Mateusz Majak: Liga Mistrzów jest absolutnie najpiękniejsza

0
Mateusz Majak w rozmowie z Robertem Lewandowskim. Fot: Archiwum prywatne.

Mateusz Majak komentator i prezenter z telewizji Eleven Sports, opowiedział mi o tegorocznej Lidze Mistrzów. Jaka ona była? największe zaskoczenie?, oraz wskazał faworyta finałowego spotkania. Zapraszam do przeczytania wywiadu.

Justyna Borowiecka: Za tydzień w Madrycie finał Ligi Mistrzów w sezonie 2018/2019, co najbardziej zapamiętałeś w tym sezonie?

Mateusz Majak: – Ta edycja Ligi Mistrzów była tak dobra, że nie jestem w stanie wskazać jednej rzeczy. To niemożliwe! Piłkarskie turnieje – klubowe i reprezentacyjne – oglądam od prawie 20 lat i z pełnym przekonaniem mówię, że niczego lepszego jeszcze nie widziałem. Mistrzostwa Świata w Rosji były kapitalne, ale obecny sezon Champion League wychodzi poza skalę.

Zachwyciło mnie kilka zespołów i wielu piłkarzy, ale w pamięci pozostaną przede wszystkim szalone pościgi w meczach fazy pucharowej. Ajaxu za Realem i Juventusem, Juventusu za Atletico, Liverpoolu za Barceloną i Tottenhamu za Ajaxem. Normalnie jeden taki mecz oglądamy raz na kilka lat. W tej edycji takie pojedynki były w każdej fazie. Liga Mistrzów jest absolutnie najpiękniejsza.

– Dla niektórych największym zaskoczeniem było odpadnięcie w 1/8 finału Realu Madryt. Dla jednych było to zaskoczenie inny mówili, że Real bez Cristiano Ronaldo to już nie ten sam Real i spodziewali się, że mogą wcześniej odpaść. Bez Ronaldo ale z innymi świetnie grającymi piłkarzami. Jak Ty oceniasz Real w tym sezonie?

– Nieskromnie powiem, że dla mnie odpadnięcie Realu nie było zaskoczeniem. Akurat tuż przed meczem rewanżowym na Santiago Bernabeu z bliska oglądałem rywalizację „Królewskich” z Barceloną. Po tamtym spotkaniu powiedziałem do jednego z kolegów, że za kilka dni Real kończy sezon i Ajax wygra w Madrycie. Nie pomyliłem się.

– Jak opiszesz sezon Realu?

– Blamaż, katastrofa, totalny kataklizm, tragedia, notoryczne ośmieszenia się. Zespół, który zdobywał trzy Ligi Mistrzów z rzędu przez cały sezon wyglądał żenująco, zbierał cięgi od słabszych i mocniejszych, u siebie i na wyjeździe. W jednych rozgrywkach miał trzech trenerów! U większości zawodników nie było widać choćby grama chęci i woli walki. W klubie nie pojawił się ani odpowiedni kontynuator pracy Zinedine’a Zidane’a, ani następca Cristiano Ronaldo. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Przynajmniej wiemy już, że w Madrycie nie prześpią kolejnego okienka transferowego, ale obawiam się, że zapowiadana ewolucja zespołu może zająć trochę więcej niż jest to planowane.

– Co dla Ciebie było największym zaskoczeniem?

– Mimo wszystko fakt, że Tottenham był w stanie odrobić straty i wyeliminować Ajax. Porażka 0:1 u siebie i szybkie 0:2 w rewanżu. Do końca nie wierzyłem, że to „Koguty” zagrają w finale. Parafrazując słowa Gianluigiego Buffona: „Kto nie pokochał tego Ajaxu ma kubeł na śmieci zamiast serca”. Pewnie dlatego dla mnie brak tej drużyny w finale to największe rozczarowanie i jednocześnie największy zawód. Oczywiście biorąc pod uwagę to, co działo się w tej edycji Ligi Mistrzów.

– Jak oceniasz zespoły, które w fazie grupowej zajęli trzecie miejsce? Sporo się wówczas mówiło o włoskich drużynach – SSC Napoli i Interze Mediolan.

– Zero zaskoczenia. Serie A powoli przekształca swój profil, zmienia się, rozwija, obala mity o tym, że jest ligą defensywną, nieatrakcyjną, siermiężną. Jednak to wciąż za mało do rywalizacji z europejską czołówką. Na to jest gotowy tylko Juventus. W tej chwili Inter i Napoli to nie są zespoły lepsze od Tottenhamu, PSG, czy Liverpoolu, a z tymi mierzyły się w swoich grupach. Zresztą w tej chwili zwłaszcza Napoli jest na etapie przebudowy zespołu pod wodzą Carlo Ancelettiego. Z kolei Inter… Inter w zasadzie też stara się stworzyć coś nowego, ale efekty są średnie.

– Eksperci mówili przed sezonem, że jeśli Manchester United dojdzie do ćwierćfinału będzie zachwycony. Udało się im awansować, ale zagrali z Barceloną, która znów zaczyna grać taką piłkę do której przyzwyczaiła swoich fanów. Jak oceniasz obie drużyny?

– W przypadku Manchesteru szacunek za wyeliminowanie PSG, ale to był jeden z nielicznych pozytywnych momentów „Czerwonych Diabłów” w tym sezonie. Nie oszukujmy się. Przed United jeszcze daleka droga nim powrócą do europejskiej czołówki. Przecież nawet nie zagrają w kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Mam wrażenie, że ten klub od lat jest źle zarządzany. Nieodpowiedni trenerzy, nietrafione ruchy transferowe. Można odnieść wrażenie, że pieniędzmi palą w piecu. Do tego bardzo „ciężka” szatnia, z którą starał się walczyć Jose Mourinho i przegrał. Wiele musi się zmienić, żeby kibice United chociaż w małym stopniu mogli się czuć jak za czasów Sir Alexa.

Barcelona natomiast prezentuje się inaczej niż za czasów Pepa Guardioli. Ernesto Valverde to zupełnie inny typ szkoleniowca. Cechuje się większym wyrachowaniem i pragmatyzmem. Tak też najczęściej gra jego „Barca”. To wystarcza na rywali w Hiszpanii, ale na europejskiej arenie drugi raz z rzędu doszło do absolutnej kompromitacji.

– Jeśli mówimy już o Barcelonie, to pięknie wygrali pierwszy mecz półfinałowy z Liverpoolem (3:0), ale w meczu rewanżowym Liverpool pokazał prawdziwą klasę, wygrywając 4:0. Mało komu udaje się pokonać na tym etapie przeciwnika tak wysokim wynikiem, tym bardziej, że Katalończycy byli już pewni finału. Duma Katalonii mogła faktycznie wygrać to spotkanie czy jednak Liverpool jest tak mocną drużyna?

– Liverpool pokazał klasę już w pierwszym meczu. Przegrał 0:3, ale stworzył sobie masę sytuacji i był stroną dominującą. Nie wiem jakim cudem nie zdobył chociażby jednej bramki… Barcelona wykazała się wtedy wspominanym już pragmatyzmem. Stworzyła mniej sytuacji, miała mniejsze posiadanie piłki, przebiegła mniej kilometrów, a jednak wysoko wygrała. Z tym, że w rewanżu piłkarze Valverde byli kompletnie nieobecni.

Natomiast odpowiadając na pytanie, nie, nie mogli wygrać tego meczu. Natomiast mogli uniknąć tak wysokiej porażki. Od zespołu z takiego poziomu, mającego w składzie najlepszych piłkarzy na świecie, rok w rok celującego w triumf w Lidze Mistrzów wymagam przynajmniej większej koncentracji przy stałych fragmentach gry. Na dobrą sprawę Barcelonę załatwił chłopiec od podawania piłek. Kiedy zawodnicy „Barcy” dopiero się ustawiali w polu karnym, piłkarze Liverpoolu w każdej chwili byli gotowi do wznowienia gry. Szukali tylko optymalnego rozwiązania. W końcu je znaleźli. Wszyscy wiemy co było dalej. Jὒrgen Klopp i jego ludzie odrobili lekcje i w pełni zasłużyli na awans.

– Mieliśmy już finały hiszpańskie i niemiecki teraz czas na angielski. Twoim zdaniem mecz finałowy dwóch drużyn z jednej ligi jest ciekawszy czy lepiej jak grają zespoły z innych lig, tak jak to miało miejsce chociażby rok temu?

– Dla mnie nie ma absolutnie żadnego znaczenia z jakiego kraju pochodzą finaliści. Jeden mecz, najwyższy poziom, żadnych kalkulacji. To nie to samo co pojedynek ligowy i nie rozumiem osób, które czepiają się tego mało znaczącego aspektu. W kluczowym pojedynku mamy dwa zespoły, które ciężko pracowały na to, żeby znaleźć się właśnie w tym miejscu. Przy okazji tocząc heroiczne boje i prezentując naprawdę widowiskowy styl gry. Na co tu narzekać?

– Absolutnie zgadzam się z Tobą. I na koniec która z drużyn sięgnie po Puchar Champions League, Tottenham czy Liverpool? [uśmiech]

– Z reguły w takich sytuacjach jest podział na serce i rozum, ale w tym przypadku jedno i drugie podpowiada, że Liverpool będzie górą. Zresztą jako fan Jὒrgena Kloppa nie mam innego wyjścia niż wskazanie „The Reds”.

– Dziękuję za rozmowę.

– Również dziękuję.

Z Mateuszem Majakiem rozmawiała: Justyna Borowiecka.

Poprzedni artykułCzy Polska pomija niewygodne dla kraju kwestie praw człowieka?
Następny artykułKatarzyna Braiter: ściganie przestępstw pedofilii nie jest atakiem na Kościół
Justyna Borowiecka
Justyna Borowiecka to redaktor, dziennikarz, fotograf, bloger, freelancer. Przygodę z dziennikarstwem rozpoczęła w 2007 r., gdzie przygotowywała relacje przedmeczowe ze spotkań Champions League i reprezentacji Polski. W 2008 r. trafiła do redakcji GKS Bełchatów, a w międzyczasie pracowała w innych mediach elektronicznych takich jak FutbolManiak, Łowimy talenty, Sports.net, Openmusic, Felietony i wiele innych. W 2008 r. rozpoczęła współpracę z portalem Wiadomosci24.pl, gdzie od listopada 2014 roku, pełniła funkcję redaktora. Obecnie piszę m.in. dla NaszeMiasto.pl. W 2012 r. pracowała również w Radiu Róża (polskie radio w Brukseli). W 2013 r. była korespondentem z małopolski w InfoTuba. Pisała także dla Interia360, PiłkaCV i Blasting News. Społecznie pomagała Fundacji Sportowej, gdzie promowała młode talenty piłkarskie. Ma na swoim koncie wiele cykli piłkarskich, te najbardziej popularne to: „Młodzi, zdolni i ambitni”, „Piłkarskie marzenia”, „Warto poznać”, „Chłopcy z Bundesligi” i „Futbolowo-ankietowo” i wiele innych. Od 2011 roku, przez kolejne cztery lata była nominowana w plebiscycie na Najlepszego Dziennikarza Obywatelskiego Roku, w którym zajmowała wysokie miejsce, mieszcząc się zawsze w dziesiątce najlepszych dziennikarzy (6, 4, 9 miejsce, w roku 2014 – zajęła II miejsce w kategorii „Fotoreportaż”). Z powodzeniem prowadzi blog https://usmiechsim.wordpress.com/, gdzie oprócz artykułów sportowo-muzycznych zamieszcza wykonane przez siebie fotografie. Autorka sześciu książek – „Od wywiadu do wywiadu” (luty 2011), „Fotografia – to jest to!” (sierpień 2011) „Chłopcy z Bundesligi” (luty 2012), „Niemcy – moja inspiracja!” (październik 2013), "Wywiad-owo" (luty 2015) i „21” (sierpień 2017). Umiejętnie łączy sport z muzyką i dziennikarstwo z fotografią.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here