Strona główna Historia Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego i Manifest Lipcowy w Chełmie. „To takie niewinne...

Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego i Manifest Lipcowy w Chełmie. „To takie niewinne kłamstwo…”

0

Tytuł artykułu (w cudzysłowie) jest cytatem z wypowiedzi Edwarda Osóbki-Morawskiego, przewodniczącego Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, który o powstaniu w Chełmie 22 lipca 1944 roku Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN) i drukowaniu w tym mieście 22 lipca 1944 roku Manifestu Lipcowego pisał:

 

Edward Osóbka-Morawski:

„My podajemy, że PKWN powstał w Chełmie i że 22 lipca tam drukowaliśmy Manifest. To takie niewinne kłamstwo. Chodziło o to, żeby ładnie wyglądało, że to na polskiej ziemi powstał Manifest PKWN. Nawet co roku pokazują drukarnię i drukarza, a ja śmieję się w kułak”. (Cyt. za: Słownik historii Polski 1939-1948, pod. red. A. Chwalby T Gąsowskiego, Kraków 1994, s. 129. [w:] Janusz Wrona, Polski Komitetu Wyzwolenia Narodowego. „Rocznik Chełmski”, t. 2. Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Chełmie, Zarząd Okręgu Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polski w Chełmie, Polskie Towarzystwo Historyczne Oddział w Chełmie. Chełm 1966, s. 253)

 

„Manifest Lipcowy (pierwsza edycja) – jak podaje Edward Osóbki-Morawski – drukowany był w Moskwie. Jako dowód druku Manifestu w Moskwie podaje następujący dowód:

„Najlepszy dowód, że w tym pierwszym Manifeście popełniony jest błąd. I w moim nazwisku jest zwykłe „u”, bowiem w rosyjskiej pisowni nie istnieje „ó”. Ten pierwszy Manifest drukował drukarz sowiecki”. (patrz: Edward Osóbka-Morawski, Trudna droga. Fragmenty wspomnień. Warszawa 1992).

 

Przedstawmy więc wybrane (ze względu na ogrom materiału), najważniejsze fakty, które w lipcu 1944 roku rozegrały się w Chełmie i powiecie chełmskim. Warto jednocześnie podkreślić, odwołując się do opracowań naukowych, że data wyzwolenia Chełma 22 lipca 1944 roku z okupacji niemieckiej jest różnie podawana w wielu publikacjach, np. Tadeusz Żenczykowski w książce Polska Lubelska 1944 (Warszawa 1990, s. 31) podaje datę 21 lipca 1944 r. jako datę zdobycia Chełma przez Armię Czerwoną i przez współdziałających z nią żołnierzy Armii Krajowej.

 

Podkreślmy za Robertem Kozyrskim.

Robert Kozyrski:

„Najstarsza publikacja o PKWN, jaką udało mi się ustalić, pochodzi z 1954 roku. Autorem tego kilkudziesięciostronicowego wydawnictwa jest Stefan Wojciechowski, a nosi ono znamienny tytuł: Lublin w X-lecie PKWN. Co ciekawe, w tym samym czasie to właśnie Chełm zaczyna być łączony z Manifestem i Komitetem. Apogeum obchodów dziesiątej rocznicy jego powstania stanowiła uroczysta sesja Powiatowej Rady Narodowej i Miejskiej Rady Narodowej w Chełmie z udziałem przedstawicieli najwyższych władz partyjnych KC PZPR i KW PZPR („Sztandar Ludu” 1954, nr 172, s.2). Działalność PKWN podsumowała zorganizowana w Chełmie w 2004 roku sesja naukowa, w której wzięli udział m. in profesorowie Andrzej Paczkowski, Andrzej Friszke i Jerzy Eisler. Materiały z tego spotkanie opublikowane zostały w piśmie IPN: „Pamięć i Sprawiedliwość” 2005, nr 2(8), s. 13-89”. (Robert Kozyrski, PKWN w Chełmie? Na podstawie protokołów posiedzeń Delegatury KRN dla trenów wyzwolonych i PKWN z lipca 1944 r. w Chełmie. Materiały. [w:]„Rocznik Chełmski”. Tom 22. Stowarzyszenie Rocznik Chełmski. Chełmska Biblioteka Publiczna im. M. Orsetti. Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Chełmie. Chełm 2018, s. 455).

 

Datę 22 lipca 1944 r. jako datę wyzwolenia Chełma i datę wydarzeń, które w lipcu 1944 roku nastąpiły w Chełmie i powiecie chełmskim dokumentuje w ujęciu chronologicznym Andrzej Rybak w opracowaniu pt. Dzieje ziemi chełmskiej Kalendarium (Chełm 1998) w oparciu o bibliografię liczącą 486 pozycji (Prasa 280 pozycji: Opracowania, monografie, artykuły, relacje 208 pozycji). Dzieło to (267 stron) – cytuję A. Rybaka – zawiera zestawienie najważniejszych wydarzeń z ponad tysiącletniej historii ziemi chełmskiej. Chronologiczny przegląd najistotniejszych zagadnień społeczno-politycznych, militarnych oraz związanych z nimi problemów z dziedziny kultury, gospodarki i nauki obejmuje okres od 981 do końca 1995 roku”. (Andrzej Rybak, Dzieje ziemi chełmskiej Kalendarium. Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Chełmie, Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich Zarząd Okręgu w Chełmie. Chełm 1998, s. 5).

 

Andrzej Rybak:

„Rok 1944. (…).

20 lipca. Niemieckie linie obronne na rzece Bug zostały przełamane przez Armię Czerwoną w rejonie Dorohuska. (…).

21 lipca. Wyzwolony został Dorohusk. (…).

22 lipca. Nacierający w pasie 69 Armii 7 Korpusu Kawalerii Gwardii, wspólnie ze 107 brygadą pancerną 16 Korpusu Pancernego Gwardii i 5 pułkiem motocyklistów 2 Armii Pancernej gwałtownie zaatakowały hitlerowski garnizon Chełma i po kilkugodzinnych walkach wyzwoliły miasto.

Pierwszym komendantem wojennym miasta i powiatu (chełmskiego – przyp. zwo) został gen. major gwardii Iwan Senczyłło.

Wyszła z konspiracji Powiatowa Delegatura Rządu Emigracyjnego w Chełmie ze starostą powiatowym Marianem Trendotą ps. „Jan Pasek”. Powiatowa Delegatura zorganizowała w budynku magistratu Miejską Radę Narodową.

Ujawnił się również Państwowy Korpus Bezpieczeństwa, który sprawował władzę policyjno-porządkową. Radio moskiewskie poinformowało o powstaniu Polskiego Komitet Wyzwolenia Narodowego i przedstawiło treść Manifestu Lipcowego. Jako miejsce powstania nowej władzy oraz wydania Manifestu Lipcowego podano Chełm (i datę 22 lipca 1944 roku – przyp. zwo)”. (…).

23 lipca. Drukarnia polowa wydała pierwszy numer „Rzeczpospolitej” – oficjalnego organu PKWN. Zawierał on informacje o utworzeniu PKWN, jego skład personalny i pełny tekst manifestu. Jako miejsce wydania podano Chełm. (…).

24 lipca. Powołano Tymczasowy Zarząd Miejski, który jednocześnie administrował miastem i powiatem chełmskim. Na jego czele stanął Stanisław Gut, a członkami byli: Jan Wasilewski, dr Teofil Gniazdowski, Ludwik Sobczak, Zygmunt Umiński i ks. Marceli Mrozek. W celu utrzymanie porządku powołano Straż Obywatelską.

Do Chełma wkroczyły oddziały polskie I Armii Wojska Polskiego gen. Zygmunta Berlinga. (…).

26 lipca. Drukarnia „Zwierciadło” wydrukowała chełmską edycję manifestu PKWN (dwuszpaltową w odróżnieniu od moskiewskiej – trzyszpaltowej).

27 lipca. Z Moskwy do Chełma przybył (2 samolotami) podstawowy trzon PKWN z Edwardem Osóbką-Morawskim na czele. Siedzibą PKWN stał się gmach Dyrekcji PKP. Po pięciu dniach pobytu w Chełmie ekipa PKWN przeniosła się do Lublina.

28 lipca. Na polecenie przewodniczącego PKWN rozwiązały się Tymczasowa Rada Miejska i Tymczasowy Zarząd Miejski w Chełmie. Rozwiązano również Straż Obywatelską.

30 lipca. Na ogólnym zebraniu mieszkańców Chełma wybrano Miejską Radę Narodową, która liczyła 26 radnych. Jej przewodniczącym został Stanisław Gut (PPS).

31 lipca. Z Lublina do Chełma pod eskortą przywieziono delegata Delegatury Rządu na okręg lubelski Władysława Cholewę, jego zastępcę oraz naczelnika Wydziału Bezpieczeństwa Delegatury Józefa Dolinę. Generał NKWD Żukow, a także Edward Osóbka-Morawski oraz S. Radkiewicz domagali się od nich podporządkowania się PKWN. Propozycja została odrzucona, wyrażono jedynie zgodę na zaprzestania działalności.

1 sierpnia. Z Chełma do Lublina przeniesiono siedzibę PKWN”. (Andrzej Rybak, Dzieje ziemi chełmskiej Kalendarium. Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Chełmie, Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polski Zarząd Okręgu w Chełmie. Chełm 1998, s. 184, 185, 186).

 

Uszczegółówmy wypowiedź Andrzeja Rybaka.

Manifest Lipcowy, sporządzony w Moskwie, podpisał Stalin 20 lipca 1944, wydrukowany został w Moskwie 21 lipca 1944 roku w dwóch tysiącach egzemplarzy w języku rosyjskim i polskim. Jako miejsce i datę jego wydanie podano: Chełm, 22 lipca 1944 rok.

Oprócz wymienionych przez Andrzeja Rybaka różnic w układzie graficznym Manifestu (dwuszpaltowy w Chełmie, trzyszpaltowy w Moskwie) i błędów językowych (wykazanych m. in. przez Edwarda Osóbkę-Morawskiego w jego nazwisku), zmieniono w nim kolejność nazwisk ostatnich pięciu kierowników resortów PKWN.

To właśnie ten moskiewski Manifest: „Ten pierwszy Manifest, drukowany w Moskwie” – jak stwierdził Edward Osóbka-Morawski – drukował drukarz sowiecki”.

 

Janusz Wrona:

„Hasło sprawiedliwości społecznej propagowane przez Manifest spełniało rolę zawołania rewolucyjnego komunistów. Nie można pominąć faktu, że znajdowało się także w programach tych nurtów politycznych – jak ruch ludowy i niepodległościowy socjalizm – które będą wkrótce z całą zaciętością i przy użyciu nieograniczonych środków zwalczane od chwili narodzin nowej państwowości, która ochrzciła się mianem Polski Ludowej. (…).

Z oficjalną proklamacją tego dokumentu czekano na wiadomość z frontu. Tam zaś nastąpiła istotna zmiana operacyjna. Decyzją Stalina, główne uderzenia Armii Pancernej gen. Siemiona Bogdanowa, pierwotnie przewidziane na Siedlce, celem otwarcia drogi do Warszawy, zostało skierowane na Lublin. Zmiana wynikała z przyczyn politycznych. Na siedzibę PKWN należało wybrać któreś z miast wojewódzkich położonych na wyzwolonym spod okupacji niemieckiej obszarze Polski. W rachubę wchodził Lublin i Białystok. Wybrano Lublin, chcąc prawdopodobnie zdyskontować wydarzenia z 7 listopada 1918 r., gdy w mieście ukonstytuował się Tymczasowy Rząd Republiki Polskiej pod przywództwem Ignacego Daszyńskiego.

Ale przed Lublinem był Chełm nieco wcześniej wyzwolony spod okupacji niemieckiej. 22 lipca na falach moskiewskiej radiostacji odczytano wieczorem komunikat o powstaniu PKWN na pierwszym skrawku wyzwolonej ziemi polskiej i tekst Manifestu, na którym podano, że to Chełm jest pierwszym miejscem jego wydania. Na ten moment czekali w Moskwie w napięciu członkowie Komitetu, którzy do miasta przybyli w niepełnym składzie dopiero pięć dni później – 27 lipca. Wcześniej, przed nimi do Chełma przyleciał samolotem Manifest opublikowany w pierwszym numerze „Rzeczpospolitej” z datą 23 lipca 1944 r. Plakatowy format dokumentu został wydrukowany w Moskwie w dwóch tysiącach egzemplarzy. Wersja ta różni się od drukowanej w kraju m. in. układem graficznym, potknięciami językowymi, a także zmienioną kolejnością nazwisk ostatnich pięciu kierowników resortów PKWN”. (Janusz Wrona, Polski Komitetu Wyzwolenia Narodowego. „Rocznik Chełmski”, t. 2. Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Chełmie, Zarząd Okręgu Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polski w Chełmie, Polskie Towarzystwo Historyczne Oddział w Chełmie. Chełm 1966, s. 252 – 253).

 

*************

W Chełmie Manifest PKWN – dwuszpaltowy – wydrukowano 26 lipca 1944 r. w drukarni „Zwierciadło“, którą po zamordowaniu przez Niemców w 1943 roku Kazimierza Czernickiego, założyciela i właściciela drukarni i jego rodziny, prowadziła (do upaństwowienia drukarni w 1950 roku) Maria Solska (o Kazimierzu Czernickim pisałem w „Przeglądzie Dziennikarskim” 19 grudnia 2018 r.).

Manifest składali chełmscy drukarze: Jacek Zajączkowski, Tadeusz Maruszewski i Maria Solska. Edycja ta w Polsce Ludowej podawana była Polakom jako jedyna wersja Manifestu, przez długie lata przemilczano wersję „moskiewską“ (trzyszpaltową, drukowaną w Moskwie, rozplakatowaną w Chełmie przed wydrukowaną w Chełmie „wersją chełmską“).

Drukarnia „Zwierciadło” ocalała w 1944 roku, nie ewakuowana przez uciekających Niemców, dzięki odwadze pracowników drukarni i niewykonaniu przez nich poleceń gestapowskiego administratora drukarni, jugosłowiańskiego folksdojcza, Radowanowicza, który – jak wspominał Jacek Zajączkowski – „z początkiem 1943 roku z upoważnienia wyższych władz niemieckich przybył do drukarni”.

 

Jacek Zajączkowski:

„Od pierwszego dnia odczuwaliśmy jego władzę. Na wstępie usunął z drugiego pokoju za kantorem lokatorkę (Marię Solską – przyp. zwo), wstawił biurko, na nim umieścił fotografie żony i córek, a w środku duży portret Hitlera. Po kilkudniowym urzędowaniu zagarnął od Marii Solskiej całą gotówkę i oświadczając, że chwilowo wyjeżdża, nie podał terminu swojego powrotu.

Nasze gorące życzenia, żeby (…), skręcił kark (…) nie spełniły się, ponieważ przez przeszło rok, co parę tygodni, zjawiał się, otwierał swój zapieczętowany gabinet, arogancko prosił do niego M. Solską wraz z dokumentami, zabierał zyski i po kilkudniowej obecności znikał. Nie można pominąć tego, że tych kilka dni pobytu w drukarni wykorzystywał na uświadomienie nas w łamanym polskim języku, czym grozi lekceważenie pracy lub przejawy jakiegokolwiek sabotażu.

O ile dobrze pamiętam, pierwszych dniach lipca 1944 roku przyjechał bardzo zdenerwowany w towarzystwie drugiego osobnika, również ze swastyką w klapie marynarki, oświadczając, że drukarnia będzie ewakuowana i to jak najprędzej.

Rozkazał zakupić deski, pozbijać skrzynie i do nich ładować rozmontowane maszyny, a on za kilka dni przyjedzie samochodem po ładunek. Z dnia na dzień w wielkim napięciu oczekiwaliśmy jego powrotu, mając tylko jedno błahe tłumaczenie – trudności w zakupie desek. Dzień 18 lub 19 lipca był dla nas dniem decydującym. Niemiecka firma „Geiser”, która zajmowała trzy frontowe kamienice przed drukarnią, pośpiesznie ładowała towary na samochody, które natychmiast odjeżdżały w kierunku Lublina. A nasze maszyny dalej pracowały nietknięte. Wiedzieliśmy na pewno, że od wyzwolenia dzielą nas już tylko godziny, a znienawidzony Radowanowicz wrócić nie zdąży. Następnego dnia z kolegą Maruszewskim wyrzuciliśmy fotografie jego fuhrera wraz z jego rodziną (po uprzednim zdewastowaniu) przez okno. Po niemieckim administratorze zostały tylko powybijane szyby i nasze spokojniejsze nerwy”. (Jacek Zajączkowski, Przez gehennę okupacji do historycznego Manifestu. [w:] „Zwierciadło 1922-1972”. Jednodniówka dla uczczenia 50-lecia istnienia chełmskiej drukarni wydana przez Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Chełmskiej. Chełm 1972, s. 8-9).

 

Tadeusz Maruszewski, w lipcu 1944 roku główny zecer drukarni:

„O świcie budzi mnie stukanie do okna, wyglądam, stoi żołnierz, poznaję Władka, gońca z dowództwa. Pytam, co jest pilnego, mówi, aby natychmiast udać się do drukarni, bo jest bardzo pilna robota. Ubieram się, budzę Solską. Idziemy do drukarni.

Jest 26 lipca (1944 rok – przyp. zwo), ranek jest pogodny i ciepły, godzina piąta… Zachodzimy do drukarni, już czeka na nas plutonowy Miński z rękopisami. Biorę rękopis do ręki, tekstu dużo, zaczynam czytać, żeby zorientować się, jak go zacząć składać. Czytam DO NARODU POLSKIEGO! Zrozumiałem, że będę składał wielką historyczną rzecz… Jest już utworzony tymczasowy parlament, Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego. Gospodarzyć będziemy w nowej, sprawiedliwej Polsce. Zaczynam składać. Przychodzi porucznik Jurkowski i major Hardy, mówią, żeby jak najszybciej wydrukować i pytają, kiedy będzie korekta. Mówię do Solskiej, że to dość długo potrwa, może da się jeszcze kogoś z zecerów ściągnąć. Poszła szukać. Znalazła w domu ucznia zecerskiego Jacka Zajączkowskiego, którego przyprowadziła, żeby mi pomógł składać. Rozdzieliłem rękopisy i szybko składaliśmy. O dziesiątej mam tekst już gotowy do odbitki. Benedykt narządza maszynę, jest pierwszy egzemplarz odbitki. Mjr Hardy i por. Jurkowski zabierają pierwszą odbitkę. O godzinie jedenastej wracają, w dość dużej grupie oficerów polskich. Jest ich przeszło dziesięciu. Z ciekawością oglądają odbitkę, niektórzy zwracają uwagę, abym dobrze poprawił korektę. Jak się zorientowałem korekta była znaczona przez kogoś dobrze znającego znaki korektorskie. Poprawiłem błędy i po następnej odbitce kilku oficerów sprawdzało, czy jest dobrze. Dalej były kłopoty z papierem, którego prawie w drukarni nie było, i z napędem maszyny. Więc znów Maria Solska wyruszyła, aby pozbierać po znajomych sklepach papierniczych różne arkusze. Zaś koło napędowe maszyny drukarskiej poruszały ręce zorganizowanych na prędce ochotników (w mieście nie było prądu – przyp. zwo). Na jeden afisz Manifestu trzeba było pięć obrotów dużego, opornego koła”. (Tadeusz Maruszewski, Wspomnienia o lipcu r. 1944. 1964. Maszynopis udostępniony A. Piwowarczykowi. [w:] Andrzej Piwowarczyk, Chełmski Lipiec 1944. Wojewódzki Ośrodek Informacji Turystycznej w Chełmie. 1987 r., s. 39,41).

 

Jacek Zajączkowski:

„Przed godziną czwartą rano znalazłem się w drukarni w otoczeniu plutonowego, porucznika i kaprala Odrodzonego Wojska Polskiego oraz Marii Solskiej i Tadeusza Maruszewskiego. Nie mogłem wprost uwierzyć, że jest to rzeczywistość. Jeszcze kilkanaście godzin temu znienawidzone swastyki, a obecnie tutaj w drukarni polscy żołnierze, białe orły na zielonych rogatywkach, polskie dystynkcje, na piersiach przewieszone pepesze. Może to wstyd, ale wszyscy troje płakaliśmy jak małe dzieci przy uśmiechach i wesołości wojskowych. Były to łzy wielkiej radości.

Porucznik Jurkowski przystąpił natychmiast do rzeczy.

Macie tutaj tekst do bezzwłocznego złożenia, formatu według uznania, ale jak największego, najważniejsze, że musi być już. Do pomocy zostawił plutonowego Mińskiego, który również jest zecerem. (…).

Największym kompletem czcionek był krój „Minerwy”, więc z czterech kaszt na czterech stanowiskach przystąpiliśmy do składania. Wczesny ranek, brak elektryczności utrudniał pracę, ale nie narzekaliśmy. Tylko plutonowy Miński przeklinał, że nie idzie mu zręcznie, więc że jestem najdalej od okna, proponuję mu, aby świecił mi latarką, co zresztą niewiele pomogło. Żeby por. Jurkowski wiedział, jakiego zostawił nam pomocnika, na pewno wstydziłby się swojego podwładnego. Plutonowy na pewno pracował w drukarni, ale tylko w charakterze słabego ucznia. (…). Zbliżało się południe, ale i nasza robota miała się ku końcowi. (…). Przystępujemy do łamania, składamy nagłówek, wiążemy i robimy pierwszą korektę. Miński chwyta ją jak szalony i wybiega. (…). W międzyczasie trzeba szykować papier do druku. Dzięki grabieżczej gospodarce Radowanowicza zostały tylko jego fragmenty, ale trochę gazetowego, afisza, peluru, a nawet pakowego – na około 400 sztuk ułożyłem na maszynie. (…) Wpada zziajany plutonowy i oddaje korektę. Z wyjątkiem dopisu do nagłówka słowa Manifest i zmiany kilku nazwisk w podpisach członków Polskiego Komitetu, Wyzwolenia Narodowego, błędów mało. Żartujemy, że to dzięki Mińskiemu, który wycofał się z brania udziału w składzie.

Skład składem, był trudnym, ale został zrobiony. Na maszynie mała stertka papieru, a wydaje się taka straszna. Jak ją „zjechać” bez napędu elektrycznego? Maszyna duża, pełno-formatowa, wydająca około 700 sztuk na godzinę w warunkach normalnych, obecnie obezwładniona, jak pochłonie ten nakład? Na wydrukowanie jednego arkusza potrzeba około piętnastu obrotów koła napędowego o średnicy 65 cm, a nas jest tylko pięciu. Pierwszy zatoczył rękawy kapral Władzio, pepeszę postawił pod piecem, przykrył pałatką i podszedł do koła. Ja siedzę wysoko na maszynie, nakładam arkusze, liczę sztuki i słyszę coraz głośniejsze sapanie. Przekręcił kilkanaście razy, wychodzi zza maszyny z twarzą oblaną potem i woła plutonowego o zastępstwo. Następnie zmiana warty. Władzio zabiera swoją pepeszę na plecy, a na to samo miejsce stawia swoją plutonowy. Chłop niski, ale umięśniony, krępy, zdawało się, że pokaże, co umie. Zalany potem opuścił koło po dwudziestu kilku arkuszach. Z kolei moje miejsce zajął Maruszewski, a ja przystąpiłem do diabelskiego koła. I tak na zmianę. (…).

Gdyby nie pomysł Marii Solskiej, możliwym było, że Manifest drukowalibyśmy do zakończenia wojny. (…). Energicznie zwróciła się do plutonowego, aby wyszedł na ulicę i przyprowadził kilku przechodniów, których nawiasem mówiąc nie było za wielu, gdyż w ostatnich dniach przed wkroczeniem wojsk wyzwoleńczych, przytłaczająca większość ludności opuściła miasto, szukając schronienia po okolicznych wioskach. Dłuższy czas czekamy na powrót plutonowego, wreszcie wchodzi przyprowadzając ze sobą kilkunastu mężczyzn. Od tej chwili poczciwa, ponad sto lat licząca staruszka „Cotrell Sons”, nie miała chwili wytchnienia, bo zmieniający się ochotnicy do „napędu” zawiadamiali innych, którzy płynęli nieprzerwanym strumieniem. Dużo kłopotu mieli z nimi plutonowy i kapral, gdyż każdy z nich żądał po egzemplarzu na pamiątkę. Gdyby papieru było pod dostatkiem, na pewno każdy by go otrzymał.

Siedząc wysoko na maszynie nakładam arkusze, oglądam mężczyzn w sile wieku, i o dziwo, wszyscy ze łzami cieknącymi po policzkach. Były to następstwa czytania drukującego się Manifestu. O zmroku, już przy palących się świeczkach, cały nakład zabrał Miński, oświadczając, że kapitan Hardy (w niektórych tekstach nazwisko pisane Harny -– przyp. zwo) cały skład zostawić, gdyż w wypadku zdobycia papieru będzie następny nakład. (…).

W roku 1950 nastąpiło upaństwowienie zakładu, a jednocześnie z nim zaczął stopniowo wkraczać postęp techniczny. Wysłużona staruszka „Cotrell Sons” rozmontowana i ułożona w skrzyniach przez długi czas po swoich długoletnich trudach, odpoczywała na placu przy drukarni. W końcu została sprzedana jako dobry surowiec do odlewu części do jakiejś cukrowni. Na pewno srodze przeklinała swój haniebny koniec i nie mniej pociła się w piecu hutniczym od tych, którzy w dniu historycznym popychali jej koło napędowe. (Jacek Zajączkowski, Przez gehennę okupacji do historycznego Manifestu. „Ziemia Chełmska” (wydawca: Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Chełmskiej. Chełm 1972, s. 8, 9, 10).

 

W PRL-owskiej propagandzie Jacka Zajączkowskiego okrzyknięto sztandarową postacią drukującą w Chełmie 22 lipca 1944 roku „w małej chełmskiej drukarni”, Manifest Lipcowy. Najczęściej pomijano Marię Solską i Tadeusza Maruszewskiego, którzy „nie pasowali” do propagandowego portretu młodego, zaangażowanego w druk Manifestu, zecera, robotnika drukarni, składającego i drukującego w Chełmie Manifest Lipcowy. Wielokrotnie, podczas druku jednodniówki „Ziemia Chełmska”, gdy „z drukarską bracią zawarliśmy przyjacielską, drukarsko-redakcyjną sztamę”, po wypiciu kieliszka (niejednego) „polskiej czystej’ (z włożoną weń czcionką drukarską) pogłębialiśmy naszą przyjaźń, rozmawiając m. in. z pracownikami i Jackiem Zajączkowskim o dniach, gdy w lipcu 1944 roku w składano i drukowano Chełmie Manifest Lipcowy. W roli, jaką Jackowi Zajączkowskiemu przypisywała PRL-owska propaganda, czuł się on „bardzo źle i nieswojo”, zwłaszcza, że prasa, której udzielał wywiadów, w których mówił m. in. o 26 lipca 1944 roku, o dniu składania i drukowania Manifestu, wstawiała bez jego wiedzy i zgody, bez autoryzacji jego wypowiedzi, zawsze datę 22 lipca 1944 roku.

 

Stanisław Skibiński (o Stanisławie Skibińskim pisałem o nim w „Przeglądzie Dziennikarskim” dnia 26 kwietnia 2020) w artykule Chełmski czterdziesty czwarty, opublikowanym w 1975 r. w „Ziemi Chełmskiej”, pisał:

„Rozpoczynała się właśnie trzecia dekada lipca czterdziestego czwartego roku, a tu zaczęto mówić o początkach, prawie wszystko zaczynało się od nowa. Odświętną „czerwoną” kartką nowego kalendarza stał się Manifest – pierwszy dokument państwowy, a w Chełmie – pierwszy również druk pookupacyjny (…). Plakat, którego odmiany orto-poligraficzne poddaje się analizom, aby ustalić miejsce jego powstania, okoliczności druku, wysokość nakładów, ilość zachowanych egzemplarzy lub tylko ich fragmentów. Trudno byłoby dziś wskazać, o którym z polskich dokumentów tyle napisano, co o Manifeście Lipcowym, a którego na początku nikt nie wstydził się sygnować: „Chełm 22 lipca 1944 r.”. (Stanisław Skibiński Chełmski czterdziesty czwarty. [:w] „Ziemia Chełmska” (wydawca: Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Chełmskiej. Chełm 1975, s. 6).

 

*************

24 lipca 1944 roku do Chełma wkroczyły oddziały 1 Armii Wojska Polskiego pod dowództwem gen Zygmunta Berlinga, pod dowództwem gen. Zygmunta Berlinga. Żołnierze polscy przynieśli do Chełma na swych ramionach drewniany, wyciosany przez nich krzyż „gdzieś zza Bugu, z polskiej ziemi“ i ustawili go na placu kościoła p. w. Rozesłania Świętych Apostołów. Krzyż ten, będący świadectwem ich wiary w Boga, miłości do Polski, umiłowania wolności, nadziei i zwycięstwa, stoi tam do dzisiaj.

 

Kazimierz Andrzej Jaworski, legendarny założyciel, wydawca i redaktor naczelny słynnej „Kameny”, powstałej w Chełmie w 1933 roku:

„Przełomowe chwile wyzwolenia. (…). Niezapomniane chwile wkroczenia Wojska Polskiego do miasta. Entuzjazm mieszkańców nie znał granic. Chyba wszystkie ogrody chełmskie zostały ogołocone z kwiatów. W domu kartka od Putramenta: kilka słów serdecznych, że chciał się ze mną zobaczyć, ale mnie nie zastał, jedzie dalej do Lublina.

A później spotkanie z Pasternakiem, rozmowa o obozach koncentracyjnych: ja o Sachsenhausen, on o Berezie Kartuskiej, potem o literaturze wojennej: ma książki, poezje polskie, wydane w Moskwie! Pożycza mi je na jeden wieczór, przepisywałem je do późnej nocy.

A wkrótce potem Lublin i pierwsze zebranie literatów, na którym przewodniczył Rzymowski. Z boleścią obliczamy straty wojenne – iluż to pracowników pióra zgładziło barbarzyństwo hitlerowskie!

Zabrakło wśród nas lubliniaków – Arsztajnowej, Czechowicza, Domińskiego, Podstawki, zginęli: Boy, Hollender, Górska, Schulz, Hulewiczowie i tylu, tylu innych. A iluż los jest nieznany! Na sali garstka miejscowych i ci, co przybyli z Wojskiem Polskim ze Związku Radzieckiego. Radzimy o przyszłej pracy. Zapada uchwała wydawania tygodnika literackiego „Odrodzenie”. Ciężko będzie wypełnić luki, ale życie kulturalne musi się rozwijać”. (K. A. Jaworski, Koniec seansu. Lublin 1972, s. 394, 395).

 

Jacek Zajączkowski:

„Od wczesnych godzin rannych na ul. Lubelskiej szpalery ludności, która gremialnie powróciła do miasta witać wkraczających wyzwolicieli Kościuszkowców. Kwiaty, łzy szczęścia, kwiaty, łzy radości i nieprzerwane gromkie: „Niech żyją wtórują żołnierskiej piosence: Marsz, marsz Polonia, nasz wierny Narodzie. (Jacek Zajączkowski, Przez gehennę okupacji do historycznego Manifestu. [w:] „Zwierciadło” 1922-1972”. Jednodniówka dla uczczenia 50-lecia istnienia chełmskiej drukarni wydana przez Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Chełmskiej. Chełm 1972, s. 9).

 

Była wśród tych „szpalerów ludności“ Barbara Bodakowska, wówczas kilkuletnia dziewczynka z długimi warkoczami, późniejsza aktorka i reżyserka Teatru Ziemi Chełmskiej, jedna ze sztandarowych postaci powojennego chełmskiego teatru, którą – wręczającą kwiaty żołnierzom polskim – utrwalił na zdjęciu korespondent wojskowy. Zdjęcie przedrukowywano jeszcze przez wiele lat w polskiej prasie, najczęściej z okazji kolejnych lipcowych rocznic ogłoszenia Manifestu PKWN.

 

Barbara Bodakowska:

„Jest, jest nasze polskie wojsko nie sen, nie zjawa (…). Polacy! Nasi Chłopcy! (…). wszędzie tłumy, każdy chce dotknąć tych naszych Giewontowych rycerzy, takich prostych, zwyczajnych, bez złotej zbroi, ale potężnych, mocarnych. (…) Tłumy ludzi ciągną się od Gmachu po kino i dalej – wszędzie jak okiem sięgnąć morze głów, las chusteczek, powódź kwiatów. Stoję znieruchomiała na skraju krawężnika przed kinem (…). Nie czuję, że drobne kruszyny żwiru wbijają się w bose stopy, nie przeszkadza mi moja lniana sukienka, uszyta z braku materiału ze ścierek, nie ciążą mi nawet moje zbyt bujne warkocze. Patrzę, chłonę ten wspaniały widok, niepowtarzalny, piękny i groźny zarazem. Zbliżają się dwa konie: biały i kasztan. Na jednym znana mi dobrze ze zdjęć autorka wielu książek Wanda Wasilewska, a obok „…Berling…generał Berling…“ rozlega się w tłumie. Ktoś mnie wypycha na szosę, ktoś krzyczy: „idź, daj kwiaty…” Boję się, panicznie się boję. Dwa końskie łby zawisły nad głową. Nie widzę nawet uśmiechów pochylających się ku mnie… Jak automat rozrywam bukiet kradzionych u sąsiada kwiatów, ręce same podnoszą się ku górze, wiem, że ktoś je bierze…” (Barbara Bodakowska-Jaroszek, Z moich wspomnień. „Ziemia Chełmska”. Wydawca: Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Chełmskiej. Chełm 1972, s. 19, 20).

 

Kazimierz Janczykowski (o K. Janczykowskim pisałem w „Przeglądzie Dziennikarskim” 6 czerwca 2022 r.):

„Nie była to parada żołnierskiego połysku, lecz defilada przyfrontowa pod echa głuchych grzmotów dalekiej kanonady, to była defilada żołnierskich serc, bijących radośnie i rytmicznie na wyzwolonym skrawku ziemi ojczystej. Już słychać fanfary, łoskot bębnów, z muzyką popłynęła melodia Hej, kto Polak na bagnety…Zakręciły się łzy w oczach tysięcy widzów, a z piersi wyrwał się samorzutny okrzyk: Hura! Hura! Hura! Defilowały oddziały I Dywizji WP im. T. Kościuszki. Na przedzie jechał generał Zygmunt Berling w towarzystwie Wandy Wasilewskiej. Powiewają piastowskie Orły (…). W uszach dzwonią słowa żołnierskich pieśni: Marsz, marsz Polonia…, Płynie, płynie Oka…(Kazimierz Janczykowski, Pierwsze dni wolności. „Ziemia Chełmska”. Wydawca: Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Chełmskiej. Chełm 1972, s. 6).

 

Jerzy Tuszewski (o Jerzym Tuszewskim pisałem w „Przeglądzie Dziennkarskim” 30 kwietnia 2021 r.) w Księdze pamiątkowej Czarniecczyków pisał:

„Wsiąkała wtedy krew. Stygło żelazo. Na wielkich schodach największego gmachu dzielnicy zwanej Dyrekcją zwycięzcy śpiewali: „Ech, ty Dunia!…“.

A niebawem na tych samych schodach siwy, ogłuchły od huku dział i starości człowiek w białym ornacie śpiewał: … „Pax Vobiscum! Per omnia secula seculorum!

– „Amen”! – odpowiadali mołojcy spod Lenino.

To była Msza św. odprawiana dla dużej części I Dywizji im. Tadeusza Kościuszki. A w pierwszym rzędzie krzeseł siedział m. in. gen. Zygmunt Berling.

A ja wraz z kilkoma kolegami służyliśmy do Mszy św. Jako ministranci. Bo muszę tu dodać, że przez całą niemal okupację hitlerowską, w Chełmie byłem członkiem Koła Ministrantów przy kościele p. w. Rozesłania Świętych Apostołów i w każdą niedzielę spotykaliśmy się na nielegalnych zebraniach tegoż Koła pod opieką niezapomnianego księdza Zygfryda Berezeckiego (kandydata na ołtarze – przyp. zwo).

Wtedy to podczas tej Mszy św. usłyszeliśmy: „…Przysięgamy skrwawionej Ziemi Polskiej i Narodowi Polskiemu!…“ – wołali chórem młodzieniaszki znad Buga i spod Chełmskiej Góry. A niewiele później tam właśnie ogłoszono po raz pierwszy „wszem i wobec i każdemu z osobna, że…ziemia dla ludu, a praca i nauka dla wszystkich!”.

Tak można by w jednym zdaniu streścić Manifest tzw. Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, który wówczas odczytywano.

Któż z nas młodych, nie znających jeszcze wtedy tragicznych zawikłań i kompromitujących wręcz zakłamań lewicowych idei naszego radzieckiego wyzwoliciela, mógł pomyśleć, że Manifest zredagowany w Moskwie, a drukowany w chełmskiej drukarni „Zwierciadło“ głosił „ćwierć prawdy“ jedynie.

No, może jeszcze niektórzy z moich kolegów wychowanych w domach super prawicowych z kręgu idei Romana Dmowskiego przekreślali owe hasła a priori.

Ale nigdy nie zgodzę się z tezą, że totalnie wszystko było wrogie i zakłamane, że całą tę przeszłość należy wrzucić do jednego worka.

Uważam bowiem, iż należy co jakiś czas sięgać do przeszłości, przypatrywać się z bliska niektórym ważnym jej zjawiskom, rozsądnie weryfikować pewne fakty, czy postacie dawnej epoki, ale bez politycznej namiętności lub niekiedy nawet oszalałej wrogości, ażeby całej przeszłości nie wrzucać b e z k r y ty c z n i e co pewien czas do „śmietnika rzeczywistości“ nie tylko naszego kraju. Co wcale nie znaczy, by od czasu do czasu nie weryfikować precyzyjnie naszej społeczno-politycznej głupoty czy bezmyślności z różnych okresów naszego życia.

Warto też może przywołać czasami niezwykle mądrą myśl hiszpańskiego filozofa – Ortegi’y Gasseta, która brzmi: „Historia jest najbardziej precyzyjną nauką o teraźniejszości“, mając na uwadze nie tylko literaturę i sztukę.

Przypomnijmy zatem naszą pierwszą lekcję samodzielności, kiedy przyszedł dla naszej Chełmskiej Ziemi pierwszy w o l n y s i e r p i e ń – oczywiście mam tu na myśli wolność od hitlerowskiego okupanta.

Tamci w mundurach poszli na Berlin.

Tu ogłoszono pierwszy zaciąg. Zaciąg do pierwszej polskiej szkoły.

Wyglądało to tak, jak pospolite ruszenie.

Jedni wyłazili z lasu – cuchnęli prochem. Drudzy ciągnęli z okolicznych wiosek – z rękami spękanymi od pługa. A jeszcze inni po prostu – z ciepłych matczynych kojców, uchowani od zawieruchy wojennej w dobrych, zacnych, nieskanalizowanych domach naszego tysiącletniego miasta, założonego na kredzie i marglu…

Pracowaliśmy wszyscy bez wyjątku. Ledwie jedna grupa młodych zdążyła ochłonąć z wrażenia pierwszego egzaminu wstępnego w po klasztornych murach „Pedagogium“, a już zmieniała inną przy oczyszczaniu ze zwałów siennikowej słomy wnętrza żółtego gmachu, który w czasie wojny pełnił funkcję żołnierskiego lazaretu, że pozwolę sobie nazwać z niemiecka były wojenny szpital Wehrmachtu.

Pracowaliśmy wszyscy bez wyjątku. Starzy woźni obok młodych byłych partyzantów, chłopi z rejonu Chełma obok starych profesorów. Do wideł i miotły pchały się młode, krzepkie dziewczęta. Nawet maminsynkowie zacnych chełmskich rodów chwytali za taczki pełne gruzów i śmiecia…

Jeden z kolegów przyniósł naszej grupie chłopców pracujących, kopię Manifestu Lipcowego i usiłował zwrócić naszą uwagę, głośno czytając jego fragment: „Jednym z najpilniejszych zadań Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego będzie na terenach oswobodzonych odbudowa szkolnictwa i zapewnienie bezpłatnego nauczanie na wszystkich szczeblach. Odbudowa szkół zostanie natychmiast podjęta. Tak jak w roku 1915 w Chełmie powstała pierwsza szkoła średnia po upadku caratu, tak samo w trzydzieści lat później po zdławieniu faszyzmu powstaje w Chełmie pierwsza demokratyczna polska szkoła nosząca to samo miano: imienia Stefana Czarnieckiego“

(…) No, patrzcie! Mimo, że redagowali ten Manifest w Moskwie, aż się wierzyć nie chce, ile tam rozsądku nawypisywali!“ – zawołał jeden z kolegów, którego nie mogłem zaliczyć wtedy do tzw. przyjaciół Związku Radzieckiego, bo jeszcze niedawno był w partyzantce mocno „prawicowej…”. (Jerzy Tuszewski, Szkoła samodzielności czyli notatki krótkie z perspektywy sześćdziesięciu sześciu lat. [w:] Księga pamiątkowa Czarniecczyków. T. VI, Chełm 2010, s. 137-139).

 

Nieco inną relację z tego okresu przeczytamy w książce Jana Drewnowskiego pt. Cynga. Wspomnienia z łagrów północy 1940-1944, „poświęconych pamięci milionów ofiar stalinowskich łagrów z lat 1936-1956, w szczególności zaś pamięci moich Rodaków“. Pisarz ,„po czterech latach i siedmiu miesiącach przebywania w więzieniach i łagrach ZSRR w latach wojny“, w 1944 r. wracał do Polski. W Kijowie zatrzymał się w domu przyjaciela, współwięźnia stalinowskich kaźni, wybitnego poety ukraińskiego Pawła Michajłowicza Gubienki – Ostapa Wiszni, zwolnionego przez Stalina z łagrów i ogłoszonego przez niego narodowym poetą Ukrainy. Z powrotu Ostapa Wiszni z łagrów Stalin uczynił w ZSRR „prawdziwą manifestację narodową”.

 

Jan Drewnowski:

„U państwa Wiszniów rozmawiałem z wieloma ludźmi nie ukrywając, wzorem gospodarza, swojej łagrowej przeszłości, a także swojej polskości. W czasie tych rozmów dowiedziałem się wiele o dywizji kościuszkowskiej, a przede wszystkim o tym, że jej dowództwo nie kwateruje już w Winnicy, lecz dawno przeniosło się do Chełma, a najprawdopodobniej znajduje się już w Lublinie. Tak więc z Kijowa tam miałem właśnie wyruszyć. (…). Obsługa pociągu (…) miała rozkaz jechać wprost do Chełma i Lublina. Przyjechałem do Polski, nie wiedząc o tym. Pociag zatrzymał się na krótki postój w Chełmie. Polski kolejarz zapytany, gdzie stacjonuje dowództwo Wojska Polskiego, odpowiedział bez wahania: „Już w Lublinie”. (Jan Drewnowski, Cynga. Wspomnienia z łagrów północy 1940-1944. Warszawa 1989, s.164, 165).

 

*************

„27 lipca 1944 roku dwoma samolotami przyleciał z Moskwy do Chełma „podstawowy trzon PKWN z Edwardem Osóbką-Morawskim na czele. Siedzibą PKWN stał się gmach Dyrekcji PKP” (Andrzej Rybak, Dzieje ziemi chełmskiej Kalendarium. Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Chełmie, Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich Zarząd Okręgu w Chełmie. Chełm 1998, s. 185).

 

Janusz Wrona:

„Dopiero po zawarciu porozumienia w sprawie granic PKWN mógł przenieść się do kraju. Dwa radzieckie samoloty typu Douglas, eksportowane przez kilkanaście myśliwców przywiozły 27 lipca do Chełma pred wieczorem większość członków tego organu władzy w liczbie 27 osób. Z członków PKWN zabrakło Stefana Jędrychowskiego, Wincentego Rzymowskiego i Wandy Wasilewskiej, którzy pozostali w Moskwie (według niektórych opracowań Wanda Wasilewska przybyła do Chełma wcześniej – przyp. zwo). Przybycie przedstawicieli Komitetu poprzedziła wizyta w Chełmie gen. Gieorgija S. Żukowa, komisarza bezpieczeństwa państwowego III klasy, pełnomocnika rządu ZSRR ds. obcych formacji wojskowych tworzonych na terytorium ZSRR, który sprawował „opiekę” nad Armią Andersa i ZPP z ramienia radzieckich władz bezpieczeństwa. (patrz: Krystyna Kersten, Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego 22VII – 31 XII 1944. Lublin 1965, s. 44. Janusz Wrona, Polski Komitetu Wyzwolenia Narodowego. „Rocznik Chełmski”, t. 2, Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Chełmie, Zarząd Okręgu Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polski w Chełmie, Polskie Towarzystwo Historyczne Oddział w Chełmie. Chełm 1966, s. 256).

 

Edward Osóbka-Morawski:

„W Chełmie żadnych przygotowań na przyjęcie członków PKWN nie zastaliśmy, mimo że już wcześniej wysłany został w tym celu przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie, towarzysz Kazimierz Sidor. Musieliśmy się więc urządzić sami. Na siedzibę Komitetu zajęliśmy były Urząd Gmachu Skarbowego, w którym przed wojną mieściła się Dyrekcja Kolei Państwowych, a kilka sąsiednich domków przeznaczyliśmy na mieszkania dla członków i pracowników PKWN – pisze we wspomnieniach Edward Osóbka-Morawski. – W Chełmie obok naszych żołnierzy z I Armii, służbę na ulicach pełniła także straż wyznaczona przez delegata londyńskiego. Przez cały czas pobytu w tym mieście, idąc ze swojego mieszkania do biura Komitetu, mijałem uzbrojonych policjantów rządu emigracyjnego, ale żadnych zamachów ani incydentów nie było. (…).

Ważną kwestią, jaką się wówczas w Chełmie zajmowałem, było nawiązanie kontaktu z lokalnymi strukturami podziemia prolondyńskiego w celu podporządkowania ich naszemu kierownictwu. Zaprosiłem na naszą rozmowę przewodniczącego uznającej rząd Mikołajczyka Rady Miejskiej w Chełmie, naświetliłem mu ogólną sytuację polityczną i poradziłem, aby rozwiązał swoją Radę. Bez sprzeciwu wyraził zgodę. Nie chcieli natomiast tego uczynić przywiezieni 31 sierpnia 1944 r. do Chełma pod konwojem Rosjan: Władysław Cholewa, delegat Rządu RP na województwo lubelskie, oraz komendant AK gen. Kazimierz Tumidajski”. (Edward Osóbka Morawski, Trudna droga. Fragmenty wspomnień. Warszawa 1992, s.126. Cyt. za: Janusz Wrona, Polski Komitetu Wyzwolenia Narodowego. „Rocznik Chełmski”, t. 2. Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Chełmie, Zarząd Okręgu Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polski w Chełmie, Polskie Towarzystwo Historyczne Oddział w Chełmie. Chełm 1966, s. 256, 257).

 

Robert Kozyrski:

„Pomiędzy 27 lipca a 2 sierpnia 1944 roku nie odbyło się w Chełmie ani jedno posiedzenie PKWN, nie dysponujemy bowiem, aż do 2 sierpnia 1944 roku, żadnym protokołem obrad. Nie bardzo wiadomo też, czym w tych dniach zajmowali się członkowie Komitetu i czy wszyscy byli obecni w mieście!? Pewne światło na ich działalność rzucił sam przewodniczący PKWN – Osóbka-Morawski, którego słowa skrupulatnie zacytowała w swej książce Krystyna Kersten (Krystyna Kersten, Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego 22VII – 31 XII 1944. Lublin 1965, s. 45-47: przyp. – Krystyna Kersten).

„W Chełmie wskazano nam tylko budynek, w którym był miejscowy Urząd Skarbowy (chodzi o gmach przedwojennej Dyrekcji Kolei – R.K.) i budynek na tymczasowe mieszkania członków PKWN i jego urzędników. Budynek Urzędu Skarbowego był splądrowany, szafy porozbijane, akta w poniewierce walały się po pokojach i korytarzach. Nie rozporządzano żądnym jeszcze personelem sprzątaczek, ani żadną gotówką na ich wynajęcie spośród miejscowej ludności. Członkowie PKWN i ich urzędnicy w liczbie kilkunastu osób sami chwycili za miotły i szczotki, szafy, krzesła…(…). Ograniczyliśmy się w Chełmie do wysłanie pełnomocników upoważnionych do zorganizowanie władzy w poszczególnych województwach już wyswobodzonych i do wydania kilku niezbędnych dekretów, które podówczas symbolizowały charakter PKWN jako najwyższego organu władzy wykonawczej w państwie, gdyż nie mieliśmy jeszcze w swej dyspozycji dostatecznego organu władzy, który mógłby te zarządzenie wprowadzić w życie. (Robert Kozyrski, PKWN w Chełmie? Na podstawie protokołów posiedzeń Delegatury KRN dla trenów wyzwolonych i PKWN z lipca 1944 r. w Chełmie. Materiały. [w:]„Rocznik Chełmski”. Tom 22. Stowarzyszenie Rocznik Chełmski. Chełmska Biblioteka Publiczna im. M. Orsetti, Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Chełmie. Chełm 2018, s. 460).

 

*************

Od powstania PKWN w lipcu 1944 Polska stała się państwem elitarnym, totalitarnym, uzależnionym od ZSRR, deklaratywnie wolnym i niezależnym, suwerennym i niepodległym, pozbawionym rzeczywistej państwowości, wolności i niepodległości. Była państwem rządzonym przez ludzi, którzy głosząc szczytne ideały demokracji– wbrew woli narodu –tworzyli w Polsce system komunistyczny wzorowany na totalitarnym, zbrodniczym ustroju sowieckim.

Przeciwko tworzeniu takiego państwa wystąpił Rząd w Londynie, starając się zdemaskować rzeczywiste cele i działania PKWN. 26 lipca 1944 roku ukazała się odezwa przewodniczącego Rady Jedności Narodowej i delegata rządu londyńskiego:

 

„Rosja żąda od nas odstąpienia połowy naszego terytorium – wschodnich województw zrośniętych z Polską od wieków. Wbrew prawu międzynarodowemu już dziś uważa nasze Ziemie Wschodnie za część Związku Sowieckiego. Uporczywie odmawia podjęcia stosunków dyplomatycznych z legalnym Rządem polskim i utworzyła posłuszne sobie rzekomo polskie organy państwowe (komunistyczną „Krajową Radę Narodową” i „Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego”) celem uzależnienia Polski od Związku Sowieckiego”.

 

Dzień później 27 lipca 1944 roku KG AK w „Biuletynie Informacyjnym” zwracała się do Polaków:

„Ponieważ ów sowiecki Komitet Wyzwolenia Narodowego już rozpoczął organizowanie władz administracyjnych na ziemiach Lubelszczyzny we współpracy z peperowskimi gminnymi, wiejskimi i powiatowymi Radami Narodowymi – stwierdzamy: obywatelom polskim nie wolno przyjmować żadnych mandatów i funkcji od tych samozwańczych władz”. (T. Żenczykowski, Polska lubelska 1944. Paryż 1987, s. 263-265 [w:] Janusz Wrona, Polski Komitetu Wyzwolenia Narodowego. „Rocznik Chełmski”, t. 2, Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Chełmie, Zarząd Okręgu Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polski w Chełmie, Polskie Towarzystwo Historyczne Oddział w Chełmie. Chełm 1966, s. 263).

 

Janusz Wrona:

„Ostra fala represji dotknęła wszystkie kręgi społeczne. Według relacji Zygmunta Berlinga, w więzieniach Przemyśla, Zamościa i Lublina znalazło się ponad 12 tysięcy ludzi.

Rządy bezprawia – stwierdzał Berling – przekroczyły wszelkie granice, cierpienia ludzkie były takie, że nie można było tego znieść. Musiały one rewoltować każdego uczciwego człowieka, bez względu na jego polityczne poglądy albo przynależność partyjną” („Prawo i Życie” 1989 (30 IX), s. 5). 14 listopada wykonano pierwszy wyrok śmierci w procesie politycznym żołnierza AK, prowadzonym przed Sądem Wojskowym Lubelskiego Garnizonu w więzieniu na Zamku Lubelskim. W czasie funkcjonowania PKWN, tj. do końca grudnia 1944 r., według niekompletnego rozpoznania, wykonano 33 takie wyroki. Wszystkie ofiary ówczesnej „sprawiedliwości” zostały po 1989 r. w drodze rewizji nadzwyczajnej wyrokiem Sądu Najwyższego RP uniewinnione.” (Cyt. za: Janusz Wrona, Polski Komitetu Wyzwolenia Narodowego. „Rocznik Chełmski”, t. 2, Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Chełmie, Zarząd Okręgu Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polski w Chełmie, Polskie Towarzystwo Historyczne Oddział w Chełmie. Chełm 1966, s. 262-263).

 

Represje w Chełmie, powiecie chełmskim i okolicznych miejscowościach, dokonane przez sowieckie NKWD i polskie służby bezpieczeństwa, trwały już od lipca 1944 roku.

 

Andrzej Rybak:

5 sierpnia 1944 roku. Starosta Marian Trendota został aresztowany i wywieziony do obozu w Kijowie. (…).

13 sierpnia 1944 roku. Pod pozorem rozpoczęcia roku szkolnego zabrano z domów w powiecie chełmskim kilkunastu nauczycieli, w większości związanych z konspiracją i osadzono na III polu obozu w Majdanku. Znalazło się tam później kilku oficerów Inspektoratu AK Chełm. W końcu sierpnia wszystkich wywieziono do obozu w Riazaniu. (…).

Listopad 1944 rok. Podczas działań pacyfikacyjnych lub na podstawie gotowych list, aresztowano około 300 osób, członków AK Inspektoratu Chełm (dotyczyło to wsi: Turobin, Rejowiec i okolice, Gorzków, Dębica, kol. Zwierzyniec, Olesin, Rybczewice, Fajsławice, i kilka wsi w powiecie włodawskim). Aresztowanych wywieziono do Borowicz i Ostaszkowa”.

Grudzień 1944 roku. Na przełomie roku 1944 i 1945 organa NKWD i grupy Urzędu Bezpieczeństwa przeprowadziły masowe aresztowania na terenie Inspektoratu Chełm. Zatrzymano łącznie około 200 osób, m. in. z Izbicy, Chełmca, Ostrzycy, Stryja, Tarnogóry i Piask Szlacheckich. (…).

21 stycznia 1945 roku. Większość z aresztowanych w grudniu i styczniu wysłano tranportem z Lublina do obozów w Nagornej, Kizlu i Połownice. Do obozów trafiło około 30 żołnierzy z odziałów partyzanckich zgrupowania OP-7 (najwięcej z OP-7 III „Jaremy”). (Andrzej Rybak, Dzieje ziemi chełmskiej Kalendarium. Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Chełmie, Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich Zarząd Okręgu w Chełmie. Chełm 1998, s. 186, 188).

 

*************

Janusz Wrona:

„Od 28 września do 3 października 1944 r. w Moskwie przebywała delegacja z KRN i PKWN. Podczas wizyty, której przebieg znamy z obszernej relacji, jaką złożono na posiedzeniu Biura Politycznego KC PPR 9 października 1944 r., zapadły decyzje o totalnej konfrontacji z Armią Krajową, uznaną za głównego wroga i konkurenta politycznego PKWN. Wizytę w Moskwie delegacji polskiej Józef Stalin potraktował jako okazję do dokładnego poinstruowania polskich komunistów, jakie przyjąć założenia w polityce wewnętrznej i jak je mają relizować. Uczynił to podczas spotkania z delegacją, jak również podczas spotkania z najbardziej wówczas zaufanymi członkami polskich władz: Bolesławem Bierutem, Michałem Rolą-Żymierskim,Wandą Wasilewską i Edwardem Osóbko-Morawskim. Jak relacjonował Bierut, przywódca ZSRR wyrażał niezadowolenie z dotychczasowych poczynań PKWN i nakazywał działać metodami rewolucyjnymi:

„U nas tow. Stalin nie widział metod rewolucyjnych i krytykował nas za to (…). Tow. Stalin krytykował nas za miękkość, za rozlazłość, że nie umiemy wystąpić dostatecznie śmiało. Kiedy dowiedział się, że żaden obszarnik nie został jeszcze posadzony,wymyślał: „Cóż wy za komuniści! To nie tylko brak komunizmu, to brak patriotyzmu, właściwego stosunku do potrzeb narodu”. (Janusz Wrona, Polski Komitetu Wyzwolenia Narodowego. „Rocznik Chełmski”, t. 2. Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Chełmie, Zarząd Okręgu Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polski w Chełmie, Polskie Towarzystwo Historyczne Oddział w Chełmie. Chełm 1966, s. 261).

 

*************

Walkę zbrojną z totalitarnym, zbrodniczym reżimem komunistycznym prowadziły w Chełmie i na terenie powiatu chełmskiego oddziały Armii Krajowej. Do walki włączyły się Bataliony Chłopskie i Narodowe Siły Zbrojne. Ale to temat na oddzielny artykuł.

 

*************

Edycja „chełmska” Manifestu Lipcowego w Polsce Ludowej podawana była jako jedyna wersja Manifestu, przemilczano wersję „moskiewską“ (trzyszpaltową, drukowaną w Moskwie, rozplakatowaną w Chełmie przed wydrukowaną w Chełmie „wersją chełmską“).

W Polsce Ludowej 22 lipca był świętem narodowym. Chełm „dumnie” nazywano „pierwszą stolicą Polski Ludowej”, „miastem PKWN”, „miastem Manifestu Lipcowego”. W Chełmie, jak i w całym kraju, co roku dnia 22 lipca, bardzo uroczyście, „z wielką patriotyczną pompą i patosem”, z udziałem najwyższych władz partyjnych, państwowych, związków zawodowych i młodzieżowych, z udziałem robotników z chełmskich zakładów pracy „tłumnie” uczestniczących w tych imprezach.

Do 1989 roku – zacytujmy jedno z haseł PRL-owskiej propagandy: „ Żeby Polska rosła w siłę, a ludziom się żyło dostatnio” – w placówkach kultury, zakładach pracy i „na wolnym powietrzu” odbywały się akademie, zabawy, imprezy kulturalne i festyny ludowe. W tym dniu „świecące pustkami” sklepy zaopatrywano w „luksusowe” towary (mięso, wędliny, masło, lody, czekolady, owoce cytrusowe), których na co dzień nie można było kupić.

 

*************

Janusz Wrona:

„PKWN i jego Manifest do Narodu Polskiego symbolizowały przez 45 lat odrodzenie powojennej rzeczywistości polskiej. Rzadko kiedy w historii oficjalna rocznica odzyskania niepodległości, będąca blisko pół wieku narodowym świętem, łączyła się z tak licznymi niedomówieniami, bądź wręcz zafałszowanymi okolicznościami towarzyszących jej wydarzeń. Utrwalona przez wieloletnią propagandę symbolika nakazywała kojarzyć PKWN z Chełmem, który miał pełnić rolę pierwszego miasta w Polsce, gdzie rozpoczynał się proces odbudowy „niepodległej i suwerennej Polski”.

Rekonstrukcja wydarzeń z 1944 r., pozbawiona propagandowego patosu, na podstawie udostępnionych niedawno historykom materiałów źródłowych, pozwala ukazać rozmiary „pierworodnego grzechu”, z jakim rodził się w Polsce narzucony z zewnątrz system władzy komunistycznej. Wkroczenie oddziałów wojsk sowieckich na terytorium Europy Środkowej i Południowo-Wschodnie zapoczątkowało proces podporządkowania tego regionu Moskwie”. (Janusz Wrona, Polski Komitetu Wyzwolenia Narodowego. „Rocznik Chełmski”, t. 2, Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Chełmie, Zarząd Okręgu Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polski w Chełmie, Polskie Towarzystwo Historyczne Oddział w Chełmie. Chełm 1966, s. 241).

 

Robert Kozyrski:

„Rozbrajająca szczerość, z jaką Osóbka-Morawski opisał kilkudniowy pobyt PKWN w Chełmie, dość dobrze obrazuje pozycję i odbiór tego gremium w społeczeństwie. Pamiętać należy, że Komitet był wyłącznie narzędziem w rękach Kremla, które miało ułatwić Stalinowi przejęcie kontroli nad opanowanym już przez Armię Czerwoną obszarem. Chełm do tej gry został włączony niejako przez przypadek, co więcej, Komitet wbrew powtarzanej i utrwalanej przez lata przez aparat PRL legendzie, nie podjął tu żadnej kluczowej decyzji (nie zachował się ani jeden protokół obrad). Miasto pełniło raczej funkcję stacji tranzystorowej, w którym znajdował się dogodny do celu budynek (budowany przed wojną na dyrekcję Wschodnich Kolei Państwowych – przyp. zwo). Właściwym zaś miejscem działalności, dodajmy – przez dłuższy czas – stał się Lublin i to właśnie w nim na dobre umocnił się PKWN, którego formacje wojskowe wspierane przez wojska radzieckie zapewniły mu zwycięstwo w dramatycznym wyścigu po władzę, eliminując z tej rywalizacji rząd na uchodźstwie i jego przedstawicieli w Polsce. Odpowiedź na pytanie postawione w artykule, podobnie jak cała działalność PKWN, nie jest jednoznaczna. (…). Zdaniem wielu badaczy to właśnie Lublin a nie Chełm powinien nosić niechlubne miano „miasta PKWN”, chociaż najłatwiej byłoby pozostawić ten tytuł przy Moskwie. To tam właśnie stworzono aparat przemocy i terroru, który przez ponad cztery dekady funkcjonował w Polsce, skutecznie hamując rozwój w wielu jej dziedzinach. (…).

Materiał źródłowy, protokoły posiedzeń Delegatury KRN i PKWN, przechowywane w Archiwum Akt Nowych w Warszawie, są dość dobrze znane badaczom historii najnowszej Polski i w większości przypadków powstały w Moskwie w lipcu 1944 roku. Nigdy jednak, z kilkoma wyjątkami (przyp. – Robert Kozyrski: J. Stępień, Pierwsze decyzje. Protokoły posiedzeń Polskiego Komitet Wyzwolenia Narodowego 21 lipca – 6 sierpnia 1944 r. „Teki archiwalne”. Seria nowa, 2000, nr 5/27/, s.151-196), nie były publikowane w czasopismach naukowych i monografiach książkowych. Autor niniejszego artykułu oczywiście nie nosi sobie żadnych praw do pierwszeństwa w ich interpretacji, chodzi mu jedynie o przybliżenie mieszkańcom Chełma wydarzeń, które na trwałe wiążą się z miastem, pozostawiając przy tym ich ocenę czytelnikom”. (Robert Kozyrski, PKWN w Chełmie? Na podstawie protokołów posiedzeń Delegatury KRN dla trenów wyzwolonych i PKWN z lipca 1944 r. w Chełmie. Materiały. [w:]„Rocznik Chełmski”. Tom 22. Stowarzyszenie Rocznik Chełmski. Chełmska Biblioteka Publiczna im. M. Orsetti. Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Chełmie. Chełm 2018, s. 460, 461).

Ja również ocenę mego artykułu – i wydarzeń w nim przedstawionych – pozostawiam Czytelnikom.

Poprzedni artykułCzym jest gówno?
Następny artykułDziurawiec zwyczajny (Hypericum perforatum L.) roślina, która odstrasza demony
Zbigniew Waldemar Okoń
Zbigniew Waldemar Okoń - pisarz, animator kultury, regionalista. Ukończył filologię polską na UMCS w Lublinie (1968) oraz 3-letnie studia podyplomowe na Uniwersytecie Warszawskim (1991). Dyrektor Zasadniczej Szkoły Zawodowej (1969-1974), wizytator Kuratorium Oświaty i Wychowania (1975), dyrektor Wojewódzkiego Domu Kultury w Chełmie (1975-1987), wicedyrektor d/s naukowych i konserwatorskich Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie (1987-1991), nauczyciel dyplomowany szkół chełmskich (1982-1989, 1991-2002). Od 2003 roku na emeryturze. Redaktor naczelny studenckiego, ogólnopolskiego, naukowego pisma „Językoznawca” (1965-1968), współzałożyciel i wiceprzewodniczący Studenckiej Grupy Literackiej „Kontrapunkty” w Lublinie (1965-1968). Współredaktor „Ziemi Chełmskiej” oraz wydawnictw poświęconych chełmskiemu szkolnictwu (1968-2005). Członek Grupy Literackiej „Pryzmaty” w Chełmie (1969-1990, przewodniczący 1983-1990), Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Chełmskiej (sekretarz Zarządu 1975-1987). Lubelskiego Oddziału Związku Literatów Polskich (1984-, wiceprezes Oddziału 2006-2010, przewodniczący Komisji Rewizyjnej Oddziału 2010-,). Debiutował w „Ziemi Chełmskiej” (1962). Autor 7 tomów poetyckich, 1 powieści, 11 monografii twórców i regionalistów chełmskich.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj