O historii puryzmu językowego w Niemczech

0

/Tekst nawiązuje do mojej monografii: Ryszard Lipczuk, Walka z wyrazami obcymi w Niemczech – historia i współczesność, Kraków: Universitas 2014/.

Język niemiecki podlegał w swojej historii silnym wpływom ze strony innych języków. Podobnie zresztą jak język polski. Dla obydwu języków największym źródłem zapożyczeń w słownictwie była łacina, na drugim miejscu – dla języka niemieckiego – należałoby wymienić język francuski, a dla polszczyzny – język niemiecki i francuski.

Intensywne wpływy innych języków na język niemiecki powodowały często negatywne reakcje ze strony określonych instytucji czy autorów. Pojawiały się – mniej lub bardziej uzasadnione – głosy o zalewie cudzoziemszczyzny, o zagrożeniach dla tożsamości języka i narodu. Właśnie motywy narodowe dominują w historii walki z wyrazami pochodzenia obcego (zapożyczeniami) w języku niemieckim, co w pewnym stopniu można wytłumaczyć złożoną historią Niemiec, jak trudna sytuacja polityczna i gospodarcza kraju po wojnie trzydziestoletniej w XVII wieku czy zależność od Francji (okupacja napoleońska) na początku XIX wieku.

Spróbuję teraz przedstawić krótki zarys historii puryzmu językowego w Niemczech, wskazując na ważniejsze etapy wiążące się ze stosunkiem do wyrazów obcych występujących w języku niemieckim.

Już w XVII wieku zaczęto tworzyć stowarzyszenia językowe wzorowane na podobnych instytucjach we Włoszech i w Holandii. Celem tych stowarzyszeń było kultywowanie języka niemieckiego, który w tym czasie nie był jeszcze językiem w pełni ukształtowanym, jednolitym, skodyfikowanym. Spośród barokowych stowarzyszeń językowych wyróżniało się założone w roku 1617 w Weimarze „Stowarzyszenie Owocodajne” (”Die Fruchtbringende Gesellschaft”), znane też jako „Zakon Palmowy” („Palmenorden”). Obok jego współzałożyciela księcia Ludwika von Anhalt-Köthen i przedstawicieli arystokracji działali tu znani gramatycy i pisarze, jak Justus Georg Schottelius, Georg Harsdörffer, Martin Opitz czy Philipp von Zesen. Do Stowarzyszenia nie mogły należeć kobiety. Zajmowano się tłumaczeniami, doskonaleniem stylu, poprawności gramatycznej, „oczyszczaniem” języka niemieckiego z dialektyzmów czy archaizmów. Zajmowano się też wyrazami obcymi, próbując zastępować je wyrazami rodzimymi. Wiele z tych zniemczeń zachowało się do dnia dzisiejszego, np.: beobachten zamiast observieren, Buchstaben (Lettren), Verfasser (Autor). Niektóre stały się obiektem ironicznych uwag choćby późniejszych autorów, i również dzisiaj są synonimem nieudanych, wręcz śmiesznych neologizmów jak propozycja zastąpienia wyrazu Nase (uważanego wówczas niesłusznie za pożyczkę) przez Gesichtserker (dosłownie: „wykusz twarzowy”) czy Fenster (zapożyczenie łacińskie z czasów jeszcze germańskich) na Tagesleuchte.

Świadomość zagrożenia napływem obcego słownictwa była obecna nie tylko w elitarnych stowarzyszeniach językowych, ale również w tekstach ludowych. Około roku 1638 pojawia się anonimowy wiersz satyryczny „Ein new Klagelied, Teutsche Michel genannt, wider alle Sprachverderber”, który został napisany w konwencji skargi na używanie obcych wyrażeń. „Niemiecki Michel” („Der Teutsche Michel”) to narodowe uosobienie ówczesnego Niemca, w XVI wieku symbolizuje prostego, ale uczciwego chłopa, w XVII wieku to personifikacja mieszczańskich cnót i niemieckiego patriotyzmu. Prototypowy Michel posługuje się językiem ojczystym i jest przeciwny rozpowszechnianiu obcej kultury i obcych języków.

Generalnie można jednak uznać, iż masowy wówczas napływ wyrazów i wyrażeń z innych języków, szczególnie z łaciny i języka francuskiego, mógł stanowić pewne zagrożenie dla tworzącego się dopiero niemieckiego języka literackiego. Działania skierowane na eliminację wyrazów obcych miały więc swoje uzasadnienie.

Takie zagrożenie nie istniało już w okresie rozkwitu niemieckiego puryzmu, a więc w XIX i w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku. Również obecnie trudno dostrzec realne niebezpieczeństwa dla kondycji języka niemieckiego ze strony zapożyczeń (głównie anglicyzmów), stąd też późniejsza działalność purystyczna wydaje się już mniej zrozumiała.

Nie był radykalnym purystą Gottfried Wilhelm Leibniz, który co prawda opowiadał się zdecydowanie za doskonaleniem i wzbogacaniem języka, ale przyznawał prawo bytu także zapożyczeniom. Również w XVIII wieku problem zwalczania wyrazów obcego pochodzenia nie stanowił głównego tematu dyskursu. Pod koniec XVIII wieku znaczącą postacią był Johann Fr. A. Kinderling, kaznodzieja protestancki z Calbe nad Saale (obecnie Saksonia-Anhalt), poeta, filolog, autor prac na temat historii języka niemieckiego – w swojej książce o czystości języka niemieckiego zamieszcza również listę wyrazów obcych z propozycjami rodzimych ekwiwalentów.

Skrajnie nacjonalistyczne nastawienie spotykamy w pracach twórcy ruchu gimnastycznego (turnerskiego) w Niemczech Friedricha Ludwiga Jahna, który stworzył terminologię związaną z turnerstwem. Jahn jest m.in. autorem pracy „Deutsches Volkstum” (1809) i twórcą tego ważnego i kontrowersyjnego w niemieckiej kulturze pojęcia „Volkstum”, obejmującego różne aspekty przynależności do narodu, w tym kulturę, historię, mentalność, język. W (błędnym) przekonaniu, że turnen to wyraz rodzimy, utworzył ponad 140 wyrazów z morfemem turn-, np.: Turnfest, Turnliebe, Turnstunde, Turntracht, Turnwort, turnerisch, turnfähig, turnfaul, turnfleißig, turnmüde, turnreif.

Nie byli radykalnymi purystami klasycy niemieckiej literatury, jak Johann Wolfgang von Goethe czy Friedrich Schiller. Znana jest wypowiedź Goethego, że siła języka nie polega na tym, żeby odrzucać obce elementy, ale żeby je w języku ojczystym zasymilować. Co prawda Goethemu przypisywane są niektóre zniemczenia, takie jak: Zwischenreich, Trotzkopf czy Zweigesang, ale niektóre z nich (kto wie, może większość) jest autorstwa nie samego pisarza, a wydawców i korektorów jego dzieł.

Wiek XIX – a również początek wieku XX – to okres powstawania licznych słowników zniemczających (Verdeutschungswörterbücher), W literaturze przedmiotu spotyka się nieraz cytat: „Deutschland ist das Land der Fremdwörterbücher” („Niemcy to kraj słowników wyrazów obcych“), przy czym myśli się nie tylko o typowych słownikach wyrazów obcych, w których te wyrazy są opisywane, ale również – albo przede wszystkim – o słownikach zniemczających, których głównym celem jest zastępowanie wyrazów pochodzenia obcego (szczególnie tych niezasymilowanych) wyrazami rodzimymi. Czołowy badacz tematu, językoznawca nowozelandzki, przez wiele lat związany z Mannheimem, Alan Kirkness w jednej ze swoich prac (z roku 1990) wyraził wręcz opinię, że liczba wydanych w Niemczech słowników zapożyczeń przekracza ilość wszystkich słowników tego typu powstałych w pozostałych krajach europejskich (!).

Pierwszym znaczącym słownikiem o charakterze purystycznym było dzieło, którego autorem był Joachim Heinrich Campe (1746-1818), pisarz, pedagog, wydawca, leksykograf. W swoim słowniku zniemczającym z roku 1801 autor w miejsce wyrazów obcych albo też niektórych zadomowionych już zapożyczeń proponuje nowe wyrazy, czyli tzw. „zniemczenia” („Verdeutschungen”). I mimo że jego propozycje nie zawsze były udane, jak: Geistesanbau zamiast Kultur, Luftbeschaffenheit zamiast Klima, Hochlehrer (Professor), to słownik wywarł ogromny wpływ na późniejsze prace leksykograficzne tego rodzaju, a część propozycji Campego zachowała się do dnia dzisiejszego, np. folgerecht (zamiast: konsequent), Freistaat (Republik), Öffentlichkeit (Publizität). Inna sprawa, że wiele ze zwalczanych przez niego zapożyczeń jednak się zachowało, niektóre istnieją obok utworzonych przez niego neologizmów czy wyrażeń przejętych z dialektów. Campe w mniejszym stopniu kierował się tak typowymi dla puryzmu niemieckiego motywami narodowymi, za to bardziej widoczne są u niego motywy oświeceniowe. Uważał bowiem, że niezrozumiałe dla prostych ludzi wyrazy obce typu Mathematik, Philosophie, Religion należy zastąpić wyrazami o zrozumiałej i przejrzystej strukturze (Größenlehre, Vernunftslehre, Religionslehre), co umożliwi szerzenie oświaty i wiedzy w społeczeństwie. Trudno się jednak z tym zgodzić, gdyż większość wyrazów w każdym języku ma przecież charakter arbitralny i znaczenia nie da się wywieść ze struktury formalnej.

W XIX wieku, ale też w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku powstało wiele innych słowników z hasłami pochodzenia obcego. Były to więc właśnie słowniki zniemczające (ogólne i specjalistyczne), że wymieńmy tutaj takich autorów jak Hermann Dunger, Otto Sarrazin, Karl Bruns. Ukazywały się też słowniki objaśniająco-zniemczające, które co prawda podawały informacje gramatyczne i semantyczne o wyrazach obcych, ale ponadto proponowały wyrazy zamienne. Dla przykładu: słownik tego typu autorstwa Friedricha Erdmanna Petriego miał aż 42 wydania (w latach 1806 do 1929). Powstawały również niepurystyczne (objaśniające) słowniki wyrazów obcych, jednak było ich mniej niż prac o charakterze purystycznym.

Według moich pobieżnych obliczeń w Niemczech powstało – od początku XIX wieku – ok. 460 słowników zapożyczeń, większość z nich była zorientowana na eliminowanie wyrazów pochodzenia obcego.

 W XIX wieku powstają nowe stowarzyszenia językowe. W Heidelbergu w latach 1848 –1865 rozwijał swoją działalność „Verein für deutsche Reinsprache” („Stowarzyszenie na rzecz czystego języka niemieckiego”), którego głównym przedstawicielem był ksiądz katolicki Joseph Brugger, autor słownika zniemczającego – wsławił się swoimi skrajnymi, jakże skomplikowanymi propozycjami zniemczeń, jak.: Hochwißanstalt zamiast Universität, Menschenleibesbeschaffenheitslehre zamiast Physiologie.

Kulminacja walki z wpływami ze strony innych języków przypada więc na wiek XIX i początek wieku XX, a więc na okres tzw. Związku Reńskiego (1806-1813), Związku Niemieckiego (1815-1866) i – bez udziału Austrii – nowego Cesarstwa Niemieckiego (po roku 1871).

Właśnie data zjednoczenia Niemiec pod przewodnictwem Prus w roku 1871 staje się istotną cezurą. Wydarzenie to prowadzi do odrodzenia świadomości narodowej, czego skutkiem jest zwiększone zainteresowanie problemem zapożyczeń, które rzekomo zagrażają niemieckiej tożsamości narodowej. Nowa państwowość wymagała zorganizowania określonych instytucji i ustalenia norm prawnych, a co za tym idzie, ustalenia odpowiedniej terminologii. Wprowadzenie rodzimej terminologii inicjuje m.in. w roku 1880 Niemiecki Związek Architektów i Inżynierów: zamiast wyrazów obcych jak: Souterrain, Parterre, Etage, Mansarde mają być używane: Kellergeschoß, Erdgeschoß, Obergeschoß, Dachgeschoß. Już wcześniej, w roku 1871, na łamach czasopism „Militärliteraturblatt“ i „Militär-Wochenblatt” znalazł się apel o zastąpienie niektórych wyrazów (wyrażeń) wojskowych, jak: Avancement > Beförderung, Charge > Dienstgrad, Premierleutnant > Oberleutnant. Działania te były wspierane przez samego cesarza Wilhelma II.

Jednak jeszcze bardziej spektakularne i skuteczne reformy językowe wprowadził minister poczty (Generalpostmeister) Heinrich von Stephan (1831-1897). Na jego polecenie dokonano w latach 1874/75 ponad 750 zniemczeń z zakresu słownictwa poczty. I tak zapożyczenia z francuskiego (galicyzmy): Couvert, poste restante zastąpiono przez Briefumschlag, postlagernd, latynizm per expresse przez Eilbrief, a pochodzące z greckiego Telephon przez Fernsprecher (obecnie mimo to częstsze są formy Telefon, telefonieren itp.). Stephan pochodził ze Słupska (Stolp), był wybitnym organizatorem, przyczynił się też do utworzenia Światowego Związku Pocztowego, stając na jego czele i wprowadzając jednolite standardy w światowym ruchu pocztowym. Za swoje zasługi otrzymał tytuł honorowego członka Powszechnego Niemieckiego Stowarzyszenia Językowego. Trzeba przyznać, że większość z firmowanych przez Stephana nowych wyrazów utrzymała się do dnia dzisiejszego.

W roku 1885 powstaje wreszcie Powszechne Niemieckie Stowarzyszenie Językowe (Der Allgemeine Deutsche Sprachverein, od roku 1923 nosił nazwę: Der Deutsche Sprachverein), a jego głównymi założycielami byli: Herman Riegel (historyk sztuki, dyrektor muzeum z Brunszwiku) i Hermann Dunger (nauczyciel germanista z Drezna). Związek postawił sobie za cel pielęgnowanie języka niemieckiego, aby w ten sposób przyczyniać się do wzmacniania świadomości narodowej. W deklaracji programowej Stowarzyszenia eksponowane było hasło: „Żadnych wyrazów obcych tam, gdzie można dobrze wyrazić się w języku niemieckim” („Kein Fremdwort für das, was deutsch gut ausgedrückt werden kann”). Stowarzyszenie rozwijało niesłychanie bogatą działalność, posiadało własne wydawnictwo oraz czasopismo („Zeitschrift des Allgemeinen Deutschen Sprachvereins”, w roku 1925 przemianowane na istniejące do dziś „Muttersprache”). Wysyłano petycje do władz i różnych instytucji, np. do szkół, z postulatem, żeby unikać używania wyrazów obcych, współdziałano przy opracowywaniu tekstów urzędowych. Znaczącą rolę Związek odegrał przy językowym opracowaniu ustaw państwowych, a więc w kształtowaniu niemieckiego języka prawniczego. W wydawnictwie Związku powstało szereg słowników zniemczających (zastępujących wyrazy obce wyrazami rodzimymi), głównie słowników specjalistycznych. I tak w sprawozdaniu za rok 1910 czytamy, że w roku sprawozdawczym ukazały się drukiem słowniki dla następujących działów: język urzędowy: 1400 egzemplarzy, a ponadto (w mniejszej ilości egzemplarzy): medycyna, górnictwo i hutnictwo, handel, szkoła, nazwy potraw, imiona niemieckie, muzyka, teatr, taniec. Charakterystyczne, że wśród członków Stowarzyszenia przewagę mieli przedstawiciele takich zawodów, jak: kupcy, rzemieślnicy, też nauczyciele, natomiast niewielu było profesjonalnych znawców języka, czyli językoznawców.

Stowarzyszenie miało swoich przeciwników. W roku 1889 w gazecie „Preußische Jahrbücher” ukazało się oświadczenie 41 intelektualistów – przeciwników puryzmu, pod którym podpisali się m.in. pisarze: Theodor Fontane, Gustav Freytag, Wilhelm Dilthey (filozof), Erich Schmidt (germanista), Klaus Delbrück (historyk), Rudolf von Virchow (pochodzący ze Świdwina – Schivelbein przedstawiciel nauk medycznych). Protestowali przeciwko normowaniu języka przez władze i zrzeszenia, przeciwko zwalczaniu wyrazów obcych, „które jest obecnie podnoszone do rangi dumy narodowej” (tłum.: R.L.) („die jetzt zum Gebot des Nationalstolzes erhoben wird”). Autorzy protestu opowiedzieli się za umiarkowanym stanowiskiem reprezentowanym przez znanych pisarzy i poetów niemieckich.

Do intensywnej działalności zorientowanej na zwalczanie wyrazów obcych nie przyłączyły się jednak ani Austria, ani Szwajcaria. Stąd też ilość wyrazów obcych w tych odmianach języka niemieckiego jest obecnie większa niż w słownictwie używanym w Niemczech.

Kolejna intensyfikacja działalności purystycznej w Niemczech miała miejsce w okresie I wojny światowej. Kierowano się przeświadczeniem, że należy bronić nie tylko kraju, ale też ojczystego języka. Co więcej w działaniach wojennych upatrywano szansy na „oczyszczenie” języka niemieckiego z licznych zapożyczeń.

W latach trzydziestych XX wieku Stowarzyszenie przyłączyło się do nurtu ideologii nazistowskiej i głoszonych wówczas poglądów rasistowskich. Niemniej jednak w swoim zapale i swej naiwności odważyło się krytykować samych przywódców hitlerowskich za zbyt częste używanie wyrażeń obcych. Nie rozumiano, że przywódcy hitlerowscy celowo używali wyrazów obcych, żeby zakamuflować prawdziwe znaczenia słów (np. Konzentrationslager). W listopadzie 1940 roku Hitler osobistym dekretem wydał zakaz działalności purystycznej, co praktycznie było końcem działalności tego największego w historii Niemiec stowarzyszenia językowego.

Do najbardziej aktywnych i gorliwych purystów należał honorowy członek Stowarzyszenia Eduard Engel (1851–1938), autor kilku obszernych prac na temat historii literatury, stylistyki, ale również wyrazów obcych w języku niemieckim i ich zwalczania, autor słownika zniemczającego. Niektóre jego poglądy można uznać za nacjonalistyczne czy wręcz szowinistyczne. W latach trzydziestych XX wieku Engel popadł jednak w całkowitą niełaskę, kiedy wyszło na jaw jego żydowskie pochodzenie.

Bogatej działalności purystycznej w Niemczech nie sposób ocenić jednoznacznie. Towarzyszący jej nieraz radykalizm, wyraźne zabarwienie nacjonalistyczne czy nawet rasistowskie nakazuje dystans wobec tej aktywności. Z drugiej zaś strony trzeba przyznać, że tzw. „zniemczenia” wzbogaciły niemieckie słownictwo, powstały nowe wyrazy czy wyrażenia, niektóre z nich wyparły wyrazy obce, niektóre natomiast istnieją jako synonimy obok zwalczanych bezskutecznie zapożyczeń. Sam termin „Verdeutschung” („zniemczanie”) przyjął się co prawda w literaturze lingwistycznej jako „spadek” po XIX-wiecznych purystach, ale jest mało adekwatny, gdyż wyrazy obce to przecież część słownictwa niemieckiego (podobnie jest w języku polskim), jak można więc zniemczać wyrazy niemieckie (albo spolszczać słownictwo polskie)?

W okresie po roku 1945 temat walki z wyrazami obcymi został odsunięty na dalszy plan. Była to reakcja na zbyt radykalne działania wcześniejszych purystów oraz skutki wywołanego przez Niemcy kataklizmu, jakim była II wojna światowa. Zmniejszyła się również liczba nowych słowników purystycznych. Utworzone w roku 1947 Towarzystwo Języka Niemieckiego („Gesellschaft für deutsche Sprache”) nawiązuje co prawda do wcześniejszego Stowarzyszenia, jednak problem zapożyczeń w języku niemieckim nie należy już do priorytetów jego działalności.

Renesans zainteresowania wyrazami pochodzenia obcego, tym razem głównie anglicyzmami, nastąpił w latach 90-tych XX wieku. Mówi się o zagrożeniu kondycji języka niemieckiego, o tworzeniu się języka mieszanego niemiecko-angielskiego: „Pidgin-Deutsch”, „Denglisch”. Powstają nowe (prywatne) stowarzyszenia językowe, z których największą aktywność wykazuje Stowarzyszenie Języka Niemieckiego (Verein Deutsche Sprache) – istnieje od roku 1997, a na jego czele stoi profesor ekonomii Walter Krämer. Tworzone są słowniki zniemczające, ale tym razem zawierające jedynie anglicyzmy albo – niesłusznie nazywane anglicyzmami – wyrazy lub wyrażenia języka angielskiego używane na przykład w reklamie. Wydaje się, że alarmistyczne głosy o zagrożeniu języka niemieckiego przez anglicyzmy są nieadekwatne do rzeczywistej sytuacji. Tak uważa też większość niemieckich językoznawców, którzy nie podzielają radykalnych poglądów o rzekomym „upadku” języka niemieckiego.

Poprzedni artykułMarkowe produkty w atrakcyjnych cenach. Niemożliwe?
Następny artykułWizerunek polityka w Kongresie Stanów Zjednoczonych
Ryszard Lipczuk
Prof. dr hab. Ryszard Lipczuk - germanista, profesor nauk humanistycznych o specjalności językoznawstwo germanistyczne, pracownik naukowy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu i Uniwersytetu Szczecińskiego. Ukończył studia germanistyczne (1970), a następnie obronił rozprawę doktorską (1977) na Uniwersytecie Warszawskim. Habilitował się w roku 1986 na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od 1990 prof. nadzw., w roku 2002 uzyskał tytuł profesora. W 1970 r. podjął pracę w Katedrze Filologii Germańskiej na UMK w Toruniu. W roku 1993 przeniósł się na Uniwersytet Szczeciński, obejmując (do 2015 roku) funkcję kierownika Zakładu Języka Niemieckiego w Instytucie Filologii Germańskiej, w latach 1993–1997 i 2005–2012 był dyrektorem tegoż Instytutu. Od 1.X.2018 profesor emerytowany, jednak w dalszym ciągu związany z Uniwersytetem Szczecińskim. Od roku 2008 jest redaktorem naczelnym serii publikacji naukowych „Stettiner Beiträge zur Sprachwissenschaft” wydawanej w Hamburgu. Jest też autorem licznych monografii naukowych, artykułów, recenzji, redaktorem i współredaktorem kilku słowników polsko-niemieckich, leksykonów i podręczników do nauki języka niemieckiego. Poza tym: autor trzech tomików reportaży (m.in. „Germanista w podróży”) i trzech tomików rymowanek (m.in. „Limeryki i inne wybryki”).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here