Język Baracka Obamy (cz. 1): The American Promise

7

Wikimedia Commons ? repozytorium wolnych zasobówPodczas analizy języka Baracka Obamy, warto przyjrzeć się jego przemówieniu zatytułowanemu „Amerykańska obietnica” (ang. The American Promise) z dnia 28 sierpnia 2008 roku, mającego miejsce w Denver w Colorado. Jego transkrypt znajduje się w załączniku tej pracy. W pierwszej kolejności należy zwrócić szczególną uwagę na wyjątkowe znaczenie słowa Ty (ang. you) oraz my (ang. we). Nieprzeciętna rola tychże słów polega na najnowszym trendzie w marketingu politycznym, opierającym się na podkreślaniu wyemancypowanego ja, a więc na unikatowości każdego człowieka z osobna. Jak twierdzi mgr Iwona Reichardt z Uniwersytetu Jagiellońskiego:

Społeczność YOU zaczyna mieć poczucie, iż każdy jej głos się liczy, a zmiana (ang. change), która stała się hasłem sztandarowym

kampanii wyborczej Obamy, zależy również od zaangażowania YOU. W tym celu powstaje drugi filar strategii Obamy, wywodzący się także z doświadczenia wyborczego Howarda Deana, lecz również z doświadczeń samego Obamy z pracy z wykluczonymi zbiorowościami mniejszości etnicznych Chicago, który na stronie internetowej My.BarackObama.com wyraża się w sloganie „Zrzeszenie dla Ameryki” (ang. Organizing for America)[1].

You oraz we mogą więc dokonać niemalże wszystkiego, szczególnie w czasach inercji gospodarczej i rosnącego bezrobocia. Odnowa moralna i nowa jakość mogą rzekomo zaistnieć tylko wtedy, gdy większość Amerykanów wybierze na prezydenta Obamę. Hasło Tak, możemy (ang. Yes, we can) powtarzane jest w niemal każdej wygłoszonej mowie Baracka Obamy. Sformułowane zarówno jako hasło samo w sobie oraz jako wyliczenie czynności, które my możemy bądź my nie możemy, w rzeczywistości realizują technikę aktualizacji. W samej przemowie z Denver wyrażeń we can bądź we cannot znajduje się aż dwanaście.

Pozostałe części tego tematu:

 


[1]I. Reichardt, Marketing polityczny w nowych mediach. Studium przypadku – kampania prezydencka Baracka Obamy, Kraków 2010, s. 7.

7 KOMENTARZE

  1. Owszem. Pod względem marketingowym polityka amerykańska jest dużo ciekawsza, gdyż stosuje się w niej liczne nowe elementy perswazji. W Polsce te same elementy są stosowane dopiero kilka (a czasem kilkanaście) lat później.

  2. Pan Kraszewski”W Niemczech sa wiec po raz pierwszy w hositrii sadownictwa wprowadzone sadowe zakazy dwujezycznosci(polskiego) i to nie tylko w moim przypadku ale i w przypaddku wielu innych dzieci”Moze warto się zapoznać pełna odpowiedzią? Niestety (?) panska kolezanka chciala wiedziec wszystko nieco dokladniej i otrzymala to:”Mein Hinweis, dass es Einzelfe4lle geben kann, in denen unter Umste4nden eine bilinguale Erziehung nicht dem Kindeswohl entspricht, war ungenau. Gemeint ist nicht die Zweisprachigkeit an sich, sondern vielmehr der Umgang des Kindes mit der Person, die die zweite Sprache spricht. Dies kann in Fe4llen des Verdachts des sexuellen Missbrauchs, bei Gewaltbereitschaft eines Elternteils oder drohender Entffchrungsgefahr ein Problem sein. In diesem Fall kann das Familiengericht, solange dies aus Grfcnden des Kindeswohls erforderlich ist, eine Beschre4nkung bei der Sprache auferlegen (a7 1684 Absatz 4 Satz 1 BGB).””Moja wzmianka, ze istnieją przypadki, kiedy dwujęzyczne wychowanie nie odpowiada dobra dziecka, była niedokładna. Nie chodziło o dwujęzyczność jako taka, ale stosunek dziecka z osoba, ktf3ra mf3wi w tym drugim języku. To może być problem w przypadkach przemocy, nadużycia seksualnego albo grożące uprowadzenie. W tych przypadkach, sad rodzinny może, tak długo jak to jest dla dobra dziecka potrzebne, ograniczyć kontakt z tym drugim językiem.”Widzi Pan, takie mile ze mnie i z Pani Zypries osoby. A mogłyśmy powiedzieć:”A w Niemczech nie powinno być miejsca na polskie i inne eksperymenty.Mamy w końcu swf3j język i kulturę.”

Skomentuj Malit Anuluj odpowiedź

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj