Strona główna Hobby Kultura Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie!

Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie!

0
„Wkrótce przed synagogą zebrały się tłumy. (…) Ogień (…) rozszerzał się nadzwyczaj szybko i dach stał się wkrótce wielką, świecącą pochodnią. Płomienie uderzały na wysokość dziesięciu metrów ponad mury”. Autor zdjęcia nieznany. Domena publiczna. www.sedina.px.pl (CC BY-SA 3.0)

Niemieckie dzieje zachodnich i północnych regionów współczesnej Polski są wciąż prawie nieznane w regionach centralnych i wschodnich kraju, mimo dużego już w tych sprawach dorobku polskiej historiografii. Niewiedza dotyczy zwłaszcza całego zachodniego pogranicza, środkowego i północnego Nadodrza oraz terenów północno-zachodnich.

Wciąż mało je znają także mieszkańcy tych regionów, choć ostatnimi czasy tej wiedzy przybywa, między innymi dzięki lokalnym pasjonatom historii, publicystom i eseistom, którzy odpowiadają na naturalną potrzebę poznawania małych ojczyzn. Tymczasem wiedza mieszkańców centralnej i wschodniej Polski jest chyba coraz uboższa. Takie wrażenie odnosi autor tych słów, który nie raz  dziwi się ich zdziwieniom, gdy mówi im w Szczecinie, że przed 1945 rokiem przez dobrych kilkaset lat regiony te nie należały do Polski (niektóre nigdy), lecz – ogólnie mówiąc – do Niemiec.

Wydaje się, że społecznie najmniej są znane lata 1918-1945: czasy Republiki Weimarskiej, nazizmu i hitleryzmu. Szczególnie trudne jest na tych ziemiach pełne poznawanie czasów nazizmu. Mało się wie o działającej tu niemieckiej opozycji antynazistowskiej (antyhitlerowskiej) i niemieckim ruchu oporu, z wyjątkiem może Kręgu Krzyżowej i myśli Dietricha Bohnhoeffera. Wciąż prawie nieznane są tragiczne dzieje i Zagłada niemieckich Żydów z Pomorza, Nowej Marchii, całego Śląska, co dotyczy także Cyganów oraz opozycyjnych grup religijnych.

Ogólnie mówiąc, niewielka jest w Polsce wiedza o tym, jak w tamtych latach niemieccy naziści niszczyli w tych regionach wiekowy dorobek niemieckiej kultury i własne państwo. Jak to się stało, że przekonali do tego większość własnego narodu, który uległ populistycznej demagogii i pozorom dobrobytu. Przecież w istocie to Niemcy, wybrawszy dyktaturę i jej zawierzywszy, wyzwolili lawinę zdarzeń, która doprowadziła do upadku niemieckiego państwa.

Traumatyczne dziedzictwo tamtych czasów obciążyło pokolenia niemieckich dzieci wojny, ich dzieci i będzie obciążać następne pokolenia, niczemu niewinne, a nierzadko wzywane do narodowego wyznawania win i pokuty.

Trzeba przypominać i poznawać tamte czasy. One są częścią nie tylko niemieckiego, lecz także europejskiego dziedzictwa, a w tym sensie naszego. Powinniśmy je znać, bo tu mieszkamy.

„Przegląd Dziennikarski” publikuje opowieść „Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie!”. Jest ona fragmentem książki Hansa-Gerda Warmanna o takim samym tytule, której pierwszy polski przekład zostanie zaprezentowany 8 listopada w Szczecinie, podczas dorocznego spotkania w rocznicę pogromu 9/10 listopada 1938 roku (tzw. „nocy kryształowej”). Tamte wydarzenia w nazistowskich Niemczech zapowiadały Holocaust. Ich miejscem był także Stettin, dziś Szczecin, oraz wiele innych miejscowości polskiego dziś Pomorza, Ziemi Lubuskiej, Dolnego Śląska, Opolszczyzny, dawnych Prus Zachodnich i Wschodnich.

Autor książki, Hans-Gerd Warmann (1931-2019), był niemieckim szczecinianinem, „stettinerem”. Jesienią 1945 roku, gdy miał czternaście lat, musiał opuścić rodzinne miasto. Po raz pierwszy przyjechał do niego z Niemiec w latach 70., a po 1990 roku przyjeżdżał często. Był dziennikarzem, historykiem regionalistą, pisał przede wszystkim o Pomorzu i Stettinie/Szczecinie. Martwił się jego kłopotami, cieszył sukcesami.

Jego książka składa się z trzech części: w pierwszej opisuje, jak rozstawał się z miastem, swoim Heimatstadt, i bolesną tęsknotę do niego , w drugiej – rodzenie się nazizmu i działalność jego lokalnych twórców i przywódców, okrutne niszczenie przeciwników, zabijanie demokracji, życia społecznego, kultury, sztuki i gospodarki, totalitarną propagandę. Część trzecia przedstawia losy tych, których naziści zwalczali w Niemczech najzajadlej: niemieckich Żydów, pacyfistów, socjaldemokratów, komunistów, duchownych i świeckich wyznań ewangelickiego i katolickiego, którzy mieli odwagę sprzeciwić się nie tylko władzy, lecz także społeczeństwu. Wytrwali w tej heroicznej postawie do końca, poprzez tortury i procesy do celi śmierci i gilotyny.

Książka jest trudna, wstrząsająca i bolesna. Spolszczył ją prof. Karol Czejarek, który urodził się w Berlinie w 1939 r., a do Szczecina przybył w 1948 roku z Niemiec. Trzy lata wcześniej drogę przeciwną, ze Szczecina do Niemiec, odbył jej Autor, rodowity szczecinian.

Wydawcą książki jest Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce – Oddział w Szczecinie.

Można powiedzieć, że jej polskie wydanie stało się symbolicznym polsko-niemieckim spotkaniem dzieci wojny, wysiedleńców, Żydów, a poprzez osoby Autora i kilkorga Polaków, którzy przygotowali ją do druku, ostatniego pokolenia Niemców, urodzonych w Stettinie z pierwszym pokoleniem Polaków, urodzonych w Szczecinie.

Redaktor książki – Bogdan Twardochleb

-/-

A oto tekst rozdziału (w przekładzie Karola Czejarka) w wersji, jaka jest także w już wydanej książce (TSKŻ, Szczecin, 2024)

 

Hans-Gerd WARMAN

„Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie!”

(9/10 listopada 1938, „noc kryształowa” w Szczecinie i jej skutki)

Jeszcze w 1933 roku mieszkało w Szczecinie 2317 wierzących Żydów, przeważnie byli to właściciele sklepów, handlowcy, intelektualiści, a przede wszystkim lekarze i prawnicy. Według Bernda Engelmanna 21 procent lekarzy w Niemczech było Żydami[1]. W latach 1933–1937 liczba Żydów zarejestrowanych jako członkowie gminy szczecińskiej spadła z 2317 do 1936.
                                                                      *

Noc z 9 na 10 listopada 1938 roku, ze środy na czwartek, była w Szczecinie taka, jak od dawien dawna każdej jesieni na tym skrawku ziemi: mgła, mżawka i porywy wiatru znad Damscher See (Jezioro Dąbskie). Mijała środa, która zapowiadała, że wkrótce należy spodziewać się zimy. Chłodny front znad Skandynawii przyniósł niebo szare, dzień ponury. Termometr wahał się między sześć a osiem stopni plus. Nawet w południe nie chciało być jasno. Prognoza pogody wróżyła czwartek bezdeszczowy, przy słabym wietrze z północy. Barometr zwariował. Było jak zwykle w miesiącu pamięci o zmarłych, w dniach cmentarzy[2].

Na Łasztowni i nad ciemną Odrą wiało, gdy Willi Müller wracał z drugiej zmiany w porcie. Podniósł kołnierz kurtki, dreptał w górę Schulzenstraße (Sołtysia) i dalej Breite Straße (Kardynała Stefana Wyszyńskiego), idąc do przystanku „dwójki” przy Paradeplatz (al. Niepodległości). Szybko, jak to tylko możliwe, chciał dotrzeć do Wendorfu[3], gdzie w domu przy Scheuner Allee (Dworska) czekało na niego przytulne łóżko. Bezludna ulica w górę aż do Berliner Tor (Brama Portowa) wyglądała na wymarłą.
Był zaskoczony, że witryny licznych tu sklepów i wielkich domów towarowych były ciemne. Drogę oświetlały tylko uliczne lampy. Zbliżała się północ, gdy „mały Müllermann”, jak go skrycie i żartobliwie nazywali koledzy z pracy, dotarł do Paradeplatz. Na przystanku Franziskaner[4] czekał na tramwaj. Wałęsało się kilku nocnych hulaków, powoli szło paru funkcjonariuszy SA w mundurach, śpieszyli spóźnieni widzowie, którzy w kinie „Ufa-Palast”[5] oglądali film Du und Ich z Brigittą Horney i Joachimem Gottschalkiem[6], albo w Teatrze Miejskim przy Königsplatz (pl. Żołnierza Polskiego) nową inscenizację Der Prinz von Homburg Heinricha Kleista[7].

 

Patrząc na funkcjonariuszy SA przypomniał sobie, że przecież wieczorem, o 20.30, na Skagerrakplatz (pl. Adama Mickiewicza) była uroczystość Dnia Pamięci Poległych Ruchu, jak oficjalnie mówiono[8]. Uczestnikami tej prawie już nocnej uroczystości byli członkowie partii nazistowskiej, jej karne struktury, władze i mieszkańcy miasta.
Nazajutrz prasa informowała, że na plac wmaszerowało sześciuset młodzieńców niosących pochodnie. Stanęli przy siedmiu pylonach z tablicami nazwisk pomorskich towarzyszy partyjnych, którzy wtedy zginęli, a które przypominały ich okrutną śmierć. Dwa tysiące chłopców z Hitlerjugend i dziewcząt z BDM[9] zaśpiewało Pieśń Narodu[10]. Uroczystościom przewodniczył Kreisleiter NSDAP Kieckhöfer[11]. Wygłaszając mowę, poinformował tysiące zgromadzonych, że 7 listopada 1938 roku sekretarz ambasady Rzeszy w Paryżu Ernst vom Rath[12] został postrzelony przez młodego Żyda Herschela Grynszpana[13]. Odniósł ciężkie rany.

Ani Willi Müller, ani tłum uczestników uroczystości na Skagerrakplatz, ani tym bardziej śpiący już mieszkańcy ówczesnego Stettina nie wiedzieli, co wydarzy się już w tę jesienną noc nie tylko w ich portowym mieście, lecz w całych Niemczech.

Dalekopisy zagrzechotały o godz. 23.55. W gmachu Prezydium Policji przy Augustastraße (Małopolska), w biurach gestapo przy Grüne Schanze 4 (Dworcowa), w skonfiskowanym gmachu byłej żydowskiej loży B’na-i-B’rith[14] przy Friedrich-Karl-Straße (Marszałka Józefa Piłsudskiego), w którym znajdowało się także biuro Przedstawicielstwa Żydów w Niemczech, wypluwały perforowane taśmy z rozkazem szefa Tajnej Policji Państwowej Müllera[15]:
„1. Niebawem w Niemczech odbędą się akcje przeciw Żydom, skierowane przede wszystkim w synagogi. Nie przeszkadzać im. Zabezpieczać
 w porozumieniu z policją porządkową na wypadek, gdyby w związku z nimi mogło dojść do rozruchów i grabieży.
2. Znalezione w synagogach ważne materiały archiwalne natychmiast zabezpieczyć.
3. Przygotować zatrzymanie na terenie Rzeszy 20 000–30 000 Żydów. Wybierać przede wszystkim Żydów bogatych. Bliższe zarządzenia nadejdą jeszcze tej nocy. Jeśli w czasie akcji natrafi się na Żydów posiadających broń, stosować wobec nich najsurowsze środki. Do akcji zostaną użyte oddziały dyspozycyjne SS oraz inne oddziały SS. Wskutek specjalnych rozporządzeń kierownictwo akcji zapewni Tajna Policja Państwowa (Stapo)”.
Rozkaz podpisał szef Gestapo II (Urząd Tajnej Policji Rzeszy) Müller.

Był już 10 listopada, gdy o godz.1.20 szef policji i Służby Bezpieczeństwa
Rzeszy Gruppenführer SS Heydrich[16] wysłał dalekopisem z Monachium
błyskawiczne pismo:
„Tajne! Pilne!
Natychmiast przekazać szefowi bądź jego zastępcy!
Dotyczy postępowania wobec Żydów dzisiejszej nocy.
W związku ze zbrodniczym zamachem na sekretarza Ambasady w Paryżu vom Ratha należy dzisiejszej nocy 9 na 10 listopada oczekiwać w całej Rzeszy demonstracji przeciw Żydom. W związku z tym wprowadza się następujące zarządzenia: Komendanci Policji względnie ich zastępcy są zobowiązani natychmiast po otrzymaniu tej depeszy skontaktować się telefonicznie z kierownictwem politycznym prowincji lub powiatu i uzgodnić przebieg demonstracji, do planowania których należy zaangażować odpowiedniego inspektora lub komendanta policji porządkowej. W czasie uzgodnień poinformować kierownictwo polityczne, że policja otrzymała od Reichsführera SS i szefa policji odpowiednie polecenia, do których należy dostosować działania polityczne”.

Z pisma wynikało, że niemiecki porządek i własność nigdy nie mogą być zagrożone, dlatego synagogi można spalić tylko wtedy, jeśli ogień nie będzie niebezpieczny dla otoczenia. Władze ostrzegały, że niszczone sklepy i mieszkania Żydów nie mogą być plądrowane, należy chronić sklepy nieżydowskie. Obcokrajowcy, „także jeśli są Żydami”, nie powinni czuć żadnych obaw.

Na podstawie tych wytycznych policja miała dozorować zapowiadane „demonstracje”, a to znaczyło, że „demonstranci” mogli bez przeszkód niszczyć synagogi, żydowskie sklepy i mieszkania. Pod warunkiem, że „aryjskie”, Niemców lub obcokrajowców, nie będą w czasie tych działań naruszone.

Pogrom Żydów został przygotowany starannie. Zamach na niemieckiego dyplomatę we francuskiej stolicy był pretekstem. Gdy Hitler w środę 9 listopada, w Dniu Pamięci Poległych Ruchu, podczas koleżeńskiego wieczoru partyjnych przywódców i „starych bojowników” w Monachium, dowiedział się o śmierci vom Ratha, przeprowadził nadzwyczaj pilną rozmowę z siedzącym obok niego ministrem propagandy Josephem Goebbelsem. Po wspólnym posiłku, nie wygłaszając specjalnej mowy, co przy takich okazjach czynił zwykle, niezwłocznie opuścił spotkanie. Poszedł do swojego mieszkania przy Prinzregentenstraße.
Około godziny 22 Goebbels przemawiał do partyjnych towarzyszy i przekazał im wiadomość o śmierci vom Ratha. Odnosząc się do wrogich wobec Żydów wystąpień w elektoracie Hesji (Kurhessen) i Magdeburgu-Anhalt, poinformował o postanowieniu Hitlera, że partia nie będzie takich protestów organizować ani im przeszkadzać, dopóki wybuchają spontanicznie.
W Monachium „spontaniczność” zorganizowano natychmiast. Obecni na spotkaniu gauleiterzy od razu telefonowali do partyjnych kierownictw swoich regionów, regionalnych kierownictw propagandy, dowództw SA, dając im przyzwolenie na rozpoczęcie akcji przeciw żydowskim świątyniom, sklepom, mieszkaniom. Z nienawistnego przemówienia dr. Goebbelsa zrozumieli, że partia nie powinna ujawniać się jako organizatorka protestów, lecz w rzeczywistości wszystko organizować i prowadzić.

Katastrofa się zaczęła – także w Szczecinie. Z siedziby gauleitera w gmachu władz prowincji przy Landeshausplatz (pl. Armii Krajowej) wyszedł nieszczęsny rozkaz do kierownictw partii w powiatach, okręgach i szturmowych lokalach SA. Nawet ostatni goście szturmowej knajpki partyjnego towarzysza Mandela przy Mittwochstraße (ul. Środowa) na Starym Mieście już słyszeli o rozkazie, że funkcjonariusze SA, atakując Żydów, mają być „w ubraniach złodziei, a nie w mundurach”.
Na całym Pomorzu, nie tylko w stolicy prowincji, zaczęła się nowa „noc długich noży”, jak mówili „brunatni”, lub „Reichskristallnacht” („kryształowa noc Rzeszy”), jak już niebawem będą mówić inni[17].

Gdy w chłodnej wilgoci mglistego poranka miasto dobrze spało, w cichych portowych zaułkach nad Odrą, pełnych śladów starych hanzeatyckich tradycji, potajemnie zbierali się członkowie NSDAP w znoszonych spodniach i kurtkach, wyposażeni w materiały zapalające i jakieś narzędzia. Nocą 10 listopada 1938 roku w całych Niemczech płonęły setki synagog, niszczono żydowskie sklepy, dewastowano cmentarze, aresztowano i wywieziono tysiące Żydów[18].
Wieczorem 10 listopada, o godzinie 20, tak o tym pisał urzędujący prezydent Szczecina: „Stettin: Synagoga płonie. Spalona jest kostnica na cmentarzu żydowskim[19]. W piętnastu żydowskich sklepach wybito okna wystawowe. Jeden przypadek plądrowania. Złodzieja zatrzymano”.
Poza Domem Bożym w Szczecinie zniszczono tamtej nocy na Pomorzu synagogi i domy modlitw w miejscowościach: Stralsund, Anklam, Torgelow, Pasewalk, Swinemünde (Świnoujście), Gollnow (Goleniów), Greifenhagen (Gryfino), Naugard (Nowogard), Stolp (Słupsk), Köslin (Koszalin), Falkenburg (Złocieniec), Krojanke (Krajenka), Neustettin (Szczecinek) i Schneidemühl (Piła). Policja i Straż Pożarna były w wielu miejscach, jednak działania podejmowały tylko tam, gdzie zagrożone były domy graniczące z synagogami.
Tamte wydarzenia opisał Jakob Peiser w drugim wydaniu swej Geschichte
der Synagogen-Gemeinde zu Stettin
(Historia żydowskiej gminy wyznaniowej w Szczecinie)[20]. W latach 1928–1937 zarządzał gminą. Cytujmy:
„9 listopada 1938 nocą o godzinie trzeciej[21] przewodniczący gminy adwokat Artur Abrahamson usłyszał przez telefon od jakiegoś nieznajomego: „Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie!”. Wkrótce na miejscu pożaru był cały zarząd gminy (…). Panu Rainowitzowi i dozorcy Schumacherowi udało się uratować z ognia jakąś liczbę zwojów Tory. Srebrne przedmioty kultu zostały już wcześniej przeniesione przez gestapo w „bezpieczne” miejsce. Pożar ugaszono dopiero w południe. Synagoga była w ruinie.
W tym czasie aresztowano cały zarząd gminy, nieco później nauczyciela, dokonano przeszukań w mieszkaniach. W płomieniach znalazła się nie tylko synagoga, lecz także sala cmentarna, pomieszczenia Klubu Wioślarskiego „Viadrina” i Klubu Tenisowego[22]. Ogrodnik cmentarny Retzlaff chciał gasić pożar, lecz powstrzymał się od tego pod groźbą śmierci. Więcej zniszczeń na cmentarzu nie było.
Nie przepuszczono też okazji do zdemolowania żydowskich sklepów. Niebawem zaczęło się całkowite wykluczanie Żydów z gospodarki.
10 listopada 1938 prawie wszyscy żydowscy mężczyźni z gminy zostali wywiezieni do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen koło Oranienburga. Prawie, bo Paul Hirschfeld[23] razem z gestapo towarzyszył transportowi aż do Berlina. (…)
Ponieważ po wywiezieniu do Sachsenhausen nie było już prawomocnego zarządu gminy, władze miasta lub gestapo powołały do niego Paula Hirschfelda i dr. Ericha Mosbacha[24], jedynych mężczyzn, których nie wywieziono. Później, po zwolnieniu z Sachsenhausen, dołączyli następni i powstał zarząd w składzie: adwokat David Cron – pierwszy przewodniczący, Paul Hirschfeld – drugi przewodniczący, odpowiedzialny za opiekę społeczną (poza tym miał tytuł „pełnomocnik gestapo”), Artur Perl – odpowiedziany za kult, Siegfried Mendel – za finanse, dr Erich Mosbach za szkoły i młodzież”.

Fritz Magnus[25] informował ze Szczecina: „Początkowo nie chciałem wierzyć w „noc kryształową”. Dopiero następnego dnia byłem świadkiem aresztowań, wciąż jeszcze nie wiedząc, o co chodzi. (…) W południe także mój ojciec i ja zostaliśmy aresztowani. Między policją a gestapo była różnica. Nas zaprowadzono do przepełnionych pomieszczeń policji, gdzie byliśmy traktowani jeszcze przyzwoicie. Następnego ranka dostaliśmy kanapki na czas przewozu do Sachsenhausen. Wagonem, doczepionym do pociągu Stettin–Berlin, przewieziono nas do Bernau, a stamtąd do Obozu Koncentracyjnego Sachsenhausen. (…) Mój ojciec, który miał wtedy 60 lat i ciężko chorował, został wypuszczony po dwóch–trzech tygodniach, a ja tydzień później. Wiedziano, że pracuję w przedstawicielstwie Rzeszy w Szczecinie i tam powinienem wrócić. (…) Moja matka była w tym czasie w Szczecinie”. (Z książki Wolfganga Wilhelmusa[26] Flucht oder Tod).
Tak wspominał tamte wydarzenia ówczesny przewodniczący gminy żydowskiej Artur Abrahamson:
„Poza nielicznymi wyjątkami 10 listopada był w Szczecinie bezkrwawy. W Polzin (Połczyn Zdrój) został tego dnia zastrzelony dr Leo Levy, gdy na dźwięk dzwonka otworzył drzwi swego mieszkania. W Szczecinie mieszkałem wtedy w Szkole Żydowskiej i o czwartej nad ranem zostałem obudzony przez pracownika parafii chrześcijańskiej: „Synagoga płonie!”. Natychmiast pospieszyłem do świątyni i wszedłem do biura, gdzie wszystko było poprzewracane. Zapytano mnie, czy wiem, skąd pożar? – Prawdopodobnie zwarcie – odpowiedziałem. Nie zostawili mnie wolno i zawieźli do więzienia, gdzie już wcześniej byli inni członkowie zarządu i prominentni ludzie. W mojej celi było 12 mężczyzn. Razem aresztowano około 150 Żydów – mężczyzn w wieku od 18 do 67 lat.
11 listopada zostaliśmy przetransportowani do Oranienburga, gdzie z 300 towarzyszami niedoli trafiłem do baraku przeznaczonego dla 100 osób. (…) 29 listopada, po interwencji Wyższego Sądu Prowincji w Szczecinie, zostałem zwolniony. Znów podjąłem obowiązki w gminie i adwokaturze. Synagoga, która była solidnym budynkiem, nie spłonęła doszczętnie, wypaliła się wewnątrz. Urzędnicy zamierzali wysadzić ją w powietrze, lecz zrezygnowali z tego ze względu na zagrożenie dla okolicznych budynków.
Decyzję o rozbiórce przekazali pewnej firmie budowlanej. Gmina musiała w ratach pokryć koszty przeciągających się prac. Do mojego wyjazdu było to 30 000 RM (Reichsmark – marek Rzeszy), potem prawdopodobnie więcej”. (Z książki Wolfganga Wilhelmusa Flucht oder Tod).

„Wielkie nieba! To przecież nie może być prawda” – myślał ‛mały Müllermann’, jadąc w czwartek, 10 listopada, w południe tramwajem linii 1 na drugą, popołudniową zmianę do portu. Gdy „dwójka” dowiozła go do Bramy Berlińskiej, gdzie miał przesiadkę, nie myślał jeszcze o tym, co wkrótce ze zdziwieniem i poruszeniem zobaczy i co będzie musiał uznać za prawdę. Przez okna tramwaju zauważył wzdłuż Breite Straße i Schulzenstraße spore grupy policji i patroli SA na chodnikach. W większości żydowskich sklepów były wybite wielkie szyby wystaw, leżało dużo potłuczonego szkła. W świetle połyskiwało niczym kryształ.
Naumann Rosenbaum i Bracia Kargerowie – znane i lubiane szczecińskie domy towarowe, a także Lindner i Kurnik – dwa wielkie sklepy obuwnicze, wszystkie duże i małe żydowskie interesy były zamknięte, nosiły wyraźne ślady napadów i dewastacji, przed każdym stały posterunki. Wszyscy szczecinianie, którzy tego dnia znaleźli się w centrum miasta, byli wystraszeni, zszokowani, zaniepokojeni. O wydarzeniach tej strasznej nocy i barbarzyńskim pożarze synagogi przy Grüne Schanze 9, o losie ich żydowskich współobywateli dowiadywali się z pogłosek, radia i porannej prasy. Rząd wysłał dokładne instrukcje, jak je formułować. Z doniesień DNB, ówczesnej niemieckiej agencji prasowej[27], kierowanych do wszystkich redakcji gazet codziennych, w tym także szczecińskich, wyłaniała się ich wersja urzędowa:
DNB, Berlin 10 listopada: „W odwecie za odebranie życia niemieckiemu dyplomacie, członkowi NSDAP, naszemu towarzyszowi partyjnemu vom Rath’owi przez tchórzliwego żydowskiego mordercę w Paryżu, towarzysze zamordowanego rozniecili w całej Rzeszy spontaniczne, antyżydowskie demonstracje. W licznych akcjach znalazło wielorakie ujście najwyższe oburzenie niemieckiego narodu”.
Ministerstwo Propagandy Rzeszy rozesłało do prasy szczegółowe instrukcje, dotyczące języka artykułów. Szczecinianie poznawali go, czytając narodowosocjalistyczną „Pommersche Zeitung”. 11 listopada 1938 roku wybijał się tytuł na pierwszej stronie gazety: Goebbels zapowiada stanowcze działania odwetowe przeciw Żydom. I podtytuły: Wezwanie do ludności – Surowe żądania powstrzymania się od dalszych działań – Rząd Rzeszy zapowiada ostateczną odpowiedź.
Na dole strony umieszczono dużą ramkę z następującym tekstem: „Dziś o godz. 20.30 masowy wiec na Paradeplatz. W tych dniach cały naród niemiecki z najgłębszym oburzeniem dowiedział się o morderstwie w Paryżu. O mocodawcach tego tchórzliwego żydowskiego mordu, światowym żydostwie, jego czerwonych i czarnych przyjaciołach powie dziś wieczorem o 20.30 gauleiter Schwede-Coburg”.
„Pommersche Zeitung” donosiła następnego dnia w artykule Synagogi płonęły na Pomorzu:
„Wiadomość o zgonie ofiary żydowskiego mordercy, radcy naszej ambasady vom Ratha, wywołała ubiegłej nocy zarówno w Szczecinie, jak i całej prowincji wrogie wobec Żydów demonstracje. W stolicy prowincji stanęła w ogniu i spłonęła synagoga przy Grüne Schanze. Wcześniej, w czasie wczorajszych demonstracji, rozbito witryny wystaw w większości żydowskich sklepów. (…)

Informacje o tym, że przy Grüne Schanze wybuchł pożar, rozeszła się po mieście o godzinie czwartej nad ranem. Wkrótce przed synagogą zebrały się tłumy. Ludzie mogli obserwować, jak ogień, który prawdopodobnie rozgorzał na dachu, rozszerzał się nadzwyczaj szybko i dach stał się wkrótce wielką, świecącą pochodnią. Płomienie uderzały na wysokość dziesięciu metrów ponad mury. Straż pożarna, która przybyła z dziesiątkami pojazdów i sprzętem do gaszenia, musiała chronić okoliczne budynki, żeby szybko rozprzestrzeniający się kataklizm ich nie uszkodził. O 5.30 rano dach spłonął zupełnie. Belkowanie runęło do wnętrza gmachu i przez okna odsłonił się widok na potężne morze płomieni. Żar był tak wielki, że pękły szyby w kamienicy naprzeciw. Dokładnie było widać, jak wielkie łuki kopuły zaczynają żarzyć się i płonąć, aż jeden po drugim runęły. Przetrwały tylko mury zewnętrzne.
W dzień ogień dogasał. W końcu strażacy mogli stłumić jego ostatnie iskry. Chwilę potem opróżnili najbardziej zagrożony dom prywatny, graniczący z wypaloną synagogą.
Bezpośrednio po wybuchu pożaru policja zamknęła cały ruch przez Grüne Schanze. Tramwajom linii nr 3 wyznaczono objazd do Dworca Głównego trasą linii nr 4. ‛Trójki’ skręcały więc ze swojej trasy na rogu Moltkestrasse i Pölitzer Strasse, po czym jechały przez Pölitzer Straße, Gabelung, Königstor, Kleine Dom Straße, Kohlmarkt, Schulzenstraße[28].
Już wczoraj po południu saperzy zaczęli przygotować się do wysadzenia wciąż stojących murów synagogi, aby nie stwarzały niebezpieczeństwa dla ruchu. Do godzin wieczornych w domach naprzeciwko zabezpieczano okna materiałami chroniącymi przed uderzeniem fali wybuchu. Na czas wysadzania, które zostanie przeprowadzone dziś, domy ze względów bezpieczeństwa trzeba będzie opuścić. Barierki dla obserwatorów, którzy jeszcze wczoraj mogli podejść bliżej synagogi, zostały odsunięte w głąb Grüne Schanze.
Zanim w synagodze zaczął się pożar, przez cały dzień Szczecin był pełen wrogich wobec Żydów manifestacji. Aż do późnych godzin wieczornych ulicami Starego Miasta ciągnęły tłumy pod żydowskie sklepy, których witryny były oszalowane deskami. Szczególnie tłoczno było na Grüne Schanze. Gdy demonstranci zapoznali się z rozporządzeniem ministra propagandy Rzeszy, wszędzie natychmiast zapanował spokój i porządek”.

Teraz już koniec ze światową żydowską zarazą! – taki i podobne tytuły jednoznacznie i brutalnie ogłaszały cel i sens Reichskristallnacht. Sobotnią (12 listopada) „Pommersche Zeitung” wprost opanowała nienawiść do żydowskich współobywateli. Gazeta na całej stronie opisywała wiec na Paradeplatz, na którym gauleiter Schwede-Coburg[29] wygłosił przed tysiącami zebranych płomienną, nienawistną mowę przeciw „międzynarodowemu Żydostwu”, co wypowiadał z pogardą. Słychać było opinie: „Dziś nadszedł czas, aby tę żydowską światową zarazę ostatecznie wyplenić w Niemczech”, albo: „Nie mamy już więcej miejsca dla Żydów! W Niemczech skończył się ich czas. Jesteśmy głęboko wzburzeni i zszokowani podłym czynem żydowskiego chłystka, mordercy Grünspana. Dlatego chcemy jeszcze dziś wyciągnąć z tego ostateczne konsekwencje i w końcu bez reszty uwolnić się od żydowskiej zarazy”.
W komentarzu do przemówienia Schwede-Coburga centralny organ NSDAP na Pomorzu stwierdzał: „Pod koniec mowy, w której przytoczył wiele przykładów nienasyconej żydowskiej nienawiści, dały się słyszeć zdecydowane głosy z tłumu, w których słychać było niechęć i wstręt ludności Szczecina do Żydostwa”.

Wydarzenia na ulicach, napastliwy wiec na Paradeplatz i publikacje partyjnej gazety w całym listopadzie musiały każdemu szczecinianinowi uświadomić, jak straszny los grozi jego żydowskim sąsiadom. W każdym razie żaden z nich nie mógł i nie może powiedzieć, że niczego nie wiedział. „Noc kryształowa” była początkiem marszu śmierci członków szczecińskiej gminy synagogalnej.

Sposób, w jaki ruiny synagogi przy Grüne Schanze, o której budowie zdecydowano 22 listopada 1862 roku, były usuwane z pejzażu miasta, „Pommersche Zeitung” opisywała beznamiętnie 12 i 16 listopada 1938 roku. Informowała, jak ten szczególny pomnik kultury, z organami o 40 registrach, około czterech tysiącach piszczałek i trzech manuałach, znikał z jego przestrzeni. Organy miały cudowną pełnię brzmienia, należały do najpiękniejszych w Szczecinie.
Zacytujmy gazetę z 12 listopada (sobota). Artykuł zaczynały zdania: „Wyburzanie jeszcze stojących murów wypalonej synagogi zakończyło się sukcesem. Wczoraj po południu udało się zawalić główną część ściany frontowej”.
Potem był opis: „Po dogaszeniu pożaru ukazały się niebezpieczne rysy na frontowym szczycie. Policja pod kierunkiem towarzysza partyjnego NSDAP Hoffmanna musiała podjąć zdecydowaną akcję, żeby zapobiec nagłej groźbie jego runięcia. Przy nadzwyczaj intensywnym w tym miejscu ruchu ulicznym (…), wskutek wstrząsów, jakie codziennie powodują tramwaje i samochody ciężarowe, było możliwe, że front synagogi nagle runie. Już w piątek przeprowadzono więc pierwsze wybuchy, które spowodowały niezbędne załamanie murów. Silne ładunki, które mogłyby natychmiast zawalić front, nie mogły być zastosowane, ponieważ zagrażałyby pobliskim domom. Oddział saperów próbował zwalić mur za pomocą wind kotwicznych, z czego musiał zrezygnować. Ostatnie resztki murów zostały wysadzone w sobotę wieczorem za pomocą precyzyjnie dobranych ładunków. Tak więc usunięto wszelkie zagrożenia. Gdy przez Grüne Schanze zostanie wznowiony normalny ruch, ruina już nikomu nie zagrozi”.

O likwidacji resztek synagogi „Pommersche Zeitung” obszernie pisała też w Dzień Pokutny protestantów, 16 listopada[30]. Artykuł podkreślał zasługi policji.
Próby wysadzenia i rozbiórkę murów synagogi opisał również cytowany już Jacob Peiser: „Komendant saperów, któremu pierwotnie przydzielono to zadanie (wysadzenia murów – red.), nie wykonał go, za co jego batalion został karnie przeniesiony do zadań innych i zastąpiony przez ludzi z SA. To oni, wysadzając w powietrze pierwszy mur, spowodowali wypadnięcie szyb w wielu pobliskich domach, przy czym muru nie zburzyli. Byli zmuszeni podjąć kolejną próbę, jednak gmina musiała za nią dodatkowo zapłacić, a także za planowanie zagospodarowania pustego placu. W czasie jego porządkowania odnaleziono „kamień węgielny”, który wkopano tam przed rozpoczęciem budowy synagogi, teraz całkowicie spalonej i rozebranej. Żydzi, którzy do tej pory czuli się Niemcami, już wiedzieli, że po tych wydarzeniach w Szczecinie i na całym Pomorzu nadszedł czas na opuszczenie dotychczasowej ojczyzny. Zrozumieli, że nie ma już tu dla nich i nie będzie żadnej przyszłości, mimo że znalazło się sporo osób, które stanęły w ich obronie – przede wszystkim najbliżsi sąsiedzi, współpracownicy, koleżanki i koledzy w klasie, ale i ludzie zupełnie obcy. W tamtych tragicznych dniach pomagali wyznawcom wiary mojżeszowej, jednak było ich za mało, żeby cokolwiek zmienić. Zdecydowanie więcej było tych, którzy udawali, że nie dzieje się nic złego”.

 

W niedzielę, 20 listopada, redaktor naczelny „Pommersche Zeitung” Roland Buschmann opublikował artykuł wstępny pod tytułem Ale są nadal między nami i porządni Żydzi. Wyraził w nim swoje stanowisko wobec pogromu:
„Nie była to żadna bezmyślna zemsta, bo zmusiły nas do niej śmiertelne strzały zadane w Paryżu przez syna żydowskiego narodu, którego czyn musiał być bezwzględnie potępiony i już nigdy nie może się powtórzyć. Nie jest dla nas istotne, czy świat zaakceptuje nasze postępowanie w tej sprawie”.
To był głos dziennikarza – manipulatora opinii, który w państwie totalitarnym mógł wpływać na ludzi, nie brudząc sobie rąk.

Głos winowajcy zza biurka!

______________________________________________________

Bibliografia (zestawiona przez hansa-Gerda Warmanna):
Wolfgang Benz, Die Juden in Deutschland 1933–1945, München 1988. Chronik 1938, Dortmund 1989.
Der faschistische Pogrom vom 9./10. November 1938. Zur Geschichte der Juden
in Pommern
, Greifswald 1989.
Lutz van Dick, Der Attentäter, Reinbek 1988.
Hans-Jürgen Döscher, Reichskristallnacht, Frankfurt/M. 1988.
Klaus Drobisch…, Juden unterm Hackenkreuz, Frankfurt/M. 1973.
Peter Freimark…, Der 9./10. November 1938 in Deutschland, Hamburg 1988.
Gewerkschaft Erziehung und Wissenschaft, Landesverband Hamburg 1870–1945, Hamburg 1988.
Reichskristallnacht– Judenverfolgung, Hamburg 1978.
Hermann Graml, Der 9. November 1938, Bonn 1957.
Werner Jochmann…, Gesellschaftskrise und Judenfeindschaft in Deutschland 1870-1945, Hamburg 1945.
Margret Heutmann…, „Halte fern dem ganzen Lande jedes Verderben…“. Ge-
schichte und Kultur der Juden in Pommern
, Hildesheim 1995.
Wolf Arno Kropat, Reichskristallnacht, Wiesbaden 1997.
Andreas Lixl-Purcell, Erinnerungen deutsch-jüdischer Frauen 1900–1990,
Leipzig 1992.
Max Oppenheimer…, Als die Synagogen brannten, Frankfurt/M. 1978.
Kurt Pätzold…, Progromnacht 1938, Berlin 1988.
Walter H. Pehle, Der Judenpogrom 1938, Frankfurt/M. 1988.
Jacob Peiser, Die Geschichte der Synagogen-Gemeinde zu Stettin, Würzburg 1965.
„Pommersche Zeitung“, Stettin 1938 (wydania gazety z listopada 1938).
Julius H. Schoeps…, „Menora“, Jahrbuch für deutsch-jüdische Geschichte 1996,
Bodenheim 1996.
Rita Thalmann…, Die Kristallnacht, Frankfurt/M. 1988.
Robert The’voz…, Pommern 1934/35 in Spiegel von Gestapo-Lageberichten und
Sachakten
. Band 11 und 12. Köln/Berlin 1974.
Wolfgang Wilhelmus, Flucht oder Tod. Erinnerungen und Briefe pommerscher
Juden
, Rostock 2001.
Wolfgang Wilhelmus, Geschichte der Juden in Pommern, Rostock 2004.

                                                                 *
Posłowie od Redakcji
W czasach nazistowskich coraz więcej Żydów wyjeżdżało z całych Niemiec, w tym z miasta Stettin i całej Prowinz Pommern. Kto zdążył wyjechać poza Rzeszę i kraje, które w czasie drugiej wojny światowej zajęli Niemcy, a zwłaszcza poza Europę, przeżył Holocaust. 12 lutego 1940 roku hitlerowcy wywieźli ze Stettina do Dystryktu Lubelskiego (Generalna Gubernia) ponad 1100 Żydów z prowincji, głównie z jej stolicy. Była to pierwsza deportacja Żydów – obywateli Niemiec do powstających w Polsce gett i obozów zagłady. Wojnę przeżyło kilkunastu deportowanych szczecińskich Żydów. Niemiecka społeczność żydowska Stettina przestała istnieć.

W 1945 roku zaczęli osiedlać się w Szczecinie Żydzi polscy. Losy ich społeczności są opisane głównie w pracach profesorów Janusza Mieczkowskiego i Eryka Krasuckiego. Badania trwają. Osiedleni w Szczecinie polscy Żydzi na ogół nie znali ani dziejów, kultury, ani tragicznych losów żydowskiej społeczności Stettina. Informacje o niej zaczęły się pojawiać najpierw w pracach historyków, m.in. dr. Bogdana Frankiewicza, profesorów: Tadeusza Białeckiego, Włodzimierza Stępińskiego, Edwarda Włodarczyka, w serwisach i publicystyce „Ziemi i Morza”, „Morza i Ziemi”, gazet codziennych, wszystkich mediów. W 1999 roku staraniem ostatniego konsula generalnego RFN w Szczecinie Klausa Rannera została wmurowana przy ul. Dworcowej (Grüne Schanze), w miejscu synagogi spalonej w 1938 roku, tablica upamiętniająca tragedię pogromu 9/10 listopada. Każdego roku w jego rocznicę spotykają się tam przedstawiciele dzisiejszej społeczności polskich Żydów. Od 2015 roku organizowane są też spotkania w rocznicę deportacji 1940 roku, rozpoczęte Polsko-Niemieckim Dniem Pamięci, zainicjowane przez Andrzeja Kotulę, którego zasługi dla poznawania tamtych wydarzeń są nieocenione.

Uroczystości upamiętniające ofiary deportacji ze Stettina organizują Żydzi ze Szczecina. Miejscem pamięci jest też pomnik na dawnym kirkucie przy ul. Gorkiego. Od 2022 roku nowym takim miejscem jest mural, zajmujący całą zewnętrzną ścianę gmachu Książnicy Pomorskiej, dawnej Stadtbibliothek Stettin, przedstawiający fronton synagogi, która znajdowała się w jej sąsiedztwie. Pomysłodawcą było Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Szczecinie, autorem jest szczeciński artysta Piotr „Lump” Pauk. Wśród wieli gości uroczystego odsłonięcia był Naczelny Rabin Polski, Michael Schudrich.

Spotkania pamięci są też organizowane w innych miejscowościach całego polsko-niemieckiego dziś Pomorza, także regionów sąsiednich, wszędzie, gdzie w noc pogromu płonęły i niszczone były synagogi, skąd deportowano Żydów, m.in. w Anklam, Greifswaldzie, Koszalinie, Pasewalku, Świnoujściu.

Do poznawania i upamiętniania niemieckich Żydów Stettina i Provinz Pommern włącza się wielu mieszkańców Szczecina i innych miast. Na Uniwersytetach Greifswaldzkim i Szczecińskim powstają nowe prace, pisane m.in. przez studentów pod kierunkiem prof. Jörga Hackmanna. Opracowują m.in. interaktywny plan miasta z zaznaczonymi miejscami, w których mieszkali niemieccy Żydzi. Obroniono pierwsze prace magisterskie, np. Aleksandra Długosza o rodzinie Cohnów.

W 2013 roku ukazała się w Rostocku eseistyczna monografia prof. Wolfganga Wilhelmusa Fäden eines Teppichs: Lublin, Auschwitz, Dachau, Theresienstadt – Stockholm, Jerusalem, Shanghai, Karibik, New York. Spuren jüdischen Lebens in Pommern und der Welt, omawiająca losy pomorskich Żydów w czasach nazizmu i pokazująca późniejsze dzieje tych, którym udało się wyjechać z III Rzeszy i Europy. Książka, której polski tytuł mógłby brzmieć: Nici dywanu: Lublin, Auschwitz, Dachau, Theresienstadt – Sztokholm, Jerozolima, Szanghaj, Karaiby, Nowy Jork. Ślady żydowskich losów na Pomorzu i w świecie, nie jest niestety dostępna po polsku.

 

[1] Bernd Engelmann (1921–1994) – publicysta, reportażysta, historyk, eseista. W latach 30. przeciwnik nazizmu, w czasie wojny więzień obozów Flossenbürg, Hersburck, Dachau.

[2] W obyczajowości niemieckiej listopad kojarzy się z pamięcią o zmarłych, z dniami: Allerheiligen (Wszystkich Świętych), Allerseelen (Dzień Zaduszny), Volkstrauertag (Narodowy Dzień Pamięci), Buß- und Bettag (Dzień Pokuty i Modlitwy), Totensonntag (Niedziela Zmarłych).

[3] Dawna wieś, majątek i osiedle Wendorf (Wendyjska Wieś), dziś teren Szkół Salezjańskich (Ku Słońcu 124). „Dwójka” jeździła wtedy od Berliner Tor (Brama Portowa) przez Hohenzollernstraße (Bolesława Krzywoustego) i Pasewalker Chaussee (Ku Słońcu) do Wendorf.

[4] Wcześniejsza nazwa restauracji: Zum Paradeplatz. Przystanek był przy restauracji Zum Franziskaner (Paradeplatz 1) naprzeciw Berliner Tor.

[5] Po wojnie Państwowy Dom Towarowy („Pedet”), Posejdon, dziś Kompleks Usługowy Posejdon.

[6] Ty i ja – popularny wówczas romans znanego reżysera i aktora Wolfganga Liebeneinera (1905–1987). Współpracował z nazistami, zrobił m.in. film Ich klage an (Jestem za, 1941). Pomagał też przyjaciołom, których naziści pozbawili pracy, m.in. Idzie Ehre (1900–1989), reżyserce z rodziny żydowskiej. Brigitte Horney (1911–1988) – aktorka porównywana m.in. z Marleną Dietrich i Zarą (Sarą) Leander, debiut (1930) w filmie Roberta Siodmaka, niemieckiego reżysera, z pochodzenia Żyda; psychicznie nie wytrzymując nazizmu, wyjechała do Szwajcarii, po wojnie w USA. Joachim Gottschalk (1904–1941) – popularny
aktor, jego żona, Meta Wolff, aktorka, była pochodzenia żydowskiego, mieli 8-letniego syna Michaela; gdy Goebbels obiecał Gottschalkowi, że będzie mógł grać w filmach, jeśli rozejdzie się z żoną i zostawi syna, odmówił. Tuż przed przyjściem do ich domu gestapo, które miało Metę i syna deportować do Theresienstadt, małżonkowie podali synowi środki uspokajające, odkręcili gaz, popełnili samobójstwo. Ważne role w Du und Ich grali jeszcze m.in. Karl Hannemann, wierny nazistom, i Paul Bildt (1885–1957), którego żona, aktorka
Charlotte Friedländer (1908–1945), była z pochodzenia Żydówką; mimo nakazu nazistów, Bildt jej nie opuścił; gdy 26 kwietnia 1945 r. do domu, w którym był z córką, weszli żołnierze Armii Czerwonej, oboje zażyli veronal, córka zmarła, on przeżył.

[7] Książę Homburga – buntowniczy dramat Heinricha Kleista (1777–1811), skierowany przeciw autorytaryzmowi, arystokracji, militaryzmowi. Premiera w Polsce dopiero w 1993.

[8] Gedenktag der Gefalenen der Bewegung – nazistowskie święto, upamiętniające członków NSDAP, którzy zginęli podczas nieudanego puczu monachijskiego 8–9 listopada 1923. W 1926 r. Hitler ogłosił 9 listopada Ogólnoniemieckim Dniem Pamięci NSDAP (Reichstrauertag der NSDAP). Po przejęciu władzy przez nazistów (1933) podniesione do rangi święta państwowego, a w 1937 r. także święta niemieckich poległych w pierwszej wojnie światowej, pomyślane jako najważniejsze wśród listopadowych świąt pamięci. Obchody w bogatej oprawie, z własną liturgią, pochodniami, przemarszami wojsk, organizacji młodzieży. Miało umacniać kult wodza, karności, ofiarności, ofiar „spisku zbrodniarzy listopadowych, dyktatu wersalskiego, światowego Żydostwa i żydowskiego bolszewizmu”, żądania przestrzeni życiowej na Wschodzie i rewizji traktatu wersalskiego. Por.: Nadja Cornelius, Genese und Wandel von Festbräuchen und Ritualen in Deutschland von 1933 bis 1945, Kölner Ethnologische Beiträge, red.: Micheal J. Casimir, zeszyt 8, Köln 2003 (https://kups.ub.uni-koeln.de/2575/1/Heft08_Cornelius.pdf; dostęp: wrzesień 2024).

[9] Bund Deutscher Mädel (Związek Niemieckich Dziewcząt), sekcja Hitlerjugend, od 1936 w zasadzie obowiązkowa.

[10] Hans-Gerd Warmann nie podaje tytułu pieśni. W III Rzeszy była niejedna „pieśń narodu” (Lied der Nation), m.in.: Die Fahne hoch! Die Reihen fest geschlossen! (Horst-Wessel-Lied); Ich bin noch jung an Jahren,/ich bin noch weit vom Tod (Die braune Kompanie); Siehst du im Osten das Morgenrot? (Volk ans Gewehr); Wir werden weiter marschieren (Es zittern die morschen Knochen) oraz pierwsza strofa Deutschland, Deutschland über alles, po której zwykle była śpiewana Horst-Wessel-Lied. Dziś jako hymn RFN (Lied der Deutschen; Deutschlandlied) śpiewa się strofę trzecią oryginalnego tekstu Augusta von Fallerslebena (1841) do melodii Josepha Haydna (1796/97).

[11] Hans Kieckhöfer – nie udało się znaleźć o nim bliższych wiadomości. Jako Kreisleitera NSDAP wymienili go Franciszek Golczewski (Porzucona twierdza, Poznań 1967) i Grzegorz Ciechanowski (Kurs bojowy Stettin. Bombardowania Szczecina i Polic w okresie 1940–1945).

[12] Ernst vom Rath (1909–1938) – potomek niemieckiej arystokracji, prawnik, w NSDAP od 1932, od 1934 Sturmabteilung SA, pracownik ambasady III Rzeszy w Bukareszcie, III sekretarz ambasady w Paryżu. W czasie jego pogrzebu Hitler stwierdził, że strzał Grynszpana był „pierwszym strzałem Żydów w wojnie z Niemcami”.

[13] Herszel Grynszpan (Grünszpan, Greenspan) – urodzony w Niemczech (1921) syn polskich Żydów, którzy mieszkali tam od 1911 r. i mieli polskie obywatelstwo. Wiosną 1938 rząd Polski anulował polskie obywatelstwo emigrantom, którzy poza Polską stale byli ponad 5 lat. Wśród nich najwięcej było Żydów. W sierpniu rząd III Rzeszy anulował pozwolenia na pobyt w Niemczech obcokrajowcom i nakazał starać się o nowe. Wiadomo było, że Żydzi
ich nie dostaną. Rząd Polski wydał zarządzenie, że będą wpuszczeni do kraju, jeśli stawią się na granicy do końca października. Z końcem października gestapo deportowało do granicy 15 tysięcy polskich Żydów, już bezpaństwowców. Większości z nich władze polskie nie wpuściły, uznając, że nie dotrzymali terminu. W ciężkich warunkach koczowali między niemieckimi i polskimi strażnicami. Pomagały im organizacje charytatywne, niektórzy okoliczni Polacy; Emanuel Ringelblum stworzył obóz, gdzie warunki były lepsze. Wśród koczujących byli rodzice i rodzeństwo Herszela Grynszpana. Prawdopodobnie dostał od nich kartkę z prośbą o pomoc i chcąc zwrócić uwagę świata na sytuację koczujących, postanowił zastrzelić ambasadora Rzeszy w Paryżu. Zamachu dokonał 7 listopada, myląc (również prawdopodobnie) ambasadora z radcą vom Rathem. Został skazany na karę śmierci, lecz niektórzy twierdzą, że przeżył wojnę. W 1960 niemiecki sąd zaocznie uznał go za zmarłego.

[14] Najstarsza, nieprzerwanie działająca żydowska organizacja na świecie. Utworzona (1843) w Nowym Jorku, wspiera społeczności żydowskie na świecie, w Niemczech od 1888 (Loge in Deutschland), Polsce od 1922 (B’nai B’rith – Loża Polin).

[15] Heinrich Müller (1900–1945) – zbrodniarz wojenny, w NSDAP od 1939 (nr 4.583.199), SS-Gruppenführer, generał-porucznik policji, dyrektor kryminalny Rzeszy, od 1939 szef gestapo (Urząd IV w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy), inscenizował napad polskich żołnierzy na niemiecką radiostację w Gleiwitz (Gliwice), od października 1939 jego następcą był Adolf Eichmann, od lutego 1939 administrował Reichenzentrale für jüdische Auswanderung (szef Reinhard Heydrich), organizował deportacje niemieckich Żydów.

[16] Reinhard Tristan Eugen Heydrich (1904–1942) – jego rodzice byli małżeństwem katolicko-protestanckim, muzykami, był wychowywany w religii katolickiej; SS-Obergruppenführer, generał policji, twórca tzw. Eisatzgruppen SS, odpowiedzialnych m.in. za deportacje i masowe mordy na terenie Polski i ZSRR, jeden z głównych organizatorów Holocaustu, prowadził konferencję w Berlinie-Wannsee (20 stycznia 1942), na której postanowiono o „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej”, p.o. protektora Czech i Moraw (1941–1942), zmarł 4 czerwca 1942 skutkiem ran w zamachu dokonanym przez czeski ruch oporu.

[17] W Niemczech używa się różnych określeń tamtych wydarzeń, do każdego są uwagi. Mówi się, że „Kristallnacht” nawiązuje tylko do niszczenia witryn sklepów, przy czym „noc” nie oddaje faktu, że pogromy trwały także w dzień, że nazwa – „Novemberpogrom” zawiera słowo „pogrom”, pochodzące z rosyjskiego i opisujące pogromy Żydów w Rosji w drugiej połowie XIX w., że jeszcze inna – „Judenaktion” jest bliska językowi nazistów. O ile zbitki „Pogromnacht” i „Kristallnacht” wzięły się z potocznego języka berlińczyków, to po raz pierwszy słowa „Reichskristallnacht” użył w połowie 1939 nazista, Wilhelm Böger (1896–1962), brigadeführer SS, pracownik Głównego Urzędu Rasy i Osadnictwa SS, odpowiedzialny za ochronę „czystości rasowej”, redaktor książki Angewandte Rassenkunde für jedermann (Praktyczna wiedza o rasie dla każdego). Centralna Rada Żydów w Niemczech używa określenia „Reichspogromnacht”.

[18] W tamtą noc i skutkiem tamtych wydarzeń zginęło w Niemczech ponad 1500 osób, podpalono/zniszczono około 1400 synagog i sal modlitewnych, splądrowano około 7000 sklepów, 26 000–30 000 mężczyzn zesłano do obozów koncentracyjnych Buchenwald, Dachau, Sachsenhausen, gdzie setki z nich z różnych powodów straciło życie (według informacji z obozów w Buchenwaldzie – 207, w Dachau – 185). W okręgu Kurhessen (północna Hesja, stolica: Kassel) pogromy wybuchły 7 listopada, w okolicach Lüneburga – 10 listopada, w Wolnym Mieście Gdańsk – 12 listopada, w niektórych małych miejscowościach dzień później.

[19] W dokumentach jest mowa o domu przedpogrzebowym. Cmentarz znajdował się przy dzisiejszych ulicach Gorkiego, Soplicy, ojca Bejzyma. Zmarłych grzebano tam w latach 1816–1962, potem został zlikwidowany, szczątki polskich Żydów częściowo przeniesiono na Cmentarz Centralny. W miejscu starego kirkutu jest niewielki park. Żydzi spotykają się przy skromnym pomniku ze starych macew.

[20] Jacob Peiser – w latach 1928–1937 zarządzał majątkiem gminy. Po ucieczce z Niemiec osiadł w Palestynie. Pierwsze wydanie jego książki ukazało się w Szczecinie w 1935 nakładem gminy, drugie, poszerzone, w 1965 w Würzburgu. Do wznowienia pierwszego wydania dołączono w nim ukończony przez Peisera w 1947 r. Nachtrag zur Geschichte der Synagogen-Gemeinde zu Stettin. Die letzten Jahre der Gemeinde bis zu ihrer Liquidation 1935–1940 (Dodatek do historii gminy synagogalnej w Szczecinie. Ostatnie lata gminy aż do jej likwidacji 1935–1940). Komentarze napisał szczeciński rabin Max Elk, który w późnych latach 30.również wyjechał do Palestyny. W Hajfie założył Szkołę im. Leo Becka, która działa do dziś.

[21] Było to już 10 listopada.

[22] Żydowskie kluby sportowe w Szczecinie. Klub Viadrina mieścił się na Schlachterwiese (Wyspa Grodzka).

[23] Paul Abraham Hirschfeld (1893– ?) – producent odzieży; jemu i żonie udało się w styczniu 1939 wysłać dwie córki pociągiem ratunkowym do Anglii; od 1933 r. aktywny w szczecińskiej gminie wyznaniowej, od 1938 w jej zarządzie oficjalnie jako pełnomocnik gestapo, od 1941 r. z żoną w Berlinie, bezskutecznie starali się o wyjazd do Szanghaju; 29 stycznia 1942 r. deportowani do Auschwitz, daty śmierci nieznane.

[24] Dr Erich Mosbach(1899–1947) – lekarz stomatolog (w innych źródłach neurolog), wywieziony w deportacji szczecińskich Żydów w lutym 1940 r. do Generalnej Guberni, jeden z nielicznych spośród nich, który przeżył Holocaust. Po wojnie wrócił z żoną do Szczecina, gdy miasto było już polskie. Niebawem uciekli. Krótko mieszkali  w przyjaciela (1946), opisujący deportację do Generalnej Guberni.

[25] Ojciec Fritza Magnusa, Adolf Magnus, prowadził hurtowy handel kartonami przy Holzstraße 7–10 (ul. Heyki).

[26] Wolfgang Wilhelmus (1931–2022) – profesor dziejów najnowszych na Uniwersytecie Greifswaldzkim, organizator seminarium i autor opracowań dotyczących dziejów Żydów na Pomorzu.

[27] Deutsche Nachrichten Büro (Niemieckie Biuro Informacyjne).

[28] Skrzyżowanie to znajdowało się mniej więcej na dzisiejszym pl. Rodła, w tamtym dniu „trójka” jechała dalej ulicą Rossevelta do Bramy Królewskiej, Mariacką, przez zbieg Grodzkiej, Farnej, Sołtysiej (Kohlmarkt) i dalej Sołtysiej, która przecinając dzisiejszą Kardynała St. Wyszyńskiego kończyła, się przy kościele św. Jana Ewangelisty.

[29] Franz Schwede-Coburg (1888–1960) – w czasie pierwszej wojny w marynarce wojennej, od 1922 r. w NSDAP (nr 1581), od 1930 burmistrz Coburga (pierwsze miasto w Niemczech rządzone przez nazistów), wiceprezydent landtagu Bawarii, od 1934 r. nadprezydent Prowincji Pomorze i pomorski gauleiter NSDAP, wysokiej rangi oficer SA, przyjaciel Hitlera. Współwinny utworzenia obozu pracy w Policach, pomysłodawca idei aryjskiego Pomorza, pierwszego w Rzeszy regionu wolnego od Żydów, zainicjował deportacje pomorskich Żydów – obywateli Niemiec do obozów w Generalnej Guberni (pierwsza deportacja ze Szczecina – luty 1940). Odpowiedzialny za deportacje osób upośledzonych (Akcja T 4), z ośrodków w Ueckermünde, Treptow/Rega (Trzebiatów), Stralsund do Groß Piasnitz (Wielka Piaśnica) w guberni Danzig-Westpreussen, gdzie były rozstrzeliwane. Jego ideą była też likwidacja katolicyzmu w Prowincji Pomorze, inicjował antykatolicką akcję „Fall Stettin”. Uznany przez aliantów za zbrodniarza wojennego. Pomorze opuścił 4 marca 1945 r. Aresztowany w Schlezwiku-Holsztynie, sądzony w 1948 r. w Bielefed, skazany na 10 lat więzienia. Odsiedział niewielką część wyroku. Zmarł w Coburgu.

[30] Dzień Pokuty i Modlitwy (Buß- und Bettgag) – święto Kościoła protestanckiego w środę przed ostatnią niedzielą roku kościelnego (Wieczna Niedziela, Niedziela Zmarłych – Totensonntag); w 1995 r. zniesione w Niemczech jako święto państwowe z wyjątkiem Saksonii; w Bawarii tzw. „cichy dzień”.

 

Poprzedni artykułPrzy ojcu nowoczesnej Turcji
Następny artykułEkonomistka z duszą artystki. Wywiad z Mironą Kaczmarek
Karol Czejarek
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS. Rok 2024 owocował w dalsze dokonania twórcze Karola Czejarka. Oprócz 30 opublikowanych w PD artkułów, recenzji książkowych, pożegnań i rozmów, również wydanie dwóch publikacji książkowych: przekładu (z j. niemieckiego na polski) Hansa-Gerda Warmanna „Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie” (TSKŻ, Szczecin 2024) oraz „Autobiografii. Moja droga przez życie” (Biblioteka Świętokrzyska, Świętokrzyskie Towarzystwo Regionalne, Zagnańsk 2024). W kwietniu 2025 ukazała się monografia autora o życiu i twórczości Bronisławy Wilimowskiej „Wszystko było dla niej malarstwem” (w Wydawnictwie ASPRA-JR).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj