O mniej znanej powieści H.H. Kirsta: „Mane, tekel’39 – wojna z Polską”

0

W rocznicę WRZEŚNIA 1939! O mniej znanej powieści H.H. Kirsta: „Mane, tekel’39 – WOJNA Z POLSKĄ”

Hans Hellmut KIRST napisał wiele powieści. Jego „Dzieła zebrane” (ponad 30 tomów!) wydało w latach 1999-2005 pod moją redakcją (a w kilku przypadkach w moim tłumaczeniu) Wydawnictwo „INTERART”. Wśród tych „dzieł” ukazała się też książka zatytułowana „Wojna z Polską” („Mane, tekel’39”).

Jest to „opowieść” o kampanii przeciwko Polsce we wrześniu 1939 roku, w której autor brał udział jako żołnierz Wehrmachtu.

Na rynku księgarskim pewnie tej książki już nie ma (choć ukazała się również w wydawnictwach: „Bellona” i „Erica”), ale na pewno znajduje się w bibliotekach, gdzie można ją wypożyczyć i przeczytać. A warto, gdyż Kirst przytacza prawdziwe odczucia żołnierzy Wehrmachtu na temat wydarzeń, które dały początek drugiej wojnie światowej, przynosząc Polsce straszliwą gehennę okupacyjną i po raz kolejny w historii – utratę niepodległości. (Przy okazji postuluję do wydawców, aby wznowili tę „opowieść”, jak i inne znaczące powieści tego autora, np.: „Noc długich noży”, „Noc generałów”, czy „Rok 1945 – Koniec”, z uwagi na ich antywojenny i antynazistowski charakter, a które czyta się – jak najlepsze „kryminały”, choć są straszne w swej realnej wymowie. Nikt bowiem tak nie obnażył Niemców, jak to zrobił Kirst). Ale wracając do „Wojny z Polską”…

Powodem napaści hitlerowskich Niemiec na Polskę w 1939 roku było – jak pisze we wstępie do swej książki Kirst

-„Rozszerzenie przestrzeni życiowej na Wschodzie,

zagwarantowanie wyżywienia Niemcom

oraz rozwiązanie problemu Morza Bałtyckiego”.

A rzeczywistym celem tej polityki było (jakże trafnie sformułowane przez autora) –

„Unicestwienie Polski”,

„pozbawienie jej życiowych sił i

… całkowite zlikwidowanie odwiecznego wroga”.

Wszystko odbyło się zgodnie z rozkazem Hitlera (cytowanym przez Kirsta), który nakazał dowództwu wojennego Wehrmachtu:

– „… walkę z wrogiem z całą bezwzględnością i zdecydowaniem”! Gdyż i tak – jak czytamy w tym rozkazie – „nie prawo, ale zwycięstwo będzie po stronie Niemców” !

W oparciu o ten rozkaz Generalny Gubernator wyznaczony na Polskę Hans Frank (co również cytuję za Kirstem) m.in. nakazuje:

„Bezwzględne jego wykorzystanie. To znaczy uczynienie z Polski gospodarczej, socjalnej, kulturalnej i politycznej RUINY i

przekształcenie jej w żywą kupę gruzów”…

Opowieść Kirsta zaczyna się więc od przypomnienia istotnych – PRAWDZIWYCH (powtórzę) intencji władców III Rzeszy napaści na Polskę.

Pragnę tym artykułem przypomnieć PRAWDĘ O TAMTYCH TRAGICZNYCH DLA POLSKI DNIACH, by tym bardziej podkreślić znaczenie obecnego polsko-niemieckiego paktu „O dobrosąsiedzkiej współpracy” (którego efekty są bardzo pozytywne), ale niezależnie od nich, trzeba nieustannie przypominać Niemcom te fakty, aby to, co było w latach 1939-1945 POMIĘDZY POLSKĄ A NIEMCAMI, już nigdy, naprawdę N I G D Y – się nie powtórzyło!

„Mane, tekiel,39” dokumentuje „literacko” tamte prawdziwe zdarzenia. Opisuje kampanię Wrześniową Niemców, trwającą niewiele ponad trzy tygodnie, które rozciągnęły się jednak na blisko sześć krwawych, apokaliptycznych lat.

Kirst ukazuje prawdę, po co Niemcom potrzebna była Polska, ukazuje też sposób, w jaki budowano morale żołnierzy, aby walczyli z „ odwiecznym wrogiem” (jak określano Polaków) „ z całą bezwzględnością”! Wiele prawd przytoczonych przez Kirsta, zostało opartych na – spotykanych do dziś w Niemczech – STEREOTYPACH o Polakach i Polsce.

A oto fragmenty, jak Kirst ilustruje wydarzenia, które rozpoczęli Niemcy 1 września 1939 r. „na lądzie, morzu i z powietrza, o godzinie 4.45”.

(Cytaty z rozdziału: „Dni, niecierpliwie oczekujących na wielkie bitwy”. Miejsce akcji: południowo-wschodnie Prusy).

 …Heil, panie starszy wachmistrzu!

Przydzielony świeżo do jednostki podoficer sanitarny Guske, zbliżył się z przyjaznym uśmiechem i udawał obcą w wojsku naiwność, co mu zwykle wychodziło. Po krótkiej przerwie spowodowanej oczekiwaniem, szorstko potraktowany, powiedział:

 – Nie chcę w żadnym wypadku przeszkadzać. – I jednym tchem dodał, jak gdyby chciał jak najszybciej wyrzucić z siebie to, co go sprowadziło: – Chciałbym się tylko dowiedzieć, kto tu jest odpowiedzialny za trumny – gdyby nam się zdarzyły trupy?

 – Przede wszystkim Guske, usłyszał w odpowiedzi, …Mnie nikt nie jest w stanie w niczym przeszkodzić!

Starszy wachmistrz Morgenrot, przez całe dotychczasowe życie wyłącznie na państwowym wikcie, średnio otyły, dysponował, jeśli chciał, określoną suwerenną pobłażliwością, którą chętnie demonstrował, więc po chwili jeszcze dodał:

 … – Mówiąc wprost: Nigdy nie wolno mi przeszkadzać! Skapowano, Guske? – Co miało oznaczać: jestem zawsze na służbie, tak w dzień, jak i w nocy; tak jak zresztą powinno być – szczególnie teraz, w tych wielkich czasach!…

W tym momencie Morgenrot akurat zajęty był przelewaniem brantweinu z pękatego galonu do manierek – z prostego taktycznego powodu (stwierdza Kirst) – … manierki dawały się bezproblemowo przewozić. I coś takiego również należało do jego obowiązków w ramach przygotowań wojennych…

 … A więc Guske, po chwili powiedział Morgenrot, nastaw teraz swoje uszy jak wiewiórka! I posłuchaj dobrze, co ci mam do powiedzenia. Bo ja niechętnie powtarzam coś dwa razy. … Mówię zawsze raz a porządnie to, co mam do powiedzenia. Jasne?

– Morgenrot rozglądał się przy tym, na otaczające ich idylliczne – niemieckie tereny leśne!

 …- No to zamieniam się teraz cały w słuch, panie starszy wachmistzu.

 … – Zapamiętaj sobie przede wszystkim to: że do członka Wehrmachtu nie mówi się „Heil”. To jest przywilej partii i jej organizacji.

Morgenrot – rzucił przy tym znaczące spojrzenie poprzez korony drzew w kierunku nieba.

…A poza tym mówi się „Heil Hitler!”. Albo – mówi się – …Heil mein Führer” – ale to Twoje pozdrowienie przysługuje jedynie najwyższym dowódcom. Jasne? … A jeżeli Ty czegoś ode mnie potrzebujesz, mów zwyczajnie: …„Panie starszy wachmistrzu, proszę o pozwolenie rozmowy!”

…Bo my, mój drogi jesteśmy Niemcami – a tam, gdzie my jesteśmy, są Niemcy. To płynie w naszej krwi i tkwi w naszych kościach. Zrozumiano?

…„Ten człowiek mógłby wygłaszać przemówienia na wiecach” – pomyślał Guske. – Jakby czytał z „Völkischen Beobachter”. – A więc są to: Wiara w Niemcy i przekonanie, że służy się słusznej sprawie, zachowując zawsze niezachwiany optymizm! To powinno nas, naszych żołnierzy – jak to powiedział niedawno Hermann Göring – uskrzydlać i wyposażyć w stanowczość!…

…Morgenrot spoglądał teraz z zadowoleniem na rezultat swej pracy, rozlał już cały brantwein do tych praktycznych pojemników. Potem jeszcze rzucił okiem na gęsto otaczające ich drzewa. – Tylko pozytywne rzeczy się liczą, człowieku – nic poza tym! A więc ciągłe pogotowie, dupa ściągnięta, gęba zamknięta na kłódkę! Kapujecie Guske?

…Granica Polski leżała w zasięgu ręki – zaledwie w odległości dwudziestu kilometrów (gdzie stacjonowała opisywana 3 Bateria 11 Pułku Przeciwlotniczego, do której należał starszy wachmistrz Morgenrot. (ALBO TEŻ ONA DO NIEGO), i…

…nawet jeśli ta bateria (OPISYWANA PRZEZ KIRSTA) była tylko małym listkiem na ogromnym drzewie, mrówką w potężnym mrowisku, wpleciona w ogromną maszynerię, to była w równej mierze przydatna, jak cała piechota, artyleria, saperzy, wojska pancerne, czy łączności. W obronie ojczyzny – przygotowana do frontalnego ataku. (WYTŁUSZCZENIA KAROLA CZEJARKA).

Tu zatem, i nie tylko tutaj w Prusach Wschodnich (gdzie toczy się akcja opowieści), zebrały się przygotowane do wojny przeróżne dywizje połączone w jedną Armię Północ. A równolegle formowano Armię Południe.

W każdym razie (stwierdza KIRST) zgromadziły się tutaj, w miejscu akcji – wyborowe, uzbrojone po zęby pułki i dywizje, kompanie i baterie, będące w ciągłej gotowości bojowej (A CZY MY – POLACY – O TYM NIE WIEDZIELISMY?– chciałoby się zapytać, ŻE NIE ZDĄŻYLISMY PRZEPROWADZIĆ MOBILIZACJI?) I jeśli Prusy Wschodnie były nawet tylko „kawałkiem ziemi oderwanej” – było to czystą i ważną dla Niemców strategią. Stąd bowiem do stolicy „wroga” – Warszawy, było najbliżej.

 NAPAŚĆ – jeśli nawet oficjalnie tak tego nie nazywano – czyli kierunek natarcia Wehrmachtu – nastąpić miał z Prus Wschodnich, GDYŻ STĄD DO WARSZAWY – powtórzę za Kirstem – BYŁO NAJBLIŻEJ!

Tym bardziej, że ta koncentracja wojsk (BYŁA W RZECZYWISTOŚCI!) choć została – co w niemieckim wojsku było oczywiste – przeprowadzona według tradycyjnej sztuki wojennej. Była zakamuflowana, zakamuflowana i jeszcze raz zakamuflowana!

Tak o niej pisze w opowieści Kirst:

…Wszystko chowało się w stajniach, stodołach, szkołach, także w kościołach i lasach. Nierzadko również i pod odłamanymi gałęziami, ściętymi drzewami – co dawało swego rodzaju dach nad głową, przez który trudno było dojrzeć, co działo się „na dole”. (CZYŻBY – NAPRAWDĘ NIE BYŁA WIDOCZNA?)

…Zatem spokojnie drzemały w tym półmroku gigantyczne, zebrane razem dywizje wojska – oczekując na dzień 1 września. A wśród nich, w samym centrum, także owa bateria (KTÓRĄ DOWODZIŁ PORUCZNIK GEIGER), uważana przez niego i podległych mu ludzi, za pępek wyjątkowego świata…

-/-

Cytaty rozdziału zatytułowanego: „Dni zmagań ludzi zdecydowanych na wszystko”!

Nareszcie nadszedł ten dzień (jak stwierdza pisarz) – 1 września 1939 roku.

Był pięknym jesiennym dniem. Przynajmniej dla żołnierzy Armii Północ, którzy zostali gęsto zgrupowani na pozycjach wyjściowych w pobliżu granicy z Polską w Prusach Wschodnich. Ta zmasowana milionowa siła (POTWIERDZA ZGODNIE Z PRAWDĄ HISTORYCZNĄ KIRST) uruchomiła teraz swoje dywizje i pułki, jak klin wbijając się w przeciwnika.

…Jeszcze przed świtem porucznik Geiger znalazł się w swoim punkcie dowodzenia. Również i on, podobnie, jak wszystkie zgrupowane dookoła oddziały, został postawiony w stan alarmu. Stał więc teraz w pełnym polowym rynsztunku, przepełniony chęcią do walki i zdecydowany na wszystko. Kazał zbudzić swoich żołnierzy, jeśli którykolwiek w ogóle jeszcze spał, i oznajmił im donośnym, zdecydowanym głosem: – Nadeszła chwila, na którą czekaliśmy!

…Morgenrot też zadbał o to, aby podczas owego świtu również w „jego” baterii nikt nie mógł spać…

…No tak – stwierdził stojący obok niego podoficer sanitarny Guske. – Najważniejsze to być stale w pogotowiu! To już klasyczne, jeśli się nie mylę, niemieckie zawołanie. A inne, pasujące do niego głosi: Co nas nie zniszczy, czyni nas silniejszymi! Pochodzi ono – podobno – z ust samego Hitlera, o ile jestem dobrze poinformowany. Po chwili (Guske) pośpiesznie dodał: Naszego Führera…

 … Wkrótce wojna – pisze Kirst – rozwinęła się na wszystkich torach. Oślepiające błyski rozdzierały horyzont nad Polską. Po nich następowały grzmoty, jak podczas burzy. Z czasem jedne zaczęły nachodzić na grzmot, który następował przed błyskiem (PROSZĘ ZWRÓCIĆ UWAGĘ NA „LITERACKOŚĆ” OPISÓW TYCH „ZDARZEŃ” PRZEZ KIRSTA).

 … Co za przedstawienie! (STWIERDZA NP. W OPOWIEŚCI KIRST).

 … Wehrmacht urządził sobie gigantyczne huraganowe strzelanie….

 … Przypominało w jakiś sposób Verdun.

 … Ogień miał zniszczyć każdego, nawet pojedynczego żołnierza – wroga.

 … Co za niezwykły teatr! Burza żelaza!… (KONKLUDUJE KIRST).

 …Teraz nic, tylko jak najprędzej tam dotrzeć (DO WARSZAWY OCZYWIŚCIE) – zatem hurra – na Polaków!…

 … Żołnierze na stanowiskach bojowych krążyli wokół swych dział, usuwali zakotwiczenia, zakładali skórzane pokrowce na urządzenia optyczne i lufy. Jednocześnie załadowywano skrzynki z amunicją, rozbierano namioty, zasypywano dół po polowej latrynie.

 … Następnie umundurowali się zgodnie z regulaminem wojennym. Założyli pasy z przytroczoną do nich zapasową amunicją, z bagnetem z tyłu i przypiętą również manierką; zresztą napełnioną…

 … Zakładano maski gazowe na specjalnych paskach – od prawego ramienia do lewego biodra.

Słowem, jak w piosence:

 … kołnierzyk zapięty, rozporek sprawdzony, hełm na głowie…( – TAK WIDZIAŁ KIRST POCZĄTEK KAMPANII!)

W ten sposób rozpoczęła się też wielka marszruta wojenna – opisywanej przez Kirsta baterii…

 … Baterii przeciwlotniczej „Morgenrot-Geiger”, która tymczasem znalazła się już na terenie Rzeczpospolitej Polskiej…

 … Wojsko Polaków, łącznie z ochroną granic (ZAUWAŻA KIRST), miało mieć moc – „moc”? – około trzystu tysięcy żołnierzy.

 … Lecz według Kirsta „nic takiego nie dało się zauważyć, ani zorganizowanej armii, ani jakiegoś widocznego oporu. Co najwyżej spotykali zabitych leżących w rowach wzdłuż drogi, którą posuwali się naprzód”.

 … We wczesnych godzinach wieczornych tego dnia – a był to jeszcze 2 września 1939 roku – bateria dotarła do swego pierwszego miejsca postoju na tak zwanym froncie w Polsce. Miejsce to znajdowało się około trzech kilometrów od Mławy…

 … Stanowiska ogniowe wyznaczono na łagodnym wzgórzu – jednym z nielicznych w tej nizinnej okolicy. Na punkt dowodzenia wybrano pobliski lasek. Po niecałej pół godzinie, tak jak należało tego oczekiwać, zameldowano gotowość bojową. Teraz wróg mógł ich zaatakować, ale wróg jakoś nie nadchodził… (PRZYKRE TO DLA NAS STWIERDZENIE – komentarz Karola Czejarka – „ŻE WRÓG JAKOŚ” – wg Niemców – „NIE NADCHODZIŁ”?!…)

 … Dla siebie osobiście Geiger wybrał na kwaterę pewien leżący w pobliżu dworek wiejski; po dobrze spełnionym obowiązku, należał mu się wygodny odpoczynek… (?) Po czym okazało się, że kwatera była raczej wątpliwej wygody, do tego o przykrym zapachu. To były niedociągnięcia trudne do przewidzenia. Najpierw oczywiście „humanitarną” perswazją (WEHRMACHTOWCY) zmusili gospodarzy do opuszczenia swej siedziby. Mogli, na co im „wspaniałomyślnie” zezwolono, przenieść się do chlewu lub stodoły (?)…

 … U Morgenrota zameldował się podoficer sanitarny Guske, gotów do pomocy – „do pełnej dyspozycji” – jak oświadczył. W pierwszej chwili starszemu wachmistrzowi wydało to się nieco podejrzane i wprowadziło w zły nastrój.

 … jednak gdy tym razem wysłuchał, z jakimi argumentami „Sani” (TAK NAZYWANO GUSK’EGO) przybył, zmienił zdanie, a nawet stwierdził, że oczekiwał od niego tego rodzaju aktywności. Chodziło bowiem o gruntowną dezynfekcję – możliwą do przeprowadzenia dzięki nagromadzonym środkom medycznym…

 … Morgenrot spontanicznie zdecydował: – Wykonać! Czystość, schludność, przezorność – dla tych spraw zawsze mam zrozumienie. Dowódca baterii także, pospiesznie dodał.

 … Ta pierwsza noc w Polsce – w kraju wroga (JAK CAŁY CZAS PISZE KIRST) – przebiegała jeszcze w jakiś sposób beztrosko. Leuchterowi, podoficerowi „od zaopatrzenia”, udało się bowiem zorganizować świniaka, który prezentował się w sposób niemal pokazowy, jakby był uformowany z gliny. Ważył co najmniej około stu kilogramów.

 … Założył świni na szyję swój pas żołnierski, co udało mu się nawet bez specjalnego kwiku. Potem, żeby nadać temu rangę przedstawienia, wpadł na pomysł drażnienia prosiaka, podsuwając mu pod ryj marchew tak, że biedny prosiak leciał za nim, albo obok niego, próbując tę marchew złapać. On zaś trzymał go na pasku, jak na smyczy…

 … Wkrótce zrobiło się ciemno – co skutkowało tym, że pożary w Mławie zdawały się jeszcze jaśniej migotać. Miasto wyglądało jak tajemnicza scena operowa, na której można grać Wagnera.

 … (NARESZCIE INFORMACJA O JAKICHŚ WALKACH I OBRONIE MIASTA?! KIRST BOWIEM PISZE:)

 …W tej scenerii, w której pewnie w ciągu dnia odbyły się ciężkie walki o miasto, teraz paliły się zabudowania na obrzeżach. To jednak wystarczyło, aby niebo nad Mławą malowało się ciemnoczerwono, jak gdyby paliły się w nim niezliczone latarnie (I ZARAZ ZNOWU PRZYTYK …Tam, gdzie nawet nie wiadomo, czy w ogóle były latarnie. ?!)

 … Dla pomyślnego zakończenia tego w pełni cudownego dnia – północ była już bliska – starszy wachmistrz Morgenrot spotkał się w najściślejszym, a jednocześnie najbardziej zaufanym gronie współpracowników. I to przy kuchni polowej, w której specjalnie dla nich przygotowano aromatyczny poncz. Całe litry…

 … Podczas tego spotkania, po piątej szklance ponczu, co dla niektórych oznaczało już trochę za dużo – starszy wachmistrz uznał za stosowne udzielić kilku informacji od siebie, to znaczy rozpowszechnić pewne poglądy. We wstępie poruszył zagadnienia ogólniejszej natury; mówił o zasadach, jakie powinny obowiązywać w zaprzysiężonej grupie. Stwierdził, że są na siebie zdani i wzajemnie do siebie należą. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Mówiąc „jednego”– miał na myśli prawdopodobnie siebie.

 … Tutaj więc, żeby to sprecyzować, on – Morgenrot – zastępował Führera!

 … Po następnej kolejce ponczu zaczął się prezentować, jako niezastąpiony praktyk w swojej profesji. I jeśli nawet jego wymowa w tym momencie nie była już zbyt wyraźna, to jednak głos brzmiał donośnie.

 … – W takich historycznych chwilach nawet nasze zegary chodzą inaczej, grzmiał! Przez co chcę powiedzieć, że to co zwykle uchodzi za zwyczajne, normalne, przestaje istnieć – tutaj pozwolił sobie na małą istotną przerwę, by wkrótce dodać – także w kwestii awansów.

 … Teraz nie czas na przestrzeganie służbowych wymogów i terminów. Liczyć się będą zasługi i osiągnięcia w wypełnianiu konkretnych zadań!

 … Wtedy wszyscy oczywiście nastawili uszu. Nawet Guske…

 … PODCZAS TEJ „PIJACKIEJ” NOCY JEDEN Z ŻOŁNIERZY ZOSTAŁ ZASTRZELONY, OTO JAK KIRST RELACJONUJE TO ZDARZENIE, KTÓRE BYŁO WEWNĘTZRNYM PORACHUNKIEM MIĘDZY WEHRMACHTOWCAMI… TAK OPISAŁ TO ZDARZENIE:

 … Chwilę potem każdy z nich gdzieś leżał.

 … Tak, to była wyjątkowa noc. Więcej niż dwa tysiące było takich jeszcze przed nimi; przed tymi w każdym razie, którzy mieli je przeżyć. A nie wszystkim było to pisane!

 … Nagle padły dwa strzały, jeśli nie cztery. W każdym razie kilka…

 … Trup okazał się, nie polski, ale niemiecki!

 … Panie poruczniku – informował potem Morgenrot – na naszych stanowiskach (TŁUMACZYŁ – CO BYŁO NIEPRAWDĄ– GDYŻ MORD NASTAPIŁ W RAMACH WEWNĘTZRNYCH PORACHUNKÓW ŻOŁNIERZY JEGO BATERII) – miało miejsce coś w rodzaju napadu, na szczęście nieudanego, gdyż wróg został natychmiast odparty… Po naszej stronie – jedno zejście – starszy szeregowy – Fahnenbrat.

Nie żyje?

Poległ – poinformował dowódcę baterii Morgenrot.

– Będzie pan Morgenrot musiał to zdarzenie dokładnie wyjaśnić. Gdyby pan miał jakieś kłopoty, postaram się panu natychmiast pomóc.

 … Raport zostanie przygotowany, panie poruczniku – potwierdził Morgenrot.

 … Niech pan to rozpracuje w szczegółach i przedstawi mi potem do zatwierdzenia.

 … Wrogowi na pewno też zadano jakieś straty?

 … – Oczywiście, odpowiedział Morgenrot…

 … Wreszcie nadszedł czas pochowania poległego w „akcji odpierania zdradzieckiego napadu” przez m.in. starszego szeregowego Fahnenbrata, pierwszego poległego „bohatera” baterii, który w zasadzie powinien być już podoficerem…

 … Przemówienie pożegnalne zostało przygotowane przez starszego wachmistrza Morgenrota…

 … ”Ty przyjacielu Fahnenbrat, byłeś jednym z najlepszych z nas – wierny i dzielny, obowiązkowy i gotowy do poświęceń! Przykładem godnym pozazdroszczenia. Ale tylko tak możemy przetrwać wszystko, co nas czeka. …Tobie zostało dane przeistoczenie się w światło, które rozjaśniać będzie naszą przyszłość – jak rozwinięty sztandar…

 … Wszystko, dosłownie – STWIERDZA KIRST – przebiegało w tej wojnie przeciwko Polsce (Z NIEMIECKIEGO PUNKTU WIDZENIA) dobrze

 … Już 3 września wszystkie stacje wielkoniemieckiego radia uznały, że mogą ogłosić, iż „przestrzeń powietrzna nad Polską jest opanowana!” Co bardzo pomagało podnosić ducha bojowego żołnierzy…

 … Późnym wieczorem znów zarządzono zmianę pozycji. Bateria wymaszerowała w kierunku Warszawy… Wojna toczyła się dalej. …Katastrofa Polski (ZAUWAŻA KIRST) wydała się być przesądzona. Nie tylko dla armii polskiej, ale także dla żyjącej tam ludności. O ludności Kirst pisze w opowieści, co następuje:

 Polacy…

 … ”Zmęczeni i bez wiary wycofywali się”

 … ”Cierpienie i głód malował się na ich twarzach”

 … ”Uciekali boso, gdyż ich obuwie było zniszczone”

 … ”Wszędzie żebrzący: kobiety i dzieci – przerażeni ludzie”…

Nastąpiła kolejna zmiana pozycji baterii …Lecz im wciąż nie udawało się być w bezpośredniej bliskości frontu

 … żadnych wrogów, żadnych wystrzałów – tylko łopaty (ŻALI SIĘ KIRST).

(STWIERDZA TEŻ W KTÓRYMŚ MOMENCIE), że

… Pobojowisko, które rozciągało się przed nimi, było kawałkiem płaskiego, równinnego terenu, nędzne kamieniste pole, obramowane lasami, poszatkowane łąkami. Dolina martwych koni!

 … Z końmi przeciwko czołgom (ZAUWAŻA PISARZ)

 … – Co za niesamowita głupota! Chyba, że polskie dowództwo wzięło nasze czołgi za atrapy.(STWIERDZA KIRST I PYTA):

 … Czy ktoś słyszał o podobnym nonsensie? Następstwa tego niedorozwoju musimy teraz uprzątać. (…O Polakach, którzy faktycznie wykonywali tę robotę, nie wspomniał ani słowem. Uznał to chyba za zbyteczne).

 … Przez ten czas zaopatrzeniowcowi Leuchterowi udawało się – bez większego ryzyka – powiększyć zapasy mięsa, i to znacznie

-/-

Spostrzeżenia Kirsta zawarte w rozdziału zatytułowanym:

Dni zwycięzców – im przypisane, przez nich oczekiwane”

Miejsce postoju: Praga – przedmieście Warszawy

 … – 17 września 1939, DZIEŃ wejścia Sowietów w sile dwóch grup armii do Polski, co uzasadniono wg Kirsta (SKĄD ON O TYM WSZYSTKIM WIEDZIAŁ?) koniecznością objęcia ochroną zamieszkującej wschodnie tereny Polski, ludności białoruskiej i ukraińskiej. Tym samym (KONKLUDUJE KIRST) los Polski był przesądzony, w książce pojawia się stwierdzenie

 – … „czwarty rozbiór Polski” został podpisany 26 sierpnia.

… Zatem w miejskim otoczeniu – w dość przyzwoitych warunkach – mogła teraz zakwaterować się, po raz pierwszy podczas tej wojny, bateria Geiger- Morgenrot. Tym razem porucznikowi, wspieranego energicznie przez starszego wachmistrza Morgenrota, udało się zarekwirować dla baterii okazały kompleks willowy. Wokół znajdowały się starannie wypielęgnowane, bajecznie kolorowe rabaty…

 …Morgenrot dla swej ekipy załatwił nie mniej okazały obiekt, w którym w dodatku znajdowała się dobrze zaopatrzona kuchnia i nie do końca splądrowana piwnica… Obiekt ten, nim mogli go zająć musiał zostać opróżniony z jej właścicieli. Ale Morgenrot nie patyczkował się z nimi – wykwaterował ich w ciągu zaledwie kilku minut… (TAK „HUMANITARNIE POSTĘPOWAŁ WEHRMACHT!? Komentarz Karola Czejarka).

 … Kiedy już znaleźli się w obiekcie, zaczęli od przeszukania jego wnętrza. Spodobał im się kuty świecznik, z błyszczącymi kryształowymi ozdobami, na ścianach wisiały lustra w pozłacanych ramach. Pomiędzy nimi obrazy; był też okazały fortepian koncertowy i to dość stary, ale troskliwie zadbany…

 … Willa ta, jak się potem okazało, należała do dyrektora generalnego Polskich Kolei Państwowych. Lub – mówiąc ściślej – kiedyś do niego należała. Teraz tu byli oni

 … – jako zwycięzcy i wyzwoliciele, a także obrońcy europejskiej kultury… (!? Wykrzyknik i znak zapytania mój – Karol Czejarek)

 … Zaraz potem nadszedł rozkaz: Ognia na centrum Warszawy i to ze wszystkich dział!…

 … Gdy już wojna zbliżała się w tej kampanii ku końcowi, nie da się wyjaśnić (PISZE KIRST),

 … dlaczego Polacy prowadzili ją dalej?

… Wiele szczegółów (STWIERDZA PISARZ) pozostanie na zawsze jakąś tajemnicą i

 … nie były to sprawy przyjemne.

 … Lecz nareszcie swastyka stała się symbolem aryjskiej rasy panów! (STWIERDZA KIRST Z DUMĄ).

ZAPISAŁ TEŻ SŁOWAMI, że:

 … W nocy z 27 na 28 września Warszawa skapitulowała. Około siedmiuset tysięcy osób zostało wziętych do niewoli. Tylko trzy tygodnie trwała ta wojna

 … – ale później nieoficjalnie dalej czołgała się między tymi wrogami…”

-/-

REASUMUJĄC:

Pragnę podkreślić, iż:

  1. Książka jest dowodem nazistowskiej polityki ekspansji;
  2. Kirst, choć brutalny w swych wypowiedziach literackich (czyni to w łatwym do czytania stylu, dzięki czemu zyskał niebywałą popularność wśród czytelników na całym świecie;
  3. Utrwalił w swoich powieściach (nie tylko w „Wojnie z Polską”, ale i innych), „okropne” treści – podkreślę jednak – ŻE PRAWDZIWE! – O zbrodniach, postępowaniu nazistów, którzy dla swego celu zbudowania 1000-letniej Rzeszy, otumanili własny naród, wywołując w latach 1939-1945 wojnę z niemal całym światem!
  4. Ukazuje, jak żołnierze Wehrmachtu – odpowiednio wcześniej wychowani – całkowicie zostali podporządkowani machinie wojennej III Rzeszy, dla której wykonywali – często nadgorliwie – wszystkie rozkazy;
  5. Kirst jednocześnie broni Wehrmachtu (pewnie dlatego, iż sam był jego żołnierzem), zrzucając odpowiedzialność na jednostki specjalne, które już w opowieści „Mane,tekel’39” „zgarniały wszystkie wałęsające się po okolicy ‘elementy’, w tym i Żydów, by w ten sposób – JAK PISZE – chronić Wehrmacht przed ostrzałem ‘zza płotu’ i innymi groźnymi niebezpieczeństwami”;
  6. Przyznaje jednak, że np. napaść na radiostację w Gliwicach, która stała się jednym z powodów napaści na Polskę, mogła zrobić jednostka SS przebrana w polskie mundury! ;
  7. Kirst, zbeletryzował to, co widział na własne oczy, a jednocześnie oparł swoją wiedzę na faktach i dokumentach; pytaniem pozostaje, jak dotarł do tych dokumentów, skoro archiwa z nimi były przez wiele lat „po wojnie” niedostępne?
  8. Jego „Wojna z Polską” potwierdza też fakty rabowania przez żołnierzy Wehrmachtu m.in. dzieł sztuki, a także dywanów perskich i nawet wełnianych kołder, koców, futer z norek, piżmowców i tym podobnych… Rekwirowano domy i mienie dla potrzeb Wehrmachtu;
  9. Jego „Mane, tekiel’39” kończy autor cytatem z przemówienia Hitlera – wygłoszonym po kapitulacji Polski – w Reichstagu, STWIERDZAJĄC, „że było ono jednym wielkim kłamstwem wobec opinii światowej, ale też i narodu niemieckiego”.
  10. Jego „Wojna z Polską” jest OSTRZEŻENIEM, ABY PODOBNA KAMPANIA JUŻ NIGDY NIE POWTÓRZYŁA SIĘ W HISTORII Świata (a przede wszystkim Polski!); a mimo tego wciąż mają miejsce… jak obecny konflikt rosyjsko-ukraiński, czy zajęcie przez Rosja Krymu.

-/-

Kirst napisał tę opowieść, gdyż wiedział, że od wojny z Polską zaczęła się klęska hitlerowskich Niemiec. NIEMCY SZYBKO ZDOBYLI TEREN, ALE NIGDY – jak słusznie zauważył – NIE ZDOBYLI POLAKÓW.

I nie pomogły im w tym obozy, łapanki, rozstrzeliwania i niespotykane represje.

KIRST DOSTRZEGŁ TAKŻE NIEZŁOMNOŚĆ NARODU POLSKIEGO.

I W TYM LEŻY NAJWIĘKSZA WARTOŚĆ JEGO „WOJNY Z POLSKĄ!” A jej tytuł „MANE, tekel – (GROŹNE OSTRZEŻENIE”) niech będzie przestrogą dla każdego, KTO CHCIAŁBY W PRZYSZŁOŚCI PODNIEŚĆ RĘKĘ NA POLSKĘ.

-/-

I jeszcze słowo o Kirście (Hans, Hellmut):

Urodził się 5 grudnia 1914 r. w Osterode w Prusach Wschodnich. W latach drugiej wojny światowej walczył jako żołnierz Wehrmachtu na terenach Polski, Francji i Rosji. Po zakończeniu wojny próbował różnych zawodów. Był urzędnikiem, drogowcem, ogrodnikiem. Brutalne wspomnienia wojny zdecydowały, iż postanowił spróbować swoich sił w dziedzinie literatury, osiągając światowy rozgłos. (Zadebiutował w roku 1950).

Jego powieści – przesycone świadomością moralnego upadku narodu niemieckiego – przedstawiają w krzywym zwierciadle megalomanię ideologów III Rzeszy.

Odbijają poczucie winy niemieckiego społeczeństwa za udział W TYM OBŁĘDZIE HISTORII.

Do kanonu światowej literatury weszły m.in. : Jego cykl powieściowy

 „08/15” (W partii; W koszarach; Na wojnie; Walczy do końca; Dzisiaj),

„Fabryka oficerów”,

„Noc generałów”,

„Noc długich noży”

i inne.

Warto też sięgnąć po Jego (jakby biografię) pt. „Pies i jego pan”

 oraz przeczytać:

„Rok 1945” (Chaos i Ratuj się kto może), a także

„Rozwiedzeni przez śmierć”

 Łącznie napisał ponad 50 książek. Przełożone zostały na wiele języków, a niektóre nawet zostały sfilmowane.

Pisarz zmarł 23 lutego 1989 roku w Bremie.

Hans Hellmut Kirst: Mane, tekel’39 (Wojna z Polską), Przekład Karol Czejarek, Wyd. „Interart”, Warszawa 1993, s. 219

Hans Hellmut Kirst: Heil, Herr Hauptwachtmeister! Wojna z Polską, Wyd. Bellona, Warszawa 2011, s. 306

Karol Czejarek: Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta, Oficyna Wydawnicza „ATUT”, Wrocław 2003, s. 232.

Poprzedni artykułLongin Jan Okoń – „pisarz, który znalazł swoje trwałe miejsce w polskiej literaturze”
Następny artykuł„Zmiana niejedno ma imię. Cz. 3: Podróże” – Beata Marciniak (recenzja)
Karol Czejarek
Dr Karol Czejarek, prof. nadzw. - doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; germanista i niemcoznawca, tłumacz przysięgły i literacki j. niemieckiego. Emerytowany profesor nadzw. Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora; wieloletni pracownik naukowo-dydaktyczny w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego. B. sekretarz Międzywydziałowego Centrum Badań Niemcoznawczych AH w Pułtusku. Przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Autor m.in. monografii o Annie Seghers, książki „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”; także tłumacz 10 jego powieści i redaktor „Dzieł zebranych” opublikowanych przez Wydawnictwo Interart. Autor m.in. „Gramatyki niemieckiej dla ciebie” (wspólnie z J. Słocińską); spolszczenia (wspólnie z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins German Verb”; redaktor i inicjator publikacji (wspólnie z T. G. Pszczółkowskim, A. Warakomską, K. Garczewskim i A. Schmidtem) „Historia pamięcią pisana. Biografie polsko-niemieckie” (cz. I - Pułtusk 2014, cz. II Pułtusk 2017) oraz wydanej w 2011 r. (wspólnie z T. G. Pszczółkowskim) „Polska między Niemcami a Rosją”. Ponadto - autor wielu artykułów i recenzji. Członek Związku Literatów Polskich. Przed r. 1990 m.in. sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury i dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; od roku 1973 w Warszawie na stanowiskach m.in. dyr. Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Wydziału Kultury m. st. Warszawy, departamentów plastyki i książki w Ministerstwie Kultury i Sztuki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here