Ekonomistka z duszą artystki. Wywiad z Mironą Kaczmarek

0

Pochodzi z Bolewic. Maluje hobbystycznie. Ukończyła studia o profilu ekonomicznym na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Mirona Kaczmarek w rozmowie z dr. Pawłem Rogalińskim opowiada o swojej drodze do realizacji pasji i dzielenia się swoimi pracami ze światem.

 

Paweł Rogaliński (PR): – Pani Mirono, proszę powiedzieć kilka słów o sobie.

Mirona Kaczmarek (MK): – Nazywam się Mirona Kaczmarek, mam 41 lat, wykształcenie ekonomiczne, a duszę artystyczną.

PR: – Fantastycznie to Pani ujęła. Proszę w takim razie opowiedzieć nam o Pani drodze malarskiej. Kiedy odkryła Pani tę pasję w sobie, a kiedy miały miejsce różne zakręty życiowe?

MK: – Rysunki, obrazy fascynowały mnie, odkąd pamiętam. Jako dziecko cieszyło mnie jak najdokładniejsze odwzorowanie innego obrazu, czy rysunku, który gdzieś podpatrzyłam i który wywarł na mnie wrażenie. Były to najczęściej rysunki wykonane kredkami na papierze śniadaniowym. Później, w szkole podstawowej, plastyka, ale też technika i WF były moimi ulubionymi przedmiotami; nie mogłam się doczekać tych lekcji. Wówczas myślałam, że to ulubione przedmioty każdego i, że to naturalne, że tak je lubię, bo przecież to ulubione przedmioty wszystkich uczniów. Zdziwieniem było, gdy odkryłam, że niekoniecznie.

Pod koniec szkoły podstawowej musiałam zdecydować, co dalej, i z początku chciałam kandydować do szkoły plastycznej. Przeszkodą jednak okazał się egzamin wstępny z historii sztuki – zdałam sobie sprawę, że nie jestem w stanie opanować wymaganego materiału – tym bardziej, że historia należała do tych najmniej ulubionych przedmiotów, a historia sztuki wymagała nauczenia się wielu dat i nazwisk, czyli tego, czego moja pamięć nie ogarniała.

PR: – Co w takiej sytuacji Pani zrobiła?

MK: – Los zdecydował, że poszłam w kierunku ekonomicznym – najpierw na studia, a później również do pracy. Następnie ślub, rodzina, dzieci. Był to czas, w którym ta artystyczna część mnie na jakiś czas pozostała w cieniu. Co jakiś czas odzywała się we mnie chęć tworzenia, ale zabiegane życie sprawiało, że były to krótkie epizody, po których były długie przestoje. Powstałe wówczas prace były często malowane zwykłymi farbami plakatowymi na starym płótnie lub płytach wiórowych.

Farby olejne odkryłam przypadkiem, gdy dzieci były małe, a ja spędzałam z nimi swój czas w domu i w wolnych chwilach oglądałam filmiki w internecie, jak tworzą swoje dzieła inni artyści. Techniki malowania, które podpatrywałam, tak mnie zafascynowały, że zakupiłam pierwszy zestaw farb i metodą prób i błędów „uczyłam się ich”, ich właściwości i możliwości. Bardzo szybko pokochałam malowanie nimi i od tej pory używam głównie farb olejnych.

PR: – Jak widać, był to dobry wybór. Jakie tematy najczęściej poruszała Pani wówczas w swoich pracach?

MK: – W przeszłości głównym tematem moich prac była przyroda krajobrazy a w szczególności zwierzęta, malować ludzi chyba wówczas zbytnio nie lubiłam.

PR: – Rozumiem. Co najbardziej inspiruje Panią do tworzenia? Czy są to miejsca, osoby, emocje czy może inne dzieła sztuki?

MK: – Inspiracją są i zawsze były najczęściej zdjęcia pięknych widoków, czy zwierząt, które gdzieś trafiały w moje ręce i czułam potrzebę, aby na ich podstawie stworzyć obraz. W okresie 35-39 lat miałam hobbystyczną przygodę z fotografią – początkowo jako modelka, później jako fotograf. Fotografia, podobnie jak malarstwo, zawsze była dla mnie ważna; potrzebowałam, aby „zapamiętać czas na papierze”. Z czasem fotografia reportażowa przekształciła się w bardziej artystyczną i to właśnie ten okres mojego życia oraz modeling przyczyniły się do ostatniej, najbardziej obszernej kolekcji obrazów, na której dominowała kobieta. Kobieta i kobiece ciało chyba od wieków fascynowały ludzkość, artystów, i najwyraźniej mnie ta fascynacja również nie ominęła.

PR: – Jak wygląda Pani proces twórczy od pomysłu po gotowy obraz? Czy jest to spontaniczne malowanie, czy może planowanie każdego jego elementu w detalach?

MK: – Zazwyczaj tworzę pod wpływem impulsu, natchnienia i wówczas poświęcam się temu w stu procentach; potrafię przez 2-3 miesiące nie myśleć o niczym innym i każdą wolną chwilę poświęcić na malowanie. Są to okresy, gdzie wszystko inne odchodzi na bok i powstaje nowa seria obrazów.

PR: – A gdy natchnienie minie?

MK: – Wtedy potrafię na rok lub dłużej odłożyć pędzel i trudno mnie namówić na chociażby jeden obraz.

PR: – Jaką rolę odgrywa kolor w Pani pracach?

MK: – Maluję w stylu realistycznym, najczęściej farbami olejnymi różnymi technikami, używanym narzędzi takich, jak: pędzel, szpachelka, palce… Technika często uzależniona jest od tematu. U mnie krajobraz kocha szpachlę, grube warstwy farby, odcięcia kolorów; postacie wolą pędzel i palce, cienką warstwę farby i płynne przejście kolorów. Nie ukończyłam żadnej szkoły w tym kierunku, więc wszystko powstaje intuicyjnie – mam wizję efektu końcowego i kombinuję intuicyjnie, jak go osiągnąć. Myślę, że w przyszłości nadal to będzie się rozwijać metodą prób i błędów, bez z góry narzuconej techniki. Pojawi się pomysł i próby jego realizacji, a technikę będę dostosowywać do efektu, który chcę osiągnąć.

PR: – Jakie emocje chce Pani przekazać przez swoje prace? Czy sztuka jest dla Pani sposobem na wyrażanie osobistych przeżyć?

MK: – W serii portretów kobiet głównym przekazem było piękno w swojej prostocie. Przecież ciało kobiece, jak każde inne, twarz kobieca, jak i każda inna, są piękne i doskonałe – nie potrzebują dodatkowych ozdób, ubrań czy niezwykłego otoczenia. Ale, czy chcę, aby każdy w tym obrazie widział dokładnie to samo, co ja? Absolutnie nie. Nawet, jeżeli ktoś chciałby posiadać mój obraz tylko dlatego, że pasuje mu do wystroju wnętrz, nie dopatrując się w nim głębszego przekazu, to też dobrze. Sztuka ma przynosić przede wszystkim radość, zadowolenie – zarówno dla malarza, jak i odbiorcy.

PR: – Całkowicie się zgadzam. Czy w kolejnej serii obrazów również będzie dominować kobieta?

MK: – Myślę że nie, a jeżeli nawet, to w nieco innej formie – mniej realistycznej, mniej portretowej. Od około roku zagłębiłam tajniki fizyki kwantowej, szukając odpowiedzi na pytania, które od wielu lat krążyły mi po głowie. Wszechświat, jego budowa i przede wszystkim ta część wszechświata, która nie ma wyjaśnienia w tradycyjnej fizyce. Okazało się, że liczna literatura, która powstała na ten temat, na wiele pytań rzeczywiście udzieliła odpowiedzi, ale i sprowokowała kolejne. Dlatego myślę, że tajemniczy wszechświat i rola Ziemi, ludzi, w tym jakże dalekim, a jednocześnie bliskim wszechświecie – bo jesteśmy jego częścią – nie będzie pominięta w moich pracach.

PR: – Dziękuję serdecznie za rozmowę.

MK: – Dziękuję.

Poprzedni artykułPanie Abrahamson, Pańska synagoga płonie!
Następny artykułMowa nienawiści
Dr Paweł Rogaliński jest politologiem, medioznawcą, filologiem oraz twórcą Przeglądu Dziennikarskiego. Od 2015 roku należy do prestiżowej grupy Światowych Odpowiedzialnych Liderów Fundacji BMW Stiftung Herbert Quandt. Za swoje osiągnięcia nagradzany na całym świecie, m.in. w Londynie, Berlinie, Rio de Janeiro, Warszawie, Brukseli i Strasburgu. Ukończył następujące kierunki studiów na Uniwersytecie Łódzkim: stosunki międzynarodowe: nauki polityczne, zarządzanie oraz filologię angielską, osiągając przy tym ogólnokrajowe sukcesy naukowe (m.in. Studencki Nobel). W 2021 roku obronił na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie rozprawę doktorską pt. "Model polityka popularnego w komunikacji politycznej w państwach anglosaskich". Jego ostatnia książka pt. „Jak politycy nami manipulują. Zakazane techniki” (Wydawnictwo Sorus, Poznań 2013) z powodu dużej popularności doczekała się dodruku już w kilka miesięcy po wydaniu. Więcej na stronie oficjalnej: www.rogalinski.eu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj