Media samorządowe (wybrane zagadnienia)

0

Kontrowersyjna koncentracja

W poniedziałek 12 kwietnia 2021 r. na stronie Rzecznika Praw Obywatelskich pojawiła się informacja[1], iż Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uwzględnił wniosek rzecznika o wstrzymanie decyzji Prezesa UOKiK w sprawie przejęcia przez PKN Orlen spółki Polska Press. Informacja zbulwersowała nie tylko prezesa Daniela Obajtka. Przecież sprawa nagłośnionej i komentowanej koncentracji zdawała się już przesądzona, zwłaszcza po zgodzie prezesa UOKiK na tę transakcję oraz podpisanej przez Orlen umowie (grudzień 2020 r.) z Verlagsgruppe Passau Capitol Group, w ślad za którą poszły już ruchy kadrowe. Po odejściu ze stanowiska prezesa zarządu Polska Press Doroty Stanek, odwołano z zarządu Pawła Fąfarę, a 1 kwietnia br. w zarządzie znalazła się Dorota Kania (red. nacz. Telewizji Republika). Fakty te potwierdzały trwający proces faktycznego przejmowania wydawanych w Polsce dzienników regionalnych, co prezes D. Obajtek w dniu 13 kwietnia br. zdecydowanie potwierdził oświadczając dodatkowo, że decyzja Sądu OKiK jest bezprzedmiotowa, gdyż „nabycie udziałów Polska Press dokonało się skutecznie 1.03.21 r., czyli przed wydaniem przez sąd postanowienia, i nie ma ono – zdaniem prezesa – wpływu na nasze działania, ani skuteczności nabycia tego podmiotu”[2]. W kilkanaście godzin później (ok. g. 02.15) na stronie Press.pl pojawił się kolejny argument na rzecz hipotezy prezesa Obajtka: walne zgromadzenie Polska Press powołało na prezesa zarządu Marcina Deca – prezesa agencji mediowej PKN Orlen i PZU. Wszystkie (niemal bez wyjątku) media, choć głównie społecznościowe, pęczniały przez trzy doby od informacji i komentarzy związanych z konsekwencjami postanowienia sądu o wstrzymaniu decyzji Prezesa UOKiK dotyczącej kontrowersyjnej koncentracji. Dziennikarze snuli przypuszczenia, eksperci interpretowali stan prawny, politycy wykazali dość dziwną wstrzemięźliwość, zaś prezes Obajtek trwał w przekonaniu, że prawo jest po jego stronie.

Zarysowane wyżej zamieszanie wokół nabycia Polska Press przez Orlen wydaje się odległe od tematu artykułu, wszak jego przedmiotem będą media samorządowe. Jednakże obie sprawy mają wspólny mianownik: poszerzanie rządowego nadzoru nad prasą. Medioznawcy analizujący wcześniejsze zapowiedzi polityków PIS o konieczności „ograniczenia samorządom wydawania własnych gazetek”[3], na początku kwietnia zastanawiali się: po co rządowi jeszcze kłopot z czasopismami samorządowymi? Orlen jako spółka skarbu państwa, będąca jednocześnie emanacją politycznej woli rządzących, przejmowała właśnie od Verlagsgruppe Passau dwadzieścia dzienników regionalnych oraz ponad setką lokalnych tygodników, docierających do kilkunastu milionów obywateli. Dziś okazuje się, że owo przejęcie nie jest tak pewne. A trudno obecnie zgadywać na jak długo podjęte już przez PKN Orlen prawne i finansowe działania, pozostaną w zawieszeniu i jaki będzie tego finalny efekt. Tym samym uprawnione jest domniemanie, że o ile koncentracja zostanie wstrzymana, zaniechana, sprawa „gazetek samorządowych” znów odżyje. Można nawet prognozować, że stanie się ona aktualna bez względu na wynik toczącego się sporu, bowiem nie chodzi o jasność w rejestrach, lecz o „ukrócenie samowoli niektórych samorządów”, czyli próbę wyeliminowania niepokornych czasopism przed nieodległą kampanią wyborczą do samorządów.

 

Samorządowe, czyli lokalne…

 Zasady regulacji działalności prasowej w Polsce ujęte są w Ustawie Prawo prasowe[4]. Zgodnie z jej art. 20. wydawanie dziennika lub czasopisma wymaga rejestracji w sądzie okręgowym właściwym miejscowo dla siedziby wydawcy. Po rozpatrzeniu wniosku sąd wydaje postanowienie zarządzając wpis do rejestru. Obowiązek ten obejmuje obecnie również odpowiednie dla rozumienia prasy przekazy rozpowszechniane przez internet. W myśl art. 7 ust.2 pkt 1 za prasę uważa się bowiem wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego komunikowania o ile spełniają one określony wymóg m.in. częstotliwości ukazywania się.

 Prasę samorządową – stosując kategorię sposobu finansowania, treści informacji, rodzaju wydawcy, zasięgu oddziaływania i kolportażu – zaliczamy do grupy mediów lokalnych, obsługujących najczęściej odbiorców na określonym obszarze kraju; na terenie gminy, miasta, powiatu, ewentualnie części województwa. W kategorii tej (lokalne) mieszczą się dwie zasadnicze podgrupy: media stricte samorządowe i media prywatne, rozróżniane tak głównie ze względu na źródła ich finansowania. Te pierwsze korzystają ze środków publicznych; samorządowych (jakkolwiek nie tylko z nich) i wydawane są przez urzędy gminne, miejskie, a także podległe im domy kultury, biblioteki, centra promocji turystycznej i kulturalnej, ale też stowarzyszenia oraz fundacje. Obecnie media samorządowe, adresowane odpłatnie lub nieodpłatnie do wyodrębnionych terytorialnie odbiorców, korzystają szeroko z rozpowszechniania cyfrowego. Rejestracja stron i portali internetowych wymaga spełnienia tych samych warunków, jak przy wnioskowaniu o wpis innych „papierowych” tytułów prasowych.

Od lipca 2020 roku na internetowej stronie Press Clubu[5] uruchomiono ogólnopolski Rejestr Dzienników i Czasopism. Rejestr nie jest pełny i obejmuje dane ponad 80 proc. tytułów. A należy też podkreślić, że zawiera wpisy tak z rejestrów sądów okręgowych (60383 wpisów), jak i Biblioteki Narodowej[6] (47753 wpisów z nadanym numerem ISSN[7]). Zarówno sądy, jak i BN nie prowadzą oddzielnych rejestrów tytułów czasopism samorządowych. W sądach wydawca prasy lokalnej zgłasza tytuł w rejestrze „dzienników i czasopism”, odpowiednio w BN – czyni to w dziale: „czasopisma regionalne i lokalne”. Zatem dopiero po analizie poszczególnych wpisów z nadanym przez BN numerem ISSN orientujemy się, że np. „Bliżej ludzi”, czasopismo wydawane od 2015 r. przez Urząd Gminy Męciula, to informator samorządowy, a „Korso. Gazeta Sanocka” wydawana przez „Agencję Wydawniczo-Reklamową „Korso” – niekoniecznie jest czasopismem samorządowym.

 Prowadzony przez Press Club rejestr ułatwia poszukiwania i jednostkowe sprawdzanie podstawowych danych, prezentuje szeroką panoramę wydawanych (i zaniechanych już) tytułów prasy drukowanej oraz portali internetowych, ale nie wypełnia oczekiwań kogoś, kto chciałby pozyskać aktualne informacje (choćby ilościowe) o prasie samorządowej w Polsce. Poszukiwania rządowego rejestru tych czasopism zakończyłyby się niepowodzeniem; takowego się chyba nie prowadzi. Gdyby było inaczej, ale i też, gdyby chodziło wyłącznie o aktualizację podstawowych danych wymaganych ustawą pr. prasowe, Narodowy Instytut Samorządu Terytorialnego z siedzibą w Łodzi[8] nie kierowałby w styczniu 2021 r. do miast i gmin ankiet ze szczegółowymi pytaniami o wydawanej przez nie prasie. Ankiety zawierały 25. pytań. Narodowy Instytut chciał wiedzieć, czy i jakie wydają gazety?, kto je sponsoruje?, kogo promują?, kto zamieszcza reklamy?, itp. Szeroki wachlarz zagadnień uruchomiony tymi pytaniami, zastanawiał. Zwłaszcza w kontekście wypowiedzi niektórych polityków, domagających się ograniczania samorządom uprawnień do wydawania gazet. Rząd już w ubiegłym roku zapowiedział bardzo niejasne „prześwietlenie” rynku mediów lokalnych w Polsce, co powszechnie uznano za próbę ograniczenia wolności prasy. I pewnie dlatego do ankiet Narodowego Instytutu Samorządu Terytorialnego z Łodzi, nie odniosło się wiele samorządów. Łączono tę inicjatywę z uruchomionym właśnie procesem przejmowania regionalnych gazet i czasopism przez Orlen. Być może w innej sytuacji zapowiedź dyrektorki NIST prowadzenia przez Instytut ogólnopolskich badań diagnostycznych, poświęconych prasie samorządowej, przyjęto by z większym zrozumieniem. Dotąd bowiem kompleksowych badań tego rodzaju w skali ogólnopolskiej, nie prowadzono, a szkoda.

 

Wybrane aspekty funkcjonowania czasopism samorządowych

a) Zarys sublokalnego sektora

 Od początku transformacji ustrojowej systematycznie rósł w Polsce udział gazet i czasopism lokalnych w całości produkcji prasowej; od 29,8 proc. w roku 1992 do 45,8 w roku 2000. Rola prasy lokalnej we wspomaganiu przemian ustrojowych i kształtowaniu demokracji, to odrębny, dość wyraziście opracowany już temat. Na jej znaczenie można się powołać dla uwypuklenia siły oddziaływania tych mediów, w tym również samorządowych. Z punktu widzenia władzy państwowej, odpowiedzialnej za wprowadzanie reform, ów sektor mediowy wart był więc uwagi i wspomagania, stanowiąc jednocześnie ważny nurt wolności słowa i demokratyzacji życia.

 Apogeum rozwoju, jako jedna z kategorii pism lokalnych, media samorządowe osiągnęły ok. 2000 roku. Tę z grubsza zdefiniowaną wówczas

podgrupę prasy lokalnej pomijano jednak w poważnych analizach medioznawczych przez blisko dekadę od ich powstania. Po 2000 roku pojawiły się efekty pierwszych badań, głównie statystycznych, prowadzonych w kilku ośrodkach akademickich, korzystających m.in. z bazy danych o prasie lokalnej, stworzonej przez Ośrodek Badań Prasoznawczych UJ w Krakowie. Pomocne okazały się także zestawienia zawarte w Katalogu Mediów Polskich.

 W roku 2005 w katalogu odnotowano 2507 czynnych[9] tytułów prasy lokalnej, w tym 1271 czasopism lokalnych i 1236 sublokalnych. Pisma wydawane przez podmioty prywatne stanowiły 39,12 proc., a czasopisma sektora samorządowego 37,74 proc. Podział ten budził wątpliwości, bo „w tej liczbie znaczny procent – jak podawał Arkadiusz Gruchot – stanowią pisma de facto podporządkowane lokalnym samorządom, zdarza się bowiem, że gmina bezpośrednio lub pośrednio jest współwłaścicielem wydawcy”[10]. Powyższy akapit wskazuje na istniejący nadal problem z definiowaniem mediów samorządowych i ich wydzieleniem z grupy lokalnych czasopism. Sygnalizuje równocześnie zagmatwany sposób finansowania tej prasy oraz jej konkurowania z gazetami prywatnymi na rynku reklamowym.

 W podjętych badaniach za podstawę klasyfikowania poszczególnych tytułów służyła w pierwszym rzędzie interpretacja ich zawartości. Skupiano się głównie na funkcji informacyjnej tego sektora mediów, służebności wobec lokalnych środowisk, w mniejszym stopniu na analizie działalności jako podmiotów gospodarczych. Już pierwsze próby utworzenia całościowej mapy mediów lokalnych wskazały, że są w kraju obszary, na których nie ukazują się gazety prywatnych wydawców, a ich mieszkańcom potrzebnych informacji z życia gminy, czy powiatu dostarczają wyłącznie czasopisma samorządowe, bo przecież nie te regionalne, odnoszące się jedynie zdawkowo do problemów jakiejś tam, odległej od wojewódzkiego miasta lokalnej społeczności. Potrzeby informacyjne mieszkańców w takich „enklawach” (kilkadziesiąt gmin, kilkanaście powiatów), zaspakajały zatem pisma samorządowe, pozbawione jednocześnie jakiejkolwiek konkurencji. Ogólnie rzecz biorąc, media samorządowe postrzegano głównie jako podmioty wzmacniające rozwój lokalnej demokracji, służące dostarczaniu obiektywnych informacji z życia gminy, ułatwiających jej mieszkańcom wymianę poglądów i uczestniczenie w podejmowaniu istotnych decyzji przez samorząd.

Na taki (dość sielankowy) obraz złożyło się kilkanaście pierwszych badań zawartości prasy samorządowej. Ich pogłębianie o kontekst konkurencji oraz udział w lokalnych rynkach reklamowych, a także objęcie bardziej kompleksowymi badaniami większej liczby regionów w kraju, ujawniło zmieniającą się ich rolę. Zaznaczał się już bowiem inny nurt funkcjonowania tych pism, bardziej komercyjny, z wolą aktywnego uczestniczenia w życiu politycznym i, niestety, skłonnością do sprzyjania pracodawcom (urzędom gmin, miast, powiatów itp.). Wkrótce periodyki te stały się też przedmiotem zainteresowania i krytyki Izby Wydawców Prasy Lokalnej, która postawiła im zarzut psucia rynku i nieuczciwą konkurencję. Zdaniem Izby, media finansowane ze środków samorządowych, publicznych, nie powinny ubiegać się o reklamy, zwłaszcza że wiele z nich kolportowanych jest odpłatnie[11], mając też łatwiejszy dostęp do miejscowych podmiotów gospodarczych. Problem ten Rzecznik Praw Obywatelskich zauważył i upublicznił w roku 2016, a rozwinął w 2018 w piśmie do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, zwracając uwagę na niedopuszczalność łączenia przez władze samorządu terytorialnego funkcji biuletynu informacyjnego organu administracji z funkcją niezależnej prasy; funkcji publicznych z działalnością gospodarczą. A dzieje się tak, podkreślono, gdy „samorząd wydaje pismo w oderwaniu od zasad rynkowych, z pomocą środków publicznych oraz wsparcia zatrudnionych urzędników, którzy redagują jego treść w ramach obowiązków służbowych”[12]. Zarzut to poważny, oparty (chyba) nie tylko na sondażowych badaniach; wart choćby wyrywkowych objaśnień.

 

b) Obraz na podstawie badań na Pomorzu Zachodnim

 Ewolucję czasopism samorządowych, ich niejako nową rolę, dostrzeżono tu zwłaszcza w okresie wyborów parlamentarnych w roku 2001, i późniejszych. Ujawniła się ich wyrazista skłonność do popierania swoich kandydatów na radnych, co potwierdziły późniejsze badania zawartości pism w szczecińskich gminach: „prasa samorządowa (w gestii rad gminnych lub powiatowych) wspierała generalnie te ugrupowania i partie, które rządziły aktualnie w gminie lub powiecie, jednak w informacji i publicystyce często uwzględniano działania i koncepcje ugrupowań opozycyjnych”[13]. Media lokalne, w tym samorządowe, oceniano już jako ważny instrument kampanii wyborczych, jak i przejaw demokratyzacji polityki. Równolegle następowała ich komercjalizacja i konkurowanie na rynku reklamowym. Ten trend potwierdzały badania lokalnych mediów w wybranych gminach Zachodniego Pomorza, przeprowadzonych w 2009 roku przez naukowców z Uniwersytetu Szczecińskiego i Wyższej Szkoły Humanistycznej w Szczecinie, a także w innych terminach przez zespoły badawcze kilku ośrodków akademickich w kraju, zwłaszcza na Śląsku.

W jednym z nurtów badań szczecińskich (postrzeganie działalności prasowej przez pryzmat funkcjonowania sądowego rejestru dzienników i czasopism), wypłynął m.in. fakt niedoskonałości tego zgłoszeniowego systemu:

  • sądy rejestrowe nie badają szeregu okoliczności faktycznych, ważnych z punktu widzenia rynku medialnego,
  • wydawcy rejestrują od kilku do kilkunastu tytułów, a tylko kilka z nich uruchamiają,
  • rejestry przez dłuższy czas wykazują tytuły dawno już zaniechane, a nie wyrejestrowane,
  • nikt nie sprawdza zgodności nazwy ukazującego się tytułu z jego profilem zgłoszonym we wniosku rejestrowym z czego wynika np. mylna kwalifikacja, czy jest to faktycznie czasopismo samorządowe,
  • sąd rejestrowy nie ma uprawnień do badania w postępowaniu o rejestrację czy dany tytuł prasowy faktycznie się ukazuje czy też nie[14].

Autor opracowania podkreślał rosnący problem związany z nieukazywaniem się tytułów prasowych w okresie ponad rocznym od daty ich rejestracji (obowiązek wyrejestrowania spoczywa na wydawcy). Takich przypadków w Sądzie Okręgowym w Szczecinie tylko w roku 2008 odnotowano 30 na 80 zarejestrowanych tytułów. Od roku 1990 w Księgach Rejestrowych dzienników i czasopism Sądu Okręgowego w Szczecinie wpisano 714 tytułów prasowych, a wykreślono 88 tytułów, z czego wypływa wniosek, że na Pomorzu Zachodnim w przedziale lat 1990-2009 mogło ukazywać się blisko 650 dzienników i czasopism lokalnych, co było faktem jedynie rejestrowym, a dla badających wskazaniem, jak wielkie zainteresowanie i nadzieje niosła transformacja ustrojowa i prawo do tworzenia prywatnych, niezależnych gazet oraz czasopism. Na stronach rejestru wisiały też tytuły-efemerydy, które mnożyły się zwłaszcza jako media towarzyszące kampaniom wyborczym tak do samorządów, jak i do parlamentu. Od roku 2001 zaczęła się też zwiększać liczba tytułów (48) ukazujących się wyłącznie w internecie.

Artykuł sędziego Zbigniewa Ciechanowicza uzasadniał obawy, że dokonywana przez zespół badawczy analiza zawartości treści mediów lokalnych, może się rozmijać z zapisami w rejestrze. I tak istotnie było, bo rzekome pisma samorządowe okazywały się biuletynami reklamowymi (dwa przypadki), a trzy inne funkcjonowały jako „kampanijne efemerydy”, które zgasły tuż po przegranych wyborach przez pseudo wydawców, startujących do gminnych samorządów. Jedna z uwag zawartych we wspomnianym artykule zasługuje na przytoczenie, nie tylko ze względu na jej żartobliwy charakter: „Nazwy niektórych tytułów mogą czynić bezsilną intuicję osób o bogatej wyobraźni, które będą chciały ustalić profil bądź linię programową czasopisma (np. „Wyspa Szwagrów”, „Pomruki Ludu”, „Erotyka z Posejdonem”, „Odloty”)”[15].

 W gminnej prasie znaleziono również egzemplifikację stronniczości i politycznego uwikłania się wydawców w kampaniach wyborczych. Zidentyfikowano wówczas (2008-2009) dwa kolejne przykłady takich procedur, na kilkanaście przeanalizowanych tytułów czasopism, które wg. rejestru wskazano jak samorządowe.

 Podobne wyniki w uzależnieniu treści przekazu od wydawcy, szczeciński zespół uzyskał w badaniach na terenie gmin koszalińskich. „Cechą pism wydawanych bezpośrednio przez samorządy – jak zauważył K. Flasiński – jest wysoka frekwencja występowania artykułów prezentujących szeroko rozumianą władzę (…), w materiałach wyraźna jest obecność opinii osób zarządzających gminą (…) można zauważyć, że w większości analizowanych przypadków redaktorzy starali się balansować między potrzebami czytelników i wymaganiami władzy”[16]. Należy dodać, że wspomnianej analizie treści poddano w latach 2009-2014 niespełna 10 proc. tytułów wydawanych w gminach Pomorza Zachodniego.

 

c) Badania na Śląsku

 Problematyce podobnej do badań szczecińskich, w latach 2009-2018 znacznie większą uwagę poświęcili naukowcy z Katowic[17]. Analizując zawartość czasopism samorządowych województwa śląskiego sformułowali szereg hipotez uzasadniających nawet tak ostro zredagowane pytania badawcze, jak: „prasa samorządowa czy prasa władz samorządowych?”, „komu służą periodyki finansowane z lokalnych budżetów?”, „tuba propagandowa czy prasa społeczności lokalnych?” Szerokość tych badań zapewniła możliwość uzyskania jednoznacznych odpowiedzi na większość z nich i sformułowanie ogólnego wniosku, że „pisma samorządowe są postrzegane jako bardziej upolitycznione, niż ma to miejsce w rzeczywistości (…) a mimo przekonania o jej upolitycznieniu, ponad 90 proc. respondentów jest skłonna ufać informacjom zamieszczanym na jej łamach”[18]. W kolejnych badaniach potwierdzono w pierwszym rzędzie znaną już wcześniej prawdę, że władze samorządów bezpośrednio administrują tytułami wydawanych periodyków, „podejmują decyzje dotyczące składu redakcji, wielkości dotacji, siedziby redakcji, jak również nakładu”[19], a pisma, stając się swoistymi biuletynami informacyjnymi, zawierają „głównie informacje na temat działalności samorządu i mają za zadanie kreowanie pozytywnego wizerunku władz w oczach odbiorców”[20]. Wysoko oceniono jednakże funkcję informacyjną tej prasy oraz rolę w integracji środowisk lokalnych. Zastrzeżenia pojawiły się natomiast przy ocenie funkcji kształtowania opinii polegającej na nadmiernym wpływaniu na sądy mieszkańców. Funkcję kontrolną tych mediów w zakresie krytycznej oceny władz samorządowych (najczęściej unikano krytyki), oceniono negatywnie. Podobnie jak funkcję propagandową, szczególnie wyraźną w okresach przed wyborami samorządowymi, „kiedy prasa samorządowa pełni wręcz rolę „tuby” władzy”[21].

 Wnioski z badań czasopism samorządowych, prowadzonych przez szereg lat na Pomorzu Zachodnim oraz na Śląsku, pokrywają się w wielu miejscach, choć realizowane były różnymi metodami. Są więc w dużym stopniu prawdopodobne, ułatwiają zrozumienie, czym były do niedawna i jakim ulegają przekształceniom te periodyki. Ostatnie sondaże z 2018 r. realizowane w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii wskazywały, że 88% tamtejszych samorządów (41 miast i gmin woj. śląskiego), wydaje prasę w postaci gazet tradycyjnych, w większości (61%) bezpośrednio przez organy gminy i wydziały urzędów. Dominowała prasa bezpłatna, ale 14% czasopism miało cenę i kosztowały od 1,5 zł do 3 zł. Blisko połowa prasy samorządowej w regionie umieszczała płatne i bezpłatne reklamy, konkurując na lokalnych rynkach z prywatnymi czasopismami. I właśnie owa „nieuczciwa konkurencja”(Izba Wydawców), jak i „zagrożenia dla wolności słowa i prawa do informacji” (Helsińska Fundacja Praw Człowieka, 2016), wzbudziły zastrzeżenia wspomnianych instytucji, a później także Rzecznika Praw Obywatelskich.

 

Wnioski

 Fragmentaryczność zarysowanych badań medioznawczych z dwóch ośrodków, niepełna ich kompatybilność metodologiczna, nakazuje ostrożność przy uogólnianiu i ewentualnym tworzeniu całościowego obrazu mediów samorządowych w Polsce, bowiem w innych regionach może być inaczej, niż na Śląsku i Pomorzu Zachodnim.

 Autor pośrednio odniósł się do zastrzeżeń Izby, jak i Helsińskiej Fundacji, a także przedstawił własne uwagi krytyczne dotyczące sublokalnych periodyków. Z braku dostępu do wyników ewentualnych badań, na których szacowne instytucje oparły swe zarzuty, autor nie zamierza ich podważać. Zakłada, że zarówno Fundacja, jak i Izba, a także Rzecznik Praw Obywatelskich, dysponują wystarczającymi dowodami na poparcie swych tez. Bez wątpienia słusznym wydaje się postulat wprowadzenia odpowiednich przepisów nowelizujących ustawę prawo prasowe[22], ale też koniecznym się zdają regulacje w zakresie bardziej wnikliwego prowadzenia przez sądy okręgowe rejestrów dzienników i czasopism. Jednakże zgłaszany przez rządzących zamiar „uporządkowania gazetek”, brzmi niepokojąco.

 Autor nie zamierza podpowiadać innych regulacji, zwłaszcza jeśli chodzi o zakres konkurowania czasopism samorządowych z lokalnymi gazetami prywatnymi, bowiem te kwestie podlegają porządkowi nakreślonemu przez ustawę o zapobieganiu nieuczciwej konkurencji. Jej stosowanie wydaje się odpowiednie do zgłaszanych zwłaszcza przez Izbę przypadków „psucia” rynku, a pamiętać jeszcze należy o ustawie antymonopolowej, bowiem obowiązek unikania niedozwolonych praktyk rynkowych dotyczy wszystkich graczy na rynku, a w tym i w sektorze mediów lokalnych. To, że wspomniane reguły są łamane na rynku ogólnopolskim przez hegemonów, nie usprawiedliwia tych mniejszych, choć wzorce płyną z góry.

 Autor nie zna przykładów[23] zaistniałych przed sądami (a w tym przed Sądem Ochrony Konkurencji i Konsumentów) spraw przeciwko czasopismom samorządowym, wytaczanych przez prywatnych lokalnych wydawców o nieuczciwą konkurencję. A przecież tego rodzaju droga dochodzenia roszczeń właściwa w państwie prawa, stanowiąc jednocześnie bazę do powstania odpowiedniej doktryny prawnej, ułatwiającej rozumienie spornych kwestii i Izba miałaby na podorędziu niezbite argumenty na poparcie stawianych zarzutów „psucia rynku”.

W podsumowaniu autor pragnie podkreślić, że nie występuje w obronie status quo prasy samorządowej. Zwraca jednak uwagę, że zgłaszany przez rządzących postulat zajęcia się „gazetkami”, potwierdza jednocześnie ich („gazetek”) potencjalną, niebagatelną silę oddziaływania w lokalnych społecznościach. A to jest już sprawą innego kalibru, wręcz wagi państwowej, nie tylko ze względu na malejącą w sondażach pozycję partii rządzącej, nie tylko na zamieszanie wokół przejęcia przez PKN Orlen regionalnych dzienników i czasopism, ale tak w ogóle: wypływa przecież z naturalnej konieczności porządkowania w Polsce prawa, czego reforma sądownicza jest odpowiednim, wymownym przykładem. Czyż nie?

 

[1] Sąd wstrzymuje przejęcie Polska Press przez Orlen, [w:] https://www.onet.pl, pobr. 12.04.2021 r.

[2] Daniel Obajtek: postanowienie sądu w sprawie Polska Press jest bezprzedmiotowe, [w:] https://www.onet.pl, pobr. 13.04.21 r.

[3] P. Jedlecki, PiS bierze się do gazet samorządów? [w:] „Gazeta Wyborcza” z dn. 20.01.2021
r., s. 7.

[4] Dz.U. 2018 poz. 1914. Tekst jednolity.

[5] http://pressclub.pl/rejestr-dziennikow-i-czasopism/ , pobr. 17.04.2021 r.

[6] Bibl. Narodowa, Bibl. Wyd. Ciągłych… [w:] https://bn.org.pl , pobr. 11.04.2021 r.

[7] ISSN – międzynarodowy znormalizowany numer wydawnictw ciągłych, służący do identyfikacji danego tytułu, wprowadzający do światowego syst. inf. Nadawany przez Narodowy Ośrodek ISSN Zakładu Czasopism BN w W-wie.

[8] NIST, to państwowa instytucja podległa ministrowi spraw wewnętrznych.

[9] W latach 1995-2005 na polskim rynku prasowym pojawiało się około 500 nowych tytułów lokalnych i sublokalnych i tyleż samo ich upadało.

[10] A. Gruchot, Polska Prasa Lokalna, [w:] „Edukacja humanistyczna” nr1/2010, WSH Szczecin, s. 17.

[11] Wątpliwość ta zdecydowanie maleje, gdy zapytamy o system finansowania TVP SA oraz PR SA (w przewadze zasilanych nie z abonamentu lecz z budżetu państwa), a także skalę ich wpływów z reklamy.

[12] Prasa samorządowa… [w:] https://samorzad.pap.pl, pobr. 7.04.2021 r.

[13] Vide: P. Chrobak, Kampanie wyborcze w szczecińskich dziennikach…, [w:] J. Kania, R. Cieślak, Media lokalne w Szczecinie, WN US Szczecin, 2011 r.

[14] Z. Ciechanowicz, Organizacja działalności prasowej… [w:] „Edukacja humanistyczna” nr 1/2010, WSH TWP Szczecin, 2010 r., s. 34-46.

[15] Tamże.

[16] K. Flasiński, Koszalińska prasa samorządowa…,[w:] J. Kania (red.), Media koszalińskie w umacnianiu tożsamości lokalnej, Politechnika Koszalińska, Koszalin 2014 r., s.156-167.

[17] P. Szostak, Współczesna prasa samorządowa w woj. śląskim, UŚ Katowice, 2009 r., P. Szostak, Prasa samorządowa czy prasa władz samorządowych?, Wyd. Gnome, Katowice 2013 r., D. Krawczyk, Postrzeganie prasy samorządowej… [w:] „Państwo i Społeczeństwo”, Warszawa, 2017 (XVII) nr 3.

[18] P. Szostak, Prasa samorządowa czy prasa władz samorządowych, Wyd. Gnome, Katowice 2013 r., s. 109.

[19] P. Szostak, Współczesna prasa samorządowa w woj. śląskim, Uniwersytet Śląski, Katowice, 2019 r., s. 83.

[20] Tamże, s. 85.

[21] Tamże, s. 92.

[22] Projekt nowelizacji ust. pr. pras., złożony w sejmie przed trzema laty przez Kukiz’15,  popierany przez HFPC, budzi szereg wątpliwości, przewiduje m.in. zakaz wydawania czasopism przez samorządy. Więcej na ten temat: https://www.prawo.pl/samorząd/prasa-samorzadowa-nie-powinna-konkurowac, pobr. 14.04.2021 r.

[23] Nikt ich nie upublicznił? A jeśli były, to jakimi skończyły się wyrokami? Izba nie przytaczała takich przykładów.

Poprzedni artykułCzarnoleski syndrom Henryka Makarskiego
Następny artykułLiga Mistrzów: Finał: Manchester City kontra Chelsea Londyn. Angielski finał…
Zbigniew Kosiorowski
Dr Zbigniew Kosiorowski, prof. nadzw. ZPSB – prozaik, dziennikarz, autor licznych reportaży radiowych, prasowych i słuchowisk. Ukończył studia wyższe polonistyczne (UAM, Poznań) i podyplomowe: prawa autorskiego (UJ, Kraków), krytyki artystycznej (WSNS, W-wa), a także w dziedzinie zarządzania, doradztwa finansowego i budowy strategii spółek (SGH, W-wa). Doktorat z ekonomii w zakresie nauk o zarządzaniu (SGH, W-wa). Współzałożyciel i redaktor naczelny Wydawnictwa GLOB (1984-1990), czasopism: Morze i Ziemia (1978-1981) i Między Innymi (1985-1989). W latach 1990-2006 prezes i redaktor naczelny Polskiego Radia Szczecin SA. Medioznawca i ekspert prawa autorskiego, profesor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu, autor monografii naukowych m.in.: Radiofonia publiczna (1999), Dysjunkcje misji (2009), podręczników cyfrowych do nauczania online: Gospodarowanie kapitałem ludzkim (2011) i Ochrona własności intelektualnej (2011), a także kilkudziesięciu artykułów naukowych z dziedziny zarządzania. Założyciel i dyrektor Szczecińskiej Szkoły pod Żaglami (1987-2003), kapitan jachtowy. Wydał ponad 20 pozycji książkowych, m.in.: W pętli (1985), Gnilec (1986), cykl powieści młodzieżowych Przez cztery oceany (1986-1990), Archipelag odpływów (2010), Desant (2013), Kamień podróżny (2016) i Zapadnia (2018).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here