La Ruche – Montparnasse – wylęgarnia artystów

0
M. Jarenmek w gabinecie Krystyny Łyczywek, prezeski TPPF. 2012 rok.

Do podzielenia się refleksjami skłonił mnie interesujący tekst sprzed czterech lat zamieszczony w Polityce” pt. „Polska szkoła paryska”, którego autorem jest ulubiony przeze mnie redaktor sztuki Piotr Sarzyński”[1]. Autor na wstępie napisał: „Paryż w XX wieku był kolebką sztuki, potem rolę wiodącą w sztuce nowoczesnej przejął Nowy Jork. Uczestnicy szkoły paryskiej pożytkowali dokonania przeróżnych nowoczesnych nurtów w sztuce, ale z daleka omijali abstrakcję, o eksperymentach spod znaku Duchampa i dadaistów nawet nie wspominając”.

O artystach rezydujących w La Ruche, a także o Ècole de Paris Piotr Sarzyński nawiązał do otwarcia w październiku 2017 r. dwóch wystaw: „Fleur de Paris” w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie i „Między Montmartre`em a Montparnasse`em w Muzeum Śląskim w Katowicach. Kolekcjoner Marek Roefler wypełnił swoimi zbiorami całkowicie ekspozycję w Sopocie i w znacznej części w Katowicach. W Sopocie nacisk położono na przypomnienie Montparnasse`u i szkoły paryskiej, a w Muzeum Śląskim w Katowicach na obecność Polaków we Francji ogólnie, a w Paryżu w szczególności. Sopot kusił wielkimi nazwiskami jak Amadeo Modigliani, a także polskimi nazwiskami: Leopold Zborowski, Szymon Mondzain, Tamara Łempicka (nie miała związków ze szkoła paryską), Ossip Zadkine, (Mela Muter, Eugeniusz Zak, Mose Kisling, Louis Marcoussis) czy twórców mniej znanych jak: Henryk Epstein, Henryk Hayden, Alicja Halicka. W Katowicach ekspozycja prezentowała długą i historycznie uporządkowaną listę Polaków i polskich Żydów, którzy o Paryż choćby zahaczyli, m.in. Józef Pankiewicz, Władysław Podkowiński, Władysław Ślewiński, Olga Boznańska mieszkająca na Montparnassie na kilka lat przed sprowadzeniem się tam Picassa wraz z całą towarzyszącą mu międzynarodową grupą artystyczną.

O Mose Kislingu, nazywanym Księciem Montparnasse`u wspomniał wcześniej inny autor, korespondent znad Sekwany Leszek Turkiewicz na łamach czasopisma Angora – Peryskop[2]. „Polski malarz dołączył do bohemy za namową swego profesora krakowskiej Akademii, lubiącego powtarzać, że wszystko stworzone poza Paryżem jest zaprzeczeniem sztuki”. Mose Kisling krótko mieszkał w ubogim La Ruche, paryskiej kolonii malarzy na Montparnassie, inni zdani byli na zamieszkiwanie tam dłużej, a nawet latami.

Czytając artykuły Leszka Turkiewicza i Piotra Sarzyńskiego czułam niedosyt, ponieważ zabrakło mi w nich nazwiska polskiego artysty Karola Mondrala, który mieszkał i tworzył w La Ruche w latach 1909-1921. Karol Mondral musiał znać wielu z wymienionych wyżej artystów.

Wszyscy turyści zwiedzający Paryż podążają na Montmartre, by choć na chwilę poczuć namiastkę atmosfery artystycznej bohemy. Kiedy w 1991 r. pierwszy raz odwiedziłam Paryż, chłonęłam tamtejszy klimat, próbując wyobrazić sobie ówczesne życie artystów. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że w 1910 r. artyści upodobali sobie także inną dzielnicę – Montparnasse.

Drugi raz pojechałam do Paryża po dwudziestu latach. I podczas tego ośmiodniowego pobytu – na przełomie października/listopada 2012 r. wraz z Krystyną Łyczywek, romanistką, tłumaczką, prezeską szczecińskiego oddziału Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Francuskiej (TPPF)[3], Beatą Kuracińską, dr Aleksandrą Łukaszewicz-Alcaraz z Akademii Sztuki i ekipą filmową Fundacji Ewy Koś i Barbary Sikory Z naszej Strony – poczułam, że jestem w środku artystycznego miasta. Miesiąc Fotografii w Paryżu odbywa się co dwa lata. Tym razem miasto zaoferowało około 100 wystaw fotograficznych w galeriach, muzeach i instytutach zagranicznych. Przy okazji dodam, iż o trzydziestoletniej działalności TPPF, w tym o wyjazdach Krystyny Łyczywek do Paryża na miesiące fotografii, o jej zwiedzeniu mnóstwa galerii, wystaw, a także o poszukiwaniu śladów polskości w tym mieście przygotowuję publikację, która ukaże się pod koniec tego roku.

W dżdżyste przedpołudnie, z mapką metra i planem miasta Paryża wybrałam się sama do nieznanej mi dzielnicy w poszukiwaniu La Ruche. Jeszcze w Szczecinie, w starym wydaniu Przewodnik po Paryżu dla Polaków (1957) dowiedziałam się na której stacji metra należy wysiąść. Ale co dalej? w którą stronę mam się udać? Deszcz padał, pomimo parasolki plan Paryża zaczął przemakać i nie byłam w stanie wypatrzyć rue de Dantzig. Instynktownie skierowałam się w lewo. O drogę zapytałam siedzącego pod markizą na zewnątrz kawiarni przy stoliku Francuza, który pomimo siąpiącego deszczu spokojnie popijał sobie kawę i przeglądał poranną prasę. Okazało się, że byłam w dobrym miejscu, należało tylko przejść na drugą stronę ulicy, potem iść prosto aż do Passage Dantzig. Kiedy po chwili doszłam, skręciłam w prawo i z daleka ujrzałam magiczny, zapomniany zakątek; wokół kruszące się ściany pobliskich starych budynków i sfatygowany mur częściowo porośnięty zielonym bluszczem. Na murze przytwierdzona lśniąca tablica: Fundacja Alfreda Bouchera. Za bramką moim oczom ukazał się nieduży budynek – rotunda. Główne wejście budynku okalały charakterystyczne rzeźby kobiece.

Dlaczego właśnie ten obiekt stał się celem mojej samotnej wyprawy na Montparnasse? Był to dla mnie zaplanowany sentymentalny spacer w celu odszukania La Ruche, gdzie w ubiegłym wieku mieszkała rodzina Karola i Romany Mondralów z córką Camillą, urodzoną 1911 roku w Paryżu. O Camilli dowiedziałam się z obejrzanego w TVP w 1997 filmu dok. „Pani Camilla” w reż. Mariana Kubery. Miałam szczęście być kilka lat przyjaciółką Camilli Mondral[4] aż do jej śmierci.

Dwukrotnie, w 2000 i 2001 r. Camillę (mimo dużej różnicy wieku kazała mi się do niej zwracać po imieniu) gościłam w moim mieszkaniu w Szczecinie, a w 14 Liceum Ogólnokształcącym, w którym pracowałam jako nauczyciel bibliotekarz i nauczyciel etyki zorganizowałam jej spotkanie. Oprócz uczniów, dyrekcji i nauczycieli byli także członkowie Rady Szkoły, szczecińskie media i ludzie świata kultury m.in. kpt. ż.w. Józef Gawłowicz, Ryszard Kotla.

W tym liceum zgodziła się na jedyny wywiad, który przeprowadził Andrzej Skrendo, red. Polskiego Radia Szczecin S.A. Mówiła, że ma już dość wywiadów w swoim życiu i skupiła się na wspaniałej młodej publiczności szkolnej. Fakt ten zarejestrowano i odtworzono 16 czerwca 2000 r. w niedzielnej audycji „Trochę Kultury” Polskiego Radia Szczecin S.A.

W dniu 9 czerwca 2000 r. zostałam zaproszona do Biblioteki Narodowej przez Camillę na promocję jej książki Bieg przez stulecie (1998). Ówczesny dyrektor BN Michał Jagiełło, przyjaciel Camilli z czasów wojny, taternik i ratownik górski osobiście przywitał przybyłych gości. Wśród nich dostrzegłam Wojciecha Zabłockiego, bo w jej życiu był również piękny rozdział czynnego uprawiania dyscyplin sportu, m.in. szermierki i lekkoatletyki. Była też Lucyna Winnicka i Hanna Kirchner z Instytutu Badań Literackich, redaktorka Dzienników” Zofii Nałkowskiej. Talent translatorski mojej bohaterki dr Jerzy Snopek skwitował słowami: „Autobiografia może być udana, gdy sztuka życia połączy się ze sztuką pisania”. Na tym spotkaniu wspominano również nieżyjącą od 1985 r. poetkę Grację Kérenyi. Przebywając w niemieckim obozie koncentracyjnym w Budapeszcie po wejściu Niemców na Węgry w 1944 r. Camilla na dziedzińcu tego obozu poznała młodą dziewczynę, poetkę, studentkę filologii klasycznej. „Chuda, dwa warkoczyki sterczące za uszami, dużo piegów i żółty miś pod pachą” – taką ją wtedy postrzegała Camilla. Po wojnie przyjaźniła się z nią przez dwadzieścia pięć lat, aż do jej śmierci. Przełożyła sama i wspólnie z Wiktorem Woroszylskim w latach 60. wiersze Gracji Kérenyi[5], poetki kochającej Polskę. Jej tragiczne życie i twórczość – warte jest przypomnienia przy innej okazji.

 Z przeczytanej książki Bieg przez stulecie i z opowiadań samej Camilli, dowiedziałam się, że w Paryżu uczyła się w Ècole Communale des Jeunes Filles, a po powrocie z rodzicami do kraju w 1924 r. uczyła się w Żeńskim Katolickim Gimnazjum Miejskim w Bydgoszczy, gdzie w 1928 zdała maturę. W 1929 studiowała ekonomię na UAM w Poznaniu i równolegle na Wydziale Konsularno-Dyplomatycznym Wyższej Szkoły Handlowej w Poznaniu. Po ukończenia w 1932 r. studiów – pracowała krótko w Spedycji Międzynarodowej C. Hartwig, później w Ministerstwie Spraw Wojskowych w referacie reprezentacyjnego gabinetu ministra, zajmującego się protokołem dyplomatycznym wojska oraz imprezami, w których biorą udział wojskowi wyższych szczebli. W tym czasie była też mocno zaangażowana w organizację zawodów i olimpiad lekkoatletycznych oraz szermierczych. Wybuch drugiej wojny światowej zakończył jej pracę w tym ministerstwie.

Niemal po sześciu latach – z których cztery i pół spędziła na Węgrzech, sześć miesięcy w Dalmacji, a ostatni rok w gestapowskim więzieniu i na robotach w Austrii – powróciła do Polski. Skwitowała to słowami – „no cóż, kraj rodzinny to najpotężniejszy magnes”.

Po wojnie otrzymała pracę w Biurze Organizacji Dostaw Ministerstwa Przemysłu. Oto cytat wypowiedzi Camilli: „Musieliśmy odebrać z NRD 160 tys. ton soli potasowej. Tysiąc ton to cały pociąg! Posyłaliśmy składy wagonów, których połowa ginęła, „rekwirowana” przez wojska sowieckie, a nasi kolejarze odnajdywali je z przemalowanymi numerami, załadowane innym towarem, jadące na wschód”. I inny cytat: „Na granicy zachodniej odbieraliśmy również transporty UNRA, także rewindykacje polskie z Niemiec Zachodnich i – na początku – trochę transportów w ramach odszkodowań. Dopóki Związek Radziecki wspaniałomyślnie z nich nie zrezygnował, w naszym imieniu, na rzecz NRD. Co chwila wspaniałe niespodzianki. Najczęściej dotyczyły punktu granicznego, przez który transport miał wjechać do Polski. Zorganizowałam kilka punktów odbioru na granicy niemieckiej: Szczecin, Kostrzyń nad Odrą, Gubin i Zgorzelec”.

Był to jej pierwszy pobyt w Szczecinie i na Ziemiach Zachodnich, a drugi – po pięćdziesięciu czterech latach w 2000 r. Po roku ponownie przyjechała do Szczecina i mimo podeszłego wieku codziennie po śniadaniu wybierała się ze mną na dłuższe spacery po dzielnicy Pomorzany. Jedno upalne popołudnie przeznaczyłyśmy na zwiedzanie miasta m.in. Wałów Chrobrego. Towarzyszyła nam Cecylia Judek z Książnicy Pomorskiej. Zachwyt Camilli wzbudził zacumowany przy nabrzeżu żaglowiec „Fryderyk Chopin”.

 Zorganizowałam Camilli jeszcze spotkania w 6 LO i w Klubie Środowisk Twórczych „13 Muz”. W klubie wygłosiła interesującą prelekcję „Mój Paryż”, na którą licznie przybyli: wykładowcy Filologii Polskiej Uniwersytetu Szczecińskiego, młodzież szkolna, poetka Helena Raszka, Krystyna Łyczywek, romanistka i tłumaczka, pracownicy instytucji kulturalnych oraz zainteresowani szczecinianie. Camilla opowiadała o sobie, o ojcu Karolu Mondralu i o Paryżu tak ciekawie, iż nikt nie zauważył, kiedy w pięknej Sali Kominkowej zrobiło się niemal ciemno. Dowiedzieliśmy się, że Camilla z rodzicami bywała w paryskim domu państwa Mickiewiczów, a mając 9,5 roku w 1921 r. w swojej szkole w Paryżu oficjalnie przywitała po polsku marszałka Józefa Piłsudskiego. W imieniu dorosłych Polaków przemawiał wówczas Władysław Mickiewicz. Zatem czas na przedstawienie sylwetki jej wspaniałego ojca, rezydującego latami w La Ruche.

Karol Mondral (1880-1957), malarz, głównie grafik, reprezentant grafiki realistyczno-dekoracyjnej, studiował w Warszawskiej Szkole Rysunkowej (u Wojciecha Gersona) i w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie u Leona Wyczółkowskiego, który wówczas był tam jedynym profesorem grafiki.

Przyszła żona Karola Mondrala postanowiła pracować. Fabryka pianin Kerntopfa miała kontakty nie tylko z potencjalnymi nabywcami pianin, ale także z artystami-muzykami. Rolę pośredniczki między wytwórnią i muzykami, a także organizację koncertów powierzono Romie Pogorzelskiej. Wypożyczała młodym pianistom instrumenty, sprzedawała je na raty oraz organizowała koncerty. Stykała się ze środowiskiem artystycznym, do którego należeli nie tylko muzycy, ale również pisarze i malarze. Tam też Roma Pogorzelska poznała młodego malarza Karola Mondrala, który grał na skrzypcach! Od ośmiu lat pobierał lekcje u Tomaszewskiego. Camila Mondral, w swojej książce nie podaje imienia skrzypka Tomaszewskiego. Prawdopodobnie chodzi tu o Tomasza Tomaszewskiego, pierwszego skrzypka warszawskiej orkiestry symfonicznej.

W roku 1909 Karol Mondral wyjechał do Paryża, gdzie chciał nauczyć się czegoś więcej, nie tylko litografii i drzeworytnictwa. Wkrótce dojechała do niego poślubiona w 1907 r. żona Romana, pochodząca z niezamożnej rodziny Pogorzelskich z Tykocina, od siódmego roku życia wychowywana już w Warszawie. Rodzina Pogorzelskich żyła bardzo skromnie, z trudem wystarczało na kształcenie starszego brata Romy, Tadeusza, który studiował prawo. Romana Mondral, z domu Pogorzelska była szwagierką pisarki Zofii Nałkowskiej. Tadeusz Pogorzelski, najstarszy brat Romy ożenił się z Zofią Gorzechowską, najmłodszą z sióstr Jan Jury Pogorzelskiego, drugiego męża Zofii Nałkowskiej.

W Paryżu młodzi Mondralowie wynajęli mieszkanie i pracownię w La Ruche – w Ulu [tł. na j. polski]. W tej wylęgarni artystów mieszkali jakiś czas wielcy artyści: Picasso, Modigliani, a także Léger i Chagall. Oprócz ogrodu przylegało do tego domu szereg pracowni rzeźbiarskich. Z książki Camilli dowiadujemy się, że był to drewniany, dwupiętrowy dom w kształcie rotundy. „Na terenie rozległej posesji rozciągała się łąka, sto metrów na sto, a pośrodku drewniana konstrukcja, ni to platforma, ni rusztowanie z solidnymi słupami – na nich rzeźby o wielkich rozmiarach. Właścicielem całej tej ogromnej posesji, z przebudowaną po wielkiej Światowej Wystawie, rotundą La Ruche, teatrem, budynkami mieszkalnymi i pracowniami, był rzeźbiarz Alfred Boucher, który wymyślił go i sfinansował, artysta spełniony i zamożny. Podobno pod koniec XIX wieku Alfred Boucher wyrzeźbił w marmurze popiersie królowej rumuńskiej, która nie tylko wspaniale zapłaciła, ale jeszcze podarowała mu ekwipaż, którym wcześniej jeździła podczas pobytu w Paryżu. Tym ekwipażem wybrał się na spacer po dzielnicy, której nie znał, ciągnącej się na znacznej przestrzeni wzdłuż otaczających Paryż fortyfikacji. Spodobała mu się dzielnica, nabył te tereny. Pozostałe po wystawie pawilony sprzedawano za niewielkie pieniądze. Alfred Bucher kupił rotundę, w której w czasie wystawy mieściła się ekspozycja win. Rozebrano ją i ustawiono na świeżo nabytym terenie. Planował stworzyć miasteczko dla artystów z galerią na użytek artystów i z teatrem mieszczącym trzysta miejsc. Czynsz na atelier był bardzo niski, ale i tego często artyści nie płacili. Pełnomocnikiem i zarządcą terenu był jego bratanek, Albert Boucher”. Dalej z lektury Camilli Mondral dowiadujemy się, że wyposażenie budynku było prymitywne. „Na każdym piętrze jeden kran z wodą i jeden zlew. Jedyna ubikacja na parterze. Pomieszczenia oświetlano przeważnie lampą naftową. Ale za to okna były wielkie, na całą szerokość zewnętrznej ściany, także oświetlenie dzienne było bez zarzutu. Ogrzewanie? Jakie kto chciał, najczęściej piece kuchenne i kozy”.

Rotunda La Ruche – od samego początku mimo skromnych, wręcz trudnych do przetrwania warunków odegrała niebagatelną rolę w życiu artystów. W latach 1912-1913 mieszkali lub bywali różni artyści polscy: Ludwik Lewandowski, Maksymilian Tkaczewski, Marcin Franciszek Samlicki. Zjechali również artyści z Rosji, przeważnie z Leningradu, np. Jakub Koziebrodzki z żoną i niemowlęciem, Kikoin, wł. Michaił Peresowicz, białoruski malarz pochodzenia żydowskiego z żoną i dwojgiem dzieci.

Karol Mondral studia uzupełnił w Paryżu gdzie mieszkał aż do 1924 r. Opanował wówczas techniki graficzne. Mieszkając w La Ruche, aktywnie włączył się w działalność Towarzystwa Artystów Polskich, prezentując swoje grafiki na wielu wystawach. Liczne podróże po Francji oraz wyjazdy do Anglii i Szwajcarii dostarczały artyście inspiracji do graficznych i malarskich dzieł. W 1921 r. miał własną, indywidualną wystawę głównie prac graficznych. Po tej wystawie dyr. Bibliotheque Nationale, Clemont Janin, oznajmił mu, że zapadło postanowienie zakupu jego prac do tejże biblioteki.

Mondralowie postanowili powrócić do Polski i pod koniec 1924 r. zamieszkali w Bydgoszczy. Artysta otrzymał pracę w Państwowej Szkole Przemysłu Artystycznego. Prowadził kurs dla drukarzy poligrafów w Państwowej Szkole Przemysłowej. W 1931 został mianowany profesorem na Wydziale Grafiki Państwowej Szkoły Sztuk Zdobniczych w Poznaniu, gdzie nauczał techniki litografii i suchorytu. We Francji tworzył widoki paryskich budowli, w Polsce powstawały malownicze ujęcia bydgoskiej Wenecji i tutejszych kościołów, a rodzajowe ujęcia z Bretanii – zastąpiła nadmorska Karwia. Powstały graficzne cykle widoków gnieźnieńskich i krzemienieckich. Pejzaże miejskie: Widoki Bydgoszczy, Krzemienia i wiejskie Nad Sekwaną (1910); Opactwo w Cluny (1912); Jabłonki (1913), kompozycje rodzajowe Taniec (1911) oraz portrety Handlarka ryb (1912, Typ z Concarneau (1915) głównie w technice metalowej.

Ministerstwo Kultury i Sztuki w 1946 r. przyznało artyście kwalifikacje zawodowe oraz tytuł profesora PWSSP w Poznaniu. W tym samym roku przeszedł na emeryturę. Z okazji jubileuszu 50-lecia pracy artystycznej otrzymał wzruszający prezent – tekę graficzną w wykonaniu jego uczniów, datowaną na 28 czerwca 1952. Otrzymał również list gratulacyjny od Zarządu Okręgu ZPAP w Poznaniu”. Schorowany zmarł 16 grudnia 1957 r. w Poznaniu.

Wyobraźnię artysty pobudzała malownicza, często zabytkowa architektura, przyroda i tym tematom pozostał wierny aż do końca swojego życia. Niektóre z tych rycin, o rozbudowanej narracji, przybliżają codzienne życie i pracę grafika. Specyficzną, intymną grupę tworzą autoportrety oraz wizerunki żony i córki Camilli. „Autoportret artysty” i portret córki Camilli (w niebieskiej sukience) miałam zaszczyt zobaczyć w 2000 r. w mieszkaniu Camilli w Warszawie przy ul. Puławskiej 1.

 Karol Mondral – podobnie jak wielu artystów jego pokolenia – podczas wojny stracił znaczną część swoich dzieł. Jednak o ocalenie artystycznego dorobku przez całe lata dbała jego jedyna córka Camilla. W 1959 r. z jej inicjatywy w Centralnym Biurze Wystaw Artystycznych w Poznaniu odbyła się jedyna monograficzna w Polsce wystawa „Karol Mondral 1880-1957”, z reprezentacją wszystkich okresów twórczości artysty. W grudniu 1960 w warszawskiej Kordegardzie nastąpiła z kolei odsłona prac graficznych „Wystawa grafiki Karola Mondrala (1880-1957)”.

Minęło wiele lat – wspomina Camilla Mondral w swojej książce. „Jesienią 1996 r. w Paryżu zorganizowano wystawę prac polskich artystów z pierwszej ćwierci naszego wieku. Ewa Bobrowska-Jakubowska, historyk sztuki, dogrzebała się w archiwach tamtejszej Biblioteki Polskiej sporej teki prac mojego ojca: dwieście jego grawiur”.

W 2009 r. zaprezentowany został dorobek złożony z 300 prac Karola Mondrala pochodzących z największych kolekcji autorskich, przechowywanych w zbiorach muzealnych i bibliotecznych – Towarzystwa Historyczno-Literackiego/Biblioteki Polskiej w Paryżu, Muzeum im. Stanisława Fischera w Bochni, Muzeum Książąt Lubomirskich w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich we Wrocławiu, Muzeum Narodowym w Warszawie, Bibliotece Narodowej w Warszawie, Muzeum Narodowym w Poznaniu oraz Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie i in. Wystawa była przygotowana przez Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy przy współpracy z Towarzystwem Historyczno-Literackim/Biblioteką Polską w Paryżu.

Od 18 kwietnia do 26 maja 2013 r. w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy prezentowana była wystawa monograficzna Karola Mondrala, a od 9 sierpnia do 14 września w poznańskim Muzeum Archidiecezjalnym. Tego samego roku w Bibliotece Polskiej w Paryżu na wystawie monograficznej „Karol Mondral. Twórczość graficzna między Paryżem, Bydgoszczą a Poznaniem” można było oglądać 25 rycin oraz 4 exlibrisy ze zbiorów Gabinetu Grafiki Muzeum Książąt Lubomirskich.

Prace Karola Mondrala były wystawiane także na aukcjach. W dn. 17-21 września 2009 w Krakowie, w Salonie Antykwarycznym Nautilus przy ul. Pijarskiej otwarto wystawę malarstwa, grafiki, rysunku, wydawnictw artystycznych. Kilka dni później, również w Krakowie, w Galerii ZPAP „Pryzmat” przy ul. Łobzowskiej odbyła się aukcja Dzieł Sztuki nr 22. Oferta objęła ponad 400 dzieł m.in.: Jerzego Panka, Stanisława Kamockiego, Jonasza Sterna, Józefa Pankiewicza, Urszuli Brool, Karola Mondrala, Wojciecha Kossaka, Marii Jaremy, Louis Marcoussis (Ludwika Markusa) i in. W grudniu następnego roku, także w Krakowie, w Salonie Antykwarycznym Nautilus Aukcja nr 25 wystawiona była praca pod poz. 147 – Mondral Karol Autoportret, 1914, akwaforta; wym. 195 x 145 mm; sygn. oł. p.d.: Karol Mondral 1914 oraz w obrębie odbitki: Karol Modral 191, Paris. Odbitka naklejona na karton. Cena wywoławcza: 1600 zł.

Camilla Mondral odwiedziła La Ruche, potocznie nazywaną wylęgarnią artystów, dopiero w 1972 r. Pisze, że teren był już całkowicie odmieniony: skurczył się i ze wszystkich stron był ogrodzony. Dowiedziała się wówczas, że nowy właściciel zamierza zburzyć rotundę i postawić prawdopodobnie – wieżowiec. „I wtedy podniósł się wrzask, pisze w swojej książce – bo przed paru laty spłonął na Montmartrze inny tego rodzaju zabytkowy budynek, Bateau-Lavoir, w którym mieszkał i tworzył Picasso. I znalazło się rozwiązanie. Powstała fundacja, na mosiężnej tablicy przy bramie wejściowej figuruje napis: „Fondation Seymour La Ruche”. I rotunda stoi, całkowicie zmodernizowana. Poszerzono pracownie, łącząc po dwie razem, doprowadzono wodę i elektryczność, każdy segment ma łazienkę i elektryczną kuchenkę. No i centralne ogrzewanie! Wszędzie czysto, jasno, przyjemnie”.

Kiedy ja odwiedziłam La Ruche, poprzestałam na zewnętrznym oglądzie prywatnej posesji. Nie chciałam zakłócać spokoju jej mieszkańców.

Uroczy zabytek położony przy Passage Dantzig, ukryty wśród drzew, za murem od frontu porośniętym zielonym bluszczem, był obiektem zainteresowania Bogdana Konopki, artysty fotografika, mieszkającego od lat w Paryżu. W swoim albumie „Szary Paryż. Paris en gris” umieścił fotografię tego zakątka. W 2012 r. mogłam osobiście poznać Bogdana Konopkę i jego prace.

Postać Camilli zasługuje według mnie na odrębny tekst, bo jak sama o sobie mówiła: „Miałam trudne życie, ale jestem szczęśliwa. Kochałam gimnastykę i dostałam się do drużynowej reprezentacji Polski”. Ta nieduża osoba o niespożytej energii działała wszechstronnie na wielu polach, m.in. pracowała w wydawnictwie „Czytelnik” jako tłumaczka literatury węgierskiej (1950-1958), a potem zajęła się już tylko tłumaczeniem. W 1955 r. była pierwszą tłumaczką, której przyznano trzymiesięczne stypendium na Węgrzech. Mieszkała wtedy w eleganckim hotelu Gellerta, w pokoju widokiem z okna na górę Gellerta. Często późnej gościła w Domu Węgierskiego Związku Literatów w Szigliet n/Balatonem. Po latach stwierdziła – „Życie zaczyna się po osiemdziesiątce, tak jest przynajmniej ze mną”. Stefan Pęksa, syn Camilli też był tłumaczem, przełożył z języka francuskiego i oczywiście z węgierskiego wiele książek m.in. w 1983 Pétera Nádasa Koniec pewnej sagi (1977).

Od 1959 r. Camilla współpracowała z paryską „Kulturą”. Podsyłała pisane anonimowo przekłady m.in. wiersz Niki Gracji Kérenyi i inne w tłumaczeniu C. Mondral i W. Woroszylskiego, jeden wiersz Gorgy Gömöriego, minipowieść Tibora Dérego Niki. Historia pewnego psa, a w 1967 opowiadanie Istvána Őrkénya Modlitwa. O tym, kto był tłumaczem, czytelnicy dowiedzieli się dopiero z autobiografii Camilli Mondral Bieg przez stulecie. Bardzo interesujący tekst „Niki. Historia pewnego przekładu” o przetłumaczeniu przez Camillę tego opowiadania Tibora Dérego napisał Daniel Warmuz[6].

Jej pierwsze spotkanie z Giedroyciem miało miejsce pod koniec maja 1972 r. Dostawała wciąż zaproszenia od europejskich przyjaciół literatów i w tym właśnie roku ułożyła sobie plan wyjazdu do Szwajcarii, Paryża, Londynu i Belgii. W Paryżu przy okazji miała wykonać ważne zadanie, które powierzył jej Wiktor Woroszylski, przywieźć książkę Nadieżdy Mandelsztam, która ukazała się po rosyjsku. Dopiero 1994 r. na język polski przełożył ją Andrzej Drawicz (Nadieżda Mandelsztam Nadzieja w beznadziei, Wiedza i Życie, Warszawa 1987). Miał jej to ułatwić Giedroyc. Zadzwoniła do niego. Spotkał się z nią w mieszkaniu jej przyjaciół szermierzy, niedaleko cmentarza Père Lachaise, bo siedziba „Kultury” w Maison Laffitte pod Paryżem była dyskretnie obserwowana.

W najtrudniejszych latach osiemdziesiątych (1983 i 1984) ukazały się w „Kulturze” jej przekłady. W ten sposób chciała okazać wdzięczność za pomoc, jakiej sama doznała od Węgrów i jakiej ten kraj udzielił tysiącom Polaków. W 1989 za rządów Mazowieckiego i prezydentury Lecha Wałęsy w dwóch warszawskich księgarniach można było już kupić „Kulturę”, a w telewizji zobaczyć redaktora Jerzego Giedroycia. Na początku 1995 r. ukazała się książka Ewy Berberyusz Książę z Maisons-Laffitte i niemal jednocześnie Autobiografia na cztery ręce Jerzego Giedroycia. Camilla przeczytała obie książki i napisała długi list do Giedroycia, nie licząc na odpowiedź. Tymczasem wraz z listem, datowanym 3 marca przyszła paczka ze wszystkimi egzemplarzami „Kultury” i egzemplarzem „Zeszytów Literackich” z jej tekstami. Jerzy Giedroyc zaproponował jej wtedy stypendium z Funduszu Pomocy Niezależnej Literaturze. Nie uśmiechało jej się w wieku osiemdziesięciu czterech lat jechać autokarem, choć w 1987 r. w Stanach Zjednoczonych, przejechała z Nowego Jorku na Florydę Grey-Houndem aż dwadzieścia osiem godzin. Zwróciła się z podaniem wraz z odpisem listu o przyznanie jej stypendium do Ministerstwa Kultury. I ministerstwo zafundowało jej przelot do Paryża i z powrotem. Zabrała ze sobą tekst o swoim ojcu, Karolu, Wspomnienia i impresje na temat znaczka pocztowego, bo drzeworyt z portretem jej mamy trafił na znaczek pocztowy w serii grafików polskich. Już z Warszawy wysłała do „Kultury” swoje wspomnienia z pierwszych lat po zakończeniu wojny, kiedy stykała się z problemami gospodarczymi „na najwyższym szczeblu”. Ukazał się w „Zeszytach Literackich” nr 114 pod koniec 1995 r. Po tej wizycie Camilla otrzymała w darze (przysłał pocztą Jerzy Giedroyc) wszystkie numery „Paryskiej Kultury” z przełomu XX wieku) z jej wydrukowanymi tam tekstami. Będąc u niej w warszawskim mieszkaniu miałam okazję zobaczyć te egzemplarze.

Karol Mondral i jego żona spoczywają pod Warszawą na cmentarzu w Pyrach, których prochy sprowadziła w 1983 r. ich jedynaczka córka. Camilla zmarła 12 lutego 2002 r. w Warszawie w wieku dziewięćdziesięciu jeden lat. Kiedy zostałam powiadomiona o Jej śmierci pojechałam do Warszawy na pogrzeb. 16 lutego śp. Camillę Mondral żegnali: rodzina, przedstawiciele węgierskiej dyplomacji, Instytutu Kultury Węgierskiej w Warszawie, liczne osoby z kręgu kultury i jej bliscy przyjaciele. W warszawskim kościele Duszpasterstwa Środowisk Twórczych przy pl. Teatralnym mszę świętą w intencji Camilli odprawił ks. Wiesław Aleksander Niewęgłowski, który od 1978 r. pełnił funkcję Krajowego Duszpasterza Środowisk Twórczych. To już drugi raz, jako szczecinianka miałam okazję posłuchać tego wspaniałego duszpasterza, ale to miało miejsce dużo wcześniej, w 1995 i w nie w tak smutnych okolicznościach[7]. Camilla Mondral spoczęła we wspólnej mogile przy swoim sławnym ojcu. Na mocy testamentu, swoją wnuczkę Aleksandrę Pęksę, córkę Stefana Pęksy, syna Camilli upoważniła do przekazała całej spuścizny (dzieła i materiały archiwalne) do Ossolineum.

Tak na marginesie, zastanawiam się jak Camilla, gdyby dożyła, zareagowałaby na obecną politykę stosunków polsko-węgierskich? Mogę się jedynie domyśleć, że nie po drodze by jej była chyba taka przyjaźń polsko-węgierska. Więcej o Camilli i przyznanych jej odznaczeniach polskich i węgierskich za dokonania translatorskie i za utrwalanie przyjaźni polsko-węgierskiej na stronie internetowej Wikipedii.

12 lutego 2022 r. – minie 20. rocznica śmierci, niestrudzonej tłumaczki literatury węgierskiej, poliglotki władającej biegle językiem angielskim, francuskim, węgierskim, niemieckimi. Ten tekst to hołd złożony Przyjaciółce Camilli i Jej wspaniałemu Ojcu, Karolowi Mondralowi którego w grudniu tego samego roku minie 65. rocznica śmierci. Artysty niemal obecnie w sztuce polskiej zapomnianego! Z okazji zbliżających się w przyszłym roku okrągłych rocznic pozwoliłam sobie już teraz na przypomnienie niezwykłych sylwetek – córki i ojca.

Korzystałam z następujących materiałów:

– Aukcja nr 19-WP 4 grudnia 2010, w: i.wp.pl/a/f/pdf/25430/aukcja25inter.pdf

– Barbara Chojnacka, „Karol Mondral – twórczość graficzna między Paryżem, Bydgoszczą a Poznaniem. Wystawa: 9. 08-14. 09. 2013 r.”, w: http://www.muzeum.poznan.pl/www2/index.php?option=com_cont

https://ossolineum.pl/index.php/prace-karola-mondrala-ze-zbiorow-ossolineum-w-bibliotece-polskiej-w-Paryzu/

Maria Jaremek, „Sztuka przekładu. Camilla Mondral – poliglotka i tłumaczka z zamiłowania”, w: Miesięcznik Pedagogiczny „Dialogi” nr 3 (s. 21-25), „Dialogi” nr 5 (s. 25-29) Szczecin 2010.

– Irena Kossowska, Karol Mondral, w: http://www.culture.pl/pl/culture/artykuly/os_mondral_karol Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk, maj 2004.

– Miesięcznik Literacki KANT. Jolanta Baziak, Karol Mondral w: akant.org/archiwum/52/archiwum-miesiecznikliteracki-akant-2013/akant-2013-nr-4/3197-jolanta-baziak-karol-mondral-zycie-i-tworczo

– Camilla Mondral, Bieg przez stulecie, Twój Styl, Warszawa 1998.

– Camilla Mondral, Węgry moja miłość, Kraków 1994.

– Camilla Mondral -Wikipedia, https://pl.wikipedia.org/wiki/Camilla_Mondral.

– Karol Mondral-Wikipedia, httos://pl.wikipedia.org/wiku/Karol

– Piotr Sarzyński, „Polska szkoła paryska”, w: „Polityka” nr 35 (3125), 30.08 – 5.09.2017, s. 66-69.

– Leszek Turkiewicz, „Paryski nie-co-dziennik. Książę Montparnasse`u”, w: Angora-Peryskop nr 3 (18. I. 2009).

[1]  Piotr Sarzyński, Polska szkoła paryska”, w: „Polityka” nr 35 (3125), 30.08 – 5.09.2017, s. 66-69.

[2]  Leszek Turkiewicz, „Paryski nie-co-dziennik. Książę Montparnasse`u”, w: Angora – Peryskop nr 3 (18.I.2009).

[3]  Do TPPF należałam od momentu reaktywacji w 1988 r. aż do samorozwiązania towarzystwa w 2018. Najpierw byłam członkiem, potem pełniłam społecznie w Zarządzie okręgu wiele funkcji: sekretarza, p.o. skarbnika, członka Komisji Rewizyjnej oraz Delegata na Walny Zjazd Zarządu Głównego TPPF w Warszawie.

[4]  Camilla Mondral (1911-2002) – polska tłumaczka, pisarka, jedna z największych popularyzatorek literatury węgierskiej. Przełożyła ok. 120 książek. Niektóre posłużyły jako scenariusze teatralne. 16.04.1967 „Bunkier” Miklos Meszoly – reż. I. Cywińska w Teatrze Ludowym, Kraków – Nowa Huta. 14.11.1967 – Okoliczności Łagodzące” Laszlo Tabi – reż. Michalik Frank w Teatrze w Teatrze Ziemi Opolskiej, Opole.  „Strażak TOT” Istvan Őrkény – reż. Józef Gruda w Teatrze Polskim w Warszawie. 12.01.1973 – „Zabawa w koty” Istvan Őrkéney – reż. Jan Machulski w T. Narodowym w Warszawie. Tę sztukę wystawiano kilkanaście razy m.in. w 1975 r. w reż. Jacka Grucy w T. Polskim w Szczecinie, a ostatni raz w 2000 r.   w reż. Waldemara Zawodzińskiego w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi. Nie sposób na łamach tego artykułu wymienić wszystkie sztuki wystawione w teatrach polskich i w Teatrze Telewizji.

[5]  Gracja Kérenyi (1925-1985) – węgierska tłumaczka, popularyzatorka i badaczka literatury polskiej. W połowie lat 60. napisała pracę doktorską pod auspicjami Uniwersytetu Warszawskiego na temat Teatru osobnego Mirona Białoszewskiego.

[6] Daniel Warmuz, „Niki. Historia pewnego przekładu”, w: eleWator 22 (4/2017), 6-14 s.

[7]  6 lipca 1995 r., ks. Wiesław Aleksander Niewęgłowski podczas mszy św. w kościele na Krakowskim Przedmieściu zamiast kazania wygłosił piękną mowę poświęconą 50. rocznicy śmierci poetki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Z tej okazji Spółdzielnia Wydawnicza ANAGRAM wydała miniaturowy tomik Maria Pawlikowska-Jasnorzewska Zapomniane pocałunki, wybór i wstęp Magdalena Koperska, Warszawa 1995, 255 s. Na pamiątkę spotkania podczas uroczystej mszy i promocji tomiku otrzymałam w nim dedykację Haliny Jasnorzewskiej-Kadusz, rodzonej siostry ostatniego męża Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here