Bronisława Wilimowska. Odc. II – Wspomnienia

0

(kontynuacja wpisu z d. 28 marca br. – Bronisława Wilimowska. Odc. I – O Jej znaczeniu dla kultury polskiej, pochodzeniu, rodzicach i najbliższej rodzinie)

Próbując odpowiedzieć na pytanie skąd wzięła się żarliwa miłość Stano Gai (matki Bronisławy Wilimowskiej) do Polski i Polaków (którą Bronisława Wilimowska odziedziczyła), należy wziąć pod uwagę przede wszystkim niezwykłą szlachetność Jej rodziców w tej kwestii – Jej przybranej matki Marii Manasseiny (Rosjanki) i ojca Iwana Tarchanowa (Gruzina), którzy z największą troską zadbali o „POLSKIE” wychowanie dziewczynki, uwzględniając POLSKĄ część jej pochodzenia. (Stano Gai napisała o tym w cytowanym przeze mnie w poprzednim odcinku jej życiorysu, że…  m.in. wychowana została „w tradycjach polskich” przez prof. Jana Łosia (1860–1928) – językoznawcę i slawistę, który od 1902 roku był profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie (a dla nas żyjących pozostaje autorem gramatyki historycznej języka polskiego)!

Warto też w tym miejscu dodać, że swoją POLSKOŚĆ zawdzięcza Bronisława Wilimowska ojcu – Antoniemu Paradowskiemu – choć Stano Gai – przed ostateczną decyzją wyjścia za niego za mąż, do końca nie była pewna trafności swojego wyboru.

Kiedy bowiem po śmierci swej ukochanej matki Muli STANO wpadła w depresję i próbowała pozbawić się życia, ten (Antoni Paradowski), w niezwykłych okolicznościach uratował ją od niechybnej śmierci, a ona przesiąknięta uczuciem wdzięczności, postanowiła wyjść za niego za mąż!

Ale kiedy już opadły po tym wydarzeniu pierwsze emocje i wróciła do równowagi psychicznej, zdała sobie sprawę, iż jej decyzja w sprawie zamążpójścia była przedwczesna, by nazwać ją WIELKĄ MIŁOŚCIĄ!

Jaki na to dowód?

Ano taki, że wkrótce po zaręczynach, z wyraźną intencją ich zerwania, Stano „wymknęła się” ukradkiem z Petersburga do Paryża i wróciła dopiero po interwencji swego ojca, ale po krótkim czasie… ponownie uciekła!

Jednak jej ojciec, związany „naukowo” z przyszłym mężem córki,  wziął go ze sobą i ruszył w pogoń za „uciekinierką”, a gdy odnalazł córkę w Paryżu – w lipcu 1903 roku – „postawił” Ją (nie pytając o zgodę) na ślubnym kobiercu!

Niedługo po tym wydarzeniu – w 1906 roku – urodziła się BRONISŁAWA WILIMOWSKA!

Antoni Paradowski w międzyczasie ukończył studia i na wyraźne życzenie swej żony razem przenieśli się do Polski! Donosi o tym jedna z ówczesnych prasowych kronik towarzyskich Warszawy.

Wspomnę w tym miejscu jeszcze i to, że…

gdy w roku 1905 wybuchła wojna turecko-rosyjska, Antoni Paradowski został powołany do wojska i przydzielony na jeden z najtrudniejszych odcinków frontu.

Był to rodzaj represji często stosowanej wtedy przez władze carskie wobec Polaków. Ale Stano Gai zażądała od swego ojca interwencji w tej sprawie, a on oczywiście spełnił to żądanie i podczas rozmowy z ministrem wojny – podobno – użył szantażu: jeśli jego zięć nie zostanie zwolniony ze służby zagroził popełnieniem samobójstwa w Urzędzie Ministerstwa Wojny!

To poskutkowało.  

W ten sposób urzeczywistniły się dziecięce marzenia Stano Gai:

została żoną Polaka i…

zamieszkała w jego ojczyźnie, którą kochała całym sercem (jak potem Bronisława Wilimowska) do końca swego życia.

Pierwsze spotkanie Stano z Polską nie obyło się jednak bez kłopotów.

Początkowo –  jako przybyła z Rosji do kraju uciemiężonego i zaanektowanego przez carat – nie znalazła przychylności wśród „ziomków” męża. A deklarowanie i manifestowanie przez nią swych uczuć wobec Polski, długo nie przynosiło dla niej zrozumienia w podejrzliwych kręgach warszawskiej inteligencji. Tak, że Paradowski czuł się bardzo skrępowany egzaltacją żony!

Jego samego, jako człowieka bardzo zrównoważonego, raziła u ludzi każda przesada! W tym także „wybuchy” patriotyzmu żony, wynikające z  jej charakteru i drażniły go tym bardziej, iż nie odnosiły żadnego skutku.

Dopiero po jakimś czasie, gdy stopniowo przekonywano się o prawdziwości deklaracji ze strony Stano, zaczęła ona zyskiwać aprobatę, a nawet sympatię polskiego środowiska.

Z czasem mogła nawet otworzyć salon literacko-artystyczny w Warszawie.

Jednak między małżonkami – jak potem wspominała swoim znajomym Bronia – rozpoczął się pierwszy istotny konflikt, wynikający m.in. z tego, że Stano nigdy nie chciała pogodzić się z konserwatywnymi poglądami na „życie rodzinne” swego męża.

Antoni Paradowski cenił bowiem skromne i ciche mieszczańskie życie, wykluczające ingerencję w nie osób postronnych.

Stano zaś nie znosiła monotonii, szarzyzny i bezruchu.

Malowała i zapraszała do swej pracowni mnóstwo interesujących ludzi, „godzinami” dyskutowała z nimi o literaturze i sztuce, a podczas takich spotkań (których bywało coraz więcej), także muzykowała. Przy czym nigdy nie udało się jej (mimo wielu starań) wciągnąć męża we wspólne, uwielbiane przez nią życie towarzyskie. Stąd wzajemny stosunek małżonków do siebie stawał się coraz bardziej obojętny (nad czym Bronia bardzo ubolewała). I tak powoli ich związek zbliżał się ku końcowi, gdy tymczasem Stano już na dobre weszła w środowisko warszawskich artystów i inteligencji.

Nieufność do niej ustąpiła całkowicie po pewnym dość wymownym, ale znaczącym epizodzie.

Otóż pewnego dnia – ambasador carski we Francji, bawiący przejazdem z Paryża do Petersburga w Warszawie (O CZYM ŚRODOWISKO WIEDZIAŁO), postanowił złożyć Stano  wizytę. Na wizytówkę anonsującą carskiego dyplomatę, Stano podobno odpowiedziała zwięzłym listem, w którym oświadczyła panu Ambasadorowi, że w polskich domach NIE PRZYJMUJE SIĘ ROSJAN!

Dopiero wtedy jej stosunki z polskimi malarzami, muzykami i literatami stały się rzeczywiście DWUSTRONNYMI.

Zaś jej wdzięk osobisty, talent i niekłamany patriotyzm doprowadziły do tego, że w roku 1913 zorganizowano jej nawet pierwszą wystawę indywidualną malarstwa w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych „Zachęta”.

Odtąd Broni – która była tego wszystkiego świadkiem towarzyszyły już na dobre „trzy światy”, które miały wpływ na jej (wtedy jeszcze niepełnoletniej dziewczynki) wychowanie.

Po pierwsze – była to aura otaczająca Jej mamę, pełna swobody intelektualnej oraz artystycznego przejęcia i egzaltacji.

Po wtóre – atmosfera otaczająca Jej ojca (Antoniego Paradowskiego!) – pełna naukowej, „profesorskiej” powagi i racjonalizmu.

A po trzecie – to świat „Julii”, która była nianią Broni – przeniknięty namiętną religijnością.

Dwa słowa więc o wspomnianej wyżej niani:

nazywała się Bernis. Bronia opowiadała,

że codziennie modliła się ona o miłość między jej  rodzicami, a jednocześnie o ojczyznę, do której „wrócili”, spełniając marzenie Stano.

Trzeba także podkreślić, że Bronia – w tamtym czasie – żyła wyłącznie w otoczeniu dorosłych, co uczyniło z niej dziecko skupione wyłącznie na sobie i często … „demonstrujące swą mądrość”. Co nie znaczy, że było beztroskie i zawsze zadowolone z siebie. Gdy kiedyś zapytałem Ją, czy pamięta jakieś zabawy z dzieciństwa i przyjaciół z lat dziecięcych – Bronia szybko i zdecydowanie odpowiedziała mi przecząco.

Pamiętała głównie święta oraz przyjęcia „domowe”, które organizowała mama i w których  mogła uczestniczyć, ale tylko w ich wstępnych fazach.

Zapamiętała gości, którzy w trakcie podawania herbaty wyrażali swoje opinie o obrazach Stano, pytali niekiedy i Ją o zdanie w tym względzie. A Ona kiedyś (podobno) odpowiedziała: „że Mama mogłaby malować lepiej!” – co wywołało niemałą konsternację. Tym bardziej, że Stano  zawsze popisywała się córką, co z kolei Bronię zazwyczaj irytowało.

Z „dawnej Warszawy” Bronia (jako mała wtedy jeszcze dziewczynka) zapamiętała szczególnie dwa zdarzenia:

Jakąś dziwną karetę, przypominającą wielkie pudło bez okien, ciągniętą przez konie. Tylną ścianę pojazdu stanowiła krata z grubych prętów, na których mocno zaciskały się czyjeś ręce.

„Co to takiego?” – zapytała ojca, z którym była wtedy na spacerze.

„To skazańcy, których car wywozi do więzienia” – usłyszała w odpowiedzi.

Zdarzenie drugie, które zostało w jej pamięci, to pokaźne stado krów na ulicy Żurawiej, przy której mieszkała wówczas z rodzicami w Warszawie.

Bronia była nawet zachwycona ich widokiem, a gdy chciała jedną z nich pogłaskać, ojciec zdecydowanie odciągnął ją wtedy na bok i poinformował, że są one pędzone do rzeźni. Na co Bronia zareagowała gwałtownie, domagając się od pastucha, aby natychmiast stado wypuścił na wolność…!

W tych wspomnieniach z dzieciństwa przewijał się jeszcze jeden temat, który Bronia chętnie poruszała po latach w rozmowie ze znajomymi, a dotyczył on szczególnych zainteresowań Jej matki, która „studiowała” wtedy  filozofię buddyzmu, poddając się różnym ascetycznym praktykom.

Wynikały one z przynależności Stano do modnego wówczas Towarzystwa Teozoficznego. Bronia twierdziła, że matka udając się w „inny świat”, „uciekała” w ten sposób, od problemów swego nieudanego małżeństwa?!

Pod jej wpływem, młodzieńcza twórczość Broni początkowo też skierowana była ku światu fantastyki i metafory.  Dopiero po pewnym czasie porzuciła te zainteresowania, poświęcając  się już do końca życia  realizmowi.

W owym czasie Stano poznała Stefana Gajewskiego, NAJWIĘKSZĄ (jak zawsze sama potem podkreślała) MIŁOŚĆ swego życia. To spowodowało, że wokół Broni wszystko zaczęło się gwałtownie zmieniać, zupełnie jak w najbardziej fantastycznych baśniach.

Ten człowiek, w którym zakochała się Stano (mowa o Stefanie Gajewskim) o naturze tyle gwałtownej co romantycznej, „uwiódł” nie tylko matkę, ale i… Bronię, która (jak w swych opowiadanych wspomnieniach podkreślała) pokochała także „od pierwszego wejrzenia” swego przyszłego ojczyma całym sercem!

Stefan GAJEWSKI zdołał też na tyle zafascynować Stano, że ta definitywnie postanowiła rozejść się z mężem i wyjść za niego!

I tak dzieciństwo Broni kończy się rozwodem matki i wyjazdem do Paryża, a więc rozstaniem z Polską i to na długie – jak się potem okazało – lata.

Na marginesie wspomnień o matce trzeba podkreślić, iż Bronię wielokrotnie dręczyło sumienie, że w związku z tym o wiele rzadziej w Jej opowieściach pojawiał się jej prawdziwy ojciec.

Można by nawet pomyśleć, iż traktowała go nieżyczliwie. Jednak w rzeczywistości tak nie było. Choć – niestety – pamiętała go już „dość mgliście…”.

„Na pewno był osobą, która nie spełniała oczekiwań Stano. Był bardzo ascetyczny i nie umiał stworzyć atmosfery ciepła i życzliwości”,

lecz w opinii Broni był człowiekiem PRAWYM i OBOWIĄZKOWYM! A przede wszystkim – ZNAKOMITYM (chwalonym i szanowanym przez pacjentów) LEKARZEM!

Ciąg dalszy nastąpi i będzie dotyczył:

 

 Wyjazdu Broni – ze Stano i Stefanem Gajewskim – do Paryża

Poprzedni artykułPłeć Piękna Polityczna – w Wiedniu
Następny artykułWęgiel i stal – Ostrawa z góry
Karol Czejarek
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here