Feminizm: dobry czy zły?

4

Powstały wraz z industrializacją feminizm, dla jednych kobiet jest słuszną drogą życia i oznaką równouprawnienia. Dla innych jego współczesna odmiana wiąże się ze strachem przed nowym i poczuciem zagrożenia ich dotychczasowej pozycji w społeczeństwie. Jak jest naprawdę? Czy konserwatyści mają się czego obawiać? Na to i wiele innych pytań postara się odpowiedzieć znana feministka i była Pełnomocniczka Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, prof. Magdalena Środa.

Paweł Rogaliński: – Jak ocenia Pani działania rządu w sferze równego statusu kobiet i mężczyzn?

Magdalena Środa: – Nie mogę oceniać tej działalności, ponieważ rząd jej w ogóle nie prowadzi. Rząd utrzymuje za pieniądze podatników kompletnie fasadowy urząd „do spraw równego traktowania”, dokładnie tak, jak komuniści utrzymywali fikcyjny pluralizm partyjny w parlamencie.

– Czy kobiety nie wywalczyły już równouprawnienia? Niektórzy twierdzą, że w wielu przypadkach to płeć uprzywilejowana…

– Z całą pewnością kobiety to płeć uprzywilejowana, bo przywilejem jest być ofiarą gwałtu. Czy słyszał pan o gwałconych, molestowanych i bitych mężczyznach? A ponad 90% ofiar przemocy to właśnie kobiety. Fajnie jest też być lepiej wykształconą i pracując na takim samym stanowisku jak mężczyzna, zarabiać 20% mniej tylko dlatego, że jest się kobietą. Przywileje kobiet widać też w polityce! Proszę włączyć telewizor i obejrzeć sprawozdanie z sejmu, posiedzeń rządu czy gremiów międzynarodowych: kobiety są tam anomalią, a nie normą; wszystkie decyzje polityczne podejmują mężczyźni, choć skutki tych decyzji obejmują również kobiety. Nie wiem skąd więc przekonanie, że kobiety są uprzywilejowane? Dlatego, że się je całuje w rękę? A Pan by wolał całusy czy wyższą pensję? Komplementy czy możliwość kariery?  

– W Pani wypowiedzi jest wiele gorzkich prawd. Jednak same kobiety często nie chcą brać aktywnego udziału w życiu politycznym czy zawodowym. W praktyce duża część pań po prostu woli domowe zacisze, a większość mężczyzn preferuje rywalizację.

– Jeśli domowe zacisze jest takie fajne, to dlaczego ci rywalizujący mężczyźni nie wybiorą go? Mężczyźni lubią nie tyle rywalizację, co władzę, prestiż i pieniądze, a te są w sferze publicznej. Gdyby „zacisze domowe” wiązało się z wysoką gratyfikacją z pewnością byłoby tam wielu mężczyzn. Tymczasem praca domowa i praca wychowawcza nie cieszy się żadnym szacunkiem. Dzieci o wychowujących je mamach mówią „moja mama nic nie robi”, bo „moja mama nie pracuje”. Praca domowa kobiet nie cieszy się żadnym prestiżem, a w przypadku rozwodu (a rozwodzą się głównie mężczyźni, wymieniając żonę na młodszy egzemplarz) związana jest z nędzą, bo polityka socjalna władzy jest żadna.

– Pytając o wybór zacisza domowego przez kobiety, miałem na myśli często dobrowolne preferowanie tego zajęcia przez płeć piękną. Nie wierzę, że praca w domu nie cieszy się żadnym szacunkiem, choć z pewnością nie jest ona wystarczająco doceniana. Zmieniając temat, jak ocenia Pani działalność znanej feministki, Kazimiery Szczuki, która nie zawaha się pocałować mężczyzny w rękę?

– Nie mam pojęcia jak ma się całowanie kogoś po rękach do działalności feministycznej… Kazia jest cudowną, mądrą kobietą, ogromnie wrażliwą na krzywdę i niesprawiedliwość. Samą Kazię, jak i jej działalność oceniam bardzo wysoko.

– Prof. Zdzisława Janowska również promuje równość kobiet na rynku pracy, a jednak stroni od kontrowersyjnych czynów i wypowiedzi.

– I dlatego jest niewidoczna. Sfera publiczna, a zwłaszcza media, wymagają – niestety – wyrazistości. Jeśli chodzi o problemy kobiet, trzeba krzyczeć! Ale prof. Janowska robi to na swój sposób. Jest konsekwentną, zdeterminowaną, odważną obrończynią praw kobiet.  

– Czy coraz większa popularność feminizmu w jakikolwiek sposób może zaszkodzić relacjom damsko-męskim i – tym samym – społeczeństwu?

– A demokracja może szkodzić społeczeństwu? Feminizm jest elementem demokracji, niezbywalnym. Jeśli demokracja szkodzi społeczeństwu (ale to pan musiałby mi odpowiedzieć na pytanie: jak?) to feminizm, wolność i równość zapewne też. Ale osobiście nie potrafię sobie tego nawet wyobrazić.

– Czyli konserwatyści nie muszą się bać wpływu feminizmu na tradycyjne związki?

– Chce Pan powiedzieć, że jak w telewizji pokaże się feministka to zwiększa się ilość rozwodów? Nie widzę związku.

– Według badaczy, najbardziej radykalna wersja ideologii feminizmu nie ogranicza się do haseł zlikwidowania dominacji mężczyzn, ale dąży do matriarchatu – panowania kobiet. Jak Pani sądzi, o czym powinny pamiętać młode feministki?

– Nie znam takich przypadków. To znaczy nie znam ani przypadków ideologii feministycznej ani zwolenniczek takiej ideologii (ani młodych ani starych). Feminizm jest elementem demokracji, wie o tym cała Europa, i tylko w niedouczonych umysłach feminizm jawi się jako niebezpieczne „czarownictwo”. Wie Pan, większość nieporozumień wokół feminizmu pochodzi z ignorancji. Po prostu.

– Bardzo dziękuję za rozmowę.

4 KOMENTARZE

  1. Panie Pawle, myśli Pan stereotypami i tak (w tym wywiadzie) zadaje pytania.  Upatruje Pan w feministkach jakiejś fascynacji ideologią a tu chodzi o proste wymaganie rzeczy podstawowych, pozbycie się stereotypów typowego myślenia, że tak jak jest jest ok, problemu nie ma.
    Do feminizmu kobieta musi dojrzeć. Zwykle zauważa nierówne traktowanie np. w pracy dopiero po dłuższym czasie (lub wcale). Później mimo buntu przed takim stanem rzeczy trudno jej się przyznać, że się jest feministką bo ta "ideologia" jest źle postrzegana, psy się na niej wiesza, niesłusznie. Jeśli się już przyzna to znaczy, że znacząco jej dokuczają większe lub mniejsze bariery związane z jej płcią, że jest świadoma i przekonana, że coś jest nie tak.
    Fakt, mężczyznom  jest trudno dostrzec te problemy. Aby zrozumieć trzeba mieć jednak dobre chęci i nie zamykać się w ogólnym nurcie stereotypowych tez. Życzę więc Panu  takich chęci i otwartości. mh

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here