Wreszcie stoję na środku tego mostu. Jestem w Višegradzie. Do dziś miasteczko jest małe. Ale ma wielką rzekę Drinę oraz historię. Sam most wszedł do historii literatury światowej. Bardzo wiele lat temu czytałem z zachwytem powieść „Most na Drinie” po polsku, napisaną przez pisarza, dyplomatę jugosłowiańskiego. Autorem tej prozy pozostającej w sercu i w mózgu przez całe życie, jest Ivo Andrić (1892-1975).
To jest właśnie ten jego „tytułowy” most. Stoję w środku konstrukcji, starej ale jarej. Trzyma się od roku 1578, jest porządna, solidna, mocna. Twardy grunt pod nogami. Tak jak doskonała proza Andricia. Most ma 180 m długości oraz 7 m szerokości. Tylko piesi mogą się tu przechadzać. Nie ma pojazdów! Na szczęście. Mogę na środku stanąć, oglądać na kamiennej płycie tekst pochwalny ku czci „fundatora” tego mostu oraz konstruktora z Istambułu. Tekst jest wyryty w pięknym marmurze po turecku, ale w alfabecie arabskim. Turecki posługiwał się literami arabskimi do 6 listopada 1928. Rozporządzeniem prezydenta – Kemal Paşa Atatürk – odtąd używany jest alfabet łaciński. Dla Europy i nauki Europejczykom łatwiej.
Višegrad to powiew historii. Lub preludium wiedzy o Bałkanach pod władzą Turków. Bowiem podstawowy impuls do budowy mostu dał człowiek, którego życiorys jest fascynujący. Blisko Višegradu urodził się w 1506 roku chłopczyk w słowiańskiej rodzinie. Mówiła po serbsku lub po tutejszemu, po bośniacku. Chłopczyk został porwany przez oddział turecki i wcielony do armii. Dla Turków normalne postępowanie na Bałkanach. Stał się ze słowiańskiego chłopczyka janczarem. W Istambule zrobił oszałamiającą karierę, pnąc się do góry nie robiąc przerw. U wrogów! Oczywiście już od dawna nie nazywał się Bajica Sokolović, lecz Mehmet Paşa Sokullu… W 1561 roku w Istambule mianował go sułtan wezyrem, czyli szefem wojska! Mehmet nie mógł wiedzieć wówczas primo, że to jeszcze nie koniec jego kariery i secundo, że równo 400 lat później, w zimnym Sztokholmie, Ivo Andrić odbierze w 1961 literacką Nagrodę Nobla za genialną prozę „Most na Drinie”, gdzie opisuje między innymi losy janczara Bajicy-Mehmeta!
Wyraz „most” na Bałkanach nazywa się „most”. Ale nie tylko. Jest tam jeszcze synonim – wyraz „ćuprija” [wymowa: CIU-pri-ja], pochodzący z tureckiego „köprü“. Ivo Andrić w tytule użył celowo słowa pochodzenia tureckiego. To był zabieg logiczny a zarazem filologiczny. Turkowie byli tu przez wieki i pozostawili trwałe ślady swej cywilizacji na Bałkanach. Jak ten most, na którym stoję, podziwiając przy okazji czystość wody pode mną.
Przeszedłem się dwa razy po moście, patrząc z góry na Drinę, rozmyślając o dzieciństwie Andricia właśnie tutaj. Urodził się niedaleko stąc w bośniackim miasteczku Travnik w chorwackiej katolickiej rodzinie. Višegrad to miejsce, gdzie nauczył się pisać i czytać w skromnym niemal baraku – to była osnovna škola, czyli „podstawówka”.
Do gimnazjum, po maturę, wysłano go do Sarajewa, 130 km stąd. Tam w Sarajewie, blisko rzeki Miljacki, nauczył się paru języków. Stoję przed tym budynkiem, typowym dla tamtej austriackiej architektury szkolnej. Wróciłem z Višegradu. Monotonna fasada, osadzona w solidnej strukturze, służącej nadal w innym teraz państwie. Wtedy, w cesarsko-królewskiej Austrii, tak budowano. Przydały się Ivo te klasyczne fundamenty, greka i łacina, nauczane w austriackim gimnazjum, oraz nowoczesne języki. Andrić mówił biegle po niemiecku i francusku. Studiował w Zagrzebiu, Wiedniu i Krakowie. Znał bardzo dobrze polski! W Krakowie nazwano na Podgórzu jego imieniem ulicę – biegnie między Białoruską a Dauna. Jego jakość dyplomaty uznały potem władze polskie i w 1937 roku otrzymał odznaczenie „Polonia Restituta”.
Dla mnie jest Andrić nader gruntownie wykształconym intelektualistą tamtych czasów, literatem o niebywale rozwiniętym talencie prozatorskim, eleganckim człowiekiem bezpowrotnie minionych lat, zniszczonych przez Drugą Wojnę Światową. Już nikt z nas nie zobaczy jego Marsylii, jego Paryża, Madrytu, Berlina, Brukseli czy Genewy, gdzie służył Królestwu Jugosławii jako doborowy dyplomata. Tempi passati. To se nevrati.
Wielkie powieści wydał dopiero po wojnie, od 1945 roku. Lista jego dzieł prozatorskich jest długa jak lista konfliktów między poszczególnymi nacjami, etnicznymi układami na Bałkanach. Prowokacje, wojny, utarczki, walka na noże. Andrić doskonale zdawał sobie sprawę z animozji między narodami Jugosławii. Nie mógł ich zredukować czy zniweczyć, ale mógł je opisać. Zawdzięczamy mu wiele. Literatura światowa bez niego byłaby mdła. A poza tym był wnikliwym psychologiem. I tak latami pozostaję pod wrażeniem lektury „Mostu na Drinie”. Tak samo fascynuje portret bohaterki, protagonistki dzieła „Panna”. Pamiętając epizody ze stron tej powieści, lepiej, bardziej swojsko czułem się w trakcie spacerów po Sarajewie! Powieść opowiada o sarajewskim żywocie młodej kobiety, której życiowe meandry prowadzą do nieoczekiwanych celów. Męski autor wciela się kongenialnie w duszę starzejącej się protagonistki. On jest nią.
W Sarajewie odkryłem pomnik Andricia w parku w centrum, obok neogotyckiej cerkwi. Właściwie to jedynie popiersie, poplamione na czaszce przez ptaszki. Tu w Višegradzie też jest niepozorny pomniczek. Mimo, iż każdy naród ex Jugosławii chętnie się do tego flagowego okrętu literatury południowo-słowiańskiej przyznaje. Sukces ma wielu ojców, jak wiemy.
W Sarajewie zobaczyłem ulicę z jego nazwiskiem dopiero w momencie, kiedy jechałem na lotnisko. Ulica bardzo niereprezentacyjna! To nie przypadek. Natomiast na kiermaszu książek, przed olbrzymim centrum handlowym SCC o spektakularnej architekturze (sfinansowanym przez…nie wiem przez kogo, przez jaki kraj arabski – nie potrafiłem odczytać efektownej acz zatartej wizytówki po arabsku) przed budynkiem parlamentu Bośni, zobaczyłem bardzo gruby tom „Romani”, czyli „Powieści” z głównymi tekstami prozą. Na okładce fotografia mostu nad Driną, a u dołu podtytuł „svi romani u jednoj knjizi”, zatem wszystkie powieści w jednym tomie.
Żegnam Bośnię, żegnam Ivo Andricia (jego nową biografię wydano niedawno w Niemczech), żegnam jego kosmos, uwieczniony przez jego talent. Wiecznie będą żyli jego bohaterowie oraz bohaterki dzięki fenomenowi o nazwie literatura, książki, druk, litery.






![Karol Czejarek. Autobiografia: Moja droga przez życie [recenzja książki, tłumaczenie z j. niemieckiego]](https://przegladdziennikarski.pl/wp-content/uploads/2024/12/Karol-Czejarek-autobiografia-Kluza-218x150.jpg)







