Bronisława Wilimowska. Odc. III – Jej wyjazd ze Stano Gai i Stefanem Gajewskim do Paryża

1

(kontynuacja wpisów z d. 28.03 i 17.06.br.)

Wyjazd był nie tylko „ucieczką” przed byłym mężem Stano Gai, matki Bronisławy Wilimowskiej, ale też przed nieuchronnie zbliżającą się I wojną światową, jak również przed „zazdrością” rodziny.

Trasa wiodła przez Kraków i Krzeszowice, gdzie pożegnali się z bliskimi, dalej droga ich wiodła

przez Wiedeń, w którym zatrzymali się na kilka dni.

Bronia zapamiętała wyjątkowo dobrze ten pobyt w stolicy kraju Mozarta, gdyż wieczorami Stano Gai ze Stefanem Gajewskim ruszali „w miasto” – ją pozostawiając w hotelu pod opieką pokojówki (przeciwko czemu – jako mała jeszcze dziewczynka – ostro protestowała).

Spokojne i pogodne miesiące, które poprzedzały wybuch wojny w 1914 roku, minęły w Paryżu bardzo szybko. A wybuch wojny wygnał Gajewskich z Paryża.

Z tego okresu Bronia na zawsze zapamiętała niekończące się podróże w wagonach towarowych, aż w końcu zatrzymali się w La Vandee (Wandea – departament w nadmorskiej, zachodniej części Francji) na wybrzeżu atlantyckim. Stano Gai znała tę miejscowość jeszcze z czasów panieńskich, gdyż była tam kiedyś z rodzicami.

W okolicy pozostało trochę „rojalistów”, jak wówczas nazywano zubożałą arystokrację, która mimo że zachowała „stare zamki”, prowadziła żywot bardzo skromny i oszczędny.

Gajewscy zaznali od dawnych przyjaciół Stano Gai serdecznej gościny. Bronia na jednym ze swych wernisaży w pracowni na Świętojańskiej opowiadała, że przez cały okres wojny (pierwszej wojny światowej oczywiście) żyli w warunkach komfortowych.

Ta sielanka miała jednak i swoje ciemne strony, bowiem „ucieczka” z Paryża spowodowała przede wszystkim skomplikowaną sytuację ojczyma. Stefan Gajewski był bowiem obywatelem austriackim, co stwarzało możliwość deportowania go lub internowania w każdej chwili, gdyby tylko miejscowe władze tak postanowiły. Tylko dzięki energii i zapobiegliwości Stano Gai, udało się go wówczas uchronić przed oboma tymi nieszczęściami. Nie było to łatwe, tym bardziej, że miejscowa ludność „skażona” podejrzliwością niepewnych czasów, w każdym cudzoziemcu dopatrywała się szpiega. Broni – jako młodocianej osobie, na szczęście to nie przeszkadzało; poznała serdeczną przyjaciółkę – Odille, z którą dzieliła czas na dziecięce zabawy.

Także Stano Gai ze Stefanem Gajewskim (jak Bronia zapamiętała) wiedli w tym czasie dość rozrywkowe życie, jeździli konno i uprawiali różnego rodzaju sporty wodne.

Każde pojawienie się Stano na plaży wzbudzało sensację, jej krótko ostrzyżone rude włosy, obcisłe stroje kąpielowe i spacery… w butach na wysokim obcasie, za każdym razem wzbudzały niemałe zainteresowanie, szczególnie mężczyzn.

Gdy zrobiło się chłodno, jak pamięta, ich rodzina zamieszkała w domu, który należał do rodziny napoleońskiego marszałka Berthier’a. Wcześniej mieszkali w pensjonacie pani Mulot. W dworku marszałkowskim Bronia po raz pierwszy w życiu otrzymała na poddaszu samodzielny pokój, co zapamiętała dokładnie, gdyż było to dla niej wielkim wydarzeniem.

Dzięki zatrudnieniu przez Stano Gai francuskiej nauczycielki, Bronia coraz swobodniej posługiwała się językiem francuskim i w swym pokoju mogła czytać do woli, jako że obok niego znajdowała się pokaźna biblioteka gospodarza domu.

O Stefanie Gajewskim, jako swym ojczymie, Bronia wyrażała się zawsze bardzo pozytywnie. Nieustannie podkreślała, że był uroczym, czułym i wyrozumiałym człowiekiem. Często wieczorami przychodził gasić w jej pokoju lampę, przy której uczyła się, bądź czytała.

Zabierał ją dość często na długie spacery na wydmy lub do lasu, mama wtedy mogła spokojnie malować. Jesienią zbierali suche szyszki do kominka, by w domu pachniało lasem.

(Po wielu latach Bronia zapragnęła odwiedzić Les Sables-d’Olonne i przemierzyła ten szlak wspólnych wędrówek z ojczymem, oddając się wspomnieniom z tamtych lat. Ale wtedy Stefana nie było na świecie już od 10 lat… ).

Bowiem gdy zaczęła się tworzyć Armia Hallera, koniecznie chciał do niej wstąpić.

Nieżyczliwi mu Alzatczycy robili wszystko, aby utrudnić mu wstąpienie do tej armii, tłumacząc mu, iż jest Polakiem, a Polski wciąż nie ma na mapie Europy, a więc Polaków również. Mimo wszystko Gajewski postanowił wyjechać… bez stosownej do tego przepustki. Ale już na dworcu został (jako Austriak) aresztowany przez żandarmów z rozkazem wywiezienia go do twierdzy na wyspie D’Yeu.

Lecz jeszcze tego samego dnia Stano Gai otrzymała wiadomość, że jej mąż utonął podczas transportu.  

Stano Gai – jak było w jej zwyczaju – z ogromną energią rozpoczęła starania urzędowe o ustalenie okoliczności śmierci męża.

Wydała na to wszystkie oszczędności, nawet na opłacenie rybaków, którzy przeszukiwali przybrzeżne wody w poszukiwaniu ciała. Bez skutku.

Sytuacja stała się dla niej prawdziwie dramatyczna. Została bowiem sama z kilkuletnią Bronią i jej maleńką przyrodnią siostrzyczką Alusią, a do tego okazało się, że spodziewa się kolejnego dziecka.

Według odnalezionych dokumentów, dzieci Stano Gai przyszły na świat:

Alusia – w maju 1916 roku, a

Stefan – w lipcu 1918 roku.

Bronia pisze w swym pamiętniku: „rozpoczęły się wtedy dla nas koszmarne miesiące walki o zdobycie środków na utrzymanie rodziny”.

Na szczęście Stano Gai, kobieta silna przez całe swoje życie, niedługo po urodzeniu małego Stefana, powoli odzyskiwała siły i równowagę psychiczną. Postanowiła utrzymywać siebie i dzieci, zarabiając malowaniem obrazów, przede wszystkim portretów.

Malowała je na zamówienia zaprzyjaźnionych rodzin francuskich, traktując jednak to zajęcie bardzo serio, zwłaszcza, że modelami byli na ogół polegli na wojnie członkowie tych rodzin.

Od swych ówczesnych zleceniodawców otrzymywała też pomoc w postaci paczek z odzieżą dla siebie i dzieci.

Gdy po pewnym czasie Stano Gai uznała, że „stanęła na nogi”, postanowiła wrócić do Paryża. W międzyczasie jednak – pozostawione tam mieszkanie zostało wynajęte innym lokatorom (ponieważ przez długi czas nie opłacała czynszu).

Na szczęście nowy lokator (Hiszpan), okazał się niezwykle szlachetnym człowiekiem, zakupił obrazy Stano Gai, zapłacił „zadośćuczynienie” za kupienie wynajmowanego przez nią mieszkania, a nawet zwrócił jej wcześniejsze wyposażenie, w tym obrazy, farby i wszelkie inne akcesoria, niezbędne artyście do uprawiania sztuki.

Po latach, Bronia często wspominała, jak to u boku matki stawiała swe pierwsze „malarskie” kroki.

Były to ilustracje do baśni, które opowiadała (sama je wymyślając) swemu przyrodniemu rodzeństwu. Można by nawet powiedzieć, że stała się ich niańką!

Tymi rysunkami, które tak chętnie wtedy malowała, szczęśliwym trafem zainteresował się pewnego razu Paul Collin, grafik pochodzący z Nancy, który wydał jej zbiorek owych rysunków i malowideł. Bronia otrzymała wtedy – z czego była bardzo dumna – swoje pierwsze w życiu „malarskie honorarium”!

Minęło kilka lat. Bronia dorosła i zaczęła ubierać się stosownie do panującej mody. Wielkoduszny i życzliwy Hiszpan, który pomagał wcześniej Stano Gai w utrzymaniu się, kupując od niej obrazy, w międzyczasie bez pamięci zakochał się w Broni.

Gdy tylko Stano Gai to zauważyła, natychmiast zabroniła jej spotykania się z nim.

Wspominając tamte wydarzenia, Bronia wyznała, że wtedy jeszcze nie umiała rozróżnić przyjaźni od miłości. Posłuchała jednak matki, odrzucając wówczas adoracje nie tylko owego Hiszpana, ale i wielu innych mężczyzn.

Pobyt Broni w Paryżu zakończył się w roku 1930 jej wyjazdem do Polski!

Na zawsze Bronia – „z czasów paryskich” zapamiętała, ich ówczesne stosunki towarzyskie.  O nich z pasją lubiła opowiadać swoim przyjaciołom i znajomym!

„Przyjaźniliśmy się – opowiadała – przede wszystkim z Polakami, którzy stanowili dość liczną w tamtym czasie, kolonię nadsekwańskiej stolicy”.

Szczególnie zapamiętała pierwsze spotkanie z Hallerczykami, których stano Gai pokazała Broni na jednej z licznych imprez charytatywnych, jakie Polacy wówczas organizowali dla zebrania gotówki i darów przeznaczonych na pomoc dla zmartwychwstałej Ojczyzny.

Bronia zapamiętała, że sama też ofiarowała wówczas jeden ze swych pierwszych obrazów na ten cel.

Zapamiętała nawet, że kupił go niejaki baron Taube i zapłacił – dobrowolnie – bardzo dużą sumę, z której ona większą część dołożyła do zebranych wcześniej pieniędzy na pomoc dla Polski. Była z tego faktu do końca swego życia niezwykle dumna 

Obie z mamą były – jak oświadczyła – żarliwymi uczestniczkami wszelkich akcji pomocy, aby POLSKA WRÓCIŁA NA MAPĘ EUROPY.

Na pewnym przyjęciu polonijnym, co także często chętnie wspominała, została przedstawiona państwu Helenie i Ignacemu Paderewskim. Bronia chwaliła się nawet, że żona wielkiego polskiego pianisty bardzo Ją polubiła. A gdy dowiedziała się, że ona także, jak Stano Gai  maluje, postanowiła zorganizować dla niej wystawę jej prac.

Gdy tylko Paderewscy zjeżdżali do Paryża, zapraszali Stano Gai i Bronię do siebie.

Padarewski w ocenie Broni nie był politykiem, ale jako popularny – słynny artysta, zdawał sobie sprawę, iż wiele może dla Polski zrobić. I zrobił!

Z innych „paryskich” kontaktów Bronia chętnie wspominała przyjaźń z Marią Brigard de Pissaro. Poznała panią Pissaro i jej męża na jakimś wernisażu. Obydwoje byli Kolumbijczykami. On porzucił nawet karierę dyplomatyczną dla malarstwa!

W galerii postaci, z którymi Stano Gai i Bronia spotykały się w Paryżu, był też m.in. prof. Charles Richet, znany ówczesny fizjolog, pacyfista i przyjaciel dziadka Broni – Tarchanowa (laureat nagrody Nobla w 1913 roku).

On także zapraszał często do siebie obie Panie, zwykle w niedzielę, na obiad.

„Profesor – podobno – bardzo cenił malarstwo Stano Gai i młodej Broni.  Sędziwy uczony – co podkreślała Bronia – okazał się być wielkim przyjacielem Polski.

Dzięki kontaktom z nim, Bronia poznała też Stefana Ossowieckiego (futurologa – fantastę, z pogranicza jasnowidztwa; wróżbitę) z którym przyjaźń Broni – trwała aż do jego tragicznej śmierci podczas Powstania Warszawskiego.

Opowiadając o „okresie paryskim”, Bronia bardzo często wspominała także swego przyrodniego brata, Stefana, który w tym okresie (a Bronia opiekowała się nim jak matka) zaczął ujawniać swój niebywały talent muzyczny.

 Chodziła więc z nim na koncerty. Sama bowiem uwielbiała grać na pianinie, śpiewać i namiętnie słuchać wszelkiego rodzaju „muzykowania”; choć nigdy nie myślała o tym, aby uczynić z tego także część swojej pracy artystycznej.

Paryż zawsze obfitował w ważne wydarzenia muzyczne, na które tak chętnie chodziła ze Stefanem. Zachwycali się obydwoje Rubinsteinem, Hoffmanem, Paderewskim.

Wtedy siedmioletni wówczas Stefan był tak zauroczony Symfonią Pastoralną Beethovena, że postanowił zostać muzykiem.

W tym samym mniej więcej czasie Bronia, uczęszczając z bratem na cykl koncertów beethovenowskich, zakochała się „bez pamięci” w młodym przystojnym dyrygencie,  kompozytorze i pianiście pochodzącym z Ameryki.  Zaczęła się z nim spotykać.

Odtąd zwykle z całą rodziną siedziała na każdym, prowadzonym przez niego koncercie, w reprezentacyjnej loży, do której ją zapraszał z „towarzyszącymi osobami”. I kiedyś zwierzyła się piszącemu te słowa, że nie wiedziała, co bardziej pociągało ją w tym (podobno) nieprawdopodobnie przystojnym dyrygencie: jego muzyka, wirtuozeria czy raczej jego nienaganny wygląd?

Zaczęli już rozmawiać nawet ze sobą o ew. ślubie. Na szczęście do tego nie doszło, gdyż chciał mieć żonę i… matkę swoich dzieci. Całkowicie mu podporządkowaną „gospodynię” domu.

c.d. nastąpi i będzie miał tytuł:

„Bronisława Wilimowska była zamężna dwukrotnie”

Poprzedni artykułStanisław Lipiński (1936-2022)
Następny artykułRozmowa z Erazmem Dominiakiem, autorem filmu o prof. Janie Szyrockim
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS. Rok 2024 owocował w dalsze dokonania twórcze Karola Czejarka. Oprócz 30 opublikowanych w PD artkułów, recenzji książkowych, pożegnań i rozmów, również wydanie dwóch publikacji książkowych: przekładu (z j. niemieckiego na polski) Hansa-Gerda Warmanna „Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie” (TSKŻ, Szczecin 2024) oraz „Autobiografii. Moja droga przez życie” (Biblioteka Świętokrzyska, Świętokrzyskie Towarzystwo Regionalne, Zagnańsk 2024). W kwietniu 2025 ukazała się monografia autora o życiu i twórczości Bronisławy Wilimowskiej „Wszystko było dla niej malarstwem” (w Wydawnictwie ASPRA-JR).

1 KOMENTARZ

  1. Z duza przyjemnością przeczytałem historie rodziny Stano Gai jak i jej córki. Gdzies chyba w późnych latach 50-tych mój ojciec Jerzy Jasieński, bylly dyrektor artystyczny Teatru Polskiego a później Teru wielkiego Opery i Baletu w Warszawie poznał panią Stano Gai. Kilka razy mialem sposobność jako kilkunastoletni uczeń Liceum odwiedzić jej atelier na ulicy Świętojańskiej na Starym Mieście w Warszawie. Byliśmy wtedy praktycznie sąsiadami mieszkając niemal obok na Rynku Nowego Miasta 17. Wtedy to Pani Stano Gai postanowiła namalować akwarela mój nieduży portret do którego pozowałem w jej atelier, który posiadalm do dzisiaj. Kilka lat później wyjechałem z Polski i zamieszkalem z rodzina w okolicach Los Angeles w Kalifornii. Z poważaniem, Andrzej Jasieński

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj