Karol Czejarek: Chcę, by w mojej ojczyźnie przestrzegano praw człowieka

7

Paweł Rogaliński rozmawia z Karolem Czejarkiem, b. wykładowcą Uniwersytetu Warszawskiego i Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, którego zainteresowania badawcze obejmują m.in. dialog międzykulturowy, prawa człowieka, zagadnienia globalizacji i polityki kulturalnej.

Paweł Rogaliński: – Panie Profesorze, na przywitanie użyję jedynie gestu otwartej dłoni. Proszę tego nie uznać za niegrzeczne, ale w obecnej sytuacji to po prostu konieczność.

Karol Czejarek: – Nie uważam tego za niegrzeczność, przeciwnie – jest  to podstawowe wymaganie w okresie pandemii, aby nie zarazić się tym ciągle groźnym koronawirusem. Wszyscy powinniśmy przestrzegać tego PODSTAWOWEGO zalecenia higienicznego. 

PR: – Ostatnio słyszałem w telewizji stwierdzenie, że tak naprawdę  Polacy już nie wierzą w koronawirusa. Myśli Pan, że dla części naszych rodaków to nie jest kwestia zdrowia i higieny, a raczej wiary?

KC: – Co ja mam Panu na to odpowiedzieć? Ja ufałem i ufam obostrzeniom, które mają nas uchronić od najgorszego. W dodatku zaleca je również Komisja Zdrowia ONZ. Boję się tej choroby… i radzę KAŻDEMU daleko idącą ostrożność! Ta epidemia nie jest żartem tylko faktem! Ci, którzy uważają inaczej – mylą się! A życie mamy tylko jedno.

PR: – Dziękuję za odpowiedź. Przejdźmy jednak do polityki: czy Polska – po wszystkich latach rządów PiS – „wstała już z kolan”?

KC: – Panie Redaktorze, przede wszystkim Polska nigdy nie była na kolanach! Ani w okresie „przed PiS-em”, ani teraz, ani nawet wcześniej.  I wtedy, i obecnie NASZ KRAJ liczy się w Europie i na świecie! Na kolanach Polska była w czasie rozbiorów i po napaści III Rzeszy w 1939 roku.

PR: – A jednak w 2015 roku wyborcy słyszeli slogany o „Polsce w ruinie”.

KC: – To pan jest politologiem i powinien mieć w tej sprawie swoją ocenę; ja patrzę na to zagadnienie jako obywatel, któremu przede wszystkim chodzi o to, aby w moim kraju żyło się coraz lepiej, żeby były przestrzegane prawa człowieka i Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, którą oczywiście można zmieniać, jeśli w referendum większość narodu opowie się za tym. Tylko, że każda ewentualna zmiana powinna określać korzyści wynikające z niej – dla Polski i każdego obywatela.

PR: –  Nie jest to zbyt idealistyczne podejście?

KC: – Ja, który z moim śp. Ojcem, który wrócił w 1948 roku do kraju, Polska zawsze była Najjaśniejszą Rzeczpospolitą. I chciałbym, aby tak pozostało do końca mego życia. Chcę żyć w Ojczyźnie, która jest demokratyczna i suwerenna, jest wiodącym członkiem Unii Europejskiej, a jednocześnie w sojuszu z wszystkimi innymi państwami Zachodu i Wschodu, które dążą – jak my – do polepszania życia swoim obywatelom, z poszanowaniem praw człowieka i bezpieczeństwa.

PR: – Rozumiem. Pozwoli Pan, że skontrastuję tę wizję z „gorącymi” tematami ostatnich kampanii wyborczych, które rozpalały wyobraźnię wyborców i dzieliły Polaków, jak nigdy wcześniej.

KC: Na zadane pytanie odpowiem Panu tak: w każdej krytyce musimy nauczyć się, by nie dostrzegać od razu „dzielenia Polaków”, gdyż nigdy nie da się osiągnąć pełnej jednomyślności. Chodzi tylko o to, aby zło nazywać złem, a dobro – dobrem!

PR: Zgadzam się. Jednak przyzna Pan, że istnieje pewien podział, np. w kwestii katastrofy polskiego Tu-154 w Smoleńsku. Pan Antoni Macierewicz zasugerował nawet, że samolot prezydencki nie uległ wypadkowi, ale miały tam miejsce dwa wybuchy spowodowane przez „lewackich i postkomunistycznych terrorystów”.

KC: – Przykro mi, że ta sprawa ciągle pozostaje w sferze dyskusji. Oby taka tragedia nigdy więcej nie miała miejsca. To powinno być naszym celem. Była komisja państwowa, która – moim zdaniem – dostatecznie wyjaśniła sprawę, więc powinniśmy zgodzić się z jej werdyktem. Oczywiście, jeśli ktoś chce dalej badać wątki tej tragedii, to niech to czyni, ale na własny koszt, a nie pod szyldem państwa. Takie jest moje zdanie w tej kwestii.

PR: – Pozwolę sobie zauważyć, że wielu hierarchów kościelnych i księży katolickich silnie zaangażowało się we wsparcie retoryki Antoniego Macierewicza, a później w pomoc PiS podczas kampanii wyborczych. Jak Pan ocenia ten swoisty sojusz tronu i ołtarza?

KC: – Dla mnie istotny jest rozdział państwa od Kościoła. Mówię oczywiście o tym, do czego powinniśmy dążyć.

PR: – A co w przypadku mediów publicznych?

KC: – Byłem, jestem i pozostanę za pluralizmem! A marzeniem moim byłaby telewizja publiczna, głoszącą prawdę o zamierzeniach władz, dopuszczająca jednakże i inne zdania opozycyjne, a w razie istotnych różnic, dająca możliwość widzowi (czy słuchaczowi w przypadku radia, które nadal odgrywa  bardzo ważna rolę), zaprezentowania własnych poglądów!  

PR: – Czy Pana zdaniem istnieje zagrożenie, że Polska – pod względem centralizacji mediów i podporządkowania ich władzy – pójdzie w ślady Węgier Viktora Orbána?

KC: – A dlaczego mamy się utożsamiać z eksperymentem węgierskim? My powinniśmy dążyć do równania się we wszystkich ważnych sprawach z Unią Europejską, ewentualnie także z Trójkątem Weimarskim i innymi państwami na świecie, które realizują praworządność, także poprzez media.

PR: – Zatem jak w tym całym schemacie widzi Pan rolę Brukseli?

 KC: – Opowiadam się za aktywnym współkształtowaniem prawa i zasad działania Unii Europejskiej, a w tym kontekście – za dostosowaniem naszego prawa do zaleceń unijnych, które powinny zostać wcześniej wspólnie wypracowane. I tak jest przecież do tej pory!

PR: – Niektórzy czołowi politycy są zdania, że Bruksela „wtrąca się w polskie sprawy”. W ich opinii Unia powinna skupić się na przelewaniu dotacji, nie zaś na ingerowaniu w naszą praworządność. Co by im Pan odpowiedział?

KC: – Nie chodzi o wtrącanie się, ale pilnowanie tego, co wcześniej zostało wspólnie ustalone. A czy Pan, Panie Redaktorze, dałby mi łamy „Przeglądu Dziennikarskiego”, żebym mógł w nim pisać, co tylko chcę? Przecież też mamy obaj jakąś wizję, która jest naszą i przez nas wcześniej wypracowaną.

PR: – Na łamach „Przeglądu Dziennikarskiego” wypowiadali się już eurosceptycy i konserwatyści. To pismo tolerancyjne oraz otwarte na konstruktywną krytykę. Dbamy zatem o pluralizm poglądów. Ale ma Pan rację, że i na tym polu istnieją reguły, których łamać nie wolno. Są to m.in. szacunek do drugiego człowieka i respektowanie prawa.

KC: – I niech Pan dba dalej o TAKI pluralizm, by „Przegląd Dziennikarski” pozostał pismem otwartym, dającym Czytelnikowi możliwość głębszego zapoznania się z danym problemem, z możliwością zaprezentowania w danej sprawie, także swego odmiennego zdania!

PR: – Dziękuję, obiecuję, że będziemy nadal iść w tym kierunku. Mówiliśmy o szacunku do innych, więc pozwolę sobie zapytać: LGBT to ludzie czy ideologia?

KC: – W sprawie LGBT popieram dostosowanie naszego prawa do zaleceń Unii Europejskiej. Mnie nie przeszkadzają żadne odmienności, byleby ogólny porządek etyczno-moralny nie był zakłócany. Aby nikogo nie zmuszano do czegoś, jeśli tego nie chce!

PR: – Mówi Pan o zasadach moralności katolickiej? Czy Pana zdaniem wprowadzenie związków partnerskich mogłoby w jakikolwiek sposób zakłócić wspomniany porządek lub urazić czyjeś uczucia religijne?

KC: – Jestem przede wszystkim za prawem tolerancyjnym, które wcześniej ustalone jest w zgodzie z wolą narodu. Myślę, że w tej sprawie da się wypracować konsensus, tylko trzeba chcieć dążyć do takiego „dogadania się”, a nie działać przez nakazy i zakazy. Współczuję ludziom LGBT, ale to LUDZIE, którzy przyszli na świat i chcą się realizować, jak wszyscy inni.    

PR: – Dr Marcin Kędzierski w swojej opinii dla Onet.pl napisał, że „PiS w kampanii nie grał kartą homoseksualną, ale hasłem »ideologii LGBT« – bo to ostatnie kojarzy się z seksualizacją dzieci, czyli w społecznym odbiorze… z pedofilią”. Pomijając tę kampanijną manipulację, myśli Pan, że osoba homoseksualna może być równie dobrym rodzicem, co heteroseksualna?

KC: – Myślę, że może być! Powinna jednak zostawić swojemu wychowankowi wolność wyboru kształtowania własnego życia; nie narzucać mu własnej woli i upodobań, zwłaszcza w sferze życia seksualnego.

PR: – Zastanawiam się, czy to możliwe, by narzucić komuś swoje preferencje seksualne? Bo skoro w heteroseksualnych, konserwatywnych i katolickich rodzinach rodzą się homoseksualne i biseksualne dzieci, to może właśnie pomimo wychowania, odpowiedniej nauki o seksualności i przedstawianiu określonego modelu życia rodzinnego, wychowanek nadal często sam „wie lepiej”, którą drogą chce podążać.

KC: – Niech podąża, ale po szerokim wcześniejszym zapoznaniu go z różnymi  poglądami na ten temat, np. na  lekcjach etyki w szkole?! I aby nie uważał swoich preferencji za jedyne, albo ważniejsze od powszechnie stosowanych.

PR: – Skoro rozmawiamy o rodzinie – czy to dobrze, że Polska zamierza wypowiedzieć konwencję antyprzemocową, ponieważ zdaniem rządu – „stanowi ona zagrożenie dla rodziny w rozumieniu polskiej tradycji”?

KC: – Polska nie powinna wypowiadać tej konwencji, którą wcześniej zaakceptowała. Przecież to nie oznacza, że w jakikolwiek sposób rezygnujemy z wartości związanych z pojęciem „tradycyjnej rodziny”.

PR: – Zagrożeniem dla polskiej tradycji i kultury okazać się mieli również ekolodzy. Konserwatywni politycy, a wraz z nimi część duchowieństwa, określało ekologizm mianem „nowej formy totalitaryzmu”; posługiwano się także określeniem „zielony nazizm”. Czy porównanie troski o środowisko do tragicznych wydarzeń II wojny światowej jest Pana zdaniem właściwe?

KC: – Jakiekolwiek porównania w tej problematyce, tak szalenie ważnej dla zdrowego życia ludzi, jest niestosowne i wysoce niemoralne, zwłaszcza porównanie do nazizmu. O środowisko musimy zadbać, bo inaczej zginiemy; nie wytrzymamy na dłuższą metę ani obecnych upałów, suszy, braku wody pitnej, kataklizmów wywołanych przez niegospodarność. Nie muszę chyba tego tematu rozwijać, gdyż każdy człowiek o tym wie i musi wreszcie nauczyć się żyć w zgodzie z naturą, nie łamiąc praw rządzących ekologią. 2+2 zawsze będzie 4, a nie 5, czy 6 albo 7! Myślę, że dostatecznie jasno wypowiadam się w tej materii?!

PR: – Tak, zdecydowanie! Na koniec spytam o Pana opinię na temat sądownictwa. Obecnie jesteśmy świadkami dużego chaosu, walki „neosędziów” ze „starą kastą”. Czy widzi Pan w tym zagrożenie dla praw człowieka i polskiej demokracji?

KC: – Dla mnie prokuratura powinna być organem niezależnym, a sędziami sądów ludzie z najwyższym wykształceniem, doświadczeniem I nienaganną postawą moralno-etyczną; wybierani  w zgodzie z prawami człowieka i celami państwa wynikającymi z obowiązującej konstytucji.

PR: – Brzmi świetnie, ale czy to możliwe?

KC: – Owszem; chcę wierzyć, że tak. Ja zawsze byłem, jestem i pozostanę za trójpodziałem władzy i w pełni demokratycznymi wyborami, dokonującymi wyboru danej władzy. Za Państwem, w którym nikt nie stoi ponad prawem!

PR: Jeśli chcemy być przykładem państwa prawa, np. dla Białorusinów, myślę, że rzeczywiście powinniśmy zadbać o wspomniane przez Pana Profesora wartości.

KC: – Dla mnie „Być przykładem dla innych” – to piękne i ważne przesłanie, ale najważniejsze, by Polska – moja Ojczyzna – pozwalała mi żyć zgodnie z tym, o co walczyły całe pokolenia: BYCIE W ZGODZIE Z WŁASNYM SUMIENIEM I PRAWEM!

A jeśli chodzi o Białoruś, mam nadzieję, że wreszcie wyrwie się ona z autorytaryzmu i będzie krajem, jak my – wolnym, suwerennym, praworządnym, a z czasem – może i członkiem Unii Europejskiej?! Tego Białorusinom życzę. 

PR: – Serdecznie dziękuję za interesującą rozmowę.

 

Rozmawiał: Paweł Rogaliński

 

Karol Czejarek – doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt – kierownik p.o. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christę Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematykę UE i Globalizację oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; wicedyrektor „Składnicy Księgarskie”, dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS.

Poprzedni artykułLiga Narodów: Mecz z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną. Trudni rywale Polaków…
Następny artykułWirtualne kasyno – jak to działa i co może nam zaoferować?
Paweł Rogaliński
Paweł Rogaliński jest politologiem, filologiem, rzecznikiem prasowym organizacji pozarządowej oraz twórcą Przeglądu Dziennikarskiego. Od 2015 roku należy do prestiżowej grupy Światowych Odpowiedzialnych Liderów Fundacji BMW Stiftung Herbert Quandt. Za swoje osiągnięcia nagradzany na całym świecie, m.in. w Londynie, Berlinie, Rio de Janeiro, Warszawie, Brukseli i Strasburgu. Ukończył następujące kierunki studiów na Uniwersytecie Łódzkim: stosunki międzynarodowe: nauki polityczne, zarządzanie oraz filologię angielską, osiągając przy tym ogólnokrajowe sukcesy naukowe (m.in. Studencki Nobel). Obecnie przygotowuje rozprawę doktorską w Londynie poświęconą popularności politycznej w krajach anglojęzycznych. Jego ostatnia książka pt. „Jak politycy nami manipulują. Zakazane techniki” (Wydawnictwo Sorus, Poznań 2013) z powodu dużej popularności doczekała się dodruku już w kilka miesięcy po wydaniu. Więcej na stronie oficjalnej: www.rogalinski.eu.

7 KOMENTARZE

  1. UWAGI POLEMICZNE DO WYWIADU
    Pozwoliłem sobie na poniższe uwagi po tym, jak Profesor Karol Czejarek zwrócił się do mnie z sugestią, żebym się wypowiedział w kontekście Jego wywiadu. No cóż, moje poglądy nie zawsze są bardzo „postępowe” i ja pewne sprawy widzę jednak inaczej.
    Ja właśnie uważam, że Bruksela za bardzo się wtrąca do naszych spraw! Zresztą Niemcy też. Chcą nas pouczać, a u nich wcale nie jest lepiej.
    O Polsce wszystkie niemieckie media donoszą w ten sam tendencyjny sposób, nie mówią o „polskim rządzie” (który wszak jest u nas przez dużą część społeczeństwa popierany), tylko dodają odpowiednie wartościujące przymiotniki. To nie jest „polnische Regierung”, ale zawsze „national-konservative Regierung”, czasem po prostu „PIS-Regierung”. Czy jeśli do władzy w Polsce dojdzie Platforma Obywatelska (oby nie …), to będzie się to nazywało „ideenlose PO-Regierung”? … Jeśli chodzi o sprawy polskie, wszystkie media w Niemczech mówią tym samym głosem, używają tych samych formułek, manipulują niesamowicie. Przemawiają głosem polskiej opozycji, zresztą niektóre teksty dla niemieckiej prasy są pisane przez opozycyjnych dziennikarzy z Polski. Słaba to demokracja, gdzie wszyscy mówią tym samym głosem! A sposób informowania ludzi przez media to moim skromnym zdaniem jeden z NAJISTOTNIEJSZYCH kryteriów demokracji. Media zachodnie, w szczególności niemieckie (bo te znam najlepiej) nie są wzorem do naśladowania, wręcz odwrotnie, to są – tak uważam – antywzory!
    Tymczasem polskie media (przede wszystkim prasa) są bardzo zróżnicowane, od skrajnej lewicy do radykalnej prawicy. Nie są zglajszachtowane jak niemieckie. Demokracja ma się u nas lepiej!
    W zawiłości reformy sądownictwa nie jestem w stanie się wdawać, ale na pewno reformy są potrzebne, wręcz konieczne (inna sprawa, na ile one dotychczas były przeprowadzane właściwie)! Mimo że Unia bardzo konsekwentnie stara się te reformy bojkotować.
    Niektórzy – też w Polsce – uważają, że zdarzające się co chwila napięcia polsko-niemieckie to wina obecnie rządzących, którzy starają się jak mogą „obrzydzić” Niemców. Ja widzę to inaczej. Niemcy, ale też inne kraje, i niestety kierownictwo UE nie mogły/nie mogą się pogodzić z tym, że do władzy w Polsce doszedł ten konserwatywny PiS, ze swoimi reformami, swoją „krnąbrnością”, który nie zgodził się na obowiązkową relokację tzw. uchodźców (i bardzo słusznie!) itd. itp. Tego liberalna Europa nie widzi, nie chce zrozumieć. Że nie wszyscy muszą hołdować tym samym wartościom, jak małżeństwa homo, eutanazja czy aborcja. LGBT? Nikt (wiadomo, osoby skrajnie nietolerancyjne też są, jak wszędzie na świecie) nie chce prześladować osób o innej orientacji seksualnej, ale przecież trudno popierać agresję, prowokacje, nachalną propagandę ze strony tych środowisk.
    W sprawie katastrofy smoleńskiej też mam inne zdanie. Nie zasługuje na poważne traktowanie oficjalny raport rosyjski i raport polskiej komisji Millera.
    Tytuł wywiadu „Chcę, by w mojej ojczyźnie przestrzegano praw człowieka” sugerowałby, że te prawa obecnie nie są przestrzegane (?). Na pewno nie wszystko jest idealne, ale … jak jest w Niemczech?
    Z wieloma wypowiedziami Profesora Czejarka jednak się zgadzam. Na przykład z tą końcową wypowiedzią: „A jeśli chodzi o Białoruś, mam nadzieję, że wreszcie wyrwie się ona z autorytaryzmu i będzie krajem, jak my – wolnym, suwerennym, praworządnym, a z czasem – może i członkiem Unii Europejskiej?! Tego Białorusinom życzę.”
    Cóż, Karolu, sam nakłoniłeś mnie do tego, więc się wypowiedziałem … Trochę krytycznie. Ale to przecież normalne, że nie wszyscy muszą mieć te same poglądy.

  2. Ja z kolei uważam, że skoro usilnie zabiegaliśmy o członkostwo w UE i zaakceptowaliśmy związane z tym zasady, to teraz należy się tego trzymać. Unia i tak wykazuje się naprawdę podziwu godną cierpliwością w obliczu działań polskiego rządu. Myślę, że ja nie byłabym tak tolerancyjna. Reformy sądownictwa być może rzeczywiście były potrzebne, ale nie polegające na niszczeniu całego systemu i obsadzania stanowisk „swoimi”, tak jak uczyniono to w przypadku już całkowicie skompromitowanego trybunału konstytucyjnego. Jeśli chodzi o tzw. środowiska LGBT to pozostaje tym ludziom tylko współczuć. Nie stanowią i nigdy nie stanowili zagrożenia dla nikogo i niczego – jest to niewielki odsetek społeczeństwa, który jest demonizowany. Natomiast katastrofa smoleńska miała miejsce w 2010 i może już czas zmarłych pozostawić w spokoju.

  3. Pozwolę sobie zwrócić uwagę na koncyliacyjny charakter pana profesora Czejarka i taki sam ton jego wypowiedzi ( logiczny związek ). Daje on dowód, że nie ma dziedziny, która sama z siebie miałaby związek z dzieleniem społeczeństwa. Natomiast, co wydaje się być oczywiste, wyłącznie ludzie ponoszą odpowiedzialność za coraz głębsze podziały, co nie powinno być oczywiste, tylko zasmucające. Rozmowa z profesorem Czejarkiem ( jego nastawienie do ludzi i problemów współczesnego świata ) jest jak kojąca codzienne trudy kołysanka. Niestety nie kołysze do spokojnego snu. Za stawianymi pytaniami i odpowiedziami profesora czają się bolesne problemy narastającej wrogości pomiędzy obywatelami wspólnej, jednej jedynej, niewymienialnej na żadną inną, ojczyzny. Rośnie parcie coraz bardziej radykalizującej się prawej strony na prawdę nie podlegającą dyskusji. Najsmutniejsze jest to, że przerabialiśmy już w czasach II RP brak porozumienia między obozami politycznymi, z działaniami endecji na czele, przypominającymi dzisiejsze poczynania najbardziej odchylonych w prawo narodowców. Pozostaje mi żyć nadzieją, że nie będę musiał zbyt długo czekać, żeby czasy współczesnej „endecji” znalazły dla siebie miejsce wyłącznie na stronach podręczników historii. Z wyrazami szacunku dla profesora Karola Czejarka – Szymon Koprowski.

  4. Zgadzam się całkowicie ze stwierdzeniem, że Profesor Karol Czejarek jest bardzo koncyliacyjny i robi wszystko, by nie dzielić, i to zarówno w odniesieniu do społeczeństwa naszego kraju, jak i do relacji z innymi krajami, przede wszystkim z Niemcami. Za to nie za bardzo mogę się zgodzić z Panem Szymonem Koprowskim, który wskazuje na obecną polską „radykalizującą się prawą stronę” (o kogo tutaj chodzi?) jako źródło podziałów w obecnej Polsce. Moje wątpliwości budzi też sugerowanie ciągłości z czasami II RP i ówczesnym brakiem porozumienia między obozami politycznymi „z działaniami endecji na czele”. To nie endecja – z umiarkowanym i mądrym Romanem Dmowskim – rządziła w okresie międzywojennym, ale – przynajmniej po roku 1926 – były to autorytarne rządy sanacji, piłsudczyków. I to sanacja stworzyła nacjonalistyczny OZON, to piłsudczycy (minister z rządu Sławoja-Składkowskiego i jego rozporządzenie z r. 1937) wprowadzili tzw. getta ławkowe dla Żydów na polskich uczelniach! Narodowcy byli całkowicie zmarginalizowani, a nawet zdelegalizowani, więc to nie oni, i nie radykalne odłamy (jak ONR – nie popierany zresztą przez Dmowskiego) nadawały ton polskiej polityce. Nie można ich więc oskarżać o to, co się wówczas działo.

  5. Dziękuję za bardzo interesujące komentarze. Zastanawiam się jedynie, czy określenia „hołdowanie wartościom” nie lepiej zastąpić słowem „empatia” lub „tolerancja”. W poprzednich wiekach przecież ludzie by rzekli, że nie wszyscy muszą hołdować równości rasowej, albo równości płci. Czy rzeczywiście mieli rację, nie zgadzając się np. na związki mieszane rasowo lub edukację osób czarnoskórych i kobiet?
    Oczywiście to tylko „luźna” uwaga, mój pogląd na poruszony temat.
    Pozdrawiam serdecznie i kłaniam się

  6. Przepraszam, przez nieuwagę uciekła mi dłuższa wypowiedź i chyba się w tej dyskusji nie utrwaliła. Streszczę zatem, co pisałem. Znam Pana Karola od dawna, łagodny człowiek, delikatny w kontaktach i rozmowach nawet na najtrudniejsze, w tym polityczne tematy.
    Co do szczegółów światopoglądowych i politycznych – tylko w niektórych punktach się różnimy. Nie przeszkadza mi to jednak zupełnie, ogromnie cenię sobie znajomość z Panem Karolem.
    Moim zdaniem konstytucja w Polsce nie jest łamana, jedyny problem stanowią środowiska sędziowskie, problem poważny (nie będę podawał przykładów). Polska w UE powinna pozostawać, ale musi odważnie protestować przeciwko wszelkim naruszeniom (tak, naruszeniom!) przez „Brukselę” traktatu europejskiego – Komisja Europejska regularnie to czyni.
    Jak i Pan Karol, domagam się radia i telewizji z prawdziwego zdarzenia. Uważam, że ani media rządowe, ani TVN, ani Polsat nie dają o b i e k t y w n e j informacji o bieżących zdarzeniach; są stronnicze, wybiórcze.
    Jeśli idzie o konwencję stambulską, to proszę się dokładnie w nią wczytać – ona godzi w porządek prawny RP, narusza konstytucję RP; jej przyjęcie było wielkim błędem poprzedniego prezydenta.
    Bardzo krytycznie odnoszę się do Mateusza Morawieckiego – jako premiera RP.
    Ale to osobny, wielki problem! Może „Przegląd” zorganizuje wolną dyskusję na ten temat? Może uda się pana premiera nakłonić do publicznej odpowiedzi? Wysyłanie listów na adres mejlowy jego kancelarii nic nie daje! Nie odpowiada, szkoda czasu!

  7. Po przeczytaniu tego tekstu napisałem spontanicznie panu Profesorowi, że dla mnie to nie jest żaden wywiad, tylko manifest. „Chcę, żeby w mojej ojczyźnie przestrzegano praw człowieka“ – dla obrony tych wartości szturmowano kiedyś Bastylię.
    Dlaczego manifest? Pan Profesor w krótkich słowach dosadnie dał wyraz swojemu zaniepokojeniu tym, co aktualnie dzieje się w Polsce. Jest to głos obywatela, ale też Polaka, obywatela kraju o skomplikowanej historii, jak wszystko u nas. Pan Profesor też ma zresztą skomplikowaną historię, urodził się przecież Niemcem, obywatelem Polski został z wyboru. Oprócz kariery naukowej parał sie również polityką, był wysokim urzędnikiem w Ministerstwie Kultury (pozostańmy przy tej skrótowej nazwie), więc wie od środka, jak funkcjonują organy centralne. I jeśli człowiek o takim doświadczeniu i wiedzy bije na alarm, to chyba naprawdę źle się dzieje w państwie duńskim… sorry, polskim.
    Kiedy w 2015 roku pan minister – i było nie było wicepremier – Piotr Gliński obejmował resort kultury to zapowiedział, że teraz wreszcie Kultura przez duże K wróci pod strzechy. Telewizja nie będzie juz nadawała komercyjnych kawałków, zreanimujemy Kabaret Starszych Panów, wróci Teatr Telewizji jak za dawnych czasów, w najlepszych porach emisji. A co mamy? Taniec z Gwiazdami i Zenka. Prymitywną propagandę w stalinowskim stylu… I tak można byłoby wyliczać… i wyliczać.
    Czasem zastanawiam sie skąd się wziął w tzw czasach komunizmu ten wybuch wspaniałej twórczości i oszałamiajacych karier na świecie naszych wielkich kompozytorów, taki na przykład Penderecki… czy Lutosławski… czy Górecki… że wspomnę tylko o tzw muzyce poważnej, a byly przecież dziesiątki innych artystów, którzy rozsławiali swoim dziełami imię Polski. Tworzyli oni rzeczy uniwersalne i oryginalne, ale z jakimś osobistym elementem, który według dzisiejszych kryteriów trudno byłoby nazwać „polskim“, choć takim był, bo przecież twórcy bylo Polakami. Dzisiaj zawodowi ideolodzy stworzyli kanon Polaka, stworzono nawet kategorię „prawdziwego Polaka“, a światową promocją naszej kochanej Ojczyzny zajmują się finansowane przez państwo bogate instytucje zarządzane przez politycznych nominatów, jedna z nich kupiła nawet używany jacht… który ciągle wymaga remontu.
    Jest jak u Mrożka, myślałem czasem, przecież żył kiedyś autor, nawiasem mówiąc pisarz o światowej sławie, który opisywał różne absurdy polskiej rzeczywistości. Wziąłem z półki tom jego opowiadań, tych pierwszych, z lat 1953 – 1959. Pamiętałem tytułowego „Słonia“. A zaraz po nim znalazłem tekst „Z ciemności“: … Straszna nas na tej wsi głuchej ciemnota ogarnia i zabobon. Ot i ja wyszedłbym na stronę za własną potrzebą, ale teraz nietoperze-gacki całymi stadami, jak liście w październiku, latają, o szyby skrzydłami biją, boję się, że mi się któryś do włosów na wiek wieków wkręci… Wy nam mówicie Europa. A tu, co postawimy mleko na kwaśne, to skądś wyłażą garbate karzełki i szczają nam do garnków.“
    Te zdania napisał Mrożek ponad 60 lat temu i o dziwo, nadal są aktualne. Wy nam mówicie Europa, ale tu jest Polska, mówią dzisiejsi decydenci i robią wszystko, żeby osłabić pozycję Polski w UE. Rozumiem, drogi Karolu, że ciebie to martwi, bo jako człowiek dwóch kultur świetnie wiesz, jak ważny jest dialog między sąsiadami, szczególnie jeśli chodzi o Polaków i Niemców. Kiedyś działali w polityce światli ludzie, którzy ten dialog i trudne nieraz wzajemne rozmowy instytucjonalnie wspierali, dzisiaj Niemiec to wróg, Rosjanin zresztą również.
    I są niestety ludzie w Polsce, którzy w to wierzą. Garbate karzełki mają się więc u nas całkiem dobrze i dalej uprawiają swój niecny proceder, ale – noch ist Polen nicht verloren!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here