Jeszcze o mojej pracy z książką! Autobiografia Karola Czejarka, cz. 5

0

I już dzisiaj PT Czytelnikom: NAJLEPSZE ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE i NOWOROCZNE

Kiedyś „czas świąteczny” zaczynał się w grudniu, dzisiaj – w sklepach, na ulicach, w miejscach pracy, szkołach – już… w listopadzie! Tak jest nie tylko w Polsce czy w Niemczech, ale na całym świecie.

Zatem i ja składam CZYTELNIKOM mojej autobiografii już dziś najlepsze życzenia ŚWIĄTECZNE, a przede wszystkim – ZDROWEGO NOWEGO ROKU 2021! (Oby już bez pandemii!).

Co roku Święta Bożego Narodzenia są dla każdego nadzieją NA „LEPSZE CZASY”. Wszyscy chcielibyśmy (i to bez względu na narodowość, wyznanie, rasę i płeć), aby TE ŚWIĘTA były nie tylko symbolem, ale by STAŁY SIĘ faktycznie czasem pojednania i zgody! W każdej rodzinie, w każdym kraju, także między narodami i państwami!

W Niemczech święta zaczynają się adwentem, u nas w Polsce – podobnie. W tym czasie przez 4 kolejne niedziele zapalana jest jedna adwentowa świeczka, na zielonym, często kolorowo przyozdobionym stroiku, który leży na stole lub wisi „pod lampą” w pokoju stołowym, zwanym przez wielu „salonem”.

(Świeczki zapala się tak, że w pierwszą niedzielę adwentu świeci tylko jedna, w drugą już dwie, w trzecią – trzy itd.).

Jako dziecko, także w czasie wojny i w latach powojennej biedy, otwierałem codziennie po jednym okienku swojego adwentowego kalendarza, szukając ukrytej w nim słodkiej niespodzianki.

Kalendarze adwentowe przetrwały do dziś, ale ludzie nadal prowadzą między sobą wyniszczające wojny, zabijają się nawzajem. Na dobrą sprawę „nie wiadomo dlaczego”? Choć tak naprawdę – wiadomo, …”dla władzy”, dla „satysfakcji poniżania innych”! Tymczasem – model demokracji parlamentarnej byłby – moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem. DLA WSZYSTKICH! A jej powszechnym wdrażaniem mogłaby się zająć Organizacja Narodów Zjednoczonych i tym samym odzyskać dawny blask, bo obecnie go nie posiada.

W Europie pokój zapewnia nam Unia Europejska, od chwili jej powstania (co nie oznacza, że między członkami nie dochodzi do licznych spięć i niedomówień). Ale „unijna” płaszczyzna, już wielokrotnie dała szansę na… „łączenie, a nie dzielenie”! A ostatnio tyle złego się o tej Unii mówi.

Mój śp. Ojciec umierając, miał tylko jedno życzenie (gdy się z Nim żegnałem), aby mógł z rodziną jeszcze raz przeżyć (a umierał 23 listopada) nadchodzące święta Bożego Narodzenia… Nie doczekał ich!

Stąd w każdą „Wigilię” wracam do wspomnień sprzed lat, kiedy jeszcze żyli rodzice…, kiedy wspólnie śpiewaliśmy kolędy (choć wtedy nie zawsze miało się na to ochotę, gdyż po rozdaniu prezentów, jak to dzieci – chcieliśmy się nimi bawić).

W naszym rodzinnym domu śpiewaliśmy oczywiście kolędy i polskie, i niemieckie, gdyż tradycja obchodów świąt była „mieszana”. I mam nadzieję, że będzie kontynuowana przez moje dzieci i wnuki, a potem przez następne pokolenia, systematycznie wzbogacana o nowe zwyczaje…

Choinka była „ubrana” zawsze na srebrno, w jednolitym kolorze; główną potrawą wigilijnej kolacji był karp, a nie zgodnie z niemiecką tradycją – indyk czy steki!

Zawsze też stawiało się w naszym domu na stole jeden pusty talerz, nie tyle dla przypadkowego gościa, który (np. wg polskiego zwyczaju, mógłby niespodzianie przybyć), ale dla tych – co jest zwyczajem niemieckim – którzy odeszli…, a których zawsze się wspominało w modlitwie (lub w przemówieniu „głowy rodziny”) przed rozpoczęciem wigilijnej kolacji.

Wcześniej było łamanie się opłatkiem (którego to zwyczaju w Niemczech nie ma, choć niektórzy Niemcy chętnie – jak zauważyłem – tę tradycję przyjmują).

Po wieczerzy czekaliśmy w napięciu na moment (szczególnie dzieci), kiedy zapuka św. Mikołaj, (Weihnachtsmann – po niemiecku), przynosząc każdemu drobne prezenty. Radości przy ich rozpakowywaniu było zawsze co niemiara…

A potem śpiewaliśmy już kolędy (przy kawie, herbacie czy kompocie z suszonych owoców, obowiązkowo przy…”KOŁOCZU”, ale też innych słodkościach, np. „makówkach”). Ojciec przygrywał do śpiewu na pianinie, skrzypcach i akordeonie.

Żadnego alkoholu w Wigilię nie było, gdyż o północy WSZYSCY szliśmy zwyczajowo na pasterkę…! W Polsce przebiega ona bardziej „po Bożemu”, w Niemczech ma charakter raczej pastorałkowy, wykonywane przez młodzież i dzieci w formie teatralnego widowiska.

W Szczecinie, w kościele na Pogodnie (w którym byłem ministrantem), pierwszą kolędą było zawsze „Wśród nocnej ciszy…”, a w domu „Cicha noc” śpiewana po polsku, ale też – przez moją mamę – po niemiecku, … stille Nacht, heilige Nacht – cicha noc, święta noc – pokój niesie ludziom wszem! (OBY TE SŁOWA SIĘ KIEDYŚ SPEŁNIŁY!).

 Świąteczne śniadanie (w pierwszy dzień świąt) zawsze było dopiero koło południa, a w drugi – obiad jadło się z dalszą rodziną i przyjaciółmi, których zapraszało się do siebie, lub do których szło się „w goście”…! Ten zwyczaj istnieje zarówno w Polsce, jak i w Niemczech.

Wspominając tamte lata pozostaje żal, że to WSZYSTKO tak szybko minęło…

Tak, jak minęły organizowane przeze mnie spotkania w księgarni „Klubowej” w ramach działalności Szczecińskiego Klubu Bibliofilów. Przygotowywaliśmy wspólne Wigilie także dla Członków Klubu; głośno czytaliśmy fragmenty Pisma Świętego – w różnych językach (!), po czym składaliśmy sobie życzenia, obdarowując się nawzajem pięknymi ekslibrisami z motywami świątecznymi.

Jednym z najważniejszych SPOTKAŃ w prowadzonej przeze mnie księgarni (choć wszystkie były – moim zdaniem – ważne!)- dotyczyło rozwoju szczecińskiego środowiska humanistycznego.

Przyjechał na nie z Poznania m.in. prof. Gerard Labuda (ówczesny rektor Uniwersytetu Adama Mickiewicza) i Jego zastępca – prof. Benon Miśkiewicz (wtedy prorektor UAM, który kilka lat później został ministrem nauki i szkolnictwa wyższego).

Przybyli też z Poznania moi profesorowie: Jan Chodera, Stefan Kubica i Andrzej Bzdęga (u których studiowałem wtedy na germanistyce). A wspominam o tym wydarzeniu dlatego, gdyż doprowadziło ono m.in. do powołania Filii UAM w Szczecinie (choć nie od razu), w miejsce dotychczasowego Punktu Konsultacyjnego Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

„Swoim” profesorom zawdzięczam też to, że zapoznali mnie JM Rektorem Labudą, tym samym popierając nasze dążenia. A korzystając z okazji wspomnę, iż są autorami, jak dotąd, najlepszego słownika „polsko-niemieckiego i niemiecko-polskiego”! A prof. Chodera także książki: „Literatura niemiecka w Polsce” (o antypolskiej wymowie! Wyd. Śląsk, 1969). Prof. Kubica był znakomitym metodykiem nauczania j. obcych, a prof. Bzdęga wybitnym gramatykiem, autorem m.in. niemieckiej gramatyki opisowej. (Do dzisiaj dumny jestem, że byłem ich studentem, jak też prof. Huberta Orłowskiego! Tego, co m.in. napisał „Literatura w III Rzeszy”, Wyd. Poznańskie 1975).

W każdym razie na spotkanie w „Klubowej”, nt. ROZWOJU SZCZECIŃSKIEGO ŚRODOWISKA HUMANISTYCZNEGO przybyło do księgarni bardzo dużo osób (jak pamiętam – ponad 100!) zainteresowanych rozwojem „SZCZECIŃSKIEGO”(!) środowiska naukowego i oczywiście …powstaniem uniwersytetu!

Mój ojciec nie doczekał powołania tej najwyższej rangi uczelni w Szczecinie. Za to ja – już tak! I do dzisiaj łza mi się w oku kręci, gdy wspominam angażowanie się w tę sprawę!

Przypomnę, że po wojnie myślano o uniwersytecie w POLSKIM Szczecinie, ale jeszcze kilka lat po wojnie nie było wiadomo, czy Szczecin będzie ostatecznie polski, czy też przypadnie przyszłemu NRD?!

Pragnę w tym momencie oddać hołd WSZYSTKIM DZIAŁACZOM, którzy będąc klientami księgarni, tworzyli jednocześnie MOC „Szczecińskiego Klubu Bibliofilów”, na czele z mec. Romanem Łyczywkiem!

Należą się IM słowa najwyższego uznania, za społeczne zaangażowanie w tworzeniu zrębów nowej POLSKIEJ tradycji kulturalnej i naukowej na Ziemi Szczecińskiej.

W sprawie powstania Filii UAM w Szczecinie zasłużyli się również, obok oczywiście mec. Romana Łyczywka – prof. Henryk Lesiński (wtedy dyrektor Wojewódzkiego Archiwum Państwowego), dr Władysław Drobny (wykładowca I Studium Nauczycielskiego w Szczecinie) i Józef Mozolewski (ówczesny dyrektor Punktu Konsultacyjnego UAM w Szczecinie, a także wykładowca I SN)

Wszyscy ONI byli ludźmi, którzy mieli za sobą dramatyczne przeżycia okupacyjne, a przybyli do Szczecina zaraz po wojnie i w nim pozostali do końca swych dni, by poświęcić się repolonizacji miasta i województwa. Reprezentowali nauki humanistyczne, a te tworzą duszę narodu; ich rozwój przypieczętował odrodzenie się polskości w niedawnym „Stettinie”. (Historycznej sprawiedliwości stało się zadość!). Niski ukłon tym wszystkim, którzy tego dzieła dokonali.

Dr Drobny, co chciałbym szczególnie podkreślić, jest autorem kilku ciekawych książek historyczno-literackich opisujących tamte wydarzenia, w tym przede wszystkim publikacji „Karabin i książka”. Prof. Mozolewski był m.in. więźniem obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen, (znał się dobrze z moim ojcem, gdyż przed wojną byli razem działaczami Związku Polaków w Niemczech).

Do w/w – dopisuję jeszcze profesora Bogdana Dopierałę – historyka, badacza POMORZA ZACHODNIEGO. Oni najczęściej nękali ówczesne władze wojewódzkie, by zadbały o rozwój szczecińskiego środowiska humanistycznego i wspierały ideę powstania uniwersytetu!

Podobnych działaczy było oczywiście dużo więcej – wymienię w związku z tym jeszcze nazwiska osób, które – razem z mec. Romanem Łyczywkiem tworzyły trzon „stowarzyszenia bibliofilskiego”, skupionego wokół księgarni. Ich zasługi oceniam – z perspektywy lat – jako bezcenne w służbie kultury i nauki polskiego Szczecina i to w rozumieniu – co pragnę podkreślić (a piszę te słowa w roku 2020) – PONADPARTYJNYM. Oto osoby, które szczególnie zapamiętałem:

Bałakiriew Paweł (art. malarz), Behnke Józef (inż. bud.), Benoit Ludwik (aktor), Białecki Tadeusz (wieloletni – po prof. Lesińskim – red. nacz. „Przeglądu Zachodniopomorskiego”), Biżek Stanisław (rzeźbiarz, m.in., współautor pomnika 1000-lecia zwycięskiej bitwy Polaków z Niemcami pod Cedynią), Boehlke Henryk (art. plastyk), Bohatkiewicz Józef (m.in. autor książek o oflagach w Woldenburgu i Arnswalde), Brzozowski Jerzy (art. mal., inicjator Festiwalu Współczesnego Malarstwa Polskiego w Szczecinie, który do dziś jest organizowany ), Burakowski Tadeusz (sędzia w st. spocz.), Bursewicz Józef (poeta), Cieślak Stefan (fotografik), Czarniecki Mariusz (publicysta, pisarz), Daniszewski Władysław (ówczesny dyr. Wydziału Kultury PWRN, wybitny RADIOWIEC), Eysymont Tadeusz (art. mal., inicjator prezentacji malarzy krajów socjalistycznych w Szczecinie), Filipowiak Władysław (zasłużony archeolog, dyr. Muzeum Pomorza Zachodniego w Szczecinie), Frankiewicz Bogdan (historyk, archiwista), Gustowski Bogdan (art. plastyk. Dekorator PP „Domu Książki”), Huebner Antoni (kompozytor, dyr. Szkoły Muz. II st.), Jadwiga Huebner (nauczycielka muzyki), Henryk Huber (działacz polityczny, gorący patriota odzyskanego Pomorza Zachodniego, mecenas społecznego ruchu kulturalnego na Ziemi Szczecińskiej ), Jeziorański Jan (architekt) i Jeziorański Stanisław (metaloplastyk), Kamiński Ireneusz Gwidon (pisarz), Karakulski Jan (bibliotekarz), Kępiński Józef (prof. n. techn.), Kmiecik Michał (działacz polonijny), Karol Koczy (filolog germanista), Kondratski Arkady (grafik), Kortas Jan Zygfryd (prof. chirurg), Korzeniowski Andrzej (dr inż. arch.), Kosińska-Brzozowska Janina (art. malarz), Kostynowicz Roman Jerzy (ksiądz kat., historyk sztuki, kustosz Katedry w Kamieniu Pomorskim, współtwórca tamtejszych festiwali muzyki organowej), Krechowiecki Adam (autor podręczników o anatomii człowieka, rektor PAM), Królak Leon (wydawca, księgarz), Krzymiński Janusz (poeta), Krzywicki Stanisław (ówczesny sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, późniejszy twórca Książnicy Szczecińskiej), Kuźma Erazm (prof. filologii polskiej, mój ukochany polonista ze szkoły średniej, późniejszy profesor Uniwersytetu Szczecińskiego i prezes szczecińskiego oddziału ZLP, znawca ekspresjonizmu), Kwilecki Stanisław (Woj. Kons. Zabytków), Latour Stanisław (architekt), Lewiński Sławomir (art. rzeźbiarz), Liskowacki Ryszard (prozaik i wybitny dziennikarz oraz działacz społeczny), Łempicki Marian (wieloletni wojewoda szczeciński, jednocześnie przewodniczący prezydium zarządu Szczecińskiego Towarzystwa Kultury), Łyczywek Krystyna (art. fotografik), Matuszewski Józef (przew. Stowarzyszenia kulturalnego w Kamieniu Pomorskim), Mąka Henryk (pisarz marynista), Mozolewski Józef (nauczyciel), Myślenicki Wojciech (autor wielu książek m.in. „Nad Odrą i Bałtykiem”, m.in. mój zastępca, gdy zostałem dyr. Wydziału Kultury PWRN), Najdowa Jadwiga (hist. sztuki), Naruszewicz Izabella Zofia (art. mal.), Niesiołowski Krzysztof (aktor-lalkarz, dyr. teatru), Niewisiewicz Łukasz (art. mal.), Nyczka Marian (grafik), Pachlowski Jerzy (pisarz), Papuga Jan (pisarz), Pawlicki Zbigniew (muzykolog), Pawłowski Walerian Henryk (dyrygent), Piosicki Ludwik (art. mal.), Piskorski Czesław (krajoznawca), Poniatowska Anna (historyk), Prochacki Henryk (prof. dermatolog), Puchalski Zbigniew (dziennikarz), Raszka Helena (poetka), Reck Guido (art.pl., dyr. Liceum Sztuk Plastycznych), Rogowski Wiesław (dziennikarz, prozaik, m.in. red. nacz. „Głosu Szczedcińskiego”), Rotstein Aleksander (prawnik), Skinder Hanna (ekonomistka), Sułkowski Janusz (dyr. szczecińskiego „Domu Książki”), Szmidt Ireneusz Krzysztof (poeta, działacz teatralny, szczególnie amatorskiego ruchu atrystycznego na Pomorzu Zachodnim), Szuman Ziemowit (art. malarz), Telega Stanisław (polonista, bibliotekarz, pisarz), Wielopolski Alfred (prof., historyk prawa), Zajączek Witold (prof. przyrodnik).

Ci wszyscy (a było ich dużo, dużo więcej) przenieśli się potem ze mną (w cudzysłowie oczywiście „przenieśli”) do STK (Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, gdy zostałem sekretarzem zarządu tego stowarzyszenia oraz dyr. biura STK). Byli też m.in. tymi, których najczęściej radziłem się potem, tworząc program kultury dla województwa, gdy zostałem dyrektorem Wydziału Kultury PWRN. Program stał się przedmiotem obrad Wojewódzkiej Rady Narodowej, dyskutowany był na Radzie STK, a wcześniej na sejmikach kultury organizowanych przez powiatowe stowarzyszenia społeczno-kulturalne.

Część z w/w działaczy odwiedzała mnie potem także w Warszawie, gdy już „dyrektorowałem” „Składnicy Księgarskiej”, a także, gdy po latach pełniłem funkcje dyrektorów departamentów: plastyki, a potem książki w MKiS.

Chcę w tym miejscu pochwalić także obecnego prezydenta m. Szczecina Piotra Krzystka za to, że patronował STK w wydaniu Encyklopedii Szczecina (w dwu wolumenach) pod red. prof. dr hab. Tadeusza Białeckiego, w której wszyscy wyżej przeze mnie wymienieni (jako zasłużeni dla rozwoju kultury na Ziemi Szczecińskiej) mają swoje szersze „opisanie”. Choć i za „moich” czasów, Szczecińskiemu Towarzystwu Kultury pomagał wydatnie ówczesny prezydent miasta, jednocześnie prezes Towarzystwa Przyjaciół Szczecina – Jan Stopyra!

Panowie Prezydenci – zwracam się do wszystkich prezydentów miast w Polsce, WSPIERAJCIE – w miarę swych możliwości – dodatkowymi środkami finansowymi inicjatywy społeczne służące nauce i kulturze, w ogóle rozwojowi życia społeczno-kulturalnego w Waszych regionach. Czasami nie można tego realizować poprzez formalny „budżet” władz wojewódzkich, ale można finalizować (o czym wielokrotnie się przekonałem!) pod patronatem organizacji społecznych, które finansowo możecie (i powinniście) wspierać!

I jeszcze jedno: mając tak prominentnych klientów w „swojej” księgarni, szybko stała się ona nie tylko „wulkanem” różnych inicjatyw kulturalnych, ale także placówką „handlowo” rentowną!

Tym samym rosły i nasze zarobki, więc nie miałem nigdy żadnych problemów ze współpracownikami, gdy musieli w związku z różnymi imprezami w księgarni – pracować dłużej, pełniąc w tym czasie – wraz ze mną – rolę gospodarzy tych imprez!

 Po tylu latach, wszystkim moim byłym Współpracownikom mogę tylko powiedzieć: bardzo Wam dziękuję! Bez Was, bez Szczecińskiego Klubu Bibliofilów, a potem działaczy STK i bez powiatowych stowarzyszeń społeczno-kulturalnych, działaczy miejscowych związków twórczych i moich oddanych mi współpracowników w Wydziale Kultury PWRN, sam nie zrobiłbym wiele. I mam tego pełną świadomość.

Mam tylko nadzieję, że nikt nie pomyśli – w tym momencie – o tym, że trochę przesadzam z tymi dokonaniami… Zapewniam, że ani przez chwilę!

W „Klubowej” odbyły się także wystawy renomowanych wydawców polskich m.in.: PIW-u, Czytelnika, PAX-u, PWN-u, PWM-u (Wydawnictw Muzycznych) oraz oczywiście PZWL-u (Wydawnictw Lekarskich)!

Dzięki bezpośrednim kontaktom z tymi Wydawcami, uzyskaliśmy od nich przyrzeczenie zwiększenia udziału problematyki „szczecińskiej” w planach wydawniczych tych edytorów! A – jako księgarnia – zwiększenie, zbliżone do potrzeb (choć nie w 100 procentach) liczby deficytowych nowości tych wydawnictw. Co jeszcze bardziej przyciągnęło do nas wielu nowych klientów indywidualnych i zbiorowych, w postaci bibliotek (w tym bardzo dużo także spoza Szczecina!). A nawet innych województw, których przedstawiciele przyjeżdżali do Szczecina w sprawach służbowych, a do księgarni wpadali „przy okazji”, aby po jakimś czasie – wejść z nami w stałą współpracę w zakresie zakupów książek.

Naszą klientelę stanowiło także dużo oficerów marynarki handlowej i połowów dalekomorskich. Na tych statkach (w czasie rejsów) funkcjonały wcale pokaźne biblioteki!

Ale pragnę podkreślić, że gdy organizowałem opisywane działania w księgarni, nie planowałem pracy ani w Składnicy Księgarskiej, ani w MKiS, jak i tego, że „z kierownika księgarni awansuję na sekretarza PREZYDIUM SZCZECIŃSKIEGO TOWARZYSTWA KULTURY; i w końcu także na dyrektora Wydziału Kultury Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Szczecinie.

Wtedy moim celem było stworzenie w Szczecinie księgarni, jakiej jeszcze nie było!

Szczecin do dziś tkwi w mojej pamięci, jako miasto, które określiłbym jako:

MOJE MIEJSCE NA ZIEMI, które ukształtowało moje „wejście w dorosłe życie” i przyszłe poczynania! Jako miasto, w którym na miejscowym uniwersytecie uzyskałem w roku 1990, tytuł doktora nauk humanistycznych.

W Szczecinie też zacząłem pisywać do miejscowych gazet: Kuriera i Głosu Szczecińskiego, Tygodnika Morskiego i tygodnika „Jantar”, a (gdy już pracowałem w Warszawie, także do m.in. „Nowych Książek”, „Literatury”, „Życia Literackiego” i „Głosu Pracy”).

Przez cały okres mojej ponad 10-letniej pracy w księgarni (przerwanej odbyciem zasadniczej służby wojskowej), nieustannie wprowadzałem do asortymentu oferowanych przez księgarnię książek coraz szerszy wachlarz tytułów. I tak obok dotychczasowych specjalności (medycyny, muzyki i szeroko rozumianej humanistyki), powstał w księgarni także „olbrzymi” dział „literatury dla dzieci i młodzieży”! Także sprzedaży reprodukcji malarstwa (już oprawionych, w każdym razie gotowych do powieszenia w mieszkaniach, klubach, domach kultury.) Księgarnia stała się też największym w Szczecinie punktem sprzedaży płyt gramofonowych, nut i książek muzycznych (w tym szczególnie do nauki na różnych instrumentach muzycznych).

Stoisko z książkami, zwłaszcza dla najmłodszych (gdy tylko była dobra pogoda), stało zawsze przed wejściem do księgarni, wciągając „maluchy” i ich rodziców „do wnętrza księgarni”! Gdzie jedni i drudzy kupowali książki (pijąc kawę lub herbatkę, dla dzieci były soczki), siedząc w wygodnych fotelach „przy okrągłych stolikach”.

Moim szczególnym „oczkiem w głowie” była też zawsze najnowsza beletrystyka! W tym książki polskich klasyków i klasyków literatury obcej, a w szczególności – pisarzy i autorów szczecińskich.

W pewnym okresie nawet powstała w księgarni wzorcownia WSZYSTKICH KSIĄŻEK (po 1 egzemplarzu), które w każdej chwili były możliwe do sprowadzenia z Składnicy Księgarskiej, czyli do kupienia w księgarni! Co dodatkowo przysporzyło nam jeszcze wielu klientów, szczególnie wśród różnych bibliotek specjalistycznych, które dopiero organizowały swoje księgozbiory.

To, czego świadomie nie było w naszej księgarni, to były podręczniki szkolne, których sprzedawanie w tamtych latach nie sprawiało problemu (były bowiem długo „publikacjami” mocno deficytowymi w stosunku do potrzeb), a poza tym posiadały najniższą marżę. Najwyższą miały książki naukowe i pokrewne i rzecz jasna – książki „polityczne”, wydawane głównie przez Wydawnictwo „Książka i Wiedza”.

Chcę jednak podkreślić, że przymusu do ich posiadania „na stanie” w księgarni nie było. Rzadko też zdarzało się, aby na czyjeś polecenie „z góry” wycofywano książkę z obiegu księgarskiego, gdy się już w nim znalazła. Parę razy to się zdarzyło, głównie w odniesieniu do publikacji „PAX-u”, czy „Wydawnictwa św. Wojciecha”, ale i tak nie wycofywaliśmy ich wtedy w całości do tzw. „Zwrotowni”. Sprzedawało się nadal, tyle że… „spod lady”. (Klienci bardzo szybko dowiadywali się o „TAKICH” książkach i tym chętniej je kupowali)!

Jeśli w tamtych latach marzyłem o jakimś awansie, to o dyrektorowaniu kiedyś „całemu” przedsiębiorstwu „Dom Książki” w Szczecinie, by móc przenieść aktywność swojej „Klubowej” do innych księgarń w mieście i województwie.

Ale i tak, naszym śladem – inicjatywy dynamizujące sprzedaż poprzez różnorodne działania UPOWSZECHNIAJĄCE – podejmowało coraz więcej księgarń w mieście i powiatach województwa, choćby: Księgarnia książek importowanych, Literacka, Piastowska i Zamkowa. A dyrekcja Domu Książki zaczęła inicjować w tych placówkach „Kluby Miłośników Książki”, organizować kiermasze książek z okazji m.in. Dni Oświaty, Książki i Prasy, Otwarcia Roku Kulturalnego, Dni Morza, Zjazdów Pisarzy Ziem Zachodnich i Północnych, a nawet festiwali, które odbywały się m.in. w Świnoujściu, Kamieniu Pomorskim, Międzyzdrojach i oczywiście w Szczecinie.

Dumny jestem z tego, że w końcu „moją” dyrekcję Domu Książki udało się wciągnąć do żywego uczestnictwa w ruchu kulturalnym województwa, a kolegów księgarzy do współzawodnictwa. Konkurencję z moją „szesnastką” czyli „Klubową”, podjęły wówczas szczególnie dwie księgarnie „jedynka” („Zamkowa”) i „trójka” („Piastowska”) w osobach ich kierowników: Romana Bielańskiego i Czesława Niemyjskiego. Zresztą znakomitych księgarzy!

Marzyło nam się wtedy powołania (w ramach Klubu Bibliofilów) własnego „szczecińskiego” wydawnictwa książkowego. W końcu takie powstało, pod nazwą „GLOB”, gdy już byłem dyrektorem departamentu książki w MKiS. I odegrało ono bardzo pozytywną rolę w ogólnopolskim ruchu wydawniczym.

I tak – pomału – krok za krokiem, nasze poczynania upowszechnieniowe (SŁUŻĄCE SPRZEDAŻY KSIĄŻEK!) zaczęły uzyskiwać poparcie ze strony dyrekcji PP „Domu Książki” (zwłaszcza, gdy te działania okazały się skuteczne, a dyrekcja „Domu Książki” była PRZEZ WŁADZĘ WOJEWÓDZKĄ I CENTRALNĄ chwalona m.in. „za Klubową”).

Dziękuję za to poparcie dyrektorowi przedsiębiorstwa Januszowi Sułkowskiemu, jego zastępcy – Stanisławowi Wójcikowi, kierownikowi działu Obrotu Księgarskiego – Władysławowi Litarowiczowi, kier. Zwrotowni – Bernardowi Maciejewskiemu, A PRZEDE WSZYSTKIM – Bogdanowi Gustowskiemugłównemu plastykowi przedsiębiorstwa!

Bogdan Gustowski był niezastąpionym dekoratorem wszystkich wystaw książkowych w „Klubowej” (nie tylko w naszej księgarni, ale także w innych), w których powstawały, wzorem Klubu Bibliofilów – Towarzystwa Przyjaciół Książek – ruch inspirowany przez panią Danutę Pryputeń, kierowniczkę Działu Upowszechnienia w dyrekcji PP Domu Książki w Szczecinie.

Bogdan Gustowski zaprojektował też znaczek i papier firmowy dla STK, a wcześniej dla Klubu Bibliofilów, a gdy już pracowałem w Warszawie – także dla „Składnicy Księgarskiej”. Interpretując skrót SK (Składnica Księgarska), jako SŁUŻBA KULTURZE! Bo taką była w istocie!

 

Ciąg dalszy nastąpi

Tytuł kolejnego odcinka: „Pomiędzy księgarnią, a STK było wojsko (zasadnicza służba wojskowa)”

P.S. Dziękuję za wpisy, jakie ukazały się po moich dotychczasowych odcinkach i za maile, które od Państwa otrzymałem. Za wszystkie opinie o ich treści i zachęcanie mnie do kontynuowania autobiografii! Naprawdę DZIĘKUJĘ!

Poprzedni artykułInternacjonalizmy, czyli wspólne słownictwo języków europejskich
Następny artykułMagiczna Toskania
Karol Czejarek
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here