Postawa Jana Pawła II wobec pedofilii w Kościele katolickim

2
José Cruz/Abr - Agência Brasil, CC BY 3.0 br

„Walcząc z pedofilią w kościelnych szeregach, trzej ostatni papieże stosowali różne taktyki. Jan Paweł II używał kropidła, które nic nie pomogło, Benedykt XVI miotły, którą złamał, a Franciszek zębów, które sobie łamie”.

To cytat z bardzo interesującego artykułu profesora Arkadiusza Stempina* poświęconego głównie postawie papieża Jana Pawła II wobec pedofilii w Kościele. Autor jest politologiem, historykiem, watykanistą, profesorem WSE w Krakowie im. Księdza Józefa Tischnera i Uniwersytetu we Freiburgu.

Czytaj też: 

Na początku 1983 roku do biura ojca Thomasa Doyle’a – dominikanina pracującego w nuncjaturze w Waszyngtonie od 1981 r. – przyszło pismo prałata Alexandra Larroque, zastępcy biskupa diecezji Lafayette w Louisianie. W swoim liście informuje o tym, że jego przełożony, biskup ordynariusz, Harry Flynn, był zmuszony zawrzeć poufne porozumienia z kilkoma rodzinami, których dzieci były ofiarami molestowania przez wielebnego Gilberta Gauthe. Biskup Harry Flynn, zamiast wyrzucić go z Kościoła i poinformować o tym władze kościelne, przenosił go z parafii do parafii. Skutkiem takiego postępowania była konieczność „wykupienia” przez biskupa milczenia rodziców sześciu ofiar za cenę kilkuset tysięcy dolarów od każdego dziecka. W zamian za to każda z rodzin musiała podpisać dokument, który zwalniał z odpowiedzialności biskupa i jego zwierzchników – od arcybiskupa Nowego Orleanu, poprzez papieskiego nuncjusza w USA, aż do samego papieża. Jednak jedna rodzina odstąpiła od ugody i wystąpiła z pozwem do sądu. Podobne informacje trafiły na biurko w nuncjaturze z diecezji Providence.

Po tych niepokojących doniesieniach ojciec Doyle sporządził 35. stronicowy raport, w którym zamieścił szczegóły przestępstw, nazwiska ofiar i sprawców, wyniki testów medycznych i potwierdzenie tuszowania pedofilii przez biskupa. Nuncjusz apostolski pominął watykański Sekretariat Stanu i dokument wraz ze swoją pieczęcią wręczył kardynałowi Johnowi Krolowi z Filadelfii, który należał do najbliższego kręgu przyjaciół papieża. Po kilku dniach nadszedł teleks z Rzymu, w którym znalazło się potwierdzenie, iż Jan Paweł II otrzymał raport oraz informację, że do obu diecezji uda się specjalny wysłannik – biskup James Quinn z diecezji Cleveland.

Kolejne przypadki molestowania duchownych amerykańskich sprawiły, że w czerwcu 1983 r. do Waszyngtonu udał się kardynał Silvio Oddi, prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa. W trakcie spotkania ojciec Doyle przez 2 godziny czytał kardynałowi informacje o przypadkach molestowania nieletnich. Na zakończenie kardynał Oddi zapowiedział, że „będzie rozmawiał z Ojcem Świętym (…) i wydamy dekret”. Jednak dekretu nie było.

Prof. Arkadiusz Stempin próbuje znaleźć odpowiedź na istotne pytanie: Dlaczego Jan Paweł II nie reagował na gwałty amerykańskich duchownych na dzieciach i ukrywanie ich przez biskupów? Szukając odpowiedzi, pisze: „Zachowanie Karola Wojtyły – tak jak i całego duchowieństwa drugiej połowy XX wieku – wobec dowodów na przestępstwa kleru i całościowe spojrzenie na problem pedofilii duchownych formują trzy struktury myślowe”.

Jako pierwszą strukturę, którą autor określa jej „mózgiem, płucami i sercem”, jest watykańska instrukcja postępowania z 1962 r. – Crimen Sollicitationis (z łaciny – przestępstwo nagabywania). Ta tajna instrukcja obowiązywała wszystkich patriarchów, biskupów, arcybiskupów i innych ordynariuszy Kościoła rzymskokatolickiego w latach 1962-2001. Określała ona sposób postępowania biskupów w przypadku oskarżenia katolickich księży o: solicytację spowiedzi (namawiania penitenta do aktów seksualnych), homoseksualizm, pedofilię lub zoofilię.

Należy dodać w tym miejscu, że dokument ten jest przedrukiem instrukcji, która została wydana już w 1922 roku. W 1917 r., decyzją papieża Benedykta XV wprowadzono nowy Kodeks Prawa Kanonicznego, który stwierdzał, że osądzanie pewnej liczby wykroczeń i przestępstw kanonicznych leży wyłącznie w kompetencjach Świętej Kongregacji Świętego Oficjum (z czasem przekształconego w Kongregację Nauki Wiary). W 1922 roku Święte Oficjum wydało instrukcję Crimen Sollicitationis „w sprawie szczególnie ciężkiego przestępstwa naruszenia świętości i godności sakramentu pokuty przez księdza katolickiego – namawiania penitenta do grzechu przeciw szóstemu przykazaniu”.

Decyzję o przedruku instrukcji – poszerzoną o temat procedur w przypadkach dotyczących zakonników – podjął papież Jan XXIII w 1962 r. A egzemplarze tego tekstu, podpisanego przez sekretarza Świętego Oficjum, kardynała Alfreda Ottavianiego, zostały rozdane biskupom podczas II soboru watykańskiego (1962-1965).

Na początku publikacji znajdował się nakaz przechowywania dokumentu w tajnych archiwach kurii, oraz zakaz jego publikacji i komentowania. Amerykański ekspert w sprawach prawa kanonicznego i problematyki pedofilii wśród duchowieństwa – ks. Thomas Doyle – zwrócił uwagę, że instrukcji Crimen Sollicitationis nie wykazywano w „żadnych kolekcjach kanonicznych, oficjalnych czy prywatnych”. Instrukcja nakazywała, aby osoby zaangażowane w proces (kanoniczny) – sędzia, prokurator, obrońca, notariusz, nawet personel pomocniczy i specjalni świadkowie, których opinie decydowały o wiarygodności powoda lub oskarżonego – wszystkie były osobami duchownymi. Zwracano szczególną uwagę na to, by poza protokołem nie powstawały dodatkowe dokumenty pisane.
Instrukcja nakładała na osoby prowadzące proces kanoniczny (dotyczący któregokolwiek z ww. czterech przestępstw) – nakaz zachowania całkowitej tajemnicy pod groźbą automatycznej ekskomuniki oraz umożliwiała użycie takiej samej groźby także wobec powoda i świadków oskarżenia.

Ową praktykę postępowania zgodnie z instrukcją Crimen Sollicitationis prof. Stempin nazwał „pożywką pod klerykalną kulturę milczenia i źródło praktyki, jaka zatriumfowała w Kościele na kolejne kilkadziesiąt lat”. A jej celem było przede wszystkim unikanie skandalu, zgorszenia wiernych i ratowanie reputacji – a przy okazji i ratowanie finansów Kościoła poprzez odrzucenie roszczeń o odszkodowania.

Inne podejście prezentuje prałat Charles Scicluna (późniejszy arcybiskup na Malcie) – promotor sprawiedliwości (prokurator) w watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, która od 2001 roku pełni rolę trybunału zajmującego się przestępstwami seksualnymi duchownych wobec osób poniżej osiemnastego roku życia. Według niego, instrukcja Crimen Sollicitationis zobowiązywała osoby zaangażowane w proces do zachowania go w tajemnicy, za naruszenie której groziła kara ekskomuniki, jednakże „nie spadała ona na ofiarę ani zeznających świadków”. Uważa on, że błędne tłumaczenie tekstu instrukcji z łaciny na angielski sugerowało, że Watykan narzuca tajemnicę, by zatuszować fakty. Jak dalej tłumaczy prałat Scicluna, chodziło o to, by w trakcie procesu chronić dobre imię zarówno samych ofiar, jak i oskarżonych, którzy nie zawsze okazywali się winnymi. Wspomniany wcześniej dominikanin, ojciec Thomas Doyle, dodaje, że chodziło także o to, by strony i świadkowie w procesie mogli składać swoje zeznania bez obaw, że „szczegóły delikatnej natury” wyciekną na zewnątrz.

Jak twierdzi Jakub Szymczak, autor artykułu „Strategia Kościoła wobec pedofilii” (Gość.pl z 05.02.2014 r.), wspomniana instrukcja „nie zawierała zakazu donoszenia o przestępstwie władzom cywilnym”, chociaż sam później dodaje, że jednak w praktyce powoływano się na nią, aby tego nie czynić.

Instrukcja Crimen Sollicitationis obowiązywała do 2001 roku. Została zastąpiona listem apostolskim Jana Pawła II „Sacramentorum sanctitatis tutela”, który potwierdzał, że pedofilia należy do katalogu najcięższych przestępstw znanych prawu kościelnemu. Ich rozpatrywanie oraz nakładanie kar leży w wyłącznej gestii Kongregacji Nauki Wiary, którą wówczas kierował kardynał Joseph Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI.

Druga struktura „konstytuująca formację klerykalną Karola Wojtyły” wynika według prof. Stempina z przynależności do Kościoła – duchowej organizacji wszechogarniającej całe życie, poza którą wyjść nie potrafi. Brak własnej rodziny, dzieci, więzi rodzinnych nie pozwalał „dogłębnie i w pełni odczuć potwornego bólu rodziców dowiadujących się, że ich dziecko zostało zgwałcone przez kogoś, komu ufali bardziej niż komukolwiek innemu, bo przez katolickiego księdza”.

A trzecią strukturą formującą „klerykalną tożsamość polskiego papieża” jest lansowana przez Kościół od wieków wyższość prawa kościelnego nad świeckim. W 1989 roku Watykan ratyfikuje Konwencję Praw Dziecka, ale jednocześnie obkłada ją zastrzeżeniem, że „implementacja Konwencji jest możliwa tylko przy uwzględnieniu specyficznego charakteru państwa watykańskiego i źródeł jego obiektywnego prawa”. A prawo kanoniczne w przypadku molestowania seksualnego – zgodnie z tajną instrukcją Crimen Sollicitationis – zobowiązuje do przeprowadzania tajnego procesu kościelnego sprawcy pedofilskiego czynu bez donoszenia na niego władzom cywilnym. A więc bez możliwości współpracy Kościoła ze świeckim wymiarem sprawiedliwości.

Pierwszy raport Watykanu dla Komisji Praw Dziecka ONZ został dostarczony w maju 2010 r. Pierwotnie miał być doręczony w 2004 r. za pontyfikatu Jana Pawła II. Raport zawierał wykładnię, którą kierował się polski papież – „Kościół podlega własnemu systemowi prawnemu, który nabył przy swoim założeniu przez Jezusa Chrystusa i to niezależnie od jakiegokolwiek porządku państwowego”. Ten właśnie fragment raportu zawiera – jak uważa autor – jądro intencji Jana Pawła II, „uporczywie proklamującego »organiczne prawo« Kościoła do osądzania duchownych według archaicznego wewnętrznego postępowania dyscyplinarnego, a nie prawa świeckiego”.

Prof. Stempin przywołuje następnie casus postępowania Stolicy Apostolskiej z 2001 r. Otóż Watykan pogratulował ordynariuszowi diecezji Bayeux-Lisieux w zachodniej Francji – Pierre Picanowi za odmowę prokuraturze potwierdzenia informacji o podwładnym księdzu, chociaż ten sam przyznał się do czynów pedofilskich. Kardynał Castrillon Hoyos z polecenia Jana Pawła II napisał: „Gratuluję ekscelencji, że nie zadenuncjowałeś księdza przed wymiarem sprawiedliwości”. Tekst tego listu 15 kwietnia 2010 r. opublikowały francuskie gazety, a hiszpańska „La Verdat” zacytowała fragment listu kardynała: „Ojciec Święty pozwolił mi list wysłać do wszystkich biskupów świata, a my zamieściliśmy go w internecie”. Warto dodać, że kilka lat później ów ksiądz poszedł do więzienia na 18 lat za gwałty na 10 chłopcach, a biskup dostał 3 miesiące w zawieszeniu, bo nie zawiadomił o przestępstwie. „Za to »gratulacje« na długo wyznaczyły wzór postępowania biskupów wobec władz świeckich. Księży sądzić miał Kościół”.

 

O czym polski papież nie wiedział, a o czym nie chciał wiedzieć

Według prof. Arkadiusza Stempina papież Jan Paweł II był „doskonale świadom tego, że zbrodnia pedofilii jest obecna w Kościele katolickim”. Ale były też przypadki, o których papież nie miał prawa się dowiedzieć. Autor uważa prawie za pewnik, że listy od ofiar księży pedofilów, które były wysyłane na adres rzymskiej kurii, nie dotarły nigdy do polskiego papieża. Były wychwytywane przez czujne oczy i ręce watykańskich urzędników średniego szczebla. Listy, które były przekazywane podczas kolejnych Światowych Dni Młodzieży przechwytywała najbliższa papieska świta z adnotacją: „retour, rinvio, refuse” („odmowa”). Podobny los spotkał obszerną korespondencję od prokuratora Ricka Romleya z Phoenix w Arizonie do sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej. Kardynał Angelo Sodano odesłał ją bez czytania.

Trudno jest – zdaniem autora – zgodzić się z obrońcami Jana Pawła II, którzy twierdzą, iż nie można winić papieża, skoro nie dysponował wiedzą o przypadkach molestowania przez duchownych. Ale przecież papież znał wspomniany wcześniej raport ojca Doyle’a, który przekazał kardynał Krol. Posiadał też informacje „z pierwszej ręki” od kardynała Oddiego. Jednakże wobec niezbitych dowodów na proceder księży pedofilów w USA Jan Paweł II nie nakazał wspierania ofiar, ani też pozbycia się tych księży z Kościoła. W 1989 roku episkopat USA wysłał do Watykanu ekspertów prawa kanonicznego, którzy mieli za zadanie wypracować mechanizm prewencji, „chroniącego nieletnich przed seksualnymi nadużyciami duchownych”. Według autora – Jan Paweł II zignorował tych ekspertów.

Minęło kilkanaście lat od raportu ojca Doyle’a, a skandal pedofilski w diecezji bostońskiej narastał (pojawiło się ponad 500 oskarżeń o molestowanie, wypłacono miliony dolarów tytułem odszkodowań), co spowodowało swoiste tsunami podmywające fundamenty amerykańskiego Kościoła. „Zamiast zdusić problem w zarodku, Jan Paweł II mógł już tylko sprzątać bałagan. I zrobił to w najgorszy możliwy sposób – wyłącznie kropidłem, zamiast miotłą” – pisze prof. Stempin.

W czerwcu 2002 r. z inicjatywy papieża amerykańska Konferencja Biskupów przyjęła nowe wytyczne w sprawie postępowania z duchownymi pedofilami. W katolickich szkołach wprowadzono szkolenia zapobiegawcze oraz usunięto z nich księży, którzy mieli prokuratorskie oskarżenia. Jednakże wspomniane wytyczne nie przewidywały odpowiedzialności biskupów za „krycie podwładnych”. Bostoński kardynał Law praktykował przenoszenie księży pedofilów z parafii na parafię, nie sporządzał żadnych raportów o tych duchownych do Watykanu, chronił ich także przed świeckim wymiarem sprawiedliwości. A jednak papież nie wyrzucił go z Kościoła, ale przeniósł go na „ciepłą posadkę” archiprezbitera papieskiej bazyliki Santa Maria Maggiore, z dochodem 12 tys. dolarów miesięcznie i immunitetem chroniącym go przed amerykańską prokuraturą. „To tak, jakby polski papież wymierzył policzek w twarz ofiar podwładnych arcybiskupa”.

29 listopada 2009 r. opublikowano raport przygotowany na zlecenie rządu Irlandii. W tym obszernym dokumencie (liczącym 700 stron) zatytułowanym „Raport na temat stosunku władz kościelnych i świeckich do zarzutów i podejrzeń seksualnego wykorzystywania dzieci w archidiecezji w Dublinie” dokonano szczegółowej analizy przypadków 46 księży od 1975 roku, chociaż analiza sięgała faktycznie do lat 40. XX w. W tym raporcie, nazywanym „raportem sędzi Murphy” (komisją kierowała sędzia Yvonne Murphy), można znaleźć ważną konkluzję: Biskupi utajniali sprawę, unikali skandalu, utrudniali zastosowanie prawa świeckiego, by zachować wizerunek Kościoła.

 

Polityka personalna papieża Jana Pawła II wobec konserwatywnych duchownych

„Jednocześnie swoją polityką personalną wspierał papież kariery konserwatywnych duchownych, awansując ich na biskupów i kardynałów. A ci konserwatyści kurczowo trzymali się instrukcji Crimen Sollicitationis i pedofilię księży zamiatali pod dywan” – pisze prof. Arkadiusz Stempin.

Taką wyrozumiałość biskupów wobec podwładnych księży pedofilów można bardziej zrozumieć wtedy, gdy zauważymy, że niektórzy biskupi, którzy byli forowani przez papieża, sami molestowali nieletnich czy kleryków. Wydawali też ogromne pieniądze (tylko w USA 2 miliardy dolarów) na obronę duchownych pedofilów. Autor wymienia kilka nazwisk hierarchów, których sprawy wyszły na jaw w ostatnich dekadach: abp Los Angeles Roger Mahony, abp metropolita Sydney-Melbourne George Peel, abp metropolita St Andrews i Edynburga, przewodniczący Konferencji Biskupów Szkocji Keith O’Brien, abp Lyonu Philippe Barbarin. Wśród nich znajdują się także i Polacy – abp Józef Wesołowski i abp Juliusz Paetz.

Warto opowiedzieć dokładniej o dwóch kontrowersyjnych, wręcz bulwersujących opinię publiczną przedstawicielach konserwatywnego nurtu Kościoła. Są to austriacki kardynał Hans Hermann Groër i meksykański duchowny, ojciec Marcial Maciel Degollado.

W 1995 r. dziennikarz Josef Votzi ujawnił w austriackim czasopiśmie „Profil” ciemną stronę kardynała Hansa Hermanna Groëra. Groër przyjął świecenia kapłańskie w 1942 r. i od tego roku przez kilka lat był kapelanem wojskowym. Po zakończeniu wojny wykładał w seminarium w Hollabrunn, a w latach 1969-1976 pełnił funkcję rektora w świątyni maryjnej Roggendorf. W 1974 roku wstąpił do zakonu benedyktynów. 8 września 1980 r. (w wieku 61 lat) złożył śluby zakonne, przyjmując imię Hermann. W lipcu 1986 r. ten ultrakonserwatywny mnich został mianowany arcybiskupem Wiednia – pomimo oporów lokalnego Kościoła, a także ostrzeżeń ze strony jego ofiar – Michaela Tfirsa i benedyktyna Udo Fischera. W 1988 r. otrzymał godność kardynalską z rąk Jana Pawła II. Tym samym zastąpił szanowanego kardynała Franza Königa.

Swoje rewelacje austriacki dziennikarz oparł na świadectwie Josefa Hartmanna, który był studentem Groëra w seminarium w Hollabrunn. Według jego słów, wykładowca tego seminarium, a późniejszy arcybiskup w latach 1972-1976 „wielokrotnie nadużywał zależności”. Jak napisał Josef Votzi: „Przyszły kardynał prosił, by podwładni przychodzili do niego na spowiedź, kazał się im rozbierać, a potem używał ich sobie do woli. Według dziennikarzy śledczych Groër mógł nadużyć zależności wobec ponad 2000 chłopców i młodych mężczyzn. Jego ofiarami byli licealiści, seminarzyści, księża, podlegli mu mnisi”.

Publikacja wywiadu z Josefem Hartmannem w austriackim „Profilu” w 1995 r. spowodowała żądania opinii publicznej, aby arcybiskup ustąpił. W tym też roku (23 maja) doszło do spotkania w Watykanie Jana Pawła II z Groërem, po którym jednak nie wydano żadnego oświadczenia. A niedługo później papież poinformował o przyjęciu rezygnacji Groëra. Kardynała Groëra wysłano do klasztoru benedyktynów w Maria Roggendorf, gdzie pełnił funkcję przeora. Papież wysłał trzystronicowy list do biskupów Austrii, w którym m.in. skrytykował „brutalne ataki na honor” kardynała.

Trzy lata później (12 lutego 1998 r.) po wybuchu skandalu, pod naciskiem opinii publicznej, Jan Paweł II zlecił oficjalne śledztwo w sprawie kardynała, które miał przeprowadzić amerykański opat Marcel Rooney. Opat rozmawiał na osobności z każdym, kto miał coś wspólnego ze śledztwem, w tym z księżmi, mnichami, seminarzystami, a także z kardynałem. A niedługo potem władze Kościoła katolickiego w Austrii wydały oświadczenie, z którego wynika, że oskarżenia wobec kardynała są „w gruncie rzeczy prawdziwe”.

Następca Groëra, kardynał Christoph Schönborn, w dniu 17 kwietnia 1998 r. poprosił Jana Pawła II, „aby położył kres dekadencji austriackiego Kościoła w związku ze skandalem”. Jednocześnie przeprosił publicznie wszystkich pokrzywdzonych. Ciekawym na pewno jest fakt, że ani kardynał Groër, ani Watykan nigdy nie przyznali się do winy. Raport amerykańskiego opata Rooney’a nigdy nie został upubliczniony.

W trakcie pielgrzymki do Austrii latem 1998 r. Jan Paweł II starał się powstrzymać wiernych tego kraju, którzy masowo odchodzili od Kościoła. Setki tysięcy katolików austriackich podpisało petycję sprzeciwiającą się podejściu Kościoła do moralności seksualnej. Na historycznym Wiener Heldenplatz papież ganił wiernych przed „niedojrzałym i niewłaściwym zaangażowaniem opinii publicznej” w kwestii moralności. O skompromitowanym kardynale nie wspomniał.

Po śmierci kardynała Groëra (24 marca 2003 r.) papież Jan Paweł II w depeszy kondolencyjnej do Archidiecezji Wiedeńskiej modli się za kardynała, żeby odebrał „wieczną nagrodę, którą sam Pan obiecał swym wiernym sługom”. Po śmierci papieża austriacki kardynał Christoph Schönborn potępił Watykan za nierozliczenie kardynała jak i innych księży za nadużycia seksualne.

Drugą bulwersującą postacią Kościoła jest meksykański duchowny – ojciec Marcial Maciel Degollado, założyciel katolickiego zgromadzenia Legion Chrystusa. Zgromadzenie to powstało w 1941 r. w Meksyku, jako odpowiedź na antyklerykalną przemoc w latach 30. XX wieku w tym kraju. Jan Paweł II dostrzegł w Legionistach oznakę triumfalnego budzenia się, odradzania zarówno latynoamerykańskiego jak i powszechnego Kościoła w latach 80. XX w. Natomiast w założycielu Legionu polski papież widział jego odnowiciela.

Prof. Arkadiusz Stempin zauważa jednak: „Szkoda, że nie dostrzegł (papież Jan Paweł II – przyp. AG) – czy nie chciał dostrzec – wyjątkowo przebiegłego, farbowanego lisa, każącego seminarzystom masturbować siebie (wyrzuty ich sumienia zagłuszając bajką o papieskiej dyspensie na terapię dokuczliwych bólów penisa i podbrzusza), prowadzącego potrójne życie pedofila gwałcącego dzieci. W tym własne, bo ów meksykański duchowny był też bigamistą i notorycznym łamaczem celibatu”.

W swoim najnowszym artykule z dnia 7 lutego 2019 r., zamieszczonym na OKO.press, Artur Nowak (adwokat, publicysta, pisarz) określa o. Degollado w ostrych słowach: „Był bigamistą, narkomanem i malwersantem, który, żerując na religijności bogobojnych możnych tego świata, zbił fortunę. Kupił Kościołowi wiele nieruchomości, finansował szkoły i uniwersytety”. Charakteryzując to zgromadzenie autor pisze: „Jego Legion Chrystusa był w istocie sektą. Ślepe posłuszeństwo w formacji, zakaz informowania o sprawach Legionu osób z zewnątrz i kult założyciela stworzyły doskonałe warunki do nadużyć. Maciel wykorzystywał seksualnie swoich wychowanków i był zupełnie bezkarny, dzięki pieniądzom, które zdobywał dla Watykanu”.

Ojciec Marcial Maciel Degollado miał jednak zalety, które oczarowały Jana Pawła II. Główną zaletą był jego konserwatyzm i zwalczanie w Ameryce Południowej wpływów teologii wyzwolenia, którą papież krytykował. Papież na tyle ufał o. Degollado, że zabierał go na swoje pielgrzymki do Ameryki Łacińskiej, do Meksyku (towarzyszył papieżowi podczas trzech wizyt), wysyłał jako osobistego delegata na konferencje międzynarodowe, a w 60. rocznicę kapłaństwa na Placu św. Piotra wyróżnił go publicznie jako „moralny wzór dla młodzieży do naśladowania”.

Od połowy lat siedemdziesiątych XX wieku wysyłano liczne donosy do Watykanu na o. Degollado. W 1989 r. ksiądz Juan Vaca, jeden z molestowanych seminarzystów, wysłał do papieża Jana Pawła II osobisty list, który zawierał dokładne informacje na temat „seksualnych aberracji” Degollado. I mimo że list ks. Vaca, podobnie jak inne listy na temat założyciela Legionu, trafił do szuflad watykańskich, udało mu się dotrzeć do kardynała Ratzingera.
Prof. Stempin zastanawia się, dlaczego kardynałowi nie udało się dotrzeć do polskiego papieża. „Przedłożenie papieżowi casusu Degollado blokowali (…) kardynał Angelo Sodano i prywatny sekretarz papieża, dziś kardynał Stanisław Dziwisz. Tak wynika ze słów osobistego sekretarza Ratzingera, abp. Georga Gänsweina, które potwierdził mi moguncki kardynał Karl R. Lehmann” – pisze autor.

Następnie autor pisze o łapówkach, którymi Degollado kupował przychylność kardynałów. „Koperty dla kardynała Sodano zawierały do 10 tysięcy dolarów, dla pozostałych kardynałów do 5 tysięcy, oficjalnie za odprawienie mszy dla Legionistów”. I dalej: „Na brak gotówki uwodzicielski duchowny dzięki flirtom z żonami bogatych i wpływowych mężów nie narzekał. Wśród darczyńców znajdowali się meksykański miliarder Carlos Slim i William Casey, dyrektor CIA za prezydentury Reagana”.

Mimo takich wpływów wśród elit włosko-południowoamerykańskich, drzwi kardynała Ratzingera były zamknięte na głucho przed Degollado. Ten niemiecki kardynał w rozmowie z meksykańskim biskupem Carlosem Talaverą powiedział, że ”przedkładanie papieżowi dowodów na seksualne nadużycia protegowanego jest niemożliwe, ponieważ (papież – przyp. AG) ceni sobie bardzo osobę Maciela, który wiele dobrego uczynił dla Kościoła”.

Kontra i pro wobec papieża Jana Pawła II

3 kwietnia 2011 r. na łamach „New York Timesa” ukazał się szeroko komentowany felieton popularnej dziennikarki Maureen Dowd zatytułowany „Poczekajcie z tą aureolą”. Autorka zarzuca w nim polskiemu papieżowi bierną postawę wobec księży pedofilów : Jan Paweł II z pewnością pozbawił się prawa do beatyfikacji, kiedy nie ustanowił prawnych norm w celu usunięcia pedofilów ze stanu kapłańskiego i przez wiele lat po prostu odwrócił się od tego problemu.(…) Jak można być świętym, jeżeli nie ochraniało się niewinnych dzieci?

Do tych zarzutów odniósł się kardynał Angelo Amato, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w rozmowie z KAI (eKai – 2011):

„Oskarżenia wobec Jana Pawła II jakoby ukrywał skandale nadużyć seksualnych duchownych są niesprawiedliwe, gdyż to właśnie Jan Paweł II poprzez Motu proprio „Sacramentorum sanctitatis tutela” z roku 2001 w bardzo kategoryczny sposób zainterweniował, aby rozwiązać te sprawy. Nie jest więc prawdą jakoby cokolwiek ukrywał. Wręcz przeciwnie – był bardzo surowy pod tym względem. Trzeba też pamiętać, że świętość Jana Pawła II dotyczy jego osoby. Nie ponosi on odpowiedzialności za grzechy swoich współpracowników oraz innych kręgów. (…) Ponadto Ojciec Święty nie znał tych faktów. Gdyby je znał, zwróciłby na nie uwagę i zarządził należyte dochodzenie (…)”.

Odpowiedzią na te zarzuty amerykańskiej dziennikarki jest też stanowisko ks. prałata Sławomira Odera, postulatora procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego Jana Pawła II. W rozmowie z KAI zapytano go, czy w trakcie tych procesów były rozważane wątpliwości niektórych środowisk odnośnie stanowiska Jana Pawła II wobec nadużyć seksualnych księży katolickich wobec nieletnich w Kościele, w tym ks. Marciala Maciela Degollado. Ks. Oder stwierdził: „Proces został przeprowadzony z całym rygorem. Nie było tematów, które stanowiłyby tabu i wyłączone zostały z procesu. Wszystkie wymienione sprawy były gruntownie przebadane. Wynikiem było to, że Ojciec Święty nie miał wątpliwości, co do podpisania dekretu o heroiczności cnót Jana Pawła II. Chyba jest to całkowicie jednoznaczne”.

Rzecznik Komisji Episkopatu Polski (KEP) ks. Paweł Rytel-Andrianik 16 lutego 2019 r. był gościem Radia ZET i w rozmowie podkreślił stanowczo, że Jan Paweł II zrobił wiele dobrego, także w zakresie walki z pedofilią. Podkreślił dwie fundamentalne sprawy – podniesienie wieku ochronnego osób małoletnich do 18. roku życia (co było bardziej rygorystyczne niż w prawie państwowym, które chroni dzieci do 15. roku życia) oraz zarządzenie papieża Polaka z 2001 r., aby niczego nie ukrywać i żeby sprawy dotyczące pedofilii ze wszystkich diecezji na świecie były przekazywane do Watykanu, do Kongregacji Nauki Wiary.

Należy wyjaśnić, że rzecznikowi KEP chodziło o dokument wydany 18 maja 2001 r. przez ówczesnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary, kardynała Josepha Ratzingera „Delicta graviora”, który wprowadzał zasadę „Zero tolerancji dla księży pedofilów!”. W tym dokumencie Stolica Apostolska zobowiązuje każdego biskupa, by każde nawet najmniejsze podejrzenie o dokonaniu czynów pedofilskich przez podwładnego biskupa zgłaszać Kongregacji Nauki Wiary.

Ks. Rytel-Andrianik dodał też stanowczo, że papież Benedykt XVI beatyfikował Jana Pawła II, a potem papież Franciszek go kanonizował. Zapewnił, że „gdyby mieli wobec Polaka jakieś zastrzeżenia, nie miałoby to miejsca”.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, znany m.in. z walki przeciw lobby homoseksualnemu w Kościele, w rozmowie z „Super Expresem” przypomniał swój udział w publicznej audiencji na placu św. Piotra w Rzymie w 2002 r. Według niego, Jan Paweł II bardzo ostro wypowiedział się na temat pedofilii w Kościele. W swoim przemówienie dał jasny przekaz, że nie ma żadnej tolerancji dla pedofilów. Jak mówi ks. Isakowicz-Zaleski: „Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Cieszyłem się, że wreszcie ktoś chce naprawiać rzeczy, które powinny zostać naprawione dużo wcześniej”.

W tym wywiadzie wspomina też o „filtrach” stosowanych przez najbliższe otoczenie papieża, by doniesienia o przypadkach pedofilii wobec nieletnich nie docierały do niego. Jak sam zauważa: „Na pewno papież miał w swoim otoczeniu ludzi, którzy tuszowali pedofilię. Przykro o tym mówić, ale wiele spraw zostało przemilczanych. Wstyd o tym mówić, bo w Watykanie za czasów Jana Pawła II pracowali polscy duchowni”.

Kliknij, by czytać dalej:

Postawa Benedykta XVI wobec pedofilii w Kościele katolickim
Postawa papieża Franciszka wobec pedofilii w Kościele katolickim

* A. Stempin, „Jan Paweł II wiedział o pedofilii w Kościele. Mógł ukręcić łeb tej hydrze. Dlaczego tego nie zrobił?”, WP Magazyn, 31.08.2018.

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here