Rzecz to ogólnie znana, że mass media (a więc prasa, telewizja, radio, Internet) często manipulują, przedstawiając rzeczywistość z określonej perspektywy, nie zawsze obiektywnie. O stronniczości mediów w Niemczech pisałem już w Przeglądzie Dziennikarskim, było to zresztą zarzewiem pewnej polemiki. Ogólnie biorąc moja teza brzmiała: niemieckie media piszą o obecnej Polsce dosyć jednostronnie i tendencyjnie, prezentują krytyczne, często niesprawiedliwe sądy. Wszystkie mainstreamowe media w Niemczech! Co wynika z krytycznego nastawienia wobec obecnego konserwatywnego rządu Polski. O polskich mediach, którym też daleko jest do bezstronności, powiemy innym razem.
Kształtować opinię można przez dobór materiałów, przez eksponowanie określonych faktów, poprzez zapraszanie do studia tych a nie innych polityków i ekspertów. Do istotnych instrumentów manipulacji należy też użycie języka, dobór słów, w tym słownictwa wartościującego, pozytywnego lub negatywnego.
Ważną rolę spełniają w tym kontekście tytuły felietonów prasowych czy tzw. „paski” w przekazie telewizyjnym albo nagłówki na portalach internetowych. Nagłówkami można całkiem zręcznie manipulować. Nie wszyscy czytelnicy gazety czy użytkownicy Internetu mają ochotę albo czas, żeby przeczytać dany tekst, tym bardziej, jeśli mają do czynienia z tak zwanym sążnistym tekstem. Wystarczy więc „lektura” nagłówków, i oni już wszystko wiedzą … Nagłówek może korespondować z treścią i już na samym wstępie ma za zadanie wywołać u czytelnika odpowiednie nastawienie wobec czegoś lub kogoś. A czasem nagłówek i treść mogą się od siebie zasadniczo różnić! (ten ostatni przypadek zauważyłem w polskim Internecie – nawiasem mówiąc owe polskie portale znajdują się w większości w rękach zagranicznych inwestorów).
Teraz posłużę się paroma przykładami z niemieckich mediów.
Podniesiony ostatnio przez Polskę temat reparacji wojennych był (i jest) obecny w niemieckich mediach. I podobnie jak niemiecki rząd, wszystkie one odnoszą się do polskich żądań krytycznie, przy okazji atakując polskie władze.
W bawarskiej „Süddeutsche Zeitung” z dn. 7.10.2022 widzimy tekst z jakże wartościującym nagłówkiem: Eine destruktive Regierung.
Polskie społeczeństwo – pisze autorka felietonu – jest w swej większości dość pozytywnie nastawione wobec Niemców (to racja), za to ten ”destrukcyjny” rząd, czyli „rząd PiS-u”(„PiS-Regierung”) prowadzi wobec Niemiec kampanię nienawiści. Kierując się pobudkami ideologicznymi wysuwa żądania reparacji, eskalując w ten sposób negatywne emocje wobec swego sąsiada.
A przecież sprawa odszkodowań wojennych – mówi autorka – została już definitywnie zamknięta na konferencji dwa plus cztery w 1990 roku (według mojej wiedzy tak jednak nie było).
Pojawiły się też inne artykuły poruszające ten temat i już w nagłówku sygnalizujące określoną ocenę (np. Antideutsche Karte, „Süddeutsche Zeitung”, data jak wyżej).
Mam wątpliwości, czy słuszne jest takie kategoryczne (może nawet aroganckie) odrzucanie polskich żądań przez niemieckie władze i takie jednoznaczne stanowisko niemieckich mediów. A może zamiast lekceważyć polskie stanowisko i pomstować na polskie władze, należałoby postawić w tym temacie na dialog?
Cofnijmy się nieco w czasie.
Przed wizytą kanclerza Olafa Scholza w Polsce „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ) z dnia 12.12.2021 zamieszcza felieton z takim oto nagłówkiem:
Scholz will in Warschau über Rechtsstaatlichkeit sprechen (w tłumaczeniu polskim: Scholz w Warszawie chce rozmawiać o praworządności).
Wszystkie media niemieckie od lat już paru jak mantrę powtarzają: w Polsce nie ma wolnych niezależnych sądów, w Polsce pod rządami nacjonalistów i populistów łamana jest praworządność. Można się spierać, czy to w Polsce praworządność jest łamana czy może bardziej gdzie indziej, w tym w instytucjach samej Unii Europejskiej, a również w Niemczech. Znamienne są ujawniane ostatnio fakty szokującej korupcji w instytucjach UE. Jak w tym kontekście ocenić te w skwapliwe rezolucje w Parlamencie Europejskim na polskie tematy, te konsekwentne ataki na Polskę za rzekomy brak praworządności i demokracji?
Tematu rozwijać nie będę, wystarczy. Media niemieckie ciągle powtarzają te same formułki, te same stereotypy. A od stereotypów nie jest łatwo się uwolnić. Zawsze Polska i Węgry – w tym samym pakiecie …
Już po wizycie Scholza w Warszawie w niemieckim Internecie pojawia się taki oto głos:
Scholz odrzuca żądania reparacji wojennych wysuwane przez Polskę.
https://web.de/magazine/politik/scholz-weist-polnische-reparationsforderungen-zurueck-36428526
Zajrzałem do komentarzy pod tym artykułem: niechętne wobec tej roszczeniowej Polski, która niesłusznie, złośliwie domaga się odszkodowań wojennych …
Z tego co widziałem w przekazie telewizyjnym, to nie praworządność była tematem spotkania kanclerza Niemiec i premiera Polski. To nie reparacje były tak ważnym tematem rozmów obydwu przywódców. W centrum rozmów znajdowała się trudna sytuacja na granicy polsko-białoruskiej, bezprecedensowa prowokacja ze strony Białorusi (i Rosji) z wykorzystaniem imigrantów – tutaj Scholz wyraził zrozumienie dla postępowania polskich władz (takiego zrozumienia nie wykazywały wówczas niestety media niemieckie, w tym radio RBB/ARD). Kanclerz zapewnił o pełnej solidarności z Polską.
Tematami rozmów były też plany federalizacji Unii Europejskiej i rurociąg Nord Stream 2 – tutaj widoczne były wyraźne różnice. Polski premier skrytykował opcję tworzenia europejskiego quasi-państwa. Ale ogólnie – tak mi się wydaje – mimo oczywistych różnic atmosfera spotkania była całkiem dobra.
I po co były te tendencyjne nagłówki, ten medialny szum wokół tematu praworządności i reparacji?
O tym, jak wiele znaczy dobór słów, możemy się przekonać na następującym przykładzie. Otóż bardzo prominentny przedstawiciel obozu rządzącego w Niemczech Rolf Mützenich w dramatycznych słowach wnosi skargę na rząd Ukrainy. Na portalu Abendzeitung-muenchen.de (5.11.2022) czytamy:
Mützenich: Ukrainische Regierung hat mich auf Terrorliste gesetzt (w tłumaczeniu: Mützenich: rząd Ukrainy umieścił mnie na liście terrorystów). W tekście czytamy, że szef frakcji SPD skarży się na „dyskryminację” ludzi takich jak on, którzy szukają sposobów zakończenia wojny na drodze dyplomatycznej.
No tak, wygląda to na poważnie uchybienie ze strony ukraińskiej. Oskarżać kogoś o terroryzm, rzucać takie kalumnie na polityka państwa, które mniej czy bardziej chętnie, ale jednak Ukrainę wspiera!
Z innych publikacji dowiadujemy się jednak, że to nie była „lista terrorystów”, ale „lista dezinformatorów”, osób, które w ocenie strony ukraińskiej, propagują narrację rosyjską. Już w sierpniu (a więc wcześniej) portal merkur.de zamieścił taką oto informację:
Ukraine veröffentlicht Liste von Kreml-„Desinformanten“ – samt SPD-Fraktionschef Mützenich (Ukraina publikuje listę „dezinformatorów” Kremla – łącznie z szefem frakcji SPD Mützenichem) (4.08.2022)
Potwierdziły to także późniejsze informacje medialne oraz oświadczenia ze strony Ukrainy.
Jest zasadnicza różnica między semantyką słowa „terrorysta” a „propagandysta” czy „osoba szerząca dezinformację”! Doszło tu wyraźnie do nadużycia, albo ze strony „pokrzywdzonego” polityka albo ze strony cytującego go medium. I to nadużycie nastąpiło już w nagłówku tekstu, w miejscu dla czytelnika najbardziej widocznym.
I znów cofamy się nieco w czasie i przechodzimy do spraw polskich.
„Süddeutsche Zeitung” z grudnia 2021 roku pisze:
Andrzej Duda. Prezydent Polski tym razem miał własne zdanie
(Andrzej Duda. Präsident Polens jetzt mit eigener Meinung)
Autor artykułu nawiązuje do zawetowania przez polskiego prezydenta projektu ustawy medialnej, która miała ograniczać udział kapitału zagranicznego na polskim rynku medialnym. W tekście jest mowa o tym, że polski prezydent (rzekomo) jest tylko „notariuszem” („Notar”) prawicowego rządu i wszechwładnego prezesa. I posłusznie wszystko podpisuje, co mu każą.
Nie jest to prawdą, jako że już wcześniej zdarzało się, że prezydent Andrzej Duda korzystał z prawa weta. Najbardziej spektakularnie w roku 2016, kiedy zawetował projekt nowej ustawy w sprawie sądownictwa. Zdaniem prezydenta ustawa przyznawała zbyt duże prerogatywy ministrowi sprawiedliwości. Autor felietonu (znany skądinąd ze swoich mało pochlebnych wypowiedzi na tematy polskie) z bawarskiej gazety nie mógł o tym nie wiedzieć. Jakże ważne jest w tytule to słówko „jetzt” (teraz, tym razem) – dotychczas było jak zawsze, ale „tym razem”, „wyjątkowo” prezydent zachował się inaczej, wykazał pewną samodzielność. I z tego powodu autor tekstu wyraża swoje bezgraniczne zaskoczenie … Tendencyjny nagłówek koresponduje z treścią całego – zgryźliwego, bałamutnego – felietonu.
Krótko zreasumuję powyższe przykłady. Wymienione tytuły felietonów z prasy i Internetu nie mają charakteru neutralnego. One zawierają określone wartościowanie, zwykle negatywne, one mają wywołać u czytelnika określone emocje. Jeszcze przed przeczytaniem – albo bez czytania – danego tekstu.
Można wykazać pewne „zrozumienie” dla tekstu i tytułu o „destruktywnym rządzie” w Polsce. Autorowi felietonu (jak zresztą wszystkim mediom w Niemczech …) nie podoba się bowiem ta nieuzasadniona „zuchwałość” polskich władz do wysuwania roszczeń finansowych wobec Niemiec … Cóż, taki jest niemiecki punkt widzenia. Trudno tu mówić o ewidentnych kłamstwach, co najwyżej o narracji tendencyjnej, stronniczej. Za to inna jest funkcja i wymowa pozostałych nagłówków. Prognozowanie, że niemiecki kanclerz będzie podczas swojej wizyty upominał się o większą praworządność w Polsce, nie miało pokrycia w faktach. Podobnie jak twierdzenia o odrzucaniu polskich żądań reparacyjnych przez kanclerza. Jeśli nawet – załóżmy – te dwa tematy były obecne podczas rozmów, to znajdowały się gdzieś na dalekim marginesie. A nie w centrum rozmów, jak to sugerowały nagłówki. Nie jest też prawdą, że prezydent Duda wszystko podpisuje i nie korzysta z prawa weta wobec rządowych ustaw.
W tych przypadkach mamy do czynienia nie tylko z narracją tendencyjną, ale i z ewidentnym mijaniem się z prawdą. A czytelnik/słuchacz/telewidz nie bada przecież każdego wydarzenia, tym bardziej, jeśli dotyczy ono innego państwa. On wierzy w to, co mu przekazano. W jego głowie powstaje zniekształcony obraz rzeczywistości. Regularnie sączona nieprawda staje się dla niego z czasem prawdą.
Żeby było sprawiedliwie: nagłówkami, słowami, językiem manipuluje się również w mediach polskich. W moim następnym tekście chciałbym właśnie mediom polskim poświęcić nieco uwagi.













