Węgiel i stal – Ostrawa z góry

0

Tu w Ostrawie, z powodu wydobycia węgla, nie tylko targ produktów rolnych na wolnym powietrzu ma czarny kolor w nazwie („Černý kůň” – a „koń” dlatego, że tkwi w herbie miasta), lecz również kawiarnię w centrum blisko teatru  zdobi tytuł „Černá Hvězda”. Ale – na szczęście dla turysty – Ostrawa, czeskie „Katowice”, dysponuje już wieloma innymi barwami oprócz „czarnej gwiazdy”. Czerń już nie dominuje w pejzażu. Jest kolorowo.

Od razu korekta: primo porównanie z Katowicami jest niefortunne, jako że różnice są wielkie, a secundo Ostrawa nie jest historycznie czeska, lecz morawska!

 

C6-C6-C6

 

Co robi turysta w Ostrawie, wiedząc, że ma mało czasu do dyspozycji? Tak! Patrzy łakomie na wysoką zieloną kwadratową wieżę tzw. nowego ratusza. Ona jest widoczna z każdego punktu miasta, jak Big Ben w centrum Londynu. Z tarasu wieży szybko pooglądam miasto, decyduję.

Podchodzę do ratusza idąc po pięknych równych płytach placu  (umożliwiających młodzieży na wrotkach tańce, piruety i inne akrobacje), minąwszy pomnik Ikara. Tak, stoi tu metalowy (jesteśmy w stolicy czeskiej stali) nowoczesny Ikar, bardzo pokrzywiony, strapiony, nagi, poraniony, z jednym ze stopionych skrzydeł u nogi. Głowa reumatycznie wygięta po wypadku. Słusznie jest smutny, gdyż nie usłuchał rad ojca i nie doleciał do celu. Wpadł do morza. Rzeźba sygnalizuje porażkę. Cały czas zastanawiam się: co symbolizuje upadek Ikara przed królestwem administracyjnym tego pięknego miasta? Metaforyczne ostrzeżenie przed złą taktyką, zbyt pochopnymi uchwałami, korupcją?

Miasto nie zawsze było piękne. Około roku 1980, czyli przed rozpadem Czechosłowacji, było jednym z najbardziej zadymionych miast Europy. Ruch ekologiczny wolnego świata dopiero kiełkował. Ostrawa była długo malutka. Dopiero rozwój kopalń i hut spowodował dynamiczny rozwój ludności, transportu, kopalnictwa, infrastruktury.

Zadzieram głowę do góry. Stoję przed najwyższą wieżą ratuszową w Czechach. Wieża ma 85 m wysokości. Wjadę windą na 73 m, czyli na wysokość bardzo wielu pięter. Stojąc na placu, między Ikarem a ratuszem, staram się ogarnąć gabaryty tego budynku. Jest olbrzymi – to godna i dumna świątynia administracji trzeciego miasta w Czeskiej Republice.

Przede mną, od ziemi licząc, gigantyczny sześcian kilkupiętrowy. Okna, ściany. Na nim wybudowano plus minus następny sześcian o połowę węższy. Z tych dwu „kloców“ wyrasta ku niebu kwadratowy  „palec“ wieży za stali i szkła. Jest ona  seledynowo-zielonawo-patynowa, nie imponując zbytnio ozdobami. Nová radnice, czyli „Nowy ratusz“ jest sterylnie kanciastym świadectwem architektury, kiedy budzono do życia  Czechosłowację po I Wojnie światowej. Inauguracja nastąpiła 28.10.1930 roku, po 4,5 latach budowy. Uff, sukces!

Wchodzę po eleganckich kamiennych stopniach do ratusza. Zatrzymuję się na moment. Jeszcze raz odwracam się ku centrum. Za Ikarem wiedzie prosto na południe jak strzała ulice 30. dubna, czyli „ul. 30 kwietnia“, przecinająca śródmieście. Patrzę – na frontonie ratusza pięknie wygrawerowane tablice o budowie tej wspaniałej konstrukcji i jej architektach. Pcham ciężkie drzwi do wnętrza administracji. Hall zadziwia również elegancją kamienia i kryształów. Jasność tworzona przez stylistycznie powabne lampy, wykwintne żyrandole. Wszystko jest tu estetyczne. Cenna wykładzina ścian błyszczy lustrzanie przednim wypolerowanym granitem. Dotykam zimnej elegancji.

 

C6-C6-C6

 

Turyści wjeżdżają szybką windą. Wpada ona do sporego pokoju, gdzie jest kasa i mnóstwo materiałów informacyjnych. Są one wydrukowane też po polsku, co tu jest logicznym momentem: granica Polski leży 9 km na północ od tej przemysłowej śląskiej metropolii Moraw. Z biletem, drugą  windą jedzie się do góry jeszcze kilka pięter „do końca“, czyli na kwadratowy metalowy taras, funkcjonujący jako swoisty balkon pod niebem. Refrenem tego pobytu (kwadrans?  pół godziny?) są wspaniałe widoki na Ostrawę i okolice. Nie jestem tu sam – są inni turyści, słońce oraz zimny marcowy wiatr. Wreszcie liznę choć trochę z uroków wizualnych Ostrawy.

Klasycznie, pamiętając ze szkoły, iż mamy cztery kierunki świata, na kwadratowym balkonie zaczynam cykliczne wzdychanie: „-O, Boże, jaka tu śliczna panorama!“ od północy. Czuję się trochę jak muezzin na minarecie. Obejdę wszystkie strony tarasu. Widok północny jest na pierwszym planie idylliczny, ale „krótki“. Wzgórza zasłaniają hałdy (czasem w środku tlą się po samozapaleniu)  oraz dalszy horyzont ku polskiej granicy. Wychylam się przez poręcz. Pod naszymi nogami płynie rzeczka Ostravice (Ostrawica). Jest porządnie uregulowana, ma czystą wodę. Widzę wszak wędkarzy, będącymi chyba nie tylko fantazyjnymi optymistami… Na północ na ziemię rzuca się cień naszej wieży! Jak olbrzymi palec, linijka. Długi niemal prostokąt kładzie się na wiosennej trawie. Rzeczka Ostrawica nie wie, iż od XIII wieku jest naturalną granicą między Morawami a Śląskiem, ale domyśla się, że wpadnie dalej, gdzieś tam do Odry, podążając do Bałtyku.

Przechodzę po metalowej ażurowej podłodze tarasu na wschód. Tam dostrzegam liczne banalne tu w okolicy szyby kopalniane. To systemy wind, konstrukcje lin, taśm oraz wózków, aby z poziomu kilkuset metrów pod ziemią wydobyć po szychcie urobek – kamienny węgiel („czarne złoto“) oraz tych, co go wydarli kilofami matce ziemi w nieludzkich warunkach  na przodku – górników, umorusanych, półnagich w upale TAM, z czarnym „makijażem“ wokół oczu. Powodem wieczny pył TAM na dole. Górnik to szczególny zawód, powoli odchodzący do historii zdobywania energii dla ludzkości – cała wielowiekowa mitologiczna cywilizacja tej specyficznej profesji. Przed wschodnim horyzontem, ograniczonym przez Beskidy, przebiega granica. Przed nią tu w Czechach miasto Karwina, a za nią, za Olzą, Cieszyn, historycznie podwójny.

 

C6-C6-C6

 

Sam widnokrąg prezentuje się spokojnie, ukrywając zgrabnie drapieżną przeszłość. Przecież jeszcze w 1870 roku Ostrawa liczyła ledwie 7000 mieszkańców. Przy końcu monarchii austro-węgierskiej w 1910 roku   lawinowy przyrost do 186 000! Samo wydobycie węgla kojarzymy z XIX wiekiem. A to nieprawda! Tu zaczęto zdobywać to źródło energii już w 1763 roku! Rewolucja przemysłowa avant la lettre! Potem rewolucja o prawa proletariatu! Opcje socjalizmu i komunizmu, walka z kapitalizmem…

To tutaj zainstalowano, jeżeli chodzi o nowoczesne huty w monarchii naddunajskiej: (a) pierwszy młot parowy, (b) pierwszy piec koksowniczy oraz (c) metodę produkcji żelaza pudlarskiego. Nie do wiary, iż postęp w metalurgii dokonywał się w XIX wieku akurat w Ostrawie! Ale mam szczęście jako turysta.

Ze wschodu, po metalowej podłodze tarasu na wieży ostrawskiego ratusza, przemieszczam się na zachód. Nadal dokucza chłodny wiatr.  Daleko, na widnokręgu widzę pierwsze niemal górzyste hałdy w Polsce. Natomiast nie widzę, ale wyczuwam topograficznie, gdzie leży tu bliżej dworzec. Był on zbudowany już dawno, gdyż chodziło nie o turystykę oczywiście, lecz praktycznie o transport wydobytego węgla oraz produktów ze stali, co stanowiło w Ostrawie zawsze swoisty mariaż. Sama huta w dzielnicy Vítkovice (Witkowice) działała od 1829 roku. Kupił ją cztery lata potem arcybiskup hrabia Ferdinand Maria Chotek. A 10 lat później wydajna, świetnie funkcjonująca huta dostała się w ręce rodziny „Bankhaus S. M. von Rothschild“. Ta stała się jedynym właścicielem produkcji stali w regionie.

Stal trzeba było transportować po ziemiach wielkiej Austrii. Łatwo powiedzieć! Wszak nie było szyn, ergo pociągów. Ale baron von Rothschild oraz jego znajomy baron von Gutmann z Wiednia budują linię kolejową, tzw. Nordbahn, wiodącą z Wiednia na północ. Poczuli znaki czasu oraz posmak szansy. Trochę za Brnem linia się rozwidlała ku północy jak „Y“. Jedna część w kierunku wschodnim szła aż do Krakowa, a nitka zachodnia do Ostrawy-Witkowic. Tu startowały pociągi, wiozące wężami ciężkich  wagonów węgiel, którym się paliło w piecach wiedeńskich mieszkań.

W ten sposób baron Wilhelm Isak von Gutmann stał się z czasem właścicielem największego koncernu węglowo-hutniczego w monarchii austro-węgierskiej. Baron miał córkę Elisabeth. Poślubiła w roku 1929 księcia Liechtensteinu, Franza I. O tym wręcz tajemnym ożenku w kościele o północy (to był głośny skandal towarzyski) napisałem kiedyś artykuł dla prasy Księstwa Liechtenstein („Volksblatt”). Tytuł „Die verspätete Hochzeit”, czyli „Spóźniony ślub”, opublikowany 2 czerwca 2012.

Nadal patrzę na zachód. Akurat startuje i ląduje samolot. Blisko miasta. Ależ tak! Ostrawa ma swoje lotnisko: Letiště Leoše Janáčka, alias „lotnisko im. Leosza Janaczka”. Jeszcze tego nie wiem, ale na rynku Ostrawy zobaczę pomnik z brązu tego słynnego kompozytora. Sławił w swej muzyce słowiańskość, popierał ruch panslawizmu.

Jako obywatel monarchii austriackiej, wykształcony artysta, mówił Janáček doskonale po niemiecku. Ale z czasem coraz bardziej wyrażał swoje wypowiedzi po czesku. Podoba mi się jedna anegdota z jego życia: w Londynie poznał laureata literackiej Nagrody Nobla 1913, Rabindranatha Tagore z Kalkuty. Poszedł na jego publiczny wykład. Tagore mówił w języku ojczystym, po bengalsku. Czeski kompozytor niczego nie rozumiał z tego monologu, siedząc w tej sali jak „na bengalskim kazaniu”, ale cały czas na kolanie notował egzotyczne dźwięki prelegenta na papierze nutowym! Protokół pasji i wrażliwości, syntezy muzyki i języków!

Ten wielki Morawianin, czyli Moravan, Leoš J., pożegnał się z życiem w Ostrawie w sierpniu 1928 roku. Lotnisko a także utwory uwieczniły jego nazwisko.

 

C6-C6-C6

 

Ostatni kierunek na balkonie ratusza: południe.  Tam rozciąga się centrum, wyglądające jak dzielnice Pragi. Gąszcz dachów. Oczywiście główny plac to rynek. Oczywiście nazywa się Masarykovo Naměstí, czyli Plac Masaryka. W każdym czeskim mieście główny plac lub ulica są obowiązkowo poświęcone prezydentowi odrodzonej Czechosłowacji, Tomaszowi Masarykowi. Piastował ten urząd od jesieni 1918 do zimy 1935 roku.

Człowiek-instytucja, postać spiżowa, porównywany do innych wysokich osobistości politycznych ówczesnego rozwiniętego świata (Piłsudski, Salazar, Franco…).

W Wiedniu, stolicy Austrii, koło głównej bramy Parku Miejskiego, stoi wielki gmach. Do dziś mieści się tam Akademiegymnasium. Tam zdolny Tomáš jako najlepszy w klasie zdobył maturę. Potem studia uniwersyteckie, kariera polityczna, intelektualna, błyskotliwe bywanie na szampańskich  salonach świata,  ożenek z Amerykanką, Charlotte Garrigue.

A początki były bardziej niż trudne! Do jego życiorysu pasuje łacińskie przysłowie „per aspera ad astra” – „jedynie przez kłopoty, przeciwności,  trudy życia dosięgamy gwiazd!”. Mały Tomasz urodził się w prowincjonalnym miasteczku. Matka była dyplomowaną (sic!) kucharką „do państwa”, to znaczy wolno jej było gotować dla arystokracji, dla bogatszych lepszych warstw społeczeństwa. Miała konieczne referencje. Wychowała syna w duchu bogobojnego katolicyzmu. Ojciec, będąc woźnicą,  stangretem też „u państwa”, potrafił fachowo zająć się końmi. A te były ważne wówczas w życiu arystokratów. Ku pamięci: koń tkwi w herbie Ostrawy. Przyszły profesor filozofii uniwersytetów światowych oraz światły prezydent Masaryk pisał swe rozprawy po niemiecku i czesku, cytując swobodnie autorów antyku po łacinie i po grecku. Zmarł we wrześniu 1937 roku.

Wracając do samochodu, żegnam czule miasto, które dotychczas omijałem jako turysta w sposób chłodny i arogancki. Mknąłem non stop  z Wiednia autostradą obok. Wygodnie wpadałem na granicę  do Polski i dalej… do Warszawy. Przepraszam, Ostrawo! Teraz wreszcie troszeczkę poznałem twe uroki – europejską metropolię z wysoką wieżą ratusza.

 

Wiesław PIECHOCKI, Ostrava, „duben” (kwiecień) 2022

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here