Dr M. Wincławska: Kobiety w polityce muszą być lepsze od mężczyzn

1

– Aby kobieta w polityce mogła osiągnąć pozycję równą mężczyźnie, musi go znacznie przewyższać, to znaczy, musi wydajniej pracować i więcej umieć – mówi w rozmowie z Pawłem Rogalińskim dr Maria Wincławska, politolożka, socjolożka, autorka prac z zakresu m.in. women studies.

Paweł Rogaliński: – Pani doktor, dlaczego kobiety rzadziej obejmują wysokie stanowiska polityczne? Czy wynika to z ich mniejszego zainteresowania polityką czy też to wina elektoratu, który zazwyczaj chętniej głosuje na mężczyzn?

Dr Maria Wincławska: – Kobiety rzadziej obejmują wysokie stanowiska polityczne z kilku przyczyn. Przede wszystkim jest ich ogólnie mniej w polityce, co wynika m.in. z przyczyn historycznych. Nie zapominajmy, że dopiero w tym roku w wielu krajach, w tym w Polsce, świętujemy 100-lecie przyznania im praw wyborczych! Choć wśród krajów anglosaskich są takie, które przyznały im te prawa – na poziomie ogólnonarodowym – wcześniej i później. Prekursorem była Nowa Zelandia (w 1893), potem Australia (w 1902), wkrótce po powstaniu Związku Australijskiego, Kanadyjki czekały do 1918 roku, ale zarówno Amerykanki (1920), jak i Brytyjki (1928) musiały czekać na to dłużej. Drugą przyczyną jest mniejsza liczba kobiet na listach wyborczych, szczególnie w krajach które nie wprowadziły kwot lub tych, w których okręgi wyborcze są jednomandatowe.

– Dlaczego akurat w tych przypadkach?

– Partie rzadziej wystawiają tam kobiety, kierując się logiką, że skoro jest tylko jeden mandat do zdobycia, to jest większa szansa, że zdobędzie go mimo wszystko mężczyzna. Nie zapominajmy przy tym, że w krajach anglosaskich – z wyjątkiem USA – obowiązuje generalna zasada, że premierem bądź członkiem rządu może zostać osoba posiadająca mandat parlamentarny. W okręgach wielomandatowych, w systemach proporcjonalnych logika układania list wyborczych jest odmienna – tu liczy się względna różnorodność, gdyż każdy kandydat pracuje na rzecz sukcesu całej listy, a każda kolejna osoba przyciąga wyborców. Jeśli jednak kobiety nie zajmują wysokich pozycji na liście wyborczej to i system kwotowy na niewiele się tu zda.

– Prawo nie zmieni mentalności…

-Zmieni i zmienia, ale powoli. Wiele wynika także z kultury i tradycji danego państwa. Proszę zobaczyć, że więcej kobiet w polityce jest na przykład w krajach skandynawskich, a mniej w krajach Europy Południowej.

– Ale czy nie uważa pani, że same kobiety czasem stronią od polityki?

– Trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony badania pokazują bowiem, że rzeczywiście kobiety nieco mniej interesują się polityką niż mężczyźni, choć różnice zazwyczaj nie są duże. Z drugiej np. w USA od wyborów prezydenckich 1964 roku głosuje zawsze o kilka punktów procentowych więcej kobiet niż mężczyzn i to we wszystkich grupach wiekowych. Na przykład w wyborach prezydenckich 2012 roku głosowało 63,7% kobiet i 59,8% mężczyzn.

– Rozumiem. W którym z krajów anglosaskich zjawisko „szklanego sufitu” jest najbardziej widoczne?

– W kilku krajach anglosaskich po II wojnie światowej do tej pory stanowisko premiera pełniła lub pełni kobieta. W Wielkiej Brytanii była to Margaret Thatcher, jest Theresa May, a więc dwie kobiety na 16 premierów. W Australii Julia Gillard – jedna kobieta wśród 18 premierów. W Nowej Zelandii były to: Jenny Shipley, Helen Clark, teraz Jacinda Ardern, co daje nam trzy kobiety na 19 premierów. W Kanadzie Kim Campbell – jedna na 14 premierów. Natomiast w Irlandii mieliśmy dotychczas wyłącznie 20 premierów-mężczyzn, choć trzeba przy tym podkreślić, że dwie kobiety sprawowały urząd Prezydenta Republiki. Z kolei w USA najwyższego urzędu nie pełniła jeszcze żadna kobieta, więc chyba głównie w Stanach Zjednoczonych, ale także i w tych pozostałych państwach, kobiety – patrząc po ich liczbie – nie mają łatwo, aby zasiąść w fotelu prezydenta lub premiera.

– Hillary Clinton była blisko, ale i ona przegrała.

– Jak pan widzi, Irlandia, a także – i przede wszystkim USA – to dwa państwa z kręgu kultury anglosaskiej, w których szklany sufit nie został jeszcze przebity. Jednak nawet w tych państwach, w których kobiety pełniły najwyższe urzędy wykonawcze, były to tylko pojedyncze przypadki, a do tego w każdym z państw o których mówimy, przywódczynie zwracały uwagę na to, że osiągnięcie stanowiska nie było łatwe, a sprawowanie urzędu przez kobietę jest trudniejsze niż przez mężczyznę.

– Kobieta musi udowodnić wszystkim, że dorówna mężczyznom?

– Jeane Kirkpatrick, ambasadorka USA przy ONZ stwierdziła kiedyś, że aby kobieta w polityce mogła osiągnąć pozycję równą mężczyźnie, musi go znacznie przewyższać, to znaczy, musi wydajniej pracować i więcej umieć a także spełnić dodatkowe warunki dotyczące wyglądu czy sposobu ubierania się – czegoś, co w wypadu mężczyzn nie jest brane zazwyczaj pod uwagę. Wpadki czy niedostatki w tym zakresie są zauważane i komentowane, jak na przykład fryzury Julii Gillard czy buty Theresy May. Kobiety zajmujące wysokie pozycje w polityce skarżą się także na seksizm, poniżanie czy wręcz zastraszanie. Niektóre nawet z tego powodu rezygnują z kariery politycznej i ubiegania się o urzędy publiczne.

– Może pani podać jakiś przykład?

– Oczywiście. Ostatnio taka sytuacja miała miejsce w Australii, gdy posłanka partii Liberalnej Julia Banks oświadczyła, że nie będzie się ubiegać o reelekcję właśnie z tego powodu.

– Powracając do Stanów Zjednoczonych, jako kraju anglosaskiego, w którym szklany sufit nie został jeszcze przebity: czy uważa pani, że długo będziemy jeszcze czekać na kobietę w fotelu prezydenta USA?

– Hillary Clinton po przegranych wyborach prezydenckich w 2016 roku powiedziała: „jeszcze nie rozbiłyśmy tego najwyższego i najtwardszego szklanego sufitu, ale kiedyś ktoś to zrobi”.  I niewątpliwie tak będzie.  To, czy będzie to bliższa czy dalsza przyszłość, zależy nie tylko od tego na ile chętnie lub niechętnie na kobietę głosować będzie elektorat amerykański. Analiza wyników głosowania w 2016 roku pokazała, że płeć wyborców nie była zmienną wpływającą na poparcie dla Hillary Clinton. Co prawda uzyskała ona 54% poparcia wśród kobiet, ale jest to poparcie, które od kilku dekad uzyskuje kandydat Partii Demokratycznej w wyścigu o Biały Dom. Ważniejsza była więc przynależność partyjna kandydatów, niż ich płeć jako motyw podejmowania decyzji wyborczych. To, czy kobieta zostanie prezydentem USA, będzie zależało także od sytuacji politycznej, od tego, kto będzie ubiegał się najpierw o nominację swojej partii, a potem o urząd głowy państwa i jaka będzie konkurencja.

– Hillary Clinton, pomimo przegranej, z pewnością stała się swego rodzaju ikoną w kwestii obecności kobiet w polityce.

– Hillary Clinton uczyniła wyłom w męskim świecie kandydatów na prezydenta USA, bo przecież inne, wysokie funkcje w administracji rządowej kobiety już sprawowały.  Była pierwszą kandydatką na urząd prezydenta USA, która startowała w wyborach z poparciem jednej z dwóch relewantnych amerykańskich partii politycznych, choć na marginesie trzeba zaznaczyć, że w wyborach prezydenckich startowało w USA od czasów II wojny światowej 9 kobiet, tylko że z poparciem partii „trzecich”. Nie znaczy to jednak wcale, że w kolejnych wyborach z nominacją Demokratów, przeciwko Donaldowi Trumpowi, także wystartuje kobieta.

– I na koniec: czy sądzi pani, że elektorat amerykański byłby sobie w stanie wyobrazić w fotelu prezydenckim kobietę reprezentującą jakąś mniejszość, np. o latynoskim pochodzeniu?

W przyszłości, kiedy już wystartuje jakaś kobieta, z pewnością może być o latynoskim pochodzeniu. Tu nie widzę większego problemu.

– Bardzo dziękuję za rozmowę.

Dr Maria Wincławska – politolożka, socjolożka, pracownik Wydziału Politologii i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, autorka prac z zakresu socjologii polityki i partii politycznych oraz women studies. Jej główne zainteresowania badawcze koncentrują się wokół roli i funkcjonowania partii politycznych oraz systemów partyjnych w państwach demokratycznych, w tym w krajach anglosaskich.

Poprzedni artykuł„Zapadnia” Z. Kosiorowskiego. Rozmowa z autorem o jego najnowszej powieści
Następny artykułDroga Polski do euro
Paweł Rogaliński
Paweł Rogaliński jest politologiem, filologiem, rzecznikiem prasowym organizacji pozarządowej oraz twórcą Przeglądu Dziennikarskiego. Od 2015 roku należy do prestiżowej grupy Światowych Odpowiedzialnych Liderów Fundacji BMW Stiftung Herbert Quandt. Za swoje osiągnięcia nagradzany na całym świecie, m.in. w Londynie, Berlinie, Rio de Janeiro, Warszawie, Brukseli i Strasburgu. Ukończył następujące kierunki studiów na Uniwersytecie Łódzkim: stosunki międzynarodowe: nauki polityczne, zarządzanie oraz filologię angielską, osiągając przy tym ogólnokrajowe sukcesy naukowe (m.in. Studencki Nobel). Obecnie przygotowuje rozprawę doktorską w Londynie poświęconą popularności politycznej w krajach anglojęzycznych. Jego ostatnia książka pt. „Jak politycy nami manipulują. Zakazane techniki” (Wydawnictwo Sorus, Poznań 2013) z powodu dużej popularności doczekała się dodruku już w kilka miesięcy po wydaniu. Więcej na stronie oficjalnej: www.rogalinski.eu.

1 KOMENTARZ

  1. Dla celów publicystyki może być, w sensie kryteriów naukowych gorzej. Polecam autorce badania przeprowadzone jeszcze za czasów prezydenta R.Reagana który zlecił kompleksowe badania w odpowiedzi na kobiecą kandydature Partii Demokratycznej na urząd v-ce prezydenta. G.Ferraro była pierwszą kobietą, która uzyskała nominację jednej z dwóch głównych partii jako kandydatka na wiceprezydenta więc pytanie RR brzmiało: czy kobieca kandydatura wzmacnia szanse wyborcze. Od tego czasu nikt nie zakwestionował tych ustaleń.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here