Szachowy mistrz międzynarodowy Kazimierz Makarczyk (1901-1972)

0

W poprzednich tekstach na łamach Przeglądu Dziennikarskiego przedstawiłem pokrótce sylwetki trzech arcymistrzów szachowych: Akiby Rubinsteina, Ksawerego Tartakowera i Miguela Najdorfa. Wszyscy trzej mieli pochodzenie żydowskie, wszyscy trzej przyczynili się do tego, że Polska międzywojenna była szachową światową potęgą. Ale też wszyscy trzej z różnych powodów opuścili nasz kraj. Rubinstein zamieszkał w Belgii, Tartakower we Francji, Najdorf w Argentynie. Dwaj ostatni grali w barwach narodowych swych nowych ojczyzn. Inaczej było z naszym dzisiejszym bohaterem, który grał dla Polski w okresie międzywojennym, ale był też aktywnym szachistą i trenerem szachowym w Polsce w okresie po II wojnie światowej. Kazimierz Makarczyk nie odnosił indywidualnie tak wielkich sukcesów jak geniusze szachowi Rubinstein czy Najdorf, ale regularnie i solidnie grał w drużynie narodowej, która zdobywała medale (w tym medal złoty) na olimpiadach szachowych. Również on miał swój niemały wkład do sukcesów reprezentacji Polski w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku. W mniejszym niestety stopniu mógł się realizować jako szachista – w „Ludowej” Polsce.

Kazimierz Makarczyk urodził się 1 stycznia 1901 r. w Warszawie. W 1920 r. uczestniczył jako ochotnik w Bitwie Warszawskiej. Po wybuchu II wojny światowej znalazł się we Lwowie, ale po wkroczeniu Niemców do Lwowa wrócił do Warszawy. Brał udział w Powstaniu Warszawskim 1944, a po jego kapitulacji znalazł się w obozie jenieckim w Mühlbergu (Niemcy, Saksonia), gdzie wziął udział w międzynarodowym turnieju szachowym zorganizowanym przez jeńców (niektóre źródła podają, że to właśnie Makarczyk był głównym organizatorem tego nietypowego turnieju).

Przed wojną Makarczyk odbył najpierw studia prawnicze, a następnie w 1938 roku ukończył studia filozoficzne na Uniwersytecie Warszawskim. Po zakończeniu studiów zaliczał się do najsilniejszych warszawskich szachistów.

W 1927 roku w mistrzostwach Polski zajął trzecie miejsce (za Rubinsteinem i Tartakowerem).

Kazimierz Makarczyk uczestniczył jako zawodnik polskiej reprezentacji w kilku olimpiadach szachowych (w nawiasie podaję miejsce naszej drużyny lub medal, jaki zdobyła). Oto one:

II Olimpiada Szachowa – Haga 1928. Makarczyk grał na pierwszej szachownicy, a polska drużyna zajęła trzecie miejsce (za Węgrami i USA). Trzeba jednak zaznaczyć, że w turnieju nie brali udziału najsilniejsi szachiści, gdyż tak stanowił regulamin tej olimpiady. Za to w pierwszej „oficjalnej” olimpiadzie zorganizowanej pod egidą FIDE (Międzynarodowej Federacji Szachowej) w Londynie (1927) Polska ze względów formalnych, prawdopodobnie niedopatrzeń organizacyjnych, w ogóle nie wystąpiła (wygrały Węgry).

III Olimpiada – Hamburg 1930. Po raz pierwszy w szranki wstąpili szachiści-profesjonaliści, w tym nasi arcymistrzowie (choć oficjalnie tytuł arcymistrza zaczęto przyznawać – również za wcześniejsze osiągnięcia – od roku 1950). Polska drużyna już przed turniejem nazwana „Bombenmannschaft” sprostała roli faworyta i zdobyła złoty medal (przed Węgrami i Niemcami). Fenomenalny wynik – bez żadnej przegranej partii – osiągnął Akiba Rubinstein, ale i Makarczyk ze swoim przyzwoitym wynikiem 7½ pkt. z 13 rozegranych partii przyczynił się do tego wielkiego sukcesu.

Ze „złotą” olimpiadą w Hamburgu wiąże się taka oto przygoda bohatera naszego artykułu.

W sali jadalnej Makarczyk miał przydzielone miejsce przy dwuosobowym stoliku. Jego współbiesiadnik obcokrajowiec zwrócił się do naszego mistrza z niemieckim życzeniem „Mahlzeit!”. Nasz bohater nie znał języka niemieckiego i w przekonaniu, że tamten mu się przedstawił, uniósł się lekko i głośno powiedział „Makarczyk”. Kiedy taka scena powtórzyła się trzykrotnie, Makarczyk opowiedział o tym kierownikowi polskiej ekipy Przepiórce. Wtedy Przepiórka parsknął śmiechem i wytłumaczył swemu koledze, że „Mahlzeit” to nie nazwisko, a życzenie „smacznego!”. Uzbrojony w tę wiedzę Makarczyk następnego dnia wyczekał, aż jego stolikowy sąsiad zajmie już swoje miejsce, podszedł do stolika i wypowiedział to tajemnicze dotąd dla niego słowo „Mahlzeit”! Obcokrajowiec uśmiechnął się i – w przekonaniu, że jego odpowiedź znaczy w języku polskim „dziękuję” lub „wzajemnie”, powiedział głośno: MAKARCZYK.

IV Olimpiada – Praga 1931. Polska zajęła drugie miejsce (za USA), tylko srebrny medal na skutek słabszej dyspozycji Rubinsteina, który wkrótce z powodów zdrowotnych wycofał się na stałe z uczestnictwa w wielkich turniejach. Por. Arcymistrz szachowy Akiba Rubinstein – triumfy i porażki | Przegląd Dziennikarski (przegladdziennikarski.pl). Najlepszy wynik osiągnął – grając na drugiej szachownicy – Tartakower. Dobrze grał też Makarczyk: 8 pkt. z 12 partii (czwarta szachownica).

V Olimpiada – Folkestone (Anglia) 1933. Polska zajęła czwarte miejsce – z taką samą ilością punktów jak trzecia Szwecja (zwycięzcą zostały ponownie USA). Makarczyk zdobywa 7½ pkt. z 13 partii.

VI Olimpiada – Warszawa 1935. Brązowy medal dla Polski (za USA i Szwecją). Tartakower na pierwszej szachownicy uzyskuje 11½ pkt. (na 17 partii). Dobry wynik Makarczyka: 9½ pkt. z 14 partii.

Nie-FIDE-owska olimpiada w Monachium 1936. Polska na drugim miejscu za Węgrami. W drużynie polskiej wystąpił m.in. Mieczysław Najdorf, uzyskując 16 pkt. z 20 partii. Wynik Makarczyka tym razem nieco słabszy: 8 ½ pkt. z 18 partii.

W swojej książce „Polscy szachiści” Litmanowicz pisze o pewnym epizodzie z okresu II wojny światowej, który w pięknym świetle stawia naszego „złotego olimpijczyka”.

W październiku 1941 r. pod egidą samego Hansa Franka odbywał się – najpierw w Krakowie, a potem w Warszawie – turniej o mistrzostwo Generalnej Guberni. Ponieważ jednym z uczestników był słynny rosyjsko-niemiecki szachista Bogolubow, którego Makarczyk znał dobrze z okresu międzywojennego, chciał z nim koniecznie porozmawiać. Mimo że wstęp do sali turniejowej mieli wyłącznie Niemcy, Makarczykowi udało się wejść na salę gry. Jednak nie po to, by obserwować przebieg rozgrywek. Wiadomo było, że Bogolubow był pracownikiem Urzędu Generalnego Gubernatora w Krakowie. Celem rozmowy miało być nakłonienie Bogolubowa do interwencji u Hansa Franka w sprawie aresztowanego w 1940 r. Dawida Przepiórki, którego losy były nieznane. Widząc Makarczyka Bogolubow speszył się mocno, po czym na prośbę naszego mistrza zgodził się przyjąć go w hotelu „Bristol”, gdzie uczestnicy turnieju zamieszkiwali. Zgodnie z umową Makarczyk w oznaczonym dniu i godzinie zjawił się w „Bristolu”, gdzie Bogolubow oczekiwał go w hallu hotelowym. Lecz gdy Makarczyk wyłuszczył mu cel wizyty, Bogolubow kategorycznie odmówił interwencji u Hansa Franka. Dziś wiadomo, że taka interwencja byłaby już spóźniona. Przepiórka zginął bowiem, wkrótce po aresztowaniu, prawdopodobnie w Palmirach w 1940 r.

Po II wojnie światowej Makarczyk zamieszkał w Łodzi, gdzie w latach 1945–1949 pracował jako adiunkt w Katedrze Logiki Uniwersytetu Łódzkiego. Był jednym z nielicznych przedwojennych mistrzów, którzy kontynuowali szachową karierę w kraju. W latach 1946 – 1954 brał udział we wszystkich finałach mistrzostw Polski. W roku 1948 w Krakowie w zdobył tytuł mistrza Polski, wyprzedzając Stanisława Gawlikowskiego i Bogdana Śliwę. Bliski powtórzenia tego sukcesu był w 1952 roku, gdy w finale mistrzostw kraju podzielił pierwsze miejsce ze Śliwą i przegrał z nim dopiero w dogrywce. W tymże roku przeżył jedno z największych życiowych rozczarowań. Jako element politycznie niepewny (!) razem ze Stanisławem Gawlikowskim został wykluczony ze składu polskiej reprezentacji na olimpiadę szachową w Helsinkach. Byłby w drużynie obok Kazimierza Platera drugim mistrzem klasy międzynarodowej, który to tytuł przyznała mu w 1950 roku Międzynarodowa Federacja Szachowa. Tymczasem dwaj prawomyślni zmiennicy, którym było dane pojechać na olimpiadę, wypadli fatalnie, zdobywając wspólnie jeden (!) punkt, remisując po jednej partii i przegrywając wszystkie pozostałe. Na ten temat por. Wawrzynowski i jego rozmowa ze Stefanem Gawlikowskim, synem Stanisława Gawlikowskiego: Stefan Gawlikowski: Polska była światową potęgą, wojna wszystko zniszczyła – 3 – Sport WP SportoweFakty

To był praktycznie koniec kariery zawodniczej zarówno Makarczyka, jak i Gawlikowskiego. Obydwaj udzielali się później głównie jako publicyści, autorzy książek szachowych (Gawlikowski) albo w pracy trenerskiej (Makarczyk).

Skończyły się też na długo polskie sukcesy na olimpiadach szachowych, niestety. Mówię tutaj o olimpiadach męskich, gdyż nasze panie uzyskiwały później lepsze wyniki niż panowie, na przykład w roku 1980 (Valetta) zdobyły na olimpiadzie brązowy medal. W roku 2020 w turnieju drużyn mieszanych, a więc mających w składzie i szachistów i szachistki, Polska zdobyła brązowy medal na Internetowej Olimpiadzie Szachowej.

Dodajmy jeszcze, że w 1951 roku Makarczyk ustanowił rekord Polski w grze jednoczesnej na 55 szachownicach, a rok później wygrał Turniej Expressu Wieczornego, będący nieoficjalnymi mistrzostwami Polski w grze błyskawicznej.

W tym miejscu moja dygresja osobista. Otóż Kazimierza Makarczyka oglądałem „na żywo” w akcji na turnieju byłych mistrzów Polski w Chełmie Lubelskim (obecnie: Chełm) w roku 1964. Wyglądał na najstarszego uczestnika turnieju, tak też pewnie było, a zwycięzcą turnieju został mistrz Polski z 1959 r. Stefan Witkowski, zresztą wychowanek Makarczyka. Pamiętam, że grał też Kazimierz Plater. Tak mi się zdaje, że w organizacji tego znaczącego turnieju miał swój udział Krzysztof Pytel, mój starszy kolega z Liceum im. St. Czarnieckiego w Chełmie. Pytel już jako uczeń był znanym szachistą i organizatorem życia szachowego. Właśnie wtedy na początku lat sześćdziesiątych prowadził w chełmskim domu kultury sekcję szachową, do której się oczywiście ochoczo zapisałem. Brałem udział w organizowanych tam treningach i miniturniejach (najczęściej w blicach, czyli szachach błyskawicznych). A Krzysztof Pytel został wkrótce mistrzem międzynarodowym, parę lat później został dwa razy z rzędu mistrzem Polski, odnosił wielkie sukcesy w grze korespondencyjnej. Jego żona Bożena też zanotowała na swym koncie tytuł mistrzyni Polski. Po czym oboje zmienili miejsce zamieszkania i miejsce uprawiania sportu szachowego – na Francję. Powtarza się sytuacja: przecież Ksawery Tartakower (a było to zaraz po II wojnie światowej) też został szachistą francuskim! Krzysztof Pytel zmarł we Francji w czerwcu 2019 roku.

A wracając do Makarczyka. Ci, którzy go znali, wspominają go jako człowieka i szachistę o dużej kulturze osobistej, osobę skromną, z dużym autorytetem. Miał żonę – tancerkę klasyczną i dwóch synów.

Kazimierz Makarczyk, mistrz międzynarodowy, zmarł w Łodzi 27 maja 1972 r.

Był szachistą wielkiej klasy, i choć w okresie międzywojennym pozostawał w cieniu trzech „Wielkich”: Rubinsteina, Tartakowera, Najdorfa, wniósł znaczący wkład do szachowych sukcesów w Polsce przed rokiem 1939. W PRL-u nie pozwolono mu jako zawodnikowi „rozwinąć skrzydeł”, za to służył polskim szachom jako ceniony trener klubowy i szkoleniowiec szachowej młodzieży.

Na koniec (niesprawdzona) ciekawostka (podaję za Wikipedią): w 1925 r. Kazimierz Makarczyk prowadząc w „Kurierze Warszawskim” dział łamigłówek wymyślił termin „krzyżówka”.

Korzystałem z następujących materiałów:

Gawlikowski, Stanisław (1976): Olimpiady szachowe 1924 – 1974, 2. wyd. Warszawa: „Sport i Turystyka”.

Litmanowicz, Władysław (1971): Dykteryjki i ciekawostki szachowe. Warszawa: Wydawnictwo „Sport i Turystyka”.

Litmanowicz, Władysław (1976): Polscy szachiści. Warszawa: Wydawnictwo „Sport i Turystyka”.

Litmanowicz, Władysław/Giżycki, Jerzy (1987): Szachy od A do Z. Warszawa: Wydawnictwo „Sport i Turystyka”.

Wawrzynowski, Marek (2016): Stefan Gawlikowski: Polska była światową potęgą, wojna wszystko zniszczyła. Stefan Gawlikowski: Polska była światową potęgą, wojna wszystko zniszczyła – 3 – Sport WP SportoweFakty

Kazimierz Makarczyk – Wikipedia, wolna encyklopedia

Poprzedni artykułGo Thailand!
Następny artykułLa Ruche – Montparnasse – wylęgarnia artystów
Ryszard Lipczuk
Prof. dr hab. Ryszard Lipczuk – germanista, językoznawca, pracownik naukowy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu (w latach 1970–1993) i Uniwersytetu Szczecińskiego (1993– 2018). Ukończył studia germanistyczne na Uniwersytecie Warszawskim (1970), tam też obronił rozprawę doktorską (1977). Habilitacja w roku 1986 na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od 1990 prof. nadzw., w r. 2002 uzyskał tytuł profesora, 2004 prof. zw. Na Uniwersytecie Szczecińskim pełnił w latach 1993–1997 i 2005–2012 funkcję dyrektora Instytutu Filologii Germańskiej, w latach 1993–2015 był kierownikiem Zakładu Języka Niemieckiego tegoż Instytutu. Od 1.X.2018 prof. emerytowany. Redaktor naczelny serii naukowej „Stettiner Beiträge zur Sprachwissenschaft” (od r. 2008) wydawanej w Hamburgu. Jest autorem licznych monografii naukowych, artykułów, recenzji, redaktorem i współredaktorem kilku słowników polsko-niemieckich, leksykonów i podręczników do nauki języka niemieckiego. Poza tym: autor trzech tomików reportaży (m.in. „Germanista w podróży”, „Sławni ludzie Trasy Romantycznej”) i czterech tomików rymowanek (m.in. „Limeryki i inne wybryki”, „Wybryki rymowane nowe”). Występował z referatami i wykładami gościnnymi w Tokio, Vancouver, Wiedniu, Graz, Angers, Sztokholmie, Gandawie, Lubljanie, Arhus oraz (wielokrotnie) w Niemczech. Homepage: http://lipczuk.univ.szczecin.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here