Wojciech Jaruzelski. Początki polskiej prezydentury

0

Zwycięstwo solidarnościowej opozycji w wyborach 4 czerwca 1989 roku, a następnie przejęcie władzy i utworzenie rządu Tadeusza Mazowieckiego, zapoczątkowało proces budowania nowego modelu ustrojowego państwa. W czasie obrad Okrągłego Stołu postanowiono o powołaniu do życia Senatu, wyższej izby parlamentu oraz urzędu prezydenta, instytucji o których powołanie zabiegało od 1956 roku Stronnictwo Demokratyczne. Nowe urzędy zapowiadały pojawienie się  problemów zarówno teoretycznych jak i praktycznych.  Konieczna była przede wszystkim zmiana Konstytucji, co nastąpiło 7  kwietnia 1989 roku.

Prezydent

            W wyniku niepisanej umowy, strona solidarnościowa przyjęła do wiadomości, że kandydatem na prezydenta Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej będzie Wojciech Jaruzelski. W czasie poprzedzającym okrągłostołowe porozumienie władzy z opozycją Wojciech Jaruzelski i jego otoczenie planowali znaczne uprawnienia dla prezydenta, pozwalające zachować Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej dominującą pozycję w sprawowaniu władzy. Te koncepcje nie znalazły uznania w oczach opozycji i zakres uprawnień dla prezydenta  znacznie ograniczono. Niemniej jednak, pomimo okrągłostołowych ustępstw,  strona rządowa nie zamierzała rezygnować z dominującej roli w procesie transformacji.  Stało się inaczej. Wybory czerwcowe przyniosły jej druzgocącą klęskę.

            W myśl noweli konstytucyjnej prezydenta wybierały obie izby Parlamentu, czyli Zgromadzenie Narodowe. Mimo wielu wątpliwości i wahań, Wojciecha Jaruzelskiego wybrano 19 lipca 1989 roku prezydentem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej(zaledwie jednym głosem). Wybór generała nie byłby możliwy, gdyby nie postawa jedenastu parlamentarzystów z OKP, którzy nie wzięli udziału w głosowaniu. Wśród nich był późniejszy marszałek Sejmu Marek Jurek, który swoje zachowanie tłumaczył niedemokratycznym charakterem wyborów, gdyż był tylko jeden kandydat1. Bronisław Geremek, przewodniczący Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, nie wprowadził dyscypliny partyjnej w głosowaniu. Zdaniem Jana Rokity prezydium klubu uważało, że wybór Wojciecha Jaruzelskiego to raczej dobra decyzja, gdyż nie będzie on stanowił zagrożenia dla przemian w kraju2.  Wojciech Jaruzelski – szczególnie po upadku idei rządu Wielkiej Koalicji – miał świadomość nieuchronności dalszych przemian społeczno-politycznych w Polsce i kresu władzy PZPR. Liczył się też ze skróceniem  jego kadencji – wyraził jedynie życzenie, aby trwała ona tak długo jak kadencja Sejmu (czyli 4, a nie 6 lat). Stało się jednak inaczej. Zawieszony w politycznej próżni Lech Wałęsa stawał się coraz bardziej niecierpliwy i ingerujący w proces przekształceń ustrojowych. Np. w połowie grudnia 1990 r. wystąpił z apelem o przyznanie rządowi prawa wydawania dekretów z mocą ustawy. Pozycja szefa związku zawodowego nie była dla niego satysfakcjonująca. Solidarnościowe elity miały nadzieję, że zdecyduje się objąć funkcję premiera. Rząd z Lechem Wałęsą jako premierem, zapowiadał 16 sierpnia 1989 roku na posiedzeniu Obywatelskiego Klub Parlamentarnego Jarosław Kaczyński. Lech Wałęsa zdecydowanie odmówił oświadczając, że nie jest zainteresowany kierowaniem pracami rządu. Po wyborze, w Czechosłowacji, na prezydenta opozycjonisty Vaclava Havla, lider  „Solidarności” nie ukrywał, że jego celem jest prezydentura. Sytuacja urzędującego prezydenta stawała się coraz trudniejsza i skrócenie kadencji okazało się niezbędne. Wojciech Jaruzelski jako prezydent spotykał się z różnymi afrontami, także publicznymi, atakowany był w tzw. „spontanicznych listach” kierowanych do urzędów państwowych szczególnie do Sejmu, jak również bezpośrednio do niego, w których domagano się jego ustąpienia i ukarania za wprowadzenie stanu wojennego. Zgłosił więc marszałkowi Sejmu Mikołajowi Kozakiewiczowi gotowość odejścia z piastowanego urzędu w terminie dogodnym dla obozu sprawującego władzę. Podpisał wszystkie niezbędne dokumenty umożliwiające uruchomienie procedury zakończenia kadencji prezydenckiej i przeprowadzenia nowych wyborów3. Odbyły się one  9 grudnia 1990 roku.

            Będąc posłem sejmu kontraktowego miałem możliwość bezpośrednio obserwować jak funkcjonowały prezydentury Wojciecha Jaruzelskiego oraz Lecha Wałęsy  (tę tylko częściowo, przez jeden rok). Wojciech Jaruzelski funkcję prezydenta sprawował godnie, nie tylko nie przeszkadzał, ale popierał przeprowadzane reformy, chociaż do niektórych miał zastrzeżenia i wątpliwości. Dotyczyło to przede wszystkim gospodarczych projektów ustaw Leszka Balcerowicza (jako prezydent musiałem zaakceptować reformy Balcerowicza. A bałem się bezrobocia, nierówności, nędzy)4. Obawiał się, że przyniosą one duże straty społeczne i te zagrożenia sygnalizował marszałkowi Sejmu. Wątpliwości prezydenta starał się rozwiać w bezpośredniej rozmowie Leszek Balcerowicz zapewniając, że okres przejściowy będzie krótki. Wojciech Jaruzelski przedstawiane mu ustawy niezwłocznie podpisywał. Zawetował jedynie kilka ustaw, m.in. w sprawie likwidacji majątku PZPR i odebrania przywilejów emerytalnych prominentom z okresu PRL. Według Mikołaja Kozakiewicza czynił to bardziej dla czystego sumienia wobec dawnych towarzyszy walki.5  Wspierał premiera Tadeusza Mazowieckiego, asekurował działania rządu zarówno w polityce wewnętrznej jak i zagranicznej. Pomagał mu przeprowadzić decyzje niepopularne w dawnym obozie władzy np. bezkonfliktowo odwołać z funkcji ministrów resortów siłowych Czesława Kiszczaka i Floriana Siwickiego. Jeżeli wypowiadał się i zajmował stanowisko w istotnych kwestiach, to formułował je precyzyjnie i jasno. Nie zdarzało się, aby z jego kancelarii płynęły inne opinie niż on je publicznie wyrażał.

            Wojciech Jaruzelski miał świadomość nieuchronności przemian. Jakakolwiek próba wpływania na zachodzący proces – chociażby jego korygowania, mogłaby jedynie wywołać konflikty z rządem lub Sejmem. Do takich zachowań nie posiadał przede wszystkim instrumentów prawnych. Piętno stanu wojennego, z którym zmagał się do końca życia, determinowało jego spolegliwość wobec nowej władzy politycznej. W zasadzie tylko jeden jedyny raz, z głębokim przekonaniem,  próbował wpłynąć na Sejm i nie dopuścić do przyjęcia ustawy o likwidacji święta 22 lipca. Widząc, że nie ma szans na zablokowanie procesu legislacyjnego, napisał list do sejmu i zażądał od marszałka odczytania go na sali sejmowej przed głosowaniem nad ustawą o likwidacji tego dotychczasowego święta państwowego. Jak wspomina marszałek Mikołaj Kozakiewicz, starał się wyperswadować prezydentowi ten pomysł z listem do posłów, ale on nie dał się przekonać. Nie zaakceptował propozycji marszałka, aby list włożyć do skrzynek poselskich. Po kilku dniach zadzwonił do marszałka i powiedział, że zgadza się na tę formę poinformowania posłów o jego stanowisku. Okazało się, że o zamiarze Wojciecha Jaruzelskiego dowiedział się Tadeusz Mazowiecki i jego argumentacja przedstawiona prezydentowi znalazła u niego zrozumienie6. Ciekawostką jest fakt, że inicjatorami święta 22 lipca było 5 posłów Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej7

            My posłowie w zasadzie nie odczuwaliśmy aktywności prezydenta. W naszym postrzeganiu urząd prezydenta był instytucją niezbędną w procesach legislacyjnych i innych sprawach wynikających z funkcjonowania państwa. W jednym przypadku dało się zaobserwować u parlamentarzystów odruchy sympatii do urzędującego prezydenta. Miało to związek z zaprzysiężeniem  Lecha Wałęsy na prezydenta. Prezydent elekt za pośrednictwem Jacka Merkela przekazał Wojciechowi Jaruzelskiemu, że nie życzy sobie jego obecności na zaprzysiężeniu i inauguracji jego prezydentury. Mikołaj Kozakiewicz starał się go przekonać, że jest nadal urzędującym prezydentem, posiada lożę w sejmie i powinien być na tej uroczystości. Nie był to pogląd odosobniony także wśród części parlamentarzystów, którzy wychodzili z założenia, że kultura polityczna nie pozwala na taki afront wobec odchodzącego Wojciecha Jaruzelskiego.

 

Przypisy:

  1. Antoni Dudek – „Reglamentowana rewolucja”, Kraków, 2014, s. 329.
  2. Jan Rokita – „Anatomia przypadku”, Warszawa, 2013, s. 27
  3. Mikołaj Kozakiewicz – „Byłem marszałkiem kontraktowego…”, Warszawa, 1992, s. 45.
  4. Reinhold Vetter – „Jak Lech Wałęsa przechytrzył komunistów”, Warszawa, 2013, s. 360.
  5. Mikołaj Kozakiewicz – dz. cyt. s. 44.
  6. Mikołaj Kozakiewicz – dz. cyt. s. 45.
  7. Zbigniew Domarańczyk – „100 dni Mazowieckiego”, Warszawa, 1990, s.314.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here