Synteza …czyli jak ratować ekologię

0
229

Szukanie jakiegoś wyjścia, by usprawiedliwić się przed ekologią i wrócić do zdrowego życia,wciąż nieustannie trwa. Ale jest jeszcze za wcześnie, by człowiek się obudził i przestał działać na niekorzyść swoją i na zgubę innych.

Czyste, naturalne środowisko i zdrowe życie człowieka jest pięknym marzeniem, imaginowanym światem. Przedstawia się nam jak jakaś piękna opowieść, jakiś mit, który przetrwał do naszych czasów. Trzeba przez moment się zastanowić, by stwierdzić, że kiedyś w ogóle dziewicze środowisko w przyrodzie istniało. Piękne zachęcające i rozbudzające wyobrażenie, jak z cudownych bajek o czystej wodzie dla obecnego świata. Każde życie powinno mieć prawo i sens do życia zdrowego. Szkoda, że czegoś takiego już nie ma. Pozostało tylko słowo „Ekologia”, nazwa manipulowana przez różne przejawy życia. Identycznie, jak słowo „Prawda”, jest nie prawdą. Kiedyś ktoś powiedział, że „prawdziwej prawdy nie ma”, jest tylko coś zbliżonego do prawdy. Tak też i ekologia zepchnięta daleko do tyłu – pewnie, żeby nie przeszkadzała. A powinna przecież błyszczeć i lśnić, bo tak powinno wyglądać właśnie nasze zdrowe życie. Jest takie przysłowie „jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”, więc mamy, to, co mamy. Wszystko w jakimś tam stopniu podtrute, powietrze, ziemia i życie ludzkie zatrute od zewnątrz i od wewnątrz. Te zatrucia organizmu ludzkiego, są na pograniczu, by jeszcze żyć, a nie umrzeć. Tak też na przykład, badanie laboratoryjne krwi, na próbę wątrobową itd., mówi, że jest wszystko w normie, pomimo że obfite i niesamowite dokuczliwe swędzenie skóry trwa nieustanie. Przy odstawieniu pokarmów przetworzonych, już po trzech dniach daje efekt i dolegliwość zaczyna się pomalutku i ostrożnie cofać.

Ekologia w języku greckim, pisze się oikos – logos, znaczy dom i nauka. Innym słowem świat badań organizmów w środowisku i ich wzajemne działanie. Jakoś nie ma chętnych ludzi do badań. Aż tylu nad tym, by nie połykać toksykoz na naszej planecie. – Dlaczego? Bo ucierpiałby królujący komercjalizm. Nad problemem tak ważnym, by w zdrowym środowisku żyć, egoizm bardziej ogarnął ludzkość, niż właściwy rozsądek. W każdym razie, wygląda na to, że ekologia jest takim kozłem ofiarnym. Wykorzystywana przez ambicje polityczne np. „ekorozwój” (industrializacja dla człowieka). Omijana przez współczesną technologię żywienia. Zapomniana przez naukę. A panuje wszechmocny zysk ekonomiczny i ma się wspaniale. – Kto przetrwa? Na pewno ci, co nie mają pieniędzy na jedzenie, lekarstwa i na chemiczne środki czystości. Czyli kryzys związany z brakiem pracy może się okazać czymś zbawiennym dla ludzi biednych na świecie. Po drugie, część ludzi przeżyje, tylko dlatego, że jest inteligentna na tyle, że sama sobie pomoże w tym, biorąc „sprawy w swoje ręce”. Odrzucając od siebie wynalazki współczesnej chemii, co najmniej w jedzeniu i w piciu. Można powiedzieć, że światło z ciemnością toczy walkę. – Kto zwycięży? Na pewno nie ludzkie organizmy. Albo inaczej, ekologię zmuszono do przebaczań i tak się ona zachowuje. A skutki są takie, że chemia w żywności małymi kroczkami zbliża się do zabijania w nas życia.

Myślę, że „nauka o organizmach w środowisku”, powinna zmienić nazwę i nazywać się bardziej stosownie do obecnej sytuacji. Zewnątrzpochodne egzogenne toksyny uparcie gromadzące się w naszym organizmie, wchodzą różnymi drogami i w różnej postaci. Na przykład owoce, śliwki dorodne, około roku 1997 na rynku madryckim, w szerokiej sprzedaży wyglądały przepięknie. Mięsiste o malutkich pestkach, zachęcały nas, by kupić i je zjeść. Lecz były bez żadnego smaku ani zapachu. Zniechęcały totalnie nabywcę. – Czy miały w sobie choć troszeczkę jakieś witaminy? Żeby owoce o tak miękkiej skórce, jak śliwki, za szybko nie dojrzały. W magazynie dostały odpowiednią chemię. Konsument nie kupił tego, to je przerobiono na konfitury, czyli, plus następnej troszeczkę chemii. Tak zwane zaprawiacze smakowe (pięknie pachnąc acetonem), do tego kolorek i przeciwutleniacze. Nie wiadomo co jeszcze, by termin marmolady trwał wiecznie. Od takiej zdublowanej chemii dostaje się uczulenia na skórze pod wpływem promieni słonecznych, na przykład w okresie sierpnia w Madrycie. Alergie bardziej się uaktywniają w ciepłym słońcu i bardzo dokuczają, aż skóra piecze. Z własnej obserwacji – wygląda to tak, jak zainfekowane miejsce na skórze, czyli tam, gdzie toksyny wybrały sobie drogę wyjścia na zewnątrz. Najpierw pojawia się kropka, która raczej nie swędzi, lecz piecze w taki sposób, że jest to uczucie takiego uporczywego punktowego ukłucia, ostrą piekącą igłą.

Wysoko rozwinięty przemysł chemiczny nie daje za wygraną. Parę lat minęło (około dziesięciu). Te same dorodne śliwki otrzymały już odpowiedni wynalazek chemiczny i stały się smacznymi owocami. Mają nawet odpowiedni nalot na skórce. Identyczny, jak na owocu w momencie zrywania go z drzewa. Tego nalotu nie można w ogóle zmyć, nawet pod bieżącą, ciepłą wodą.

Samoczynnie odtruwający się organizm ludzki też ma swój pułap. Wreszcie trucizny mamy w sobie tak dużo, że to Coś samoczynnie czyszczące w organizmie przestaje działać, na tyle, że syntetyki układają się wygodnie w naszym cennym organizmie i powodują różne choroby.

Wspomnę o pomidorach, które mają największy zestaw witamin. Mniej więcej osiemnaście lat temu, dorodne, twarde i przepiękne pomidory, nie pachniały niczym, były bez żadnego smaku i bardzo drogie. Natomiast były też pomidory tak zwane drugiego gatunku, czyli gorsze. Ponieważ uprawiane na gruncie, jak ziemniaki. Czerwone o naturalnej wielkości, pachniały pomidorem i wiatrem. Były bardzo tanie i smaczne. Kupowane przez ludzi o niskim dochodzie finansowym i przez cudzoziemców. Obecnie około trzech lat, te same polne pomidory jakoś zwiększyły swą objętość w sobie. Stały się bez smaku i raptownie podrożały, dużo więcej od tych sałatkowych. Jeśli miejscowa biedota tego nie kupi i nie przetworzy swoim organizmem. Zrobią z nich smaczne przeciery i sosy pomidorowe – z polepszaczami, które są tak modne w sprzedaży na rynku. Chemia w różnej postaci doprowadziła do tego, że nasz organizm jest zgodny z syntezą sztuczną. Pod wpływem takiego bogatego zestawu spulchniającego, we wszystkim pieczywie plus chemiczne smaczki – mówią za siebie. Substancje chemiczne zatrzymują działanie histaminy poprzez blokowanie jej przed związaniem się z odpowiednim receptorem w organizmie ludzkim. Poza tym arsenał żywych bakterii w rybach wszystkożernych z hodowlanych stawów. Zapewnia dobry utarg i robienie kasy, „człowiek głodny wszystko zje”, oby nie drugiego człowieka. – Do czego to wszystko doprowadzi? Wiadomo, do wyniszczenia naturalnego organizmu. Więc będą prosperować syntetyczne mózgi, czyli ci, którzy, jak najwięcej syntezy przyswoją i czym prędzej, tym lepiej, dla dalszego naszego istnienia, na przepięknej naszej ziemi.

W latach polskiej biedy powojennej, (po II wojnie światowej), nauczono i zmuszono nas jeść tłuszcze. Co spowodowało różne choroby i nazwano je cywilizacyjnymi, a potem leczono chemią medyczną. Zielarstwo oczywiście ustawiono na poziomie zacofania – czarnej magii? Obecnie to pokolenie już wymarło, między sześćdziesiątym, a siedemdziesiątym rokiem życia. W Hiszpanii ten rocznik jeszcze żyje i żegna świat w wieku dziewięćdziesiątym, a stu lat. Pewnie uratowały ich wspaniałe i witalne owoce z czasów ich młodości. Nie można tego powiedzieć o obecnym pokoleniu, zatruwającym się prawie wszystkim.

Zanieczyszczona woda, zarobaczone zwierzęta i spożywanie surowego mięsa z drobnoustrojami doprowadza ludzi do głodu w tak bogatym świecie. Ludzki organizm posiada wystarczającą ilość mikroorganizmów, tyle, że witaminy, których nie zabije chemia, to zniszczą mikroby. To wszystko powoduje uszkodzenie układu immunologicznego, wywołując gorączkę i stres. I znowu kłania się handel współczesną trucizną. Około osiem lat temu towarzyszyłam przyjaciółce w klinice medycznej. Byłam zszokowana tym, co widziałam, ilu młodych pacjentów miał lekarz psychiatra. Prawda jest taka, że efektowny mózg już niczego nie wymyśli dla ekologii. A przyszłe pokolenie ze zrujnowanym i wypaczonym układem immunologicznym urodzi jakieś mutanty – oby na podobieństwo człowieka. No, bo i po co mieć inteligentną, wypracowaną korę mózgową. Przy takiej wysokiej i precyzyjnej, udoskonalonej technologii w obecnym świecie, która omija ekologię. Trzeba przede wszystkim w szybkim tempie ochronić przyrodę, a później zadbać o tak drogocenne zdrowie dla każdego człowieka.

Organizm ludzki w ciągu jednego roku gromadzi dwa kilogramy trucizny chemicznej. Z tego jakaś część zostaje zneutralizowana, reszta zalega w wątrobie, w jelitach, w skórze i we włosach. Wiadomo, gdy się ma starszą wątrobę, tym jest mniej sprawna do neutralizacji i usuwania z organizmu jadu niepotrzebnego. Dotyczy to też innych naszych narządów. Czyli jakby na to nie patrzeć, jesteśmy w połowie syntetyczni, na tyle, by jeszcze nie umrzeć, a żyć – według normy wskazanej w naszych badaniach lekarskich.

Państwa z przemysłem wysoko rozwiniętym mają jakieś tam „organizacje do kontrolowania zdrowej żywności”. Tych państw jest za mało na kuli ziemskiej. Przeważają kraje biedniejsze i trzeci świat. „Tkanka komórkowa odradza się co siedem lat, a puls człowieka jest wolniejszy co siedem dni”. I siedem razy żegnamy się w kościele, w czasie mszy świętej. – Może uratuje nas wiara w Boga? I oświeci ludzką psychikę i sumienie na tyle, że przestanie zatruwać naturalne środowisko i ludzkie istnienie.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułJądro ciemności i nadziei
Następny artykuł"Wolności informacji nie da się wymazać barbarzyństwem"
Bogumiła Olaniecka
Urodziła się w starym i pięknym, hetmańskim Zamościu. Dzieciństwo upłynęło jej w Marianowie zachodniopomorskim, przy szlaku cysterskim z XII i XIII wieku. Natomiast młodość spędziła w Szczecinie, portowym nadbałtyckim mieście. To miasto było dla niej całym światem. Wraz z renesansowym Zamkiem Książąt Pomorskich, rodu Gryfitów – fascynowało ją i wypełniało cudownym przeżyciem młodzieńczego wieku. W końcu trzeba było jednak wyruszyć w świat za pracą i godnością. Obrała kierunek – Madryt – z biletem w jedną stronę i małą, podręczną walizką. Ambasadą i ostoją duchową był dla niej kościół polski w Madrycie w dzielnicy Pacyfico. Jest laureatką kilkunastu ogólnopolskich i międzynarodowych konkursów poetyckich. Prezentuje swoją twórczość w tomikach i almanachach literackich. Jest też współautorką wielu książek wydanych przez wydawnictwo świętego Macieja Apostoła o tematyce religijnej i anty magicznej. Piękne turpistyczne uczucie na obcej ziemi i tajemniczą namiętność lokuje w swoich książkach, między wersetami…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here