Wierzenia, obyczaje i kultury Azji

0

Los zbliżył mnie ku Azji. Wędrowałem przez pół wieku. Dniem i nocą rysowałem i fotografowałem.

Po Chinach były Kraj Chabarowski, Indie, Mongolia, Wietnam, Syria, Turcja, Nepal, Japonia, Tajlandia i znów Chiny, Indie, Nepal, Mongolia, Wietnam. Wielkie przygody, wielkie cywilizacje. Najwyższe sublimacje ducha i upadek materii. Ślady, resztki, okruchy, odpryski, dotknięcia tego, co widziałem i co czułem. Dziś – porządkując szuflady z tysiącami fotografii, negatywów, notatek i szkiców – mogę powiedzieć: to lub to robiłem niepotrzebnie, ale czy możliwy jest sąd poza czasem? We wstępie do katalogu swojej wystawy „Nowy Jork: City” napisałem: „Mam wątpliwości czy dane nam narzędzia pozwalają poznać i wyrazić istotę rzeczy. Nikt nie zna wysokości góry Meru. Nikt nie był na jej szczycie. Pielgrzym widzi jedynie trawy i kamienie na ścieżce. Niektórzy próbują odczytać prawa wszechświata z jego kształtu. Dzięki refleksyjnemu myśleniu i naszej wyobraźni możemy widzieć dalej, «ponad cząstką», w gałązce widząc las, w kamieniu górę, w znaku demona, a w bieli śmierć. Podstawową dziedziną mojej działalności były sztuki wizualne. Świat widziany był przedmiotem refleksji i inspiracji twórczej. Ikonosfera rządziła moją wyobraźnią. Po latach doświadczeń zdaję sobie w pełni sprawę z tego, iż uczestniczę w dramatycznym spektaklu, rozsuwając wraz z innymi ciężką kurtynę ciemności, która ma ukazać prawdę pełną, a odsłania następne kurtyny. Przez trilokę-trójświat bogów, półbogów i ludzi nieustannie idą pielgrzymi Azji, dźwigając swoje sanktuaria, a w nich bogów trony puste i pełne. Szukając granic niepoznawalnego, musimy zgodzić się na błądzenie. Jedyną pewnością pozostanie pewność samego poszukiwania. Wszystko, co osiągniemy na tej drodze, ma też wymiar nieobiektywności, jest naszym własnym doświadczeniem egzystencjalnym”.

 

Każdy wysiłek okryty jest jakimś błędem, tak jak ogień okryty jest dymem. Dlatego nikt, o synu Kunti, nie powinien porzucać pracy, która jest pochodną jego natury, nawet jeśli praca taka pełna jest wad.

Bhagawadgita

 

W wietrzną noc, pomiędzy pierwszym a drugim dniem Wielkanocy, zacząłem pisać wstęp do tej książki. Nazwałem ją Azja, w swojej bezradności dobrze zdając sobie sprawę z ogromu tego tematu. W oczach zamkniętych kłębiły się awatary różnych wcieleń i czasów. Jedno imię znaczyło wiele rzeczy, a wiele rzeczy miało jedno imię. Prawie przed pół wiekiem projektowałem książkę o wschodnich podróżach Josepha Conrada nazwaną Conrad – dotknięcie Wschodu. To określenie wydaje mi się najbliższe tego, co było moim doświadczeniem azjatyckim. Dziś, po latach, chociaż nie pamiętam imion, poznaję twarze, krajobrazy, przypominam niektóre sytuacje, lecz trudno mi odtworzyć pełne nazwy licznych dzieł sztuki, detali architektonicznych, a nawet budowli. Tylko dotknięciem Azji może być ta książka – wyrazem osobistego zachwytu nad bogactwem jej kultury i hołdem dla człowieka, który ją stworzył. Na półce mojej leży kamień z miejsca kremacji Mahatmy Gandhiego i czareczka z laki, z której piłem herbatę na lodowcu Ramtang w roku 1974. Azja – to kontynent, który narodził szlachetną obojętność i zaborcze hordy, błogostan nirwany, wielkie bogactwa, stare religie i nowe niepokoje, nieskończony ciąg zdarzeń i tajemnic. Gigantyczną energię i samozaparcie wykazał człowiek, dążąc do zgłębienia tajemnicy życia, hierarchizacji jego spraw, wyzwolenia od ciężaru bytu, sądów oraz odpowiedzialności za siebie i innych. W miarę swego doświadczenia i według potrzeb tworzył systemy kosmologiczne oraz odczytywał lub stwarzał przykazania boże, określające Dobro oraz Zło, i spełniał je z nadzieją na zwycięskie przekroczenie progu śmierci.

 

INDIE

„Hinduizm był raczej kulturą niż wyznaniem”, twierdził Sarvepalli Radhakrishnan – filozof indyjski uznający hinduizm za najlepszą płaszczyznę spotkania różnych religii i zakładający ich jedność.

Dawna cywilizacja indyjska wyrosła na podłożu religii animalistycznych. Należy sądzić, że postacie Ganeśi, Garudy, Hanumana… mają swoje korzenie w czasach wczesnych.

Na pierwotne wierzenia mieszkańców Indii nałożyły się kulty Ariów, którzy przybyli na półwysep z Azji Przedniej około 2000 lat p.n.e., przynosząc sanskryt i swoich bogów: konia, rydwany bojowe, Indrę – boga wojny. Pędził on złotym rydwanem zaprzężonym w parę rumaków, z gromem w prawej dłoni. Zwano go Purandara – burzyciel miast. Jego ulubionym napojem była legendarna soma. Indrze towarzyszyli Suria – bóg słońca, ciemnoczerwony, posiadający troje oczu, czworo ramion, również na rydwanie bojowym, ciągnionym przez cztery lub siedem koni, a powożonym przez bóstwo brzasku Arunę i boga ognia Agni, o dwóch twarzach, z ogniem tryskającym z ust, z siedmioma językami, czworgiem ramion, z płonącą włócznią, odzianego na czarno.

Mówi o tym Rygweda, epos powstały około XIV wieku p.n.e.

 

Oto wam głoszę Indry wielkie czyny,

Jakich dokonał on, piorunoręki.

Uśmiercił smoka, oswobodził wody,

Góry rozszczepił do samego wnętrza!

Fragment poematu Rygweda w tłumaczeniu Franciszka Michalskiego

 

Rygwedzie czytamy o braminach zwanych muni (milczący), których biodra przepasane są wiatrem i którzy fruną na skrzydłach wiatru, podobni półbogom i ptakom, przenikając przestrzeń, czas i myśl ludzką. Mówiąc o kręgu cywilizacji indyjskiej, należy pamiętać o ważnych dla niej pojęciach karmy i reinkarnacji – nieustającym ciągu śmierci i narodzin. Mówi o tym tradycja literatury wedyjskiej. Upaniszady – jako traktaty religijne – pragnęły uwolnić człowieka od uczucia niepokoju i trwogi wobec niestałości i nietrwałości świata.

Traktat Bhagawadgita głosi: „Narodzenie to pewność śmierci. Śmierć to pewność narodzin. Nie godzi się więc, byś się smucił tym, czego nie można uniknąć…”.

Bhagawadgita szuka wyzwolenia od zła, ciała, zmysłowości, gniewu, od zepsucia, śmierci, od ciężaru karmy i mai – złudzenia. Wierzono, że każdy uczynek człowieka tworzy jego karmę. Karma determinuje przyszłe losy i wcielenia. Ciągłe doskonalenie się moralne prowadzi poprzez kolejne, coraz szlachetniejsze reinkarnacje do uwolnienia od egzystencji ziemskiej i pojednania z absolutem. Upadki skazują nas na coraz niższe formy bytu i oddalają od wyzwolenia, pogrążając w nurtach sansary.

Badacz kultury Indii Maria Krzysztof Byrski uważa, że skłonność do tworzenia znaków i symboli jest u hindusów olbrzymia i to, co uzyska rangę symbolu, staje się po indyjsku święte. Z tych więc powodów kamień, woda, drzewo, wąż, krowa i człowiek, jak również cały pozostały świat są dla hindusa święte. Świętość ta jest także i jego świętością, gdyż żyje on w harmonii z całą rzeczywistością. Na kształtowanie się życia religijnego w Indiach miał wielki wpływ system kastowy. Człowiek był dziedzicznie przywiązany do swojej kasty. Na najwyższym szczeblu tej drabiny stali bramini, „dwukrotnie urodzeni”, opasani od lewego ramienia lub prawego biodra świętym sznurem z bawełny i składający trzykrotnie w ciągu dnia ofiary bogom. Niżej stali wojownicy – kszatrijowie – arystokracja świecka, opasana sznurem konopnym. Jeszcze niżej stali wajśjowie – kupcy i rolnicy uprawnieni do sznura wełnianego. Niedotykalnych z dołów społecznych nazywano siudrami.

Rta – to staroindyjski porządek rzeczy, siła kosmiczna rządząca światem bogów i ludzi. Brak boga nadrzędnego usprawiedliwiał teozoficzny fortel z trimurti – boską trójcą. Tworzyli ją Brahma – stwórca wszystkiego, Wisznu – podtrzymujący życie i Śiwa – unicestwiający świat. Brahma wyłonił się ze złotego jaja, które unosiło się na powierzchni pierwotnego oceanu. Pierwszy z bogów, objawienie się pierwotnej istoty, nieuwarunkowanej i samoistnej substancji – brahmana. Wyrosły mu cztery głowy i czworo rąk, aby mógł podziwiać piękno małżonki Saraswati bez kręcenia szyją. Siedzi na łabędziu lub lotosie jako purusza (człowiek kosmiczny). To Brahma z Saraswati stworzyli świat i ludzkość.

Wisznu ma dziesięć głównych wcieleń, to jest awatar: Matsja (ryba), Kurma (żółw), Narasinha (człowiek-lew), Waraha (dzik), Wamana (karzeł), Paraśurama (Rama z bojowym toporem), Rama, Kryszna, Budda, Kalkin („siedzący na białym koniu”). To młodzieniec ciemnobłękitny, odziany w królewskie szaty. W czterech dłoniach dzierży muszlę, dysk, maczugę oraz kwiat lotosu. Jego wierzchowcem jest słoneczny ptak Garuda, wróg węży. Wisznu siedzi na grzbiecie Garudy – mistycznego ptaka, symbolu słońca – lub na grzbiecie orła. Śpiąc w oceanie na Anancie, kosmicznym wężu o tysiącu głów, symbolizuje chaos pierwotny świata. Z palca jego nogi wypływa Ganges – rzeka Indii. Wisznu wyrwał ze swojej głowy dwa włosy, czarny i biały, i umieścił je w łonach dwóch kobiet. Z czarnego urodził się ciemnoskóry Kryszna – wielki wojownik i kochanek Radhy, uznany za ósme wcielenie Wisznu. Traktat Bhagawadgita powiada: „Każdy może uczynić swój dom bardzo szczęśliwym, gdyż proces świadomości Kryszny (Krsny) jest rzeczą bardzo łatwą. Należy jedynie intonować Hare Kryszna, Hare Kryszna, Kryszna, Kryszna, Hare, Hare; Hare Rama, Hare Rama, Rama Rama, Hare Hare”. Proces ten oczyszcza umysł z nagromadzonego brudu przeszłej karmy. Małżonką Wisznu jest Lakszmi, mająca pięć twarzy i osiem rąk, siedząca na lotosie, z kwiatem w ręku. Za przedostatnie wcielenie Wisznu bramini postanowili uznać Buddę.

Śiwa powinien być bóstwem ośmiolicym, z półksiężycem we włosach. Bogini Uma (Dewi), małżonka Śiwy, ma mieć dwoje rąk, smukłą kibić i piękną pierś. Lewa ręka Śiwy najczęściej spoczywa na ramieniu bogini, w prawej dzierży on kwiat lotosu. Prawa ręka Umy powinna leżeć na ramieniu Śiwy, w lewą rękę należy włożyć piękne zwierciadło. Śiwa pierwotnie był panem tańca i tańcem tym powołał do istnienia świat; był uosobieniem sił zniszczenia, energii kosmicznej, źródłem zła, ale i dobra, panem śmierci i życia. Miał czworo ramion i troje oczu. Spojrzeniem trzeciego oka, umiejscowionego pośrodku czoła, był w stanie spopielić boga miłości Kamę – kusiciela. Wąż oplatał mu siną od trucizny świata szyję. Okrywała go skóra tygrysia. Jego wierzchowcem był mlecznobiały byk Nandin – symbol płodności. Śiwa najchętniej siedział samotnie na szczycie góry Kajlas, wysoko w Himalajach, kontemplując. Zwano go też Lokeśwara, to jest Panem Świata; również Powszechnym Wybawicielem lub Wielkim Współczującym, Zaczynem Otchłani Bytu, Zaczynem Otchłani Piekielnej. Bywał postacią makabryczną, panem cmentarzy. Uznawano go za króla ascetów. Jego symbolem był lingam, czyli fallus.

Kiedy Brahma i Wisznu spierali się o to, który z nich jest stwórcą wszechświata, z głębi oceanu wyłonił się nagle olbrzymi lingam w płomiennej koronie i pękł, ukazując w swoim wnętrzu sanktuarium, w którym znajdował się najwyższy stwórca – Śiwa.

Małżonka Śiwy – Dewi (Uma) czczona jest w wielorakich postaciach, które odpowiadają dwóm aspektom – łagodnemu i groźnemu. Groźna postać Kali to wieloręka bogini tańcząca w girlandzie ludzkich głów, odziana w spódnicę z obciętych rąk, stojąca na piersi Śiwy, który spoczywa na lotosowym łożu. Jej język gotowy jest do lizania krwi, dwie ręce po stronie lewej dzierżą miecz i uciętą głowę, dwie prawe błogosławią wiernych. Symbolizuje ból i rozkosz, życie i śmierć, akceptację wszelkich aspektów losu ludzkiego. Synem Śiwy i bogini Parwati (łagodnej Córy Gór) był otyły Ganeśa, czteroramienny, z głową słonia i z jednym kłem, który usuwał przeszkody życiowe, był dawcą mądrości i opiekunem handlu.

W panteonie hinduskim był też Jama – bóg śmierci – syn Surji i Sańdźna (Słońca i Świadomości). Ten król dusz, sędzia surowy, groźny i gwałtowny, był mężczyzną o zielonkawej cerze, dosiadającym bawołu, z pętlą oraz karzącym berłem w rękach. Jego pałacu za rzeką Wajtarani strzegły wiecznie głodne czterookie psy. On wyrokiem swoim kierował dusze do nieba lub jednego z dwudziestu jeden kręgów piekielnych, innym nakazując powrót na ziemię i kolejne wcielenia.

W hinduizmie istniało małpie bóstwo – Hanuman. Indyjski tekst tak mówi o nim: „Jeżeli zapragnie, może stać się ogromny jak góra i wysoki jak olbrzymia wieża. Ma złocistą, połyskującą skórę, ogon tak długi, że z trudem można dojrzeć jego koniec. Ryczy niczym grom, przelatuje przez obłoki z ogłuszającym rykiem, kiedy zaś obniża swój chyży lot, burzy wody oceanu”. Z kart Ramajany wiemy, że na czele armii małp przyszedł z pomocą Ramie, kiedy jego żona Śita została porwana przez Rawanę – demona o dziesięciu głowach i dwudziestu ramionach. Razem z Ramą pokonał Rawanę i spalił jego siedzibę.

Człowiek od czasów najdawniejszych stawiał sobie pytanie o źródło i sens istnienia świata. Starał się zobrazować jego powstanie.

U podstaw wszechświata widziano rodzaj aktu seksualnego.

Kiedy indziej świat wyłonił się z ofiary pierwotnej. To Pradźapati – Pan Istot, później nazwany Brahmą – uznawany za pierwotnego człowieka (puruszę), z własnego ciała złożył ofiarę, aby powstał wszechświat. Pradźapati czuł lęk przed samotnością. Pragnął partnerki. Odtąd wszystkim istotom boskim towarzyszy element żeński, śakti, będący źródłem inspiracji.

Inna koncepcja stworzenia świata opisuje złocisty embrion (hiranjagarbha), prototyp kosmicznego jaja w późniejszej mitologii hinduistycznej. Pierwotne jajo rozerwało się i jego zewnętrzna skorupa stała się królestwem duchów.

 

Ale kto wie to wszystko, kto mógłby powiedzieć,

Skąd się zrodziła, skąd jest ta wysnowa,

Bogowie się zjawili, gdy świat się wyłonił,

A więc kto może wiedzieć, skąd wszystko powstało?

I jak się zrodziła ta wysnowa bytów,

Czy kto ją zdziałał, czy też nikt nie zdziałał

– Ten, co na ziemię patrzy z najwyższego nieba,

Ten może wie o tym, a może też nie wie?

Hymn 129 – Początek rzeczy, Rygweda, w tłumaczeniu Franciszka Michalskiego

 

W Azji prawdy bywają różne, podobnie jak różne są nieba i piekła, a i czas mierzy się inaczej. Rok Brahmy to kalpa – tysiąc cykli czterech jug, czyli wieków: satya, treta, dvapara, kali. Kali juga, w której żyjemy, trwa przez ostatnich pięć tysięcy lat. Cechuje ją obfitość konfliktów, ignorancja, niereligijność, przestępczość i trwać ona będzie 432 tysiące lat. Pod koniec każdej kalpy cały świat, z wyjątkiem bogów, mędrców oraz pięciu podstawowych pierwiastków, ginie w płomieniach. Brahma żyje „sto lat”, co równa się 311 miliardom 40 milionom (311 040 000 000) lat ziemskich. A jednak w porównaniu z wiecznością jego życie jest tak krótkie jak błysk błyskawicy. W Oceanie Przyczyn jest niezliczona ilość pojawiających się i znikających wszechświatów, a każdy zamieszkiwany jest przez innego Brahmę.

Kontynent azjatycki był świadkiem niewyobrażalnego bogactwa i nędzy absolutnej.

Siódmy nizam Hajdarabadu miał 40 żon i 100 konkubin strzeżonych przez afrykańskie Amazonki. Mógłby perłami wybrukować plac pałacowy. Pratap Singh, maharadża Kaszmiru, tylko brytyjskiej rodzinie królewskiej pozwalał na wstęp w granice swego księstwa. Gulab Singh, maharadża królestwa Rewa, zastrzelił 1600 tygrysów. Maharadża Bharatpuru miał 22 rolls-royce’y. Madho Rao Scindia z Gwalioru zbudował w pałacu srebrną kolej do serwowania potraw z kuchni. Sayaji Rao był witany salwą złotych dział. Maharadża Bhupindra Singh, zwany Wspaniałym, miał 87 potomków. Maharadża księstwa Kapurtala – Dżagat Dżit Singh – po zwiedzeniu Wersalu zbudował wierną kopię pałacu wersalskiego i umeblował go w stylu epoki. Pałac Moti Bagh w księstwie Patiala zajmował cztery hektary, a jego właściciel zatrudniał 150 kucharzy. Drogami z płatków różanych rydwany możnych ciągnęły słonie, wielbłądy, lwy, tygrysy, rumaki srebrzyste. Lśniły diademy, kolie i pierścienie. Orszaki służby, kufry pełne, skarbce i sezamy, trąby, flety, bębny i dzwonki, bronie i maski, wonności szlachetne i barwne ognie. Na stołach potrawy i napoje zamorskie. Tańczyły haremy. Służyli wiernie kapłani, magowie, wróżbici i podręczni kaci. Rachunki płacili poddani nizamów, nababów, maharadżów.

Ale na całym kontynencie azjatyckim człowiek starał się odpowiedzieć na podstawowe pytania egzystencjalne, sięgając po rozwiązania skrajne. Ascetyzm był nie tylko ucieczką od rozczarowującego świata, próbą odpowiedzi na tajemnice stworzenia i funkcjonowania świata. Asceta – milczący (muni), jak głosi Rygweda, znał myśli wszystkich, widział jednocześnie przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Gościł u bogów i gościł bogów w swojej pustelni. Pokonywał głód, pragnienie, gorąco, zimno i deszcz, żyjąc w odosobnieniu, w jaskiniach i borach, za wzór biorąc boga Śiwę ukrytego w himalajskiej warowni. Samotny, wyzbyty żądz, z umysłem spokojnym, w strony świata jeno odziany i pijący z dłoni asceta pytał – kiedyż, Śiwo, zdolny będę do wyrwania z korzeniami skutku czynów przeszłych i popędu do działania?

„Wielki czarodziej” Tilopa z Tybetu poddawał swego ucznia Naropę z Phullahari dwunastu próbom wytrzymałości. Naropa rzucić się miał ze szczytu trzypiętrowej świątyni, skoczyć w płonący ogień, mieli go zbić niemal na śmierć wieśniacy, dworzanie i żołnierze, których na polecenie mistrza rozmyślnie doprowadzał do furii, miał żywić swoją krwią pijawki, przypalać ciało rozpalonym żelazem, ścigać upiory, miażdżyć kamieniem swe organy płciowe, w końcu zaś odciąć własną głowę i kończyny, by złożyć z nich ofiarę mistrzowi.

Również z Tybetu pochodzi opowieść o Mi-la. Na szczycie tamtejszej przełęczy przebywał niejaki Mi-la, rozkoszujący się nauką, który nie myślał o niczym innym niż religia. Kiedy jego siostra, młoda kobieta, przybyła na miejsce jego schroniska, pomyślała: „To jakiś mizerota, a nie mój brat”. On zaś powiedział: „Wejdź!”. Przyjrzała mu się: wychudł, poszarzał i wydzielał nieprzyjemną woń, wskutek odżywiania się pokrzywami włosy na głowie i ciele posiwiały mu i wypadały, przypominał szkielet, nos mu się wyostrzył, oczy zapadły, usta i język drżały. Mimo woli poczuła smutek i pomyślała: „Nikt nie jest bardziej nieszczęśliwy od nas dwojga”. Skłoniła głowę na kolana i gorzko zapłakała. Z odzieży, którą mu ofiarowała ciotka, pozostały tylko strzępy płaszcza i nimi właśnie okrył swe genitalia. Wtedy, biorąc siostrę za rękę, taką pieśń zaśpiewał:

 

Ciało moje jest jak pokrzywa, wewnątrz i na zewnątrz,

I nie zmienia swej sinawej barwy.

Wysoko, na samotnej skalnej przełęczy

Nic nie łagodzi mej nieustannej melancholii.

A melancholia ta jest nierozłączna

Od oświecenia świętych lamów.

Wskutek mego wielkiego wysiłku

Poszerza się niewątpliwie moje poznanie duchowe.

O Pe-to, nie bądź smutna, lecz ugotuj mi pokrzyw!

Cytat za: David Snellgrove, Hugh Richardson, Tybet. Zarys historii kultury, przełożył Stanisław Godziński, Warszawa 1978

 

Ogromnym wydarzeniem religijno-filozoficznym dla całej Azji była idea dżinizmu.

Jednym z dżinistycznych zbawicieli tirhankarów (twórców brodów) był drugi syn księcia Sidharthy z rycerskiej kasty kszatrijów, zwany Mahawirą – Wielkim Bohaterem, który urodził się około 540 roku p.n.e. w pobliżu dzisiejszej Panty, a zmarł w roku 468 p.n.e. w Biharze. W wieku dwudziestu ośmiu lat przyłączył się do grupy ascetów szukających wyzwolenia z posępnego koła narodzin, śmierci i narodzin powtórnych. Do końca życia poruszał się nagi. W wieku czterdziestu lat, po długotrwałej głodówce, osiągnął pełne oświecenie (keświalian), stając się zwycięzcą (dżinną). Po trzydziestu latach nauczania Mahawira zmarł przez zagłodzenie, z wyboru, w wieku siedemdziesięciu dwóch lat. Ideą jego była ahimsa – zasada szacunku dla życia każdej z istot żywych. Mahawira głosił bezużyteczność ofiar, które składali hinduscy braminowie, odrzucał akt stworzenia i pojęcie opatrzności, podobnie jak ateiści.

Około roku 566 na północy Indii przyszedł na świat chłopiec z rodu Siakjów, nazwany później Siakjamuni (mędrzec), który siebie nazywał Tathagata (ten, który podąża ścieżką swoich przodków) lub Siddhartha Gautama (osiągnięty cel). Jego nauki ogarnęły ogromną część Azji, a i dziś jeszcze mają poważne znaczenie w części kontynentu azjatyckiego: w Birmie, Tajlandii, Laosie, Kambodży, Wietnamie, Tybecie, Korei, Japonii, Chinach i Indonezji. Dawniej, za imperatora Asioki, były powszechne w Indiach. Kiedyś sięgały nawet do Afganistanu i Grecji. Zachowała się opowieść o narodzinach i życiu przyszłego Buddy. Pewnej nocy przyśniło się królowej Mahamai, pierwszej żonie Śuddhodany, króla Siakjów, że została poniesiona ku boskiemu jezioru Anawatapta w Himalajach, gdzie ją wykąpali niebiańscy strażnicy czterech stron świata. Potem zbliżył się do niej wielki biały słoń niosący w trąbie kwiat lotosu i wszedł do jej boku. Następnego dnia mędrcy wyjaśnili królowej znaczenie jej snu. Oto poczęła syna, który będzie władcą albo nauczycielem świata. Dziecko urodziło się w Lumbini, w pobliżu stolicy Siakjów, Kapilawastu. Rosło w przepychu, w pałacach i ogrodach, z których usunięto wszelkie ślady śmierci, choroby i nędzy. Jednak bogowie sprawili, że je poznał. A wędrowny żebrak, odziany w prostą żółtą szatę, spokojny i promieniujący wewnętrzną radością, stał się dla niego wzorem.

Książę Siddhartha dokonał „wielkiego odejścia” (mahabhiniszkramana) – stał się wędrownym ascetą, potem był pustelnikiem leśnym studiującym Upaniszady, po czym żarliwie umartwiał się razem z pięcioma ascetami, stając się żywym szkieletem. Pewnego dnia Siddhartha Gautama usiadł pod drzewem pipal na skraju miasta Gaja, siedział czterdzieści dziewięć dni, walcząc z demonami i medytując. Od nawałnicy osłonił go król węży Muczalinda. Demon Mara kusił. Wabiły ponętne córki Mary. Ognisty dysk ciśnięty w Siddharthę przemienił się w locie w kwietny baldachim. Pierwszej nocy ujrzał życia minione. Drugiej przeniknął cykle życia i śmierci. Trzeciej zrozumiał cztery szlachetne prawdy o źródle cierpienia i odkrył drogę do jego usunięcia. O świcie czterdziestego dziewiątego dnia poznał prawdę. Odsłonił tajemnicę smutku, zrozumiał, dlaczego świat jest pełen cierpienia i nieszczęść. Doznał oświecenia – stał się Buddą. Budda, podobnie jak Mahawira, nie uważał się za boga. Buddyzm odrzuca istnienie boskiej istoty, wszechmocnej, wszechwiedzącej i nieskończenie dobrej. Taki bóg byłby nie do pogodzenia z cierpieniem świata.

Sobór Watykański II tak mówi o buddyzmie w Deklaracji o religiach niechrześcijańskich (1965): „Buddyzm, w różnych swych formach, uznaje całkowitą niewystarczalność zmiennego świata i naucza sposobów, którymi ludzie, w duchu pobożności i ufności, mogliby albo osiągnąć stan doskonałego wyzwolenia, albo dojść, czy to o własnych siłach, czy z wyższą pomocą, do najwyższego oświecenia”.

Budda wygłosił swoje pierwsze kazanie w Benares (Waranasi), a za przedmiot rozważań obrał cztery szlachetne prawdy: cierpienie istnieje, cierpienie ma przyczynę, cierpienie ma kres, istnieje droga prowadząca do kresu cierpienia.

Gdy Budda miał lat osiemdziesiąt, powędrował z uczniami na północ, do górzystego kraju, który był niegdyś ojczyzną jego młodości. W mieście Pawa przyjął gościnę u świeckiego ucznia, kowala Czundy, gdzie zjadł grzyby – słodycz wieprzów (sukara-maddawa). Niedługo potem miał atak dyzenterii, ale pomimo cierpień postanowił wędrować dalej. Gdy doszli do pobliskiego miasta Kusinagara, wykąpał się w rzece i wydał polecenie Anandzie, który był jego ulubionym uczniem: „Wymość mi posłanie pomiędzy tymi dwoma drzewami. W ciągu tej nocy Tathagata wejdzie w nirwanę”.

„Nie płacz, Anando, czyż nie mówiłem ci już od dawna, że taka jest natura rzeczy, iż niezależnie od tego, jak bliskie czy drogie by nam były, i tak musimy rozstać się z nimi i je porzucić”.

Obserwowany przez uczniów, Budda położył się na prawym boku, podparł głową rękę i jedną nogę przełożył przez drugą. Ani jeden ptak nie wydał wtedy pisku i wszyscy siedzieli jakby w transie, rozluźniwszy swe ciała. Wiatr przestał poruszać liśćmi drzew, a drzewa roniły uschnięte liście, które spływały w dół jak łzy.

Było to „ostateczne wygaśnięcie”. Zasmuceni uczniowie spalili ciało mistrza i rozdzielili popiół między przedstawicieli różnych plemion i króla Adżatasiatru z Magadhy.

Po śmierci Buddy musiały rodzić się spory odnośnie interpretowania jego doktryny.

Therawada (nauczanie starych) wymagała indywidualnego wysiłku dla osiągnięcia zbawienia, nie licząc na boską pomoc. Odrzucała obrzędy i wyobrażenia. Nazywana Hinajana (Małym Wozem), gloryfikuje pierwotne nauki samego Buddy, które wymagały nieustającego wysiłku warunkującego osiągnięcie oświecenia, a nawet świętości (arhat).

W I wieku n.e. powstała koncepcja Wielkiego Wozu – Mahajana. W panteonie mahajany były wyobrażenia Buddy Amitabhy, Wajroczany – „Najwyższego Kosmicznego Światła Wielkiego”, czyli Słońca i dwóch potężnych bodhisattwów: Awalokiteśwary – „Pana, który spogląda w dół” – uosobienia współczucia lub miłosierdzia, i Mandżiuśrego – uosobienia wiedzy i mądrości transcendentnej. Według tej szkoły zbawienie nie jest przeznaczeniem wybranych, ale całej ludzkości. W koncepcji Mahajany pojawiły się postacie bodhisattwów – wcieleń Buddy – ludzi, którzy rezygnują z osiągnięcia indywidualnej nirwany, aby pracować dla zbawienia innych. Nauka Mahajany utrzymywała, że liczba Buddów jest nie mniejsza niż liczba ziaren piasku.

Kto dziesięć razy pomyśli o raju Amitabhy – Buddy Bezmiernego Światła – będzie po śmierci oczekiwać na Zachodni Raj, pośrodku którego wznosi się góra Sumeru, niemająca sobie równych, a z jej podnóża wypływają kryształowo czyste rzeki z wodą ciepłą i chłodną. Gałęzie rosnących tam drzew dźwigają niezwykłe, podobne do drogocennych kamieni, kwiaty i owoce. Powietrze pełne jest aromatów, a na gałęziach w promieniach słońca śpiewają przepiękne jak klejnoty ptaki o słodkich głosach. Mistrz siedzi tam majestatycznie, jego delikatne palce tworzą mudrę (dharmaczakra) – znak, że naucza. Wpółprzymknięte oczy i lekki uśmiech mówią wiele o idei buddyzmu, podkreślając jej pierwszą zasadę, że świat jest pełen smutku, śmierci i rozkładu, ale że można ominąć zło i osiągnąć stan, w którym starość i smutek nie będą już miały władzy nad umysłem i uzyska się radość wewnętrzną.

Buddyzm odrzuca wiarę w istnienie jaźni. „Ja” i „moje” są dla buddysty pojęciami opartymi na iluzji. Z nauką o nie-jaźni (anatman) wiąże się ściśle koncepcja nirwany. Słowo to w sanskrycie oznacza „wygaśnięcie” – ustanie bytu indywidualnego. To pojęcie trudne jest do zrozumienia dla człowieka współczesnego w Europie. Do stanu nirwany można się zbliżyć, medytując jeszcze przed śmiercią, ale nie jest ona osiągalna w pełni za życia. Nirwana jest obszarem, na którym nie ma ziemi, wody, ognia i powietrza, nie jest ona ani częścią nieskończonej przestrzeni fizycznej, ani niemającej kresu świadomości, nie jest częścią niczego w ogóle, nie jest granicą pomiędzy rozróżnianiem i nierozróżnianiem ani tego, ani tamtego świata, gdzie nie ma ani słońca, ani księżyca. Nie nazwę jej przyjściem ani odejściem, ani pozostawaniem w miejscu, ani znikaniem, ani początkiem. Nie ma ona początku ani kontynuacji, ani końca. Sama zaś jest końcem cierpienia. Dla tego, kto się narodził, śmierć jest pewna, a dla tego, kto umarł, nieuniknione są narodziny. Nie powinieneś zatem rozpaczać, lecz niezawodnie wypełniać swoje obowiązki.

 

Kto wyzbył się wszelkich pragnień, kto uwolnił się od poczucia własności oraz fałszywego ego – ten jedynie może osiągnąć prawdziwy spokój.

Bhagawadgita

 

W historii buddyzmu ważną rolę odegrały klasztory. Zmieniły się one bardzo od najdawniejszych czasów. Obok dawnych, małych powstały wielkie uniwersytety klasztorne w środkowych Indiach, to jest Nalanda i Bodh Gaja. Były one ośrodkami studiów, nauczań i wtajemniczenia aż do wieku XII, kiedy to buddyzm zniknął pod presją muzułmanów.

Wykopaliska i zabytki świadczą, że do IX wieku buddyzm obecny był w Azji Środkowej, zwłaszcza we wschodnim Turkiestanie, a począwszy od VIII wieku, na wyspach Indonezji, skąd też w XVI wieku został wyparty przez islam. Therawada utrzymała się do dziś w Sri Lance, Birmie, Tajlandii, Kambodży i Laosie.

W Indiach w I wieku n.e. narodziła się nauka wadżrajana. Wadżra to pierwotnie piorun, broń boga Ariów – Indry. Potem interpretowano ten symbol jako diament, stąd wadżrajanę nazywano „wozem diamentowym”. Ten pełen magii, mistycyzmu i staroindyjskiej tantry kierunek dominował w buddyzmie Tybetu, Chin i Japonii. Ciągle powtarzano słowa mantry: „Om mani padme hum” (Bądź pozdrowiony, kwiecie lotosu). Umieszczano je w kole życia, w młynkach modlitewnych, na flagach, sądząc, że modlą się one za wiernych. Sporządzano okrągłe lub wieloboczne diagramy Kosmosu, mandale, które pomagały medytować.

Był to swoisty rysunek kręgów magicznych, treści obrazowej i leksykalnej. Rysowano je w różnych miejscach, aby wyrazić przez skomplikowany, symboliczny rysunek metafizyczną strukturę wszechświata. Giuseppe Tucci w The Theory and Practice of the Mandala (Teoria i praktyka mandali) napisał: „Mandala nie jest już zatem kosmografem, lecz psychokosmografem, schematem dezintegracji prowadzącym od jedności do wolności, a następnie do ponownej integracji, z wielości w jedność, do całkowitej i jasnej absolutnej świadomości”.

Cechą szczególną wadżrajany był kult śakti – boskiego pierwiastka żeńskiego i erotyzmu.

Zebrani wyznawcy tantry, nocą, wśród kości umarłych, tworzyli krąg (jantra, mandala) i po dopełnieniu obrzędu nabożnego oddawali się „pięciu M” (madja – alkohol, mamsa – mięso, matsja – ryba, mudra – symboliczny gest taneczny i majthuna – stosunek seksualny).

 

TYBET I MONGOLIA

W VII wieku n.e. tybetański król Songtsen Gampo – pomimo oporów miejscowej religii bon, będącej mieszanką praktyk szamańskich i animizmu – sprowadził do Tybetu mnichów wadżrajany. Na terenach Tybetu i Mongolii uformował się lamaizm – bliski buddyzmowi w zakresie dogmatów wiary, ale z bardziej rozbudowaną stroną rytualną. Obrzędowość lamajska w Tybecie i Mongolii łączy w sobie formy kultu buddyjskiego, wadżrajany, szamańskiej magii, animizmu oraz starej religii Tybetu bon – po.

Cała tajemnicza i magiczna otoczka teologiczna lamaizmu została sprowadzona do wiary w moc różnych zaklęć, co zrodziło zapotrzebowanie na przeróżne talizmany, amulety, horoskopy, druki ofiarne i ochronne, piktogramy, trigramy, heksagramy i diagramy.

Tłumacz tybetański Button (1289–1364) opracował zbiór świętych tekstów buddyzmu Kandżur
(108 tomów – Tłumaczenie przepisów) i Tandżur
(225 tomów – Tłumaczenie nauki) wydrukowane za pomocą 40 tysięcy dwustronnie rzeźbionych klocków. Dziełem szczególnym stała się Tybetańska księga umarłych bardo, traktująca o wędrówce pośmiertnej dusz.

 

CHINY

Dwadzieścia pięć tysięcy lat temu, w pieczarze Szantingtung, niedaleko Pekinu, mieszkali ludzie. Zwłoki zmarłych malowali czerwienią i zdobili obrabianymi kamykami i muszlami.

Podobnie jak inni ówcześni mieszkańcy Eurazji z okresu górnego paleolitu wierzyli w siłę czerwieni – koloru krwi i życia, w możliwość uzdrowienia i powrotu zmarłego.

Niebo, Ziemia, Słońce, Księżyc, gwiazdy, góry i rzeki, burze i wiatry, a nawet pojedyncze kamienie i drzewa były istotami żywymi i od ich łaskawości zależał los człowieka.

Dysk słoneczny był jednym z pierwszych obiektów sztuki i magii. Panował kult zmarłych i przodków. Najstarszym bóstwem był praprzodek Szang-ti.

Magiczne rytuały ludu wchłonął taoizm – nauka mistrza Lao Tsy – stając się religią narodową Chińczyków. Taoizm głosił indywidualne zbawienie. Celem pierwszym wszystkich szkół i sekt taoizmu było osiągnięcie wolności. Dla jednych – wolności od więzów społecznych i państwowych. Dla drugich – wyzwolenia się z więzów materialnej egzystencji, uzyskania nieśmiertelności i zjednoczenia się z samym tao. Tao nie ulegało przemianom, było doskonałością i pełnią.

Według tao należy rozkoszować się życiem, nie troszcząc się o niedoskonałość bytu.

 

Po prostu poddaj się biegowi rzeczy,

Zdaj się na fale Wielkiej Przemiany,

Ani szczęśliwy, ani przerażony

I gdy nadejdzie czas, by iść,

Wówczas po prostu ruszaj,

Nie czyniąc żadnego zamieszania

Tao Yuanming (365–427 n.e.)

 

Obowiązywała zasada wu wei – nie sprzeciwiać się, „powstrzymywać się od działania”.

Tak jak białe i czarne chmury jednakowo zakrywają niebo, tak dobre i złe uczynki w równej mierze uniemożliwiają samodoskonalenie i przeszkadzają osiągnąć wyzwolenie (Chiny, VIII wiek). Koncepcja dwóch przeciwstawnych sił: elementu męskiego yang i żeńskiego yin tłumaczyła wyznawcom tao zasadę mechanizmów wszystkich zjawisk: bytu i niebytu, negatywnych i pozytywnych sił kosmicznych, ciemności i jasności itp. Lao Tsemu przypisuje się powiedzenie: „Coś i nic stwarzają się wzajemnie”.

Koncepcja dwóch sił, yangyin oraz teoria taoizmu i buddyzmu tantrycznego rodziła magię erotyczną. Męski członek (yang) był „czerwonym ptakiem”, „łbem smoka”. Pochwa (yin) była brzoskwinią, peonią, „złotym lotosem”, „otwartą wazą”.

W czasach dynastii Czou dużą rolę zaczęła odgrywać geomancja feng shui – to jest nauka o tym, gdzie, kiedy, kto, komu i jak powinien wznosić świątynie lub domy.

Mędrcy tao starali się wykraść tajemnicę Niebios i Ziemi – sekret życia i nieśmiertelności. Poszukiwano nieśmiertelnych hsien, bytujących na niedostępnych szczytach, kryjących się za horyzontem Trzech Wysp Błogosławionych.

Szukano drzewa życia, owocującego co trzy tysiące lat, sposobów na lewitację i wniebowstąpienie za życia. Uznawano umiar i ascezę za warunek długowieczności. Kuang Czuang-tsy przeżył tysiąc dwieście lat wolnych od namiętności, uczuć, działań i nauk, stosując ćwiczenia oddechowe i gimnastyczne. Zalecano nie jeść zbóż, pić rosę i wdychać wiatr, żyć własną śliną i powietrzem. Taoizm utrzymywał, że „jeden obraz wart jest tysiąca słów”, i wielką wagę przywiązywał do aktu kaligrafii.

W chwili, w której pędzelek sunie po papierze, widział objawienie sił witalnych. Obok koncepcji tao pojawiła się ogromnie ważna w dziejach Chin koncepcja Konfucjusza (Kung Fu-tsy, 551–479 p.n.e.). W księdze Lun Yu – zbiorze sentencji i dialogów Konfucjusza – powiedziano: „Przekazuję jedynie nauki starożytnych, lecz sam niczego nie tworzę. Wierzę w starożytność i kocham ją”. Cztery księgi kanonu konfucjańskiego zostały spisane siedemdziesiąt lat po jego śmierci. Mistrz chwalił złoty wiek przeszłości i starożytne wzory moralności. Zalecał dążenie do doskonałości poprzez dobre wykonywanie swych obowiązków wobec władcy i rodziny w interesie powszechnym. Sławił kult przodków i ołtarze im wznoszone. Konfucjusz unikał rozważań na temat istoty i funkcji Boga. Dlatego jego nauki nie można traktować jako religii, chociaż stawiano mu posągi i świątynie. Konfucjusz opracował teorię miłości synowskiej (hiao) i szacunku dla starszych (ti). Dopiero w czasach dynastii Tang (618–906) buddyzm zagroził konfucjanizmowi i taoizmowi poprzez rozwój kultu bogini miłosierdzia Kuan Yin.

 

JAPONIA

Mit powstania pierwszej z wysp japońskich opowiada o boskim rodzeństwie, Izanagi i Izanami, które zeszło z Nieba po spuszczonym moście i zanurzyło włócznie w pramorzu. Z końca włóczni, wyciągniętej z topieli, spadła Wyspa Stężałej Kropli. Bóg burzy i wiatru Susanoo, brat Amaterasu, bogini Słońca, zdobył miecz i zabił smoka.

Z mitów o bogini Słońca Amaterasu dowiadujemy się, że to ona wręczyła wielki miecz swemu wnukowi Ninigi – wraz ze świętym zwierciadłem i świętymi klejnotami – gdy na jej rozkaz schodził z Nieba, aby uporządkować sprawy ziemskie. Dlatego też można uważać japoński miecz – katanę – za symbol boski. Świątynia Amaterasu – bogini Słońca, protoplastki rodu cesarskiego, zbudowana została przez księcia Shotoka w roku 607, w oryginalnym archaicznym stylu z japońskiego cyprysu hinoki, nad rzeką Isuzu w Ise. W shinto istnieje bóstwo Kami – duch zasiedlający niebo i ziemię, słońce, burzę, piorun i zwierzę. Dusza zmarłego może też stać się Kami. Kami jest ogromnie wiele – według tradycji „800 razy
10 000”. Posiadanie Kami jest wyłącznym przywilejem Japończyka. W świątyni shinto nie ma ani posągów, ani obrazów bóstw. Królestwem zmarłych rządzi Emmao z pomocą osiemnastu generałów i osiemdziesięciu tysięcy żołnierzy, którzy strzegą ośmiu piekieł ognia i ośmiu piekieł lodu. Sądzone są tylko dusze mężczyzn, los kobiet bóg oddaje w ręce swojej siostry. Teoria shinto, nazwana „drogą bogów”, stała się narodową religią Japonii i do dziś odgrywa dominującą rolę w życiu cesarza, który uważa się za potomka bogini Amaterasu.

Z Chin i Korei zaczęła do Japonii przenikać nowa religia. W roku 551 lub 552 pojawił się buddyzm, ale dopiero około roku 593, kiedy rządy sprawował książę Shotoku, zaczęły powstawać świątynie buddyjskie. Nadal czczono shinto i boskość władców. Jednocześnie wierzono w raj Czystej Ziemi (jodo), gdzie króluje Budda Amida. Wierzono, że powtarzając formułę: „Namu Amida Butsu” (chwała Buddzie Amidzie), można dostać się do raju razem z ostatnią istotą na ziemi, która szczerze wymieni imię Amidy.

Podobnie jak amidyzm, jeszcze jedna nauka – nicheienizm – głoszona przez reformatora buddyzmu Nichirena (1222–1282), znalazła swoich wyznawców. Hasłem nowej doktryny była formuła: „Chwała Sutrze Kwiatu Lotosu Przedziwnego Prawa”. Każda żywa istota, według Nichirena, każda rzecz po okresie przemian, stanie się Buddą.

Trzecią wielką sektą buddyzmu w Japonii, w wieku XII i XIII była sekta zen. Założycielem zen był, według tradycji, indyjski kapłan Bodhidharma, a jej pierwszym krzewicielem w Japonii był mnich Eisai (1141–1215), który zapoznał się z praktykami medytacyjnymi w Chinach.

Eisai spędził dziewięć lat w jaskini, w chińskich górach, kontemplując. Siedział z podkulonymi nogami twarzą do ściany jaskini. Stracił nogi, ale osiągnął satori – mądrość najwyższą, oświecenie.

Przewieziona z Indii do Chin, a stamtąd do Japonii nauka zen osiągnęła na wyspach japońskich najwyższy rozwój w końcu XII wieku. Zasadą zen było: „nie polegać na słowach”. Stan mądrości najwyższej można osiągnąć intuicyjnie, wysiłkiem własnym.

Wyznawcy zen siadali nieruchomo, w milczeniu, starając się „opuścić siebie” i wejść w nicość, wierząc, że osiągnąwszy satori, człowiek uzyskuje nirwanę już w obecnym życiu. Nauki zen sprzyjały dyscyplinie i pogardzie dla śmierci wojowników-samurajów, wpłynęły na rozwój sztuki wizualnej i literatury, na sztukę architektury oraz architekturę ogrodów.

O różnorodnym charakterze ogrodów, dla których inspiracją był zen, mówią nazwy ich stylów: koke-dera – świątynia mchów; tsukiyama – ogrody na wzgórzach; hiraniwa – ogrody płaskie; ishiniwa/karesansui – ogrody skalne; mutei – ogrody nicości; kutei – ogrody pustki.

W kaligrafii zen Japończyk widział sztukę pędzla, tuszu i papieru, które ujawniały postawę i poglądy autora.

Wiem, że w Azji byłem przechodniem, a nie uczestnikiem życia.

Niech mi bogowie i ludzie wybaczą błędy i niewiedzę. Bywałem zbyt pochopny w sądach i zbyt pewny własnego porządku rzeczy. Mam jednak nadzieję, że ten fragmentaryczny tekst osobistych notatek stanie się tłem mojej opowieści fotograficznej.

Chcę podziękować wszystkim, którzy pomogli wydać tę książkę. Pani Marioli Mitros, która przepisywała rękopisy, Pani Mariannie Rant-Tanajewskiej, która była korektorem, Panu Piotrowi Tanajewskiemu, który podjął się trudu tłumaczenia tekstów, Panu Maciejowi Góralskiemu za konsultacje, a Panu Jankowi Czernieckiemu za opracowanie komputerowe.

 

Specjalne podziękowania składam Panu Piotrowi Giermaziakowi, Arturowi Kawie, Januszowi Palikotowi i Annie Strumiłło.

 

Autor tekstu: Andrzej Strumiłło

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here