznymi, przez co dzielą tamtejsze społeczeństwo[62].

W USA z kolei znanym przykładem prezydenta, który nie krył się ze swoją religią, był George W. Bush. I choć sam stwierdził, że prezydent nie powinien zanadto łączyć tematów religii i polityki mówiąc: „Jestem ostrożny w eksponowaniu mojej wiary w procesie politycznym”[63], nie uniknął wielu faux pas w tym obszarze. Jak wylicza Longin Pastusiak, 9 lipca 2004 roku Bush uznał: „Ufam, że Bóg przemawia przeze mnie. Bez tego nie mógłbym sprawować swojej funkcji”[64]. Longin Pastusiak odnotowuje też, że George W. Bush wyraźnie lubił prezydenta Rosji Władimira Putina i darzył go zaufaniem. Pozytywne wrażenie na Bushu miała wywołać informacja, że prezydent Putin nosił na szyi krzyżyk, który dostał od swojej matki. Putin nie zdjął go podobno nawet wówczas, gdy był agentem Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego (KGB)[65]. Wyborcy amerykańscy wysoko oceniali swojego prezydenta jako silnego lidera w czasie konfrontacji z Bliskim Wschodem, ale większości z nich nie podobał się „rygorystyczny ideologicznie konserwatyzm” [66] Busha, objawiający się m.in. w jego podejściu do ochrony środowiska, postawie antyaborcyjnej, czy też ścisłym stosowaniu zasad religijnych w polityce (np. jednym z jego pierwszych dekretów było proklamowanie narodowego dnia modlitwy). Jak podkreśla Longin Pastusiak: „Od czasów Jimmy’ego Cartera Ameryka nie miała prezydenta tak mocno akcentującego swoje przywiązanie do Ewangelii”[67].

Zupełnie innym przywódcą okazał się być Barack Obama. Jego przeciwnicy polityczni, chcąc zniechęcić do niego elektorat, rozpowszechniali plotki, iż nie jest chrześcijaninem, a muzułmaninem. Na dowód tego wskazywano jego drugie imię – Hussein. Owym pogłoskom uwierzyło aż 18% Amerykanów (sondaż z 08.2010)[68]. Kwestia wiary Baracka Obamy jest jednak niejasna i tylko dwóch wcześniej urzędujących prezydentów nie należało do żadnego zorganizowanego kościoła: T. Jefferson i A. Lincoln. I choć Obama zadeklarował, że jest chrześcijaninem, po objęciu swojego urzędu, w trosce o wizerunek, wystąpił z Kościoła protestanckiego Trinity United Church of Christ. W ciągu sześciu pierwszych lat prezydentury, Obama pojawił się w kościele zaledwie 18 razy, podczas gdy George W. Bush podczas ośmiu lat sprawowania urzędu brał udział w 120 nabożeństwach[69]. Swoje ostrożne podejście do kwestii wiary Barack Obama pokazał również w listopadzie 2010 roku, kiedy zrezygnował z wizyty w Złotej Świątyni Sikhów, gdyż musiałby wówczas włożyć na głowę turban, co również mogłoby być źle odebrane wśród Amerykanów[70].

Bez wątpienia skuteczny i długotrwale popularny polityk musi być też dobrym oratorem. W opublikowanych przez autora monografiach pt. Jak politycy nami manipulują. Zakazane techniki  oraz Jak politycy nami manipulują cz. II: przemowy w praktyce, przeprowadzone tam badania przebiegu życia grupy znanych mówców politycznych prowadzą do kilku istotnych wniosków[71]. Otóż w dużej części przypadków skuteczni krasomówcy w dzieciństwie wraz ze swoimi rodzinami niejednokrotnie przeprowadzali się poza granice ich kraju. Mieli przy tym okazję poznawać różne kultury i udoskonalać swoją komunikację interpersonalną[72]. Co więcej, liczne przeprowadzki i ciągły wymóg nawiązywania nowych kontaktów mogły uczynić ich bardziej otwartymi na nowe, nieznane środowiska. Większość badanych uzyskała dyplom w zakresie dyscypliny naukowej przynależącej do nauk społecznych (są to przede wszystkim: politologia, prawo, ekonomia lub socjologia) na prestiżowej uczelni (m.in. Oxford University, Yale Law School, Harvard Law School)[73].

Wielu polityków stara się często tuszować niewygodne dla siebie fakty z życia; inni znów muszą zmagać się z licznymi plotkami i oskarżeniami. Na przykład wiele kontrowersji budziła autentyczność aktu urodzenia Baracka Obamy pomimo faktu, że według oficjalnych danych urodził się on na Hawajach. Wiele osób utrzymywało, że Obama wcale nie urodził się w szpitalu Kapi’olani w Honolulu, lecz w Kenii, skąd, jako niemowlę, miał wraz z rodzicami przybyć do USA[74].

Opublikowany został fragment monografii pt. Model polityka popularnego w państwach anglosaskich
Autor: Paweł Rogaliński
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Liczba stron: 416

[1] M. Cichosz, Wizerunek lidera politycznego, [w:] M. Jeziński (red.), Marketing polityczny. W poszukiwaniu strategii wyborczego sukcesu, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2004, s. 78.

[2] Lidia Geringer de Oedenberg – kwestor w Prezydium Parlamentu Europejskiego, poseł do Parlamentu Europejskiego VI i VII kadencji. Lidia Geringer de Oedenberg ukończyła cybernetykę ekonomiczną i statystykę na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu oraz marketing w kulturze w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Pracowała jako dziennikarka, dyrektor programowy wrocławskiego oddziału Telewizji Polskiej oraz Wiceprzewodnicząca Rady Programowej TVP SA we Wrocławiu.

[3] Słowo „piar” użyto jako głoskową realizację pierwszych liter angielskiej nazwy PR (wymawianej w standardowej brytyjskiej wymowie w formie [pi:ɑ:], a w amerykańskiej [pi:ɑ:r]).

[4] Wywiad autora z Lidią Geringer de Oedenberg.

[5] M. Jeziński, Marketing polityczny w poszukiwaniu interdyscyplinarnej tożsamości, [w:] M. Kolczyński (red.), Marketing polityczny. Założenia teoretyczne, reguły działania, praktyka kampanijna, Wydawnictwo GWSH Katowice, Katowice 2005, s. 21.

[6] W tym posiadanie tytułu naukowego, zob. R. Neumann, A. Ross, Kodeks władzy. Reguły manipulacji, Wydawnictwo Helion, Gliwice 2007, s. 144.

[7] Takim przykładem może być chociażby Michelle Obama, która, choć nie angażuje się w polityczne rozgrywki, jest aktywna w sferze obywatelskiej i pracuje na rzecz zmian społecznych. Zob. L. Mundy, Michelle Obama. Biografia, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2009, s. 114.

[8] Dictionnaire de la langue française, pod red. É. Littré, Paris 1881, s. 251.

[9] Definiowany tutaj jako szacunek społeczny, uznanie. Jego najwyższą postacią jest sława. Zob. P. Sztompka, Socjologia, op. cit., s. 354.

[10] M. Cichosz, Wizerunek…, op. cit., s. 82.

[11] G. A. Kourvetaris, Political Sociology: Structure and Process, Pearson Education Company, Needham Heights 2003, s. 90-91.

[12] T. Brzeziński, B. Michalak, Kolor i symbol jako wizualne środki emocjonalnego oddziaływania w polityce, [w:] M. Jeziński (red.), Marketing polityczny, op. cit., s. 166.

[13] Ibidem.

[14] M. Urbaniak, Wizerunek dostawcy na rynku dóbr produkcyjnych, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2003, s. 11.

[15] L. Pastusiak, Prezydenci USA w anegdocie. Od Waszyngtona do Roosevelta, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2014, s. 427.

[16] M. Ratajczak, Debata Nixon-Kennedy 1960, http://www.marketingwpolityce.zgora.pl/telewizja/debata1960/debata1960.html, [data dostępu: 18.01.2014].

[17] M. L. Knapp, J. A. Hall, Komunikacja niewerbalna w interakcjach międzyludzkich, Wydawnictwo Astrum, Wrocław 1997, s. 52-53.

[18] P. Norris, A Virtuous Circle. Political Communications in Postindustrial Societies, Cambridge University Press, Cambridge 2000, s. 281.

[19] C. Ritchie, Fast Track to Success Marketing, Prentice Hall Financial Times. Pearson Education Ltd, Harlow 2009, s. 13.

[20] K. Przybylska, Marketing polityczny jako narzędzie zdobycia i utrzymania władzy, [w:] „Zeszyty Naukowe Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Bochni” nr 1/2003, Bochnia 2003, s. 68-69.

[21] Wywiad autora z Timothym Kirkhopem.

[22] We have to use now social media. I was always a bit sceptical about it. It does have its downsides, but I think by and by we need to use it. We need to do the work for people. People will complain, people have problems, people ask questions. The good politician is someone who actually deals with those issues. One has to get research done, you have to actually take up their cases with ministers, you actually have to do things for people. And you have to be out and about in between elections at loads of events. Always be seen at important events, go to lots of your own party events of course, but be seen around and maybe attach yourself to one campaign or another about some big issue. But I am saying – in between. You have to do work as well. You cannot just have an election, three weeks for an election, and then do nothing for four years.

[23] Licząc od lat 80. XX wieku (również, jeśli kadencja była na przełomie lat 70. i 80.).

[24] There are 70 million people living on this globe who claim Irish descent. I will be proud to represent them.
Mary Robinson, [w]: A. Jay (red), Oxford…, op. cit., s. 328

[25] Ibidem.

[26] W Nowej Zelandii na stanowisku premiera najlepiej zostać w wieku 47 lat, z kolei prezydentem USA – w wieku 57 lat.

[27] Opracowanie własne.

[28] J. Lovenduski, Feminizing politics, Birkbeck College, London 2005, s. 105-106.

[29] L. Geringer de Oedenberg, op. cit.

[30] Instead of rocking the cradle, they rocked the system.

Mary Robinson, [w]: A. Jay (red), Oxford Dictionary of Political Quotations, Oxford University Press, Oxford-New York 2006, s. 328.

[31] Zdaniem Piotra Sztompki zawody kobiece są zazwyczaj sytuowane niżej na skalach stratyfikacyjnych. Segregacja zawodowa jest zaledwie jednym wielu z przykładów dyskryminacji kobiet. Zob. P. Sztompka, Socjologia, op. cit., s. 350.

[32] A. Brown, D. McCrone, L. Paterson, Politics and Society in Scotland, MacMillan Press Ltd., Houndmills 1996, s. 168-169.

[33] R. Wilford, Women and Politics [w:] P. Mitchell, R. Wilford (red.), Politics in Northern Ireland, Westview Press, Oxford 1999, s. 197.

[34] A. Graff, Płeć po amerykańsku: kwestia kobieca w historii i kulturze USA [w:] T. Płudowski (red.), Ameryka. Tom 2. Kultura, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2008, s. 177-179.

[35] R. Ramsay, ‘French Exception’ or France-New Zealand Connection? Media Representations of Women in High Political Office in France and New Zealand [w:] B. Luciano, D. G. Mayes (red.), New Zealand and Europe: Connections and Comparisons, Rodopi B. V., Amsterdam-New York 2005, s. 230-231.

[36] J. Martinson, Will Helen Clark be the first woman to run the UN?, http://www.theguardian.com/lifeandstyle/2014/jan/27/will-helen-clark-be-first-woman-to-run-united-nations, [data dostępu: 07.01.2015].

[37] Dr Maria Wincławska – politolożka, socjolożka, pracownik Wydziału Politologii i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, autorka prac z zakresu socjologii polityki i partii politycznych oraz women studies. Jej główne zainteresowania badawcze koncentrują się wokół roli i funkcjonowania partii politycznych oraz systemów partyjnych w państwach demokratycznych, w tym w krajach anglosaskich.

[38] Wywiad autora z Marią Wincławską.

[39] Ibidem.

[40] A. Karni, Hillary Clinton formally announces 2016 run, http://www.politico.com/story/2015/04/hillary-clinton-2016-election-presidential-launch-116888.html, [data dostępu: 12.04.2015].

[41] P. Rucker, R. Costa, Influential Republicans working to draft Jeb Bush into 2016 presidential race, http://www.washingtonpost.com/politics/influential-republicans-working-to-draft-jeb-bush-into-2016-presidential-race/2014/03/29/11e33b06-b5f2-11e3-8cb6-284052554d74_story.html, [data dostępu: 26.04.2014].

[42] W socjologii częściej mówi się o dziedziczeniu pozycji społecznej, a więc uzyskiwaniu od członków własnej rodziny władzy, prestiżu, kapitału itp. bez wkładu własnych zasług. Zob. P. Sztompka, Socjologia, op. cit., s. 368.

[43] J. W. Soroko, The Presidents – O Prezydentach Stanów Zjednoczonych inaczej, „Magazyn Polonia”, Chicago 01-02.2008, s. 26.

[44] Prof. zw. dr hab. Longin Pastusiak – amerykanista, politolog, polityk, historyk. Poseł na Sejm I, II i III kadencji, senator i marszałek Senatu V kadencji. Ukończył studia na Wydziale Dziennikarskim Uniwersytetu Warszawskiego oraz na Wydziale Spraw Międzynarodowych University of Virginia w Stanach Zjednoczonych. Od 1978 r. profesor nadzwyczajny, a od 1986 r. profesor zwyczajny. Obecnie jest profesorem w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, gdzie pełni funkcję Dyrektora Instytutu Spraw Społecznych i Stosunków Międzynarodowych.

[45] Wywiad autora z Longinem Pastusiakiem.

[46] C. Du Chateau, The English Doctor, http://www.nzherald.co.nz/carroll-du-chateau/news/article.cfm?a_id=69&objectid=232498, [data dostępu: 04.09.2017].

[47] Podobnie czworo dzieci mają m.in. Paul Keating czy Michael D. Higgins.

[48] G. Stubbs, Theresa May reveals heartbreaking struggle to have children which 'affected’ both her and husband, https://www.mirror.co.uk/news/uk-news/theresa-reveals-heartbreaking-struggle-children-8337595, [data dostępu: 27.09.2019]

http://www.abc.net.au/austory/content/2007/s2933052.htm, [data dostępu: 01.09.2017].

[49] A. Bobrowska, M. Garska, Elementy kreacji wizerunku podmiotu politycznego w rzeczywistości wyborczej [w:] J. Kojkoł (red.), Colloquium Wydziału Nauk Humanistycznych i Społecznych, II/2012, Gdynia 2012, s. 155-156.

[50] H. McDonald, Leo Varadkar, gay son of Indian immigrant, to be next Irish PM, https://www.theguardian.com/world/2017/jun/02/leo-varadkar-becomes-irelands-prime-minister-elect, [data dostępu: 04.09.2017].

[51] B. Gustafson, His Way: A Biography of Robert Muldoon, Auckland University Press, Auckland 2002, s. 162.

Zob. C. Ford, A Brief History Of Political Scandal In New Zealand – From Colin Moyle To Darren Hughes, http://www.voxy.co.nz/politics/brief-history-political-scandal-new-zealand-colin-moyle-darren-hughes/1273/86222, [data dostępu: 01.09.2017].

[52] Leo Varadkar: 'I was seven when I told my mum’s friends I wanted to be minister for health. Needless to say, my mother was mortified’, http://www.independent.ie/irish-news/politics/leo-varadkar-i-was-seven-when-i-told-my-mums-friends-i-wanted-to-be-minister-for-health-needless-to-say-my-mother-was-mortified-30916618.html, [data dostępu: 29.08.2017].

  1. McDonald, Leo Varadkar becomes Ireland’s first openly gay minister, http://www.theguardian.com/world/2015/jan/18/leo-varadkar-ireland-first-openly-gay-minister, [data dostępu: 25.01.2015].

[53] Po ujawnieniu afery seksualnej zrezygnował ze stanowiska, zob. A. Karni, Jim McGreevey 10 years after resigning: 'It’s been a messy journey, but I believe this is where I was always meant to be’, http://www.nydailynews.com/news/politics/jim-mcgreevy-10-years-resigning-nj-governor-meant-article-1.1898226, [data dostępu: 12.01.2015]. Poza nim było też wielu homoseksualnych polityków wybranych m.in. do Kongresu Stanów Zjednoczonych.

[54] R. Shears, Australia’s lesbian finance minister announces her partner’s birth of donor baby, http://www.dailymail.co.uk/news/article-2073935/Australias-lesbian-finance-minister-announces-partners-birth-donor-baby.html, [data dostępu: 29.08.2017].

[55] Prof. zw. dr hab. Ireneusz Krzemiński – socjolog, publicysta i autor licznych publikacji naukowych dotyczących m.in. procesów zachodzących w społeczeństwach demokratycznych. W 1972 ukończył studia socjologiczne na Uniwersytecie Warszawskim. W 1980 obronił doktorat, w 1993 habilitował się, zaś w 2013 otrzymał tytuł profesora nauk humanistycznych. W 2002 wybrany na członka Rady Konsultacyjnej Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

[56] Wywiad autora z Ireneuszem Krzemińskim.

[57] S. Kelly, op. cit.

[58] (…) A second difference is the tailored campaigning to different ethnic groups – we are familiar with this in Ireland as many US, Australian and Canadian politicians actively seek to court the Irish vote in their countries, most recently with the visit of President Barack Obama to Ireland in 2011.  You would not see this type of campaigning being done by Irish politicians.

[59] Betty’s husband for president.

[60] M. Cichosz, Wizerunek…, op. cit., s. 83.

[61] C. Earley, Tony Blair joins Catholic Church, http://news.bbc.co.uk/2/hi/7157409.stm, [data dostępu: 26.04.2014].

[62] J. W. McAuley, An Introduction to Politics, State & Society, SAGE Publications Ltd, London 2003, s. 137-138.

[63] L. Pastusiak, Prezydenci USA w anegdocie. Od Trumana do Obamy, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2015, s. 311.

[64] Ibidem, s. 324.

[65] Ibidem, s. 334.

Komitet Bezpieczeństwa Państwowego przy Radzie Ministrów ZSRR (KGB ZSRR) – organ państwowy istniejący w latach 1954-1991, odpowiedzialny za bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne. Przy pomocy m.in. policji, wojska, wywiadu i kontrwywiadu uciekał się do dezinformacji oraz likwidowania przeciwników KPZR i obiegu informacji nieprzychylnych władzy.

[66] Ibidem, s. 320-321.

[67] Ibidem.

[68] Ibidem, s. 352.

[69] Ibidem, s. 357-358.

[70] Ibidem, s. 352.

[71] Zob. P. Rogaliński, Jak politycy nami manipulują. Zakazane techniki, Wydawnictwo Sorus, Poznań 2013.

  1. Rogaliński, Jak politycy nami manipulują cz. II: przemowy w praktyce, self-publishing, Łódź 2012, s. 80-100.

[72] Jest ona silnie związana z doświadczeniem pluralizmu kulturowego i stykaniem się danej osoby z różnymi nacjami i odmiennymi obyczajami, co w pewnej perspektywie czasowej skutkuje w wykształceniu i ugruntowaniu kompetencji wielokulturowej, kosmopolitycznej. Zob. P. Sztompka, Socjologia, op. cit., s. 230, 393.

[73] P. Rogaliński, Jak politycy nami manipulują cz. II…, op. cit.

[74] Finał sprawy aktu urodzenia Baracka Obamy, http://wiadomosci.onet.pl/final-sprawy-aktu-urodzenia-baracka-obamy/9j44f, [data dostępu: 18.05.2014].

Poprzedni artykułModel polityka popularnego: Zarządzanie wrażeniem w komunikowaniu politycznym cz. 4
Następny artykułModel polityka popularnego: efekt pierwszego wrażenia cz. 2
Paweł Rogaliński
Dr Paweł Rogaliński jest politologiem, medioznawcą, filologiem oraz twórcą Przeglądu Dziennikarskiego. Od 2015 roku należy do prestiżowej grupy Światowych Odpowiedzialnych Liderów Fundacji BMW Stiftung Herbert Quandt. Za swoje osiągnięcia nagradzany na całym świecie, m.in. w Londynie, Berlinie, Rio de Janeiro, Warszawie, Brukseli i Strasburgu. Ukończył następujące kierunki studiów na Uniwersytecie Łódzkim: stosunki międzynarodowe: nauki polityczne, zarządzanie oraz filologię angielską, osiągając przy tym ogólnokrajowe sukcesy naukowe (m.in. Studencki Nobel). W 2021 roku obronił na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie rozprawę doktorską pt. "Model polityka popularnego w komunikacji politycznej w państwach anglosaskich". Jego ostatnia książka pt. „Jak politycy nami manipulują. Zakazane techniki” (Wydawnictwo Sorus, Poznań 2013) z powodu dużej popularności doczekała się dodruku już w kilka miesięcy po wydaniu. Więcej na stronie oficjalnej: www.rogalinski.eu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj