Trump rozbudowuje siły zbrojne USA i grozi Korei Płn.

0
75

Stany Zjednoczone są zaangażowane  w wojnę w Afganistanie prawie już 17 lat. Jest to dłużej aniżeli łączny udział USA w I, II wojnie światowej i w wojnie wietnamskiej.

Po zwycięstwie w wyborach  prezydenckich w listopadzie 2016 r. Donald Trump zapowiedział, że zwiększy potencjał militarny Stanów Zjednoczonych: m.in. piechoty do 540 000 żołnierzy, piechoty morskiej do 36 batalionów, marynarki wojennej do 350 okrętów  i łodzi podwodnych, lotnictwa do 1200 samolotów oraz broni rakietowej. Nie wyjaśnił przy tym jak zamierza ten program sfinansować. Później już jako urzędujący prezydent, Trump zaproponował jako podstawowy budżet obronny 574,5 mld dolarów. Był to wzrost o 17,7 mld dolarów więcej (wzrost o 3,2%) w stosunku do propozycji Obamy na rok finansowy 2018 w wysokości 556,7 mld dolarów.

W listopadzie 2017 r. Trump zażądał 5,9 mld dolarów dodatkowo na obronę rakietową, na naprawę i modernizację okrętów wojennych i na sfinansowanie zwiększenia kontyngentu wojsk amerykańskich w Afganistanie. W maju 2017 r. Trump zażądał dodatkowych środków na zwiększenie personelu wojskowego o 54 400 osób.

Żołnierze amerykańscy w Afganistanie uzyskali większą swobodę w walce z Talibami. Nie musieli być w bliskości wroga, by walczyć z nim. Mówił o tym w Kongresie 3 października sekretarz Departamentu Obrony gen. Jim Mattis. Obecnie przebywa w Afganistanie kilkanaście tysięcy żołnierzy.

Rząd Trumpa został  również upoważniony do zwiększenia liczby żołnierzy amerykańskich w Iraku do 5262 osób oraz w Syrii do 503 osób w ramach walki z Państwem Islamskim. Nie wyklucza to zwiększenia tej liczby żołnierzy w ramach ”tymczasowej służby”.

Amerykanie zwiększyli swoje zaangażowanie militarne również w Korei Płd., gdzie zbudowali system obrony antyrakietowej Thaad, który zaczął być instalowany w 2017 r. Stacjonuje tam również 37 tys. żołnierzy USA różnych formacji.

Trump systematycznie ostrzega Koreę Płn., aby przestała zagrażać Stanom Zjednoczonym w przeciwnym razie „spotka się z ogniem i furią” („fire and fury”), jakiej świat nigdy dotąd nie widział. Było to swego rodzaju ultimatum w odpowiedzi na zapowiedziane testy rakietowe m.in. w pobliżu wyspy Guam. Na te groźby Trumpa zareagował północnoamerykański minister spraw zagranicznych Ri Yong Ho mówiąc, że jego kraj nigdy nie zgodzi się na położenie rakiet i głowic nuklearnych na stole negocjacyjnym. A jeśli Amerykanie użyją siły wobec Korei Płn. „damy Stanom Zjednoczonym groźną lekcję”.

Ostrą wypowiedź prezydenta próbował łagodzić sekretarz stanu Rex Tillerson mówiąc, ze nie ma w tej chwili obaw o militarną konfrontację z Koreą Płn. i Amerykanie „mogą spać spokojnie w nocy”. Sondaż przeprowadzony przez CNN 8 sierpnia wykazał, że trzy czwarte Amerykanów nie ma zaufania do informacji wychodzącej z Białego Domu. Równoległy sondaż CBS News wykazał, że 61% Amerykanów jest zaniepokojonych podejściem prezydenta Trumpa do sytuacji w Korei Płn.

W odpowiedzi na groźby północnoamerykańskie przeprowadzenia testów rakietowych skierowanych w pobliżu wyspy Guam, zamieszkałej przez 160 000 mieszkańców, gdzie znajduje się duża baza wojskowa udał się tam 10 sierpnia 2017 r. sekretarz stanu Rex Tillerson. Jego misja miała na celu uspokojenie mieszkańców Guam, zarówno z powodu  wypowiedzi prezydenta Trumpa jak i groźby testu rakietowego Korei Płn. skierowanej w pobliżu wyspy. Nie macie się czego bać – uspokajał mieszkańców sekretarz stanu.

Prezydent Trump jeszcze bardziej wojowniczo się zachował mówiąc 10 sierpnia, że „być może jego wypowiedź nie była wystarczająco twarda” („it wasn’t tough enough”) i nadal zachowywał się prowokująco. 11 sierpnia powiedział, że siły wojskowe Stanów Zjednoczonych są w stanie gotowości do działania przeciw Korei Płn., jeżeli ta zaatakuje Guam. Opinia publiczna zastanawiała się czy są to tylko propagandowe słowa ze strony amerykańskiego prezydenta, czy też może to być zapowiedź ewentualnej wojny. Po kolejnej północnokoreańskiej próbie rakietowej, tym razem nad terytorium Japonii, Trump kolejny raz ostrzegł Koreę Płn. 29 sierpnia mówiąc, że „wszystkie opcje są wyłożone na stole”. Amerykanie reagowali ostrzeżeniami na każdą demonstrację siły ze strony Pjongjangu. Kiedy Korea Płn. przeprowadziła próbę z bombą wodorową 3 września 2017 r. tego samego dnia po naradzie w Białym Domu, sekretarz obrony James Mattis wystąpił z oświadczeniem, że Stany Zjednoczone udzielą „zmasowanej militarnej odpowiedzi” na zagrożenia ze strony Korei Płn. wobec USA i ich sojuszników.

Trump mimo seryjnych coraz silniejszych gróźb pod adresem Pjongjangu był poddenerwowany brakiem skuteczności swojej polityki wobec Korei Płn. i rozczarowany brakiem skuteczności nacisków ze strony Chin na rząd północnokoreański. W tej sytuacji 3 września na Twitterze zagroził zerwaniem stosunków handlowych „z jakimkolwiek krajem utrzymującym kontakty handlowe z Koreą Północną”. Ponieważ głównym partnerem handlowym Korei Płn. są Chiny więc interpretowano tą groźbę jako skierowana przede wszystkim pod adresem Chin.

30 września 2017 r. administracja Trumpa poraz pierwszy ujawniła, że Stany Zjednoczone są w bezpośrednim kontakcie z Pjongjang w sprawie północnokoreańskich testów rakietowych i nuklearnych. Poinformował o tym sekretarz stanu Tillerson. Już jednak następnego dnia 1 października Trump ostro zaatakował północnokoreańskiego przywódcę i zaapelował do sekretarza stanu, aby nie zawracał sobie głowy rozmowami z Pjongjang. Powstała dziwna sytuacja świadcząca o chaosie i braku koordynacji w amerykańskiej polityce zagranicznej.

Zdegustowany brakiem skuteczności swej polityki wobec Korei Płn. Trump 20 listopada umieścił ten kraj na liście sponsorów terroryzmu i zapowiedział ogłoszenie nowych sankcji wobec Pjongjang. Kiedy przywódca Korei Płn. Kim Jong Un pochwalił się, że guzik atomowy znajduje się przez cały czas na jego biurku Trump odpowiedział 2 stycznia 2018 r., że jego guzik jest „o wiele większy” i „o wiele potężniejszy”.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułChiński Nowy Rok
Następny artykułJak sprawić, by przestrzenie biurowe nie straszyły bylejakością?
Longin Pastusiak
Prof. dr hab. Longin Pastusiak - politolog, amerykanista. Ukończył studia na Wydziale Dziennikarskim Uniwersytetu Warszawskiego oraz na Wydziale Spraw Międzynarodowych University of Virginia w Stanach Zjednoczonych. W latach 1963-1993 pracował w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Od 1978 r. profesor nadzwyczajny, a od 1986 r. profesor zwyczajny. W latach 1994-2005 Profesor Uniwersytetu Gdańskiego. W latach 1985 -1988 Prezes Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych. Poseł Ziemi Gdańskiej w Sejmie I, II, III kadencji (1991-2001). Wiceprzewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu RP oraz przewodniczący stałych delegacji Sejmu i Senatu do Zgromadzenia Parlamentarnego NATO oraz do Zgromadzenia Parlamentarnego Unii zachodnioeuropejskiej W latach 2002-2004 wiceprezydent Zgromadzenia Parlamentarnego NATO. W latach 2001-2005 marszałek Senatu V kadencji. Profesor w Akademii Finansów oraz w Wyższej Szkole Zarządzania i Prawa w Warszawie. Obecnie jest profesorem w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, gdzie jest Dyrektorem Instytutu Spraw Społecznych i Stosunków Międzynarodowych. Prof. Longin Pastusiak wykładał na uczelniach polskich i zagranicznych. Doctor honoris causa uczelni polskich i zagranicznych. Prof. dr hab. Longin Pastusiak jest autorem ponad 700 publikacji naukowych w tym ponad 90 książek. W 2015 r ukazały się następujące książki prof. L. Pastusiaka: * Polacy w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych, Bellona, Warszawa 2015. * Prezydenci USA w anegdocie. Od Trumana do Obamy, Bellona, Warszawa 2015. * Prezydent dobrych intencji. Polityka zagraniczna Baracka Obamy, Oficyna Wydawnicza “Adam”, Warszawa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here