Nasze uczucia nami rządzą – wierzenia, uroki, przesądy, uprzedzenia i miłość

0
568

„Moi znajomi hiszpańscy niedawno opowiedzieli mi historyjkę o porwaniu dziecka przez Żyda. I rzeczywiście, jest taka wzmianka w historii miasta Toledo. W piętnastym wieku oskarżono Żyda, że uprowadził i zabił małego chłopca z domu chrześcijańskiego. Dla jednej „kropli krwi”, która miała go zbawić. W sumie ówczesne władze oskarżyły i odebrały życie ośmiu mężczyznom wyznania mojżeszowego. Potem udowodniono, że był to podstęp, jeden z negatywnych chwytów, zastosowany przez inkwizycję w celu wygnania Żydów z miasta”.

Różne przesądy prowadziły i prowadzą do tragedii w życiu. Ludzie opierając się na wierzeniach wykorzystują innych ludzi dla własnego interesu i korzyści finansowych. Dla pewnych grup w społeczeństwie są pięknym zjawiskiem w przyszłości, jakichś marzeń utopijnych. Jednych gorszą, innych radują, nawet w złym działaniu. Dzieje się i tak, że ludzie sami sobie tworzą indywidualne przesądy na swoje własne potrzeby. I w taki właśnie sposób, przesądy nie idą w zapomnienie. Niektórzy ludzie mają rozwinięte przeczucia, jakieś intuicje w różnym stopniu, większym lub mniejszym. Stwierdzono naukowo, że jeśli podczas snu widzi się zmarłych, wskazuje to na to, że coś się wydarzy. Jest to dobry sposób, trzeba go tylko dobrze odczytać. „Duchy bliskich przychodzą po to, by o czymś przypominać żywym”, o sobie czy o innych. Gorszym omenem jest, gdy się śnią zęby, taki sen zwiastuje prawdopodobnie chorobę. Wtedy w naszym umyśle budzi się przeczycie o czymś niewygodnym. Są też sny, tak zwane prorocze – jest to wspaniała rzecz dla tych, którzy mają ku temu predyspozycję, by je dobrze odebrać.

Uważam, że nie powinno się nikomu opowiadać swoich snów, „refleksji w objęciach Morfeusza”. Nasze przepełnienia i życzenia senne, należy zatrzymać tylko dla siebie, zakamuflować senne rojenia. Są to mrzonki naszych wcześniejszych przeżyć pięknych myśli czy emocji i powinny zostać tajemnicą. Pradawne społeczności plemienne uważały, że sny niosą bardzo ważne przesłanie. Niektórzy ludzie mają rozbudzoną wrażliwość jasnowidzenia, czyli przeczuwania. Jest to intuicja i różni się swoim charakterem od przepowiadania przyszłości. Wtedy człowiek spodziewa się czegoś złego; takiego zjawiska nie można wytłumaczyć realnie, gdy jest zły zbieg okoliczności. Dobrze rozwinięta intuicja i korzystanie z niej w dobrym celu, są przydatną rzeczą dla ogółu. Stwierdzono naukowo, ze nasz mózg jest wykorzystany tylko w niewielu procentach.

Magia lekko dotyka naszej religii w różny sposób, można podciągnąć to pod „Anioła Stróża”, a przypadek zawsze się jakiś trafi. Życie nerwowe, z jednej strony stresuje nas i trzyma na baczności, a po tamtej stronie kręci naszym mózgiem na wszystkie strony. Jeden z polskich jasnowidzów w którymś wywiadzie powiedział, „Każdy trup to jego piękne przeżycie! Oni żyją! Kiedy będę umierał, mogę się wstydzić wielu rzeczy, ale nigdy swoich trupów… Jasnowidz twierdzi, „ że umarli mówią”. Ale tak naprawdę tylko wyższa inteligencja sprzyja pierwszemu wrażeniu, czyli pobudza umysł i zmienia w jakieś skojarzenia. Może też ulegać sugestii przechodząc do alternatywnych możliwości, a decydować może „coś”, na przykład, zapamiętane słowo lub przypadek. To jest tak, jak z charakterem pisma, można go zawsze zmienić i zadecydować o tym „czymś”.

Gdy odwiedziłam Bazylikę św. Piotra w Watykanie w roku 2000, w momencie przekraczania progu w drzwiach zbawiennych (tych rozbijanych co dwadzieścia pięć lat przez papieża), moim ciałem wstrząsnął prąd o niskim napięciu. Pewnie dlatego, że bardzo w to wierzyłam. „Czary mary” przyjmujemy takie, jakie nam stworzono, ale nie ma w nich tyle wiary, jaką ma się w stosunku do Boga. Jak wiemy jasnowidztwo nie jest zatwierdzone przez naukę, prawdopodobnie jest to „aura odbieranej energii subtelnej, całym ciałem i wzrokiem”. „Każdy człowiek umierający zostawia energię, która się ulatnia, jest to ślad energii subtelnej”, te ślady rozpoznaje jasnowidz prawdopodobnie.

Religia rzymskokatolicka jest komunikatywna na każde dobro, „szanuje fenomenalne widzenia” psychiczne u niektórych osób. Przy takim działaniu racjonalnym nie zostajemy w tyle we współczesnym świecie. Parapsychologia z mniejszymi zdolnościami myślenia ma już swoje publikacje naukowe i Międzynarodowe Kongresy z psychotroniki. Słynny polski franciszkanin, Andrzej Czesław Klimuszko, kiedyś napomniał, że „są dziwy pod słońcem, o którym się nie śniło naszym filozofom”. Natomiast Szekspir w swym czasie powiedział „Kościół interesuje tylko prawda i uczciwość” i tak jest do dzisiaj. Trzydzieści lat temu moja kuzynka odwiedziła mnie zakłopotana, spytała „czy mogę trzymać do chrztu jej nieślubnego synka”. Jej siostra, odmówiła tej przysługi, pod namową mamusi. Była zachęcana, by synkowi dała na imię tak, jak jej ojciec, który żył i miał się dobrze. Odruchowo spojrzałam na mojego ojca, dał mi znak radosnymi oczami, że mam się zgodzić. Kuzynka była mi bardzo wdzięczna, potem przy kolacji, tatuś powiedział, że „żadnemu dziecku zbliżenia do Boga się nie odmawia”. Opowiedział też „ zabobon” o nieślubnych dzieciach, które przynoszą szczęście. W średniowieczu wierzono w to mocno, że chętnych było zawsze dużo, wręcz kłócili się między sobą o trzymanie dziecka nieślubnego do chrztu. Wtedy obowiązkowo obwiązywali się grubym sznurem, który służył im do pracy w gospodarstwie. Miało to im zapewnić szczęście w hodowli zwierząt. Przesąd mówił, że nowonarodzonym nie dawano imion tych samych w rodzinie, bo jedno z nich umrze, ani imienia zmarłego w tej rodzinie. Dobry pomysł, wtedy można stworzyć bogaty wachlarz imion w danej rodzinie.

Mojemu bratu dano imię po dziadku, który nie żył. Drugiemu bratu nadano imię ojca, który żył. Ale brat, wieku osiemnastu lat, przy wyrabianiu dowodu osobistego, zmienił imię na inne. Być może się w ten sposób uratowali oboje przed przesądem. W rodzinach żydowskich jest wręcz zakazane dawanie imienia po dziadkach, rodzicach, a nawet teściowie nie powinni mieć takich samych imion. W sumie bardzo trudny i sztywny zwyczaj przesądu.

Dwudziesty pierwszy wiek i kraj katolicki, a jednak można coś zaobserwować, w dużym i zróżnicowanym etnicznie tłumie. Przez jakiś czas na spacerze spotykałam młodą matkę z dzieckiem w wózku, gdzie była przypięta mała czerwona kokardka. Zauważyłam to dopiero za którymś razem, gdy spytałam, wyjaśniono mi, ze jest to ochrona przed „rzucaniem złych uroków” na dziecko. I rzeczywiście przypomniało mi się, że dawno temu czytałam w polskiej literaturze o czerwonych kokardkach. Wierzenia są niby niewinne, lecz odwracają uwagę nie w tę stronę, żyją w czarnej magicznej literaturze, która zalega na zakurzonych półkach. Jest ciągle ta sama, w świecie naszym, wraz z nami. Albo przechodzi obok nas i zatrzymuje się, na bocznym torze naszego życia. Niektórzy opierają się na przesądzie dla zabawy. Dzieje się to obok nas i naszego Boga, który jest wysokim murem dla każdego gusła.

W dobie wyższej inteligencji, społeczeństwo zapomina o jakichś tam czarach. Powstają natomiast zabawne i niesamowite historie, tworzące piśmiennictwa, czytane przez grupę czytelników niezrównoważonych psychicznie. Jako dziesięcioletnia dziewczynka byłam z ojcem z wizytą u dziadków na pięknej Ukrainie, pozwolono mi na spacery po mieście z kuzynką, Ale upominano nas byśmy się trzymały za ręce, bo Żydzi łapią chrześcijańskie dzieci i zabijają dla krwi, która potrzebna jest do obrzędów religijnych w sobotnie kolacje. Historia wydała mi się straszna, ale nie na tyle, by się bać. Pierwsze wzmianki o takiej historii były już w czwartym i piątym wieku przed naszą erą. I pomyśleć, że przesąd trwa do obecnego czasu. Nawet w środowiskach muzułmańskich ta legenda króluje.

W Piśmie Nowego i Starego Testamentu pisze się o zakazie dotykania i spożywania każdej krwi, ludzkiej i zwierzęcej. Naród żydowski ma zabronione zabijanie, „a krew z mięsa ma być wysączona i zasypana ziemią”, tłumaczy wieczna księga. Oskarżenia antysemickie były od zawsze te same. Przesąd, jak jakie przekleństwo, ciągnące się za ludem wybranym. Moi znajomi hiszpańscy niedawno opowiedzieli mi historyjkę o porwaniu dziecka przez Żyda. I rzeczywiście, jest wzmianka w historii miasta Toledo. W piętnastym wieku oskarżono Żyda, że uprowadził i zabił małego chłopca z domu chrześcijańskiego. Dla jednej „kropli krwi”, która miała go zbawić. W sumie ówczesne władze oskarżyły i odebrały życie ośmiu mężczyznom wyznania mojżeszowego. Potem udowodniono, że był to podstęp, jeden z negatywnych chwytów, zastosowany przez inkwizycję w celu wygnania Żydów z miasta. Z tamtych czasów pozostała tylko Synagoga, a obecnie kościół świętej Marii Białej, z pięknymi szesnastowiecznymi ołtarzami. Dużo już napisano różnych historii zagadkowych i fascynujących na temat czarnej magii. Wszyscy do tego podchodzą spokojnie. Jest niemożliwe pogodzenie przesądów i zabobonów z prawdziwą wiarą do Boga, bo „nie można dwóm panom służyć” ( MT6,24). Wiara i miłość do Boga wyklucza wszystkie bałwochwalstwa i okultyzm.

Bogumila Olaniecka z Madrytu.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTadeusz Iwiński dla Przeglądu: "Ryszard Petru obraża posłów"
Następny artykuł„Prezydentowa Karolina Kaczorowska” – I. Walentynowicz (recenzja książki)
Bogumiła Olaniecka
Urodziła się w starym i pięknym, hetmańskim Zamościu. Dzieciństwo upłynęło jej w Marianowie zachodniopomorskim, przy szlaku cysterskim z XII i XIII wieku. Natomiast młodość spędziła w Szczecinie, portowym nadbałtyckim mieście. To miasto było dla niej całym światem. Wraz z renesansowym Zamkiem Książąt Pomorskich, rodu Gryfitów – fascynowało ją i wypełniało cudownym przeżyciem młodzieńczego wieku. W końcu trzeba było jednak wyruszyć w świat za pracą i godnością. Obrała kierunek – Madryt – z biletem w jedną stronę i małą, podręczną walizką. Ambasadą i ostoją duchową był dla niej kościół polski w Madrycie w dzielnicy Pacyfico. Jest laureatką kilkunastu ogólnopolskich i międzynarodowych konkursów poetyckich. Prezentuje swoją twórczość w tomikach i almanachach literackich. Jest też współautorką wielu książek wydanych przez wydawnictwo świętego Macieja Apostoła o tematyce religijnej i anty magicznej. Piękne turpistyczne uczucie na obcej ziemi i tajemniczą namiętność lokuje w swoich książkach, między wersetami…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here