Od cierpienia do Lichenia

0

Na początku było cierpienie. Tomasz Kłossowski myśli, iż umrze. Mocno trzyma karabin, mimo że leży ranny, beznadziejnie porzucony przez ludzi, kolegów z pułku i Boga. Ale co ma teraz robić? Nie ma już amunicji. Jak się wyczołgać z tego leja w bezpieczne miejsce? Zimny wiatr przeszywa podarty mundur.

Obok niego zgrzytając zębami kona kolega, obok zdychający koń wierzgając kopytem zasypuje ziemią Tomaszowi ranę na nodze. Jeszcze zdrowe konie przebiegając koło głowy mogą wdeptać kopytem Tomasza  do błota. Na koniach wrzeszczą coś po francusku jego oficerowie. Skąd ma wiedzieć, czego oni chcą? Chaos i rozgardiasz mąci myśli, nędza wojny przygniata, zastygająca krew powoli przyjmuje kolor czarnej ziemi. Tomasz zamyka oczy. To koniec.

To ostatnia faza strasznej rzezi, oficjalnie zwana w historiografii Europy „Bitwą Narodów”, Lipsk nad niemiecką Łabą, 16-19 października 1813 roku. Po obu stronach, broniącego się Napoleona, cesarza Francuzów oraz po stronie  atakujących aliantów, straty są kolosalne, po kilkadziesiąt tysięcy młodych trupów. Tu się walczy o przeżycie!

 

Θ Θ Θ

 

Tomasz Kłossowski, ledwie 33-letni, doczołguje się jednak w ślimaczym tempie, dysząc i rzężąc do trawiastego dołka, pokrytego krzaczkiem. Tu może spokojnie skonać. Ostatnim wysiłkiem były dziedzic dóbr i powstaniec (przed tą okropną wojną) z Izbicy Kujawskiej zaczyna się gorąco modlić do Matki Boskiej o ocalenie. To jedyny ratunek. Wargi poruszają się bezgłośnie.

Przeciera oczy. Na brwiach pozostaje piach. ONA mu się objawiła, ukazała! Tomasz nie wierzy oczom! ONA stoi parę metrów od niego. Na głowie ma coś w rodzaju korony, jej szata też jest złocista. Na tym płaszczu zupełnie skołowany Tomasz widzi symbole męki Pańskiej: cierniową koronę z czerwoną jeszcze krwią, solidne bicze oprawców Jezusa, porządne gwoździe czekające na krzyż, śliską włócznię żołnierza. Na piersi trzyma Maria białego orła. Polska nadzieja, polski znak.

Początkowo niewierny Tomasz słyszy teraz jej głos: „-Jeśli będziesz dobrze szukać, znajdziesz ten obraz, tak jak mnie widzisz, kiedyś, gdzieś. Szukaj obrazu. A teraz ciebie uratuję!”

Tak też się staje. Rana się goi, nie ma gangreny. To jakiś cud. Ranny Tomasz z bólem unosi się na brudnych rękach. Niewiarygodne! Nabiera sił. Wraca półżywy do rodzinnej wioski z metaficznym wiatykiem Matki Boskiej w głowie, porzuciwszy okrutne pole bitwy, widok rannych i zabitych kolegów. Tej rzezi nie zapomni. Nigdy. On się uratował. Dzięki boskiej pomocy.

 

Θ Θ Θ

 

W Księstwie Warszawskim Tomasz staje się bardzo pobożnym człowiekiem. Znajduje jeszcze swego alter ego w postaci pasterza  Mikołaja Sikatki, 7 lat młodszego od niego. Jemu też w modlitwach objawia się Maria. Tomasz znajduje naśladowców, ale nie znajduje obrazu, jaki mu obiecała Matka Boska. Gdzie on może być? Obsesja szukania. Pyta, krąży. Szuka. Bez skutku.

Wreszcie go znajduje po 23 latach szukania we wsi Lgota niedaleko Częstochowy, kiedy udaje się w grupie pielgrzymkowej do Jasnej Góry. Słowo Marii stało się ciałem. Tomasz zabiera obraz ukryty na drzewie do kapliczki w lesie koło Grąblina. To już miejscowość blisko Lichenia.

Tomasz, zdolny kowal oraz Mikołaj, zwykły pasterz, nadal twierdzą, iż im się objawia matka Jezusa. Mikołaj jest wzięty nawet na tortury. Może kłamie? Ale nie zmienia zeznań. Natomiast prorokuje zarazę w 1852 roku oraz datę swej śmierci w roku 1857. Kłossowski nie żyje już od 9 lat. Zaraza przychodzi a Mikołaj odchodzi z tego świata dokładnie w dniu, którego datę przepowiedział. Gruntuje się sława cudownego obrazu. Zaczynają się pielgrzymki, coraz bardziej żarliwe. Obraz przenosi się do istniejącego małego kościoła w Licheniu. Ten obraz będzie ukoronowany w 1967 roku przez kardynała Wyszyńskiego przed tysiącami wiernych mimo oficjalnego komunizmu w kraju.

 

Θ Θ Θ 

 

Skok do XX wieku. W roku 1944 w istniejącym niepozornym kościele św. Doroty w Licheniu, wówczas ośrodku szkoleniowym Hitlerjugend, jedna z nauczycielek, Bertha Bauer, gorąca wielbicielka Adolfa H., patrona młodzieży niemieckiej,, w ferworze walki z religią, strzela celowo  do krucyfiksu, krzycząc do zebranej młodzieży, iż jest to metafizyczny test – jeśli Bóg istnieje, to ją ukarze! Po paru godzinach po teście, Bertha, wierna faszyzmowi nauczycielka, wpada swym samochodem na drzewo i zabija się. No comments.

W 1975 roku buduje się w okolicy dzisiejszej świątyni mauzoleum pasterza Mikołaja Sikatki oraz kapliczkę objawień Tomasza Kłossowskiego.

Kiedy Polak wchodzi na stolicę Piotrową (1978), publicznie wyraża życzenie, aby w Licheniu powstała świątynia upamiętniająca stałą wierność Polski wobec katolicyzmu, podkreślająca patriotyzm narodu związanego z Rzymem oraz waleczność oręża polskiego. Ale PZPR ma więcej do powiedzenia w PRL niż papież Jan Paweł II.

Jeszcze…

Plany budowli na zupełnie dziewiczym terenie, wśród lasów i pól Wielkopolski, 9 km na północ od Konina, ruszają w 1994 roku, dzięki obfitym datkom społeczeństwa i Polakom z zagranicy. Jedynie dzięki nim powstaje ten kościół-gigant. Największy kościół w Polsce. Sam polski papież przybywa tu w czerwcu 1999. Po 10 latach budowy, w 2004 roku, następuje poświęcenie świątyni.

Powstała ona głównie dzięki koncepcji Barbary Bieleckiej (ur. 1.1.1931).  Projekt doświadczonej inżynier z Katedry Architektury Monumentalnej Politechniki Gdańskiej został zaakceptowany definitywnie przez różne fachowe gremia. Wedle wypowiedzi pani architekt, projekt miał być primo sprawdzianem, czy wierni katolicy  wyłożą tyle funduszy, aby budowa była zrealizowana, secundo Licheń ma być świadectwem wiary dla następnych pokoleń Polaków, oraz tertio powinien być odbiciem 2000 lat wysiłku utrzymania tej religii na ziemiach polskich. Sanktuarium nazywa się oficjalnie „Matki Boskiej Bolesnej Królowej Polski”.

 

Θ Θ Θ

 

Czwartek, 17 marca 2022 – wreszcie dotarliśmy z żoną do Lichenia. XXI wiek. Kościół funkcjonuje od 18 lat, my na emigracji od 41 lat, nie mieliśmy okazji… Dla nas premiera. Marcowy chłód popołudnia, premierowa wizyta. Olbrzymi parking zupełnie pusty, obok naszego samochodu z wiedeńską rejestracją stoi tylko jedno z Poznania. Kilkaset miejsc pustych na betonowym placu.

Idziemy od parkingu. Powoli między drzewami wyłania się sylwetka wieży. Ma 141 m wysokości – to niemal połowa wieży Eiffela. Potem wyłania się gigantyczna fasada. Robi ona dlatego potężne wrażenie, gdyż stanowi kontrast do zieleni i płyt placu przed nią. Wielki kościół, a wokół idylla: pola, lasy, cisza prowincji. Kościół pasowałby do centrum metropolii na jakimś kontynencie. Na przykład do Limy, stolicy Peru.  Ale tu dominuje swą polską samotnością. Przynajmniej tak to odbieram w ciszy dzisiejszego marcowego popołudnia.

Idziemy wzdłuż wzruszającej alei, ścieżki, wyłożonej na jednym boku  wzdłużnie wielkimi blokami skalnymi. Na nich wyżłobiono etapy, daty martyrologii polskiego katolicyzmu: walka z komunizmem, faszyzmem, terroryzmem, ofiary, zabici kapłani przez różne systemy totalitarne… Milczące kamienie opowiadają głośno etapami, napisami o ciągłej walce o wiarę z wieloma – zależnie od epoki – wrogami chrześcijaństwa polskiego. To bardzo wzrusza! To bardziej wzrusza (tu zdradzam moją osobistą puentę!), niż potem oglądane wnętrze…

Fasada poraża, onieśmiela. W mojej głowie porównania spontaniczne: Opatrzność w Warszawie, św. Piotr w Rzymie, największy meczet świata w Maroku (Casablanca)… Wszędzie tam byłem, wszędzie tam usiłowano pompatycznie architekturą podbudować fundamenty ideologiczne konkretnej wiary. Potęga architektury ma onieśmielać. Ale to stary pomysł…

Symetria aż boli. Znałem Licheń ze zdjęć. Ale in natura oczom ukazuje się gigant. Ktoś nieprzygotowany emocjonalnie mógłby zapytać: Dlaczego? Dlaczego tu? Dlaczego ten kościół jest takim mamutem? Licheniu, dlaczego jesteś tak wielki? Tomasz Kłossowski nie odpowiada.

 

Θ Θ Θ

 

Wstępujemy po 33 stopniach (lata życia Jezusa Chrystusa) do świątyni. Przedsionek zimny, gdyż drzwi są (symbolicznie?) szeroko otwarte. Dla kogo? Będziemy tu pół godziny. Cały czas sami. Jest tu również kościół podziemny, ale my zostajemy w tym górnym, 5-nawowym, widocznym z nieba. Zimny wiatr obija się o kolumny i o nasze kurtki.

Poraża ogrom. Co chwilę stajemy, aby kawałkami połykać fragmenty wystroju. A jest on trudny do strawienia, gdyż jest syntezą wielu stylów: symetryczny barok, bizantyjskość kapiąca złotem, orientalność wykończenia, nieujarzmione rokoko, szczątki gotyku, renesans w glorii, itd.

Cisza. W niej stąpamy między ławkami. Jak tu się modlić? Ktoś krytyczny, przymknąwszy oczy (jak Tomasz Kłossowski przed objawieniem się Marii w Lipsku) myślałby przekornie: czy ta religijna przestrzeń jest błogosławieństwem czy raczej przekleństwem?

Jesteśmy tu sami. To cichy refren naszej pielgrzymki. Chyba to zdrowiej i lepiej dla naszej duchowości?

Dotykam detali, nikt nie widzi: olbrzymie świeczniki to anioły, których skrzydła to metalowe topory, drewniane obrzeża ławek to husarskie hełmy. Aha, aluzja do Wiednia 1683. Wszędzie ornamentyka jest tu syntezą patriotyzmu połączonego silnie z glorią oręża polskiego, pokonującego Tatarów, Turków, Szwedów, Niemców i Rosjan.

Krążę w transepcie, unosząc głowę: potężna kopuła nad moją małą głową. 103 metry w pionie ku niebu… Kontrast: religia jest wielka, a ty człowieku, jesteś mały!

Przed absydą fotele dla dostojników przy ołtarzu ozdobione orłami z Księstwa Warszawskiego – zadbano harmonijnie aluzją heraldyczną o dzieje Polski. Dotyczy to  epoki kowala Tomasza Kłossowskiego. Ciekawy plus – w świątyni jest mnóstwo miłego światła, dzięki  dużej ilości okien. Światło jest ciepłe: jasnożółte, miodowe, alabastrowe.  Posadzki emanują błyskotliwie wspaniałym wypolerowaniem, wzorami i kolorami. Są bez zarzutu!

 

Θ Θ Θ

 

Cały czas mam wrażenie, iż ten kościół jest najdosadniejszą odpowiedzią komunizmowi po jego upadku w 1989 roku w Polsce:

„-Widzisz, fałszywa ideologio, pokonała cię potężna religia!” Licheń jest materialnym echem ucisku Kościoła przez okres 1944-1989. Victoria! Stąd ten wybaczalny element przesady: pompatyczność, hieratyczność pomieszana z bizantyńskim stylem. Ta świątynia jest mocno wschodnia wewnątrz, a lekko zachodnia na zewnątrz.

Wychodząc z tego eklektycznego stylistycznie kościoła, myślę czysto utopijnie: „-Gdybym był młodym księdzem i miałbym być uroczyście wyświęcony, czy chciałbym przeżyć tę inauguracyjną ważną religijnie chwilę tutaj w pompatycznym Licheniu czy w cichym, małym, drewnianym kościółku w Tatrach?”

Ilość pytań retorycznych nie zna granic, tak jak wiara w Licheniu…

 

Dr Wiesław PIECHOCKI, Licheń, Wielkopolska, 2022

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here