St. sierżant Brzoza i szeregowy Mrówka „na służbie” (kolejny fragment książki „Złapcie go!” J. Chruślińskiego)

2

Szczerze polecam III fragment książki Jana Chruślińskiego pt. „Złapcie go!”; przeżyjecie Państwo (jak i w poprzednich odcinkach) niebywale humorystyczną zabawę. Tym razem szeregowy Mrówka zderza się ze swoimi przełożonymi w osobach płk Czarnoty, st. sierżanta Brzozy i kaprala Nowaka. Niezwykły, a jednocześnie przezabawny jest w opowiadaniu dialog pomiędzy Brzozą a Mrówką.

(Przypominam szanownym Czytelnikom PD, że opisywane przez Autora wydarzenia są prawdziwe, tylko nazwiska zostały zmienione!).

Ja – odbywając zasadniczą służbę wojskową – zetknąłem się z wieloma podobnymi sytuacjami, które teraz wywołują salwy śmiechu, a zwłaszcza fragment, gdy po kilkuminutowym „bluzganiu” Brzozy, szeregowy Mrówka prosi sierżanta o powtórzenie skierowanych ku niemu wyzwisk. Wypowiedzianych oczywiście w typowym dla wojska „języku”, nasyconego nieprawdopodobnymi wulgaryzmami. Redagując tekst, zostawiłem je oczywiście świadomie, gdyż bez nich nie byłoby urody i całego smaku tego opowiadania. (Z góry przepraszam, jeśli kogokolwiek one urażą, ale stanowią główną „atrakcję” książki pt. „Złapcie go!”)

Tytuł książki wziął się stąd, iż Autor – w czasach swojej służby wojskowej – poprosił o krótki urlop (którego nie dostał), chcąc wziąć zaplanowany już ślub kościelny, a to było w „ludowym” WP absolutnie nie do pomyślenia (zwłaszcza w odniesieniu do oficerów). Wówczas Chruśliński uciekł z koszar na swój własny ślub. Natychmiast dowódca pułku wydał patrolowi krótki rozkaz: „złapcie go”!

Słuchając po raz pierwszy tej opowieści – namówiłem pisarza do napisania książki, jakiej nie ma dotąd w naszej literaturze. Opisane przygody szeregowego Mrówki są wesołe kiedy się je czyta, ale ich bohaterowi na pewno nie było wtedy do śmiechu. Tak działo się w wojsku z pokolenia na pokolenie, z rocznika na rocznik (zresztą nie tylko w wojsku polskim). Podobne sytuacje przeżywali też m.in. słynny wojak Szwejk Has’ka, czy Gefreiter Asch z powieści „08/15 w koszarach” Hansa Hellmuta Kirsta.

Ważne, że Jan Chruśliński zgodził się na opublikowanie „dzisiejszego” fragmentu ze swej nowej (będącej jeszcze w pisaniu) książki, za co serdecznie dziękuję Autorowi, który jest dla mnie wielkim odkryciem literackim (precyzyjny w opisie sytuacyjnym, kompozycji utworu, barwny w „języku”, piszący z pasją i miłością do kraju; ojczyzny zarówno „małej”, jak i „dużej”; z powoływaniem się na fakty historyczne, wydarzenia prawdziwe – przeżyte osobiście. Z wykształcenia mgr historii, członek ZLP – oddziału kieleckiego; emerytowany pułkownik Wojska Polskiego; ur. w Busku).

Prof. Bralczyk powiedział o nim: „puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem”. Pod czym obiema rękami się podpisuję, dodając tylko, że wiedzę własnego życia potrafi opisać z niezwykle realną, a jednocześnie poetycką wyobraźnią literacką.

Autor wydał dotąd m.in.: „Rozstania i powroty” (2009); „Tak było. Wspomnienia oficera wojsk lądowych” (2010); „Życie wpisane w historię” (2012); „Starość zaczęła się wczoraj” (2013 i 2016); „Miłość i wojna” (2015); „Z Chrobrza na wojenną tułaczkę” (2016)

Autor zgodził się też na podanie swego adresu mailowego: [email protected]

-/-

 Jan Chruśliński

Część III (a faktycznie rozdział XIX) książki „Złapcie go!”

St. sierżant Brzoza i szeregowy Mrówka „na służbie

Po wyjeździe z pułku komisji inspekcyjnej, nastąpiło odczuwalne uspokojenie. Pułkownik Czarnota, dowódca pułku, pokrzepiony świadomością dobrej oceny z odbytej inspekcji MON, poprowadził odprawę rzucając krótkie, urywane zdania do pełnego uwagi audytorium złożonego z podwładnych oficerów, z szorstką i beznamiętną twardością. Wiedział, że wygląda imponująco, kiedy tak stoi na podwyższeniu w wyjściowym mundurze i, z krótko podstrzyżonymi przyprószonymi siwizną kędzierzawymi czarnymi włosami. Przekonany, że jego wystąpienie jest wspaniałe, zakończył odprawę natchnioną perorą, która, jak mu podpowiadał instynkt, była mistrzowskim popisem taktu i subtelności.

– Obywatele oficerowie – nawoływał. Mamy dzisiaj radosny dzień, który zawdzięczamy wysokiej ocenie naszego pułku z kontroli inspekcji MON. Po odprawie, bez zwłoki przystępujemy wszyscy solidarnie do doskonalenia naszych osiągnięć, dla dobra naszego kraju i jego obronności. I postarajcie się obywatele oficerowie, żeby wszystkie wasze działania trafiały w dziesiątkę.

Skończyła się inspekcja. Skończyły się pogodne dni. Nastały, siekący deszcz i gęsta przenikliwa mgła. Po ulicach garnizonu, sporadycznie przebiegali ludzie skuleni pod parasolkami, i wychodzili tłumnie, kiedy niebo się przejaśniało. W nocy zawodził wiatr. W parku, karłowate, powykręcane drzewa trzeszczały i pojękiwały, wywołując u Wojtka, zanim się jeszcze w pełni obudził, różnorakie wspomnienia. Wieczorem po capstrzyku, żeby zasnąć, Wojtek liczył kolegów i koleżanki ze szkoły powszechnej. Usiłował przypomnieć sobie i wskrzeszał w pamięci obrazy starych ludzi których znał w dzieciństwie – wszystkie ciotki, wujków, rodziców, dziadków, sąsiadów, a także wszystkich sklepikarzy w swoim rodzinnej miejscowości, otwierających swoje małe sklepiki o świcie i pracujących ciężko do wieczora.

Zdarzało się też – wprawdzie rzadko – że dopadała go niespodziewanie bolesna tęsknota. Starał się odpędzać wspomnienia, bo uważał, że to niemęskie, ale czasem trudno mu było nad tym zapanować i wówczas był szczególnie osowiały, nieobecny, zgaszony.

Złe nastroje nachodziły go zazwyczaj podczas służby dyżurnej w kompanii. Gdy pełnił wartę na zewnątrz, jeszcze jakoś się bronił. Pistolet maszynowy, noc, konieczność wytężenia uwagi – to wszystko sprawiało, że czuł się ważniejszy, może podświadomie oczekiwał, że spotka go jakaś przygoda. Tu zaś na ciepłym korytarzu, przy stoliku, gdzie mógł usiąść, a wokół nic się nie działo, w czasie długich, nocnych godzin samotność i leniwy bezwład szczególnie silnie go opanowywały.

Tak też było i teraz. Zresztą cały dzień był męczący, chciało mu się po prostu spać.

Przez jakiś czas próbował przezwyciężyć znużenie, ale gdy minęła północ, a do zmiany pozostały jeszcze dwie godziny, owładnęła nim narastająca senność. Zanim się spostrzegł, drzemał z głową odchyloną do tyłu, opartą o ścianę.

Wahadłowe drzwi z klatki schodowej skrzypnęły cicho. Zbyt cicho, żeby go obudzić. Na korytarzu ukazała się sylwetka pomocnika oficera dyżurnego pułku w czapce, z paskiem pod brodą. Starszy sierżant Brzoza popatrzył dokoła, dostrzegł śpiącego Wojtka. Wówczas najciszej jak mógł, na palcach zbliżył się do stolika i delikatnie wyciągnął dyżurnemu kompanii spod ręki książkę raportów. Zabrał ją i równie cicho wrócił do drzwi. Dopiero wtedy zaczął zachowywać się głośno.

Starszy sierżant Brzoza, znany był w pułku jako wielki służbista i formalista, zawsze pedantycznie wypełniał rozkazy swoich przełożonych. Tak naprawdę był bardziej bystry, niż wszyscy podoficerowie. Na służbie wzbudzał strach dyżurnych na pododdziałach. Nosił przyciemnione okulary i przez to nie można było sprawdzić, gdzie dokładnie patrzy, a jak się odezwał, to też nie za bardzo było wiadomo, czy mówił konkretnie do kogoś, czy do siebie samego. Jego mundur był zawsze nieskazitelny, a każdy, o kim akurat mówił, miał przydomek „skubany” – bez względu na to, czy mówił o swoim przełożonym, kolegach czy zwykłych szeregowcach. Bał się i szanował dwóch ludzi w pułku, a byli to dowódca pułku i szef sztabu.

Z sierżantem Brzozą nie było żartów, był on zwolennikiem starego systemu wychowawczego. Już pierwsze zetknięcie z nim pozwalało poznać z kim ma się do czynienia. Z gadki skierowanej do żołnierzy na zbiórce, gdyby wyciąć wszystkie słowa, które uważane są powszechnie za obelżywe, nic by z tej wypowiedzi nie pozostało.

Kiedy powtórnie sierżant głośno otworzył drzwi, Wojtek ocknął się momentalnie. Spojrzał i ogarnął go strach. Zerwał się z miejsca, wyszedł naprzeciw sierżanta, stanął na baczność, zasalutował i zaczął meldować:

– Obywatelu sierżancie, szeregowiec…

Starszy sierżant przerwał mu energicznym machnięciem ręki.

– Nie wrzeszczcie! Jest noc, wojsko śpi!

Mrówka umilkł speszony. Nie znał sierżanta i nie wiedział czego się po nim może spodziewać. Nie był też pewny, czy tamten dostrzegł, że on spał.

– No, a teraz dla odmiany nic nie mówicie. Meldujcie, co zaszło na służbie?

– Melduję, że nic ważnego – odparł Wojtek nie podnosząc głosu.

– Nic? – sierżant uniósł brwi. – A może jednak? Skąd możecie wiedzieć?

– Jak to? Przecież jestem tutaj, pełnię służbę, wszystko obserwuję i wiem, że nic szczególnego nie zaszło.

– Co wy mi tu dupę zawracacie, kiedy wszedłem na pododdział, to spaliście jak mops, to skąd możecie wiedzieć, że nic nie zaszło? – Sierżant uśmiechał się ironicznie.

Wojtek nadal stał na baczność i milczał. Nie przychodziła mu na myśl żadna sensowna odpowiedź.

– Nie moja to wina, że tym spaniem, wpadliście w kurewskie szambo. I ostrzegam, że picować to ja się nie dam! Bo już byli kurwa, tacy mądrzy, co myśleli, że to jest możliwe! A ja od razu, kurwa, oświadczam, że picować można, ale nie mnie! Bo ja jestem saper! A wiecie kurwa , kto to jest saper?! To skrzyżowanie kurwy z osłem – odporny na wiedzę i trudny do zajebania.

W tym momencie szeregowiec Mrówka nie opanował się i kichnął siarczyście. Sierżant Brzoza zbliżył się do niego.

A ty, kurwa, barani łbie, co robisz?! To nie wiesz, że jak jest komenda „Baczność”, to nawet jakby ci się muchy na nosie bzykały, to żołnierz, kurwa, nie ma prawa wykonać żadnej czynności? Zrozumiałeś gamoniu?!

– Co robi żołnierz jak stoi na baczność? – odpowiedzcie!

– Melduję, że stoi i się boi, obywatelu sierżancie.

– Co, ty kurwa pleciesz?! Jakie boi się, do groma ciężkiego?!

Po raz pierwszy ktoś go zaskoczył.

– Skąd, kurwa, przyszło ci to do twojej pochlastanej mózgownicy? – A może ty ze mnie jaja sobie robisz? Wtedy mocno byś sobie zaszkodził!

– Obywatel kapral Nowak, u nas na kompanii, tak mówił, obywatelu sierżancie.

– No, to powiedzcie, co ten wasz kapral mówił konkretnie?

– Że po komendzie „Baczność”, jak się kto ruszy, to każdy szwej ma się bać, bo inaczej, to obywatel sierżant mu nogi z dupy powyrywa.

Sierżant, jakiś czas zastanawiał się, po czym uśmiechnął się całą gębą i skinął głową.

– No i dobrze wam kurwa, mówił, bo tylko jakiś popapraniec mógłby myśleć…

I teraz przez kolejne kilkanaście minut, trwał popis krasomówczy starszego sierżanta, pełen wulgaryzmów, i trudno było się doszukać, aby zbyt często się powtarzał.

W czasie trwania całej oracji, Mrówka stał na baczność i wpatrywał się w sierżanta, jak w obraz. Sierżant spostrzegł to i krzyknął.

– A ty, kurwa, co się tak we mnie wpatrujesz, jak szpak w aparat fotograficzny?

Wojtek, zdobył się na odwagę i zameldował:

– Melduję, że obywatel sierżant, to prawdziwy mistrz. – Takiego bluzga to ja w swoim życiu nigdy nie słyszałem. To czysta poezja, obywatelu sierżancie! Czy mógłby obywatel sierżant powtórzyć to jeszcze raz? Tak od siebie?

Po tych słowach, sierżant uśmiechnął się. Wyciągnął w kierunku Wojtka rękę, w której trzymał książkę raportów, położył ją na stoliku.

Powiedział:

– Wiecie Mrówka, widzę kurwa, że będzie z was zajebisty żołnierz. – Spocznijcie!

Sam rozluźnił się, zdjął czapkę, wyjął z kieszeni papierosy. Chwilę się wahał, po czym wyciągnął paczkę w stronę Wojtka.

– No zapalcie sobie – powiedział przyjaźnie. Nie krępujcie się, bierzcie.

Wojtek zaskoczony tą zmianą sięgnął po papierosa, a nawet pozwolił, żeby sierżant Brzoza podał mu ogień. Obaj zaciągnęli się głęboko.

– Nie martw się, chłopie – powiedział sierżant po chwili milczenia. – Sam wiem, jak to jest, kiedy się człowiekowi chce spać po całym dniu w polu.

– Dziękuję – bąknął cicho Wojtek i dodał:

– Obywatel sierżant to niby taki „figofago” – taki groźny, bez kija nie podchodź, a tak naprawdę to fajny gość.

Ty mnie Mrówka, kurwa, nie bajeruj – odpowiedział sierżant i wzruszył ramionami. Ale na drugi raz nie śpij na służbie, bo cię zapakują do aresztu na pięć dni… No, czołem – zdusił niedopałek i zasalutowawszy wyszedł.

Wojtek poczuł się jakoś raźniej. Spojrzał na zegar wiszący na ścianie i z ulgą stwierdził, że do zmiany ma już tylko niewiele ponad godzinę.

Poprzedni artykułLiga Mistrzów: Tottenham czy Borussia?
Następny artykułAlvaro Soler – „Mar De Colores” – morze fantastycznych kolorów…
Karol Czejarek
Dr Karol Czejarek, prof. nadzw. - doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; germanista i niemcoznawca, tłumacz przysięgły i literacki j. niemieckiego. Emerytowany profesor nadzw. Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora; wieloletni pracownik naukowo-dydaktyczny w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego. B. sekretarz Międzywydziałowego Centrum Badań Niemcoznawczych AH w Pułtusku. Przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Autor m.in. monografii o Annie Seghers, książki „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”; także tłumacz 10 jego powieści i redaktor „Dzieł zebranych” opublikowanych przez Wydawnictwo Interart. Autor m.in. „Gramatyki niemieckiej dla ciebie” (wspólnie z J. Słocińską); spolszczenia (wspólnie z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins German Verb”; redaktor i inicjator publikacji (wspólnie z T. G. Pszczółkowskim, A. Warakomską, K. Garczewskim i A. Schmidtem) „Historia pamięcią pisana. Biografie polsko-niemieckie” (cz. I - Pułtusk 2014, cz. II Pułtusk 2017) oraz wydanej w 2011 r. (wspólnie z T. G. Pszczółkowskim) „Polska między Niemcami a Rosją”. Ponadto - autor wielu artykułów i recenzji. Członek Związku Literatów Polskich. Przed r. 1990 m.in. sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury i dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; od roku 1973 w Warszawie na stanowiskach m.in. dyr. Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Wydziału Kultury m. st. Warszawy, departamentów plastyki i książki w Ministerstwie Kultury i Sztuki.

2 KOMENTARZE

  1. Miałem szczęście przeczytać jednym tchem kilka odcinków książki, które zostały opublikowane w Przeglądzie Dziennikarskim. Świetnie się czyta, notuje sobie w pamięci pewne specyficzne zwroty i muszę stwierdzić, że jestem pod wrażeniem tego języka. Wspaniała lektura, i do śmiechu i do płskłaczu, ale również do zadumy. Jako były oficer zawodowy mogę stwierdzić, że jest to książka prawdziwa, mam tu na myśli podejście wielu żołnierzy do obowiązkowej służby wojskowej. Jan Chruśliński w swojej nowej książce po raz kolejny udowadnia, że jego talent do przekształcania prawdziwej historii – osobiście przeżytych, zasłyszanych i krążących od dawna w wojskowych przekazach, potrafi przekształcić w skrzącą się akcje i emocjami powieść i w pełni zasługuje na uznanie. Chcąc być rzetelnym muszę jednak zaznaczyć, ze podczas mojego pobytu w szkole oficerskiej na początku lat 60 – tych, nie było lekko, ale nigdy nie spotkałem się z wulgaryzmami w relacji z przełożonymi. Marek Skolimowski, płk w st. spocz.

  2. Jan Chruśliński
    Panie pułkowniku Skolimowski, po żołniersku dziękuję za pozytywną recenzje mojej książki. Tak jak Pan w swojej notatce napisał, książka jest prawdziwa; opisane zdarzenia i zachowania podoficerów i szeregowych starałem się przekazać rzetelnie, w oparciu o własne przeżycia z pułku piechoty, w którym odbywałem dwuletnią zasadniczą służbę wojskową i w oparciu o obserwacje jako oficer, który w 12 pułku drogowo – eksploatacyjnym przeszedł wszystkie stanowiska dowódcze od dowódcy plutonu do zastępcy dowódcy pułku. Treści zawarte w książce konsultowałem z kilkoma podoficerami i szeregowymi rezerwy, którzy służbę wojskową pełnili w jednostkach liniowych w latach 60, 70 i 80 – tych. Wszyscy potwierdzali prawdziwość zdarzeń i zachowań opisanych w książce.
    Książka nie dotyczy szkolenia podchorążych w szkołach oficerskich. Jestem absolwentem Oficerskiej Szkoły Inżynieryjnej im. J Jasińskiego we Wrocławiu. Dowódcą kompanii podchorążych i dowódcami plutonów byli wyselekcjonowani najlepsi oficerowie, absolwenci naszej szkoły. Dowódcami drużyn byli wyróżniający się podchorążowie, koledzy z plutonu. Podoficerowie (kaprale) i szeregowi służby zasadniczej z pododdziałów obsługi szkoły nie mieli wstępu do kompanii podchorążych.
    Prawdą jest, że w stosunku do podchorążych nie stosowano żadnych zachowań i metod wykraczających poza przepisy regulaminów.
    Jeżeli chodzi o język koszarowy w wojsku, to posługują się nim wszyscy od szeregowego do generała w Wojsku Polskim, jak i we wszystkich armiach świata. Znam to z autopsji. płk w st. spocz. Jan Chruśliński, autor książki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here