Dr Jarosław Płachecki: Irlandzcy politycy spacerują bez obstawy, są otwarci i bezpośredni

0
Na zdjęciu: dr Jarosław Płachecki (po lewej) w trakcie prezentacji książki Patricka Quigleya (po prawej) pt. „The Polish Irishman. The Life and Times of Count Kazimir Markievicz” w Polskiej Szkole przy Ambasadzie RP w Dublinie w marcu 2013 r. Spotkanie z uczniami szkoły zorganizwano w ramach projektu badawczego „Śladami polskości w Irlandii”.

– Urzędującego i byłych premierów kraju można zobaczyć spacerujących bez obstawy i rozmawiających z ludźmi na ulicy, w pubie lub restauracjach fast-food. Otwartość, bezpośredniość w kontaktach i całkowity brak bufonady Irlandczyków świadczy o ich wysokiej klasie i kulturze politycznejmówi w rozmowie z Pawłem Rogalińskim dr Jarosław Płachecki, polski ekonomista i politolog, dziekan dublińskiego wydziału Staropolskiej Szkoły Wyższej.

Paweł Rogaliński: – Panie doktorze, czy – i jak – sytuacja gospodarcza Zielonej Wyspy wpływa na nastroje wyborcze Irlandczyków?

Dr Jarosław Płachecki: – Oczywiście, czy w Irlandii czy w Polsce, ludzie mają podobne potrzeby i oczekiwania wobec rządzących, a także podobne reakcje na zagrożenia albo sytuacje kryzysowe. W Irlandii po latach prosperity 1994-2008, znanych w publicystyce pod barwnym określeniem lat „celtyckiego tygrysa”, nastąpił kryzys finansów publicznych trwający od roku 2008 do roku 2013. W wyniku wyborów parlamentarnych w roku 2011 Irlandczycy odwrócili się od rządzącej do tej pory niemal niepodzielnie Fianna Fail na rzecz centrowej Fine Gael (FG) i Partii Pracy (PP). Nastąpiło zatem pewne przesunięcie preferencji wyborczych na lewo.

– Jak Pan myśli, dlaczego tak się stało?

– Myślę, że miało to na celu zapewnienie bezpieczeństwa socjalnego w oczekiwaniu cięć budżetowych, które nieuchronnie musiały nastąpić w następstwie głębokiej recesji gospodarczej. Restrykcyjny program reform narzucony Irlandii przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy a realizowany przez rząd FG-PP, doprowadził wprawdzie do odzyskania stabilności finansowej państwa, ale już w roku 2016, tj. po kolejnych wyborach do parlamentu, także do utracenia przez Partię Pracy 30 mandatów w irlandzkim Dailu (izba niższa parlamentu). Partia utraciła także pozycję mniejszego partnera w koalicyjnym rządzie. Co ciekawe, po wyborach w 2016 r. głosy wyborców przesunęły się jeszcze bardziej na lewo, dając rekordową ilość 23 miejsc w parlamencie i bezprecedensowe, niemal 14% poparcie społeczne, bagatelizowanej do tej pory, republikańskiej Sinn Fein (SF). W związku z jej domniemanymi związkami z nielegalną Irlandzką Armią Republikańską i wyrazistym, lewicującym radykalizmem społecznym Sinn Fein, przynajmniej w Republice Irlandii, nie jest brana pod uwagę jako partner we współrządzeniu krajem.

– Czy w wyniku następnych wyborów parlamentarnych układ sił w parlamencie ponownie ulegnie znacznemu przetasowaniu?

– Kolejne wybory parlamentarne w Irlandii przewidziane na rok 2020, w warunkach brexitu i kursu Irlandii na liberalizm społeczny, mogą okazać się sporym zaskoczeniem. Irlandczycy to potrafią. Szkoda, że nie ma tutaj jeszcze miejsca na szczątkową choćby reprezentację irlandzkiej Polonii. Być może jednak jest to tylko kwestia czasu.

– Oby tak się stało. A co w przypadku reprezentacji kobiet w irlandzkiej polityce? Czy fakt, że Mary Robinson i Mary McAleese zasiadały w fotelu prezydenta Irlandii może oznaczać, że tzw. „szklany sufit” tam już nie istnieje? Może to jednak tylko wyjątki, a polityka irlandzka nadal w pewnym stopniu dyskryminuje kobiety?

– Polityka irlandzka, w mojej ocenie, nie dyskryminuje kobiet, gdyż są na to zbyt silne. Dyskryminuje je natomiast irlandzka konstytucja i irlandzka obyczajowość. Kobiety w Irlandii zajmują ważne stanowiska państwowe. Mary Robinson w latach (1990-1997) i Mary McAleese (1997-2011) na stanowisku głowy państwa, a potem Mary Harney, Mary Coughlan i Joan Burton jako wicepremierzy. Należy tutaj także przypomnieć o Konstancji Markievicz, pierwszej kobiecie wybranej do parlamentu w 1918 r. (wtedy jeszcze brytyjskiego) i jednocześnie pierwszej minister pracy w rewolucyjnym rządzie Republiki Irlandii w latach 1919-1922.

– Warto dodać, że ta ostatnia była żoną Polaka – hrabiego Kazimierza Dunina-Markiewicza herbu Łabędź. Ale powróćmy do tematu równouprawnienia w irlandzkiej polityce…

– Wprowadzenie od 2017 r. tzw. gender quotas, czyli obowiązkowej reprezentacji kobiet na listach wyborczych, w urzędach państwowych a nawet w komunikacji publicznej miało zapewne na celu zachęcenie irlandzkich kobiet do większego udziału w życiu publicznym. Przeciwnicy tego pomysłu argumentują jednak, że w przypadku kandydatów o takich samych kwalifikacjach, o rezultacie wyboru kandydata na dane stanowisko decyduje jego płeć.

– Paradoksalnie gender quotas są więc przyczyną dyskryminacji ze względu na płeć?

– Idea walki z dyskryminacją została w tym konkretnym przypadku wypaczona, przegrywa bowiem zazwyczaj ten z kandydatów, który nie jest kobietą. Podobnym paradoksem okazały się, udane zresztą, próby zrównania ubezpieczeń motoryzacyjnych. Kobietom, które w Irlandii tradycyjnie płaciły znacznie niższe składki ubezpieczeniowe, gdyż są po prostu bezpieczniejszymi kierowcami, od 2017 roku znacznie zwiększono opłaty, zrównując je ze składkami dla mężczyzn.

– To bardzo interesujące. A jakiś przykład ze wspomnianej wcześniej ustawy zasadniczej?

– Niektóre przepisy konstytucji Irlandii mają dyskryminujący charakter, a zwłaszcza brzmienie art. 41.2.1 i 41.2.2: „Państwo uznaje, że poprzez pełnienie swoich obowiązków w domu, kobieta wspiera państwo. Bez tego wsparcia dobro wspólne nie mogłoby być osiągnięte”. I dalej: „Państwo powinno zatem zapewnić opiekę matkom, aby zmuszone finansowymi potrzebami, nie musiały one podejmować pracy zarobkowej, a przez to zaniedbywać swoich obowiązków domowych”. Reliktowy charakter obydwu konstytucyjnych przepisów, pochodzących jeszcze z 1937 roku, polega na domniemaniu, iż miejscem kobiety jest dom i że podejmowanie przez kobiety-matki pracy zarobkowej oznacza wprost zaniedbywanie domowych obowiązków. Obydwa przepisy mają wkrótce stać się przedmiotem ogólnonarodowego referendum, co zapowiedział już premier Leo Varadkar.

– Czy rzeczywiście kobiety, w wyniku istnienia tak „opiekuńczych” przepisów, były traktowane wyjątkowo?

– Ależ skąd. Jeszcze w latach 60. 70. i 80. XX wieku sytuacja irlandzkich kobiet, a zwłaszcza matek samotnie wychowujących dzieci była nie do pozazdroszczenia. W majestacie państwa samotnym bądź porzuconym kobietom odbierano dzieci, a je same umieszczano w domach przymusowej pracy, prowadzonych przez zgromadzenia zakonne sióstr Magdalenek. Ponurą rzeczywistość tych lat oddaje film Petera Mullana „The Magdalene Sisters” z 2002 roku (pol. Siostry Magdalenki). W 2013 r. komisja pod przewodnictwem senator Mary McAleese opublikowała raport, w którym stwierdzono, że wobec azylantek stosowano przemoc fizyczną i psychiczną, wykorzystywanie seksualne i wielogodzinną ciężką pracę nieadekwatną do wieku w prowadzonych przez zakonnice pralniach. Obecnie wychodzą na jaw nowe, makabryczne fakty dotyczące życia kobiet zamykanych w domach pracy. Z nieoznakowanych zbiorowych grobów wokół klasztorów ekshumowane są szczątki kobiet i dzieci. Pralnie sióstr Magdalenek zaczęto zamykać pod koniec lat 90. XX wieku, gdyż w związku z upowszechnieniem się w Irlandii sprzętu domowego użytku, przestały one być po prostu opłacalne.

– Rozumiem. Zmieniając nieco temat – czy to prawda, że premierzy i prezydenci Irlandii często angażują się w życie społeczności lokalnych? Jeśli tak, czy mógłbym prosić o jakieś przykłady?

– Tak, to prawda. Irlandczycy są ludźmi otwartymi i bezpośrednimi, ich polityczni reprezentanci także. Zwłaszcza byli politycy angażują się w działalność społeczną albo charytatywną w kraju, czy za granicą. Można ich spotkać na publicznych spotkaniach, odczytach, wystawach itd. Sprawujący od 2011 roku funkcję prezydenta Michael D. Higgins jest częstym gościem spotkań ze studentami i młodzieżą szkolną. Urzędującego i byłych premierów kraju można zobaczyć spacerujących bez obstawy i rozmawiających z ludźmi na ulicy, w pubie lub restauracjach fast-food. Była wicepremier Irlandii Joan Burton jeździ do pracy w parlamencie autobusem Dublin Bus linii 39. Wszystko to samemu widziałem poruszając się na co dzień po centrum Dublina. Taka otwartość, bezpośredniość w kontaktach i całkowity brak bufonady świadczy o wysokiej klasie i kulturze politycznej Irlandczyków i ich politycznych przedstawicieli.

– Dla polskich polityków byłoby to nie do pomyślenia.

– Jeśli zobaczę to kiedyś w Warszawie, czy na deptaku w Płocku, byłego premiera RP albo prezydenta, rozmawiającego z ludźmi na ulicy lub siedzącego bezpiecznie w restauracji, to będzie to sygnał, że czas już kupić bilet lotniczy. Powrotny. W jedną stronę, do Polski. Na razie jednak biegnę do pracy, potem przygotuję obiad dla żony i sprawdzę, co u córki. I tak już prawie od 20 lat naszego życia w Irlandii…

– Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

Maynooth, 18 kwietnia 2019 r.

Dr Jarosław Płachecki – polski ekonomista i politolog na stałe mieszkający w Irlandii. Nauczyciel akademicki i dziekan dublińskiego wydziału Staropolskiej Szkoły Wyższej. W swoich badaniach specjalizuje się w problematyce dotyczącej irlandzkiej polityki i gospodarki a także historii i najnowszych dziejów irlandzkiej Polonii. Autor publikacji, redaktor naukowy, członek organizacji polonijnych i towarzystw naukowych. Od lat związany z Towarzystwem Irlandzko-Polskim i środowiskiem Domu Polskiego w Dublinie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here