Moi artyści cz. 2

0
26
Andrzej Fogtt - portrety artystów

Wiosną 1968 r. idąc ulicą Kolejową, skręciłem w ulicę Kanałową. Byłem umówiony z Panem Norbertem Skupniewiczem w jego pracowni. Typowa dla XIX-wiecznego Poznania kamienica, suteryna, mroczne wejście, drewniane stare drzwi. Pukam. Otworzył wysoki barczysty mężczyzna o szerokiej twarzy i śmiejących się oczach. To był właśnie Norbert Skupniewicz, student piątego roku Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, malarz, w przeszłości marynarz i bokser wagi ciężkiej.

[część pierwsza tekstu pt. „Moi Artyści” znajduje się tutaj]

W pracowni panował półmrok. Na sztaludze stał ponad dwumetrowy obraz przedstawiający przestrzeń i postać skonstruowaną podobnie jak w obrazach kubistycznych. Onieśmielony pokazałem swoje prace na papierze. Przyniosłem je w takiej formie, jak się nosiło gazety na makulaturę. Norbertt Skupniewicz oglądał prace z zainteresowaniem i stwierdziwszy, że muszę pracować na płótnie, bez zbędnych słów podał recepturę gruntu kredowo-cynkowego. „Przyjdź do mnie jak będziesz miał kilka obrazów olejnych gotowych” -zaproponował.

Rektorem PWSSP w Poznaniu był wtedy prof. Stanisław Teisseyre, współzałożyciel Szkoły Sopockiej. Uczelnia poznańska obfitowała w wybitnych polskich artystów. Wykładowcami byli min.: Magdalena Abakanowicz, Jan Berdyszak, Piotr Potworowski, Waldemar Świeży, Stanisław Zamecznik, Magdalena Więcek Wnuk, Zdzisław Kępiński, Eugeniusz Markowski, Zbigniew Lutomski, Lucjan Mianowski, Tadeusz Brzozowski, Andrzej Kurzawski.

Egzamin z historii sztuki oblałem wszystko zawdzięczam wsparciu prof. Stanisława Teisseyre, który zwrócił się do prof. Alicji Kępińskiej w trakcie egzaminu słowami: „Alicjo, nauczysz tego młodego człowieka historii sztuki”. Dostałem truję i zdałem. Pierwszy rok studiów był dla mnie koszmarem, załamałem się, chciałem zrezygnować. Pracownię rysunku prowadził Andrzej Kurzawski. Powiedziałem Profesorowi o swoich rozterkach. To była istotna chwila. Położył mi rękę na ramieniu i powiedział: „Patrz w przyszłość, to jest droga. Dotrzyj do siebie”.

***

Był bal w uczelni, kolorowe stroje, muzyka, sporo alkoholu, piękne dziewczyny. Mieliśmy po 20 lat. Cała szkoła tańczyła spowita oparami dymu tytoniowego. Budynek Szkoły, z centralną kolistą klatką schodową, o wysokich kondygnacjach, miał wspaniałe marmurowe schody. Na parterze stała kopia piety Michała Anioła. Przesunęliśmy rzeźbę pod klatkę schodową, tak, aby w czasie balu nikt jej nie uszkodził.

Była 3-4 w nocy. Stałem na klatce schodowej trzeciego piętra. Nagle zobaczyłem, jak z wyższej kondygnacji spada student odziany w strój Rzymianina. Leci w dół, powiewa rzymska tunika, po chwili głuchy dźwięk uderzenia o posadzkę. Wszyscy zamarli, karetka pogotowia, przerażenie w oczach rektora i studentów. Wszyscy z trwogą czekaliśmy na wiadomości ze szpitala. Około 8 rano któryś z profesorów ogłosił, że student Mucha żyje, ma tylko złamaną szczękę i 4 promile alkoholu we krwi. Bagatela, spadł z około 15 metrów. Wiadomo w PRL-u nie mogło być inaczej. Mucha!

Na drugim roku zostałem przyjęty do pracowni malarstwa prof. Zdzisława Kępińskiego. Profesor wykładał jednocześnie sztukę średniowiecza na Uniwersytecie Poznańskim oraz przez lata był dyrektorem Muzeum Narodowego w Poznaniu. Ma On nieocenione zasługi w stworzeniu kolekcji sztuki XX wieku w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Był autorem wielu ważnych artykułów o malarstwie szczególnie „Kapistów”. Nazwa pochodzi od skrótu „Komitetu Paryskiego”, czyli Komitetu Paryskiej Pomocy dla Studentów Wyjeżdżających na studia Malarskie do Francji, zawiązanego przez Józefa Pankiewicza w 1923 r. na krakowskiej ASP. Jedną z ważniejszych postaci tej grupy był Jan Cybis, ale też Józef Jarema, Józef Czapski, Artur Nacht -Samborski, Piotr Potworowski, Hanna Rudzka Cybisowa czy Zygmunt Waliszewski.

Spotkanie z profesorem Zdzisławem Kępińskim z pewnością miało wielki wpływ na moją malarską drogę. Jego słynne powiedzenie „Czy ma Pan czynną paletę?” przeszło do historii uczelni. Lubiłem odwiedzać pracownie grafiki, litografii, technik metalowych. Była tam świetna grupa krakowskich pedagogów. Szkoła była kameralna, wszyscy się znali, pracownie były ogóldostępne. Na wydziale architektury prowadził zajęcia prof. Stanisław Zamecznik. Jak wspominał Wojciech Fangor, gdyby nie Stanisław Zamecznik nie byłoby jego słynnej wystawy (Studium Przestrzeni) – environment w Galerii Foksal w 1958 r.

Jako pracownię dodatkową wybrałem pracownię tkaniny. Sama tkanina mnie nie fascynowała. Magnesem była Pani prof. Magdalena Abakanowicz. Wielka osobowość, zawsze ubrana na czarno, przywoziła do uczelni światowe powietrze, siłę i energię sztuki z Paryża, Nowego Yorku czy Londynu. Wtedy to znaczyło bardzo wiele, to były nasze Himalaje Sztuki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here