W stolicy serbskiej Wojwodiny, w Nowym Sadzie, stoję na środku mostu. Jest nowy, nie tylko z powodu nazwy miasta. Pode mną szeroki Dunaj. Tworzy tu efektowne kolano. Toteż miasto Nowy Sad ma tu dodatkową topograficzną atrakcję. Rzeka skręca (jak w Krakowie).
Most jest wyższy, niż poprzedni, mogą pod nim przepływać wyższe statki. To skutek bombardowań samolotowych NATO z roku 1999. Celowano dobrze. Bomby zniszczyły wszystkie trzy poprzednie mosty. W nich były instalacje wodociągowe. Miasto, drugie w Serbii po Belgradzie, ledwo przeżyło w kłopotach ciężki czas. Prymitywne promy latami zastępowały mosty, a ociężałe cysterny dowoziły wodę na ulice i peryferie miasta Nowy Sad, położonego po obu stronach rozłożystej rzeki, najważniejszej w środkowej Europie. Teraz po wojnie bałkańskiej, wybudowane mosty zmodernizowano całkowicie.
NS – NS – NS
Most, po którym idę w kierunku twierdzy Petrovaradin, nazywa się logicznie po serbsku „Most Varadinski“. Tę twierdzę zbudowano najpierw, a potem dopiero dodano miasto na płaskim przeciwległym brzegu. Ta twierdza to znak szczególny. To forteca, która zdała egzamin w 1716 roku, kiedy Turcy uparcie (mimo wiedeńskiego zwycięstwa polskiego króla w roku 1683) atakowali nadal południowe tereny Cesarstwa Austriackiego. Armią austriacką dowodził tu nad Dunajem książę Eugeniusz Sabaudzki, Francuz, podpisujący swe dokumenty po włosku: Eugenio di Savoia. Miałem akt ślubu pewnej księżniczki w ręku w Wiedniu w archiwach dynastii Liechtenstein podpisany przez niego! Wyswatał ją, był świadkiem ślubnym. Miał powiązania z rodem królewskim z Turynu! Europejczyk 100%. Francuz, robiący wspaniałą karierę wojskową u austriackich cesarzy, gdyż się pogniewał na swego króla Ludwika XIV!
Wspomniany Eugeniusz – genialny strateg, w historiografii niemieckiej jako Prinz Eugen von Savoyen – zwyciężył pod twierdzą Petrovaradin, będącą teraz magnesem turystycznym w Nowym Sadzie. A propos nazwy tej metropolii, będącej „Europejską Stolicą Kultury 2022“. Chodząc po ulicach centrum widzę wielkie napisy pełne dumy z miasta, będącego stolicą kultury europejskiej (podaję transkrypcję): „Nowi Sad je ewropska prestonica kulture!”.
„SAD“ nie ma etymologicznie nic wspólnego z polskim „sadem“, ogrodem pełnym owocujących drzew. „Sad“ to „o-sad-a“, „o-sadz-anie“, „o-sied-le“. Cesarzowa Austrii, Maria Teresa, podpisała 1 lutego 1748 roku dokument, każący założyć „nowe osiedle“ na brzegu Dunaju, vis-à-vis zwycięskiej już fortecy. A zatem: najpierw były zabudowania militarne na wzgórzu, utworzone według systemu S. Vaubana, francuskiego fachowca od fortec, a potem rozwijało się na drugim brzegu miasto na płaskim terenie. Step by step. Piano pianissimo.
Te zabudowania bastionu Petrowaradin imponują do dziś. Wszedłem na nie. Widzę wysokie mury gwiaździście ułożone, by efektywniej atakować z góry nieprzyjaciela, szerokie rowy, w których kiedyś była woda, zwodzone mosty, krenelaże, gdzie stało 400 armat, gotowych do strzału. Cegły świetnego gatunku, miłe w dotyku, wyglądają jak nowe. Dotykam historii o gwałtownej materii, mimo iż dziś panuje tu spokój. W byłych koszarach, ciągnących się przez kilka podwórców, urządzono między innymi luksusowy hotel o austriackim odnośniku – ma w nazwie „Leopold I.” Coś nie tylko dla snobów.
Petrovaradin był największą fortecą europejską w XVII wieku między Lizboną a Petersburgiem. Słynna i niezwyciężona twierdza! Patrzę na miasto Nowy Sad. Pode mną pulsuje urbanistyczny organizm. Patrzę na pokojowy spokój. Oby tak dalej.
NS – NS – NS
W międzyczasie wiele się zmieniło w Nowym Sadzie i okolicach, czyli w regionie o nazwie „Fruszka Gora”, gdzie są wspaniałe klasztory prawosławne ze starymi freskami, olbrzymia ilość słodko i upajająco pachnących lip, armie cichych słoneczników, pola lśniącej kukurydzy i złotego zboża do horyzontu. Tu dwoją się i troją pszczoły, dając ludności miód oraz przykład pracowitości. W Serbii nikt nie zginie z głodu. A lipy pachną bardziej urokliwie niż marki światowych perfum. Wsadzam nos w liście lipy, wytwarzającej naturalne esencje. Przez moment wdycham lipową błogą esencję. Nirwana. Oj, już dawno nie piłem herbaty z lipy…
W Nowym Sadzie zmieniały się rządy, orientacje polityczne i języki. Najpierw była tu cesarska Austria, potem panowali tu dumnie Węgrzy, później wrósł w ziemię wojwodyńską komunizm po przedwojennym królewskim okresie dynastii Karadżordżewicz. Towarzysz Josep Broz Tito ustalał silną ręką z niedalekiego Belgradu politykę Jugosławii – mimo iż nie był cesarzem, lecz jedynie szefem partii komunistycznej. Wybraniec oraz idol tzw. demokracji ludowej. W tej chwili (po 1989) u steru władzy są wyznawcy nowocześniejszej demokracji. A poza tym już nie mówi się tu po niemiecku czy po węgiersku, lecz po serbsku.
Na obrzeżu starego miasta stoją okazałe nowoczesne budynki, lśniące szklanymi fasadami, promieniejące neonami świeżej daty hotele, prężne firmy ubezpieczeniowe. Dominuje gospodarka kapitalistyczna. Czuć boom budowlany, wszędzie stoją prężne żurawie na licznych placach budów. Reperuje się chodniki, powiększa się sieć autostrad, odświeża substancję mieszkaniową po siermiężnym komunizmie. Odnotowuję to celowo, gdyż Serbia nie jest członkiem UE, zatem fundusze na tutejszą przyszłość nie pochodzą z Brukseli…
NS-NS-NS
Stare miasto ma klarowne centrum, place i siatkę ulic. Centrum to Plac Wolności, czyli po serbsku Trg Slobode. Na środku stoi pomnik Svetozara Mileticza (1826-1901), przedstawionego tu bardzo kubistycznie i topornie. Gruby płaszcz chroni obłą sylwetkę. Czy jego podniesiona ręka grozi fasadzie katolickiego kościoła? Czy prowadzi do boju? Przeciw komu? A był przecież w ratuszu – za jego plecami – burmistrzem wiele lat przy końcu XIX wieku za austriackich czasów. Tę minioną epokę Austriaków widać na każdym kroku architektonicznie. W centralnej Europie ślady porządnej mieszczańskiej architektury rodem z Wiednia (też nad Dunajem) do dziś dominują w obrazie urbanistycznym miast Słowacji, Węgier, Serbii, Chorwacji oraz Rumunii. Do 1918 Wiedeń dyktował na Bałkanach mody nie tylko architektoniczne.
S. Mileticz stoi na osi „ratusz – kościół mariacki”. A ta świątynia, od razu widać: neogotyk, wybudowany przy końcu XIX w. przez węgierskiego architekta. Wewnątrz kościoła mariackiego odkrywam bardzo udane proporcje, strzeliste nawy, ciekawe witraże i płaskorzeźby 14 stacji Drogi Krzyżowej, podpisanych (szok) po węgiersku, na przykład „Jezus masodszor esik el a kereszt alatt”, co oznacza stację nr 7: „Jezus upada drugi raz pod krzyżem”. To znak czasu, podobnie jak (pamiętam) stacje Via Dolorosa w Nowym Orleanie (też „Nowy”!) w katedrze katolickiej: dookoła panuje w USA język angielski, a tytuły stacji drogi krzyżowej są tam przy ujściu Mississippi zredagowane po francusku.
Tu, w środku ważnego miasta serbskiego, stoi (wyzwanie historyczne na przyszłość?) węgierski kościół katolicki, podobnie jak w centrum ukraińskiego prawosławnego Lwowa tkwi oporowo jak wyspa kościół polskich katolików na tamtejszym rynku…
Wiara jako główna skała tradycji narodowych w różnych politycznie skomplikowanych układach, systemach, paradygmatach?
W trakcie upalnego czerwcowego popołudnia, Nowy Sad robi nader pozytywne wrażenie. To metropolia zapraszająca kosmopolitycznie turystów. Tchnie swoją historią, bardzo czasem tragiczną. Wierzmy, iż nowe mosty świeżej generacji będą służyć długo pracowitej ludności i że demony przeszłości nie będą wywoływane przez etniczne zamieszki.
Od ratusza biegnę truchtem do Dunaju, do mojego rejsowego statku – nie mogę tu być dłużej! Dlaczego czas turystyczny ucieka jeszcze szybciej niż przy dolce far niente? Przez ulice: Jowana Suboticza, Jewrejską (widocznie było tu getto), Bulewar Mihajla Pupina, Iwe Lole Ribara i Dunawską dobiegam do przystani. Na szczęście szwajcarski statek „Thurgau Travel” jest nadal przycumowany. Czeka na mnie. Uff. Wierność jest ważna zarówno na ziemi jak i na wodzie.
Wiesław PIECHOCKI, Novi Sad, Serbia, czerwiec 2022






![Karol Czejarek. Autobiografia: Moja droga przez życie [recenzja książki, tłumaczenie z j. niemieckiego]](https://przegladdziennikarski.pl/wp-content/uploads/2024/12/Karol-Czejarek-autobiografia-Kluza-218x150.jpg)







