Dziady, Zaduszki, Halloween

0

Wszystkie trzy tytułowe określenia związane są ze zwyczajem czczenia zmarłych, ale do tego celu służyły i służą im różne rytuały.

Dziady

Takim mianem określa się ludowe obrzędy Słowian i Bałtów, celebrowane w okresie przedchrześcijańskim. Odbywały się one dwa razy do roku: wiosną, w pierwszych dniach maja i jesienią, w noc z 31 października na 1 listopada. Obrzędy jesienne zwane były Nocą Zaduszkową i stanowiły niejako przygotowanie do właściwego święta zmarłych, obchodzonego w następnym dniu. Chodziło w nich głównie o nawiązanie kontaktu z duszami osób bliskich, ugoszczenie ich ulubionym jadłem i pozyskanie sobie ich przychylności, ale i o wspomożenie modłami osiągnięcia przez nie wiecznego spokoju. W tym celu dawano też żebrakom hojniejsze niż zwykle jałmużny, aby życzliwie wspominali zmarłych i odmawiali pacierze w ich intencji. Uznając, że w tę noc dusze wędrują po świecie – ogniskami palonymi na rozstajach – oświetlano im drogę do dawnych domostw, by łatwiej mogły znaleźć się wśród swoich bliskich. Aby nie natrafiły na jakieś przeszkody, zabronione było wylewanie brudnej wody przez okno, by nie oblać jakiejś zbłąkanej duszy. Nie palono też w tym czasie w piecach, gdyż według wierzeń właśnie tą drogą dusze często przybywały do domu. A jednocześnie rozpalano ogień na grobach samobójców oraz ludzi uznawanych za złych i tych, którzy zmarli nagłą śmiercią, by nie pozwolić ich duszom wyjść na świat w postaci nieprzyjaznych ludziom upiorów.

Co najmniej jeden z członków każdej z rodzin miejscowej społeczności brał udział w ogólnym celebrowaniu obrządków ku czci zmarłych. Odbywały się one w miejscach kultowych dla pogan: w kaplicach, na wzgórzach, leśnych polanach lub w pobliżu miejsc pochówku. Temu obrządkowi przewodził Guślarz, który wzywał z czyśćca dusze zmarłych, by ujawniły, w jaki sposób żywi mogą im pomóc w osiągnięciu wiecznego zbawienia.

Rozprzestrzenianie się wiary chrześcijańskiej w Europie niosło ze sobą kościelne zakazy odbywania pogańskich obrządków i systematyczne zastępowanie ich innymi obyczajami. Jednak w szczątkowej formie pogańskie tradycje kultywowane są do dziś pod nazwą Święta Przodków. Ma to zwłaszcza miejsce wśród wyznawców prawosławia, a więc na terenach wschodniej Polski, Ukrainy, Białorusi i Rosji, gdzie jednym z zachowanych rytuałów jest przynoszenie na groby zmarłych jadła w specjalnych naczyniach zwanych dwójniakami.

Do tradycji związanych z pradawnym zwyczajem wiosennego święta zmarłych, zaliczane są też tzw. Rękawki, odbywające się każdego roku w Krakowie.

Zaduszki

Obchody Dnia Zadusznego jako święta chrześcijańskiego wprowadził w roku 993 opat Odilon z Cluny we francuskiej Burgundii. Miało ono zastąpić pogańskie uroczystości czczące zmarłych, celebrowane wówczas w całej Europie. O. Odilon zmienił również termin tych obchodów z nocy wigilijnej przed dniem Wszystkich Świętych na pierwszy dzień po tym święcie, tj. na 2 listopada. Jednocześnie – zamiast zgromadzeń obrządkowych w różnych miejscach kultowych – wprowadził zwyczaj odwiedzania przez katolików grobów zmarłych i modlenia się tam w ich intencji. Zmieniona została też tradycja palenia ognisk, a w to miejsce wprowadzono zwyczaj zapalania świec i zniczy bezpośrednio na grobach, by w chłodny, listopadowy dzień ogrzać dusze, unoszące się nad tymi grobami i rozjaśnić im nocne ciemności. Zamiast przynoszenia na groby jadła, zaczęto składać na nich kwiaty, wieńce z zielonych gałęzi lub ozdób, jako symbole pamięci o bliskich zmarłych i szacunku dla nich. Ale przez długi okres zachowano jeszcze w wielu miejscach zwyczaj oczekiwania przybycia dusz także do ich rodzinnych domów. To łączyło się z rygorem odpowiedniego zachowania się domowników, aby te dusze nie poczuły się znieważone. Nie wolno więc było w tym dniu wykonywać takich czynności jak maglowanie, przędzenie, udeptywanie kapusty, robienie masła, cięcie sieczki i wspomniane wylewanie brudnej wody, a nawet spluwanie.

W ciągu trzech wieków nowe zwyczaje rozpowszechniły się wśród niemal wszystkich wyznawców wiary katolickiej w Europie. W XIV wieku poszerzono je o urządzanie procesji na cmentarzach. Obejmowały one pięć stacji, przy których śpiewano pieśni żałobne i modlono się za dusze wszystkich wiernych.

Do Polski katolicka tradycja obchodzenia Dnia Zadusznego, zwanego tu Zaduszkami, dotarła już w wieku XII, ale jej rozpowszechnianie w całym kraju zakończyło się dopiero w wieku XV. Dziś za najważniejszy dzień czczenia zmarłych w Polsce uznaje się dzień Wszystkich Świętych, stanowiący oficjalne święto kościelne, przy czym dzień ten jest wolny od pracy. Natomiast Zaduszki obchodzone są tylko w formie czysto zwyczajowej. Symptomatyczne dla tradycji dwudniowego czczenia zmarłych w Polsce jest to, że na odwiedzenie ich grobów zjeżdżają się krewni z najbardziej nawet odległych zakątków kraju, co przybiera formę święta rodzinnego. 

Nawiasem mówiąc, charakterystyczne jest także i to, że spotkania te zamieniły dawną tradycję fetowania dusz skromnym jadłem, na fetowanie żywych osób spotykających się w tym dniu jadłem bardzo obfitym i mocno zakrapianym wysokoprocentowymi napojami. Efekt tego jest taki, że powroty przyjezdnych z grobów bliskich do odległych miejsc stałego zamieszkania, obfitują w zwiększoną ilość wypadków drogowych, a więc i większą ilość osób, które w następnym roku trzeba odwiedzać na cmentarzach.

Halloween

To zwyczaj współcześnie całkowicie odmienny od żałobnych w nastroju Dziadów i Zaduszek. Trwa już ponad dwa tysiące lat, a wywodzi się z celtyckiego obrządku Samhain, celebrowanego w Irlandii. Dzień 31 października łączono z odejściem lata i witaniem zimy, ale również ze wspomnieniami o zmarłych. W tym dniu, podobnie jak w zwyczajach innych krajów, również palono ogniska, ale uprawiano też bardziej skomplikowane obrzędy, które miały uwalniać ludzkie dusze z ciał nieprzyjaznych im zwierząt: czarnych kotów i psów oraz nietoperzy. Charakterystyczne dla irlandzkich tradycji jest również zapalanie światełek w wydrążonych dyniach, imitujących ludzkie czaszki, z wiarą, że migające w nich ogniki są duszami zmarłych. Ale już wtedy przebierano się w kolorowe kostiumy i po życzliwym przyjęciu błądzących dusz, odprowadzano je w wesołym korowodzie do granic miasta czy osady.

Te zwyczaje irlandzcy emigranci przenieśli w XIX wieku do Ameryki, a w wieku XX przyjęły się one także w wielu krajach europejskich. Tu jednak przebieranie się w wymyślne stroje i organizowanie korowodów przyjęło charakter bardziej rozrywkowy. Dziś Halloween jako huczna celebracja wspomnień o zmarłych, obchodzony jest w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie oraz Anglii, Szkocji i oczywiście w Irlandii.

Już kilka dni przed 31 października przed domami i w oknach ustawiane są wydrążone i podświetlane od wewnątrz dynie oraz różnego rodzaju pozaziemskie zjawy. Sam dzień halloweenowych obchodów rozpoczyna się maskaradą dzieci, które przebrane za różnego rodzaju szkaradne postacie, udają się do szkół, wierząc, że nierozpoznawalne napędzą strachu swoim kolegom, a nawet nauczycielom. Potem rozbiegają się po domach swoich sąsiadów z otwartymi torbami, gotowymi do przyjęcia podarunków w postaci słodyczy. Po południu do harców dziecięcych duszyczek dołączają, wylegające na place i ulice różnego rodzaju dorosłe demony, potępieńcy z piekła rodem, służalcy szatana, upadłe anioły i wszystko inne, co może wymyślić ludzka fantazja. I oto masa obywateli w normalnych strojach i z życzliwym uśmiechem na ustach miesza się z ciżbą ponurych postaci z innego świata. Pozorna groza bijąca z tych pozaziemskich dziwadeł, potęguje się razem z zapadającym zmrokiem, w którym tysiące ogników ze świec, pochodni i latarek podkreślają niesamowitość postaci ciągnących w długim pochodzie szerokością całej ulicy: różnych trupideł, pokrwawionych monarchów i owrzodzonych żebraków, groźnych morderców i skazańców dyndających na szubienicach, wampirów i pokutników, zmaltretowanych dziewic i poobijanych rycerzy, smoków i pająków, dzikich zwierząt i karakanów… Tego wieczoru i ci groźnie paradujący, i ci stojący na chodnikach roześmiani widzowie, kpią sobie ze śmierci i doznają oczyszczenia z własnych lęków przed tym, co jest nieuniknione. I niektórym z tych widzów nasuwa się być może myśl: „Jakie te duchy są szczęśliwe, że męki doczesnego życia mają już poza sobą!”

Dodajmy, że obchody Halloween – szczególnie w Ameryce – to nie tylko okazja do tak swoistego uczczenia zmarłych, ale również ogromny biznes, który dostarcza na rynek dziesiątki milionów wymyślnych strojów i rekwizytów, przystających do tak pojętej uroczystości. Z kolei łatwość ich zdobycia, powoduje masowe uczestnictwo wszystkich pokoleń – od dzieci po dziadków i babcie – w halloweenowych harcach z duchami, co niekoniecznie wypływa z prawdziwie duchowych potrzeb Amerykanów, a raczej z chęci udziału w tej wyjątkowej w swoim rodzaju rozrywce.

I trzeba jeszcze dodać, że współczesny Halloween nie kończy się ulicznymi paradami. Tłumy biorące w nich udział rozpływają się potem po nocnych klubach, barach, artystycznych pracowniach i prywatnych mieszkaniach, aby dalej, przy wcale nie żałobnej muzyce i raczej rozweselających napojach oraz pełnych wigoru figlach cielesnych, trwać w halloweenowej ekstazie aż do białego rana.

Do Polski tradycje halloweenowe dotarły ponad 10 lat temu. Jednak wobec pogańskiej ich genezy, trafiają na krytykę Kościoła katolickiego. Mimo to, w dniu 31 października organizowane są dla dorosłych coraz liczniejsze, na ogół zamknięte imprezy, głównie w klubach i ośrodkach kultury, choć i na ulicach coraz częściej pojawiają się halloweenowe postacie. A nie brak i szkół, które organizują z tej okazji atrakcje dla swoich wychowanków, niejako oswajając ich z powszechnie głoszoną grozą wiejącą od duchów. Dzieci chętnie oddają się zabawom w pozaziemskich przebierańców, a już szczególnie masowo uczestniczą potem w akcji zbierania łakoci dla osłody wcześniej doznanych „groźnych” przeżyć.

Autor: Andrzej Marian Trzos, „Magazyn Polonia”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here