Polak potrafi! Czyli o kolarstwie, kolarzach, moim 80-leciu i „małym” bilansie życiowym

0

Dlaczego zaczynam o kolarstwie i kolarzach? Bo nie ma drugiego takiego sportu jak kolarstwo, a ja w młodości intensywnie ten sport uprawiałem. W dodatku na swoje 80-lecie dostałem od Szymona Koprowskiego rysunek przedstawiający mnie jako kolarza. Bardzo się ucieszyłem z tego prezentu!

Aby wygrać WYŚCIG KOLARSKI trzeba wszystkich (dosłownie WSZYSTKICH) startujących w zawodach konkurentów – pozostawić za plecami. Na torze jest nieco inaczej. Tam poza wyścigiem „dystansowym”, decydują czasy, losowanie itd. itp., ale i na torze emocji i przeżyć jest tyle samo, co w wyścigach szosowych, a dla kibiców może nawet lepiej, gdyż obserwują zawody bezpośrednio. Choć teraz telewizja transmituje wszystkie najważniejsze wyścigi w Europie i na świecie, więc mogę je oglądać, nie wychodząc z domu, „jadąc” z kolarzami po… Włoszech, Francji, Hiszpanii, uczestnicząc (zimą) w torowych sześciodniówkach w Berlinie czy w Londynie, a nawet „ścigać” się razem z kolarzami na wiosennych przełajach. Jednak brak nam obecnie większych sukcesów w tym sporcie, a przecież mieliśmy w przeszłości wielu wspaniałych kolarzy!

Przypomnę tylko kilka nazwisk: przede wszystkim Królaka, wielkiego asa, jakim był Wilczewski, niezapomnianego – „małego” (wzrostem, ale niezwykle bojowego „duchem”) Eligiusza Grabowskiego. Była swego czasu cała grupa WSPANIAŁYCH „kozaków”, jak m.in. Chtiej, Kudra, Szozda, Halupczok, Piasecki, Pruski, Fornalczyk, Więckowski, Zieliński, Pancek, Magiera, Bekier, Gazda, Nowicki, Hanusik, Mytnik, Podobas – to na szosie, a na torze brylowali przez wiele lat: Bek, Zając, Józefowicz, Borucz, Grundmann, Mąkowski, Kierzkowski, Wadecki. Odnosiliśmy też sukcesy w wiosennych przełajach, dość przypomnieć Czesława Polewiaka i innych. Wystarczy sięgnąć po książki niezapomnianego Bogdana Tuszyńskiego, by dowiedzieć się o wszystkim naprawdę wiele.

Klasą samą dla siebie pozostaną SZURKOWSKI i SZOZDA! Również trzeci na wyścigu Tour de France ZENON JASKUŁA… No i oczywiście … CZESŁAW LANG, wicemistrz olimpijski z Moskwy, pierwszy polski kolarz zawodowy, ścigający się (jeszcze „w czasach PRL”) na Zachodzie, dziś wspaniały organizator Tour de Pologne.

Niestety – tamte tradycje kontynuuje tylko Michał Kwiatkowski i Rafał Majka. Inni, jak Poliański, Marczyński, Bodnar, czy wcześniej Baranowski, Szmyd – mieli wprawdzie okazjonalne sukcesy, ale nie „podbili świata”, jak np. dziś Roglic, Yates, Valverde, Nibali, Contador, Quintana, Froome, a przed nimi m.in. Bobet, Coppi, Anquetil, Hinault, Pantani i wielu, wielu innych. …Nie mamy sposobu na wyłanianie talentów (KTÓRE PRZECIEŻ NA PEWNO SĄ!), bo stanowczo za mało jest imprez kolarskich w Polsce, a tor kolarski z prawdziwego zdarzenia jest tylko w Pruszkowie!

Brak nam przede wszystkim wyścigów amatorskich „dla każdego” – młodzików, juniorów, młodzieżowców. Warto by wrócić do popularnych ongiś „czwartków kolarskich”, wyścigów ulicznych, pucharów miast czy tzw. torowych „omniów”. Brak też zwykłych wyścigów, które odbywałyby się z tygodnia na tydzień – i to JEDNOCZEŚNIE – w różnych częściach Polski, miastach czy regionach, niezależnie od organizowanych ogólnopolskich wyścigów dla elity.

Warto przywrócić lub powołać nowe, uliczne wyścigi typu „kryterium asów” (były takie m.in. w Szczecinie, Bydgoszczy, Gdyni, Łodzi, Warszawie). Brak także kilkudniowych, etapowych wyścigów, np. Po Ziemi Szczecińskiej, Warmii i Mazurach, dookoła Bieszczad, Wielkopolski itd. itp. Dobrze, że Czesław Lang doprowadził Wyścig Dookoła Polski do perfekcji, ale jest on za krótki, trwa zaledwie tydzień i tak naprawdę nie jedzie „dookoła Polski”, tylko gdzieś po jej obrzeżach. Dobrym przykładem może być obecny memoriał na cześć Stanisława Szozdy w Prudniku, ale z zazdrością patrzę na jakże liczne wyścigi we Francji, Włoszech, Belgii, Holandii. Częściej – niż u nas – ścigają się już nawet w Emiratach, w północnej i południowej Afryce, Kanadzie, nie wspominając o USA czy Australii, Kolumbii, a nawet Wenezueli czy Kazachstanie.

Aby wyłonić talenty (a jeszcze raz powiem, że na pewno one są!), wyścigi muszą odbywać się częściej i to na różnych dystansach, jak również w różnych grupach wiekowych. Zupełnie brak jest wyścigów dla dziewcząt i kobiet! Pod tym względem musi być u nas tak samo, jak JEST gdzie indziej, jeżeli chcemy odnosić znaczące sukcesy.

Aby się o tym przekonać, wystarczy włączyć Eurosport 1 czy 2, które transmitują dziesiątki, jeśli nie setki kolarskich imprez kolarskich.

Jazda na rowerze, to wciąż niezwykle atrakcyjna forma spędzania wolnego czasu, utrzymania kondycji i zdrowia; także uczenie się samodyscypliny, walki, przezwyciężania własnych słabości. Uczenie się taktyki i strategii osiągania postawionych przed sobą celów, w tym i godnego reprezentowania barw narodowych, okręgów, miast, nawet gmin i wsi, z których się pochodzi!

Osobiście nie miałem (może) wielkich sukcesów, ale te które były (m.in. mistrzostwo i wicemistrzostwo Polski w drużynie na 2000 i 4000 metrów na torze; mistrzostwo okręgu szczecińskiego w indywidualnej jeździe na czas na szosie oraz w wyścigu ze startu wspólnego, także na 1 km – (m.in. wygrana z Zającem) – i wygranie wielu innych, szczecińskich wyścigów ulicznych, szosowych i torowych. Pozostawiły pozytywny ślad w mojej psychice; pomogły mi w późniejszych perypetiach życiowych, a przede wszystkim – sądzę – upoważniają do tego, aby na ten temat zabrać głos. (Zresztą czyniłem to już w dwukrotnie we wcześniejszych artykułach na łamach PD).

Pretekstem do napisania tego artykułu (o czym już wspomniałem na samym początku), była również chęć pochwalenia się przed PT Czytelnikami „Przeglądu Dziennikarskiego” rysunkiem mojej podobizny (oczywiście z lat młodości i … z wygranego wyścigu), który otrzymałem pocztą od znanego wrocławskiego artysty plastyka (i świetnego pisarza!) – Szymona Koprowskiego, z okazji moich 80. urodzin, (choć z p. Szymonem nigdy jeszcze dotąd osobiście nie spotkaliśmy się).

Zatem korzystając z okazji swego „jubileuszu”, jako b. kolarz, zwracam się do władz wszelkich stopni (rządowych i samorządowych), w miastach, powiatach i gminach, z apelem o większą troskę i rozwój tego wspaniałego sportu!

Do stworzenia przynajmniej jednej POLSKIEJ drużyny zawodowej (składającej się wyłącznie z polskich zawodników) na Tour de France, Giro i Vueltę i inne wyścigi „światowe” (jak to ma miejsce na igrzyskach olimpijskich czy mistrzostwach świata).

KOLARSTWO – potrzebuje zdecydowanie większej liczby prywatnych SPONSORÓW. Jak również tańszych rowerów (dostępnych cenowo dla średnio zarabiających); potrzeba więcej nauczycieli i instruktorów, wykształconych trenerów, ale też powołania szkół kolarskich, jakie istnieją np. w piłce nożnej, boksie, pływaniu i innych dyscyplinach.

Potrzebne jest większe zainteresowanie ze strony szkół, nauczycieli wf i – jak kiedyś – zakładów pracy, (dziś branż, korporacji i spółek) itd. itp. Bo to sport niezwykle piękny, kształtujący w sposób szczególny charaktery, zmuszający do długoplanowej pracy (treningu). Uczy zasad fair play i godnego reprezentowania Polski (ale też regionu, z którego się pochodzi); sport wymagający przede wszystkim współpracy z innymi! (To nie kto inny, jak polscy znakomici trenerzy: Łasak i Trochanowski wymyślili przed laty tzw. „POCIĄGI”, które pozwalają na wygrywanie wyścigów, etapów, na zdobywanie medali – jeśli potrafi się jechać na tego „JEDNEGO”, który w danym momencie jest NAJLEPSZY . „Poświęcić się” tylko jemu!

Moim trenerem na szosie w latach pięćdziesiątych był Tadeusz Drążkowski – szosowy mistrz Polski z roku 1953 (wtedy nazywało się to – „Spartakiadami”), a na torze, w latach 60. – Tadeusz Bestry. Wiele zawdzięczam klubowi Arkonii Szczecin, który wyposażał mnie (gdy już miałem „jako takie” wyniki) w sprzęt; zakupił rowery (najpierw był to „wyścigowy” składak, potem wyścigowy „Huragan”, zaś w ostatnich latach mojej kariery, która trwała ponad 10 lat (jeśli to można nazwać „karierą”) – jeździłem na francuskim Helyett-cie na szosie, i na włoskim Frejus-ie – na torze). Te ROWERY SAME JEŹDZIŁY, takie to były – w tamtych latach – CACKA!

Z rozrzewnieniem wspominam tamte czasy, lubię opowiadać o nich i przekonywać dziś INNYCH do uprawiania tego pięknego sportu. (Tak też było na moich 80. urodzinach).

Telefonom i życzeniom z tej okazji nie było końca. Nie tylko od b. kolegów „kolarzy”, ale także artystów, pisarzy, ludzi nauki, kultury i sztuki. (Bo to profesje, którym „po kolarstwie” poświęciłem swoje zawodowe życie). Oczywiście, wspaniałe życzenia przyjąłem też od najbliższej rodziny – żony, dzieci, WNUCZĄT.

Na uroczystość „w domu” przyszli NIESPODZIEWANIE, m.in. Andrzej Fogtt, Tunia Gajewska, Tadeusz Gadzina; dzwonili też byli studenci, przełożeni, współpracownicy, wydawcy, dziennikarze.

Na mój jubileusz składał się skromny, bezalkoholowy obiad dla rodziny, w pobliskiej restauracji (Merlini), a potem w domu „przy słodyczach i winie”, już w szerszym gronie – przyjmowałem życzenia. Były „występy artystyczne” (nie tylko wnuków), prowadziliśmy długie rozmowy, wspominając minione lata. Sumując je, żałuję tylko jednego, że tak szybko minęły!

Ale w sumie PRZEŻYŁEM WSPANIAŁY DZIEŃ! Dziękuję WSZYSTKIM, którzy złożyli mi w tym szczególnym dniu życzenia, a w szczególności DZIĘKUJĘ żonie, dzieciom, wnuczętom, szwagrowi, siostrom i bratu mojej żony.

 Przepiękne życzenia otrzymałem od b. kolarza, przyjaciela, a dziś lansowanego przeze mnie (także wielokrotnie na łamach PD) znakomitego pisarza – Jana Chruślińskiego i jego rodziny. W przekazanym mi adresie (pięknie oprawionym i wydrukowanym na czerpanym papierze) wspólnie z żoną Izą napisali, m.in…

„…Daj sobie czasem na wytchnienie! Odetchnij trochę i wyhamuj… kapitał zdrowia Ty zatamuj, by Ci na dłużej go ostało!…, gdyż …LITERATURA – iż Nie Święta, by nadal dla Cię płodną być… Musi być także wypoczęta!!!…”

Bardzo wzruszyły mnie słowa pamięci od Bogdana Gustowskiego, którego nie widziałem od czasu wyjazdu ze Szczecina w 1973r. Pozostaje w mojej pamięci, jako bibliofil i niezapomniany artysta „okien księgarskich”. Bez Niego nie byłoby chyba moich „sukcesów” w księgarni „Klubowa” (którą kierowałem w latach 60. ub. wieku), jak i Szczecińskiego Klubu Bibliofilów! (Założonego przez śp. mec. Romana Łyczywka i sędziego Zenona Zaniewickiego)!

(Od naczelnego redaktora – Pawła Rogalińskiego i Redakcji, oczywiście też otrzymałem stosowne gratulacje. Bardzo dziękuję).

WSZYSTKIM dziękuję za moje minione 80 lat. Podsumowuję je krótko dla PT Czytelników.

Dzieciństwo moje (nie bardzo szczęśliwe) spędziłem w Berlinie, gdzie się urodziłem; potem był powrót z rodzicami i młodszą ode mnie siostrą do Polski. Następnie – sport, przerwany studiami; równolegle praca zawodowa od 16 roku życia! Zacząłem od praktykanta księgarskiego, a wcześniej gońca w bibliotece Punktu Konsultacyjnego UAM (Uniwersytetu Adama Mickiewicza).

W Warszawie, po przykrych dla mnie przeżyciach (które kiedyś na pewno opiszę) mieszkam z rodziną od 1973r. Najpierw była w praca w Centralnej Składnicy Księgarskiej (której byłem wicedyrektorem), potem dyrektorowanie COMUK (Centralnemu Ośrodkowi Metodyki Upowszechnienia Kultury), następnie awans do Ministerstwa Kultury i Sztuki na dyrektora Departamentu Plastyki, kierowanie Wydziałem Kultury i Sztuki w Urzędzie m. st. Warszawy i powrót do MKiS na stanowisko dyrektora Departamentu Książki (za kadencji min. Aleksandra Krawczuka).

Po roku 1990 wróciłem do swojego wyuczonego zawodu: germanisty w kilku warszawskich szkołach średnich (m.in. w Liceum św. Augustyna i Goethego oraz Stefana Kisielewskiego) oraz wykładowcy na Uniwersytecie Warszawskim, w Nauczycielskim Kolegium Języka Niemieckiego i w Instytucie Lingwistyki Stosowanej UW oraz w Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.

W międzyczasie było też wiele tłumaczeń literackich i przysięgłych; ponad 1000 wypromowanych „magistrów” pod moim kierunkiem; powstały książki m.in. o Annie Seghers i Hansie Hellmucie Kirście (Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach tego pisarza). Dumny też jestem z redakcji (wraz m.in. z prof. Tomaszem Pszczółkowskim i dr hab. Anną Warakomską) 2 części biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana” (wydanych przez Wydawnictwo Akademii Humanistycznej w Pułtusku).

Pozostaje też wiele artykułów, recenzji (nie tylko w Przeglądzie Dziennikarskim), ale wcześniej także m.in. Głosie Szczecińskim, Życiu Literackim, Głosie Pracy, Nowych Książkach, Literaturze, Księgarzu, Studiach Niemcoznawczych, czy piśmie Uniwersytetu Wrocławskiego „Polska-Niemcy”.

Pozostaje dorobek w zakresie tzw. problematyki niemieckiej, która przez te minione lata zawsze mi była szczególnie bliska! (Ale i przeszkodą, bo „niemieckie” kontakty rodzinne – moja matka była Niemką, a Ojciec Polakiem – niejednokrotnie utrudniły mi życie, awanse zawodowe, nawet w otrzymaniu paszportu na zawody sportowe na wyjazd do NRD! ALE BYŁO, MINĘŁO).

Gdybym miał powtórzyć swoje życie, na pewno poszedłbym tą samą drogą!

I też jeszcze raz wziął się za tłumaczenie 9 powieści i redagowanie „Dzieł zebranych” (ponad 35 woluminów) Hansa Hellmuta Kirsta. Bo nikt tak, jak on nie „rozebrał do naga” Niemców; ukazał mechanizm nazizmu i zbrodni dokonanych przez III Rzeszę; pokazał, jak udało się nazistom otumanić naród – doprowadzając go do totalnej klęski!

Warto w tym celu sięgnąć po przynajmniej 4 jego powieści: „Noc długich noży”, „Noc generałów”, „08/15 w partii” i „Rok 1945 – koniec” (wydany w Polsce w dwu częściach: „Ratuj się kto może” i „Chaos upadku”).

Na szczęście dzisiejsze Niemcy, to już zupełnie INNE NIEMCY”!

Stąd cieszyłem się, że wśród życzeń, które otrzymałem z okazji 80-lecia, a które są mi bliskie, otrzymałem też z Niemiec, m.in. od Axela Schmidt- Goedelitz, przewodniczącego Stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” i wielu innych przyjaciół z Berlina, Drezna, Lipska, Getyngi, Monachium, Straubinga i Paderbornu. Niektórzy z nich chcieli nawet przyjechać na moją uroczystość urodzinową, ale nie pomieściłbym ich wszystkich w domu.

Niniejszy artykuł zakończę refleksją:

– bardzo dużo dało KOLARSTWO, dzięki któremu nabyłem umiejętność przeżywania radości i porażek ze spokojem i przeświadczeniem, że POLSKA warta była (i jest) każdego poświęcenia!

(Stąd raz jeszcze dziękuję p. Szymonowi Koprowskiemu za rysunek „kolarza”, który sprawił mi naprawdę wiele radości, tym większej, że wielu artystów o to prosiłem, ale na ogół odpowiadali, że „to trudna sprawa”. A PANU – panie Szymonie – się udało!)

Dziękuję WSZYSTKIM, którzy pamiętali o mnie w tym szczególnym dla mnie Dniu!

Czego sobie życzę z tej okazji?

– ŻYCZĘ POLSCE, wybranej przeze mnie (za przykładem mojego śp. Ojca) Ojczyzny :

– WSZELKIEGO, DALSZEGO ROZWOJU!

Przede wszystkim w Sporcie, Kulturze i Nauce, (tj. w dziedzinach, w których całe dorosłe życie przepracowałem). Dziedziny te potrzebują więcej finansowego wsparcia ze środków publicznych, a przed wszystkim apolityczności, gdyż powinny być PONAD WSZELKIMI PARTYJNYMI PODZIAŁAMI,

bo mają służyć każdemu obywatelowi, bez względu na jego poglądy, wyznanie, płeć, wiek i pochodzenie społeczne.

Życzę Polsce i Niemcom współpracy, która jest możliwa na przykładzie mojej rodziny, aby

już NIGDY nie było między naszymi państwami wojny.

Życzę rządzącym Polską, aby również poukładali naszą współpracę z Rosją i z wszystkimi narodami na świecie.

Życzę Polsce stałego pogłębiania naszego uczestnictwa w Unii Europejskiej!

I tego, aby używała dla wychowania kolejnych pokoleń JEDNEJ HISTORII.

(To, co było i tak już się nie zmieni, a jeśli w przeszłości było coś ZŁEGO – zmieniajmy ją po prostu na lepsze).

Życzę wszystkim ludziom w Polsce i na świecie pokoju oraz bezpiecznego życia

w demokracji i w duchu wzajemnego poszanowania i zrozumienia.

No i chciałbym oczywiście, aby Polak wygrał kiedyś Tour de France, Giro Italia i Vueltę!

A WSZYSTKO JEST MOŻLIWE, JEŚLI SIĘ TYLKO CHCE – gdyż POLAK POTRAFI!

(Dziękuję żonie, za WSPANIAŁE redagowanie WSZYSTKICH moich tekstów! Nadania im poprawności polonistycznej i stylistycznej).

Poprzedni artykułZanieczyszczenie środowiska
Następny artykułDziady, Zaduszki, Halloween
Karol Czejarek
Dr Karol Czejarek, prof. nadzw. - doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; germanista i niemcoznawca, tłumacz przysięgły i literacki j. niemieckiego. Emerytowany profesor nadzw. Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora; wieloletni pracownik naukowo-dydaktyczny w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego. B. sekretarz Międzywydziałowego Centrum Badań Niemcoznawczych AH w Pułtusku. Przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Autor m.in. monografii o Annie Seghers, książki „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”; także tłumacz 10 jego powieści i redaktor „Dzieł zebranych” opublikowanych przez Wydawnictwo Interart. Autor m.in. „Gramatyki niemieckiej dla ciebie” (wspólnie z J. Słocińską); spolszczenia (wspólnie z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins German Verb”; redaktor i inicjator publikacji (wspólnie z T. G. Pszczółkowskim, A. Warakomską, K. Garczewskim i A. Schmidtem) „Historia pamięcią pisana. Biografie polsko-niemieckie” (cz. I - Pułtusk 2014, cz. II Pułtusk 2017) oraz wydanej w 2011 r. (wspólnie z T. G. Pszczółkowskim) „Polska między Niemcami a Rosją”. Ponadto - autor wielu artykułów i recenzji. Członek Związku Literatów Polskich. Przed r. 1990 m.in. sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury i dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; od roku 1973 w Warszawie na stanowiskach m.in. dyr. Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Wydziału Kultury m. st. Warszawy, departamentów plastyki i książki w Ministerstwie Kultury i Sztuki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here