„Zapadnia” Z. Kosiorowskiego. Rozmowa z autorem o jego najnowszej powieści

2

Przypomnę PT Czytelnikom „Przeglądu Dziennikarskiego” autora, o którym pisałem, recenzując książkę „Archipelag pod żaglami”. Tym razem porozmawiam z Nim o Jego najnowszej powieści „Zapadnia” (Wydawnictwo „Forma” Szczecin, Bezrzecze 2018), która jest powieścią „rozrachunkową” o współczesnej Polsce. Polecam ją Czytelnikom PD. Autor jest pisarzem o bogatym już dorobku.

Wydał – oprócz wspomnianego wyżej „Archipelagu pod żaglami” (2017) – „13 stopni w skali Beauforta” (1981), „Mój ocean prawdziwy” (1985) i „W pętli” (1985). W latach 1986-1990 ukazał się cykl jego powieści młodzieżowych „Przez cztery oceany”, a wcześniej była jeszcze powieść „Gnilec” (1986), po niej „Szpieg” (1991) oraz „Archipelag marzeń” (2001, „Archipelag trudnych nadziei” (2003) i „Archipelag odpływów” (2010). W roku 2013 ukazała jego powieść „Desant”, a potem „Kamień podróżny” (2016).

Teraz – całkiem niedawno – ukazała się „Zapadnia”, o której postanowiłem porozmawiać z pisarzem. Oprócz w/w utworów literackich, autor ma w swoim dorobku również monografie naukowe m.in.: „Radiofonia publiczna” (1999) i „Dysfunkcje misji” (2009). Jest również autorem kilkudziesięciu artykułów naukowych z dziedziny zarządzania.

W przeszłości Zbigniew Kosiorowski był m.in. prezesem i redaktorem naczelnym Polskiego Radia Szczecin; współtworzył w latach osiemdziesiątych ub. wieku Wydawnictwo „Glob”. Nieustannie był obecny – jako działacz kultury i społecznik – w istotnych dla Pomorza Zachodniego inicjatywach dotyczących nade wszystko rozwoju nauki, kultury, sportu żeglarskiego, więc chylę czoła przed Jego dokonaniami! Dla Jego pełnej pasji i żarliwości – kompetentnej publicystyki, odnoszącej się do bieżących wydarzeń i przemian w kraju.

Był też Zbigniew Kosiorowski założycielem, a następnie dyrektorem „Szczecińskiej Szkoły Pod Żaglami” i nadal jest wykładowcą w Zachodniopomorskiej Szkole Biznesu. To niekwestionowany autorytet w zakresie medioznawstwa i specjalistą od prawa autorskiego.

Wstrząsająca i niezwykła w swojej dramaturgii jest jego najnowsza powieść „Zapadnia” (niby o karze śmierci, ale to tylko „maska”, za którą ukrywają się realia współczesnej Polski, w tym Regionu Pomorza Zachodniego).

 

Karol Czejarek: Jak Zbigniewie sam określasz swoją nową powieść? Dlaczego tak uparcie i konsekwentnie dążyłeś przez ostatnie lata do jej napisania i wydania? Dla mnie Twoja obecna powieść jest czymś więcej niż tylko powieścią sensacyjno-kryminalną!

Zbigniew Kosiorowski – Masz rację! Wątki stricte kryminalne, a nawet sensacyjne, pełnią w tej powieści tylko określone, choć niezwykle ważne funkcje, a kara śmierci jest w „Zapadni” rzeczywiście swoistą metaforyczną maską…

KC: …i pułapką na czytelnika, którego – szanowny Zbyszku – nurzasz w ekskrementach zbrodni i kary, by w konsekwencji zmusić go do zastanowienia się nad istotą odpowiedzialnego człowieczeństwa. Jednocześnie wciągasz czytelników w przestrzeń skancerowanych „wartości” oraz paradoksów naszej egzystencji.

ZK: Trafnie odczytałeś moją intencję! „Zapadnia” to powieść rozliczeniowa, oczywiście nie wprost, ale taką chciałem napisać! Świadomie poddaję krytycznej ocenie generację, która się właśnie …zapada!

KC: Dlaczego od razu „zapada”? Uzasadnij to!

ZK: Bo w losach mojego tajemniczego bohatera Enena (NN), mieści się życie pokolenia, z którego zakpiła historia i los; którego zdradzili wielcy – tworzący ramy dla nowej po 1945 roku osnowy, zarówno obcy, jak i rodzimi zarządcy kolejnych dekad.

KC: Mocno powiedziane! Ale zgadzam się z Tobą. Ja też nie miałem wyboru, ani mój śp. Ojciec, kiedy wróciliśmy w 1948 roku z Niemiec do Polski. Wracaliśmy do Polski takiej, jaka wówczas była. A potem pracowałem dla tej Polski z całym oddaniem, by dziś być „drugim sortem”. Zapytam Cię w związku z tym – skąd wziął się pomysł ubrania tej „prawdy historycznej” w taki sposób, jak to przedstawiłeś?

ZK: W latach sześćdziesiątych ub. wieku, pracując w więziennictwie jako wychowawca, odwiedziłem m.in. celę śmierci. Stałem nad zapadnią, dotykałem jej dźwigni, również ścian tego ponurego pomieszczenia, wypełnionego skumulowanym strachem powieszonych…Wysłużony stryczek wisiał nade mną! Wtedy pomyślałem o tych, którzy tam – w majestacie prawa – zostali pozbawieni życia. I taki jest rodowód „Zapadni”.

KC: Dlaczego zatem tak długo ociągałeś się z wypełnieniem tego wewnętrznego „nakazu” i wydałeś tę powieść dopiero teraz, kiedy już od dawna nie ma wyroków śmierci?

ZK: Rzeczywiście długo, ale już w roku 1980 złożyłem w Krajowej Agencji Wydawniczej w Warszawie projekt napisania reportażu z celi śmierci.

KC: I co?

ZK: Propozycję przyjęto, podpisano nawet ze mną stosowną umowę, a tekst miał się ukazać w „Ekspresie reporterów” (opublikowałem w nim wcześniej „Admiralskie lanie”). Ale – niestety – ostatecznie kierownictwo Agencji nie zdecydowało się na opublikowanie tego reportażu ze względu – jak mi oświadczono – na „drastyczną, przerażającą treść”!

KC: – Można to zrozumieć, gdyż w tamtym okresie, kara śmierci była tematem tabu! Więc nie powinno Cię to chyba nawet zdziwić? Tym bardziej, że przy pisaniu reportażu wykorzystałeś własne doświadczenia resocjalizacyjne, bowiem w latach 1965-1971 pracowałeś w Centralnym Więzieniu w Szczecinie, jako z-ca kier. Dz. Penitencjarnego. Pełniłeś m.in. nadzór nad warunkowymi zwolnieniami oraz zajmowałeś się organizacją szkolnictwa zawodowego dla skazanych. A Twój reportaż, jak się domyślam – był na pewno bardzo krytyczny!

ZK: – Zgadza się! Choć to zagadnienie, po części, w mocno zbeletryzowanej formie, przedstawiłem „W pętli” (Iskry, 1985). Ten problem poruszyłem też w „Gnilcu” (Glob, 1986), lecz wciąż „wisiał” nade mną i czekał …aż będę nieco mądrzejszy, bardziej doświadczony przez życie, by zrozumieć świat, który odchodzi bez fanfar i w szarościach niepotrzebnego już pokolenia.

KC: – A jednak Twój Enen podejmuje próbę scalenia rozbitego świata.

ZK: – Ale go nie rozumiał i odbierał jedynie, jako uczestnik danego, organizowanego przez innych „dziania się”! Zwróć też uwagę, że robi to zresztą ryzykownym sposobem, usiłując reanimować dawne kanony wartości, przez mimowolne obwinianie się, wywołane bardziej okolicznościami dziwnego odosobnienia, niż zamierzoną grą, nad którą nota bene w ogóle nie panuje.

KC: – Jak to?

ZK: Ano tak, że stara się nadać ponowny sens temu, co wcześniej czynił, opisując skrawki minionych zdarzeń – w ramach leczniczej terapii! Bo tak każą mu specjaliści szpitalnych i sanatoryjnych przesłuchań, a on w surrealnej izolacji poddaje się ich metodom.

KC: – Ale dlaczego on to robi? Dlaczego wciąż szuka klucza do odbudowy, rekonstrukcji i wytłumaczenia samego siebie i życia, w którym tak naprawdę już go nie ma?

ZK: – Gdyż znajduje – w krótkich przerwach między faszerowaniem go kolejnymi środkami farmaceutycznymi – podpowiedzi i wytłumaczenia. Ale On w rzeczywistości nie zna nawet nazw leków, jakie mu podają i nie jest nawet pewny, czy są właściwie, ledwie rozpoznając ich kolory.

KC: – Bo co? Staram się zrozumieć Twoje Zbyszku metafory… Bo wisi nad nim swoiste piętno, które niczym przekleństwo dotyka tych, którzy są na skraju, balansują, spadają, bądź zostaną zepchnięci?

ZK: – Nie tylko dlatego. On wchodzi w świat kolejnych RP z wzorcami – niestety – przerabianymi już w przeszłości!

KC: – Zatem Twoja „Zapadnia” – to rodzime perpetuum mobile?

ZK: – Tak! Właśnie o tym jest ta powieść! Jakkolwiek możliwa jest i inna odpowiedź na pytanie, dlaczego ją napisałem.

KC: Mianowicie..?

ZK: Być może dlatego, aby historia sprawy opisanej w „Zapadni” nigdy się nie zakończyła wg scenariusza nakreślonego w imaginacji narratora?

KC: A może dlatego, aby postawić w stan oskarżenia tych, którzy zbyt łatwo snują prognozy o przegranym, „zapadającym” się pokoleniu, a ono zasługuje tak naprawdę na inną ocenę?

ZK: Możliwe, bo tym samym wyrażam sprzeciw i niezgodę na takie właśnie postawienie sprawy…

KC: Zajmij zatem Zbyszku „męskie” stanowisko i określ się!

ZK: A gdyby potraktować „Zapadnię” jako wyraz lekkomyślnej odwagi autora? Albo sposobu na poruszenie jeśli nie sumień, to myślenia choć niektórych programistów od kształtowania ryzykownej tożsamości Polaków tuż po pojutrze… Bo i takie odczytanie powieści byłoby uprawnione. Przecież, Karolu, znasz odpowiedź, a nawet kilka odpowiedzi; przeczytałeś książkę. Inni dopiero to zrobią i też się dowiedzą.

KC: Dziękuję za odpowiedź na to trudne i trochę niezręczne pytanie. Sukces powieści (czyli Twój) polega na tym, że zmuszasz swojego czytelnika (tak jak mnie zmusiłeś!) do głębokiej refleksji nad tym, co było, co jest i nad tym, w jakim kierunku podążamy. Mam rację? Wobec tego – podsumuj proszę naszą rozmowę!

ZK: – Najważniejsza i najpierwsza czytelniczka wszystkiego, co piszę, czyli Anna, pewnie zaraz powie, że odsłoniłem się, stanąłem nagi, nie zagrałem, co przystoi kreatorowi zapadania się… Cóż, gdy rozmawia się z przyjacielem, można sobie pozwolić na taki luksus, więc ta rozmowa była dla mnie tak ważna, że musiała być prawdziwa. A jeśli była za prawdziwa, to wyłącznie Twoja, Karolu, wina!

KC: Zbyszku, dziękuję Ci za rozmowę!

Wydawcą książki jest p. Paweł Nowakowski, prowadzący od lat na Bezrzeczu (Szczecin) wydawnictwo FORMA, mające w swoim dorobku edytorskim szereg interesujących serii i znanych w kraju autorów (poetów oraz prozaików).

Autor książki – Zbigniew Kosiorowski (ur. w 1944 r. w Monasterzyskach) nadal pracuje w Zachodniopomorskiej Szkole Biznesu w Szczecinie na stanowisku profesora nadzwyczajnego, którym to tytułem szczyci się od roku 2010. W ZPSB wykłada: ochronę własności intelektualnej, zasiada w komisjach egzaminacyjnych, jest recenzentem prac magisterskich i licencjackich; czasem pisze też jeszcze ekspertyzy i opinie związane z funkcją pełnomocnika Rektora ds. ochrony własności intelektualnej.

Jest również – co pragnę podkreślić – członkiem „areopagu staruszków”, zwanych przez studentów złośliwie „ZBOWiD-em”, skupiającym byłych profesorów ZPSB – zbierających się w każdą środę, by m.in. szukać sposobów na zrozumienie otaczającego ich świata! (Ostatnio np. – jak się dowiedziałem – męczyły ich „zmory” po rozmowie prezydentów RP oraz Niemiec i …wkręcali „stare” żarówki, by sprawdzić, czy jeszcze żarzą!?).

Zbigniew Kosiorowki dalej aktywnie działa w Polskim Związku Żeglarskim (PZŻ) w Warszawie – będąc członkiem Komisji Rewizyjnej. Pomaga też starszym kolegom żeglarzom zaistnieć jeszcze na emeryturze. (Aktualnie m.in. stara się zorganizować benefis 82-letniemu Henrykowi Widerze, ongiś pierwszemu skrzypkowi orkiestry Opery Szczecińskiej). Innemu wiekowemu koledze – Jurkowi Tyszko z Węgorzewa – chce zorganizować w maju przyszłego roku wystawę jego prac malarskich. (Artysta ten tworzy nastrojowe, metaforyczne akwarele żaglowców, choć w przeszłości był bosmanem na okrętach podwodnych. Legenda mówi, że wtedy jednak nie dopuszczano go do peryskopu, by mógł zerknąć, „co” tam nad nimi żegluje, dlatego zaczął malować z wyobraźni m.in. …żaglowce. I robi to dobrze. Nawet bardzo dobrze! Na pewno wystawę warto będzie obejrzeć).

Donoszę też Czytelnikom PD, że Zbigniew Kosiorowski zaczął już pisać swoją kolejną powieść, tym razem – jak mi powiedział – „optymistyczną”, która będzie miała tytuł: „Czeluść” – i ma być „więzienno-podróżniczą powieścią w czasie”.

(Autor ma jednak obawy – sarkastycznie, rzecz jasna – czy na napisanie jej wystarczy mu jeszcze czasu (?!). ŻYCZĘ MU WIĘC Z CAŁEGO SERCA ZDROWIA, ABY I TO JEGO MARZENIE SIĘ SPEŁNIŁO!

Żona autora – Anna, jest z zawodu prawnikiem, ale już od nastu lat nie wykonuje zawodu, który był jej życiową pasją. (Nadal pozostaje jego Muzą).

Autor ma syna – Marcina, który mieszka w Warszawie i zajmuje się projektowaniem kampanii reklamowych, jak i multimedialnych utworów różnego typu i rodzaju – włącznie z filmami. I w opinii ojca – jest bardzo pomocny nie tylko w pierwszej ocenie jego utworów, projektował też wcześniej okładki do pięciu jego książek (m.in. „Dysfunkcje misji”, „Archipelag odpływów”).

Autor ma też wnuka – Mateusza – z którego jest bardzo dumny, bowiem dostał się rok temu na aplikację adwokacką w Warszawie i pracuje w jednej z warszawskich kancelarii; Mateusz miał też swoją rolę do spełnienia przy pisaniu „Zapadni”, inspirując różne możliwe postawy młodego, współczesnego bohatera tej powieści!

Chciałbym też jeszcze napomknąć o roli sponsora, jakim była dla „Zapadni” firma „EuroAfrica Shipping Lines Cyprus Limited” z jej dyrektorką Elżbietą Malanowską. Dzięki Jej wsparciu autor zawdzięcza również wydanie wcześniejszej powieści „Kamień podróżny”!

„Zapadnię” można nabyć w szczecińskich księgarniach: „Zamkowa”, „Sedinum” i „Między wierszami”. Jej wydanie w formie e-booku dostępne jest także w Internecie. W Warszawie książka jest do kupienia w Księgarni im. Bolesława Prusa.

Zapytałem też autora, czy to prawda, że nad wszystkimi jego książkami (nie tylko morskimi) krąży duch Conrada? Bez wahania odpowiedział – tak! Podkreślając, że nad „Zapadnią” też!

Na zakończenie proszę PT Czytelników PD, aby zwrócili uwagę, że Enen (główny bohater powieści): chce podźwignąć się z dna swojego upadku; dąży do odzyskania nie tylko tożsamości, ale człowieczeństwa! (…mimo, że „się ześwinił”, uciekając od odpowiedzialności). Ale może i na tym polega iluzoryczne bohaterstwo…?

Książkę Zbigniewa Kosiorowskiego warto przeczytać!

Poprzedni artykułSkrzydlate słowa Polaków
Następny artykułDr M. Wincławska: Kobiety w polityce muszą być lepsze od mężczyzn
Karol Czejarek
Dr Karol Czejarek, prof. nadzw. - doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; germanista i niemcoznawca, tłumacz przysięgły i literacki j. niemieckiego. Emerytowany profesor nadzw. Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora; wieloletni pracownik naukowo-dydaktyczny w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego. B. sekretarz Międzywydziałowego Centrum Badań Niemcoznawczych AH w Pułtusku. Przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Autor m.in. monografii o Annie Seghers, książki „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”; także tłumacz 10 jego powieści i redaktor „Dzieł zebranych” opublikowanych przez Wydawnictwo Interart. Autor m.in. „Gramatyki niemieckiej dla ciebie” (wspólnie z J. Słocińską); spolszczenia (wspólnie z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins German Verb”; redaktor i inicjator publikacji (wspólnie z T. G. Pszczółkowskim, A. Warakomską, K. Garczewskim i A. Schmidtem) „Historia pamięcią pisana. Biografie polsko-niemieckie” (cz. I - Pułtusk 2014, cz. II Pułtusk 2017) oraz wydanej w 2011 r. (wspólnie z T. G. Pszczółkowskim) „Polska między Niemcami a Rosją”. Ponadto - autor wielu artykułów i recenzji. Członek Związku Literatów Polskich. Przed r. 1990 m.in. sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury i dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; od roku 1973 w Warszawie na stanowiskach m.in. dyr. Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Wydziału Kultury m. st. Warszawy, departamentów plastyki i książki w Ministerstwie Kultury i Sztuki.

2 KOMENTARZE

  1. Wywiad Pana dra Karola Czejarka z p.prof.Zbigniewem Kosiorowskim przeczytalem z wielkim zainteresowniem. Pytania i odpowiedzi w rozmowie pozwalają czytelnikowi podążać skutczniej za myślą i ideą Autora ,co jest o tyle idtotne, źe ksiażka „Zapadnia” nie należy do łatwych lektur. Narracja powieści, jej przesłanie są jak najbardziej na czasie i zachęcają do jej rozproagowania wśród czytelnikow, tak „na lewicy” jak i „na prawicy”. Gratuluję ważkiej w naszym świecie literckim książki Autorowi,jak tez trafnej rozmowy autorowi wywiadu .

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here