Prof. Krzemiński: homoseksualizm nie jest przeszkodą w polityce

0
Prof. Ireneusz Krzemiński, fot. Europejskie Centrum Solidarności / Gdańsk

Prof. dr hab. Ireneusz Krzemiński, socjolog, publicysta i autor licznych publikacji naukowych poświęconych m.in. mniejszościom seksualnym, opowiada Pawłowi Rogalińskiemu o zmianach światopoglądowych zachodzących w świecie anglosaskim.

Paweł Rogaliński: – Szanowny Panie Profesorze, chciałbym porozmawiać z Panem o postrzeganiu przedstawicieli osób LGBT na arenie politycznej krajów anglojęzycznych…

Prof. Ireneusz Krzemiński: – Pozwoli Pan, że spytam o określenie „kraje angielskojęzyczne”, gdyż jest ono dosyć ogólne… Jak rozumiem, możemy się skupić na najważniejszych państwach i społeczeństwach, pomijając Jamajkę czy Belize na przykład, nie wspominając nawet o Papui Nowej Gwinei…

– Jak najbardziej! Przepraszam za zbyt ogólne określenie tematu. Miałem na myśli największe kraje anglosaskie z obszaru huntingtonowskiej cywilizacji zachodniej. Przyjmijmy więc, że są to: Wielka Brytania, Irlandia, Australia, Nowa Zelandia, Stany Zjednoczone i Kanada.

– Dziękuję za wyklaryfikowanie tej kwestii.

– Czy orientacja seksualna w polityce wspomnianych krajów anglosaskich odgrywa jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Przypomnę, że w Irlandii stanowisko premiera piastuje jawny homoseksualista Leo Varadkar, ale czy byłoby możliwe, by np. w Stanach Zjednoczonych wybrano prezydenta-geja?

– Nie ulega wątpliwości, że jest wiele przykładów, jak np. premiera Irlandii, które oddają generalną tendencję w głównych krajach anglosaskich, żeby tak to ująć. Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na dwie sprawy: na ogromną przemianę obyczajową w Australii oraz na fakt, że w tej chwili w 50 Stanach USA małżeństwa homoseksualne są legalne! Zarówno Australia, jak i sama Ameryka były przez wiele lat bardzo konserwatywne, czy raczej wiktoriańskie w kwestiach seksualnych, i to pomimo rewelacji Kinseya i innych prac oraz wydarzeń społeczno-kulturowych. Zresztą, tak samo jest w Wielkiej Brytanii i Szkocji, natomiast nie w Północnej Irlandii.

– A co w przypadku Republiki Irlandii?

– W Irlandii od niedawna małżeństwa jednopłciowe są uznane. Mamy więc jednoznaczną sytuację prawną, co jednakże nie oznacza, że społeczeństwo w całości tego rodzaju rozwiązania prawne akceptuje, a tym bardziej – że koniecznie oznacza to zakorzenienie się nowych obyczajów.

– Czyli na prezydenta-homoseksualistę jeszcze trochę poczekamy?

– Sądzę, że wygrana prezydenta Trumpa wyraźnie wskazuje, że gej na stanowisku prezydenta to chyba raczej nie szybko… Nie ulega jednak wątpliwości, że tak, jak u nas, w niszach społecznych wielkomiejskich, wysoko wykształconych, elitarnych w różnym sensie grupach orientacja seksualna – jaka by nie była – jest traktowana jako coś naturalnego. Tak też jest w znaczącej części amerykańskiej klasy średniej. Ale zarazem mamy tam postawy wciąż wrogie i walczące z „rozkładem moralnym”, w dużym stopniu tożsame z radykalnymi grupami religijnymi. Lecz fakt, że mężczyzna ma partnera, czy zgoła męża – nawet, jeśli może być przedmiotem plotek i komentarzy „na boku” – na pewno nie wywołuje negatywnych reakcji, także na poziomie instytucjonalnym.

– Czy uważa Pan, że to już czas, by konserwatywni politycy anglojęzyczni zaczęli powoli akceptować związki LGBT i usunęli ze swoich programów punkt dotyczący „ochrony tradycyjnego modelu rodziny”? A może jeszcze daleka do tego droga?

– Jak widać, wciąż istnieją i są aktywizowane przy różnych okazjach, szczególnie wyborczych, poglądy krytyczne wobec zarówno uznania praw osób LGBT, jak i wracające do moralnie nieakceptującej etykiety wobec osób homoseksualnych. Część religijnie zakorzenionych konserwatystów – takich na przykład jak amerykańska Tea Party – na pewno do nich należą. Ale mam wrażenie, że nie jest to frakcja, która byłaby w stanie zdobyć akceptację większości konserwatystów amerykańskich. Bycie gejem, czy bycie lesbijką – poza jakimiś mniejszościowymi społecznościami w amerykańskim interiorze, straciło całą etykietującą i wykluczającą moc.

– Co w przypadku osób transseksualnych?

– Z osobami trans wciąż jest problem, chociaż i tutaj mamy o czynienia z ogromną przemianą stosunku ogółu do tego typu ludzi. Tym bardziej, że media anglojęzyczne poświęcają bardzo wiele miejsca edukacji społeczeństw w tej sprawie. Na szczęście, w polskich telewizjach można znaleźć wiele bardzo dobrych dokumentów na ten temat, co pozwala wierzyć, że także i w tej sprawie polska świadomość potoczna będzie – dzięki wiedzy i informacjom – ulegać pozytywnej przemianie.

– Rozumiem. Proszę zauważyć, że część polityków konserwatywnych mniej lub bardziej śmiało opowiedziało się już po stronie legalizacji związków czy małżeństw jednopłciowych. Czy tak odważny krok może bardziej pomóc czy zaszkodzić karierze politycznej prawicowego polityka anglojęzycznego?

– Chciałem przypomnieć, że pierwszy amerykański polityk, senator, który przyznał się do swej homoseksualnej orientacji był członkiem konserwatywnej Partii Republikańskiej. Odpowiem więc wprost: wydaje mi się, że w chwili obecnej politykowi-gejowi może raczej zaszkodzić to, że nie zdobędzie sympatii wyborców z innych względów, niż sam fakt, że jest gejem, bez względu na to, z jakiej jest partii.

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Rogaliński

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here