Łukasz Stokłosa: czy dziecko jest w stanie malować tak, jak wybitny artysta?

0
Od lewej: Łukasz Stokłosa, Paweł Rogaliński

Torba ze śmieciami wybitnego artysty Gustava Metzgera, która była częścią ekspozycji w londyńskiej Tate Gallery, została omyłkowo wyrzucona przez jednego ze sprzątaczy na śmietnik. Instalację artystyczną Damiena Hirsta z Eyestorm Gallery spotkał podobny los. Z kolei w latach 80. XX wieku dzieło Josepha Beuysa w postaci brudnej wanny zostało… wyszorowane przez pracownika muzeum. A to zaledwie trzy z wielu podobnych przypadków. O tym, czym jest sztuka i w którym kierunku zmierza, z Pawłem Rogalińskim rozmawia Łukasz Stokłosa, artysta malarz.

Paweł Rogaliński: – Czy nie ma pan wrażenia, że dawniej niemal każdy wiedział czym jest sztuka, a czym nie jest? Od pewnego czasu granice te wydają się zacierać. Przypomnijmy, że malarz pokojowy na widok rysunku Syrenki Pabla Picassa miał powiedzieć do właścicielki mieszkania udekorowanego tym dziełem: „Rany, kto to pani zrobił? Mój szwagier by to namalował”.

Łukasz Stokłosa: – Z rysunkiem Syrenki wiąże się jeszcze jedna legenda. Podobno prace Picassa chciało zobaczyć tak wiele osób, że właściciele mieszkania, nie mogąc znieść ciągłego nachodzenia przez miłośników sztuki, postanowili ją zamalować. Zestawienie tych dwóch anegdot dotyczących jednego rysunku, pochodzących na dodatek z tego samego czasu, bardzo dobrze obrazuje kłopot, jaki mam z percepcją dzieła sztuki w ogóle.

– To znaczy?

– Ze sztuką – mam wrażenie – problem mieliśmy zawsze; z wyznaczeniem granicy, co nią jest, a co nie. Przez całe stulecia toczyły się boje o to, co zasługuje na uznanie, a co nie, która z dziedzin sztuki jest tą bardziej szlachetną – rzeźba czy malarstwo, malarstwo czy rzeźba, który styl zasługuje na uznanie… I chyba te ciągłe zmiany są tu najciekawsze. My przyzwyczailiśmy się do ustalonego kanonu historii sztuki, do bezpiecznie wyznaczonych przez ekspertów granic, listy nazwisk. Mam tu oczywiście na myśli krąg tak zwanej kultury zachodniej. Tyle, że to, co dziś uznajemy za kluczowe dla kultury, często pozostawało zapomniane przez stulecia.

– Jak choćby?

– Na przykład wielka kariera Mony Lizy zaczyna się tak naprawdę w okolicach początku XX wieku. Pytanie o to, co jest dziełem sztuki, towarzyszy mi właściwie codziennie. To chyba element pracy twórczej. Bo na przykład, skoro namalowałem obraz, to czy samo medium sprawia, że mamy do czynienia z dziełem sztuki? Moja odpowiedź brzmi: „nie”. Dzieło sztuki to znacznie więcej. To na przykład to, że Syrenka Picassa nie trzyma w dłoni miecza, to, że jest pacyfistką. Kolejną istotną kwestią jest to, że granice sztuki się rozszerzają, a zacierają się z kolei granice między dziedzinami sztuki, mediami, między stylami.

– Rozumiem więc, że istotny jest sam przekaz danego dzieła. Ale proszę zwrócić uwagę na to, że odbiorcy sztuki mogą mieć niejednokrotnie problem z jej interpretacją i rozpoznaniem wewnętrznego komunikatu, który chyba każde dzieło powinno ze sobą nieść. Zgadzam się też, że samo medium to nie wszystko.

– Sztuka to niekończący się eksperyment, dzieło w procesie. I znowu – moim zdaniem – nie każdy wie, co jest sztuką. Sztuka, którą dziś oglądamy w muzeach często była dostępna tylko dla bardzo wąskiego grona wybrańców. Poza tym, w wypadku sztuki dawnej, żeby zrozumieć na co patrzymy, zazwyczaj przydaje się zaplecze teoretyczne, poznanie kontekstu, ikonografii, znaczenia elementów, które na dzieło się składają. Wtedy okazuje się, że na przykład ładny portret wiszący w galerii dawnych mistrzów, wcale nie jest tak po prostu odwzorowaniem fizjonomii modela czy modelki, ale całą opowiedzianą historią. To samo często dotyczy sztuki współczesnej. Bez znajomości kontekstu nie mamy dostępu do pełni treści, jaką twórca lub twórczyni chcieli nam przekazać. Ale też nie zawsze musimy wiedzieć wszystko. Czasem wystarczy zdać się na intuicję i trochę mniej się przejmować.

– Jeśli jednak będziemy się mniej przejmować przekazem danego dzieła, powrócimy do punktu wyjścia i pytania o definicję i granice sztuki.

– Odpowiem na to pytanie anegdotą dotyczącą abstrakcji. Jakiś czas temu mój przyjaciel zamieścił na Facebooku zdjęcie. Był to rysunek jego dwuletniego synka. Co ciekawe, w komentarzach pojawiających się pod wpisem ludzie pisali: „zupełne jak Cy Twombley” [Cy Twombly, właśc. Edwin Parker – amerykański malarz, abstrakcjonista – przyp. P.R.]. Więc możemy sobie zadać pytanie, o co tu chodzi? Czy faktycznie dziecko jest w stanie malować tak dobrze, jak jeden z najwybitniejszych przedstawicieli abstrakcji?

– Najprawdopodobniej sam bym tak pomyślał! [śmiech]

– Tylko moim zdaniem nie o to tu chodzi. Twórczość Twobleya uwrażliwia na prostotę, na gest, bezpośredniość, reakcję. Nagle zaczynamy skupiać się na drobiazgach, na fakturze linii, sposobie położenia farby. Sztuka raczej zachęca nas do zadawania sobie pytań: na co patrzę? Co czuję widząc to, co jest przede mną? Celem nie jest to, by było nam wygodnie z tym, na co patrzymy. Jeszcze w kontekście anegdoty. Sztuka często zwraca nam uwagę na rzeczy, na które nigdy byśmy nie spojrzeli; pozwala nam dostrzec drzemiący potencjał. Niebezpiecznie zbliżamy się do definicji sztuki, więc może wystarczy.

– Rozumiem. Czy w takim razie artysta musi być utalentowany? Może wystarczy mu duża wyobraźnia i pomysłowość? Może każdy z nas mógłby być artystą, bez względu na to, czy posiada talent czy nie?

– Moim zdaniem każdy ma szansę być artystą. Choć to przeświadczenie raczej wynika z mojego poglądu na świat, czyli dokładnie tego, że nie lubię ograniczania potencjału. Ale rzeczywiście talent się przydaje. Pisząc „talent” mam na myśli zespół cech, rodzaj czujności, wrażliwość, umiejętność obserwacji, ale też intuicję. Tylko, że ten talent niekoniecznie musi przejawiać się w czysto manualnych zdolnościach. Jeśli bowiem chcemy coś wyrazić, to jest możliwe znalezienie odpowiedniego języka plastycznego i wypracowanie właściwych narzędzi wyrazu. Cały czas mam tu oczywiście na myśli zakres sztuk wizualnych. Fundamentalna jest tu też potrzeba, chęć wykonania gestu i determinacja. To też nie jest tak, że sztuką może być wszystko.

– Co więc może być sztuką, a co nie?

– Może lepiej powiedzieć, że artysta lub artystka mogą w swojej twórczości wykorzystać niemal wszystko. Bo bardzo ważny moim zdaniem jest tu właśnie ten moment decyzji artystycznej. To decyzja zmienia kontekst przedmiotu. Taką decyzję podjął Marcel Duchamp umieszczając pisuar w galerii i nazywając go fontanną, ale podobną decyzję podejmuje Caravaggio, kiedy w swoich religijnych obrazach umieszcza zwykłych ludzi, ludzi z krwi i kości i brudem pod paznokciami. Tego typu działania sprawiają, że zostajemy wytrąceni z naszych schematów, bezpiecznych ram, musimy zacząć zadawać pytania.

– Dziękuję. W takim razie może powie pan kilka słów o swoich ulubionych przedstawicielach sztuki?

– Jednym z moich ulubionych artystów końca XX wieku jest Felix Gonzalez-Torres; stworzył on kiedyś instalację, która składa się z dwóch odmierzających ten sam czas zegarów ściennych, kupionych w supermarkecie. Praca nazywa się “untitled” (perfect lovers); jest to moim zdaniem jedno z najtrafniejszych i najmocniejszych dzieł odnoszących się do tematu miłości. Coś, wobec czego czuję, że ja nie mogę powiedzieć już nic więcej. Teraz powstaje pytanie czy to znaczy, że każdy byłby w stanie coś takiego zrobić? Nadać tak silny kontekst tak prostym przedmiotom? Oczywiście każdy jest w stanie powiesić obok siebie dwa przedmioty, ale już nie każdy potrafi wyposażyć je w znaczenie, na przykład symboliczne. Warto też wspomnieć o samym widzu, bo bez widza dzieła sztuki nie ma. Będąc w pozycji odbiorcy na pewno przydaje się zaufanie. Czyli otwartość na propozycje, decyzja – tak, chcę posłuchać, co masz mi do powiedzenia. Oczywiście może być tak, że okaże się, że mamy do czynienia z czymś płytkim i banalnym, ale moim zdaniem warto zaryzykować. Bo właśnie w przypadku sztuki możemy to ryzyko podjąć, bo sztuka zapewnia nam też bezpieczne ramy do przetestowania naszych emocji. Moim zdaniem bycie artystą to właśnie decyzja. Inna kwestia, czy jest się w efekcie tej decyzji dobrym czy złym artystą. [śmiech]

– Uważa pan, że sztuka rozwinęła się w pożądanym kierunku?

To trudne pytanie. Albo może zawierające błąd. Moim zdaniem nie ma dobrego lub złego kierunku rozwoju sztuki. Sztuka zawsze reaguje na otoczenie, jest odbiciem nas, naszej kondycji jako ludzi. Na przykład XX-wieczny rozwój abstrakcji świetnie moim zdaniem oddaje charakter naszej epoki. Czasów, w których przedstawialne odbicie natury przestało wystarczać. Sztuka wypracowała wspólny język znaku. Plama barwna stała się uniwersalnym nośnikiem emocji. Coś jak w „Impresji na temat wschodu słońca” Claudea Moneta – słońce w postaci oranżowo-czerwonej plamy staje się abstrakcyjnym znakiem. To kolor nas porusza. Podobnie działa abstrakcja. Wracając do kierunku. Ja mam poczucie, że to, co dziś dzieje się w sztukach wizualnych, jest absolutnie wspaniałe. Chyba jeszcze nigdy nie mieliśmy aż tak dużo do wyboru w takiej różnorodności.

– Bardzo dziękuję za rozmowę.

Łukasz Stokłosa – absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W 2013 r. otrzymał Nagrodę Marszałka Województwa Dolnośląskiego w Ogólnopolskim Konkursie Malarskim im. Eugeniusza Gepperta. W 2014 roku jego nazwisko znalazło się na liście „100 Painters of Tomorrow” opracowanej przez wydawnictwo Thames & Hudson. Brał udział w licznych wystawach zbiorowych, m.in. „Endosymbiotic” (Zero Gallery w Berlinie) czy „Ars Homo Erotica” (w Muzeum Narodowym w Wa-wie). W 2011 miała miejsce jego pierwsza wystawa indywidualna.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here