Maghreb, czyli Maroko

0
Fot. Lucjan Wesołowski

W języku polskim słowo „Maghreb” oznacza Maroko, Algierię i Tunezję. Niekiedy rozciąga się jego zasięg także na Libię i Mauretanię. W języku arabskim „al-Maghrib” to Zachód. Zaś określenie „al-mamlakah al-maghribiyah” czyli „Królestwo Zachodnie” to oficjalna nazwa Maroka. Używana w różnych językach europejskich nazwa tego kraju (Maroko, Morocco, Maroc, Marocco itp.) pochodzi od miasta Marakesz, które w pewnych okresach było stolicą rozległego państwa, do którego należała m.in. przez pewien czas duża część Półwyspu Iberyjskiego.

W dniach 3.11-10.11 miałem okazję przebywać po raz czwarty w Maroku, zaproszony przez mojego marokańskiego przyjaciela o nazwisku Abdelhak Ouardi. Abdou (to zdrobnienie od Abdelhak) jest znakomitym muzykiem, wirtuozem lutni arabskiej oud”, profesorem tego instrumentu w konserwatorium w mieście Safi nad Atlantykiem, w którym mieszka. Abdou gra także na cytrze arabskiej „qanun”, śpiewa i komponuje.

Chciałbym podzielić się z Czytelnikami wiadomościami, doświadczeniami i refleksjami, związanymi z moimi pobytami w Maroku.

Królestwo Maroka jest od pewnego czasu jednym z najszybciej rozwijających się gospodarczo krajów Afryki. Przyciąga w związku z tym imigrantów z biedniejszych krajów Afryki, przede wszystkim czarnej. Widać ich często w różnych miejscach (np. żebrzących lub sprzedających na ulicach jakieś drobiazgi), mniej lub bardziej zintegrowanych ze społeczeństwem marokańskim.

Oficjalną religią jest islam, co ma wpływ na różne aspekty życia społecznego. Np. żaden obywatel Maroka nie może spożywać publicznie alkoholu ani pokazywać się poza domem w stanie wskazującym na spożycie tegoż. Pięć razy dziennie słychać nagrania śpiewu muezzinów, przypominające o modlitwie, co roku wystawia obywateli na próbę ramadan itp.

Ludność to głównie potomkowie najeźdźców arabskich, którzy w latach 698–709 podbili dzisiejszy Maghreb (czyli także Maroko) i podporządkowanych im po owym podboju autochtonów pochodzenia berberyjskiego, mówiących językami grupy berberyjskiej, należącej do rodziny języków afroazjatyckich. W dzisiejszym Maroku są to głównie następujące języki: tamazight, tarifit i tashelhiyt. Berberzy, mimo statusu ludności podbitej, odgrywali w Maroku dużą rolę. W XI i XII wieku rządziły Marokiem w berberyjskie dynastie Almorawidów i Almohadów, wojskiem podbijającym Hiszpanię dowodził berberyjski generał Tarik ibn Zijad (dużą część jego armii stanowili Berberzy) itd. Nawiasem mówiąc, słowo Gibraltar pochodzi z arabskiego Dżabal Tarik, czyli Góra Tarika. Tradycja muzyczna Berberów jest bogata i do dzisiaj żywa, a wiele miejscowości ma nazwy w językach berberyjskich. Można spotkać w Maroku osoby rude lub o włosach, które nie są czarne (w różnych odcieniach) i o zielonych czy niebieskich oczach. To zwykle Berberzy lub osoby o pochodzeniu mieszanym. Starożytne wizerunki egipskie przedstawiają Berberów jako ludzi jasnowłosych lub rudych. Mumie berberyjskich Guanczów, którzy zamieszkiwali Wyspy Kanaryjskie mają rude włosy. Jasne włosy czy oczy tych Berberów, którzy zamieszkują obszar Tunezji i wschodniej Algierii mogą mieć pewien związek z obecnością w północnej Afryce germańskich plemion Wandalów, którzy założyli tam silne państwo. Najstarsze znane państwo Berberów – Numidia – istniało już w 3 wieku p.n.e. Nawiasem mówiąc, naukowcy wykryli związki genetyczny między nimi, a Lapończykami.

Można też spotkać Marokańczyków o nieco murzyńskich rysach i mocno ciemnej skórze. To z kolei głównie potomkowie kupców i niewolników z czarnej Afryki. Pieśni należące do ich tradycji muzycznej noszą nazwę GNAWA. Istniała też w Maroku liczna społeczność żydowska (około 250.000 osób), ale większość Żydów marokańskich przeniosła się do innych krajów, przede wszystkim do Izraela (w latach 1961-1964). Przechowały się ich pieśni i melodie, kilka z nich ma swoim repertuarze Abdou.

Mówi się o Maroku jako o jednym z najbardziej zeuropeizowanych krajów arabskich i chyba mogę to potwierdzić. Większość mężczyzn w miastach nosi ubrania europejskie, na powitanie i pożegnanie podaje się rękę (czynią to także kobiety) , młodzi ludzie słuchają głównie muzyki europejskiej itp. Widuje się często kobiety zakryte od stóp do głów, tylko ze szparką na oczy (nikab), ale wiele z nich jest ubranych po europejsku. Wg mojej oceny w dużych miastach ogólna atmosfera i sposób bycia ich mieszkańców nie różnią się drastycznie od tych europejskich.

Marokańczycy, z jakimi miałem do czynienia w różnych miejscach byli z reguły uprzejmi, a ci poznani bliżej uczynni i serdeczni. Nie spotkałem się nigdy z zachowaniem niemiłym, niechęcią, wyniosłością czy wzgardą. Wręcz przeciwnie, doznałem wielokrotnie różnych przejawów życzliwości i sympatii.

Mimo wspomnianego wcześniej szybkiego tempa rozwoju gospodarczego Maroko to nadal kraj biedny, średni dochód na mieszkańca to 3 359 USD (2018) przy 15 431 USD w tym samym roku w Polsce. Małe miasta i wsie mogą wywierać na przybyszu z Polski wrażenie przygnębiające. Wiele domów to z naszej perspektywy rudery czy nieledwie slumsy. Małe miejscowości są z reguły senne, wydają się zaniedbane i bez perspektyw. Natomiast wielkie miasta, jak Casablanca czy Marakesz są pełne imponujących budowli i tętnią życiem.

Problemem jest obecność śmieci. W dużym mieście Safi, w którym mieszka Abdou (około 250.000 mieszkańców), nigdzie nie zauważyłem koszy na śmieci. W związku z powyższym owe śmieci można łatwo znaleźć w różnych miejscach (choć centrum miasta jest czyste i zadbane). Natomiast należy wyrazić uznanie dla Marokańczyków za walkę z plagą torebek plastikowych, które jeszcze przed 4 laty widziałem fruwające nawet po oddalonych od ludzkich siedzib pustkowiach. Od 2016 roku obowiązuje zakaz ich produkcji i używania. W supermarkecie widziałem tylko torebki papierowe i duże torby materiałowe, nawet uliczni sklepikarze pakowali sprzedawane mi artykuły w cienkie torebki materiałowe.

Mój ostatni pobyt w Maroku związany był z inicjatywą Abdou (który jest człowiekiem bardzo aktywnym) o nazwie RESIDENCE ARTISTIQUE (czyli pobyt artystyczny). Polega owa inicjatywa na serii warsztatów i prób mających miejsce w konserwatorium w Safi, które trwają 4-5 dni i kończą się dużym koncertem w imponującej sali pobliskiego miejskiego domu kultury. Całość prowadzi jakiś zaproszony przez Abdou muzyk (któremu pomaga Abdou), w zajęciach uczestniczą uczniowie konserwatorium, którzy są członkami orkiestry, jaką stworzył Abdou. W ostatniej fazie dołącza żeński chór założony i prowadzony przez Abdou – „Les Safiotes”. W ten sposób tworzy się ekipa muzyczna, która przekracza liczbę 20 osób, co oznacza potęgę brzmienia i dużą siłę wyrazu. Inicjatywa jest świeża, pierwszy pobyt artystyczny miał miejsce w czerwcu b.r, a główną osobą był włoski harfista Fabius Constable, występujący m.in. z Andreą Bocellim. Ja zaś miałem zaszczyt zostać zaproszonym jako drugi z kolei. Ze strony konserwatorium zajmował się nami podczas warsztatów i prób z wielką życzliwością i zaangażowaniem jego dyrektor, przesympatyczny i serdeczny Hassan Lafrifra.

Uczniowie wykazywali pasję do muzyki i zaangażowanie, byli uprzejmi, kulturalni i zdyscyplinowani, praca z nimi była przyjemnością. Co ważne, wszyscy oni mówili lepiej lub gorzej po angielsku. Gdy byłem w Maroku po raz pierwszy w roku 2002, prawie nikt z poznanych wtedy Marokańczyków nie mówił po angielsku, w szkołach uczono ich – obok klasycznego języka arabskiego – tylko francuskiego. A mój francuski jest bardzo rudymentarny…

Na marginesie – w krajach arabskich język pisany i język mówiony różnią się znacznie od siebie. Mówi się miejscowym dialektem, a pisze się używając klasycznego języka arabskiego, czyli tego, w którym spisano Koran. To jest tak, jakbyśmy pisali używając polszczyzny z VII wieku… Może nie do końca, gdyż oczywiście są w nim obecne słowa określające przedmioty czy pojęcia, które nie istniały w czasach Mahometa. Szkoła, radio, telewizja itd. serwują ten język codziennie, więc Arabowie z różnych krajów znają go lepiej lub gorzej. Ale rozmawiają ze sobą w miejscowych dialektach. Co ciekawe, młodzi ludzie piszą do siebie wiadomości na smartfonach w dialekcie marokańskim używając raczej alfabetu łacińskiego, a nie arabskiego.

Chór „Le Safiotes” działa od dawna, prezentuje dobry poziom, choć złożony jest z amatorek. Przygotowaliśmy program złożony z utworów marokańskich, pewnej mantry indyjskiej i pewnej mojej kompozycji w stylu arabskim. Na koncercie wzmocnił nas bardzo dobry perkusjonista – Abderrazzak Biniou, grający na bębnie arabskim „darabuka” i Dalil Ouardi – grający na fortepianie elektrycznym syn Abdou. Ja zagrałem na indyjskim instrumencie strunowym „sitar” i na flecie indyjskim „bansuri”. W drugiej części wystąpił 9-osobowy zespół śpiewający i grający muzykę tradycji sufickiej. Na koncercie było obecnych – wg mojej oceny – między 100 a 150 osób, reagujących żywo i z przejęciem.

Należy podkreślić wagę tego wydarzenia, gdyż w Safi, będącym przecież dużym miastem, raczej niewiele dzieje się na niwie kulturalnej. Podczas wszystkich moich pobytów tamże (a w roku 2016 i 2018 spędziłam tam po 2 tygodnie) jedyne koncerty, jakie miały tam miejsce (wg mojej wiedzy) to były te, które zorganizował Abdou i w których miałem przyjemność uczestniczyć… Jest tam tylko jedno kino, nie ma teatru. Warto natomiast wspomnieć, iż Safi jest znane z pięknej ceramiki, nazywane jest miastem garncarzy. Dodajmy również, iż znajduje się tam dobrze zachowany, wybudowany przez Portugalczyków około 500 lat temu zamek i muzeum ceramiki.

Poleciałem do Maroka linia lotniczą Wizzair. Zarówno samolot z Warszawy do Marakeszu, jak i ten powrotny były niemal pełne. Czyli Maroko, słoneczne, spokojne i przyjazne, stało się interesującym miejscem wyjazdowym dla Polaków. Mam nadzieję, że i ja tam jeszcze nie raz pojadę…

Poprzedni artykułBaciary – powiew góralskiej świeżości…
Następny artykułJeszcze raz o Hansie Hellmucie Kirście
Lucjan Wesołowski
Lucjan Wesołowski - absolwent Uniwersytetu Łódzkiego na wydziale filologii polskiej. Muzyk – kompozytor i multiinstrumentalista. Jego muzyka instrumentalna została wydana w różnych krajach na ponad 20 płytach kompaktowych. Napisał ilustrację muzyczną do 8 spektakli teatralnych i wiele piosenek, wydanych na kilku płytach. W latach 80. był znany jako wykonawca poezji śpiewanej (główna nagroda na festiwalu „Śpiewajmy Poezję” w Olsztynie w roku 1984). W latach 1993-2014 mieszkał we Włoszech, gdzie prowadził firmę międzynarodowego pośrednictwa biznesowego. Zajmuje się duchowością Wschodu od lat 70. Spędził ponad rok w ośrodkach jogi i buddyjskich w Niemczech, Włoszech, Indii i Polsce. Publikował artykuły dla prasy polskiej i włoskiej na tematy muzyczne i duchowe. Autor książki pt. „Moje ABC duchowości”. Prowadzi warsztaty rozwoju osobowości.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here