Strona główna Styl życia Punkt widzenia Moje spotkanie w SEC – Stowarzyszeniu Kultury Europejskiej nt. literatury niemieckiej i...

Moje spotkanie w SEC – Stowarzyszeniu Kultury Europejskiej nt. literatury niemieckiej i stosunków polsko-niemieckich. Autobiografia Karola Czejarka, cz. XLVII

4

Spotkanie miało miejsce w warszawskim Domu Literatury 29 lutego 2024 i odbyło się na zaproszenie Polskiego Oddziału SEC. Postanowiłem nim zakończyć swoją oficjalną działalność publiczną, gdyż wszystko ma w życiu swój początek i koniec. Niniejszy odcinek będzie też jednym z moich ostatnich „zwierzeń” autobiograficznych. Chcę w nim zdać sprawozdanie o czym mówiłem zebranym nt. niemieckiej literatury, a w jej kontekście o aktualnych stosunkach polsko-niemieckich… w „kulturze”.

Dumny jestem, że na spotkanie ze mną przyszło sporo osób, wśród których dostrzegłem m.in. wybitną filozofkę p. prof. Marię Szyszkowską i Janusza Termera (prezesa SEC, który przywitał zebranych, po czym oddał mi głos).

Miło mi też było zobaczyć wśród zebranych, będących już w stanie spoczynku (podobnie jak ja) profesorów Instytutu Germanistyki UW w osobach Elżbiety Zawadzkiej-Bartnik i Tomasza G. Pszczółkowskiego.

Z satysfakcją odnotowałem też obecność p. prof. UMFC Tadeusza Gadziny (prymariusza Kwartetu Wilanowskiego) , jak i b. wiceministra kultury i sztuki, a wcześniej szefa kultury studenckiej ZSP – Eugeniusza Mielcarka; jak też zaprzyjaźnionych ze mną, b. pracowników resortu kultury: Pawła Byry i Tadeusza Otulaka. Również prezesa warszawskiego oddziału ZLP – (znakomitego poety) p. Grzegorza Trochimczuka i b. wiceprzewodniczącego ZG Związku Literatów Polskich, prozaika i eseisty – Grzegorza Wiśniewskiego.

Wśród obecnych spostrzegłem też na sali wybitną art. malarkę – Marię Wollenberg-Kluzę z mężem, mec. Andrzeja Kwaśnika i wielu, wielu innych, naprawdę znakomitych gości, ale nie wymienię wszystkich nazwisk (wierząc, że mi wybaczą). Chcę jednak z dumą podkreślić, że usatysfakcjonowała mnie KAŻDA przybyła osoba, w tym i moje dorosłe już dzieci: Ania i Hubert oraz wnuki – Jonasz i Bartosz, jak i obecność mojej żony – Magdaleny, która od lat cierpliwie redaguje „ku mojemu wielkiemu zadowoleniu” wszystkie moje teksty, oczywiście także te pisane do „Przeglądu Dziennikarskiego”!

W każdym razie możliwość wypowiedzenia się w tak szacownym gronie była dla mnie wielkim zaszczytem, stąd też szczerze i z serca dziękuję KAŻDEMU z osobna!

Dlaczego w ogóle przyjąłem to zaproszenie SEC-u?

Gdyż Niemcy naprawdę mało wiedzą – PRAWIE NIC (!) – o naszej kulturze, historii i różniących nas zwyczajach, obyczajach, jak i osiągnięciach współczesnej Polski. Odwrotnie jest TAK SAMO, albo jeszcze gorzej! Choć Niemcy to przecież od lat nasz największy partner handlowy!

Prowadziłem kiedyś z prof. Dieterem Fladerem z Uniwersytetu Humboldta w Berlinie – kiedy pracował w Instytucie Lingwistyki Stosowanej UW – badania, po których ukazała jego książka o tzw. szoku kulturowym. Ale zostawmy na razie temat dotyczący braku wiedzy Niemców o naszej kulturze i historii (gdyż to wina systemów edukacyjnych obu naszych państw). W Niemczech ta sprawa jest dodatkowo skomplikowana ze względu na „Landy”, które w zakresie szkolnictwa i kultury mają „wolną rękę, i pod tym względem są zdecydowanie bardziej samodzielni, niż nasze województwa i samorządy!

Spotkanie trwało ponad 2 godziny i zakończyło się ożywioną i bardzo ciekawą wymianą poglądów, na temat poruszonych zagadnień.

Choć na początku zastrzegłem się, że wszystko co zaplanowałem powiedzieć, nie jest do wierzenia lecz do przemyślenia i ew. porozmawiania o tym po wykładzie. I tak się stało.

„Rozmowa” o niemieckiej literaturze i aktualnej polsko-niemieckiej współpracy kulturalnej, okazała się być bardzo ważną, gdyż nadal – obecna opozycja – bardzo źle mówi o Niemczech, a także o UNII EUROPPEJSKIEJ,

Twierdząc, że jest „NIEMIECKA”, odbiera nam suwerenność itd. itp. Gdy tymczasem – o czym jestem przekonany – nasze wspólne z Niemcami członkostwo w Unii, jest istotnym gwarantem naszego bezpieczeństwa i rozwoju gospodarczego.

Bo jeśli nie z Unią, a w tym i z Niemcami, to z kim mielibyśmy obecnie pogłębiać nasze kontakty?

Z putinowską Rosją? Autorytarną Białorusią? Komunistyczną Koreą? Chinami? Iranem? czy podobnymi dyktaturami?

Uwzględniam przy tym naszą dalszą integrację z NATO i STANAMI ZJEDNOCZONYMI, a także z wszystkimi państwami na świecie przestrzegającymi praw człowieka, praworządności i demokracji – w rozumieniu – „trójpodziału władzy”!

W tym kontekście, umacniając nasz sojusz z Niemcami, (to znaczy realizując obowiązujący w tym zakresie „Traktat o dobrosąsiedzkiej współpracy między naszymi krajami”) – Niemcy pozostają pod stałą kontrolą, co zresztą legło u podstaw powołania UE, gdyż – przypomnę – wszystko zaczęło się od powstania w roku 1951 Unii Stali i Węgla w Europie.

Ale zostawmy na razie te rozważania, aby poświęcić trochę uwagi literaturze niemieckiej, która – śmiem twierdzić – poza krótkim okresem czasu (tzw. Kulturkampfu za czasów Bismarcka), NIGDY nie była antypolską, ani antysłowiańską.

Mówię o tym z pełnym przekonaniem, gdyż wykładałem ją przez wiele ostatnich lat w Instytucie Lingwistyki Stosowanej UW (po śmierci – wybitnego jej znawcy – prof. Tadeusza Namowicza), oraz na Wydziale Pedagogicznym w byłej już (niestety) Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku, w której przed laty, kiedy pracowałem na tej uczelni, powstało

Międzywydziałowe Centrum Badań Niemcoznawczych.

Wcześniej, kiedy pracowałem w Instytucie Lingwistyki Stosowanej UW, byłem współinicjatorem, a potem po. kierownikiem Zakładu Kultury Stosowanej, w ramach którego doszło do efektywnej współpracy kulturoznawczej z niemieckim stowarzyszeniem

„Ost-west-forum GUT Gödelitz“ z siedzibą w Gödelitz k/Drezna. W którego Kuratorium byli m.in.: Egon Bahr i b. prezydent Niemiec Richard von Weitzsäcker, a członkiem m.in. syn Willy`ego Brandta – prof. Peter Brandt i wiele innych autorytetów ze świata polityki, kultury i nauki. (Piszę o tym dlatego, gdyż te działania zaowocowały m.in. ukazaniem się aż 3 książek, a przede wszystkim

„Biografii polsko-niemieckich pt. Historia pamięcią pisana” – dwóch potężnych, wielostronicowych tomów. (Tom I w roku 2014, zaś II w 2017r.) oraz zorganizowaniem kilku znaczących polsko-niemieckich konferencji naukowych i seminariów, m.in. na temat stereotypów czy wpływu „niemieckiej brunatnej przeszłości” na obecną współpracę polsko-niemiecką. Przede wszystkim jednak udało się przeprowadzić wiele spotkań BIOGRAFICZNYCH, dzięki którym powstały wspomniane wyżej książki, a także ukazała się publikacja „Polska między Niemcami a Rosją”.

Ale wracam do literatury!

Literatura niemiecka jest przebogata i bardzo ciekawa, i gdyby na świecie nie było żadnej innej (jak mówił zawsze mój śp. „profesor od literatury” na Uniwersytecie Poznańskim – Jan Chodera) to jest literatura, której nie sposób w całości ogarnąć w jednym życiu.

 I daleko mi do tego, abym mógł powiedzieć, że znam ją „od A do Z”.

Jej początki (tzn. w formie pisanej w języku niemieckim) – jeszcze nie w dzisiejszym „Hochdeutsch”, a w języku „starogermańskim” – sięgają VIII wieku i są związane z procesem

chrystianizacji licznych – w tamtym czasie – plemion germańskich, a przede wszystkim: Alemanów, Burgundów, Turyngów i Bawarów. Każde z tych PLEMION mówiło (i pisało) wcześniej, tzn. jeszcze przed wspomnianym VIII wiekiem – własnym dialektem!

Historycznie rzecz biorąc, był to czas panowania Karola Wielkiego i nieco później Ludwika Niemieckiego, którzy stworzyli (można tak powiedzieć) podwaliny ówczesnego królestwa zwanego dzisiaj Niemcami, które początkowo obejmowały także dzisiejsze tereny Francji i częściowo Włoch.

W każdym razie, co chciałbym szczególnie podkreślić,

literatura tych plemion, zwanych „germańskimi”, też oczywiście istniała i rozwijała się

przez niemal 600 lat, choć głównie w formie ustnej, nim zaczęła być spisywana. Działo się to w dość skomplikowanym procesie historyczno-kulturowym i językowym, nim powstał dzisiejszy niemiecki język narodowy, zwany HOCHDEUTSCH. (Przy czym różnice między poszczególnymi Landami niemieckimi są nadal tak duże, że gdyby nie „Hochdeutsch” (czyli język ogólnonarodowy), Niemcy nie mogliby swobodnie porozumiewać się ze sobą! Ale trzeba by mieć dużo więcej czasu, aby ten cały proces dokładniej przedstawić;

– szczegółowo poznają go na studiach germaniści, a po części także lingwiści, a gdy sam wykładałem literaturę niemiecką, próbowałem przedstawiać ten proces studentom na tle także naszej, polskiej literatury i kultury!

Cały ten okres nazywa się w literaturze niemieckiej „ORBIS CHRISTIANUS”, a związany jest w kulturze niemieckiej przede wszystkim z KULTURĄ DWORSKĄ i RYCERSKĄ (mniej kościelną), czyli z kulturą świecką. Ten trend trwa w literaturze niemieckiej mniej więcej do około 1400 roku.

Do najstarszych zabytków literatury „niemieckiej” (ściślej mówiąc „germańskiej”) tego okresu, zalicza się przede wszystkim tzw. „glosy”, będące mozolnymi przekładami słowników łacińskich! Po ich wykorzystaniu, w połowie IX wieku powstała pieśń „O Hildebrandzie” (napisana w języku „staro-wysoko-niemieckim”), jak też liczne inne pisma, m.in. kościelne, ale przede wszystkim ŚWIECKIE (pisane przez grupę autorów świeckich), do których zalicza się „Kronikę cesarską (Kaiserchronik)”. Co ciekawe – już w tamtych odległych, „średniowiecznych” czasach został ukazany (przez autorów pochodzenia „niemieckiego”), tworzący się wówczas nowy ład „porządku światowego” w Europie.

Takim zabytkiem ówczesnej literatury jest też pierwsza „literacka” historia biblijna „Zbawiciela” („Heliand”, z ok. 830 roku) napisana – UWAGA – podobno na polecenie Henryka Pobożnego (!) – dla „pokrzepienia serc wieśniaków” – przepełniona germańskimi – czyli ŚWIECKIMI – podkreślę raz jeszcze – REALIAMI i WYOBRAŻENIAMI.

Do licznie powstających w tamtym czasie opowieści należy też m.in. „opisywanie” POWSTANIA I KOŃCA ŚWIATA, jak to ma np. miejsce w „PIEŚNI WESSOBRUŃSKIEJ” (Wessobrunner Lied) czy w wierszu „MUSPILLI” (utworze zachowanym z ok. 875 roku).

Godne w każdym razie pokreślenia – dla początków literatury niemieckiej – jest też fakt, że piśmiennictwo niemieckie rozwijało się przede wszystkim dzięki inicjatywie władców świeckich i było pisane przez świeckich (szczególnie w państwie Karolingów) pisarzy – dokumentalistów (jak ich nazywam).

Do takich znanych i popularnych „DOKUMENTÓW” zalicza się np. znakomity, wierszowany utwór pt.: „PHYSIOLOGUS”, dostarczający czytelnikowi świetnej zabawy, dzięki alegorycznej wykładni – przede wszystkim w postaci ZWIERZĄT!

Dlaczego o tym piszę? – gdyż stanowią one pierwsze krytyczne oceny świata feudalnego, „gęsto i licznie” spotykane w literaturze niemieckiej tamtego okresu.

Ich autorzy – to słynne do dziś „pisarskie” sławy, jak np. Hartmann von Aue oraz Wolfram von Eschenbach.

Te ZABYTKI, jak na tamte czasy – cieszyły się dużą poczytnością! Także dlatego, iż można je dziś przeczytać również po polsku, dzięki doskonałym przekładom prof. Andrzeja Lama, który przełożył niemal całą kolekcję „światowej” niemieckiej poezji klasycznej, to znaczy dzieł, które należą do korzeni niemieckiej, a jednocześnie światowej literatury. Dodam: literatury postępowej – głęboko HUMANISTYCZNEJ (w mojej ocenie), „walczącej” już w tamtych odległych czasach o równość społeczną czy jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli – o PRAWA CZŁOWIEKA!

Dość wymienić takie „perełki” niemieckojęzycznej literatury, jak np.: „Pieśń o Nibelungach”, „PIEŚNI” wspomnianego już wcześniej Wolframa von Eschenbacha czy powstałego nieco później „OKRĘTU BŁAZNÓW” Sebastiana Branta (utworu tez przełożonego przez Andrzeja Lama).

Koniecznie należy wymienić tu także Angelusa Silesiusa (twórcy polskiego pochodzenia) i jego – „PIEŚNI PASTERSKIE”, a przede wszystkim „OPISANIE CZTERECH SPRAW OSTATECZNYCH”. Te również na j. polski przełożył prof. Andrzej Lam, tak jak i poezje JOHANNA WOLFGANGA GOETHEGO, a przede wszystkim I cz. nieśmiertelnego „Fausta” i utwory takich tuzów niemieckiej literatury, jak m.in. SCHILLERA, HÖLDERLINA, EICHENDORFFA (w tym m.in., wspaniałą powieść poetycką pt. „Z ŻYCIA NICPONIA”!).

Ale nie tylko Lam przekładał na język polski postępową, głęboko humanistyczną literaturę niemiecką, przekładali ją też i inni, jak chociażby Leopold Staff, Joachim Lelewel, Robert Stiller czy Kazimierz Brodziński.

Najnowsze przekłady Lama (dokonane już w latach 2000 – 2020), które wydała m.in. Akademia Humanistyczna w Pułtusku, to m.in. utwory:

EDUARDA MÖRIKE (jak np. Księga obrazów, Requiem i Ofiary dla Larów),

Rainera Marii RILKE’EGO (m.in. „Księga godzin”, „Requiem” i „Sonety do Orfeusza”), a ponadto, godne polecenia: „WYMARSZ” Ernsta Stadlera, „POEZJE ZEBRANE” Georga Trakla i „ARMADA NOCY” Georga Heyma.

Polecam te przekłady prof. Lama KAŻDEMU, gdyż są to tłumaczenia NIEODBIEGAJĄCE OD ORYGINAŁÓW, zachowujące średniowieczny język, stylistykę, metrykę i konwencje zapisu oryginału!

Do plejady niemieckich autorów „HUMANISTÓW” tego okresu, jak u nas np. wiersze Kochanowskiego, zalicza się także:

Waltera von der Vogelweide, z jego „Minnesangiem” (liryką miłosną, opiewającą uczucia ludzi prostych i wierszami skierowanymi przeciwko ówczesnym politycznym intrygom; będących już wtedy – można powiedzieć – umiłowaniem praworządności)!

Przeskoczę teraz kolejne epoki – tzn. „niemiecki” renesans i reformację i wspomnę o wyróżniającej się w tym okresie literaturze jarmarcznej i tzw. powieści szelmowskiej (obnażających „niesprawiedliwości społeczne”), a zatrzymam na następującym po nich niemieckim oświeceniu, by podkreślić jego polityczny oraz filozoficzny, kulturowy i literacki kontekst, m.in. w utworach takich pisarzy jak:

Lichtenberg (Georg Christoph Lichtenberg urodzony w 1742 roku) – mistrza ciętej pointy, którego podziwiał m.in. Goethe, twierdząc „że tam, gdzie Lichtenberg żartuje, ukryty jest poważny problem”. Schopenhauer i Nietzsche zaliczali także jego aforyzmy do „najlepszych pozycji prozy niemieckiej”. Wychwalali go też: Hebbel, August Wilhelm Schlegel, a mój niezapomniany profesor z okresu moich studiów, wspomniany już wcześniej Jan Chodera – twierdził, że jego pisma były autentycznym „krzykiem dzikiego ptaka w ciszy nocnej” w walce o prawa człowieka!

Są bowiem arcydziełami metafory i ironii, w których ten pisarz kwestionował niemal wszystkie wtedy utarte i wyświechtane poglądy, a zwłaszcza religijne dogmaty. Krótko mówiąc, by ująć to dwoma słowami… krytykował, jak nikt inny przed nim – „tępy obskurantyzm i szowinizm”.

Nie można też, oceniając niemiecką literaturę „minionych epok”, pominąć tak postępowego pisarza, jak m.in: Lessing (Gotthold Ephraim Lessing, urodzony w 1729 roku) – NAJWYBITNIEJSZEGO NIEWĄTPLIWIE PRZEDSTAWICIELA W DZIEJACH DRAMATU I TEATRU (NIE TYLKO OŚWIECENIA, ALE W OGÓLE W HISTORII LITERATURY NIEMIECKIEJ! Na czele z takimi utworami, jak np. „Minna von Barnhelm” i „Natan Mędrzec”.

Nie można też pominąć w tej ocenie epoki zwanej w literaturze niemieckiej epoką

„BURZY I NAPORU”!

Z takimi wydarzeniami literackimi, jak m.in. „Cierpienia młodego Wertera” Goethego czy „Zbójcy” – równie młodego – jak wtedy Goethe – SCHILLERA!

A po nich następuje u naszego zachodniego sąsiada WSPANIAŁA epoka zwana

„KLASYKĄ WEIMARSKĄ”,

na czele z „Faustem”, jako mitem kultury europejskiej, a przede wszystkim jako EPOKI próbującej się przeciwstawić złu w postaci zaczynającego się już wtedy panoszyć w Niemczech faszyzmu i nazizmu!

Faust jest – na tym tle – głosem starogermańskich pogan, których wygnano z ich „świętych” gajów, a ich ludom narzucono wiarę chrześcijańską, więc zaczęli uciekać w bezludne i niedostępne do tamtej pory góry Harzu, żeby tam pradawnym zwyczajem modlić się i składać ofiary „bezcielesnemu” bogu ziemi i nieba…

Przy okazji, pragnę zwrócić uwagę, że w XX stuleciu powstało wiele utworów nawiązujących do „Fausta” Goethego, z których wszystkie zasługują na uwagę, choć przypomnę tylko te najważniejsze: Tomasza Manna „DOKTORA FAUSTUSA”, Klausa Manna „MEFISTO” i Michaiła Bułhakowa „MISTRZ I MAŁGORZATA”!

„Wielkość Goethego”, ale i pozostałych wymienionych utworów, polega nie tyle na ukazaniu Człowieka geniusza, co ukazanie

CZŁOWIEKA ZMAGAJĄCEGO SIĘ NIEUSTANNIE Z WSZECHŚWIATEM,

PRÓBUJĄCEGO ZAPANOWAĆ NAD NIM, a których – Faust Goethego – jest

PARODIĄ ICH IDEI, gdyż pomaga mu w jego peregrynacjach „NIESKOŃCZONOŚCI” -Mefistofeles, czyli UPADŁY SZATAN – wraz ze swoim nieczystym otoczeniem!

WARTO w każdym razie uważnie jeszcze raz przeczytać – przede wszystkim I cz. Fausta (książka jest dostępna również w tłumaczeniu Andrzeja Lama i została stosunkowo niedawno wydana przez Wydawnictwo Akademii Humanistycznej w Pułtusku).

Goethe podniósł legendę o Fauście –

do rangi wielkiego poematu filozoficznego i intelektualnego.

Oddał w nim wszystkie realia współczesnego mu niemieckiego życia – nawet gwar zabaw ludowych i studenckich swawoli, bratając je ze światem myśli i idei.

HUMANISTYCZNY SENS „Fausta” wiąże się bowiem z odwiecznym marzeniem człowieka O WOLNYM LUDZIE I WOLNEJ ZIEMI! Z ideą, że:

WSZYSCY LUDZIE TWORZĄ LUDZKOŚĆ, którą

ŁĄCZY NIEŚMIERTELNA NATURA”,

A która wciąż na nowo tworzy ludzkość! Człowiek jest istotą – dodał i podkreślił Goethe – która stara się (przez całe swoje życie) trwać w nadziei i w przekonaniu, że będziemy żyć wiecznie – nawet po śmierci!

Podkreślę, że literatura niemiecka jest od wieków pełna takich ogólnoludzkich wartości humanistycznych!

Znajdujemy je także u Josepha von Eichendorffa (pisarza nota bene urodzonego w pobliżu naszego dzisiejszego Raciborza), którego nowela „Z ŻYCIA NICPONIA” (z roku 1826) „zrobiła” wielką karierę.

Po nim następuje w Niemczech WSPANIAŁA EPOKA, naszpikowana postępowymi ideami – JUNGES DEUTSCHLAND (Młode Niemcy), niemająca porównania z żadną inną na świecie, w której Marks i Engels ogłaszają swoje pisma polityczne, a dominującymi gatunkami literackimi stają się m.in. felieton, odezwy i ulotki, obok tradycyjnej powieści, wierszy i dramatu.

To był czas, w którym we Francji odbywa się rewolucja lipcowa, a w Polsce powstanie listopadowe; rozpoczyna się rewolta tkaczy śląskich, a w roku 1848 wybucha WIOSNA LUDÓW!

W tym czasie w Niemczech do głosu dochodzą zupełnie w Polsce niemal nieznani autorzy, (oprócz Eduarda Mörike), jak m.in. Christian Dietrich Grabbe, Karl Gutzkow i Heinrich Laube. A na firmamencie literackim pojawia się też HEINRICH HEINE ze swoim „Błaznem szczęścia”,

Ale Heine (o czym nie wszyscy wiedzą)

był też mistrzem subtelnej erotyki, choć osiem ostatnich lat życia spędził sparaliżowany przykuty do łóżka, pisząc jednak i wtedy nowe utwory, z których wiele ukaże się dopiero po jego śmieci.

Jego poetycką wirtuozerię w Polsce doceniło wielu (jak prof. Lam) znakomitych tłumaczy, m.in.

Adam Asnyk, Maria Konopnicka, Kazimierz Tetmajer, Artur Maria Swinarski, Stanisław Jezy Lec i Mieczysław Jastrun.

Do miłośników Heinego należał też Henryk Sienkiewicz i Eliza Orzeszkowa, która w r. 1873 napisała: „był to demokrata aż do szpiku kości, daleko więcej od Byrona, namiętnie kochający naturę i ludzi, choć ci ostatni często wywoływali w nim śmiech gorzki i szyderczy”.

Po „Heinem” w II połowie XIX wieku, mamy w Niemczech epokę REALIZMU, a w polityce tzw.

Realpolityk, Kulturkampf, wojnę prusko-francuską (piszę to oczywiście symbolicznymi skrótami), a na firmamencie niemieckiej literatury pojawiają się takie literackie sławy, jak m.in. Teodor Fonatnne, Teodor Storm i Joseph von Eichendorf czy

Szwajcarzy: Gottfried Keller i Conrad Ferdinand Meyer.

Wszyscy ci pisarze są (tak to oceniam) fenomenami, tworząc literaturę:

OD POLITYCZNEJ DO POPULARNEJ i tak jest do dzisiaj: bo któż z nas nie czytał pochodzące z tego okresu powieści np. Karola Maya?

Superciekawa jest też literatura niemiecka z przełomu XIX i XX wieku, z której pozostały do dzisiaj „w czytaniu” powieści, m.in.:

Fontanego, Raabego, Schnitzlera, Hofmannstahla, Wesekinda czy Georgiego!

Postacią, której nie powinno się tu pominąć, jest też niewątpliwie

Gerhart Hauptmann, który stylizował się na Goethego i rywalizował z Tomaszem Mannem w Republice Weimarskiej, ale niezależnie od tego należy bezsprzecznie do czołowych postaci niemieckiego (światowego) NATURALIZMU!

Dość przypomnieć jego nowelę „Dróżnik Thiel” czy dramaty: „Przed wschodem słońca”, a przede wszystkim „TKACZY” („Die Weber), wydane po raz pierwszy w 1892r. opisujące powstanie tkaczy śląskich w 1844 roku, w którym brał udział dziadek pisarza.

Po naturalizmie mamy w Niemczech epokę symbolizmu, z Rainerem Marią Rilkem na czele;

po niej ekspresjonizmu, obfitującej w Niemczech bogactwem zjawisk awangardowych z takimi znakomitymi pisarzami, jak m.in.

ELSE LASKER SCHÜLER, a przede wszystkim z GOERG HEYM i GOTTFRIED BENN na czele!

Tuż po tej epoce następuje ERA Tomasza Manna;

jego znakomitych powieści: „Buddenbrokowie”, „Czarodziejska Góra” i inne, a równolegle do Tomasza Manna, tworzy również Henryk Mann, Franza Kafka, a po nich Alfred Kerr, Egon Erwin Kisch, Robert Musil, Stefan Zweig, Lion Feuchtwanger, Alfred Döblin, Herman Hesse i… naprawdę jeszcze wielu, wielu innych. A niemal równolegle do nich powstaje w Niemczech przebogata

literatura emigracyjna! (Po spektakularnym w dziejach kultury Europejskiej spaleniu w Niemczech książek 250 autorów, NIE TYLKO ŻYDOWSKICH, co chciałbym podkreślić), po którym wielu pisarzy ucieka z Niemiec hitlerowskich, wielu też trafia do obozów koncentracyjnych, a jeszcze więcej zostaje objęta zakazem publikacji. Inni udają się na tzw. „wewnętrzną emigrację”, odmawiając współpracy z hitlerowskimi wydawnictwami.

Ale o tym będzie już w następnym odcinku, który będzie miał tytuł:

„Literatura niemiecka po kapitulacji Niemiec w 1945r.

Poprzedni artykułPokrzyk wilcza jagoda – Atropa belladonna
Następny artykułNa moście nad Tagiem
Karol Czejarek
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS. Rok 2024 owocował w dalsze dokonania twórcze Karola Czejarka. Oprócz 30 opublikowanych w PD artkułów, recenzji książkowych, pożegnań i rozmów, również wydanie dwóch publikacji książkowych: przekładu (z j. niemieckiego na polski) Hansa-Gerda Warmanna „Panie Abrahamson, Pańska synagoga płonie” (TSKŻ, Szczecin 2024) oraz „Autobiografii. Moja droga przez życie” (Biblioteka Świętokrzyska, Świętokrzyskie Towarzystwo Regionalne, Zagnańsk 2024). W kwietniu 2025 ukazała się monografia autora o życiu i twórczości Bronisławy Wilimowskiej „Wszystko było dla niej malarstwem” (w Wydawnictwie ASPRA-JR).

4 KOMENTARZE

  1. Dzięki mojej śp. mamie , która od urodzenia posługiwała się językiem niemieckim i polskim przeczytałem dwie książki Tomasza Manna , „Fausta” Gethego . Byliśmy w Poznaniu na operze „Faust”. Przeczytałem o twórczości kompozytora Wagnera. Nie wiem czy moi rówieśnicy mieli takie szczęście. Niestety póżniejsza nauka i praca oraz obowiązki rodzinne zakończyły poznawanie literatury niemieckiej; żałuję. W urzędowym programie nauczania w latach powojennych nie było miejsca dla literatury okupanta. A w obecnym programie czy jest choćby wzmianka ?

  2. Czytelnictwo nie jest mocną stroną współczesnego człowieka. Dziś pod strzechy trafia oferta Googla, gdzie cenne informacje, rozmydlają irytujące reklamy i inne śmieci. Książka, zwłaszcza ta z wysokiej półki, powoli staje się obiektem muzealnym, wypatrywanym przez łowców intelektualnych przygód. Z pomocą przychodzą znawcy tematu. 20 lutego b.r. na uroczystym spotkaniu Stowarzyszenia Kultury Europejskiej profesor Karol Czejarek promował literaturę niemiecką, od zarania dziejów do chwili obecnej. Prowadzony pasją wykład zawierał mnóstwo aktualnych odnośników, bilansów niewiedzy po obu stronach granicy, subtelnej zachęty do odkrywania nieodkrytych skarbów. Samotny jeździec Apokalipsy w dobie cyfryzacji. Misję orędownika ukrył w konstrukcji tekstu: niektóre wersy zawierają mniej słów, przestrzeń obok jest zarezerwowana na oddech, rewizję opinii własnej. Słowa najbliższe sercu, o największym ciężarze gatunkowym tkwią pojedynczo, czasem pisane dużymi literami, bo gdyby inne, równie ważne, znalazły się obok, utraciłyby ostrość barwy. Relacje międzyludzkie opierają się na wzajemnym poznaniu. A jakiż posłannik uczyni to lepiej niż książka, która jest arcydziełem? Nasze umysły wypełnia zakodowana właśnie w literaturze, filmach pamięć wojennych przeżyć. Tkwimy w przeszłości. A cywilizowany świat pracuje nad poprawą przyszłości. Bo jeżeli potrafi przeorać to co najtrudniejsze – ludzką mentalność, to cóż stoi na przeszkodzie? Ewa Łastowiecka

  3. Mimo iż od kilku tygodni brakuje mi czasu na wiele ważnych dla mnie spraw, zrezygnowałem z kilku na rzecz tekstu: „Moje spotkanie w SEC…” Jestem pod wrażeniem nieprawdopodobnej sprawności profesora Karola Czejarka w przedstawieniu w sposób absolutnie jasny, ponad tysiącletniej historii niemieckiej literatury, z uwzględnieniem stosunków polsko-niemieckich. Ten krótki, ale będący sednem problemu tekst, powinien znaleźć się w podręcznikach szkolnych natychmiast. Polska i Niemcy, stanowią europejskie rodzeństwo, ze wszystkim co dobre i złe w takich związkach. Ale największa nadzieja na wspólnotę i ostateczne zrozumienie, wybaczenie, a wcześniej pogodzenie się z przeszłością i zwróceniem do przyszłości, zawarta jest w szeroko pojętej kulturze. Nie w czołgach, armatach, wielotysięcznej armii, handlu i podobnych oznakach potęgi, tylko w kulturze!, materii nie różnicującej tylko łączącej. Naprawdę jesteśmy dla siebie jak rodzeństwo. Pochodzimy przecież z tej samej matki – EUROPY! Karol Czejarek jest niezastąpionym orędownikiem i znawcą literatury i kultury niemieckiej i oczywiście polskiej, dlatego ze smutkiem przeczytałem na początku tekstu: „Moje spotkania w SEC…” jego wyznanie, że postanowił zakończyć swoją oficjalną działalność publiczność. Wielka szkoda. Oby ten trudny obszar łączący nasze kraje bez tak wytrawnego „rolnika” jakim jest Karol Czejarek, nie zaczął zamieniać się w ugór.

  4. Szanowny i Drogi Karolu jestem pod wrażeniem podjęcia się ukazania literatury niemieckiej na przestrzeni dziejów tego państwa. Faktem jest, że nie jest znana w naszym kraju, podobnie jak literatura polska w Niemczech. Zastanawia mnie nie zaproszenie na to spotkanie przez organizatorów ze Stowarzyszenia Kultury Europejskiej przedstawicieli z Niemiec. Wówczas zasięg Twojego wystąpienia Szanowny Karolu znalazłby odbicie chyba też w prasie niemieckiej. Zarazem byłby cegiełką w budowaniu relacji kulturalnych w obu państwach. W jej przybliżeniu, podobnie jak profesorowie Instytutu Germanistyki UW Elżbieta Zawadzka-Bartnik, Tomasz G. Pszczółkowski, Tadeusza Namowicz, odegrałeś istotna rolę. Jak zawsze usuwasz się w cień, ale przecież Twój dorobek jako pracownika naukowego UW a następnie Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku jest znaczący. Tysiące studentów wysłuchało Twoich wykładów Szanowny Karolu o literaturze niemieckiej. Nie można pominąć dokonanych przez Ciebie tłumaczeń literatury niemieckiej m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Pomijam już fakt, że
    jesteś autorem i współautorem kilkunastu książek [np. Anna Seghers; Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta; Polen. Land und Leute. (współautor] oraz napisałeś kilkuset artykułów, recenzji z zakresu literaturoznawstwa, niemcoznawstwa, translatoryki.

    Szanowny Karolu w sposób syntetyczny przybliżyłeś Uczestnikom spotkania literaturę niemiecką, zwracając uwagę iż nigdy nie była antypolska i antysłowiańska [ za wyjątkiem tzw. Kulturkampfu za czasów Bismarcka). Słusznie uwagę zwróciłeś, że literatura niemiecka jest niezmiernie ciekawa i jej dokładne poznanie jest mało realne przez jednego jej badacza. Jej początki w formie pisemnej
    sięgają VIII wieku i są związane z procesem chrystianizacji licznych ówczesnych plemion germańskich. Wymieniasz okresu rozwoju literatury, chociaż swoją uwagę skoncentrowałeś na XIX i XX wieku. Dzięki temu spotkaniu Uczestnicy poznali „perełki” niemieckojęzycznej literatury oraz jej autorów, jak: Gotthold Ephraim Lessing , Wolfram von Eschenbach, Sebastian Brant, Angelus Silesius, Johann Wolfgang Goethe, Heinrich Heine, Tomasz Mann. Z wyrazami szczerego szacunku i uznania.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj