Prof. dr hab. n. med. Paweł Misiuna – Mistrz i nestor lubelskich chirurgów

0

Prof. dr hab. nauk medycznych Paweł Misiuna jest uczniem prof. Feliksa Skubiszewskiego, twórcy i pierwszego kierownika Katedry i II Kliniki Chirurgii Ogólnej (1944-1965) powołanej decyzją Rady Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie (powstałego 23 października 1944 roku). W latach 1945-1946 prof. Feliks Skubiszewski był dziekanem Wydziału Lekarskiego UMCS, a po powołaniu Akademii Medycznej w Lublinie pierwszym rektorem (1950-1954) tej Uczelni. 4 kwietnia 2009 roku, decyzją Uczelni i społeczności akademickiej, prof. Feliks Skubiszewski został patronem Akademii Medycznej w Lublinie.

O swoich uczniach prof. dr hab. nauk medycznych Paweł Misiuna, wybitny, światowej sławy uczony, chirurg, twórca i założyciel II Kliniki Akademii Medycznej w Lublinie (dziś: Uniwersytet Medyczny w Lublinie) powiedział:

„Czuję się spełnionym chirurgiem osobiście, zawodowo, ale też w sensie wychowania następców. (…). Jest mi bardzo miło, że pracują na wysokim poziomie, są uznanymi autorytetami, konsultantami, są cenieni również poza Polską. Dziś mogę powiedzieć, że jestem usatysfakcjonowany osiągnięciami swoich uczniów”.

Powyższa wypowiedź była odpowiedzią prof. Pawła Misiuny na pytanie: Co jest Pana największym sukcesem?, które Anna Guzowska zadała mu w 2018 r. w kwartalniku Uniwersytetu Medycznego w Lublinie „Alma Mater” (Nr 2(107) Rok XXVIII, kwiecień-czerwiec 2018, wywiad pt. Profesor Paweł Misiuna. Czuję się chirurgiem spełnionym. Rozmawiała A. Guzowska, s. 59-62).

A odpowiadając na kolejne pytanie swojej rozmówczyni:

„Pana uczniowie, profesorowie Grzegorz Wallner i Wojciech Polkowski, dziś kierownicy Klinik Chirurgii Ogólnej oraz Chirurgii Onkologicznej przyznają, że wywarł Pan znaczący wpływ na ich życie i nazywają Pana Mistrzem. Panie Profesorze, jakie to uczucie być Mistrzem?” – prof. Paweł Misiuna stwierdził:

To chyba poczucie odpowiedzialności za ludzi, za zespół, za chorych. I oczywiście za personel średni – za panie pielęgniarki operacyjne i te na oddziałach, trzeba doceniać ich pracę i je szanować, to one są przy pacjentach przez całą dobę. Bycie mistrzem wymaga też tego, by zawodowo coś sobą reprezentować, rozwijać się, ale też dbać w tym zakresie o zespół, wysyłać go za granicę, muszą się pokazywać, zdobywać doświadczenie. Szef Kliniki nie może przesłaniać zespołu”.

Cytowany powyżej wywiad z prof. Pawłem Misiuną ukazał się w 2018 r. w związku z przypadającą w tymże roku dziewięćdziesiątą rocznicą jego urodzin. Od lat prawie dwudziestu (od 1998 r.) prof. Paweł Misiuna jest na emeryturze. 15 stycznia 2020 r. skończy dziewięćdziesiąt dwa lata.

O odejściu na emeryturę tak mówił w wywiadzie pt. Od Tajkur, przez Chełm, aż do stołu operacyjnego („Kurier Lubelski”. Magazyn. Piątek, 19 czerwca 2015, s. III):

Odszedłem na emeryturę w wieku siedemdziesięciu lat, bo tak właśnie przechodzą na emeryturę profesorowie wyższych uczelni. Przez dwa lata jeszcze operowałem, ale pomimo że nie miałem trudności ze wzrokiem i ręce mi się nie trzęsły (…), to jednak w pewnym momencie trzeba przestać. Przyszła taka chwila, że ja też zrezygnowałem. (…). Kiedy jest wszystko dobrze, to wszyscy dziękują, chwalą, podziwiają, ale kiedy coś się powikła, to znajdą się tacy, którzy powiedzą, że on jest już stary, że ręce mu się trzęsą, że pewnie zapomina wielu rzeczy. Po co mi to? Miałem to na siebie brać? Kierując w sumie przez dwadzieścia osiem lat dwiema klinikami, czyli II Kliniką Chirurgii Ogólnej i Kliniką Chirurgii Naczyń (…) uwielbiałem te pracę, to operowałem rzeczywiście bardzo dużo”.

Prof. Paweł Misiuna urodził się 15 stycznia 1928 r. we wsi Tajkury, pow. Zdołbunów, w Województwie Wołyńskim. Rodzicami jego byli Zofia z Jakuszewskich i Franciszek /Misiuna.

Matka była rdzenną mieszkanką Tajkur, ojciec stanowił element napływowy. Polak z Polesia, powołany do carskiej armii, został ranny pod Ołyką w 1914 roku. Stracił oko, miał strzaskany bark. Niepodległa Rzeczpospolita nie robiła jednak różnicy w traktowaniu żołnierzy z różnych zaborów i ojcu przyznano rentę inwalidy wojennego. Całkiem wtedy przyzwoitą. Dostał też koncesję na prowadzenie wiejskiego sklepu w Tajkurach właśnie. Tam się ożenił (…). Tajkury była to duża wieś z tradycjami, zamieszkała w 30 procentach przez Polaków, resztę stanowiła ludność ukraińska (…).

Żyło nam się dobrze i spokojnie. Głodu nikt tam nie cierpiał, żyzny czarnoziem zapewniał urodzaj. Ludność ukraińska i polska koegzystowała zgodnie w dzień powszedni, wspólnie świętowano podług jednego i drugiego obrządku. Ukraińcy szli na pasterkę, razem kolędowano, katolicy czcili w cerkwi prawosławne święta. Trochę zawiści było z osadnikami – byłymi legionistami, bo dostali na obrzeżach wsi z parcelacji duże gospodarstwa: 10, 12 hektarów. Życie kulturalne toczyło się wokół kościoła, parafia skupiała też wokół siebie życie społeczne.

Ukraińska społeczność też była dobrze zorganizowana – mieli swoje związki i kooperatywy. Do 1939 roku nie wchodziliśmy sobie w drogę. (Małgorzata Gnot, Ślady przeszłości. Jestem z Wołynia. „Kurier Lubelski”, 23 lipca 2003).

Nieszczęście przyszło 17 września 1939 r. i w kwietniu 1943 r. Tak o tym wspomina prof. Paweł Misiuna:

Pamiętam, jak wkroczyli Sowieci. To była niedziela (17 września 1939 r. – przyp. zwo) i wracaliśmy akurat z nieszporów. Wtedy wjechały pierwsze ciężarówki i czołgi, a później zaczęła iść piechota, ale to wszystko wydawało się dziwne, nawet mnie, młodemu chłopcu. Widziałem na własne oczy, że karabiny mieli poprzywiązywane na sznurkach, a mundur każdy miał inny. Co komu udało się znaleźć i założyć. Zwyczajna, zupełnie nieprzygotowana do wojny, zbieranina. Fakt, że kiedy zarekwirowali nasz dom na sztab, to zupełnie przyzwoicie się zachowywali, choć mama dzień w dzień była wzywana do NKWD, bo tata wyjechał i podejrzewali, że jest z partyzantami w lasach. W końcu mama dała znać tacie i tata przyjechał. Wtedy trochę się uspokoiło. Już po kilku dniach Sowieci otworzyli na nowo szkołę i utworzyli tak zwaną dziesięciolatkę. Pamiętam, że przedmioty ścisłe były tam na bardzo wysokim poziomie i później, w szkole średniej w Chełmie, nie miałem z tym żadnych problemów”. (Od Tajkur, przez Chełm, aż do stołu operacyjnego, „Polska Kurier Lubelski”. Magazyn. Piątek, 19 czerwca 2015, s. III).

I jeszcze wspomnienie prof. Pawła Misiuny z 2003 r. o tych samych wydarzeniach:

17 września po południu Sowieci, którzy rankiem przekroczyli granicę w Ostrogu, byli już u nas. (…). Ukraińcy od pierwszego dnia dopominali się głośno o samostiejnost, Polakom mówili: „już się z nas nażyliście”. Ale Rosjanie bardzo szybko wybili im z głowy mrzonki o niepodległej Ukrainie. Aresztowali podejrzanych o udział w ukraińskich organizacjach nacjonalistycznych.

Do 1942 roku było względnie spokojnie. Od roku byli już na tych terenach Niemcy, mieli na swoje usługi ukraińską policję. Zaczęły się pierwsze napady na Polaków. Na wiosnę 1943 roku mieliśmy już poważne kłopoty. W kwietniu bardziej przychylni sąsiedzi ukraińscy kazali nam mieć się na baczności, radzili nie nocować w domu.

14 kwietnia otoczony został nasz dom. Ojciec nocował wtedy w plebani, mama zdążyła ukryć się u sąsiada, my byliśmy u dziadków. Skończyło się na całkowitej grabieży. Wszystko, co można było wynieść, Ukraińcy zabrali. Nie mogliśmy jednak całkowicie opuścić wsi. Żyło się wtedy już tylko z ogrodu, gospodarki, choć mieliśmy tylko 4 hektary. Do rodziny w mieście wyjechał tylko najbardziej zagrożony ojciec.

Z 30 kwietnia na 1 maja 1943 roku nocowała z nami moja prababcia (Franciszka Słotwińska – przyp. zwo), która dobiegała już setki (…). Kiedy przyszli Ukraińcy, mama zdążyła jeszcze wyskoczyć z domu i schronić się u sąsiada Ukraińca. My z siostrą nocowaliśmy za wsią. Kiedy usłyszałem, że dzieje się coś strasznego, uciekłem w pole i nakryty kożuchem przesiedziałem do rana.

 Nigdy nie zapomnę widoku, jaki zastałem w pierwszej chałupie, w domu szkolnego kolegi, do którego wstąpiłem wracając do wsi. Drzwi były rozwalone, w jednym pokoju leżały ułożone rzędem pod chodnikiem zakrwawione zwłoki sześciorga Polaków. Piątki domowników i ciotki, która przyjechała w odwiedziny z Równego.

Po drodze do domu spotkałem mamę, która powiedziała mi, że prababcia, niestety, nie żyje. Zabito ją ciosem siekiery w skroń, leżała na kozetce, tam, gdzie położyła się na noc.

Tego dnia byłem jeszcze w domu państwa Szerokich. Ona leżała na łóżku, a prawa połowa jej głowy obok niej, jego zadźgali w komórce, gdzie usiłował się skryć. (Małgorzata Gnot, Ślady przeszłości. Jestem z Wołynia. „Kurier Lubelski”, 23 lipca 2003).

Małgorzata Gnot na początku cytowanego powyżej artykułu napisała:

Rany są niezmiernie trudne do zabliźnienia – mówi profesor Paweł Misiuna, kiedy pytam go o szanse pojednania polsko-ukraińskiego. Na ranach zna się bardzo dobrze. Nie tylko dlatego, że jest wybitnym polskim chirurgiem, ale też dlatego, że jest wygnańcem „stamtąd”, który cudem nie stał się ofiarą etnicznej czystki. – Ale kiedyś trzeba zakończyć ten konflikt – mówi opowiedziawszy swoją dramatyczną historię”. (Małgorzata Gnot, Ślady przeszłości. Jestem z Wołynia. „Kurier Lubelski”, 23 lipca 2003).

Rany te, niezmiernie trudne do zabliźnienia, profesor Paweł Misiuna zabliźniał i leczył zawsze, przez całe swoje życie. Leczył je w klinikach Ukrainy i Polski. W sercach, duszach i świadomości Ukraińców i Polaków.

W zakończeniu artykułu Małgorzaty Gnot – profesor Paweł Misiuna zapytał jakby samego siebie i sam sobie odpowiedział:

 „Kto dokonał tych mordów? Na pewno banda upowska, ale brali w tym udział sąsiedzi. Jedni ostrzegali, pomagali Polakom, inni szli ramię w ramię z oprawcami. Rabowali od razu polskie mienie. Może była to policja ukraińska, która kwaterowała na plebani, a potem jednej nocy przeszła do lasu… Umarli już nie zaświadczą. Tej nocy zamordowano w mojej wsi 29 osób. Wiem natomiast, że człowiekowi, który dowodził okręgiem i realizował rozkaz wyniszczenia ludności polskiej, Ukraińcy wystawili w Równem pomnik. (…).

W rodzinne strony pojechałem dopiero dwa lata temu (w 2001 r. – przyp. zwo). Przedtem starałem się o to, zabiegałem o pomoc lwowskich chirurgów, z którymi byłem w stałym kontakcie. Słyszałem zawsze:”zawtra”, a potem posle zawtra… I nigdy nic z tego nie wychodziło.

Okazało się, że z dawnej wsi ocalało niewiele. Najpierw zbombardowali ją Niemcy, bo w szkole był upowski szpital. Ocalał jednak nasz dom i murowana obora. Kościół był jedną wielką ruiną, cmentarz tak zarośnięty, że nie odnalazłem w chaszczach żadnego grobu. Nasza chałupa ocalała, bo umieszczono tam ukraińskie sołectwo. Ludność jest napływowa, ale spotkałem trójkę ludzi, którzy pamiętali moich rodziców. Mówili: ”za Polaków to nam było dobrze”. I że podobny jestem do batki. Ja sam, chodząc po tej wsi, myślałem: „Dobrze, że mój ojciec tego wszystkiego nie widzi”.

Chciałem zostawić jakiś polski ślad. Tablicę pamiątkową z nazwiskami pomordowanych, być może na cmentarzu katolickim w Tajkurach. Nie będzie łatwo. Ale uważam to za swoją powinność”. (Małgorzata Gnot, Ślady przeszłości. Jestem z Wołynia. „Kurier Lubelski”, 23 lipca 2003).

Prof. Paweł Misiuna wiernie realizuje „swoją powinność”, utrwalając polskie ślady, polskie dziedzictwo kulturowe na Wołyniu. Nie tylko w medycynie. W rodzinnych Tajkurach był w 1996 i 2010 roku. Co pięć lat w prasie drukuje wspomnienia z tragicznej nocy („nocy rzezi” na Wołyniu z 30 kwietnia na 1 maja 1943 r.) z nazwiskami Polek i Polaków oraz ich rodzin, którzy zostali wtedy zamordowani przez nacjonalistów ukraińskich.

W maju 1943 r., po pogrzebie zamordowanych Polaków, „niemal prosto z cmentarza”, uciekając przed ukraińskimi nacjonalistami, rodzina prof. Pawła Misiuny przeniosła się do Zdołbunowa, gdzie mieszkała przez okres niecałych dwóch lat.

Tu – jak wspomina prof. Paweł Misiuna – „czuliśmy się bezpiecznie, bo stacjonował tam duży garnizon węgierski, który otoczył Polaków opieką. Moja mam dostała nawet w ich kuchni pracę, przynosiła nam stamtąd jedzenie. Wszystkie dzieci zostały zaszczepione w węgierskim ambulatorium. Ja też pracowałem, byłem gońcem na kolei”. (Małgorzata Gnot, Ślady przeszłości. Jestem z Wołynia. „Kurier Lubelski”, 23 lipca 2003).

Gdy zbliżał się front, rodzina państwa Misiunów uciekła do Lwowa. Kiedy „przyszli tam Sowieci”, powróciła – na krótko – do Zdołbunowa, skąd w 1945 r. – w ramach repatriacji – wyjechała do Polski.

Wsiedliśmy do wagonów towarowych, choć trzeba przyznać, że były dobrze przygotowane. I tak jeździliśmy po ziemiach zachodnich, nie wiedząc, gdzie się zatrzymać. (…). W nocy z ósmego na dziewiątego maja zaczęła się potworna strzelanina. Myśleliśmy, że to napad niemieckiego podziemia na pociąg, a okazało się, że to koniec wojny i ruscy strzelali ze wszystkiego, co mieli pod ręką. (…). Dotarła do nas wiadomość, że ciotka zatrzymała się w Chełmie. Wysiedliśmy na pierwszej stacji gdzieś na Śląsku, za pomocą wszelkich możliwych sposobów dotarliśmy do Chełma. Mąż cioci był podoficerem i w jednostce chełmskiej pełnił funkcję zaopatrzeniowca, więc dostał tam służbowe mieszkanie. Odstąpili nam jeden pokój. Po jakimś czasie mama wystarała się o mieszkanie i (…) zamieszkaliśmy przy ulicy Kolejowej. Tata dostał wtedy kiosk gazetowy do prowadzenia. (…). Mama pomagała ojcu (…), a ja z siostrą rozpoczęliśmy naukę w gimnazjum pedagogicznym w tak zwanym trybie przyśpieszonym. W ten sposób zrobiłem drugą i trzecią klasę, a do czwartej poszedłem do liceum Czarnieckiego. Po czwartej klasie zdobyłem tak zwaną małą maturę, a później było już liceum profilowane. Nie miałem zupełnie zainteresowań technicznych czy ścisłych, no może trochę humanistyczne, ale wybrałem kierunek przyrodniczy”. (Od Tajkur, przez Chełm, aż do stołu operacyjnego, „Polska Kurier Lubelski”. Magazyn. Piątek, 19 czerwca 2015, s. III).

Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcące im. S. Czarnieckiego w Chełmie prof. Paweł Misiuna ukończył w 1949 r.

Dwa wydarzenia z okresu uczęszczania prof. Pawła Misiuny do chełmskiego liceum zasługują na uwagę.

Wychowawczynią prof. Pawła Misiuny była dziś już legendarna polonistka, poetka, Zofia Książek (1908- 2015), nazywana przez uczniów Zosią. Legenda o Zofii Książek wciąż trwa i fascynuje kolejne pokolenia czarniecczyków – absolwentów I Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Czarnieckiego w Chełmie. Legenda o jej życiu i pracy nauczycielskiej, o jej bezgranicznej wierze w Boga i miłości do Polski, do ludzi, do jej uczniów i wychowanków. Legenda o jej wierze, nadziei, miłości, niezłomności i patriotyzmie, wrażliwości i dobroci, prawdzie i sprawiedliwości.

Zofia Książek urodziła się, tak jak prof. Paweł Misiuna, na Wołyniu (w Krasiłowie).

Wiele zawdzięczam jej i profesorowi Kosibie” (Kosiba Ferdynand Tadeusz [1912-1970], nauczyciel historii i geografii – przyp. zwo) – powie w rozmowie ze mną prof. Paweł Misiuna.

Zofia Książek prowadziła w szkole od 1947 r. Teatr im. Aleksandra Fredry.

W 2006 r. dokonałem obszernego wyboru i opracowałem wiersze Zofii Książek pt. Wszystko było Prawdą, wszystko jest Prawdą (wydanie sfinansowała jej była uczennica, absolwentka liceum, Anna Wepa-Pinter). We Wstępie do tej niezwykłej książki (jej autorka miała wówczas 98 lat) napisałem: „Wśród licznych wspomnień absolwentów, niezwykle charakterystyczne i ważne, wciąż mało doceniane, są wypowiedzi, które mówią o pracy Zofii Książek jako reżysera teatru szkolnego” (Zofia Książek, Wszystko było Prawdą, wszystko jest Prawdą. Wybór, opracowanie, wstęp Zbigniew Waldemar Okoń. Chełm 2006, s.15).

Zacytowałem też fragment wspomnień (jednych z wielu) Stanisława Podlewskiego, rówieśnika prof. Pawła Misiuny z lat, gdy obaj byli uczniami Zofii Książek:

Ze wzruszeniem i dumą wspominam te tygodnie spędzone w teatrze szkolnym, z mądrymi i utalentowanymi kolegami i kochaną reżyserką, mecenasem i duszą artystyczną przedsięwzięć – panią profesor Zofią Książek” (Zofia Książek, Wszystko było Prawdą, wszystko jest Prawdą. Wybór, opracowanie, wstęp Zbigniew Waldemar Okoń. Chełm 2006, s. 17).

Jednym z tych „mądrych i utalentowanych kolegów” był prof. Paweł Misiuna, którego tak wspominał Stanisław Podlewski:

„Nasi profesorowie-poloniści mieli dobre oko i wiele wyczucia w wyławianiu najzdolniejszych. Jako doskonali deklamatorzy występują wtedy: Henio Dybalski, Paweł Misiuna, Stachu Kurman (…). To oni stanowili właśnie trzon powstałego w 1947 r. teatru szkolnego. Wielka była siła ekspresji w tym, co mówili nasi koledzy, a wykonanie Wielkiej Improwizacji A. Mickiewicza przez Pawła Misiunę uważam do dziś za jedno z najlepszych, jakie słyszałem” (Zofia Książek, Wszystko było Prawdą, wszystko jest Prawdą. Wybór, opracowanie, wstęp Zbigniew Waldemar Okoń. Chełm 2006, s. 16).

W 2018 r. na pytanie Anny Guzowskiej: „Czy to prawda, że miał Pan być księdzem?”, prof. Paweł Misiuna odpowiedział:

Tak to prawda. Moja Mama, kiedy jeszcze mieszkaliśmy na Wołyniu wychowywała mnie na księdza (…). W Liceum Stefana Czarnieckiego zdałem maturę i myślałem, co dalej. Interesowała mnie polityka, brałem pod uwagę Wydział Konsularno-Dyplomatyczny na Uniwersytecie Warszawskim, ostatecznie jednak ojciec mi powiedział, że wybór tej drogi może być ryzykowny. Próbowałem też sił na kursie aktorskim u Zelwerowicza. Widząc jednak, jak wygląda artystyczne życie, które nie bardzo mi pasowało, uznałem, że to nie moja droga”. (Profesor Paweł Misiuna. Czuję się chirurgiem spełnionym. Rozmawiała Anna Guzowska. „Alma Mater” Nr 2(107) Rok XXVIII, kwiecień-czerwiec 2018, s. 60).

 W Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącym im. S. Czarnieckiego w Chełmie prof. Paweł Misiuna spotkał miłość swojego życia.

Poznali się – to relacja prof. Pawła Misiuny – „w całkiem ciekawych okolicznościach. Ona uczyła się w gimnazjum żeńskim imienia Królowej Jadwigi, gdzie dyrektorką była pani Farbiszewska i na dziewczęta z tej szkoły mówiło się Farbiszanki. Diwa Goworek, moja przyszła żona, była przewodniczącą samorządu szkolnego, ja zaś zbytnio się nie udzielałem, ale przyszedł taki moment, że musiałem. Do naszej szkoły przyjechał z wykładem Gustaw Morcinek, więc nauczyciel pan Sarbinowski wytłumaczył mi, że ktoś od Farbiszanek wręczy po wykładzie Morcinkowi kwiaty, a ja mam mu podziękować. (…). Zanim wszystko się rozpoczęło, podeszła do mnie pani Farbiszewska z uczennicą, przedstawiła nas sobie i powiedziała, że wspólnie podziękujemy Morcinkowi. To była właśnie Diwa (…). Pamiętam, że urzekły mnie jej niewiarygodnie piękne nogi. Zaczęliśmy się spotykać, a później samo wszystko się jakoś ułożyło”.

Morcinek mówił tak ciekawie, że się zasłuchałem i zapomniałem o zmianie mojej mowy (przygotowanej wcześniej – przyp. zwo). W końcu poszliśmy podziękować i palnąłem ogromne głupstwo, ale jak to z gafami bywa, zorientowałem się po fakcie. Wchodzę i mówię: – Mistrzu…i tak dalej …, życzymy, żeby mistrz pisał lepsze książki niż do tej pory. Taka gafa! Uciekłem stamtąd jak najszybciej. Diwa wręczyła kwiaty i natychmiast poszła w moje ślady. Później nasze drogi się rozeszły w tym sensie, że ja pojechałem do Lublina, a Diwa wybrała Politechnikę Warszawską, Wydział Chemii, ze specjalnością materiały wybuchowe”. (Od Tajkur, przez Chełm, aż do stołu operacyjnego, „Polska Kurier Lubelski”. Magazyn. Piątek, 19 czerwca 2015, s. III).

Paweł Misiuna i Diwa Goworek związek małżeński zawarli „po drugim roku studiów”. „Rodzice (…) byli przeciwni – wspomina, jak zwykle ze swadą i humorem, prof. Paweł Misiuna. – Dosłownie krzyk był z jednej i drugiej strony. Że nie skończyliśmy studiów, że zaraz będzie dziecko i tak dalej, ale postawiliśmy na swoim, a córka urodziła się dopiero, jak żona skończyła studia. (…).

Wtedy po studiach dostawało się przydział pracy. Ja nie miałem problemu, bo pracowałem już w Akademii Medycznej, ale Diwa dostała przydział do fabryki prochu w Pionkach. Powiem szczerze, że ta praca była dość „rozrywkowa”. Co jakiś czas żona opowiadała, że właśnie był kolejny wybuch w fabryce. Miałem dość, bo chciałem mieć całą i zdrową żonę. W końcu udało jej się przenieść do fabryki w Świdniku, ale nie wytrzymała tam długo, bo była odpowiedzialna za przyjmowanie materiałów, które przyjeżdżały w wagonach ze Związku Radzieckiego. Oczywiście zawsze się coś nie zgadzało. Jeden wielki bałagan, a do tego pełno radzieckich „doradców”. Zrezygnowała, choć płacili doskonale. Pojechała do Warszawy i tam udało jej się zwolnić z nakazu pracy i dostała pracę w Zakładzie Chemii Ogólnej”. (Od Tajkur, przez Chełm, aż do stołu operacyjnego, „Polska Kurier Lubelski”. Magazyn. Piątek, 19 czerwca 2015, s. III).

Wróćmy jednak do roku 1949. Prof. Paweł Misiuna zdał właśnie na medycynę, która wtedy była jeszcze jednym z wydziałów Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Studia lekarskie ukończył w 1954 r. w Akademii Medycznej w Lublinie na Wydziale Lekarskim. Od 1 września 1951 r. pracował, pełniąc obowiązki młodszego asystenta, w Zakładzie Anatomii Prawidłowej Człowieka, kierowanym przez prof. dr. M. Stelmasiaka, którą to pracę otrzymał jako jeden z najlepszych studentów.

Pozwoliło mi to usamodzielnić się finansowo. Od razu jednak zorientowałem się, że anatomem na pewno nie będę. Zdecydowałem, że muszę mieć konkretny zawód i potraktowałem anatomię jako podbudowę pod chirurgię” (Profesor Paweł Misiuna. Czuję się chirurgiem spełnionym. Rozmawiała Anna Guzowska. „Alma Mater” Nr 2(107) Rok XXVIII, kwiecień-czerwiec 2018, s. 60).

1 września 1952 r. został służbowo przeniesiony do tworzonego w Akademii Medycznej Zakładu Farmakologii Wydziału Lekarskiego.

Tak o tym – ze swadą, z humorem – opowiadał w cytowanym tu już wielokrotnie wywiadzie z Anną Guzowską:

Powiedziałem, że mnie to zupełnie nie odpowiada, miałem inne plany, mimo tego zostałem przeniesiony. Katedra Farmakologii mieściła się w dwóch pokojach (…), zajęć jednak nie było, mogłem się tam uczyć, ale po pół roku ten stan mi się znudził. Poszedłem do rektora, wówczas już Akademii Medycznej, profesora Feliksa Skubiszewskiego i powiedziałem uczciwie, że ja uprawiam sabotaż – biorę pieniądze a nic nie robię. Zapytał, co chcę robić. Odpowiedziałem, że chcę być chirurgiem. 1 marca 1953 roku przeszedłem do II Kliniki Chirurgii Ogólnej jako student czwartego roku i tak zacząłem tam pracę (jako zastępca asystenta – przypis zwo) – od razu chirurgia mi się spodobała, to było to” (Profesor Paweł Misiuna. Czuję się chirurgiem spełnionym. Rozmawiała A. Guzowska. „Alma Mater” Nr 2(107) Rok XXVIII, kwiecień-czerwiec 2018, s. 59-60).

W 1957 uzyskał I stopień specjalizacji. Pełne wykształcenie z II stopniem specjalizacji z chirurgii ogólnej zdobył w 1962 r. pod kierunkiem profesora Feliksa Skubiszewskiego. W 1963 r., po obronie pracy pt. „Badania nad procesem wgajania się protez naczyniowych”, Rada Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Lublinie nadała mu tytuł doktora nauk medycznych. Tytuł doktora habilitowanego nauk medycznych otrzymał w 1969 r. na podstawie oceny dorobku naukowego i rozprawy habilitacyjnej pt. „Odtwarzanie szyjnego odcinka przełyku za pomocą protez i uzyskanych przeszczepów jelitowych”. 17 września 1982 r. Rada Państwa nadała mu tytuł profesora nadzwyczajnego nauk medycznych. Tytuł profesora zwyczajnego nauk medycznych otrzymał w 1990 r.

W 1963 r. Minister Zdrowia i Opieki Społecznej powołał go na Zastępcę Rzecznika Dobra Służby Zdrowia przy Okręgowej Komisji Kontroli Zawodowej Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie. Funkcję tę prof. Paweł Misiuna pełnił przez kilkanaście lat.

1 czerwca 1971 r. utworzony został w Lublinie Instytut Chirurgii Akademii Medycznej, a w jego ramach Klinika Chirurgii Naczyń. Prof. Paweł Misiuna powołany został na stanowisko kierownika Kliniki Chirurgii Naczyń, którą zorganizował od podstaw. Gdy po dziesięciu latach, 15 października 1980 r., przekazywał jej kierownictwo docentowi Jerzemu Michalakowi, Klinika Chirurgii Naczyń była jedyną specjalistyczną jednostką w regionie południowo-wschodnim pełniącą permanentnie ostry dyżur dla nagłych przypadków z zakresu chirurgii naczyniowej. Wykonywany był tu pełny zakres operacji objętych chirurgią naczyniową, tj. operacje na układzie tętniczym, żylnym i limfatycznym. Klinika uczestniczyła też w realizacji programu dotyczącego raka żołądka.

Będąc kierownikiem Klinika Chirurgii Naczyń, od 1 czerwca 1971 r. prof. Paweł Misiuna pełnił jednocześnie obowiązki zastępcy dyrektora Instytutu Chirurgii do spraw dydaktyczno-wychowawczych w poszczególnych jednostkach Instytutu. Ze stanowiska tego zrezygnował w 1988 r.

W 1973 r. – przez jedną kadencję (1 III 1973 – 31 VIII 1975) – prof. Paweł Misiuna był prorektorem d/s szkolenia podyplomowego Akademii Medycznej w Lublinie. Opracował wówczas w porozumieniu z Wydziałem Zdrowia Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie jednolity system szkolenia podyplomowego dla całego regionu z przystosowaniem tego system szkolenia do poszczególnych dyscyplin.

Pracą dydaktyczną ze studentami zajmował się od 1 września 1950 r. Prowadził zajęcia z anatomii prawidłowej człowieka, farmakologii i chirurgii ogólnej. Od 1971 r. do 1980 r. prowadził wykłady, seminaria i ćwiczenia z dziedziny chorób i chirurgii naczyń. Od 1980 r. ponownie zajął się nauczaniem chirurgii ogólnej studentów Wydziału Lekarskiego i Oddziału Stomatologicznego.

W latach 1976 – 1980 był kierownikiem naukowym i wykładowcą corocznych kursów szkoleniowych dla chirurgów z zakresu chorób układu żylnego i chłonnego, prowadzonych w ramach centralnego szkolenia podyplomowego. Szkolił chirurgów z makroregionu południowo-wschodniego w zakresie chirurgii naczyniowej. Jako specjalista wojewódzki przewodniczył komisjom egzaminacyjnym na pierwszy stopień specjalizacji oraz uczestniczył w egzaminach na stopień drugi.

15 października 1980 r. Rada Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Lublinie, w tajnym głosowaniu, po wygraniu konkursu przez prof. Pawła Misiunę, wybrała go na kierownika II Kliniki Chirurgii Ogólnej, którą kierował do przejścia na emeryturę, tj. do 30 września 1998 r.

Pod jego kierownictwem dokonano istotnych zmian w organizacji pracy kliniki, m. in. rozszerzony został zakres wykonywanych zabiegów, powiększono dwukrotnie zespół lekarzy – nauczycieli akademickich.

Przeprowadzono remont Kliniki, w wyniku którego powiększono blok operacyjny (trzy sale czyste plus sala na ostry dyżur); utworzono 5-łóżkowy oddział intensywnego nadzoru pooperacyjnego; diagnostyczno-zabiegową pracownię endoskopową (w której pracował 3-osobowy zespół chirurgów endoskopistów); pracownię diagnostyki ultrasonograficznej (pracował w niej 3-osobowy zespół chirurgów wyszkolonych w ultrasonografii); pracownię diagnostyki nowotworowych chorób przełyku (kierował nią dr G. Wallner); laboratorium biochemiczne do badań naukowych prowadzonych w klinice.

Przygotowany też został zespół do wykonywania w klinice operacji laparoskopowych, który tą metodą wykonywał operacje w obrębie jamy brzusznej i klatki piersiowej na nowoczesnym, otrzymanym z Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej zestawie do chirurgii laparoskopowej.

Od 1992 r. prof. Paweł Misiuna był koordynatorem ogólnopolskiego programu badawczego pt. „Możliwości rozpoznawania i wyników leczenia raka piersiowego odcinka przełyku”, zatwierdzonego i finansowanego przez Komisję Badań Naukowych.

W latach 1975-1996 był specjalistą wojewódzkim w Województwie Lubelskim d/s chirurgii, przewodnicząc przez kilkanaście lat zespołowi specjalistów wojewódzkich.

Od 1 stycznia 1996 r. był specjalistą regionalnym, obejmując nadzorem specjalistycznym województwa: Lubelskie, Chełmskie, Zamojskie, Bialskopodlaskie, Radomskie i Tarnobrzeskie.

W czasie pracy zawodowej – w ramach wymiany naukowej – prof. Paweł Misiuna przebywał w kilkudziesięciu ośrodkach naukowych w kraju i zagranicą. Celem tej wymiany były zapoznawanie się i pogłębianie takich zagadnień, jak np. diagnostyka i leczenie chirurgiczne różnych chorób przełyku, postępy w zakresie chirurgii naczyń krwionośnych i układu limfatycznego, profilaktyka i leczenie powikłań zakrzepowo-zatorowych w okresie pooperacyjnym, profilaktyka zakażeń ran pooperacyjnych i zwalczanie zakażeń wewnątrzszpitalnych, chirurgia wątroby, wczesna diagnostyka i leczenie nowotworów przewodu pokarmowego, ostre i przewlekłe zapalenie trzustki, zapoznanie się i opanowanie nowych technik chirurgicznych, jak zastosowanie staplerów, chirurgia laparoskopowa.

Prof. Paweł Misiuna biegle włada językami angielskim, rosyjskim i ukraińskim, a także w stopniu podstawowym językiem węgierskim.

Z długiej list klinik i profesorów, z którymi współpracował prof. Paweł Misiuna, wypisuję tylko niektóre kliniki i nazwiska profesorów z Polski i zagranicy (nazwiska profesorów i lata współpracy podaję w nawiasach) :

Klinika Chirurgiczna SDL w Warszawie (prof. Dryjski, 1963), III Klinika Chirurgiczna we Wrocławiu (prof. Jezioro, 1965), Klinika Chirurgii Klatki Piersiowej, Serca i Naczyń w Poznaniu (prof. Piskorz, 1975), Naukowo-Badawczy Instytut Chirurgii Ministerstwa Zdrowia ZSRR w Moskwie (prof. Pietrowskij, 1960), Instytut Chirurgii im. Wiszniewskiego w Moskwie (prof. Wiszniewskij jr, 1960), Instytut Torakochirurgii w Moskwie (prof. Bakulew, 1960), Instytut Doraźnej Pomocy im. Sklifosowskiego w Moskwie (prof. prof. Pietrow, Androsow), Klinika Chirurgiczna Instytutu Medycznego w Leningradzie (prof. prof. Ugłow, Kolesow, 1960), Westminster Hospital w Londynie (prof. Ellis, 1970, 1973, 1975, 1980, 1982, 1986), St Bartholomew’s Hospital w Londynie (prof. Taylor, Mr Birnstingl, 1970, 1973, 1975), St. Mary’ s Hospital w Londynie (Mr Eastcott, 1970, 1973, 1975, 1980), St Thomas’s Hospital w Londynie (prof. Kinmonth, 1975, 1980), Hammersmith w Londynie (Mr Jamieson, 1975), King’s Cross Hospital w Londynie (prof. Kakkar, 1980), Klinika Chirurgiczna w Edynburgu (Mr Harper, 1075), Klinika Chirurgiczna w Aberdeen (Mr Edwards, 1975), Klinika Grosshadern w Monachium (prof. Klinner, 1978), Instytut Chirurgii w Erlangen (prof. prof. von der Emde, Gall, 1978, 1983, 1986), London Hospital (Mr Erlam, 1986), Limoges, Francja (prof. Cubertaufound, 1990), Kanazawa, Japonia (prof. Mai, 1992).

Najbardziej ceniłem chirurgię niemiecką i japońską – stwierdził prof. Paweł Misiuna w rozmowie z Anną Guzowską. – Z Japończykami spotykaliśmy się co dwa lata, raz w Polsce, raz w Japonii, ceniłem ich za cierpliwość, dokładność i pracowitość. To też jest niezbędne w tej pracy. Poza japońską, najbliżej perfekcji była niemiecka szkoła, dużo nauczyłem się też w Anglii i Francji, tam również poznałem swoich mistrzów”. (Profesor Paweł Misiuna. Czuję się chirurgiem spełnionym. Rozmawiała A. Guzowska. „Alma Mater” Nr 2(107) Rok XXVIII, kwiecień-czerwiec 2018, s. 61-62).

W opublikowanym 15 września 2011 r. artykule pt. „Mój staż w Lublinie”, doktor medycyny Leonid Pastryk, wówczas prezes Koła Lekarzy przy Stowarzyszeniu Kultury Polskiej na Wołyniu im. Ewy Felińskiej, napisał:

Wybitny ślad w historii Kliniki pozostawił profesor Paweł Misiuna (…) który (…) osobiście wniósł znaczący wkład w rozwój ośrodka, służby chirurgicznej i nawiązanie współpracy między chirurgami polskimi a ukraińskimi”.

W czasie pracy zawodowej główna problematyka naukowa, badania i zainteresowania naukowe prof. Pawła Misiuny dotyczyły:

*w Klinice Chirurgii Naczyń:

chirurgii rekonstrukcyjnej układu tętniczego, zespołu uciskowego piersiowo-barkowego,nadciśnienia naczyniowo-nerkowego, leczenia trombolitycznego ostrych stanów zakrzepowych, zespołu pozakrzepowego oraz obrzęku limfatycznego, możliwości chirurgicznego leczenia patologicznej otyłości przy zastosowaniu różnych metod operacyjnych wdrażanych wówczas do praktyki klinicznej”.

*w Klinice Chirurgii Ogólnej:

patologii leczenia przełyku, głównie zaburzeń czynnościowych tego odcinka przewodu pokarmowego. Wyrazem tego były badania i publikacje związane z chorobą refluksową i jej powikłaniami a przede wszystkim z przełykiem Barrett’a. W ramach tej problematyki zrealizowany został program badawczy pt. „Badania nad zachowaniem się zmian zapalnych w błonie śluzowej przełyku na tle zarzucania z uwzględnieniem ryzyka karcinogenezy”, zatwierdzony przez Komisję Badań Naukowych.

Przeglądam maszynopis pt. Informacja o dorobku naukowym, dydaktycznym i organizacyjnym prof. Pawła Misiuny”, który prof. Paweł Misiuna udostępnił mi podczas naszego spotkania w Lublinie. Odnoszę wrażenie, że skromniej, oszczędniej i prościej, uwzględniając medyczną terminologię naukową, nie można było już go napisać.

Jednym z głównych problemów moich zainteresowań naukowych w okresie pracy w Klinice Chirurgii Naczyń – czytam – była ocena stopnia zaburzeń w ukrwieniu kończyn dolnych w chorobach naczyniowych. Prace z tego zakresu dotyczyły zastosowania nowych metod badawczych, takich jak pomiary ciśnienia skurczowego w tętnicach obwodowych za pomocą ultradźwięków oraz określenia ciśnienia krwi w skórze w oparciu o metodę pomiarów izotopowych. Uzyskane wyniki pozwoliły na bardziej wnikliwą ocenę stopnia zaburzeń w ukrwieniu kończy, a w związku z tym na podjęcie bardziej zobiektywizowanej decyzji co do metody leczniczej: zachowawczej, operacyjnej (w sensie operacji naprawczej, poprawiającej stan ukrwienia kończyny) lub też decyzji o odjęciu kończyny, przy czym badania powyższe stworzyły możliwość bardziej dokładnego poziomu odjęcia z punktu widzenia możliwości zagojenia się kikuta. Na podstawie między innymi tych prac, prowadzonych częściowo w ramach problemu resortowego MZ-IVb, koordynowanego przez prof. dr M. Weissa, opracowane zostały praktyczne zalecenia dotyczące kwalifikacji chorych naczyniowych do odpowiedniej metody postępowania leczniczego”.

Drugim problemem – konkludował prof. Paweł Misiuna – „było zagadnienie związane z chirurgicznym leczeniem nadciśnienia naczyniowo-nerkowego. Część prac z tego zakresu dotyczyła doskonalenia techniki operacyjnej, co w przypadku operacji na naczyniach nerkowych jest bardzo istotne, gdyż z jednej strony warunki techniczne wykonania operacji są trudne, a z drugiej – wszelkie niedoskonałości w przeprowadzeniu operacji prowadzą do wczesnych lub późnych powikłań i braku efektów leczniczych. Wybrana ostatecznie metoda udrażniania tętnic nerkowych drogą przezaortalnego wynicowania okazała się w naszych warunkach najodpowiedniejsza. Potwierdziły to uzyskane wyniki ogólne”.

Jako trzeci główny problem swoich prac naukowych z tego okresu prof. Paweł Misiuna wskazał „chirurgiczne leczenie zaburzeń w gospodarce lipidowej (hiperlipidemia) w aspekcie zapobiegania rozwojowi procesu miażdżycowego lub też zatrzymania tego procesu. W oparciu o prace doświadczalne udowodniono, że wyłączenie 1/3 dalszej jelita cienkiego z pasażu treści pokarmowej normalizuje podwyższone wartości lipidów w surowicy krwi, co w sposób ewidentny zapobiega rozwojowi miażdżycy doświadczalnej w tętnicach. Zastosowanie tej metody w klinice u chorych z hiperlipidemią prowadziło do normalizacji gospodarki lipidowej, co pozwala przypuszczać, że zmniejszy to ryzyko szybkiego rozwoju miażdżycy u tych chorych. Dalsze badania doświadczalne, wykorzystujące inne metody operacyjne (połączenia portokawalne) rzuciły nowe światło na problem gospodarki lipidowe w ustroju”.

Wiele publikacji prof. Pawła Misiuny z okresu, gdy kierował Klinikami Chirurgii Naczyń, dotyczyło zagadnień ostrego niedokrwienia kończyn ze szczególnym uwzględnieniem zatorów tętniczych jako najczęstszej przyczyny powodującej ten stan. W wyniku tych prac określone zostały zasady postępowania leczniczego, profilaktyki przed następnymi zatorami. W jednej z tych publikacji prof. Paweł Misiuna prześledził „wczesne i późne losy chorych, u których nastąpił zator tętniczy”.

Prof. Paweł Misiuna jest autorem rozdziału pt. „Zespół pozakrzepowy” w zbiorowym, monumentalnym dziele polskiej medycyny pt. „Choroby naczyń”, wydanym pod redakcją prof. Rykowskiego.

W 1990 r. prof. Paweł Misiuna jako współtwórca preparatu do obliteracji przewodów trzustkowych i naczyń otrzymał świadectwo autorskie o dokonaniu wynalazku (patent).

Prof. Paweł Misiuna wypromował siedemnastu doktorów nauk medycznych, jest patronem pięciu przewodów habilitacyjnych jego uczniów, późniejszych profesorów: Grzegorza Wallnera, Wojciecha Polkowskiego, Jerzego Michalaka, Andrzeja Dąbrowskiego; Andrzej Sory – piaty habilitant- zmarł przedwcześnie w czasie dyżuru. .

Prof. Paweł Misiuna jest członkiem kilkunastu towarzystw naukowych krajowych i międzynarodowych, w tym m. in. Towarzystwa Chirurgów Polskich, Polskiego Towarzystwa Gastroenterologicznego, Międzynarodowego Towarzystwa Chirurgicznego (ISS), Międzynarodowego Towarzystwa Chorób Przełyku (ISDE), Międzynarodowego Klubu Gastrologiczno-Chirurgicznego (IGSC), Japan-Poland Society for Exchange in Surgery.

Do Towarzystwa Chirurgów Polskich prof. Paweł Misiuna został przyjęty w 1957 r., po uzyskaniu I stopnia specjalizacji z chirurgii ogólnej. Do dzisiaj jest czynnym członkiem tego Towarzystwa: m. in. w 1989 r. został wybrany na nowoutworzoną funkcję prezesa elekta, a w latach 1991-1993 był prezesem Towarzystwa Chirurgów Polskich, uczestniczył we wszystkich jego zjazdach. Jest członkiem honorowym Towarzystwa Chirurgów Polskich (1999), Polskiego Towarzystwo Chirurgii Onkologicznej (2009) oraz Lwowskiego Oddziału Ukraińskiego Towarzystwa Chirurgii (2016).

Przez wiele lat był członkiem Zarządu Oddziału Lubelskiego Towarzystwa Chirurgów Polskich. W 1972 r. współorganizował w Lublinie 46 Zjazd Towarzystwa Chirurgów Polskich, a w 1976 r. XVI Zjazd Sekcji Chirurgii Klatki Piersiowej, Serca i Naczyń

W 1993 r. przewodniczył Komitetowi Organizacyjnemu 56 Zjazdu Towarzystwa Chirurgów Polskich, który odbył się w Lublinie. Za swą działalność w Towarzystwie Chirurgów Polskich otrzymał Brązowy, Srebrny i ostatnio Złoty Medal im. Ludwika Rydygiera (2017).

Przez wiele lat był członkiem redakcji „Polskiego Przeglądu Chirurgicznego” i „Acta Endoskopica” oraz stałym członkiem Komisji Naukowej „Eurosurgery”.

Na dorobek naukowy prof. Pawła Misiuny składa się ponad 200 publikacji oryginalnych w czasopismach polskich i zagranicznych, 49 publikacji w pamiętnikach zjazdowych krajowych i międzynarodowych, 11 publikacji książkowych i encyklopedycznych oraz 11 rozdziałów w publikacjach książkowych. Pod jego redakcją opublikowano monografię „Choroba refluksowa przełyku” (Fundacja „Polski Przegląd Chirurgiczny” 1999).

Za pracę i osiągnięcia naukowe oraz działalność społeczną i organizacyjną otrzymał kilkadziesiąt wyróżnień, nagród i odznaczeń państwowych, regionalnych i uczelnianych. Spośród nich najbardziej ceni nagrodę Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej, otrzymaną w 1996 r. za wybitne osiągnięcia w chirurgii nowotworów przełyku.

Jestem w mieszkaniu prof. Pawła Misiuny w Lublinie, w małym, skromnym pokoiku, pijemy herbatę jemy bardzo smaczny sernik, rozmawiamy o pracy Profesora, o medycynie, o Tajkurach i Wołyniu, o Chełmie i o I Liceum Ogólnokształcącym im. Stefana Czarnieckiego, którego obaj jesteśmy absolwentami, o zjazdach absolwentów tego liceum, w których prof. Paweł Misiuna zawsze uczestniczy.

Prof. Paweł Misiuna pokazuje mi książkę Romualda Wernika pt. „TAJKURY wioska która była miastem”. Autor kończy ją wyznaniem:

„Niech ta skromna praca będzie moją grudką ziemi, której nie mogłem rzucić na trumny znanych mi ludzi, którzy skonali w niezasłużonych męczarniach. Pod względem ilości wymordowanych w czasie ubiegłej wojny obywateli polskich, Ukraińcy zajmują drugie miejsce po Niemcach, przed Rosjanami, natomiast pierwsze pod względem okrucieństw w czasie mordów stosowanych. Wśród zamordowanych w Tajkurach znalazła się Franciszka Słotwińska (c. Wincentego Marciniaka i Marianny z Gajewskich – przyp. Zwo). Miała sto lat i była zapewne wielką przeszkodą w odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości”. (Romuald Wernik, „ TAJKURY wioska która była miastem”. Caldra House Ltd. Londyn 1997, s.99).

Franciszka Słowińska była prababcią prof. Pawła Misiuny.

Gdzieś w głowie, w głębi serca, kołacze mi się myśl: „Ilu ludzi od śmierci, bólu, cierpienia – uratował prof. Paweł Misiuna? Ilu ludziom przywrócił nadzieję na zdrowie i dalsze życie?”

Nie zadaję Profesorowi tego pytania – przypominają mi się słowa, z którymi Polski Papież Jan Paweł II w lipcu 2000 r. zwrócił się do lekarzy katolickich na międzynarodowym kongresie w Rzymie, obradującym na temat ”Medycyna a prawa człowieka”:

Wykonując swoją pracę pełnicie na co dzień szlachetną służbę na rzecz życia. Wasze lekarskie powołanie sprawia, że każdego dnia stykacie się z tajemniczą i zdumiewającą rzeczywistością ludzkiego życia i dzielicie z licznymi braćmi i siostrami ciężar ich cierpień i ich nadzieje. Trwajcie w tej ofiarnej służbie, otaczając szczególną troską starców, chorych i niepełnosprawnych.

(…) W waszej pracy nie wystarcza sama terapia medyczna i środki techniczne, nawet jeśli są stosowane z wzorową kompetencją zawodową. Potrzebna jest umiejętność ofiarowania choremu także owego szczególnego lekarstwa duchowego, którym jest autentyczna, serdeczna relacja międzyludzka. To ono jest w stanie na nowo rozbudzić w pacjencie miłość do życia, skłaniając go do walki o nie i uzdalniając do wewnętrznego wysiłku, który czasem jest decydującym warunkiem wyzdrowienia”.

Prof. dr hab. nauk medycznych Paweł Misiuna – chirurg spełniony, Mistrz i nestor lubelskich chirurgów, wykonując swoją pracę pełnił na co dzień szlachetną służbę na rzecz życia. Jego lekarskie powołanie sprawiało, że każdego dnia stykał się z tajemniczą i zdumiewającą rzeczywistością ludzkiego życia i dzielił z licznymi braćmi i siostrami ciężar ich cierpień i ich nadzieje. Trwał w tej ofiarnej służbie, otaczając szczególną troską starców, chorych i niepełnosprawnych.

Terapię medyczną i środki techniczne, (…) stosował z wzorową kompetencją zawodową. Posiadał umiejętność ofiarowania choremu także owego szczególnego lekarstwa duchowego, którym jest autentyczna, serdeczna relacja międzyludzka. To ono (…) na nowo rozbudzało w pacjentach miłość do życia, skłaniając ich do walki o nie i uzdalniając do wewnętrznego wysiłku, który czasem był decydującym warunkiem wyzdrowienia”.

To on niesie każdego dnia (…) ciężar cierpień i (…) nadzieje około pół miliona Polaków pomordowanych przez ukraińskich nacjonalistów na Kresach Wschodnich w czasie II wojny światowej. Trwa w tej ofiarnej służbie, otaczając szczególną pamięcią pomordowanych w Tajkurach, na Wołyniu, na jego ziemi rodzinnej.

Jan Paweł II w liście skierowanym do zwierzchników kościołów w Polsce i Ukrainie napisał: W 60 lat od tamtych smutnych wydarzeń w sercach większości Polaków i Ukraińców utwierdza się coraz bardziej potrzeba głębokiego rachunku sumienia.

Prof. Paweł Misiuna, wygnaniec „stamtąd” (określenie Małgorzaty Gnot), z Tajkur, Zdołbunowa i Lwowa pozostał wierny papieskiemu przesłaniu.

Niech więc słowa Papieża Polaka Jana Pawła II w sercach większości Polaków i Ukraińców utwierdzają (…) coraz bardziej potrzebę głębokiego rachunku sumienia i doprowadzą, dzięki działalności takich Polaków jak prof. Paweł Misiuna, do „zakończenia tego konfliktu”, a chirurdzy z lwowskich klinik, żeby już nigdy nie odpowiadali prof. Pawłowi Misiunie, i innym polskim uczonym, wypędzonym „stamtąd”: ”zawtra”, a potem posle zawtra…, gdy ci zapragną odwiedzić Tajkury, Zdołbunow, Wołyń – swoją ziemię rodzinną, ziemię rodzinną ich matek i ojców, odwieczną ojcowiznę ich przodków.

Poprzedni artykułCo nas czeka – ład czy bezład międzynarodowy?
Następny artykułPrawda i fałsz: przykład Katynia
Zbigniew Waldemar Okoń
Zbigniew Waldemar Okoń - pisarz, animator kultury, regionalista. Ukończył filologię polską na UMCS w Lublinie (1968) oraz 3-letnie studia podyplomowe na Uniwersytecie Warszawskim (1991). Dyrektor Zasadniczej Szkoły Zawodowej (1969-1974), wizytator Kuratorium Oświaty i Wychowania (1975), dyrektor Wojewódzkiego Domu Kultury w Chełmie (1975-1987), wicedyrektor d/s naukowych i konserwatorskich Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie (1987-1991), nauczyciel dyplomowany szkół chełmskich (1982-1989, 1991-2002). Od 2003 roku na emeryturze. Redaktor naczelny studenckiego, ogólnopolskiego, naukowego pisma „Językoznawca” (1965-1968), współzałożyciel i wiceprzewodniczący Studenckiej Grupy Literackiej „Kontrapunkty” w Lublinie (1965-1968). Współredaktor „Ziemi Chełmskiej” oraz wydawnictw poświęconych chełmskiemu szkolnictwu (1968-2005). Członek Grupy Literackiej „Pryzmaty” w Chełmie (1969-1990, przewodniczący 1983-1990), Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Chełmskiej (sekretarz Zarządu 1975-1987). Lubelskiego Oddziału Związku Literatów Polskich (1984-, wiceprezes Oddziału 2006-2010, przewodniczący Komisji Rewizyjnej Oddziału 2010-,). Debiutował w „Ziemi Chełmskiej” (1962). Autor 7 tomów poetyckich, 1 powieści, 11 monografii twórców i regionalistów chełmskich.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here