Neale Donald Walsch – radiowiec, pisarz, dziennikarz, autor „Rozmów z Bogiem”

0

Chciałbym przedstawić postać i myśli Amerykanina o polskich korzeniach o nazwisku Neale Donald Walsch. Jego przodkowie ze strony ojca nazywali się Wasielewscy, a ma on korzenie polskie zarówno ze strony matki, jak i ojca. Jest znany przede wszystkim jako pisarz, choć dla wielu ludzi jest też przewodnikiem duchowym. Wykonywał różne zawody, był m.in. dziennikarzem radiowym, przeżył także okres braku pracy i bezdomności. Teraz jest człowiekiem bardzo znanym, napisał 28 książek wydanych w wielu krajach, przetłumaczonych na 37 języków. Część tych książek jest także dostępnych w Polsce, przede wszystkim najsławniejsza jego książka pt. „Rozmowy z Bogiem”. Inne jego książki znane w Polsce to „Przyjaźń z Bogiem”, „Wspólnota z Bogiem”, „Chwile łaski”. „Rozmowy z Bogiem” ukazały się w Stanach Zjednoczonych w roku 1995, odniosły ogromny sukces i od tego momentu datuje się popularność Walscha.

Najbardziej znana jego dzieło – „Rozmowy z Bogiem” – to książka, którą napisał Walsch w sposób, który nazywa się czasami pismem automatycznym. Walsch opowiada, że napisał coś w rodzaju listu do Boga, a kiedy już chciał ów list zakończyć, jakaś siła kazała mu kontynuować pisanie. Zapis ten przybrał formę dialogu, tak jakby ktoś mu odpowiadał na pytania, które Walsch zadał. Ten sam wzorzec dialogu jest obecny we wszystkich trzech tomach „Rozmów z Bogiem”. Kto odpowiadał Walschowi na pytania, tego nie wiemy… Mogła to być np. jego podświadomość. Ważne jest, że w jego książkach możemy znaleźć wiele ciekawych sformułowań, idei, koncepcji, które moim zdaniem są wartościowe i interesujące.

Walsch mówi, że jesteśmy duszami, które wcielają się, aby się doskonalić. Przedstawia on teorię znaną między innymi z filozofii greckiej pod nazwą metempsychozy; nazywamy ją również reinkarnacją. Teoria ta jest obecna w wielu systemach filozoficznych i duchowych – zwłaszcza indyjskich, ale nie tylko. W systemach tych zakłada się, że istnieje dusza, która wciela się, czyli przychodzi na świat w kolejnych ciałach. Ten sam pogląd możemy znaleźć w książkach Walscha, wręcz jest on jednym z podstawowych elementów jego filozofii. Wg Walscha po pewnej ilości wcieleń – jeżeli rozwijamy się, uczymy się, stajemy się coraz bardziej świadomi – dochodzimy w pewnym momencie do doskonałości i możemy połączyć się z Bogiem. Nie jest to Bóg osobowy; w książkach Walscha znajdujemy ideę Boga absolutnego, Boga, który jest wszędzie i wszystkim. To Bóg , o którym nie możemy nic powiedzieć, oprócz tego, że wierzymy, iż on istnieje.

Według koncepcji, które znalazłem w książkach Walscha, dusze wcielają się w wyniku własnej decyzji i przed każdym kolejnym wcieleniem wybierają sobie program na życie. Wybierają też potem – po ustaleniu programu – ciało, które najbardziej im odpowiada w celu realizacji tego programu. Wybierają także miejsce, czas przyjścia na świat oraz rodziców; ta koncepcja rewolucjonizuje nasze spojrzenie na życie, ponieważ według niej sami wybieramy to, czego później doświadczamy. Przestajemy więc być istotami, które przeżywają jakieś przypadkowe zdarzenia, spotykają jakichś przypadkowych ludzi; przeciwnie – realizujemy wybrany przez nas program na życie, doświadczamy tego, co chcemy doświadczać, spotykamy tych ludzi, którzy są nam potrzebni. Jeżeli wchodzimy w głębsze relacje z nimi, to oznacza, że zarówno my ich potrzebujemy, jak i ci ludzie potrzebują nas do realizacji swoich planów.

Wg Walscha żyjemy w iluzji oddzielenia od reszty świata, ale w istocie jesteśmy z nim połączeni. Każdy z ludzi ma odrębne ciało, ale w rzeczywistości jesteśmy jednością ze wszystkim i wszystkimi. Iluzja oddzielenia i fakt, że nie pamiętamy, kim jesteśmy (na ogół nie pamiętamy naszych poprzednich wcieleń), są niezbędne, abyśmy mogli się rozwijać. Musimy żyć w owej iluzji, żeby przeżywać to, co przeżywamy. I dopiero kiedy zaczynamy wierzyć w to, że jesteśmy wcielonymi duszami, zaczynamy wydobywać się z owej iluzji. Im mocniej, głębiej przyjmujemy koncepcję, iż jesteśmy duszami w ludzkim ciele, tym mniej bolesne mogą być nasze doświadczenia. Łatwiej możemy uczyć się tego, czego chcemy się nauczyć w sensie duchowym, bez tak silnego jak dotąd nacisku czynników zewnętrznych.

Podsumowując: nasze życie jest efektem naszych decyzji podjętych przed wcieleniem się. Nie wiemy o tym, nie pamiętamy momentu podjęcia owych decyzji, ale w trakcie życia przeżywamy to, co jest nam potrzebne. To by też tłumaczyło fakt, że astrolodzy są w stanie powiedzieć pewne rzeczy o naszej przyszłości i te informacje mogą się sprawdzać. A to dlatego, że przynajmniej w zamyśle ogólnym nasze życie jest już zapisane przez nas samych i my sobie wybieramy to wszystko, co jest nam najbardziej potrzebne, żeby zrealizować program jaki sobie wybraliśmy przed wcieleniem się. A astrologia w pewien trudny do wyjaśnienia sposób może być narzędziem do odczytania owego programu.

Spróbujmy zadać sobie pewne pytanie: Czy sami tworzymy swoje życie, czy też uważamy, że życie nam się przydarza? Jest taki cytat z Walscha, który może być odpowiedzią na to pytanie: „Nie żyjesz po to, aby każdego dnia odkrywać, co życie ma dla ciebie w zanadrzu, ale żeby stwarzać to samemu”. Większość nas myśli, że po prostu będą przychodziły każdego dnia pewne doświadczenia. Natomiast w książkach Walscha jest obecna idea naszego świadomego wyboru i decyzji, jak chcemy żyć, czyli świadomego kształtowania naszego życia . W myśleniu o tym, jak chcemy żyć zawiera się także wybór tego, o czym chcemy i jak chcemy myśleć. Tutaj się pojawia następny cytat: „Kiedy przyłapiesz się na myśleniu negatywnym, takim które zaprzecza twojemu najwyższemu pojęciu danej rzeczy, pomyśl na nowo, czyż nie lepiej samemu manipulować własnymi myślami niż pozwolić na to światu?”

Tutaj pojawia się skojarzenie z buddyzmem, który też proponuje pracę nad własnym umysłem – czyli ustawianie torów, którymi biegną nasze myśli w taki sposób, aby było w naszym umyśle jak najwięcej pozytywnych myśli i twórczych idei. Podajmy prosty przykład: Jeżeli przychodzi mi na myśl coś negatywnego, na przykład coś, co mi może zagrażać, ale nie jest realnym, konkretnym niebezpieczeństwem, to powinienem jak najszybciej w miarę możliwości odejść od tego mentalnie. Oczywiście nie zamykać oczu, nie udawać, że zagrożenie zupełnie nie istnieje. Być świadomym, przyjąć do wiadomości to, co przychodzi, ale nie skupiać się na tym – ponad ten poziom, który jest naprawdę niezbędny. W sytuacji, kiedy nie ma takiej konieczności, nie powinienem – jeśli chcę żyć dobrze – dawać swojej uwagi, swojej energii, swoich umiejętności intelektualnych, swojego serca temu, co nie jest konstruktywne, co nie jest pozytywne. Jeśli ciągnie mnie do zgłębiania czyichś negatywnych koncepcji, krytykowania, martwienia się na zapas itp., to lepiej jest w miarę możności tego nie robić. W przeciwnym razie dajemy naszą uwagę, naszą energię czemuś, co nas nie wzmocni. Nie pomoże nam to tworzyć życia, tylko odbierze nam energię, część chęci do życia, entuzjazmu, który jest nam potrzebny.

Należy dołączyć do tych wskazówek (według Walscha) jeszcze jedną regułę: Jeśli nie potrafisz kochać siebie, nie możesz pokochać drugiego. Czyli wszelkie próby zmiany swojego życia na lepsze należy rozpocząć od tych zaleceń, mając na uwadze, że życie to nieustanne tworzenie. Mało kto widzi życie w ten sposób, prawda? Budzimy się co dzień, mamy coś do zrobienia, jakieś obowiązki, doświadczamy jakichś przyjemności… A przecież tworzymy nasze życie każdego dnia, także relacje z innymi ludźmi. Sposób, w jaki podchodzimy do życia, do innych ludzi, przynajmniej w pewnym stopniu zależy od nas. Jest dużo rzeczy, które możemy zrobić – takich, które podlegają naszemu wyborowi.

Jeśli ludzie, z którymi się spotykamy, będą od nas dostawać pozytywne komunikaty, naszą życzliwość, cierpliwość, tolerancję, to będą się z nami czuli lepiej i będą wysyłali nam emocje i wibracje, które będą dla nas zdrowsze. Prawda? Tutaj pojawia się podstawowe pytanie: Kim jestem? Ale nie dowiemy się tego, póki nie wypróbujemy przynajmniej kilku sposobów istnienia. I my – chcąc nie chcąc – je próbujemy. Zdarza nam się reagować na pewne bodźce najpierw w pewien określony sposób, a kiedy indziej w inny. Możemy przypomnieć sobie, jak na ten sam bodziec zareagowaliśmy na różne sposoby i możemy próbować wybierać z tych kilku sposobów reakcji ten, który się nam najbardziej podoba. W „Rozmowach z Bogiem” pojawia się często sugestia, że możemy próbować żyć według naszego najlepszego, najwspanialszego wyobrażenia o nas samych i o naszym życiu.

Przyjrzyjmy się następnemu zaleceniu Walscha: „Należy zbudować własny system wartości, a nie polegać na zakazach i nakazach.”Jesteśmy od dziecka poddawani presji, wyrastamy w strukturach zbudowanych z zakazów i nakazów. Nawet jeśli część z nich odrzucimy, to i tak większa część naszego systemu wartości opiera się na tym, co przejęliśmy z zewnątrz, mniej lub bardziej nieświadomie. Tak więc – aby żyć autentycznie – powinniśmy powoli zweryfikować wszystkie wartości, które są obecne w naszym systemie…

Jeśli nasz system wartości dobrze nam służy, to oczywiście korzystajmy z niego, ale bądźmy gotowi zmieniać go, ulepszać.

Uderzyło mnie podczas lektury książek Walscha zdanie, które pojawia się w różnych formach, a oto jedna z nich: „Każdy postępuje właściwie, biorąc pod uwagę jego model świata.” Walsch poświęca temu sporo uwagi, ponieważ jego zdaniem trudno byłoby znaleźć człowieka który by powiedział: „Postępuję w sposób, który wydaje mi się niewłaściwy, gorszy od tego, co wydaje mi się słuszne”. Zwykle ludzie postępują według tych przekonań, koncepcji, świadomych lub nieświadomych, które uważają za słuszne. Nawet ci, którzy wyrządzają innym zło być może są przekonani, że postępują właściwie albo że z jakichś powodów nie są w stanie, nie mogą postąpić inaczej. Ta koncepcja może znacznie zmienić nasze podejście do innych ludzi, jeżeli przyjmiemy ją choćby po części za prawdę. Bo to oznacza, że ktoś, kto postępuje w sposób, który mnie się nie podoba, działa w sposób, który z jego punktu widzenia jest jedynym możliwym albo najlepszym możliwym w danym momencie. A więc to nie jest tak, że ten człowiek chce mi zaszkodzić, chce zrobić coś, co ma być dla mnie źródłem przykrości, zdenerwowania, czy niezadowolenia. On tylko mówi coś czy robi to, co akurat w danym momencie uważa za słuszne lub za jedynie możliwe…

„Rozmówca” Walscha w „Rozmowach z Bogiem” bardzo krytycznie odnosi się do aktualnego szkolnictwa, nastawionego na przekazywanie wiedzy, faktów, koncepcji i wymuszającego zapamiętywanie tej wiedzy. W owej książce położony jest nacisk na zrozumienie, na świadomość, na przekazywanie bardziej umiejętności zdobywania wiedzy, niż samej wiedzy. Ważniejsze jest uświadomienie sobie procesów społecznych czy politycznych, uświadomienie sobie tego, co się dzieje w nas i w innych ludziach niż zapamiętywanie konkretnych faktów.

Jak już wspomniałem na samym początku, jeden z najważniejszych filarów filozofii Walscha to połączenie wszystkiego i wszystkich. Oto cytat z „Rozmów z Bogiem”: Wszystko i wszyscy we wszechświecie są ze sobą połączeni. Nie da się w pełni odizolować od reszty. Nikt nie może się odizolować od reszty. Dlatego postępuj tak, jakbyś nie był od nikogo od niczego oddzielony, a jutro uzdrowisz swój świat. Czyń drugiemu tak, jakbyś chciał, aby tobie czyniono.”

Ci, którzy mieli do czynienia z religią chrześcijańską przypominają sobie takie sformułowanie, prawda? Łączy się z powyższymi zdaniami następne sformułowania Walscha:„Zmień siebie, a zmienisz świat. Pamiętaj, jesteś na świecie, aby go uzdrowić. Nie ma innego powodu twojego tutaj pobytu.” Co czynić, aby uzdrawiać świat? Przede wszystkim uzdrawiać samych siebie. Kontrolowanie myśli stanowi najwyższą formę modlitwy według „rozmówcy” Walscha. Dlatego „myśl o rzeczach słusznych i godziwych. Wystrzegaj się mroku, czarnowidztwa i defetyzmu”. To jest właśnie to, o czym już mówiłem wcześniej – jeżeli chcemy żyć lepiej, powinniśmy pracować nad tym, aby jak najmniej myśleć o rzeczach negatywnych. Nawet jeśli mamy z nimi do czynienia, nie powinniśmy zatrzymywać się na nich dłużej, niż to jest niezbędne.

Poczucie winy i strach to wg Walscha nasi jedyni wrogowie na Ziemi. Powyższe sformułowanie wielokrotnie było mi pomocne, zwłaszcza gdy przychodziło do mnie poczucie winy. Może być tak, że poczucie winy możemy odczuwać jako coś dobrego, słusznego; możemy myśleć, że to jest forma jakiejś naszej sprawiedliwości wewnętrznej. Postąpiłem w sposób niewłaściwy, czuję się winny, a więc tym samym w jakiś sposób karzę samego siebie. Walsch podkreśla wielokrotnie w swoich książkach: – Nie tędy droga. Poczucie winy nie jest pomocne. Jeśli mamy poczucie winy, to niech ono zostanie w nas tylko jako świadomość tego, że postąpiliśmy niewłaściwie. Możemy starać się poprawić, przeprosić, możemy starać się naprawić nasz błąd, natomiast nie powinniśmy trwać w poczuciu winy.

To samo jeśli chodzi o lęk. Jeśli się boimy, to powinniśmy starać się zrobić wszystko co możliwe (a jednocześnie jest godziwe), żeby ten lęk nami nie rządził. Nie powinniśmy skupiać się zbytnio na tym, co dzieje się niedobrego, na problemach, na chorobach i śmierci. Jeśli przychodzą do nas takie informacje, to oczywiście przyjmujemy je, nie zamykamy oczu, uszu, natomiast nie powinniśmy skupiać się na nich, mówić zbyt wiele o nich. Możemy się wymienić z kimś bliskim naszymi informacjami, czy odczuciami, ale nie powinniśmy wchodzić w to, co jest negatywne. Powinniśmy – na ile to możliwe – skupiać się na rzeczach konstruktywnych. Jeśli możemy, to poczytajmy mądrą książkę, posłuchajmy wartościowej muzyki, przespacerujmy się, może pogimnastykujmy, żeby to, co można zrobić dobrego zajmowało nasze umysły.
                                                                                                                            
Należy wyraźnie rozróżnić strach od zachowania ostrożności. Czyli rozsądek i ostrożność są nam przydatne. Natomiast nie należy – o ile to możliwe – zagłębiać się w poczuciu strachu, lęku. Jeżeli pojawiają się te odczucia, możemy dać im na jakiś czas naszą uwagę, skupienie. Jest to jeden ze sposobów radzenia sobie z lękiem. Czyli gdy lęk przychodzi, to jestem go świadomy, przeżywam go, obserwuję ten lęk. Należy ćwiczyć takie właśnie skupianie się na lęku na zasadzie obserwacji, a nie utożsamiania się. Jeżeli czujemy lęk, to jest to coś, co przyszło do naszego umysłu, ale nie jest istotą naszego istnienia, nie jest sednem naszej osobowości. Czyli możemy powiedzieć: tak, przeżywam lęk, ale ja nim nie jestem.

Strach i ostrożność to dwie różne rzeczy. Zachowajmy czujność, lecz wyzbądźmy się lęku. To oczywiście nie jest łatwe, ale ważna jest droga, ważny jest kierunek, jaki obieramy. Żeby świadomie obierać kierunek jasności umysłu, a nie kierunek pogrążania się w lęku. Znam ludzi, którzy świadomie wchodzą w problemy sprawiające im przykrość. Rozgrzebują, rozciągają informacje, które są przykre, szukają potwierdzenia swoich lęków. Nie tędy droga. Jedną z najważniejszych zasad pomagających zrozumieć życie jest to, że w życiu wszystko zależy od perspektywy i od tego, w jaki sposób postrzegamy dane zagadnienie. Nasze życie wynika w dużym stopniu ze sposobu myślenia. Jeżeli mój sposób myślenia nacechowany byłby obawą przed ludźmi (przekazaną przez rodziców, czy też wynikającą z moich doświadczeń), to zrozumiałe, że reagowałbym lękiem na ich zachowania, doszukiwałbym się w ich słowach lub czynach negatywnych motywacji. Tak więc należy obserwować lęk, pamiętając, że jest on czymś, co się tworzy naszym umyśle. My tym lękiem nie jesteśmy, sedno naszego istnienia nie jest lękiem. Jeżeli udaje nam się utrzymać tego rodzaju postawę, to tworzymy życie, które nie będzie nacechowane lękiem, a przynajmniej nie w takim stopniu, w jakim mogłoby być. Chodzi więc o świadomy wybór – robię wszystko, co możliwe (ale godziwe), żeby nie wchodzić w lęk, nie wchodzić w poczucie winy, skupiać się na rzeczach pozytywnych. To samo doradzają buddyści, Eckhart Tolle i wielu innych przewodników duchowych, czyli przyjmowanie tego, co przeżywamy, ale obserwowanie tego, niełączenie się z tym. Powtórzmy owo zalecenie: Przeżywam, ale nie utożsamiam się. Daję temu, co sprawia mi kłopot przestrzeń, czyli nie próbuję tego stłamsić, wyrzucić z siebie, lecz oddycham, zauważam, jestem świadomy; to jest moja emocja, a ja jestem tym, który tę emocje zauważa i obserwuje.

Przyjrzyjmy się następnym sformułowaniom Walscha: „Celem związku, czyli relacji z drugim człowiekiem nie jest to, aby związać się po to, by uzyskać dopełnienie, lecz by dzielić się z człowiekiem własną pełnią”. Jest wielu ludzi, którzy szukają w innych ludziach, w partnerze/partnerce rozwiązania problemów czy stworzenia pełni życia. To nie nastąpi; możemy dzielić się tylko tym, co posiadamy. Jeżeli mamy więcej, damy więcej, jeśli mamy mniej, to damy mniej; drugi człowiek nie zapewni nam wysokiej jakości życia, nie rozwiąże naszych problemów.

„Cierpienie nie ma nic wspólnego ze zdarzeniami, lecz z naszą na nie reakcją. To co się dzieje, po prostu się dzieje.” Wiemy, że na ten sam bodziec różni ludzie reagują inaczej. Najważniejsze jest to, jak my reagujemy na bodźce zewnętrzne, na sytuację, w której się znajdujemy, na nasze przeżycia. Wiąże się to z kwestiami, które poruszyłem wcześniej, a zwłaszcza z naszą umiejętnością nieutożsamiania się z własnymi emocjami.

Każda myśl, uczucie, stwierdzenie, ma charakter stwórczy. W zależności od tego, z jaką żarliwością uznajesz ją za prawdę, w takim stopniu ucieleśni się ona w twoim doświadczeniu. Czyli to co myślimy, to co mówimy, to co przekazujemy innym, to wszystko tworzy naszą rzeczywistość. Możemy mieć trudności, żeby zmienić pewne nasze reakcje, zmodyfikować nasze uczucia. Natomiast pracując wytrwale nad tym możemy dojść do sytuacji, w których one rzeczywiście staną się inne, zdrowsze.

Najgłębszym sekretem jest to, że życie nie polega na odkrywaniu, lecz na tworzeniu. Wcześniej już była o tym mowa. Myślimy, że przydarzają nam się różne rzeczy. A to my tworzymy nasze życie.

Okazywanie innym miłości niekoniecznie oznacza pozwalanie im na wszystko. Była kiedyś popularna teoria dotycząca wychowania dzieci, autorstwa pewnego amerykańskiego psychologa o nazwisku W.R. Coulson,, który później po wielu latach przeprosił rodziców za propagowanie owej teorii. Zakładała ona pozwalanie dzieciom na wszystko. Okazało się, że wcale nie prowadzi to do dobrych efektów. Dziecku potrzebna jest akceptacja, ale musi też być obecne ustalanie granic. I to samo miejsce w relacjach, także małżeńskich czy partnerskich. Oczywiście ważne jest, abyśmy dawali żonie/mężowi (partnerowi/partnerce) akceptację, ale też powinniśmy umieć powiedzieć „nie”, kiedy coś nie będzie nam się podobać w jej/jego zachowaniu.

Nie potępiaj wszystkiego, co postrzegasz w świecie jako złe. Spytaj raczej siebie, co w danym zjawisku jest złego i co chcesz uczynić, aby to zmienić. Kiedyś pewna osoba, gdy krytykowałem coś czy kogoś, powiedziała mi: – A może lepiej byś zrobił – zamiast krytykować – gdybyś pomyślał, co ty możesz zrobić, żeby nie postępować tak, jak ta osoba. Jeśli ktoś postępował w sposób, który mnie się nie podobał, to czy ja postępuję lepiej? Czy w takiej samej czy podobnej sytuacji na pewno postąpiłbym lepiej? Tego rodzaju myślenie, jeżeli staje się narzędziem, czyli czymś, co mamy na podorędziu, może sprawić, że będziemy nieco mniej krytyczni. To nie znaczy, że nie będziemy widzieli tego, co nie jest dobre w zachowaniu innych ludzi, tylko możemy mieć mniej negatywnych reakcji. Nasze reakcje będą może mniej ostre, mniej niszczące.

Cytat z książki „Przyjaźń z Bogiem” N.D. Walscha: Wyzbądź się przekonania, że twoje szczęście zależy od czynników zewnętrznych, a wyzbędziesz się zazdrości. Pozbądź się myśli, że w miłości chodzi o to, co otrzymujesz, w zamian za to, co dajesz, a pozbędziesz się zazdrości. Rozstań się z roszczeniami, co do czasu, sił, lub miłości drugiej osoby, a rozstaniesz się z zazdrością. Nie ma czegoś takiego, jak w porządku i nie w porządku. To są wyznaczniki, normy, które sami ustalacie. Tworzycie je i zmieniacie na miarę swojego rozwoju. Tak mówił „rozmówca” Walscha. Czyli nasze widzenie tego, co jest w porządku, a co nie w porządku jest płynne, zmienne. Nie jest wyznacznikiem absolutnym. Zmienianie uznawanych wartości świadczy o rozwoju, dojrzewaniu społeczeństwa. Przechodzicie jako społeczeństwo do kolejnego, wyższego etapu. Zmieniacie swoje wartości, albowiem zbieracie ciągle nowe informacje, ocieracie się o nowe doświadczenia, rozważacie nowe koncepcje, odkrywacie nowe spojrzenia na rzeczywistość i dzięki temu definiujecie siebie samych wciąż na nowo. Czyli jesteśmy ciągle w rozwoju,” w procesie”.

Bycie osobą wysoko rozwiniętą duchowo oznacza przede wszystkim bycie szczerym. Przede wszystkim bądźmy szczerzy – na ile to możliwe – wobec samych siebie. Na ile to możliwe, bo czasami możemy nie dostrzegać pewnych naszych wewnętrznych procesów, uwarunkowań, ograniczeń itp. Jesteśmy uwarunkowani naszymi przekonaniami, tym, co budowało się w nas przez lata. Te przekonania, te koncepcje, wyobrażenia itp. nie są czymś ostatecznym. Możemy redefiniować nas samych każdego dnia. Jeśli chcemy żyć lepiej i zbliżać się do naszego wyobrażenia o pełni, o tym co byłoby najwspanialszą formą nas samych, to powinniśmy powoli, krok za krokiem, zmieniać nas samych, definiować nas samych od nowa. I oczywiście powinniśmy być uczciwi – na ile to możliwe – także wobec innych. Ale zacznijmy od uczciwości wobec samych siebie… Co to oznacza? Przede wszystkim nie powinniśmy oszukiwać samych siebie. I starać się zdawać sobie sprawę z tego, czego chcemy i czego nie chcemy. A następnie, powinniśmy zachowywać się – na ile to możliwe -uczciwie i szczerze w relacjach z innymi ludźmi.

Kończę cytatem z jednej z książek Walscha: Miłość (zaś) i świadomość są Twymi prawdziwymi przyjaciółmi”.

Poprzedni artykułWirtualne kasyno – jak to działa i co może nam zaoferować?
Następny artykułWybory
Lucjan Wesołowski
Lucjan Wesołowski - absolwent Uniwersytetu Łódzkiego na wydziale filologii polskiej. Muzyk – kompozytor i multiinstrumentalista. Jego muzyka instrumentalna została wydana w różnych krajach na ponad 20 płytach kompaktowych. Napisał ilustrację muzyczną do 8 spektakli teatralnych i wiele piosenek, wydanych na kilku płytach. W latach 80. był znany jako wykonawca poezji śpiewanej (główna nagroda na festiwalu „Śpiewajmy Poezję” w Olsztynie w roku 1984). W latach 1993-2014 mieszkał we Włoszech, gdzie prowadził firmę międzynarodowego pośrednictwa biznesowego. Zajmuje się duchowością Wschodu od lat 70. Spędził ponad rok w ośrodkach jogi i buddyjskich w Niemczech, Włoszech, Indii i Polsce. Publikował artykuły dla prasy polskiej i włoskiej na tematy muzyczne i duchowe. Autor książki pt. „Moje ABC duchowości”. Prowadzi warsztaty rozwoju osobowości.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here