Klubu Pod Jaszczurami – jubileusz

0

Opis zdjęć:

1 – Andrzej Zaucha
2 – Wojciech Karolak
3 – Janusz Muniak z zespołem jazzowym
4 – red. Jan Poprawa
5 – Krzysztof Miklaszewski i Bronisław Cieślak
6 – Jarosław Śmietana, Zbigniew Namysłowski, Mirosław Sitkowski
7 – Spotkanie kierowników klubów studenckich: Tadeusz Pilat, Jerzy Marczyński, Janusz Andrzejowski, Jarosław Janowski, Andrzej Potok oraz dyrektor Alma–Art Włodzimierz Czarzasty
8 – Najmilsza studentka Krakowa, Andrzej Dyja i Janusz Gast

 

Minęło już 60 lat jak Jaszczury dodają niepowtarzalnego uroku Krakowowi. Mówiło się, że na krakowskim rynku są cztery najważniejsze miejsca: Kościół Mariacki, Sukiennice, Piwnica pod Baranami i Jaszczury. Niestety, nie było z tej okazji żadnej fety, bo pandemia wszystko popsuła. Jedynie koledzy z dawnego Zrzeszenia Studentów Polskich przyznali obecnym gospodarzom klubu honorową nagrodę Komisji Historycznej Ruchu Studenckiego.

Żeby opisać to, co się działo w Jaszczurach, trzeba sporo miejsca. Wybrałem trzy źródła, które nie tylko pokazują ten klub, ale też szerzej naświetlają pewne zjawiska społeczne, jakie wystąpiły w latach sześćdziesiątych, w środowisku akademickim.

Na początek „Moja Historia Krakowskich Jaszczurów 1966 – 1968” napisana przez Krzysztofa Miklaszewskiego, kierownika programowego Jaszczurów w tamtych latach:

„…Kluby studenckie rodzące się jak grzyby po deszczu po pierwszym kryzysie polskiego komunizmu w drugie połowie lat 50., kiedy to zbankrutowała ostatecznie partyjna młodzieżówka czyli osławione ZMP – stały się w latach 60. XX wieku prawdziwym ewenementem w całej Europie – bez wyjątku, to znaczy: i w całym komunistycznym „obozie szczęśliwości”, jaki „dzięki” układom teherańsko-jałtańskie stworzył w Europie wschodniej i środkowej reżim radziecki,
i w poszczególnych krajach pseudo „wolnego świata” Zachodu. Ta unikatowość „polskiego klubu studenckiego” zafascynowała wkrótce – jednakowo obydwa – jakże różne światy. „Porażał” bowiem swoich rówieśników socjalistyczno-komunistycznego chowu zakresem niezależności własnej, ani nie inspirowanej przez starszych, doświadczonych ideologicznie towarzyszy, ani często nie korygowanej przez organizację na klub łożącą. Niepokoił zaś równolatków zachodnich Collegiów rozmiarami zaangażowania w próbach samodzielnego rozstrzygania i ideologicznych sporów, i korekty nieprawidłowości w funkcjonowaniu norm życia społecznego. Jednocześnie wszyscy nam zazdrościli POLOTU, FANTAZJI i KONSEKWENCJI w skuteczności kreowania takiego modelu „zagospodarowania” czasu wolnego młodego polskiego inteligenta pierwszej połowy lat 60., który sprawił, że stał się on zaczynem myślącego rewolucyjnie i rozwojowo, a ukształtowanego – dopiero w latach 80. i 90. – polskiego społeczeństwa obywatelskiego… .”

Na 35. lecie Jaszczurów w 1995 roku Wacław Krupiński, wybitny krakowski dziennikarz i publicysta, też rozpoczął swój artykuł w „Dzienniku Polskim” od oceny roli i znczenia klubów w ówczesnej rzeczywistości PRL-u:

„Niegdyś klub studencki to był dzisiejszy pub, telewizyjny talk show, czat
w Internecie i jeszcze coś… Otaczała je mgiełka szlachetnego snobizmu, który sprawił, że w Jaszczurach być wypadało, jak i skandalu; okrzyczano je hyde parkiem i miejscem rozpusty („zawiodą się ci, którzy nadal wierzą w jaszczurowe dyżury seksualne, porażające grozą i przyprawiające o dreszcze przerażone nobliwe krakowskie ciotki” – napisze po latach Krzysztof Miklaszewski, który tworzył program klubu w latach 1965-68); zarzucano, że to klub zbyt elitarny, to znów że nazbyt otwarty; nagradzano i ganiono – ale przez wiele lat był to jeden ze znaków miasta. Jaszczury – wiadomo Kraków, jak Żak w Gdańsku, jak Hybrydy czy Stodoła w Warszawie, jak Pałacyk we Wrocławiu. Bo kiedyś kluby studenckie to była potęga. Kiedyś, czyli w latach, gdy dzisiejszych młodych nie było na świecie, telewizja raczkowała, a komputery znano tylko z powieści spod znaku s.f. I właśnie w tamtym okresie, końca lat 50. i początku 60., owe kluby stały się tym, czym dzisiaj są puby, talk show w telewizji, czaty w Internecie i jeszcze czymś, co obecnie młodym pewnie wytłumaczyć najtrudniej – one były ersatzem wolności, poszerzały pole odgórnie reglamentowanej swobody, zwiększały margines publicznie toczonej dyskusji.

 Bo też wyrosły kluby studenckie na fali popaździernikowego intelektualno-artystycznego ożywienia, kiedy możliwe stało się wyrwanie z „jedynie słusznych” kanonów socrealistycznego schematyzmu. Nic tedy dziwnego, że w środowisku studenckim zapału i chęci nie brakowało, czego przykładem i roboty w starej renesansowej krakowskiej kamienicy przy Rynku Głównym, zajmowanej wcześniej przez stołówkę Politechniki Krakowskiej, a i skład mebli. To właśnie studenci tej uczelni byli pierwszymi, którzy podjęli starania o powstanie klubu Pod Jaszczurami, bo ta nazwa – dzięki figurkom jaszczurów, znajdującym się nad wejściem do kamienicy – pojawiła się niemal od razu.

 

Dalej autor artykułu opisuje jakie to były początki i jak rosła legenda Jaszczurów:

„We wspomnieniach z tamtych lat, m.in. Sławomira Mielniczka, ale i pracującego już wówczas w „Dzienniku” Brunona Miecugowa, pamiętającego, jak to wypruwali sejfy należące do mieszczącego się tam przed wojną banku, można odnaleźć zapał właściwy latom tamtej odwilży. To on sprawiał, że kuto ściany nie bacząc na omdlewające ręce, że rzucono się na gigantyczny remont, mimo braku pieniędzy (nie na wiele zdała się akcja zbiórki wśród zakładów pracy i krakowian). Jest w opowieściach z tamtych lat i występ Wiesława Ochmana, wówczas studenta AGH, który śpiewał na stopniach remontowanej jeszcze sali gotyckiej, są spacery w skarpetkach po nowiutkich salach, tuż przed ich otwarciem i wiele, wiele innych. A nastąpiło ono 23 kwietnia 1960 roku z pompą i występami, m.in. Joanny Rawik, która wcześniej, w nie oddanym jeszcze klubie, świętowała swój ślub ze Stanisławem Gronkowskim.

 Opowieści z tamtych lat snuć by można równie długo, jak wyliczać nazwiska tych, którzy w Jaszczurach gościli i działali. Wiesław Dymny tworzył gazetki ścienne (opowiada się też, że wylał na łysą głowę ówczesnego premiera Cyrankiewicza jakąś pachnącą wódkę, a potem ją pieczołowicie na oczach struchlałej widowni wycierał ścierką), jakiś wiceminister finansów wymykał się z klubu tylnymi drzwiami, a Adam Hanuszkiewicz po nazbyt burzliwym spotkaniu deklarował, że więcej już się tu nie stawi. Generalnie w owych klubach pojawiali się wszyscy sławni, znani i uznani. Aktorzy – Tadeusz Łomnicki, Zbigniew Cybulski, Zbigniew Zapasiewicz, Daniel Olbrychski, i wielu, wielu jeszcze, reżyserzy – Wojciech Has, Erwin Axer, Jerzy Grotowski, Tadeusz Kantor, Konrad Swinarski, Kazimierz Dejmek, Andrzej Wajda, pisarze – Jerzy Andrzejewski, Kazimierz Brandys, Stanisław Grochowiak, Antoni Słonimski… To Zbigniew Siatkowski prowadząc spotkanie z tym wybitnym poetą i felietonistą powiedział z atencją: „Odstępując od obyczaju naszych rozmów o poezji będę dziś mówił stojąc, mówił będę bowiem o Antonim Słonimskim”. Na to zerwał się Słonimski: „Wobec tego ja będę słuchał stojąc!”.

 Poezja cieszyła się w owych czasach mirem ogromnym; a zainicjowane w 1966 roku przez Miklaszewskiego Turnieje Jednego Wiersza budziły emocje pewnie niewiele mniejsze jak dzisiaj telewizyjni „Milionerzy”. A lista laureatów jakże imponująca: Julian Kornhauser, Stanisław Stabro, Adam Zagajewski, Adam Ziemianin, Adam Warzecha, Krzysztof Lisowski… Nazwiska te odnajdziemy też w skupionych wokół klubu grupach literackich: Teraz, Tylicz, My. Zwłaszcza dwie pierwsze trafiły już na stałe do dziejów polskiej poezji XX wieku.

 A teatr… Toż słynny Teatr 38 – wpisany w tradycję scen nie tylko Krakowa dokonaniami Waldemara Krygiera, Helmuta Kajzara – powstał cztery lata przed klubem i choć bardzo długo bronił swej autonomii, to jednakże z czasem, już w latach 70., zespolił się z Jaszczurami odradzając się pod kierownictwem Piotra Szczerskiego. Ale przecież były jeszcze inne, mniej już sławne, jaszczurowe scenki: Avo Pawła Świderskiego, Inferno Henryka Jacka Schoena, prowadzącego do niedawna Bagatelę.

 A jazz… Toż tu w Rynku Głównym 7 grali giganci! Andrzej Kurylewicz, Andrzej Dąbrowski, Roman Dyląg, Wojciech Karolak, Zbigniew Namysłowski, Janusz Muniak, Zbigniew Seifert, który właśnie w tym klubie dał swój ostatni w Polsce koncert… Nie, nie ma sensu wymieniać; grali wszyscy, także do tańca, jak krakowski Jazz Band Ball Orchestra. Gdy w lecie 1972 roku otwierano oficjalnie w Jaszczurach Jazz Klub (miał być namiastką zlikwidowanego przy ul. św. Marka Helikonu), pojawił się Fidel Castro.

 Listę grup twórczych, związanych mniej czy bardziej ściśle z tym klubem, można by ciągnąć długo; i teatrzyk Salamandra Wojciecha Jesionki (w nim m.in. Bronisław Cieślak, późniejszy porucznik 07, a potem poseł), i teatrzyk piosenki Hefajstos, gdzie m.in. piosenki komponowali Andrzej Zarycki i Mieczysław Kosz, a śpiewali Leszek Długosz i Nina Repetowska, i Kwartet Myśliwski Zbigniewa Książka i Zbigniewa Preisnera (wówczas pod dawnym nazwiskiem), i kabaret Protekst, i aktywna do dzisiaj fotograficzno-plastyczna Łódź Kaliska… I wreszcie obchodzący właśnie 35-lecie Teatr STU, instytucjonalnie samodzielny, ale to pod Jaszczurami prezentował swe pierwsze głośne spektakle – „Pamiętnik wariata”, „Spadanie”, „Sennik polski”.

Nie sposób opisać pokrótce historię Jaszczurów…”

 

Redaktor Wacław Krupiński nie omieszkał zaznaczyć, że:

„…sferą, która w jaszczurowej działalności wywoływała emocje najżywsze, była polityka. Gdy przed wielu laty gościł w klubie Zbigniew Załuski, wówczas autor wywołującej gorące spory książki „Siedem polskich grzechów głównych”, tłum napierał tak gęsty, że aż posypało się w drzwiach szkło. (…) Ale też Salon Myśli Politycznej, prowadzony przez późniejszych dziennikarzy Adama Ogorzałka, Stefana Ciepłego, Andrzeja Gebera, z takimi cyklami, jak „Psychika narodu polskiego”, „Moralne niepokoje współczesnego społeczeństwa” czy „Kariery godne i niegodne”, przyciągał główne postaci polskiej polityki, czołowych, nie zawsze pokornych publicystów, którzy wiedzieli, że w warunkach klubowych mogą prowadzić w miarę nieskrępowaną dyskusję (choć i tak zawsze były podejrzenia, że słucha ktoś ze Służby Bezpieczeństwa).

To ze wspomnianym Załuskim wiąże się opowieść, jak to goszczący w klubie wybitny filozof prakseolog prof. Tadeusz Kotarbiński rozpoczął spotkanie od wyjęcia koperty i wygłoszenia słów: „Różnie mnie w życiu tytułowano, nikt wszakże nie nazwał mnie jeszcze szanownym towarzyszem pułkownikiem. Mimo to przyjąłem zaproszenie, gdyż temat wydaje mi się wielce zachęcający…”. Tajemnica wyjaśniła się, gdy trochę później gościł w klubie Załuski, faktyczny pułkownik wojska, który zaczął od słów: „Pragnę poinformować słuchaczy, a także autorów miłego listu, który mnie tu sprowadził, że profesorem nie jestem”.

 Dodam już od siebie, że klub miał lata wspaniałe nie tylko na początku, ale także i w połowie lat 70., kiedy kierowali nim Paweł Szyguła i Jarosław Janowski, miał też swoje okresy budzące mniejszy powód do chwały, że i o ostatnim czasie nie wspomnę. Jak będzie teraz, u początku XXI wieku, kiedy kluby studenckie generalnie przeżyły kryzys, wyparte przez puby, internet, przez ogólnie inny model życia, w którym nie ma czasu na zbytnią aktywność kulturalną, bo obecnie time is money?

Agnieszka Odorowicz i Jacek Wilczyński ze swoją ekipą z Instytutu Sztuki zakładają optymistycznie, że ich oferta znajdzie chętnych, że przywróci klubowi atmosferę twórczego relaksu i kulturalnej zabawy. Słowem – że uda im się zmierzyć z legendą. Znając inne osiągnięcia Instytutu Sztuki wierzę, że im się powiedzie, że przywracając spotkania dyskusyjne, Turniej Jednego Wiersza, powołując wieczory filmowe w sali Teatru 38, a i ożywiając znów tę scenę nawiążą do tradycji, którą ongiś wytyczali nieżyjący już poeta Tadeusz Śliwiak, pierwszy kierownik programowy, wspomniany Krzysztof Miklaszewski, Andrzej Kossowicz czy wiele lat później Piotr Bałtroczyk.

 I pro domo sua: Brunona Miecugowa już wspomniałem, Władysław Cybulski był z kolei ozdobą jaszczurowych dyskusji o filmach, a znany z naszych łamów wyborny znawca sztuki Jerzy Madeyski współtworzył w pierwszym okresie program klubu, głównie naturalnie plastyczny. Inny nasz autor, Grzegorz Tusiewicz, prowadził w latach 70. koncerty jazzowe, a potem i dyskoteki… Bo też jaszczurowa wspólnota zatacza ogromne kręgi. Ów klub to takie magiczne miejsce, które, gdziekolwiek w Polsce trafić, wciąż budzi miłe wspomnienia, co – jak opowiada Jacek Wilczyński – niezwykle ułatwia rozmowy w pozyskiwaniu mecenasów.

 Jaszczury to jedna z najbardziej kultowych scen muzycznych (choć nie tylko) w Polsce. To tutaj swoje kariery zaczynali najwięksi polscy jazzmani, komicy, aktorzy. A zaczynało się od gęstej atmosfery studenckiej – fajek i suto zakrapianych imprez w towarzystwie wszystkich muz. Działa od roku 1960 i mieści się w średniowiecznej Kamienicy Pod Jaszczurką w samym centrum Krakowa. Bo jak to w Krakowie – historia miesza się z dzisiaj, to, co było z tym, co będzie. A jak to było naprawdę?

Dzięki Januszowi Madejowi, który od lat na Facebooku prowadzi internetowe archiwum poświęcone działalności „Jaszczurów”, na prezentowanych, archiwalnych zdjęciach możemy zauważyć znanych całemu środowisku polityków, artystów, muzyków i zespoły m.in. jazzowe. Marka Siwca wówczas redaktora naczelnego „Studenta”, Andrzeja Urbańczyka, Bronisława Cieślaka, Tadeusza Skoczka, Krzysztofa Miklaszewskiego, Bogusława Sobczuka, Jana Poprawę, Grzegorza Tusiewicza, Jurka Marczyńskiego, Krzysztofa Haicha, Jarosława Janowskiego, Zbigniewa Książka, Zbigniewa Seiferta, Piotra Skrzyneckiego, Jonasza Koftę, Tadeusza Pilata, Wojciecha Karolaka, Jarka Śmietanę, Mariana Pawlika z zespołem Jamble, z którym śpiewał Andrzej Zaucha, Andrzeja Jakubca z Old Metropolitan Band, Marka Michalaka z Jazz Band Ball Orchestra, Janusza Muniaka, Janusza Grzywacza, Marka Stryszowskiego i Krzysztofa Ścierańskiego z Laboratorium.

Ponadto: JanaTadeusza Stanisławskiego, Kabaret Elita, Wojciecha Młynarskiego, Krzysztofa Jasińskiego, Andrzeja Sikorowskiego, Jana Wołka, Krzysztofa Daukszewicza, Korę z Jackowskim, Marcina Dońca, Antoniego Piechniczka, Bronisława Kucharka. Nie brakuje zdjęć z Juwenaliów, w tym koronacji Najmilszej Studentki Krakowa, wjazdu nagiej dziewczyny na koniu i wielu innych działań happeningowych, itp..

W 2018 roku Wiesław Klimczak, prezes Fundacji Ogólnopolskiej Komisji Historycznej Ruchu Studenckiego spytał mnie kogo z kultury studenckiej proponowałbym do dorocznie przyznawanej nagrody. Wiedząc jak cenna
i komu do tej pory była przyznawana ta nagroda bez wahania zaproponowałem legendarny i wielce zasłużony dla kultury studenckiej krakowski „Klub pod Jaszczurami”. Moja propozycja została przyjęta. Wówczas poprosiłem Janka Poprawę, nota bene laureata tej nagrody z poprzednich lat, o przygotowanie wniosku.

 

Oto, co wtedy Janek napisał:

„Wiosną roku 1960-go roku pojawiły się w krakowskiej prasie notatki o nowym krakowskim klubie „Pod Jaszczurami”. Zapewne nikt wówczas nie sądził że oto rodziła się ważna instytucja Krakowa i polskiej kultury. „Jaszczury” rychło stały się jednym z najpopularniejszych klubów studenckich w kraju. Nie byłoby to może specjalnie ważne, gdyby nie fakt, że właśnie kluby studenckie stały się kolebką i siedliskiem szczególnego zjawiska, zwanego umownie „kulturą studencką”. A czym była ona sama – wiemy dziś przecież. Tzw. „kultura studencka” była w owych latach naturalna kolebką przyszłych profesjonalnych twórców kultury narodowej. Ale też – co może najważniejsze – byłą miejscem w którym odzywał się głos młodej inteligencji , w którym artykułowały się nastroje kilku pokoleń (zwanych po czasie „pokoleniem 56” i „pokoleniem 68”). Miejsce takie zajęły warszawskie „Hybrydy” czy „Stodoła”, gdański „Żak”, wrocławski „Pałacyk”, poznańska „Od Nowa” ,”Chatka Żaka” w Lublinie (i inne podobne).

 Historia klubów studenckich, tego fenomenu Polski dwudziestowiecznej – nie została wystarczająco opisana i doceniona. A szczególnie niedoceniona wydaje się historia najważniejszego klubu krakowskiego środowiska akademickiego.
O Klubie „Pod Jaszczurami” wydano (i to dosłownie w ostatnich dniach) jedną tylko skromną książeczkę Krzysztofa Miklaszewskiego. Jeszcze tylko drobne prace autorskie i redaktorskie Tadeusza Skoczka czy Jana Poprawy stanowić mogą obraz instytucji, która przez kilkadziesiąt lat wpływała na charakter i jakość krakowskiej młodzieży akademickiej. Przyszedł czas by o „Jaszczurach” mówić. Ojcowie założyciele Klubu już tego zrobić nie mogą. Choć żyje wciąż pierwszy krakowskiego klubu szef, świetny publicysta Stefan Ciepły – to brak wielu innych, którym Kraków i młodzież zawdzięcza najważniejszy klub środowiska studenckiego. Ale warto obudzić pamięć weteranów (na przykład Janusza Cichalewskiego czy Marka Grabowskiego), warto oderwać od codziennych obowiązków niegdysiejszych kierowników „Jaszczurów”: Tadeusza Pilata, Pawła Szygułę, Bronisława Cieślaka, Jarosława Janowskiego i innych. Warto skłonić do wspomnień niezastąpioną w pewnej epoce krakowskiego życia kulturalnego Agnieszkę Odorowicz. Niech wreszcie ich – i innych wysiłek i geniusz zostanie opisany i doceniony!

Wyróżnienie Klubu „Pod Jaszczurami” przez Ogólnopolską Komisję Historyczną Ruchu Studenckiego – do dobry pierwszy krok w tym zadaniu.”

 Na zakończenie jeszcze parę zdań od siebie.

Od prawie 20 lat Klubem pod Jaszczurami opiekuje się Stowarzyszenie Kultury Akademickiej Instytut Sztuki założone przez wspomnianych: Agnieszkę Odorowicz i Jacka Wilczyńskiego, które dba nie tylko o rozwój Klubu i liczne wydarzenia kulturalne, ale również o jego wspaniałą historię i dobre imię.W 2012 roku powstała firma Jaszczury sp. z o. o., która dzierżawi lokal i wspiera Instytut Sztuki również finansowo w działaniach mających na celu upowszechnianie dokonań 60 lat działalności Klubu.

Na zaproszenie Janusza Madeja, zamieszczającego na Facebooku archiwalne materiały z działalności Klubu oraz obecnego kierownictwa Klubu, 10 października 2021 roku uczestniczyłem w znakomicie zorganizowanej imprezie pt. „Rozmowa z Jędrkiem” – spotkanie Przyjaciół i wspomnień Andrzeja Zauchy w 30 rocznicę śmierci. W programie był wieczór autorski Jarka Szubrychta , premiera jego książki pt.: „Życie, bierz mnie”, otwarcie w podziemiach klubu „Zaułka Zauchy” w dawnej małej Żyrafie, piosenki Andrzeja Zauchy w interpretacji młodych artystów z klubu „Pod Jaszczurami”, specjalny koncert Andrzeja Sikorowskiego i niekończące się rozmowy, jak tradycja nakazała przy niejednej szklance piwa i nie tylko.

 W spotkaniu uczestniczyło kilkaset osób, dinozaurów studenckiej kultury w tym onegdaj współtworzących Klub, jak również sporo przedstawicieli młodego pokolenia, będących jego miłośnikami. Dzięki wspaniałej atmosferze mogłem na chwilę wrócić do czasów, które w moim życiu były najpiękniejsze, Młodość, studia w Krakowie, poczułem się jak za dawnych lat gdy było mi dane uczestniczyć w fenomenalnym zjawisku jakim niewątpliwie w tamtych czasach była kultura studencka. Nie jedna łza mi się w oku zakręciła. Wracając o północy do hotelu poczułem się młodszym o kilkadziesiąt lat.

W tym miejscu chciałbym serdecznie podziękować Instytutowi Sztuki oraz panom Januszowi Wosiowi i Włodzimierzowi Leksie, prezesom firmy JASZCZURY Sp. z o. o. za wspaniałe prowadzenie Klubu, za działalność programową nawiązującą do tradycji i w ten sposób popularyzującą wartości jakie przyświecały tworzącym Klub w minionych latach jego świetności.

 

Autor tekstu: Janusz Gast

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here